Książki
5
PLN
Coś więcej niż ślad
Coś więcej niż ślad 1 0
Coś więcej niż ślad
tłum: Justyna Przybyłowska
wydawnictwo: PROMIC
seria: Corus delicti
rok wyd.: 2013
ISBN: 978-83-7502-345-9
oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
format: 140 x 225 mm
liczba stron: 512
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,00 zł
POPRZEDNIA CENA: 39,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
seria Corus delicti
rok wyd. 2013
ISBN 978-83-7502-345-9
oprawa broszurowa ze skrzydełkami
format 140 x 225 mm
liczba stron 512

W ostatnim czasie coraz częściej stajemy się świadkami wydarzeń, które mocno niepokoją, budząc pełne obaw pytania o przyszłość, nawet tę najbliższą. Deszcze meteorytów, asteroidy, mijające w bliskiej odległości naszą planetę, prognozy globalnych klęsk, a teraz jeszcze abdykacja papieża każą się zastanawiać, czy rzeczywiście nie zbliża się zapowiadany od dawna koniec. Jeśli do tego wszystkiego dodać stare przepowiednie i proroctwa ujawniane przy okazji takich właśnie okoliczności to istotnie można przypuszczać, że lada moment rozpocznie się final countdown, ostateczne odliczanie.

 

Tymczasem w Galilei pojawia się tajemniczy Jeszua ben Josef, który jak niegdyś Jezus czyni cuda i porywa słowem tłumy. Co więcej, nawet przywraca życie zmarłym… Czy więc to zapowiadany Mesjasz, który powtórnie ma przyjść, by rozpocząć swój sąd nad światem? Powątpiewa w to dr Jonathan Weber, który – kto wie – być może staje przed najtrudniejszym z wyzwań: musi dowiedzieć się, czy rzeczywiście Chrystus powrócił na ziemię, czy też jest to największa mistyfikacja w dziejach ludzkości…

Patronat medialny książki objął wortal literacki Granice.pl

Paul L. Maier - amerykański pisarz i wykładowca historii starożytnej w Western Michigan University. Ma w swoim dorobku ponad dwieście artykułów naukowych i jedenaście książek, w tym kilka powieści (m.in. "Rzym w płomieniach" i "Poncjusz Piłat"). Mieszka z rodziną w Kalamazoo w stanie Michigan.

 

DRUKUJ OPIS

 

– Nie udało nam się dowiedzieć dużo, ale powiem ci, co wiemy. Wszystko wskazuje na to, że Jeszua ben Josef urodził
się w Betlejem mniej więcej w 1973 roku i…
– W Betlejem? Tutejszym czy tym w Pensylwanii? Na twarzy Shelera pojawił się uśmiech.
– Tutejszym. Przypuszczałem, że ta informacja może zrobić na tobie wrażenie. Jon zastukał palcami w stół i zaczął głośno myśleć:
– Co innego, jeśli jakiś szarlatan próbuje oszukać ludzi, upodabniając swoje życie zawodowe do posługi Jezusa… hm… ale noworodki raczej nie decydują o tym, gdzie przychodzą na świat.
– Otóż to. Ale jeśli to wydaje ci się nieco… niezwykłe, poczekaj, aż dowiesz się, gdzie ben Josef dorastał.
– A gdzie dorastał? Zapewne w Galilei? W Nazarecie? Sheler przytaknął skinieniem głowy.
– Skończ z tymi żartami, Jeff! – odparł Jon, pochmurniejąc.
– Nabierasz mnie.
– Bynajmniej. Wciąż analizujemy szczegółowe dane, ale wszystko wskazuje na to, że rodzice ben Josefa osiedlili się w Nazarecie, kiedy ich syn był jeszcze bardzo mały.
– I zakładam, że jego matka ma na imię Maria. Na podstawie nazwiska „ben Josef” można wywnioskować, że jego ojciec to Jozef. Zapewne oboje żyją?
– Nie wiemy jeszcze niczego o jego rodzicach. Wygląda na to, że jest jakiś problem z dokumentami.
– Jak to możliwe, Jeff? Dwa tysiące lat po Jezusie Ktoś wciela się w jego rolę, na co ma wpływ, niemniej jednak faktem jest, jak powiadasz, że człowiek ten urodził się w Betlejem i wychował w Nazarecie, na co już wpływu nie miał! Sheler rozłożył ręce w geście bezsilności.
– Ja tylko dzielę się z tobą tym, co udało nam się do tej pory ustalić. I na dziś to już koniec. Jesteśmy tu dopiero od zeszłego tygodnia. Uderzając kostkami o blat stołu, Jon zatopił się na moment w swoich myślach, starając się wyciągnąć
wnioski z tego, co właśnie usłyszał.
– Wygląda na to, że nas obu czeka sporo pracy – skomentował – i wolałbym być raczej aktywny niż pasywny w tej kwestii. To bez wątpienia zagadkowa sytuacja, która może mieć poważne konsekwencje. Czy ty lub któryś z twoich ludzi byliście już w Betlejem?
– Nie.
– A czy zastanawialiście się nad tym, jak to możliwe, że urodził się tam Żyd, skoro miejsce to jest dziś właściwie całkowicie zamieszkane przez Arabów?
– Nie.
Jon oddał się rozmyślaniom na kolejnych kilka minut.
– Okay – powiedział w końcu – wobec tego może pozwolisz, że ja odwalę trochę czarnej roboty w Betlejem? Lubię zaczynać u źródeł.
– Doskonale! – ucieszył się Sheler. – To więcej niż mógłbym od ciebie oczekiwać! Tymczasem nasi ludzie zbadają pewne ślady w Jerozolimie i Galilei.
– Ja natomiast niczym mędrzec z zamierzchłych czasów udam się z Jerozolimy do Betlejem.

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Coś więcej niż ślad” »

 

 W swoim życiu przeżyłam już kilka końców świata. Co jakiś czas na światło dzienne wywlekana są kolejne przepowiednie i proroctwa mniej lub bardziej wiarygodnych autorów. Kolejne klęski żywiołowe, niezwykłe zjawiska atmosferyczne, a także decyzje i działania rożnych  wpływowych osób nakręcają tylko spiralę domysłów, że zbliża się Armagedon. Wystarczy wspomnieć choćby ostatnie kontrowersje związane z końcem kalendarza majów.
 
Temat apokalipsy podjął również Paul L. Maier, który w książce „Coś więcej niż ślad” przedstawia swoją wizję z chrześcijańskiego punktu widzenia. Powieść stanowi swego rodzaju kontynuację wcześniejszego tomu „Ślad życia, ślad śmierci”. Jednak znajomość poprzedniej części nie jest konieczna, aby przystąpić do lektury. Autor nie zdradza też żadnych tajemnic, ani zakończania wcześniejszej publikacji. Czasami wspomina tylko o sprawie Rama, jednak bez wdawania się w szczegóły.
Akcja powieści rozpoczyna się kilka lat po wydarzeniach, o których była mowa w tomie „Ślad życia, ślad śmierci”. Profesor Weber kontynuuje karierę naukową oraz cieszy się szczęśliwym życiem osobistym. Naukowiec wyjeżdża do Ziemi Świętej, aby tam przez rok wykładać na Uniwersytecie Hebrajskim. Na miejscu jest tez jego żona Shannon, która zakańcza sprawy związane z wykopaliskami w Rama. Wkrótce do uszu Jonathana docierają informację o lokalnym cudotwórcy. Mężczyzna ten nazywa się Jeszua ben Josef, co oznacza Jezus syn Józefa. Ponadto Jeszua porywa tłumy swoimi przemówieniami o Bogu, uzdrawia chorych i zjednuje sobie sympatyka skromnością i dobrym sercem. Towarzyszy mu dwunastu mężczyzn, którzy przybrali imiona apostołów. Skojarzenia z osobą Chrystusa nasuwają się same. W trakcie przeprowadzonego śledztwa Jonathan odkrywa, że Galilejczyk urodził się w Betlejem, wychowywał w Nazarecie, a jego rodzicami są Miriam i Josef. Wkrótce informacja o cudotwórcy obiega świat, a Jeszua twierdzi, że jest Jezusem, który zgodnie z obietnicą złożoną swoim uczniom po zmartwychwstaniu, właśnie powrócił na Ziemię, aby rozpocząć sąd nad światem. Kim faktycznie jest Jeszua? Co jeszcze odkryje profesor Weber w trakcie swojego śledztwa? Jaki związek istnieje między Galilejczykiem, a tajemniczą mozaiką odkrytą w trakcie wykopalisk w Seforis. O tym musicie przekonać się sami!
Po raz kolejny zachwyciła mnie kreacja Jonathana Webera. Naukowiec podbił moje serce już wcześniej. Dla mnie to mężczyzna idealny, mogłabym się w nim zakochać i nie obchodzi mnie, że jest postacią zmyśloną. Ponadto autor ujawnił dalsze losy bohaterów, których miałam okazję poznać i polubić w poprzednim tomie. Muszę przyznać, że pisarz nie do końca radzi sobie z wątkiem miłosnym między parą głównych bohaterów, ale na ten drobny mankament można przymknąć oko.
Kolejna powieść Paula L. Maier'a trzyma wysoki poziom, jednak jest nieco gorsza od swojej poprzedniczki. Sam pomysł jest interesujący, ale wydarzenia opisane przez autora były dla mnie tak nieprawdopodobne, że w żaden sposób nie mogłam uwierzyć w ich wiarygodność. Mimo tego opasłe tomisko przeczytałam szybko i z ogromną przyjemnością. Gorąco polecam nie tylko fanom twórczości Maier'a!
 
Marta Kowalik
 
 
"Jezus powiedział, że powróci, kiedy najmniej będziemy się tego spodziewali. Ale czy możliwe, aby sposób, w jaki miał powrócić, także był najmniej spodziewany?" - na to pytanie odpowiada nowa powieść Paula L. Maiera "Coś więcej niż ślad".
Ostatnio coraz częściej słyszy się o końcu świata. Pojawiają się kolejne przepowiednie i proroctwa, które mają utwierdzić nas w przekonaniu, że niedługo rozpocznie się ostateczne odliczanie. Nie mniej ponure są wizje pochodzące z Apokalipsy św. Jana, na które wiele wizjonerów się powołuje. Nic więc dziwnego, że temat apokalipsy podjął także Paul L. Maier, który w swoich powieściach lubi poruszać kontrowersyjne tematy.
 
Głównym bohaterem jest znany już z poprzednich książek profesor Jonathan Weber, wykładowca z Harvardu, znawca języków starożytnych i archeolog z zamiłowania. Tym razem otrzymuje on zaproszenie na Uniwersytet Hebrajski, na którym przez najbliższe dwa semestry ma wygłaszać gościnne wykłady. Temat seminarium staje się problem "Żydzi a Jezus". Tymczasem w Galilei pojawia się Jeszua ben Josef, który czyni cuda opisane w Nowym Testamencie i porywa tłumy swoim słowem...
 
Wielu ludzi widzi w nim Chrystusa, który miał powrócić na ziemię w najmniej spodziewanym momencie. Jego imię oznacza Jezusa, syna Józefa. Towarzyszy mu 12 uczniów, w tym m.in. Shimon (Szymon Piotr), Jakov (Jakub), Johanon (Jan), Thom (Tomasz) oraz Yudas (Judasz). Ale czy to naprawdę długo oczekiwany Mesjasz czy największy mistyfikator w dziejach? Profesor Weber chce dojść do prawdy za wszelką cenę.
 
Warto wspomnieć, że książka jest kontynuacją powieści "Ślad życia, ślad śmierci". Jednak osoby, które jej nie czytały, nie mają się czego obawiać. Jak uspakaja autor stanowi ona zamkniętą całość i nie została napisana wyłącznie z myślą o osobach znających część pierwszą, którą wspominam tu jedynie jako "projekt Rama" bez ujawniania szczegółów fabuły. Mnie jednak zdecydowanie łatwiej się czytało tę powieść, gdyż miałam okazję zapoznać się z poprzednią częścią.
 
Muszę przyznać, że polubiłam profesora Webera dzięki poprzedniej powieści. Teraz moja sympatia do tego sympatycznego bohatera jeszcze wzrosła. Weber do wszystkiego podchodzi z właściwym naukowcom dystansem. Woli sprawdzić kilka razy niż wysunąć pochopne wnioski. Jego wiedza z dziedziny teologii i historii jest niezwykła. W dodatku posługuje się biegle językami starożytnymi, w tym hebrajskim, aramejskim i łacińskim.
 
Choć Maier porusza w swojej powieść drażliwe kwestie dotyczące wiary, to robi to w taki sposób, by nie urazić niczyich uczuć religijnych. Na samym początku stwierdza, że jest to fikcja literacka. Co więcej, opisana w powieści historia jest niezwykle ciekawa i budzi wiele emocji. Autor dysponuje niezwykłą wiedzą z dziedziny historii, archeologii i teologii, dzięki czemu przedstawione w powieści wydarzenia stają się jeszcze bardziej wiarygodne. Choć niesamowite i trudne do uwierzenia.
 
"Coś więcej niż ślad" to kolejny udany thriller Maiera, trzymający w napięciu do ostatniej strony. Nie brakuje w nim nagłych i zaskakujących zwrotów akcji. Nie przeszkadza nawet, że powieść ma ponad 500 stron, gdyż czyta się ją jednym tchem. Napisana jest lekkim językiem, a wszelkie trudne kwestie są wyjaśnione. Trzeba przyznać, że zakończenie jest jak zwykle nieprzewidywalne. Powieść tę polecam każdemu, w szczególności miłośnikom thrillerów i tego niezwykłego autora.
 
Weronika Trzeciak

 

 

 Jednym z podstawowych dogmatów chrześcijaństwa jest wiara w ponowne przyjście Jezusa Chrystusa na Ziemię. Wydarzenie to wydaje się jednak większości z nas bardzo odległe i mgliste. Z góry zakładamy, że koniec dziejów będzie miał miejsce dziesiątki lat po obecnym pokoleniu, dlatego jestem przekonana, że gdyby powrót Mesjasza dokonał się za naszego życia, przeważająca część ludzkości trwałaby w niedowiarstwie i wątpliwościach.
 
Paul Maier w swojej najnowszej książce roztacza przed czytelnikami wizję świata, postawionego w obliczu historycznej decyzji: czy Chrystus rzeczywiście po raz kolejny przyszedł na świat? Jeszua ben Josef swoim podobieństwem do Jezusa z Nazaretu wzbudza niemałe kontrowersje. Mężczyzna nie tylko naśladuje poszczególne fragmenty z życia Zbawiciela, ale i dokonuje identycznych cudów oraz uzdrowień. Wieść o tym niezwykłym człowieku szybko obiega cały świat, a media rozpisują się o domniemanym spełnianiu się biblijnych proroctw. Co więcej sam Jeszua twierdzi, że jest Mesjaszem, który ponownie powrócił na Ziemię, aby po raz kolejny okazać ludzkości swe miłosierdzie.
 
Całą tę niezwykłą sprawę postanawia zbadać popularny, harwardzki profesor Jonathan Weber. Wykładowca choć początkowo jest bardzo sceptycznie nastawiony do osoby ben Josefa, szybko zaczyna dostrzegać jego wyjątkowość. Historyk jest nie tylko pod wrażeniem nietuzinkowej erudycji tego człowieka, ale i nie jest w stanie w żaden sposób wyjaśnić nadnaturalnych cudów, których dokonuje Jeszua. Mało tego, oszustwo zdaje się nadzwyczaj wątpliwe, ponieważ fakty z dzieciństwa ben Josefa nie mogły być przez niego sfałszowane.
 
Jonathan Weber to bohater znany czytelnikom z wcześniejszych dzieł Paula Meiera. Mężczyzna ten odgrywał główną rolę zarówno w powieści „Ślad życia, ślad śmierci” jak i „Kodeks Konstantyna”. W obu tych utworach był on świadkiem wiekopomnych okryć i był zobowiązany do ratowania chrześcijaństwa. Nie da się ukryć, że wszelkie wydarzenia, w których bierze udział Jonathan są wysoce nieprawdopodobne. Dla mnie najbardziej nierzeczywiste wydaje się to, aby wszystkie te zajścia przytrafiały się jednej osobie. W pewnym momencie zaczęłam współczuć bohaterowi tego, że musi on dźwigać tak ogromny ciężar, jakim jest ponowne ocalenie wiary. Zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby zastąpienie profesora Webera jakimś innym, równie pozytywnym bohaterem. Myślę, że Jonathan mógłby spokojnie udać się na literacką emeryturę.
 
Akcja powieści niewiarygodnie mnie wciągnęła. Paul Maier bez wątpienia ma talent do kreacji niecodziennych postaci oraz szczegółowego nakreślania akcji. Nadmienię też, że język, jakim posługuje się autor jest zarówno barwny jak i przejrzysty. Mimo że wydarzenia, zawarte w utworze są nadzwyczaj nieprawdopodobne, to ich opis jest wielce realistyczny. Książka choć jest dość sporych rozmiarów, została przeze mnie przeczytana bardzo szybko. Nie zorientowałam się nawet, kiedy dotarłam do ostatniej strony.
 
„Coś więcej niż ślad” to kolejna powieść z serii Corpus delicti, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Śmiało mogę polecić ją wszystkim fanom dobrych powieści sensacyjnych. Fabuła z pewnością pozytywnie zaskoczy niejednego czytelnika. 
 
Katarzyna Denis
DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

turek
13 listopada 2013

Świetna


Opinie o produkcie (1)

turek
13 listopada 2013

Świetna


Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Coś więcej niż ślad

Paul L. Maier

OPIS

W ostatnim czasie coraz częściej stajemy się świadkami wydarzeń, które mocno niepokoją, budząc pełne obaw pytania o przyszłość, nawet tę najbliższą. Deszcze meteorytów, asteroidy, mijające w bliskiej odległości naszą planetę, prognozy globalnych klęsk, a teraz jeszcze abdykacja papieża każą się zastanawiać, czy rzeczywiście nie zbliża się zapowiadany od dawna koniec. Jeśli do tego wszystkiego dodać stare przepowiednie i proroctwa ujawniane przy okazji takich właśnie okoliczności to istotnie można przypuszczać, że lada moment rozpocznie się final countdown, ostateczne odliczanie.

 

Tymczasem w Galilei pojawia się tajemniczy Jeszua ben Josef, który jak niegdyś Jezus czyni cuda i porywa słowem tłumy. Co więcej, nawet przywraca życie zmarłym… Czy więc to zapowiadany Mesjasz, który powtórnie ma przyjść, by rozpocząć swój sąd nad światem? Powątpiewa w to dr Jonathan Weber, który – kto wie – być może staje przed najtrudniejszym z wyzwań: musi dowiedzieć się, czy rzeczywiście Chrystus powrócił na ziemię, czy też jest to największa mistyfikacja w dziejach ludzkości…

Patronat medialny książki objął wortal literacki Granice.pl

Paul L. Maier - amerykański pisarz i wykładowca historii starożytnej w Western Michigan University. Ma w swoim dorobku ponad dwieście artykułów naukowych i jedenaście książek, w tym kilka powieści (m.in. "Rzym w płomieniach" i "Poncjusz Piłat"). Mieszka z rodziną w Kalamazoo w stanie Michigan.

 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

 

– Nie udało nam się dowiedzieć dużo, ale powiem ci, co wiemy. Wszystko wskazuje na to, że Jeszua ben Josef urodził
się w Betlejem mniej więcej w 1973 roku i…
– W Betlejem? Tutejszym czy tym w Pensylwanii? Na twarzy Shelera pojawił się uśmiech.
– Tutejszym. Przypuszczałem, że ta informacja może zrobić na tobie wrażenie. Jon zastukał palcami w stół i zaczął głośno myśleć:
– Co innego, jeśli jakiś szarlatan próbuje oszukać ludzi, upodabniając swoje życie zawodowe do posługi Jezusa… hm… ale noworodki raczej nie decydują o tym, gdzie przychodzą na świat.
– Otóż to. Ale jeśli to wydaje ci się nieco… niezwykłe, poczekaj, aż dowiesz się, gdzie ben Josef dorastał.
– A gdzie dorastał? Zapewne w Galilei? W Nazarecie? Sheler przytaknął skinieniem głowy.
– Skończ z tymi żartami, Jeff! – odparł Jon, pochmurniejąc.
– Nabierasz mnie.
– Bynajmniej. Wciąż analizujemy szczegółowe dane, ale wszystko wskazuje na to, że rodzice ben Josefa osiedlili się w Nazarecie, kiedy ich syn był jeszcze bardzo mały.
– I zakładam, że jego matka ma na imię Maria. Na podstawie nazwiska „ben Josef” można wywnioskować, że jego ojciec to Jozef. Zapewne oboje żyją?
– Nie wiemy jeszcze niczego o jego rodzicach. Wygląda na to, że jest jakiś problem z dokumentami.
– Jak to możliwe, Jeff? Dwa tysiące lat po Jezusie Ktoś wciela się w jego rolę, na co ma wpływ, niemniej jednak faktem jest, jak powiadasz, że człowiek ten urodził się w Betlejem i wychował w Nazarecie, na co już wpływu nie miał! Sheler rozłożył ręce w geście bezsilności.
– Ja tylko dzielę się z tobą tym, co udało nam się do tej pory ustalić. I na dziś to już koniec. Jesteśmy tu dopiero od zeszłego tygodnia. Uderzając kostkami o blat stołu, Jon zatopił się na moment w swoich myślach, starając się wyciągnąć
wnioski z tego, co właśnie usłyszał.
– Wygląda na to, że nas obu czeka sporo pracy – skomentował – i wolałbym być raczej aktywny niż pasywny w tej kwestii. To bez wątpienia zagadkowa sytuacja, która może mieć poważne konsekwencje. Czy ty lub któryś z twoich ludzi byliście już w Betlejem?
– Nie.
– A czy zastanawialiście się nad tym, jak to możliwe, że urodził się tam Żyd, skoro miejsce to jest dziś właściwie całkowicie zamieszkane przez Arabów?
– Nie.
Jon oddał się rozmyślaniom na kolejnych kilka minut.
– Okay – powiedział w końcu – wobec tego może pozwolisz, że ja odwalę trochę czarnej roboty w Betlejem? Lubię zaczynać u źródeł.
– Doskonale! – ucieszył się Sheler. – To więcej niż mógłbym od ciebie oczekiwać! Tymczasem nasi ludzie zbadają pewne ślady w Jerozolimie i Galilei.
– Ja natomiast niczym mędrzec z zamierzchłych czasów udam się z Jerozolimy do Betlejem.

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Coś więcej niż ślad” »

Sklep internetowy Shoper.pl