Książki
32.9
PLN
Biskup i Trzej Królowie
Biskup i Trzej Królowie
tłum: Monika Wolak
wydawnictwo: Promic
seria: Corpus delicti
rok wyd.: 2015
ISBN: 978-83-7502-530-9
oprawa: miękka
format: 130 x 205 mm
liczba stron: 384
Ocena:
(Ilość ocen: 2)
Cena: 32,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
seria Corpus delicti
rok wyd. 2015
ISBN 978-83-7502-530-9
oprawa miękka
format 130 x 205 mm
liczba stron 384

Decyzją jury - najlepsza książka na lato w kategorii kryminał w plebiscycie granic.pl!

Powieść sensacyjna z serii przygód fikcyjnego biskupa Chicago Johna Blackwooda Ryana, który udaje się do Kolonii na poszukiwanie skradzionego z tamtejszej katedry sarkofagu z relikwiami legendarnych Trzech Króli. Z pomocą amerykańskiemu detektywowi w sutannie spieszą m.in. bratanek biskupa Peter Murphy, naukowiec z Uniwersytetu w Chicago oraz piękna Cindasue McCloud, attaché przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Bonn, w której Peter był kiedyś zakochany. Wątek miłosny splata się z pełnymi napięcia wydarzeniami związanymi z poszukiwaniem bezcennego relikwiarza, bez którego Kolonia nie może się obejść. Czy młodzi odnajdą swoją pierwszą miłość a katedra cenne relikwie? 

DRUKUJ OPIS

1
Biskup John Blackwood Ryan

– Skradziono ciała Trzech Króli! – obwieścił z dramaturgią Sean kardynał Cronin, z łaski Boga i Stolicy Apostolskiej, nieustannie wystawianej na próbę cierpliwości, i w oskarżycielskim geście wyciągał w moim kierunku swoją dłoń, zupełnie jakbym osobiście odpowiadał za kradzież.

Wtargnął do mojego pokoju niczym tornado, jak zwykle, kiedy czegoś ode mnie chciał. Jego wysokie i szczupłe ciało okrywała sutanna z purpurowymi guzikami oraz pas, peleryna i piuska w tym samym kolorze. Na piersi widniał okazały, zdobiony drogimi kamieniami pektorał – prezent od siostry oraz szwagierki, senator Nory Cronin. Nie ulegało wątpliwości, że tego wieczoru miało miejsce jakieś wydarzenie niezwykłej wagi.

– Blackwood – powiedział, sięgając do szafki po pełną butelkę whiskey – mamy kłopoty!
Odwróciłem się od komputera, gdzie oddawałem się wieczornej rozrywce – pisaniu długiego eseju, który zatytułowałem Rosyjski mistycyzm trynitarny w ujęciu romantycznym – i spojrzałem mu w oczy. Kiedy bowiem Jego Eminencja kardynał Cronin mówił, że mamy kłopoty, zazwyczaj oznaczało to, że to ja mam kłopoty.

– Czyżby? – zapytałem z rezerwą.
Napełnił dla mnie kryształową szklankę do whiskey, po czym nalał sobie o wiele mniej, nie miał bowiem zwyczaju pić przed snem. Hojność purpurata jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że znalazłem się w kłopocie. Rzuciłem spojrzenie w kierunku ikon zawieszonych na ścianie (odkąd zająłem się rosyjskim mistycyzmem, tak właśnie nazywałem moje obrazy) i zwróciłem się o pomoc do niebios. Mogłem liczyć jedynie na wyrzeźbioną w kości słoniowej Madonnę, którą podarował mi stary druh, ponieważ jako żywo przypominała mu moja matkę. Trzej Johnowie z czasów mojej młodości: papież, prezydent i rozgrywający z drużyny Baltimore w obecnej sytuacji nie mogli się na nic przydać. Podobnie rzecz się miała z najnowszym nabytkiem w mojej galerii: zdjęciem Clare Marie Raftery Boyle, młodej kobiety, która onegdaj pomogła mi rozwiązać liczącą ponad sto lat zagadkę.

Kardynał usunął stertę wydruków komputerowych z mojego fotela (kościelnych zestawień finansowych, przygnębiająca lektura…) i wygodnie się rozsiadł. Upił łyk whiskey, po czym przeciągnął się z widoczną przyjemnością i przekazał mi wiadomości o poważnej kradzieży, które właśnie otrzymał.

– Godne ubolewania… – powiedziałem z głośnym westchnieniem, ostrożnie popijając trunek ze szklaneczki. – A o których trzech królów chodzi?

– O tych ze Wschodu: Kacpra, Baltazara i Melchiora – odpowiedział, a błękitne oczy celtyckiego wojownika zapłonęły oburzeniem. – Czy znasz jakichś innych Trzech Króli?!

– Pragnąłbym tylko przypomnieć, że współczesny przekład czytań na uroczystość Objawienia Pańskiego, który osobiście zaaprobowałeś do użytku w tej archidiecezji, przedstawia ich jako magów, co jest być może określeniem bardziej trafnym, choć mniej oddziałującym na wyobraźnię.

– To nie ma nic do rzeczy, Blackwood – Cronin zmarszczył brwi. – Właśnie poinformowałem cię, że ich ciała zostały skradzione.

– Z cmentarza archidiecezjalnego?

– Nie, oczywiście, że nie! Z katedry w Kolonii. To poważna sprawa. W średniowieczu obok Rzymu i Composteli to właśnie do Kolonii ze względu na relikwie Trzech Króli pielgrzymowano najczęściej. Dzięki temu Kolonia stała się jednym z najważniejszych miast Europy. Utrata relikwii może więc stać się przyczyną poważnego kryzysu w Kościele.

Przeczytaj dłuższy fragment „Biskupa i Trzech Króli” »

Kolonia to jedno z najstarszych i najpiękniejszych miast niemieckich. Słynie ona przede wszystkim z tego, iż w tutejszej Katedrze pod wezwaniem św. Piotra i Najświętszej Marii Panny przechowywany jest znany na całym świecie Relikwiarz Trzech Króli - kunsztowne dzieło znanego francuskiego artysty, Mikołaja z Verdun. To właśnie dzięki tym relikwiom Kolonia stanowiła w średniowieczu, obok Rzymu i Composteli, cel najliczniejszych pielgrzymek. Zresztą tak też jest po dzień dzisiejszy, zwłaszcza w okolicach świąt Bożego Narodzenia.

Co jednak w przypadku, gdyby pewnego dnia okazało się, że jedna z najcenniejszych europejskich relikwii niespodziewanie zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach i to w okresie, kiedy do miasta przybywa najwięcej pielgrzymów? Czy ów skandal może stać się przyczyną poważnego kryzysu w Kościele? Jak zareagują wierni?

Przed takim dylematem stanął właśnie główny bohater powieści, biskup pomocniczy Chicago, Blackie Ryan. Gdy pewnego dnia jego przełożony z przerażeniem informuje go, iż z niemieckiej katedry skradziono sarkofag z relikwiami legendarnych Trzech Króli, postanawia on niezwłocznie udać się do Kolonii, aby pomóc w jego odzyskaniu. Wraz z detektywem w sutannie do Niemiec wybierają się jego bratanek, Peter Murphy oraz jego niedoszła narzeczona, Cindasue McCloud. W trójkę próbują ustalić sprawcę tej zuchwałej kradzieżą. Jednak, jak się okazuje, sprawy z dnia na dzień coraz bardziej się komplikują, a rozwiązanie tajemniczej zagadki zdaje się być niewykonalne bez pomocy „z góry”.

Jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterów? Kto dopuścił się kradzieży? Czy katedra odzyska bezcenne relikwie? Czy Peterowi i Cindasue uda się odbudować swój związek?

W moim przypadku jest to pierwsze spotkanie z twórczością Greeley'ego i z satysfakcją muszę stwierdzić, że całkiem udane. Autorowi trzeba przyznać, iż miał ciekawy pomysł na fabułę i umiejętnie go wykorzystał. Z początku akcja utworu jest spokojna, ale w miarę rozwoju wydarzeń nabiera tempa i intryguje do samego końca. Amerykański pisarz umiejętnie buduje klimat niepewności, powoli ujawnia kolejne fakty, nie pozwalając czytelnikowi na zbyt szybkie odkrycie prawdy. Dzięki temu powieść nie jest ani trochę przewidywalna, a kolejne strony przewraca się z coraz większym zainteresowaniem. Mnie osobiście do samego końca nie udało się odgadnąć, kto stoi za kradzieżą relikwii, a samo zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, co uważam za ogromny plus. Spokojnie więc można rzec, iż książka ta posiada wszystkie cechy dobrej powieści detektywistycznej, czyli takiej która trzyma odbiorę w niepewności wydarzeń możliwie jak najdłużej.

Ciekawym zabiegiem stylistycznym, jaki Greeley zastosował w swoim utworze jest wprowadzenie różnych dialektów językowych, zwłaszcza tak zwanej „góralszczyzny z Appalachów”, którą w głównej mierze posługuje się Cindasue. Co prawda mnie z początku trochę utrudniało to lekturę, ale z czasem do niej przywykłam i teraz mogę stwierdzić, iż powieść zdecydowanie nie miałaby w sobie takiego uroku, gdy wszyscy bohaterowie posługiwali się tą samą odmianą języka. Dzięki temu też bardziej zżyłam się z głównymi postaciami i z prawdziwym żalem przewracałam ostatnią stronę, wiedząc, że to już koniec ich przygód.

Reasumując „Biskup i trzej królowie” to ciekawa i trzymająca w napięciu powieść detektywistyczna, która z pewnością zadowoli nawet najbardziej wymagających miłośników tego gatunku literatury. Polecam ją więc wszystkim, bez wyjątku. Po skończonej lekturze satysfakcja gwarantowana!

 

Urszula Mizielińska

 

Bohaterem książki jest fikcyjny detektyw w sutannie biskup Chicago John Blackwood Ryan. Pewnego dnia zwierzchnik prosi go przysługę z typu tych nie do odrzucenia. John ma udać się do Niemiec, do Kolonii i tam odnaleźć skradziony... sarkofag z relikwiami biblijnych trzech królów. Sprawa jest zarówno pilna, jak i bardzo zagadkowa. Pilna, ponieważ do świątyni od wieków przybywają tłumy pielgrzymów w celu obejrzenia sarkofagu. Co prawda w katedrze znajduje się kopia sarkofagu, przygotowana z myślą np. o renowacji autentyku (wszak coś wtedy trzeba wiernym pokazać, nie można ich odsyłać z przysłowiowym kwitkiem), ale kradzieży nie uda się długo utrzymać w tajemnicy. To natomiast skutkuje odpływem pielgrzymich datków i wielkim skandalem.
Cała sprawa jest także wielce zagadkowa. Sarkofag jest bowiem tak ciężki, że wynieść go mogłoby z ledwością pięciu silnych mężczyzn. Całość znajdowała się także pod kuloodporną szybą i otoczona była wieloma, najnowocześniejszymi alarmami i czujnikami. Kradzież zdawała się być niemożliwą. Do czasu.
Przybywszy na miejsce nasz detektyw amator rozpoczyna dochodzenie, które jest osią opowieści. Za sprawą śledztwa autor pokazuje nam wiele innych aspektów, styl życia w Chicago i Kolonii, architekturę i historię tych miejsc, problemy dnia codziennego mieszkańców obu metropolii, a nawet plusy i minusy kuchni każdego z regionów. W książce znajdziemy także ciekawy wątek romantyczny oraz doskonale utrzymane napięcie
Ogromny plus należy się autorowi za postać Johna Blackwooda Ryana. Doskonale nakreślił inteligentnego, spostrzegawcze, ironicznego, z dystansem do siebie i świata, wielbiciela dobrej kuchni i jeszcze lepszych alkoholi duchownego. Bardzo polubiłam detektywa w sutannie.
Książka napisana jest doskonale, a ton nadaje jej właśnie John Blackwood Ryan i jego styl bycia oraz prowadzenia śledztwa. Biskupa... czyta się doskonale i z ogromnym zaciekawieniem.
Biskup i trzej królowie, to kolejna wartościowa i fascynująca pozycja z serii Wydawnictwa Promic - Corpus delicti. Książek wydanych w tej serii nie ma wiele, ale w tym wypadku potwierdza się zasada - lepiej mniej a doskonale. Każda z pozycji serii jest dopracowana pod względem edytorskim, niezwykle wartościowa jeżeli chodzi o treść (zmusza do myślenia).
Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tom przygód detektywa w sutannie.

Katarzyna Maciejewska

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Deon
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Biskup i Trzej Królowie

Andrew M. Greeley

OPIS

Decyzją jury - najlepsza książka na lato w kategorii kryminał w plebiscycie granic.pl!

Powieść sensacyjna z serii przygód fikcyjnego biskupa Chicago Johna Blackwooda Ryana, który udaje się do Kolonii na poszukiwanie skradzionego z tamtejszej katedry sarkofagu z relikwiami legendarnych Trzech Króli. Z pomocą amerykańskiemu detektywowi w sutannie spieszą m.in. bratanek biskupa Peter Murphy, naukowiec z Uniwersytetu w Chicago oraz piękna Cindasue McCloud, attaché przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Bonn, w której Peter był kiedyś zakochany. Wątek miłosny splata się z pełnymi napięcia wydarzeniami związanymi z poszukiwaniem bezcennego relikwiarza, bez którego Kolonia nie może się obejść. Czy młodzi odnajdą swoją pierwszą miłość a katedra cenne relikwie? 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

1
Biskup John Blackwood Ryan

– Skradziono ciała Trzech Króli! – obwieścił z dramaturgią Sean kardynał Cronin, z łaski Boga i Stolicy Apostolskiej, nieustannie wystawianej na próbę cierpliwości, i w oskarżycielskim geście wyciągał w moim kierunku swoją dłoń, zupełnie jakbym osobiście odpowiadał za kradzież.

Wtargnął do mojego pokoju niczym tornado, jak zwykle, kiedy czegoś ode mnie chciał. Jego wysokie i szczupłe ciało okrywała sutanna z purpurowymi guzikami oraz pas, peleryna i piuska w tym samym kolorze. Na piersi widniał okazały, zdobiony drogimi kamieniami pektorał – prezent od siostry oraz szwagierki, senator Nory Cronin. Nie ulegało wątpliwości, że tego wieczoru miało miejsce jakieś wydarzenie niezwykłej wagi.

– Blackwood – powiedział, sięgając do szafki po pełną butelkę whiskey – mamy kłopoty!
Odwróciłem się od komputera, gdzie oddawałem się wieczornej rozrywce – pisaniu długiego eseju, który zatytułowałem Rosyjski mistycyzm trynitarny w ujęciu romantycznym – i spojrzałem mu w oczy. Kiedy bowiem Jego Eminencja kardynał Cronin mówił, że mamy kłopoty, zazwyczaj oznaczało to, że to ja mam kłopoty.

– Czyżby? – zapytałem z rezerwą.
Napełnił dla mnie kryształową szklankę do whiskey, po czym nalał sobie o wiele mniej, nie miał bowiem zwyczaju pić przed snem. Hojność purpurata jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że znalazłem się w kłopocie. Rzuciłem spojrzenie w kierunku ikon zawieszonych na ścianie (odkąd zająłem się rosyjskim mistycyzmem, tak właśnie nazywałem moje obrazy) i zwróciłem się o pomoc do niebios. Mogłem liczyć jedynie na wyrzeźbioną w kości słoniowej Madonnę, którą podarował mi stary druh, ponieważ jako żywo przypominała mu moja matkę. Trzej Johnowie z czasów mojej młodości: papież, prezydent i rozgrywający z drużyny Baltimore w obecnej sytuacji nie mogli się na nic przydać. Podobnie rzecz się miała z najnowszym nabytkiem w mojej galerii: zdjęciem Clare Marie Raftery Boyle, młodej kobiety, która onegdaj pomogła mi rozwiązać liczącą ponad sto lat zagadkę.

Kardynał usunął stertę wydruków komputerowych z mojego fotela (kościelnych zestawień finansowych, przygnębiająca lektura…) i wygodnie się rozsiadł. Upił łyk whiskey, po czym przeciągnął się z widoczną przyjemnością i przekazał mi wiadomości o poważnej kradzieży, które właśnie otrzymał.

– Godne ubolewania… – powiedziałem z głośnym westchnieniem, ostrożnie popijając trunek ze szklaneczki. – A o których trzech królów chodzi?

– O tych ze Wschodu: Kacpra, Baltazara i Melchiora – odpowiedział, a błękitne oczy celtyckiego wojownika zapłonęły oburzeniem. – Czy znasz jakichś innych Trzech Króli?!

– Pragnąłbym tylko przypomnieć, że współczesny przekład czytań na uroczystość Objawienia Pańskiego, który osobiście zaaprobowałeś do użytku w tej archidiecezji, przedstawia ich jako magów, co jest być może określeniem bardziej trafnym, choć mniej oddziałującym na wyobraźnię.

– To nie ma nic do rzeczy, Blackwood – Cronin zmarszczył brwi. – Właśnie poinformowałem cię, że ich ciała zostały skradzione.

– Z cmentarza archidiecezjalnego?

– Nie, oczywiście, że nie! Z katedry w Kolonii. To poważna sprawa. W średniowieczu obok Rzymu i Composteli to właśnie do Kolonii ze względu na relikwie Trzech Króli pielgrzymowano najczęściej. Dzięki temu Kolonia stała się jednym z najważniejszych miast Europy. Utrata relikwii może więc stać się przyczyną poważnego kryzysu w Kościele.

Przeczytaj dłuższy fragment „Biskupa i Trzech Króli” »

Sklep internetowy Shoper.pl