Książki
26.9
PLN
Łzy bolesne, łzy chwalebne
Łzy bolesne, łzy chwalebne
tłum: Aleksandra Frej
wydawnictwo: PROMIC
rok wyd.: 2013
ISBN: 978-83-7502-377-0
oprawa: broszurowa
format: 110 x 180 mm
liczba stron: 336
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 26,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
rok wyd. 2013
ISBN 978-83-7502-377-0
oprawa broszurowa
format 110 x 180 mm
liczba stron 336

Łzy i ból znaczą naszą codzienność od chwili narodzin. Podobnie krzyże mniejsze i większe, których na próżno pragniemy uniknąć. Cierpienie wywołuje w nas bunt, lecz też pozwala sercu otworzyć się na radość i pokój. Radość i pokój nie z tego świata, są nam dane i mogą być przyjęte. Wystarczy rozjaśnić cierpienie światłem Boga, który przyszedł, by ukoić wszelki ból, by przemienić cierpiącego od wewnątrz, inaczej łzy pozostaną bezowocne, roztrwonione z powodu pretensji i żalu.

Marzeniem autora jest, by ta książka, mogła nieść pociechę wszystkim wygnanym i odrzuconym, starym i chorym, tym, których dotknęło kalectwo, których domem stał się szpital, i by przekonywała o miłości, co osusza łzy bólu albo zmienia je w perły.    

 

o. Daniel-Ange [ur. 1932], autor wielu książek podejmujących problemy ważne dla ludzi młodych i zarazem wędrowny ewangelizator. Święcenia kapłańskie przyjął dość późno, bo dopiero w roku 1981, wcześniej prowadził życie pustelnicze. W roku 1984 założył katolicką szkołę ewangelizacji «Jeunesse-Lumière». 

 

DRUKUJ OPIS

 

Wstęp – Przemienić łzy dziecka w uśmiech
1. Wołanie zbuntowanego Boga. Dlaczego? – pytanie niemilknące przez wszystkie pokolenia
2. Gdy cierpienie przemienia się w ufność i nadaje moc modlitwie
3. Gdy cierpienie otwiera na Bożą obecność i daje duszy wzrost
4. Gdy cierpienie zostaje rozświetlone dziękczynieniem i prowadzi do nowych narodzin
5. Zbawczy trud rodzenia w boleściach
6. Rana Serca Jezusa – niewyczerpane źródło łagodności
7. Błogosławione łzy, które ociera z naszych oczu sam Pocieszyciel
8. Krzyż chwalebny – drzewo całe w kwiatach
9. Ból i szczęście – w tyglu gorliwości
10. Śpiew dochodzący z więziennych cel – uśmiech gułagów
Zakończenie

 

Być zdanym na siebie czy zdać się na Ojca?

 

Ojcze, w Twoje ręce.

Łk 23, 46

 

jezus szybko „wziął się w garść”. I oto wyrzekł następne słowo, siódme i ostatnie, doskonałe, które sprostowało i rozjaśniło wszystkie poprzednie, nie redukując ich sensu: „Ojcze!”. Nareszcie! Uff! «Boże mój» zamienia się w «mój Ojcze». To prawdziwa rewolucja! Co takiego następnie powiedział swojemu Ojcu? „W Twoje ręce oddaję mego ducha”[1]. Po mrocznym zaćmieniu umysłu Jezus odnalazł więc swojego Abba, o którego prosił w Getsemani. Ojciec otworzył przed Nim ramiona: „Przyjdź do mnie, ty, który cierpisz i uginasz się pod ciężarem. Dam ci odpocząć”. I odpowiedział Mu: „Twoim delikatnym i mocnym rękom powierzam moje ciało i duszę, moje serce i umysł. Składam w nich moje życie, moje ciało i moją krew, i w nich spoczywam. W nich kończę moje tymczasowe ziemskie życie, by z nich otrzymać moje niebieskie życie w Chwale”.

Czuł się porzucony przez wszystkich, nawet przez swoich aniołów, a nawet gorzej: przez własnego Ojca, sądził, że jest zdany wyłącznie na siebie. A chwilę potem jednak On sam zdał się na Ojca. Doświadczył więc istotnej przemiany – przeszedł od poczucia porzucenia do aktu zdania się na kogoś. Wciąż bardzo cierpiał w swoim ciele i umyśle, a każdy ruch jeszcze bardziej, wręcz nieznośnie, pogarszał jego stan. Jednak po chwili znowu stał się jak spokojne i ufne dziecko.

Jezus czekał trzy lata, by powierzyć swoim przyjaciołom tę tajemnicę. Czekał, aż sam zostanie zanurzony w najgłębszej otchłani bólu, jakiego nigdy nie doświadczyła żadna ludzka istota. Dlaczego? Chciał ukazać mi czy raczej udowodnić, że nawet na najgorszych etapach mojej drogi, nawet w agonii i śmierci, zawsze mogę rzucić się w ramiona, przytulić się do piersi Boga, który jest Nim tylko jako pełen czułości Tata. Nawet – a może właśnie wtedy? – gdy wszelkie pozory krzyczą o czymś przeciwnym.

Właśnie w ten sposób Jezus pozwala również mi przejść od największej, „piekielnej”, rozpaczy do największej synowskiej czułości. Rzecz jasna, pod warunkiem że ja przyjmę Go w najgorszych chwilach mojego cierpienia. Uczucie opuszczenia i odrzucenia w ramionach taty może przemienić się w bezpieczną pewność. Krótko mówiąc, Jezus pozwala mi przejść od cierpienia pełnego rozpaczy do cierpienia przepełnionego ufnością. Od bycia zdanym na samego siebie do zdania się na Ojca. Od znieważonego Boga do ukochanego Taty. Tylko dostrzeżenie – a najpierw objawienie – Boga jako pełnego czułości Ojca pozwala na takie zdanie się na Niego.

 

 

Odwagi, Vanesso, skacz w pustkę!

 

tę prawdę doskonale ilustruje pewne niezwykłe wydarzenie. Jego świadkiem był w Montrealu mój przyjaciel, brat Christian Beaulieu. Rodzice pięcioletniej Vanessy pojechali do hipermarketu, zostawiając małą w mieszkaniu. Po powrocie doznali szoku. Budynek stał w płomieniach, strażacy byli już na miejscu i walczyli z ogniem. Drewniane schody trawił ogień. Ujrzeli córeczkę na trzecim piętrze, zrozpaczoną. Tata zawołał: „Vanesso, skacz przez okno!”. Ale między nimi unosiła się gęsta zasłona czarnego dymu. „Gdzie jesteś, tato? A jak cię tam nie ma? Nie mogę!”. „Jestem, nie bój się! Wpadniesz prosto w moje ramiona!”. Zbierając całą swoją odwagę, niczego nie widząc, dziewczynka rzuciła się w pustkę. Czy rzeczywiście w pustkę? Skoczyła na dobry materac trzymany przez czterech strażaków. A stamtąd wpadła wprost w ramiona swojego taty.

Zdać się, zaufać – właśnie o to chodzi! Pustka nie istnieje dla tego, kto wierzy. Nasz Abba zawsze jest przy nas, nawet jeśli znika z pola widzenia, zakryty przez mgłę ciemności. Spadamy na materac z ramion Maryi, byśmy w końcu odpoczęli w ramionach tego Boga, który stał się naszym Ojcem. A tam spotykamy naszego Jezusa... dla Niej, dla Niego, dla mnie!

Tak więc powierzenie się komuś to bliźniaczy brat zaufania. Pewność tylko co do tego jednego: jakaż to ulga w bólu! Cierpienie przyzywa ufność, a ufność łagodzi cierpienie. Nie usuwa go, lecz jest do niego dodana jako premia. Jak modlitwa zawierzenia brata Karola, odmawiana każdego wieczoru przez mnóstwo ludzi na całej planecie. „Uczyń ze mną, co ci się podoba. Dziękuję Ci za wszystko, co ze mną uczynisz, jestem na wszystko gotowy, wszystko przyjmuję. Bo Ty jesteś moim Ojcem”.

 



[1]    Przeczytaj znakomity komentarz do tych dwóch słów mojego mistrza kardynała Charlesa Journeta w jego – jak mi się sam zwierzył – ulubionej książce: Godfried Danneels, Siedem słów Chrystusa na krzyżu, tłum. J. Fecko, Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 2007.

 

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Łzy bolesne, łzy chwalebne

Daniel-Ange

OPIS

Łzy i ból znaczą naszą codzienność od chwili narodzin. Podobnie krzyże mniejsze i większe, których na próżno pragniemy uniknąć. Cierpienie wywołuje w nas bunt, lecz też pozwala sercu otworzyć się na radość i pokój. Radość i pokój nie z tego świata, są nam dane i mogą być przyjęte. Wystarczy rozjaśnić cierpienie światłem Boga, który przyszedł, by ukoić wszelki ból, by przemienić cierpiącego od wewnątrz, inaczej łzy pozostaną bezowocne, roztrwonione z powodu pretensji i żalu.

Marzeniem autora jest, by ta książka, mogła nieść pociechę wszystkim wygnanym i odrzuconym, starym i chorym, tym, których dotknęło kalectwo, których domem stał się szpital, i by przekonywała o miłości, co osusza łzy bólu albo zmienia je w perły.    

 

o. Daniel-Ange [ur. 1932], autor wielu książek podejmujących problemy ważne dla ludzi młodych i zarazem wędrowny ewangelizator. Święcenia kapłańskie przyjął dość późno, bo dopiero w roku 1981, wcześniej prowadził życie pustelnicze. W roku 1984 założył katolicką szkołę ewangelizacji «Jeunesse-Lumière». 

 



SPIS TREŚCI

 

Wstęp – Przemienić łzy dziecka w uśmiech
1. Wołanie zbuntowanego Boga. Dlaczego? – pytanie niemilknące przez wszystkie pokolenia
2. Gdy cierpienie przemienia się w ufność i nadaje moc modlitwie
3. Gdy cierpienie otwiera na Bożą obecność i daje duszy wzrost
4. Gdy cierpienie zostaje rozświetlone dziękczynieniem i prowadzi do nowych narodzin
5. Zbawczy trud rodzenia w boleściach
6. Rana Serca Jezusa – niewyczerpane źródło łagodności
7. Błogosławione łzy, które ociera z naszych oczu sam Pocieszyciel
8. Krzyż chwalebny – drzewo całe w kwiatach
9. Ból i szczęście – w tyglu gorliwości
10. Śpiew dochodzący z więziennych cel – uśmiech gułagów
Zakończenie
FRAGMENT KSIĄŻKI

 

Być zdanym na siebie czy zdać się na Ojca?

 

Ojcze, w Twoje ręce.

Łk 23, 46

 

jezus szybko „wziął się w garść”. I oto wyrzekł następne słowo, siódme i ostatnie, doskonałe, które sprostowało i rozjaśniło wszystkie poprzednie, nie redukując ich sensu: „Ojcze!”. Nareszcie! Uff! «Boże mój» zamienia się w «mój Ojcze». To prawdziwa rewolucja! Co takiego następnie powiedział swojemu Ojcu? „W Twoje ręce oddaję mego ducha”[1]. Po mrocznym zaćmieniu umysłu Jezus odnalazł więc swojego Abba, o którego prosił w Getsemani. Ojciec otworzył przed Nim ramiona: „Przyjdź do mnie, ty, który cierpisz i uginasz się pod ciężarem. Dam ci odpocząć”. I odpowiedział Mu: „Twoim delikatnym i mocnym rękom powierzam moje ciało i duszę, moje serce i umysł. Składam w nich moje życie, moje ciało i moją krew, i w nich spoczywam. W nich kończę moje tymczasowe ziemskie życie, by z nich otrzymać moje niebieskie życie w Chwale”.

Czuł się porzucony przez wszystkich, nawet przez swoich aniołów, a nawet gorzej: przez własnego Ojca, sądził, że jest zdany wyłącznie na siebie. A chwilę potem jednak On sam zdał się na Ojca. Doświadczył więc istotnej przemiany – przeszedł od poczucia porzucenia do aktu zdania się na kogoś. Wciąż bardzo cierpiał w swoim ciele i umyśle, a każdy ruch jeszcze bardziej, wręcz nieznośnie, pogarszał jego stan. Jednak po chwili znowu stał się jak spokojne i ufne dziecko.

Jezus czekał trzy lata, by powierzyć swoim przyjaciołom tę tajemnicę. Czekał, aż sam zostanie zanurzony w najgłębszej otchłani bólu, jakiego nigdy nie doświadczyła żadna ludzka istota. Dlaczego? Chciał ukazać mi czy raczej udowodnić, że nawet na najgorszych etapach mojej drogi, nawet w agonii i śmierci, zawsze mogę rzucić się w ramiona, przytulić się do piersi Boga, który jest Nim tylko jako pełen czułości Tata. Nawet – a może właśnie wtedy? – gdy wszelkie pozory krzyczą o czymś przeciwnym.

Właśnie w ten sposób Jezus pozwala również mi przejść od największej, „piekielnej”, rozpaczy do największej synowskiej czułości. Rzecz jasna, pod warunkiem że ja przyjmę Go w najgorszych chwilach mojego cierpienia. Uczucie opuszczenia i odrzucenia w ramionach taty może przemienić się w bezpieczną pewność. Krótko mówiąc, Jezus pozwala mi przejść od cierpienia pełnego rozpaczy do cierpienia przepełnionego ufnością. Od bycia zdanym na samego siebie do zdania się na Ojca. Od znieważonego Boga do ukochanego Taty. Tylko dostrzeżenie – a najpierw objawienie – Boga jako pełnego czułości Ojca pozwala na takie zdanie się na Niego.

 

 

Odwagi, Vanesso, skacz w pustkę!

 

tę prawdę doskonale ilustruje pewne niezwykłe wydarzenie. Jego świadkiem był w Montrealu mój przyjaciel, brat Christian Beaulieu. Rodzice pięcioletniej Vanessy pojechali do hipermarketu, zostawiając małą w mieszkaniu. Po powrocie doznali szoku. Budynek stał w płomieniach, strażacy byli już na miejscu i walczyli z ogniem. Drewniane schody trawił ogień. Ujrzeli córeczkę na trzecim piętrze, zrozpaczoną. Tata zawołał: „Vanesso, skacz przez okno!”. Ale między nimi unosiła się gęsta zasłona czarnego dymu. „Gdzie jesteś, tato? A jak cię tam nie ma? Nie mogę!”. „Jestem, nie bój się! Wpadniesz prosto w moje ramiona!”. Zbierając całą swoją odwagę, niczego nie widząc, dziewczynka rzuciła się w pustkę. Czy rzeczywiście w pustkę? Skoczyła na dobry materac trzymany przez czterech strażaków. A stamtąd wpadła wprost w ramiona swojego taty.

Zdać się, zaufać – właśnie o to chodzi! Pustka nie istnieje dla tego, kto wierzy. Nasz Abba zawsze jest przy nas, nawet jeśli znika z pola widzenia, zakryty przez mgłę ciemności. Spadamy na materac z ramion Maryi, byśmy w końcu odpoczęli w ramionach tego Boga, który stał się naszym Ojcem. A tam spotykamy naszego Jezusa... dla Niej, dla Niego, dla mnie!

Tak więc powierzenie się komuś to bliźniaczy brat zaufania. Pewność tylko co do tego jednego: jakaż to ulga w bólu! Cierpienie przyzywa ufność, a ufność łagodzi cierpienie. Nie usuwa go, lecz jest do niego dodana jako premia. Jak modlitwa zawierzenia brata Karola, odmawiana każdego wieczoru przez mnóstwo ludzi na całej planecie. „Uczyń ze mną, co ci się podoba. Dziękuję Ci za wszystko, co ze mną uczynisz, jestem na wszystko gotowy, wszystko przyjmuję. Bo Ty jesteś moim Ojcem”.

 



[1]    Przeczytaj znakomity komentarz do tych dwóch słów mojego mistrza kardynała Charlesa Journeta w jego – jak mi się sam zwierzył – ulubionej książce: Godfried Danneels, Siedem słów Chrystusa na krzyżu, tłum. J. Fecko, Wydawnictwo Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 2007.

 

 

Sklep internetowy Shoper.pl