Książki
12
PLN
Mariamne
Mariamne 1 0
Mariamne
tłum: Zygmunt Łanowski
wydawnictwo: PROMIC
rok wyd.: 2013
ISBN: 978-83-7502-405-0
oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
format: 114 x 190 mm
liczba stron: 80
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 12,00 zł
POPRZEDNIA CENA: 21,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
rok wyd. 2013
ISBN 978-83-7502-405-0
oprawa broszurowa ze skrzydełkami
format 114 x 190 mm
liczba stron 80

Kiedy pisał Mariamne, swą ostatnią powieść, Lagerkvist był już samotnym starcem o wyglądzie biblijnego patriarchy. Od pewnego już czasu z żarliwością godną proroka tropił ślady Odwiecznego. Z powodzeniem, o czym świadczy choćby obwołany arcydziełem Barabasz. Mariamne, pisana równie piękną i prostą prozą, przywołuje także historię biblijną. Równie jak tamta mroczną. Może dlatego, że bardziej opowiada dzieje Heroda niż jego małżonki. Herod, noszący w sobie dzikość przodków, z duszą „wyschniętą jak pustynia”, intryguje. Z jednej strony przeraża i odpycha, z drugiej budzi współczucie i żal. Jest samotny. Przypomina współczesnego człowieka. Zresztą, najchętniej błąka się po wspaniałej świątyni, którą kazał wznieść ku czci Boga, w którego nie wierzy.  

 
 

Pär Lagerkvist [1891–1974], wybitny szwedzki poeta, dramaturg i prozaik. W roku 1951 uhonorowany został Nagrodą Nobla. Uzasadniając swój wybór, członkowie Akademii Szwedzkiej napisali, że pisarz „próbował w swej twórczości odnaleźć odpowiedzi na wieczne pytania stojące przed ludzkością”. Za najważniejsze z pytań uznał zaś to dotyczące wiecznego zła. Do największych osiągnięć Lagerkvista należą niewątpliwie jego powieści, niezbyt obszerne, niemniej pełne przejmującej symboliki. Najbardziej znaną, którą Adré Gide okrzyknął arcydziełem, jest Barabasz [1950]. Nie ustępują mu jednak Kat [1933], Karzeł [1944], Sybilla [1956], Śmierć Ahasvera [1960], Pielgrzym na morzu [1962] czy choćby Mariamne [1967]. 

 

DRUKUJ OPIS

Herod spotkał Mariamne.

Stał na drodze do Damaszku, tuż za bramą miejską, a ona przechodziła obok. Tak po prostu do tego doszło, a przecież chwila, kiedy to nastąpiło, tak była niepodobna do chwil poprzednich, nim to się stało. Nic dziwnego, że nic później nie było takie samo jak przedtem, ani światło słoneczne, ani ziemia, ani trawa, ani nawet kwiaty na łące. Właśnie, co to za kwiaty? Nigdy ich wcześniej nie widział. Trawę wyżarły trzody owiec, ale kwiatom pozwoliły rosnąć, nie tknęły ich. Te kwiaty znajdowały się tam cały czas, ale nie zwróciłby na nie uwagi, gdyby nie przeszła tamtędy ona.

Widział ją tylko ledwie przez krótką chwilę, ale chwila ta była niepodobna do żadnej innej w jego życiu, do niczego, co go dotychczas spotkało. Nie zdawał sobie wcale sprawy, co mu się wydarzyło, wiedział tyle tylko, że nie dało się to porównać z niczym, tak było dziwne i niemożliwe do wytłumaczenia. Potem znikła. Potem nie spotkał jej już tam więcej.

A on zakrył ręką oczy, żeby nie zapomnieć tego, co wi­dział, żeby nie patrzeć na nic innego.

Nigdy przedtem tego nie uczynił. Takie dziwne miał uczu­cie, stojąc tam z ręką na oczach, ludzie mogli się przecież dziwić, pytać, dlaczego tak stoi, sądzili najpewniej, że za­słania się przed słońcem. Ale nie zasłaniał. Nie o to chodzi­ło. Trzeba jednak opowiedzieć, co widział, gdyż to, co przeżył, co go tak poruszyło, stanowiło rzeczywistość.

Ta, która przeszła obok, była młoda. Wydała mu się niemal dzieckiem i miała niezwykle bladą cerę jak na judejską kobietę. Jak szlachetnie urodzeni nosiła szaty greckie i rąbek białego lnianego szala narzuciła na głowę, na jasne włosy. Dziwne, że nie zwrócił szczególnej uwagi, jak była piękna, zazwyczaj czynił to zawsze, patrząc na kobiety. Tym razem poniekąd pięk­no nie miało takiego znaczenia. I właśnie to miał  odkryć póź­niej, przywiązać się do tego, że piękność u niej była czymś oczywistym i jakby nic nie znaczyła, gdyż ona sama była o wiele ważniejsza od swej urody. Chód miała lekki niczym lot ptaka, nosiła sandały złożone z cienkiej podeszwy z srebrną pętlą otaczającą kostkę. Szła zaś jakby pozbawiona ważkości.

Oto co zobaczył. Ale poniekąd prawie tego nie widział, tak pochłonięty był uczuciem, którym napełnił go jej widok. Trzeba pomyśleć, jaki był i że widok ten przyszedł jak ob­jawienie czegoś zupełnie odmiennego niż on sam, i że nie przy­wykł, by go coś innego niż on sam wypełniało.

Przeczytaj dłuższy fragment „Mariamne” »

Co może zawierać w sobie 78 stron? Jedni autorzy potrzebują tyle, aby napisać wstęp do akcji powieści, inni poświęcają je na całą historię, jak zrobił to Par Lagerkvist w swojej powieści Mariamne. Każda ze stron została napisana w następujący sposób: jak najmniej słów, jak najwięcej przekazu. Wizualnie wydaje się nic nieznacząca, nie rzuca się w oczy, ale warto chwilę zastanowić się nad treścią.
 
"Mariamne" to opowieść o Herodzie i jego ukochanej, Mariamne. Władca zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i robił wszystko, aby zawrzeć z nią bliższą znajomość. W końcu udało mu się i kobieta została jego żoną. Ze strony Mariamne, pochodzącej z rodu Machabeuszów, taka decyzja oznaczała wyrzeczenie się rodziny, która toczyła wojnę z Herodem i wyjście w ich oczach na zdrajczynię. Z drugiej strony Mariamne miała duży wpływ na króla i wymogła na nim uwolnienie wielu więźniów, w tym własnego krewnego. 
 
Herod był jednak chorobliwie zazdrosny i nadal nie wyzbył się okrucieństwa, mimo kojącej obecności żony. Miłość szybko przerodziła się w nienawiść, zło zaczęło walczyć w nierównej walce z dobrem. Par Lagerkvist daje nam zaobserwować przemianę Heroda dzięki Mariamne, a następnie destrukcję i upadek bohatera. 


Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale po niezwykłości i przekazie jego krótkiej powieści jestem pewna, że jego twórczość muszę poznać bliżej. Czy nadal będzie tak dobrze i ciekawie, jak w przypadku "Mariamne"? Tego nie wiem, ale z pewnością warto poświęcić jeden krótki wieczór na zapoznanie się z kolejnym dziełem Lagerkvista. Pamiętajcie tylko, aby dać sobie czas na przemyślenie i przeanalizowanie treści. 

 

Katarzyna Szepietowska

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

nikolas
29 maja 2013

Świetna książka. Polecam.


Opinie o produkcie (1)

nikolas
29 maja 2013

Świetna książka. Polecam.


Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Mariamne

Pär Lagerkvist

OPIS

Kiedy pisał Mariamne, swą ostatnią powieść, Lagerkvist był już samotnym starcem o wyglądzie biblijnego patriarchy. Od pewnego już czasu z żarliwością godną proroka tropił ślady Odwiecznego. Z powodzeniem, o czym świadczy choćby obwołany arcydziełem Barabasz. Mariamne, pisana równie piękną i prostą prozą, przywołuje także historię biblijną. Równie jak tamta mroczną. Może dlatego, że bardziej opowiada dzieje Heroda niż jego małżonki. Herod, noszący w sobie dzikość przodków, z duszą „wyschniętą jak pustynia”, intryguje. Z jednej strony przeraża i odpycha, z drugiej budzi współczucie i żal. Jest samotny. Przypomina współczesnego człowieka. Zresztą, najchętniej błąka się po wspaniałej świątyni, którą kazał wznieść ku czci Boga, w którego nie wierzy.  

 
 

Pär Lagerkvist [1891–1974], wybitny szwedzki poeta, dramaturg i prozaik. W roku 1951 uhonorowany został Nagrodą Nobla. Uzasadniając swój wybór, członkowie Akademii Szwedzkiej napisali, że pisarz „próbował w swej twórczości odnaleźć odpowiedzi na wieczne pytania stojące przed ludzkością”. Za najważniejsze z pytań uznał zaś to dotyczące wiecznego zła. Do największych osiągnięć Lagerkvista należą niewątpliwie jego powieści, niezbyt obszerne, niemniej pełne przejmującej symboliki. Najbardziej znaną, którą Adré Gide okrzyknął arcydziełem, jest Barabasz [1950]. Nie ustępują mu jednak Kat [1933], Karzeł [1944], Sybilla [1956], Śmierć Ahasvera [1960], Pielgrzym na morzu [1962] czy choćby Mariamne [1967]. 

 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Herod spotkał Mariamne.

Stał na drodze do Damaszku, tuż za bramą miejską, a ona przechodziła obok. Tak po prostu do tego doszło, a przecież chwila, kiedy to nastąpiło, tak była niepodobna do chwil poprzednich, nim to się stało. Nic dziwnego, że nic później nie było takie samo jak przedtem, ani światło słoneczne, ani ziemia, ani trawa, ani nawet kwiaty na łące. Właśnie, co to za kwiaty? Nigdy ich wcześniej nie widział. Trawę wyżarły trzody owiec, ale kwiatom pozwoliły rosnąć, nie tknęły ich. Te kwiaty znajdowały się tam cały czas, ale nie zwróciłby na nie uwagi, gdyby nie przeszła tamtędy ona.

Widział ją tylko ledwie przez krótką chwilę, ale chwila ta była niepodobna do żadnej innej w jego życiu, do niczego, co go dotychczas spotkało. Nie zdawał sobie wcale sprawy, co mu się wydarzyło, wiedział tyle tylko, że nie dało się to porównać z niczym, tak było dziwne i niemożliwe do wytłumaczenia. Potem znikła. Potem nie spotkał jej już tam więcej.

A on zakrył ręką oczy, żeby nie zapomnieć tego, co wi­dział, żeby nie patrzeć na nic innego.

Nigdy przedtem tego nie uczynił. Takie dziwne miał uczu­cie, stojąc tam z ręką na oczach, ludzie mogli się przecież dziwić, pytać, dlaczego tak stoi, sądzili najpewniej, że za­słania się przed słońcem. Ale nie zasłaniał. Nie o to chodzi­ło. Trzeba jednak opowiedzieć, co widział, gdyż to, co przeżył, co go tak poruszyło, stanowiło rzeczywistość.

Ta, która przeszła obok, była młoda. Wydała mu się niemal dzieckiem i miała niezwykle bladą cerę jak na judejską kobietę. Jak szlachetnie urodzeni nosiła szaty greckie i rąbek białego lnianego szala narzuciła na głowę, na jasne włosy. Dziwne, że nie zwrócił szczególnej uwagi, jak była piękna, zazwyczaj czynił to zawsze, patrząc na kobiety. Tym razem poniekąd pięk­no nie miało takiego znaczenia. I właśnie to miał  odkryć póź­niej, przywiązać się do tego, że piękność u niej była czymś oczywistym i jakby nic nie znaczyła, gdyż ona sama była o wiele ważniejsza od swej urody. Chód miała lekki niczym lot ptaka, nosiła sandały złożone z cienkiej podeszwy z srebrną pętlą otaczającą kostkę. Szła zaś jakby pozbawiona ważkości.

Oto co zobaczył. Ale poniekąd prawie tego nie widział, tak pochłonięty był uczuciem, którym napełnił go jej widok. Trzeba pomyśleć, jaki był i że widok ten przyszedł jak ob­jawienie czegoś zupełnie odmiennego niż on sam, i że nie przy­wykł, by go coś innego niż on sam wypełniało.

Przeczytaj dłuższy fragment „Mariamne” »

Sklep internetowy Shoper.pl