Książki
5
PLN
Morderstwo w klasztorze
Morderstwo w klasztorze
tłum: Krzysztof Kurek
wydawnictwo: PROMIC
seria: Corpus delicti
rok wyd.: 2010
ISBN: 978-83-7502-283-4
oprawa: broszurowa
format: 140 x 225 mm
liczba stron: 552
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,00 zł
POPRZEDNIA CENA: 42,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
seria Corpus delicti
rok wyd. 2010
ISBN 978-83-7502-283-4
oprawa broszurowa
format 140 x 225 mm
liczba stron 552

Każda zbrodnia rodzi się w przeszłości, musi mieć tylko czas, by dojrzeć. I zakwitnąć pełnią zła. W tym przypadku stało się to w Popielec. Właśnie wtedy Felicity Howard, młoda Amerykanka, która w zakonnej wspólnocie w Yorkshire w Anglii szukała pomysłu na życie, tuż po nabożeństwie pokutnym, odkrywa zwłoki bestialsko zamordowanego mnicha. Co więcej, na miejscu zbrodni, nad ciałem denata, zastaje obficie splamionego krwią brata Antony’ego, swojego wykładowcę historii Kościoła… W tym thrillerze, gdzie obok siebie występują zbrodnia i miłość, napięcie i suspens, nic nie jest takie, jak na pozór się wydaje. Tym bardziej, że wyjaśnienia przyczyn morderstwa szukać trzeba aż w mrokach odległego średniowiecza. Czas zaś nagli, a nagrodą za rozwiązanie zagadki jest nie tyle oczyszczenie się z podejrzeń, ile ocalenie własnego życia.

 

Wspaniała uczta dla miłośników thrillerów. Pasjonujące śledztwo w sprawie zbrodni, epizody z historii Kościoła i burzliwy romans, a wszystko przedstawione z prawdziwie epickim rozmachem. Donna Fletcher Crow stworzyła dla siebie interesującą niszę w ramach gatunku, który można nazwać «kościelnym kryminałem» z metafizyczną aurą w tle.

Kate Charles, autorka Deep Waters

 

Donna Fletcher Crow urodziła się w Nampa, w stanie Idaho [USA]. Pasjonatka kultury angielskiej i autorka kilkudziesięciu powieści. Najbardziej znaną spośród nich jest, wielokrotnie nagradzana, Glastonbury: The Novel of Christian England. Należy do stowarzyszenia twórców chrześcijańskich The Arts Centre Group oraz stowarzyszenia miłośniczek i autorek literatury kryminalnej «Sisters in Crime». Na co dzień jest matką i babcią, która poza pisaniem uwielbia pielęgnować kwiaty we własnym ogródku. 

DRUKUJ OPIS

Ze złożonymi dłońmi i skłonionymi głowami odziani w czerń bracia zgromadzili się u wejścia do swego klasztornego kościoła. Obok surowego, kamiennego ołtarza migotały płomienie świec, rzucając tańczące cienie na niewielką połać ubitej ziemi i wskazując miejsce, w którym od jedenastu lat spoczywał ich umiłowany Kutbert.
Bracia musieli spełnić swą uroczystą powinność. Minął bowiem zwyczajowy jedenastoletni okres – jedenaście lat pochówku w ziemi. To mnóstwo czasu, aby procesy rozkładu wespół z robactwem dokonały swego niszczycielskiego dzieła. Mnóstwo czasu na to, aby także w przypadku ciała św. Kutberta dopełnił się ponury los przypisany każdemu śmiertelnikowi. Przeor, przewodniczący uroczystościom pod nieobecność opata, który przebywał w odosobnieniu na pobliskiej wysepce, odczytał słowa uroczystej formuły:
– Kładziesz mnie w prochu śmierci.
– By wszelkie ciało zginęło i człowiek w proch się obrócił – odpowiedzieli bracia.
Przeor przemówił ponownie, podnosząc nieco głos:
– Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem.
I znów padła ta sama odpowiedź:
– By wszelkie ciało zginęło i człowiek w proch się obrócił.
– Wszystko idzie do jednego miejsca: powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca.
I wróci proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał.
– By wszelkie ciało zginęło i człowiek w proch się obrócił.
Krótka modlitwa dobiegła końca, a bracia zabrali się do pracy, rozpoczynając rozkopywanie uświęconej ziemi. Na pewnej głębokości łopaty trafiły wreszcie na wieko kamiennego sarkofagu. Upadli na kolana i resztę ziemi poczęli odgrzebywać własnymi rękoma, oczyszczając kamienną płytę do chwili, aż odsłonili wszystkie uchwyty rozmieszczone na końcach trumny i mogli wydobyć ją na powierzchnię. W końcu będzie można obmyć święte kości i umieścić w kaplicy, by mogli nawiedzać je przybywający do Lindisfarne pielgrzymi, pragnący oddać Kutbertowi należną mu cześć.
Zakonnicy przyklęknęli wokół trumny, przeor zaś odmówił modlitwę wstawienniczą za duszę swego umiłowanego zmarłego brata. 
– Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
– Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen – odparli zebrani.
Przeor pokropił kamienną skrzynię wodą święconą i ją okadził. Następnie dwaj najsilniejsi zakonnicy dźwignęli ciężkie wieko. Gdy kamień zazgrzytał o kamień, wszyscy wstrzymali dech. Wkrótce jednak obłok dymu kadzidlanego nieco się przerzedził, a zgromadzeni zbliżyli się, aby spojrzeć na szczątki zmarłego. Jeden z braci zemdlał. Inny krzyknął. Kilku cofnęło się w osłupieniu, kreśląc przy tym znak krzyża. Przeor zdołał tylko wydobyć z siebie jakieś nieskładne słowa.
Oczom mnichów nie ukazał się bowiem szkielet, tak jak się spodziewali. Sarkofag, który przez jedenaście lat tkwił w ziemi, skrywał zupełnie nienaruszone ciało. Kutbert wyglądał raczej na człowieka od jedenastu godzin pogrążonego we śnie niż na zmarłego spoczywającego od jedenastu lat w grobie. Nawet jego odzienie było czyste i świeże, niesplamione wodą czy błotem. Nie było znać także śladów robactwa. Jeden z braci podciągnął habit powyżej kolan i popędził ku brzegowi morza. Był przypływ, zakonnik musiał więc krzyczeć z całych sił, żeby jego głos dotarł do uszu opata, który przebywał w odosobnieniu na Hobthrush Island, niewielkiej wysepce nieopodal Lindisfarne. Opat, usłyszawszy zaś wołanie, niezwłocznie wsiadł do swej małej łupiny i powiosłował z powrotem na Świętą Wyspę, aby zaprowadzić porządek w poruszonej niecodziennym odkryciem społeczności. Wydał precyzyjne polecenia: odziać nienaruszone ciało w świeże szaty, umieścić je w uprzednio przygotowanej drewnianej trumnie wraz z portatylem Kutberta i innymi należącymi do niego paramentami, następnie rozpocząć przygotowania do uroczystego wyniesienia
go na ołtarze. Bóg przemówił wyraźnie.
Kutbert był świętym.

Przeczytaj dłuższy fragment „Morderstwa w klasztorze” »

(...) Książka jest dobrze zbudowanym thrillerem. W klasztorze akcja się tylko zawiązuje. To tu słyszymy ostatnie słowa zamordowanego, dowiadujemy się o jego pasji i widzimy jego śmierć. W jednym momencie Felicity odkrywa zwłoki i pochylonego nad nimi mężczyznę, w drugiej już ucieka z Antonym, by rozwiązać zagadkę. (…)

Moim zdaniem powieść ta jest interesująca. Do tej pory tylko raz spotkałam się z historią morderstwa, która toczy się w instytucji związanej z religią. Tu jednak mamy coś więcej. Jest podróż, niebezpieczeństwo, zagadka, tajemnica, prześladowcy i przyjaciele. W tle za to widać cały czas postać świętego sprzed wieków, którego tak naprawdę nie znałam, za to teraz mogłabym napisać o nim esej. No i jest coś dla pań, czyli uczucia. Nie tylko romantyczne, są też strach, ból, niepewność. 

Komu polecam? Spodoba się fanom powieści kryminalnych. To coś innego, coś co ma niby utarty schemat, a tak naprawdę fascynuje fabułą i nowością związaną z nieznanymi historiami religijnymi. Poza tym bohaterką jest młoda kobieta, która chce wstąpić na drogę kapłaństwa, co daje nam zupełnie inną powieść. Czy trzeba czegoś więcej, by was zachęcić?

Agnieszka Deja

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Morderstwo w klasztorze

Donna Fletcher Crow

OPIS

Każda zbrodnia rodzi się w przeszłości, musi mieć tylko czas, by dojrzeć. I zakwitnąć pełnią zła. W tym przypadku stało się to w Popielec. Właśnie wtedy Felicity Howard, młoda Amerykanka, która w zakonnej wspólnocie w Yorkshire w Anglii szukała pomysłu na życie, tuż po nabożeństwie pokutnym, odkrywa zwłoki bestialsko zamordowanego mnicha. Co więcej, na miejscu zbrodni, nad ciałem denata, zastaje obficie splamionego krwią brata Antony’ego, swojego wykładowcę historii Kościoła… W tym thrillerze, gdzie obok siebie występują zbrodnia i miłość, napięcie i suspens, nic nie jest takie, jak na pozór się wydaje. Tym bardziej, że wyjaśnienia przyczyn morderstwa szukać trzeba aż w mrokach odległego średniowiecza. Czas zaś nagli, a nagrodą za rozwiązanie zagadki jest nie tyle oczyszczenie się z podejrzeń, ile ocalenie własnego życia.

 

Wspaniała uczta dla miłośników thrillerów. Pasjonujące śledztwo w sprawie zbrodni, epizody z historii Kościoła i burzliwy romans, a wszystko przedstawione z prawdziwie epickim rozmachem. Donna Fletcher Crow stworzyła dla siebie interesującą niszę w ramach gatunku, który można nazwać «kościelnym kryminałem» z metafizyczną aurą w tle.

Kate Charles, autorka Deep Waters

 

Donna Fletcher Crow urodziła się w Nampa, w stanie Idaho [USA]. Pasjonatka kultury angielskiej i autorka kilkudziesięciu powieści. Najbardziej znaną spośród nich jest, wielokrotnie nagradzana, Glastonbury: The Novel of Christian England. Należy do stowarzyszenia twórców chrześcijańskich The Arts Centre Group oraz stowarzyszenia miłośniczek i autorek literatury kryminalnej «Sisters in Crime». Na co dzień jest matką i babcią, która poza pisaniem uwielbia pielęgnować kwiaty we własnym ogródku. 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Ze złożonymi dłońmi i skłonionymi głowami odziani w czerń bracia zgromadzili się u wejścia do swego klasztornego kościoła. Obok surowego, kamiennego ołtarza migotały płomienie świec, rzucając tańczące cienie na niewielką połać ubitej ziemi i wskazując miejsce, w którym od jedenastu lat spoczywał ich umiłowany Kutbert.
Bracia musieli spełnić swą uroczystą powinność. Minął bowiem zwyczajowy jedenastoletni okres – jedenaście lat pochówku w ziemi. To mnóstwo czasu, aby procesy rozkładu wespół z robactwem dokonały swego niszczycielskiego dzieła. Mnóstwo czasu na to, aby także w przypadku ciała św. Kutberta dopełnił się ponury los przypisany każdemu śmiertelnikowi. Przeor, przewodniczący uroczystościom pod nieobecność opata, który przebywał w odosobnieniu na pobliskiej wysepce, odczytał słowa uroczystej formuły:
– Kładziesz mnie w prochu śmierci.
– By wszelkie ciało zginęło i człowiek w proch się obrócił – odpowiedzieli bracia.
Przeor przemówił ponownie, podnosząc nieco głos:
– Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem.
I znów padła ta sama odpowiedź:
– By wszelkie ciało zginęło i człowiek w proch się obrócił.
– Wszystko idzie do jednego miejsca: powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca.
I wróci proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał.
– By wszelkie ciało zginęło i człowiek w proch się obrócił.
Krótka modlitwa dobiegła końca, a bracia zabrali się do pracy, rozpoczynając rozkopywanie uświęconej ziemi. Na pewnej głębokości łopaty trafiły wreszcie na wieko kamiennego sarkofagu. Upadli na kolana i resztę ziemi poczęli odgrzebywać własnymi rękoma, oczyszczając kamienną płytę do chwili, aż odsłonili wszystkie uchwyty rozmieszczone na końcach trumny i mogli wydobyć ją na powierzchnię. W końcu będzie można obmyć święte kości i umieścić w kaplicy, by mogli nawiedzać je przybywający do Lindisfarne pielgrzymi, pragnący oddać Kutbertowi należną mu cześć.
Zakonnicy przyklęknęli wokół trumny, przeor zaś odmówił modlitwę wstawienniczą za duszę swego umiłowanego zmarłego brata. 
– Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
– Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen – odparli zebrani.
Przeor pokropił kamienną skrzynię wodą święconą i ją okadził. Następnie dwaj najsilniejsi zakonnicy dźwignęli ciężkie wieko. Gdy kamień zazgrzytał o kamień, wszyscy wstrzymali dech. Wkrótce jednak obłok dymu kadzidlanego nieco się przerzedził, a zgromadzeni zbliżyli się, aby spojrzeć na szczątki zmarłego. Jeden z braci zemdlał. Inny krzyknął. Kilku cofnęło się w osłupieniu, kreśląc przy tym znak krzyża. Przeor zdołał tylko wydobyć z siebie jakieś nieskładne słowa.
Oczom mnichów nie ukazał się bowiem szkielet, tak jak się spodziewali. Sarkofag, który przez jedenaście lat tkwił w ziemi, skrywał zupełnie nienaruszone ciało. Kutbert wyglądał raczej na człowieka od jedenastu godzin pogrążonego we śnie niż na zmarłego spoczywającego od jedenastu lat w grobie. Nawet jego odzienie było czyste i świeże, niesplamione wodą czy błotem. Nie było znać także śladów robactwa. Jeden z braci podciągnął habit powyżej kolan i popędził ku brzegowi morza. Był przypływ, zakonnik musiał więc krzyczeć z całych sił, żeby jego głos dotarł do uszu opata, który przebywał w odosobnieniu na Hobthrush Island, niewielkiej wysepce nieopodal Lindisfarne. Opat, usłyszawszy zaś wołanie, niezwłocznie wsiadł do swej małej łupiny i powiosłował z powrotem na Świętą Wyspę, aby zaprowadzić porządek w poruszonej niecodziennym odkryciem społeczności. Wydał precyzyjne polecenia: odziać nienaruszone ciało w świeże szaty, umieścić je w uprzednio przygotowanej drewnianej trumnie wraz z portatylem Kutberta i innymi należącymi do niego paramentami, następnie rozpocząć przygotowania do uroczystego wyniesienia
go na ołtarze. Bóg przemówił wyraźnie.
Kutbert był świętym.

Przeczytaj dłuższy fragment „Morderstwa w klasztorze” »

Sklep internetowy Shoper.pl