Książki
5
PLN
Na zawsze wygnańcy
Na zawsze wygnańcy 1 0
Na zawsze wygnańcy
tłum: Anna Maria Jaśkiewicz
wydawnictwo: PROMIC
seria: Okna
rok wyd.: 2013
ISBN: 978-83-7502-436-4
oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
format: 140 x 225 mm
liczba stron: 352
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,00 zł
POPRZEDNIA CENA: 34,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
seria Okna
rok wyd. 2013
ISBN 978-83-7502-436-4
oprawa broszurowa ze skrzydełkami
format 140 x 225 mm
liczba stron 352

Niektórzy powiadają, że prawda bywa bardziej przerażająca niż fikcja. Są jednak wyjątki, to literackie opowieści nanizane z fragmentów prawdziwych historii. Tak właśnie uczyniła Fiorella de Maria, sięgając po barwne i dramatyczne wydarzenia z przeszłości i kreśląc obraz młodej dziewczyny z niewielkiej wyspy nieopodal Malty. Piekło, zdaje się mówić autorka od pierwszych stron, zaczyna się zawsze na ziemi. Losem Wardy można bowiem obdzielić wielu i nawet wtedy uznano by ich życie za tragiczne. Odrzucona przez najbliższych, zmuszona do wyboru, który był jej obcy, a w końcu porwana i sprzedana nie przestaje mimo wszystko wierzyć, że kiedyś wreszcie odnajdzie swój dom… Ufamy, że ten już na nią czeka, i mamy przy tym nadzieję, że będzie szczęśliwy. 

DRUKUJ OPIS

 

Sny o umarłych

Śmierć znów po mnie przyszła. Inni też są już zgubieni. Słyszałam ich krzyki, kiedy spadałam w noc, słyszałam, jak klęli, płonąc lub topiąc się. Potem ryk wybuchu zatkał mi uszy i wtrącił do świata ciszy. Wciąż czuję na swej skórze palący ogień, choć ciągną mnie w dół dławiące, lodowate wody. Otacza mnie bezlitosna ciemność, której przeniknąć nie mogą nawet płomienie trawiące statek. Wiję się i szarpię. Podnoszę jeszcze głowę, chcąc złapać choćby łyk powietrza, mimo iż krew gęstnieje mi w żyłach. Morze w końcu i tak mnie zabierze. Statek zniknął. Pozostały po nim jedynie tlące się tu i tam fragmenty, rozproszone niczym świeczki wotywne. Pozostałam i ja – kawałek ludzkiego życia, dryfujący donikąd. Nie lękam się śmierci, choć umrę bez rozgrzeszenia. Boję się tylko samotności, tej, co naznacza podróż w głąb morza, gdzie zajmę miejsce pośród stosów umarłych i gdzie nikt się nigdy nie dowie, że tu właśnie odbyłam swą ostatnią drogę. Nie będzie dla mnie żadnego requiem, żadnego miejsca wiecznego spoczynku, jedynie nie dające spokoju wspomnienia w sercach kilku starych przyjaciół, co to wierzą, że umarłam dawno temu z rąk jakiegoś złoczyńcy. Naokoło mnie krążą twarze. To widma tych, których kochałam. Tańczą teraz wokół mojej głowy, żegnając się ze mną. Ci natomiast, których porzuciłam, wpatrują się we mnie w cichym oskarżeniu. Umrę z tyloma życiami, z których będę musiała się rozliczyć, z krwią, której nigdy nie miałam zamiaru przelać, lecz która i tak woła o pomstę. Śmierć przychodzi wolno. Znów łapię się na tym, iż nieświadomie walczę. Gdybym teraz pragnęła umrzeć tak bardzo jak kiedyś, nie wbiegłabym na pokład. Przecież byłam świadoma, że zbliża się koniec. I nie ściskałabym tak kurczowo dryfującej belki, modląc się, aby mnie utrzymała na powierzchni. W tej chwili zaś już samo uniesienie głowy, by zaczerpnąć powietrza, jest niczym akt sprzeciwu. Nie odczuwam jednak bólu, chłód bowiem odbiera mi czucie. Dręczy mnie jedynie znużenie, w miarę jak sięga po mnie śmierć. Tyle razy umierałam i powracałam do świata żywych, że byłam prawie pewna, iż nie pójdę na dno wraz ze statkiem – ale zimno mi. Tak, zimno, jestem zmęczona i nie mogę dłużej oddychać. Samotna gwiazda rozświetla mrok nad moją głową. StellaStella Maris. Jestem zgubiona. Stella Maris… Wołam do Gwiazdy Morza, ale nie słyszę swego własnego głosu, rozlegającego się pośród morderczych fal. Może to już śmierć? Okrutny sen, z którego nigdy się nie obudzę. Nie mam siły, by dłużej przytrzymywać się unoszącej się na wodzie deski. Moje ręce robią się bezwładne i zdrętwiałe z zimna, nie czuję wcale rozprostowujących się mimowolnie palców. – Matko? Matko, umieram! – Cichutko – mówi jakiś głos, który słyszę, choć wciąż pozostaję ogłuszona. – Trzymam cię. I znowu sny, sny o umarłych.

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Na zawsze wygnańcy” »

Wiele książek i filmów ukazuje piratów jako romantyczne, bardzo kolorowe postacie, czasem nawet czyni się z nich rodzaj szlachetnych rozbójników. Tymczasem byli to bandyci pozbawieni jakichkolwiek skrupułów, którzy nie przynosili nikomu nic oprócz bólu i nieszczęść. Większość z nich handlowała niewolnikami, zarówno ci którzy wywodzili się ze środowiska chrześcijan jak i muzułmanie. Porywali ludzi dorosłych i dzieci, a następnie sprzedawali na wielkich targach, niejednokrotnie dorabiając się prawdziwej fortuny kosztem niewyobrażalnych nieszczęść. Ta część historii stała się źródłem inspiracji dla Fiorelli de Maria, autorki książki „Na zawsze wygnańcy”.

Pięcioletnia Ursula ucieka z domu, nie mogąc znieść złego traktowania ze strony rodziny. Trafia pod opiekę księdza Antonina, który zajmuje się wychowaniem zaniedbanego dziecka, ucząc je zasad koniecznych w życiu społecznym oraz wielu przydatnych umiejętności. Gdy dziewczynka podrasta, decyduje się zrobić z niej zakonnicę, by mogła uniknąć zaaranżowanego przez rodziców małżeństwa. Warda, jak nazywał ją ksiądz, przybiera zakonne imię Perpetua i szykuje się do spędzenia reszty życia w klasztornej celi. Jej plany niweczy napad piratów, którzy porywają wielu spośród młodych mieszkańców do niewoli. Choć Perpetua desperacko próbuje uchodzić za chłopaka, by uchronić się przed gwałtem, zostaje zdemaskowana i sprzedana jako niewolnica bogatemu muzułmaninowi. Nie chce pogodzić się ze swym losem, ale wszystkie próby oporu, jakie podejmuje, wychodzą jej na złe. Jedynym skarbem, jaki obecnie może być jej pomocny, jest jej odwaga i lekarskie umiejętności przekazane przez ojca Antonina. To one zwracają na nią uwagę Muniry, żony właściciela, a następnie Omara, jego syna. Dla młodej zakonnicy jego względy są hańbą i upokorzeniem, a na dodatek to dopiero początek nieszczęść Wardy i kryzysu wszystkiego, co miało dla niej jakąś wartość…

Książka Fiorelli de Maria jest na naszym rynku zjawiskiem wyjątkowym, jak zresztą wszystkie powieści wydawane przez PROMIC. Pisana pięknym, literackim językiem, pozbawiona wulgaryzmów i wyuzdanych scen, przypomina klasyczne książki starych mistrzów pióra. Tło historyczne jest w niej bardzo dobrze uchwycone i przedstawione. Trzeba też przyznać autorce, że nie uległa pokusie ukazania swych bohaterów jako postaci czarno-białych. Sposób w jaki ich opisała, zasługuje na najwyższe uznanie. Nikt w tej powieści nie jest zły czy dobry z urodzenia albo z powodu wyznawanej religii. Jeśli jest jaki jest, to z własnego wyboru. Autorka zdaje się mówić, ze w każdym z nas istnieje zło, któremu nie powinniśmy pozwolić nad sobą panować, i w każdym istnieje dobro, nawet gdy czasami jest przygłuszone. Mimo to książka nie jest jakimś nachalnym moralitetem, a finezyjną opowieścią o czasach, gdy łatwo było wskutek nieszczęść życiowych utracić wiarę w Boga i w jakikolwiek sens życia.

Pięknie wydana powieść jest warta uważnego przeczytania, szczególnie że na jej kartach można odnaleźć wśród fikcyjnych bohaterów również dwie postacie rzeczywiście istniejące. W świecie, w którym człowiek stawał się towarem, a następnie czyjąś własnością kupowaną i sprzedawaną na targu, trudno było zachować chrześcijańskie wartości. Tym bardziej należy podziwiać ludzi, którym się to udawało, nie potępiając jednocześnie tych, którzy okazali się zbyt słabi. „Na zawsze wygnańcy” to książka, która pomoże czytelnikowi spojrzeć na te okrutne czasy oczami uczestnika wydarzeń i właściwie je ocenić. Na pewno nikt nie pożałuje pieniędzy wydanych na zakup tej książki i czasu spędzonego na czytaniu.

 

Luiza Dobrzyńska

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Kasia P.
21 października 2013

Piekło wcale nie zaczyna się po śmierci, ono może mieć swój początek o wiele wcześniej, wtedy kiedy nie powinno się o nim nic wiedzieć, nawet nie podejrzewać, że istnieje. Jednak niektórzy poznają jego oblicze już w dzieciństwie, doświadczają ze strony najbliższych, bez powodu. Po prostu z dnia na dzień, nagle świat, jaki znali do tej pory zmienia się całkowicie, a przeznaczenie kieruje ich na drogę zupełnie inną niż ta, jaką podąża większość. Czasem życie okazuje się niekończącym się pasmem zaskakujących zwrotów, jakich nikt nie byłby w stanie przewidzieć, przetrwać mogą je tylko najsilniejsi, chociaż wcale się za takich nie uważają. Ursula, Warda, Perpetua, trzy osoby, trzy życiowe ścieżki i historia kobiety, będącej świadkiem rzeczy, które nigdy nie pozwolą jej o sobie zapomnieć i, co istotniejsze, które przeżyła osobiście. Odrzucona córka, wychowana przez obcych ludzi, którzy nie zastąpili rodziny, lecz stali się nią, mniszka, a w końcu człowiek tracący to, co inni uważają za oczywistość. Jak na jedną osobę to o wiele za dużo, szczególnie, kiedy musi ona radzić sobie prawie zawsze sama. Jak czuje się kilkuletnie dziecko, żyjące blisko swych najbliższych, a jednocześnie odepchnięte przez nich? Co czeka w życiu dziewczynę, której dano szansę poznać to, co dostępne jest nielicznym i co nie jest akceptowalne u kobiet? Dlaczego, gdy odnajduje właściwą życiową ścieżkę, ktoś ją niszczy? W końcu ile bólu i cierpienia jest się w stanie znieść i wciąż pozostać sobą? Na te pytania Warda odpowiada sobie po raz pierwszy, kiedy płynie statkiem w niewiadomym kierunku wraz z innymi porwanymi. Kiedy decydowała się pomóc potrzebującej nie wiedziała jeszcze, że nie będzie dane jej wrócić do miejsca, które wybrała na swój dom. Jednak jeszcze bardziej bolesna od tej straty jest świadomość, iż została oderwana od ludzi, których kochała i pozbawiona wolności. Co czuje się, gdy ktoś odbiera prawo do samostanowienia o sobie samym? Kiedy jest się traktowanym jak jeszcze jedna rzecz w majątku właściciela? Zwątpienie? Lęk? A może wiarę, że w końcu znowu będzie się wolnym? Wystarczy jedna szansa, by uciec ze świata niewolników, druga już nie będzie dana, bo cena za porażkę to śmierć. Warda wie o tym doskonale, ale czy będzie jej dane zaczerpnąć tchu na wolności? Jak wykorzysta to, co przeznaczenie jej daje? Los nieraz wystawił już kobietę na próbę, teraz znowu to robi, ile jeszcze będzie takich życiowych sprawdzianów? Za każdym razem wydają się one coraz surowsze, lecz Wardzie wciąż dodają sił wspomnienia rodziny. Na jak długo one wystarczą? "Na zawsze wygnańcy" to niezwykła opowieść, w której autorka za pomocą głównej bohaterki odzwierciedla tę mniej znaną historię siedemnastowiecznej Europy. Pozostaje ona w cieniu wielkich dziejowych wydarzeń, ale jest nieodłączną ich częścią. W książce Fiorelli De Marii najważniejsi są ludzie i ich losy, które mogą wydawać się nieistotne, jeżeli porówna się je do losów całych narodów. Jednak gdy się je poznaje okazuje się, że to właśnie one najlepiej oddają ducha epoki i tego, co ją ukształtowało. "Na zawsze wygnańcy" jest bardzo osobistą relacją z życia kobiety, okazująca się prawdziwą sumą zaskakujących wydarzeń, pojawiających się znienacka i zmieniających wszystko. Nie można również zapomnieć o zakończeniu, które jak cała książka zaskakuje i pozostawia kwestię dalszych losów bohaterki otwartą. Co stało się z Wardą? Czy znalazła ona w końcu drogę do tego, co utraciła? A może na jej drodze znowu pojawił się kolejny niespodziewany zakręt?


Opinie o produkcie (1)

Kasia P.
21 października 2013

Piekło wcale nie zaczyna się po śmierci, ono może mieć swój początek o wiele wcześniej, wtedy kiedy nie powinno się o nim nic wiedzieć, nawet nie podejrzewać, że istnieje. Jednak niektórzy poznają jego oblicze już w dzieciństwie, doświadczają ze strony najbliższych, bez powodu. Po prostu z dnia na dzień, nagle świat, jaki znali do tej pory zmienia się całkowicie, a przeznaczenie kieruje ich na drogę zupełnie inną niż ta, jaką podąża większość. Czasem życie okazuje się niekończącym się pasmem zaskakujących zwrotów, jakich nikt nie byłby w stanie przewidzieć, przetrwać mogą je tylko najsilniejsi, chociaż wcale się za takich nie uważają. Ursula, Warda, Perpetua, trzy osoby, trzy życiowe ścieżki i historia kobiety, będącej świadkiem rzeczy, które nigdy nie pozwolą jej o sobie zapomnieć i, co istotniejsze, które przeżyła osobiście. Odrzucona córka, wychowana przez obcych ludzi, którzy nie zastąpili rodziny, lecz stali się nią, mniszka, a w końcu człowiek tracący to, co inni uważają za oczywistość. Jak na jedną osobę to o wiele za dużo, szczególnie, kiedy musi ona radzić sobie prawie zawsze sama. Jak czuje się kilkuletnie dziecko, żyjące blisko swych najbliższych, a jednocześnie odepchnięte przez nich? Co czeka w życiu dziewczynę, której dano szansę poznać to, co dostępne jest nielicznym i co nie jest akceptowalne u kobiet? Dlaczego, gdy odnajduje właściwą życiową ścieżkę, ktoś ją niszczy? W końcu ile bólu i cierpienia jest się w stanie znieść i wciąż pozostać sobą? Na te pytania Warda odpowiada sobie po raz pierwszy, kiedy płynie statkiem w niewiadomym kierunku wraz z innymi porwanymi. Kiedy decydowała się pomóc potrzebującej nie wiedziała jeszcze, że nie będzie dane jej wrócić do miejsca, które wybrała na swój dom. Jednak jeszcze bardziej bolesna od tej straty jest świadomość, iż została oderwana od ludzi, których kochała i pozbawiona wolności. Co czuje się, gdy ktoś odbiera prawo do samostanowienia o sobie samym? Kiedy jest się traktowanym jak jeszcze jedna rzecz w majątku właściciela? Zwątpienie? Lęk? A może wiarę, że w końcu znowu będzie się wolnym? Wystarczy jedna szansa, by uciec ze świata niewolników, druga już nie będzie dana, bo cena za porażkę to śmierć. Warda wie o tym doskonale, ale czy będzie jej dane zaczerpnąć tchu na wolności? Jak wykorzysta to, co przeznaczenie jej daje? Los nieraz wystawił już kobietę na próbę, teraz znowu to robi, ile jeszcze będzie takich życiowych sprawdzianów? Za każdym razem wydają się one coraz surowsze, lecz Wardzie wciąż dodają sił wspomnienia rodziny. Na jak długo one wystarczą? "Na zawsze wygnańcy" to niezwykła opowieść, w której autorka za pomocą głównej bohaterki odzwierciedla tę mniej znaną historię siedemnastowiecznej Europy. Pozostaje ona w cieniu wielkich dziejowych wydarzeń, ale jest nieodłączną ich częścią. W książce Fiorelli De Marii najważniejsi są ludzie i ich losy, które mogą wydawać się nieistotne, jeżeli porówna się je do losów całych narodów. Jednak gdy się je poznaje okazuje się, że to właśnie one najlepiej oddają ducha epoki i tego, co ją ukształtowało. "Na zawsze wygnańcy" jest bardzo osobistą relacją z życia kobiety, okazująca się prawdziwą sumą zaskakujących wydarzeń, pojawiających się znienacka i zmieniających wszystko. Nie można również zapomnieć o zakończeniu, które jak cała książka zaskakuje i pozostawia kwestię dalszych losów bohaterki otwartą. Co stało się z Wardą? Czy znalazła ona w końcu drogę do tego, co utraciła? A może na jej drodze znowu pojawił się kolejny niespodziewany zakręt?


Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Na zawsze wygnańcy

Fiorella de Maria

OPIS

Niektórzy powiadają, że prawda bywa bardziej przerażająca niż fikcja. Są jednak wyjątki, to literackie opowieści nanizane z fragmentów prawdziwych historii. Tak właśnie uczyniła Fiorella de Maria, sięgając po barwne i dramatyczne wydarzenia z przeszłości i kreśląc obraz młodej dziewczyny z niewielkiej wyspy nieopodal Malty. Piekło, zdaje się mówić autorka od pierwszych stron, zaczyna się zawsze na ziemi. Losem Wardy można bowiem obdzielić wielu i nawet wtedy uznano by ich życie za tragiczne. Odrzucona przez najbliższych, zmuszona do wyboru, który był jej obcy, a w końcu porwana i sprzedana nie przestaje mimo wszystko wierzyć, że kiedyś wreszcie odnajdzie swój dom… Ufamy, że ten już na nią czeka, i mamy przy tym nadzieję, że będzie szczęśliwy. 



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

 

Sny o umarłych

Śmierć znów po mnie przyszła. Inni też są już zgubieni. Słyszałam ich krzyki, kiedy spadałam w noc, słyszałam, jak klęli, płonąc lub topiąc się. Potem ryk wybuchu zatkał mi uszy i wtrącił do świata ciszy. Wciąż czuję na swej skórze palący ogień, choć ciągną mnie w dół dławiące, lodowate wody. Otacza mnie bezlitosna ciemność, której przeniknąć nie mogą nawet płomienie trawiące statek. Wiję się i szarpię. Podnoszę jeszcze głowę, chcąc złapać choćby łyk powietrza, mimo iż krew gęstnieje mi w żyłach. Morze w końcu i tak mnie zabierze. Statek zniknął. Pozostały po nim jedynie tlące się tu i tam fragmenty, rozproszone niczym świeczki wotywne. Pozostałam i ja – kawałek ludzkiego życia, dryfujący donikąd. Nie lękam się śmierci, choć umrę bez rozgrzeszenia. Boję się tylko samotności, tej, co naznacza podróż w głąb morza, gdzie zajmę miejsce pośród stosów umarłych i gdzie nikt się nigdy nie dowie, że tu właśnie odbyłam swą ostatnią drogę. Nie będzie dla mnie żadnego requiem, żadnego miejsca wiecznego spoczynku, jedynie nie dające spokoju wspomnienia w sercach kilku starych przyjaciół, co to wierzą, że umarłam dawno temu z rąk jakiegoś złoczyńcy. Naokoło mnie krążą twarze. To widma tych, których kochałam. Tańczą teraz wokół mojej głowy, żegnając się ze mną. Ci natomiast, których porzuciłam, wpatrują się we mnie w cichym oskarżeniu. Umrę z tyloma życiami, z których będę musiała się rozliczyć, z krwią, której nigdy nie miałam zamiaru przelać, lecz która i tak woła o pomstę. Śmierć przychodzi wolno. Znów łapię się na tym, iż nieświadomie walczę. Gdybym teraz pragnęła umrzeć tak bardzo jak kiedyś, nie wbiegłabym na pokład. Przecież byłam świadoma, że zbliża się koniec. I nie ściskałabym tak kurczowo dryfującej belki, modląc się, aby mnie utrzymała na powierzchni. W tej chwili zaś już samo uniesienie głowy, by zaczerpnąć powietrza, jest niczym akt sprzeciwu. Nie odczuwam jednak bólu, chłód bowiem odbiera mi czucie. Dręczy mnie jedynie znużenie, w miarę jak sięga po mnie śmierć. Tyle razy umierałam i powracałam do świata żywych, że byłam prawie pewna, iż nie pójdę na dno wraz ze statkiem – ale zimno mi. Tak, zimno, jestem zmęczona i nie mogę dłużej oddychać. Samotna gwiazda rozświetla mrok nad moją głową. StellaStella Maris. Jestem zgubiona. Stella Maris… Wołam do Gwiazdy Morza, ale nie słyszę swego własnego głosu, rozlegającego się pośród morderczych fal. Może to już śmierć? Okrutny sen, z którego nigdy się nie obudzę. Nie mam siły, by dłużej przytrzymywać się unoszącej się na wodzie deski. Moje ręce robią się bezwładne i zdrętwiałe z zimna, nie czuję wcale rozprostowujących się mimowolnie palców. – Matko? Matko, umieram! – Cichutko – mówi jakiś głos, który słyszę, choć wciąż pozostaję ogłuszona. – Trzymam cię. I znowu sny, sny o umarłych.

 

Przeczytaj dłuższy fragment „Na zawsze wygnańcy” »

Sklep internetowy Shoper.pl