Książki
24.9
PLN
Pamiętajcie o miłości
Pamiętajcie o miłości
tłum: Barbara Durbajło
wydawnictwo: Promic
seria: Światła na górze
rok wyd.: 2015
ISBN: 978-83-7502-526-2
oprawa: twarda
format: 110 x 180 mm
liczba stron: 272
Ocena:
(Ilość ocen: 3)
Cena: 24,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
seria Światła na górze
rok wyd. 2015
ISBN 978-83-7502-526-2
oprawa twarda
format 110 x 180 mm
liczba stron 272

Biografia Maksymiliana Kolbego pióra André Frossarda odbiega od tradycyjnych publikacji tego typu, podobnie jak jej bohater nie mieści się w "klasycznych schematach świętości". Autor przedstawia Kolbego jako wielkiego mistyka, człowieka w sposób najbardziej radykalny i zaskakujący łączącego tajemnice wiary z całym swym życiem, ze wszystkimi działaniami: "...właśnie wtedy, gdy uważano, że zajmuje się mrzonkami, był największym realistą: po prostu jego rzeczywistość, która obejmowała i niebo, i ziemię, była bardziej rozległa i bogatsza niż nasza". Frossard rysuje konsekwentny, spójny portret szaleńca Bożego, szaleńca Maryi, dla którego "wszystko jest możliwe, zwłaszcza to, co niemożliwe", istoty, "której nic i nikt nie zatrzyma, nawet... ci, którzy ją zamykają w murach więziennych". 

Autor, zafascynowany Kolbem, przedstawia nie papierową postać, ale prawdziwego człowieka, którego życie jest podporządkowane naczelnej idei miłości - miłości do Maryi, do Boga i do bliźnich. Miłości, dla której oddał życie. 

DRUKUJ OPIS

Spis treści


 1. Msza w purpurze 9
 2. Rodzina 15
 3. Widzenie 22
 4. Wahanie 32
 5. Dwa listy 41
 6. Medalik 46
 7. Casa Kolbe 59
 8. Słońce 66
 9. Cztery wizerunki 72
10. Szalone lata 75
11. Falstart 79
12. Intermedium 87
13. Rozkwit 93
14. Figurka 105
15. Daleka podróż 110
16. Maryja-bez-grzechu 119
17. Indie 139
18. Koniec misji 147
19. Potwory 169
20. Powrót 174
21. Sprawa świętych 197
22. Pamiętajcie o miłości... 207
23. Odroczenie 213
24. Aresztowanie 223
25. Pawiak 233
26. Auschwitz 240
27. Męczennik 246
28. Śmierć sługi Bożego 250

1.
Msza w purpurze


Dzień był piękny, jak zwykle jesienią w Rzymie. Ruiny przypominały nasączoną światłem gąbkę, a w stojącym, bardzo ciepłym powietrzu nieruchome pinie wyglądały jak kunsztowna dekoracja.
Wcześnie rano ojciec D. wyszedł z byłego kolegium franciszkanów na przystanek autobusowy między wzgórzem palatyńskim a Skałą Tarpejską. Zaproszony do koncelebrowania u Świętego Piotra mszy kanonizacyjnej Maksymiliana Kolbego, modlił się żarliwie, by jego rodak i brat w zakonie został tego ranka uznany przez Jana Pawła II za męczennika. Wcale jednak nie był pewien, czy jego modlitwy zostaną wysłuchane. I kiedy czekając na autobus, wodził spojrzeniem od cesarskiego wzgórza do skały zdruzgotanych ambicji, jego nadzieje oscylowały mię­dzy radością a obawą.
Wiedział, że do ostatniej chwili istniały trudności ze strony teologów i kanonistów. Nie podawali oni w wątpliwość świętości Maksymiliana Kolbego, które­go bohaterstwo uznali przecież przed kilkoma laty. Któż zresztą mógłby zaprzeczyć temu, że człowiek, który poświęciwszy się Ewangelii, został uwięziony w Auschwitz i oddał swe życie, by ratować współwięźnia skazanego na śmierć głodową, nie jest godny kultu we wszystkich kościołach chrześcijańskiego świata?
Teolodzy zgadzali się na kanonizację Kolbego, jednak jako „wyznawcy” – normalna klasyfikacja w katalogu świętych – a nie jako „męczennika”. Konsultowani na ten temat, wypowiedzieli się negatywnie albo co najmniej powątpiewająco: w sierpniu 1941 roku Kolbe rzeczywiście spełnił akt najwyższej miłości, oddając swe życie za bliźniego, ale nie był przez oprawców pytany bezpośrednio o wiarę, jak tego wymaga tradycyjna definicja męczeństwa. Nie można więc czcić go z tego tytułu, nie wywołując przy tym rewolucji teologicznej.
Ojciec D. zastanawiał się, czy Jan Paweł II, mimo że jego wola ma moc prawa w tej materii, będzie czuł się związany opinią teologów – czy też nie będzie się z nią liczył i spełni powszechne oczekiwanie i własne prag­nienie.

Była niedziela 10 października 1982 roku. Kiedy ojciec D. dotarł na plac Świętego Piotra, czekało tam już dwieście tysięcy osób, które wiedziały tyle co on. Monsignori spotykani po drodze unosili brwi na znak niewiedzy i choć w spojrzeniach tych świętych osób, u których milczenie Watykanu wyrobiło nie­zwykłą spostrzegawczość, nie malowała się troska, ich spuszczone powieki miały w sobie coś ze smutku zabłąkanego spaniela. Wyznawca? Męczennik? Jan Paweł II, geniusz komunikatywności, nic nie zakomu­nikował, a że rozmyśla na ogół w swoim oratorium, gdzie jedynie Boga ma za powiernika, jego tajemnice są dobrze strzeżone.
Ołtarz, okolony białymi i czerwonymi kwiatami, wzniesiony został na zwykłym miejscu, na szczycie schodów przed bazyliką. Między kolumnami jasnego frontonu długi gobelin zwisa z głównej lodżii bazyliki. U dołu herb Jana Pawła II – krzyż, którego jedno ramię osłania troskliwie inicjał Maryi. Pośrodku portret Maksymiliana Kolbego w czarnym habicie franciszkanina konwentualnego na tle granatowego, burzowego nieba usianego chmurami, przypominającymi białe ptaki; za nim z jednej strony płomienie i zgliszcza Au-
schwitz, z drugiej odległy kościół z Niepokalanowa – spięte tęczą. W górnych rogach dwa motywy ze sztucznych kwiatów, białych i czerwonych, pytały: Wyznawca? Męczennik?
Nikt tego nie wiedział: ani sprytni monsignori, ani dostojni biskupi, ani tłum ściśnięty w marmurowych kleszczach Berniniego; dopiero kiedy ojciec D. wszedł do zakrystii Świętego Piotra i zobaczył rozłożone na stole czerwone szaty liturgiczne, upewnił się, że ofiara Kolbego otrzyma należną jej konsekrację. Jan Paweł II, ignorując przeciwne zdania, orzekł męczeństwo i ojciec D. mógł wreszcie, po długim i pełnym niepokoju oczekiwaniu, zapłakać z wdzięczności.

Wierni zgromadzeni na placu zrozumieli wszystko, dopiero gdy w głównym wejściu bazyliki zobaczyli papieża w purpurze. Po chwili ciszy rozległ się szmer powszechnej aprobaty.
Uroczystość kanonizacyjna, bardzo piękna, trwała od dziesiątej do południa.
Po pieśniach na wejście trzej obrońcy sprawy: kardynał prefekt Kongregacji Kultu Świętych, adwokat konsystorialny i postulator, przełożony generalny franciszkanów konwentualnych, podeszli do Jana Pawła II, by prosić go w imieniu Kościoła o zapisanie Maksymiliana Kolbego do katalogu świętych.

Przeczytaj dłuższy fragment „Pamiętajcie o miłości” »

Książka André Frossarda to nie tylko biografia - to opowieść o niezwykłym (bo świętym) życiu zwykłego człowieka. Właśnie za takiego uważał się Rajmund Kolbe - na wzór św. Franciszka z Asyżu całe swoje życie uczynił posługą innym i wypełniając najważniejsze przykazanie (przykazanie Miłości) realizował Boży plan w świecie pogrążonym w chaosie i kolejnych wojnach.

Postać św. Maksymiliana Kolbego znałam do tej pory jedynie wybiórczo i kojarzyłam ją jedynie z męczeńską śmiercią. Nowa publikacja Wydawnictwa Promic pozwoliła mi poznać historię tego świętego od jego dzieciństwa, poprzez działalność misyjną i wydawniczą aż po heroiczne oddanie życia za kratami obozu koncentracyjnego.

Bohater biografii był synem Juliusza i Marii a, jak zaznacza autor, Jego męczeństwo i świętość "zaczęły się już w matce". Zapoznając się z kolejnymi stronami książki jesteśmy świadkami sytuacji, w których Maksymilian uczy swoich najbliższych, współbraci, przypadkowo spotkanych ludzi w pociągu, a także niemieckich oprawców, czym jest prawdziwa miłość. Pokazuje, że nie są to jedynie piękne słowa ani chwilowe przejawy życzliwości, ale nieustanna troska o drugiego człowieka i przedkładanie jego dobra (i dobra jego duszy) ponad wszystko inne, bo "świat jest już tylko tym, czym jest - budowlą atomów ubitych jak piana, piękną i wymyślną, ale niezbyt pewną".

Młody Rajmund, wzrastając w czasach niepokojów i trudnej sytuacji politycznej, chciał służyć ojczyźnie jako żołnierz i poniekąd tak się stało - odbył służbę w życiu duchowym. Jego mundurem był franciszkański habit, Jego bronią miłość do Niepokalanej, a Jego celem zbawienie jak największej liczby dusz. Swoją bronią uczynił także Rycerza Niepokalanej i Cudowny Medalik, które do dziś rozpowszechniane są na całym świecie.
Podsumowując tę niezwykłą postać, odnieść się trzeba do Źródła, które dawało Mu siły do walki z przeciwnościami i własnymi słabościami - był to człowiek, który wszędzie widział "Niepokalaną, a co za tym idzie, nigdzie nie widział trudności". Dzięki ufności i szczeremu oddaniu szerzył kult Maryi oraz budował struktury Milicji Niepokalanej także w tak odległych krajach, jak Japonia czy Indie. Pięknie tę relację opisuje Frossard:

"Każda myśl ma swoje słońce. Słońcem Kolbego była Maryja (...)".

Publikacja Wydawnictwa Promic to wartościowa, pouczająca pozycja, oprawiona w twardą okładkę, z której "czarne, błyszczące spojrzenie wbija się prosto w nas i podąża jeszcze dalej. Na wszystkich wizerunkach oczy [św. Maksymiliana] patrzą niemal z taką samą intensywnością - to miotacze ognia duchowego".

 

Papierowa Kobietka

 

Historia pewnej miłości

„Pamiętajcie o miłości” Frossarda to książka, której celem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie kim tak naprawdę był Maksymilian Maria Kolbe, znany jedynie jako ten, który poświęcił życie za drugiego człowieka. Czy należy postrzegać go tylko przez pryzmat męczeńskiej śmierci? Książka daje odpowiedź. Czytelnik może zbudować obraz osobowości świętego, dla którego najważniejszy był człowiek. Obraz człowieka niezwykłego, pełnego pasji, oddanego Bogu i Maryi.

Kolejne karty książki pozwalają spojrzeć na Maksymiliana Kolbe jako na ubogiego zakonnika, którego charakteryzuje pokora, skromność i determinacja w dążeniu do celu, a tym była z jednej strony troska o zbawienie każdego człowieka, z drugiej natomiast głoszenie słowa Bożego w czasach dla świata najtrudniejszych.

Wielokrotnie zastanawiamy się, dlaczego Kolbe poświęcił własne życie, dlaczego dobrowolnie poszedł na śmierć. Po przeczytaniu biografii pióra Frossarda odpowiedź wydaje się być oczywista. Maksymilian Maria Kolbe, zakonnik, w całym swoim życiu kierował się miłością, która odzwierciedlała tę miłość, jaką obdarzył nas Bóg. Kolejne fakty o ojcu Maksymilianie Kolbe czynią z biografii niezwykłą opowieść o życiu, zaangażowaniu, świętości a książce daleko tym samym do tradycyjnej biografii czy utworu hagiograficznego. Frossard pisze o doświadczeniach mistycznych Kolbego, o tym, co wyróżnia go spośród innych świętych. Poznajemy wiele faktów z życia świętego, jednak nie są one podane w sposób suchy. Wszystkie tworzą opowieść o człowieku niezwykłym, a jakże zwyczajnym, silnym ale i ze słabościami.

Frosard na kartach biografii dokonuje rzeczy niezwykłej. Historię zakonnika czyni okazją do rozważań natury głębszej. Za jej sprawą dokonuje rozrachunku z dwudziestowiecznym światem. Krótko i bez zawahania udziela odpowiedzi na pytanie o przyczynę zła w świecie.

Portret Maksimiliana Marii Kolbe kreśli Frossard z niezwykłą precyzją i lekkością, przedstawiając świętego w sposób niezmiernie intrygujący. Nie nudzimy się po przeczytaniu kilku pierwszych stron, co więcej, mamy ochotę na kolejne fakty i dane. Poznajemy człowieka, który choć stał się legendą, pozostaje człowiekiem. W biografii pełno jest emocji. Widzimy determinację człowieka, który postępując wbrew zdrowemu rozsądkowi, każdą swą decyzją zbliża się do świętości.

Frossard w powieści całkowicie oddaje się pasji pisania. Jego styl żywy, barwny, błyskotliwy nie pozwala się nudzić podczas lektury ani przez chwilę.

 

Aleksandra Krakowiak

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Pamiętajcie o miłości

André Frossard

OPIS

Biografia Maksymiliana Kolbego pióra André Frossarda odbiega od tradycyjnych publikacji tego typu, podobnie jak jej bohater nie mieści się w "klasycznych schematach świętości". Autor przedstawia Kolbego jako wielkiego mistyka, człowieka w sposób najbardziej radykalny i zaskakujący łączącego tajemnice wiary z całym swym życiem, ze wszystkimi działaniami: "...właśnie wtedy, gdy uważano, że zajmuje się mrzonkami, był największym realistą: po prostu jego rzeczywistość, która obejmowała i niebo, i ziemię, była bardziej rozległa i bogatsza niż nasza". Frossard rysuje konsekwentny, spójny portret szaleńca Bożego, szaleńca Maryi, dla którego "wszystko jest możliwe, zwłaszcza to, co niemożliwe", istoty, "której nic i nikt nie zatrzyma, nawet... ci, którzy ją zamykają w murach więziennych". 

Autor, zafascynowany Kolbem, przedstawia nie papierową postać, ale prawdziwego człowieka, którego życie jest podporządkowane naczelnej idei miłości - miłości do Maryi, do Boga i do bliźnich. Miłości, dla której oddał życie. 



SPIS TREŚCI

Spis treści


 1. Msza w purpurze 9
 2. Rodzina 15
 3. Widzenie 22
 4. Wahanie 32
 5. Dwa listy 41
 6. Medalik 46
 7. Casa Kolbe 59
 8. Słońce 66
 9. Cztery wizerunki 72
10. Szalone lata 75
11. Falstart 79
12. Intermedium 87
13. Rozkwit 93
14. Figurka 105
15. Daleka podróż 110
16. Maryja-bez-grzechu 119
17. Indie 139
18. Koniec misji 147
19. Potwory 169
20. Powrót 174
21. Sprawa świętych 197
22. Pamiętajcie o miłości... 207
23. Odroczenie 213
24. Aresztowanie 223
25. Pawiak 233
26. Auschwitz 240
27. Męczennik 246
28. Śmierć sługi Bożego 250

FRAGMENT KSIĄŻKI

1.
Msza w purpurze


Dzień był piękny, jak zwykle jesienią w Rzymie. Ruiny przypominały nasączoną światłem gąbkę, a w stojącym, bardzo ciepłym powietrzu nieruchome pinie wyglądały jak kunsztowna dekoracja.
Wcześnie rano ojciec D. wyszedł z byłego kolegium franciszkanów na przystanek autobusowy między wzgórzem palatyńskim a Skałą Tarpejską. Zaproszony do koncelebrowania u Świętego Piotra mszy kanonizacyjnej Maksymiliana Kolbego, modlił się żarliwie, by jego rodak i brat w zakonie został tego ranka uznany przez Jana Pawła II za męczennika. Wcale jednak nie był pewien, czy jego modlitwy zostaną wysłuchane. I kiedy czekając na autobus, wodził spojrzeniem od cesarskiego wzgórza do skały zdruzgotanych ambicji, jego nadzieje oscylowały mię­dzy radością a obawą.
Wiedział, że do ostatniej chwili istniały trudności ze strony teologów i kanonistów. Nie podawali oni w wątpliwość świętości Maksymiliana Kolbego, które­go bohaterstwo uznali przecież przed kilkoma laty. Któż zresztą mógłby zaprzeczyć temu, że człowiek, który poświęciwszy się Ewangelii, został uwięziony w Auschwitz i oddał swe życie, by ratować współwięźnia skazanego na śmierć głodową, nie jest godny kultu we wszystkich kościołach chrześcijańskiego świata?
Teolodzy zgadzali się na kanonizację Kolbego, jednak jako „wyznawcy” – normalna klasyfikacja w katalogu świętych – a nie jako „męczennika”. Konsultowani na ten temat, wypowiedzieli się negatywnie albo co najmniej powątpiewająco: w sierpniu 1941 roku Kolbe rzeczywiście spełnił akt najwyższej miłości, oddając swe życie za bliźniego, ale nie był przez oprawców pytany bezpośrednio o wiarę, jak tego wymaga tradycyjna definicja męczeństwa. Nie można więc czcić go z tego tytułu, nie wywołując przy tym rewolucji teologicznej.
Ojciec D. zastanawiał się, czy Jan Paweł II, mimo że jego wola ma moc prawa w tej materii, będzie czuł się związany opinią teologów – czy też nie będzie się z nią liczył i spełni powszechne oczekiwanie i własne prag­nienie.

Była niedziela 10 października 1982 roku. Kiedy ojciec D. dotarł na plac Świętego Piotra, czekało tam już dwieście tysięcy osób, które wiedziały tyle co on. Monsignori spotykani po drodze unosili brwi na znak niewiedzy i choć w spojrzeniach tych świętych osób, u których milczenie Watykanu wyrobiło nie­zwykłą spostrzegawczość, nie malowała się troska, ich spuszczone powieki miały w sobie coś ze smutku zabłąkanego spaniela. Wyznawca? Męczennik? Jan Paweł II, geniusz komunikatywności, nic nie zakomu­nikował, a że rozmyśla na ogół w swoim oratorium, gdzie jedynie Boga ma za powiernika, jego tajemnice są dobrze strzeżone.
Ołtarz, okolony białymi i czerwonymi kwiatami, wzniesiony został na zwykłym miejscu, na szczycie schodów przed bazyliką. Między kolumnami jasnego frontonu długi gobelin zwisa z głównej lodżii bazyliki. U dołu herb Jana Pawła II – krzyż, którego jedno ramię osłania troskliwie inicjał Maryi. Pośrodku portret Maksymiliana Kolbego w czarnym habicie franciszkanina konwentualnego na tle granatowego, burzowego nieba usianego chmurami, przypominającymi białe ptaki; za nim z jednej strony płomienie i zgliszcza Au-
schwitz, z drugiej odległy kościół z Niepokalanowa – spięte tęczą. W górnych rogach dwa motywy ze sztucznych kwiatów, białych i czerwonych, pytały: Wyznawca? Męczennik?
Nikt tego nie wiedział: ani sprytni monsignori, ani dostojni biskupi, ani tłum ściśnięty w marmurowych kleszczach Berniniego; dopiero kiedy ojciec D. wszedł do zakrystii Świętego Piotra i zobaczył rozłożone na stole czerwone szaty liturgiczne, upewnił się, że ofiara Kolbego otrzyma należną jej konsekrację. Jan Paweł II, ignorując przeciwne zdania, orzekł męczeństwo i ojciec D. mógł wreszcie, po długim i pełnym niepokoju oczekiwaniu, zapłakać z wdzięczności.

Wierni zgromadzeni na placu zrozumieli wszystko, dopiero gdy w głównym wejściu bazyliki zobaczyli papieża w purpurze. Po chwili ciszy rozległ się szmer powszechnej aprobaty.
Uroczystość kanonizacyjna, bardzo piękna, trwała od dziesiątej do południa.
Po pieśniach na wejście trzej obrońcy sprawy: kardynał prefekt Kongregacji Kultu Świętych, adwokat konsystorialny i postulator, przełożony generalny franciszkanów konwentualnych, podeszli do Jana Pawła II, by prosić go w imieniu Kościoła o zapisanie Maksymiliana Kolbego do katalogu świętych.

Przeczytaj dłuższy fragment „Pamiętajcie o miłości” »

Sklep internetowy Shoper.pl