E-BOOK
7.38
PLN
Słowo wśród nas Nr 1 (281) 2017 - E-BOOK
Słowo wśród nas Nr 1 (281) 2017 - E-BOOK
WERSJA PAPIEROWA
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 7,38 zł

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ.

Styczniowy numer „Słowa wśród nas” porusza zagadnienie świętości i naszego do niej dążenia. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” Kpł 20,7) – mówi Bóg, dlatego my, Jego dzieci, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo mamy stawać się świętymi. Kolejne artykuły mówią o tym, że droga świętości zaczyna się od modlitwy, co to znaczy „być świętym” i do czego świętość prowadzi.

W Magazynie z kolei, w związku z dorocznym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan przypominamy postać ważną dla ruchu ekumenicznego - Pawła Couturiera, apostoła jedności chrześcijan. Podajemy także Hasło i sigla czytań mszalnych na ten Tydzień.

Ponadto zamieściliśmy świadectwa: protestantki o jej relacjach z parafią katolicką, uchodźców z Krymu - o konkretnym działaniu Boga w ich życiu oraz pełne entuzjazmu wspomnienie wolontariuszki ze Światowych Dni Młodzieży.

W numerze jak zawsze nie zabrakło Medytacji na każdy dzień do jednego z czytań oraz Kalendarza liturgicznego, opisu wybranej lektury oraz krzyżówki.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Napełnij mnie, Panie!
Droga świętości zaczyna się od modlitwy.................. 4


Skrusz mnie i ukształtuj, Panie!
Być świętym znaczy kochać....................................... 9


Posługuj się mną, Panie!
Świętość prowadzi do służby.................................... 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 31 stycznia.................................... 18


MAGAZYN


Paweł Couturier – apostoł jedności
Francuski ksiądz, który zmienił ruch ekumeniczny
 Hallie Riedel.................................... 46


Przedsmak nieba
Jak protestantka została ciepło przyjęta w katolickiej
parafii – Kate Denson.................................... 51


Cuda nie ustają  Wlad Syabro................................ 54


Żeby im nie przeszło! – Światowe Dni Młodzieży,
Kraków 2016............................................................. 59


Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan 2017.................................... 61


Nasze lektury............................................................. 62


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby przyniósł wiele błogosławieństwa Wam i Waszym bliskim! Początek nowego roku kalendarzowego jest doskonałą okazją do podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy i wyznaczenia sobie konkretnych celów lub podjęcia postanowień na kolejny rok.
Klasyczne postanowienia noworoczne dotyczą zwykle takich sfer naszego życia, jak troska o zdrowie, kondycję fizyczną czy finanse. Czy nie powinniśmy jednak przy tej okazji skupić się także na naszym życiu duchowym? Możemy na przykład podjąć postanowienie, że w tym roku będziemy się starali wzrastać w świętości. Oczywiście tak ustawiony cel jest zbyt szeroki i ogólny, ale istnieje wiele sposobów, by go ukonkretnić. Spróbujmy uczynić to, czerpiąc inspirację z popularnej pieśni: „Duchu żyjącego Boga”. Jej słowa ukazują, jak mamy dążyć do osiągnięcia tego celu: prosząc Ducha Świętego o to, by nas skruszył, uformował i natchnął mocą.
Aby wraz z końcem stycznia nie stracić z oczu naszego celu – jak to często bywa z noworocznymi postanowieniami – poświęcimy temu tematowi nie tylko obecny numer naszego pisma, ale także trzy inne. Każdy z nich będzie poświecony konkretnemu aspektowi świętości. I tak, będziemy prosić Pana, aby napełnił nas Duchem Świętym, aby nas skruszył i uformował oraz by się nami posługiwał. Na początek omówimy ogólnie wszystkie te aspekty, aby pomóc nam w podjęciu postanowień.
Jeśli chcesz, by Pan napełniał cię swoją miłością i łaską, po prostu Go o to proś. Ja, modląc się czy idąc na Mszę świętą, staram się przyjąć postawę św. Piotra, który powiedział do Jezusa: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Staram się ofiarować Panu najlepsze uczucia mego serca – jak ewangeliczna kobieta, która namaściła Mu stopy kosztownym olejkiem.
Jeśli chcesz, by Pan kruszył cię i formował, staraj się o budowanie jedności w swoim otoczeniu. Jeśli chcesz, by kształtował cię na podobieństwo Jezusa, zabiegaj o miłość, która zakrywa wiele grzechów i niweluje podziały. Staraj się bardziej słuchać, niż mówić i pracuj nad obaleniem wszelkich dzielących nas murów. Wiemy, że jedność nie zawsze jest możliwa, ale zawsze możemy się o nią modlić i ofiarnie pracować nad jej przywróceniem.
Jeśli wreszcie chcesz, by Pan natchnął cię mocą do służby, bądź gotów słuchać Jego głosu, tak byś mógł Mu odpowiedzieć jak prorok Izajasz: „Oto ja, poślij mnie!” (Iz 6,8). Jest to odpowiedź, która rodzi się w nas, gdy doświadczamy obecności Jezusa w naszych sercach i dotknięci Jego miłością, pragniemy Mu służyć.
Ponieważ w tym miesiącu będziemy przeżywać Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, poruszymy w naszym Magazynie temat ekumenizmu. Ufamy, że zamieszczone w nim artykuły zachęcą nas do modlitwy o położenie kresu wszelkim rozłamom 
w Kościele.
Niech Bóg błogosławi nam wszystkim w rozpoczynającym się roku. I niech będzie to dla nas wszystkich rok wzrastania w świętości.

Wasz brat w Chrystusie,

Joe Difato


ARTYKUŁY:

Napełnij mnie,
Panie!
Droga świętości zaczyna się
od modlitwy

Duchu żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp.
Duchu żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp.
Złam mnie, skrusz mnie, natchnij mocą.
Duchu żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp.

Tak brzmią słowa jednej z najbardziej popularnych pieśni chwały XX wieku. Ten prosty utwór, którego melodia jest kombinacją zaledwie kilku różnych nut, a tekst liczy niewiele słów, śpiewany jest na całym świecie w kościołach wszystkich wyznań – katolickich, metodystycznych, prezbiteriańskich, zielonoświątkowych, luterańskich i wielu innych.
W czym leży sekret popularności tej pieśni? Być może w pokorze słów i prostocie melodii. A może po prostu dotyka ona najgłębszych pragnień naszych serc. Każdy z nas, wierzących, w ten czy inny sposób, pragnie, by Duch Boży na niego zstąpił, by skruszył w nim starego człowieka, napełnił swoją mocą, by go formował, uzdalniając do służby Bogu i ludziom. Gdybyśmy jednak mieli zebrać słowa tej pieśni w jedną krótką modlitwę, brzmiałaby ona następująco: „Przyjdź, Duchu Święty, i uczyń mnie świętym”.
Świętość. Czy nie wspaniale byłoby postawić ją sobie za cel w nowym roku? Czy nie chciałbyś trochę bardziej przybliżyć się do Jezusa? Stać się bardziej kochający, bardziej skory do przebaczania, chętniejszy do służenia Bogu i ludziom?
Jeśli mamy dążyć do świętości, zastanówmy się, w jaki sposób możemy otworzyć się na działanie Ducha Świętego, który napełnia nas Bożą miłością, kształtuje na wzór Jezusa i uzdalnia do służby przy budowaniu Jego królestwa.

ZNAKI NA DRODZE
Ale co to znaczy być świętym? Gdy patrzymy na św. Franciszka z Asyżu, widzimy, że jego drogą do świętości było umiłowanie ubóstwa i prostoty życia. W św. Matce Teresie z Kalkuty podziwiamy przede wszystkim jej oddanie najbiedniejszym z biednych. Św. Franciszek Salezy nauczał, że świętość nie jest zastrzeżona tylko dla garstki wybranych, dla kapłanów i osób konsekrowanych, ale że każdy może zostać świętym.
Choć do świętości prowadzi wiele różnych dróg, jej istotą jest całkowite oddanie się Bogu, odłączenie się od świata, bycie „oddzielonym dla Boga”. Stary Testament mówi nam o tym, jak Bóg powołał Abrahama, aby stał się ojcem nowego narodu, który będzie światłem dla otaczających go ludów. Następnie przez Mojżesza zawarł ze swoim ludem przymierze, na mocy którego Izraelici zostali na zawsze złączeni z Bogiem. Sens tego przymierza zawiera się w Bożej obietnicy: „Będę waszym Bogiem, a wy będziecie moim ludem” (Kpł 26,12; por. Wj 6,7; Jr 30,22).
Ta wyjątkowa relacja pomiędzy Bogiem a Izraelitami wyodrębniła ich spośród wszystkich innych narodów. Uczyniła ich „ludem świętym dla Pana” (Pwt 26,19).
W podobny sposób Kościół ma być ludem poświęconym Bogu. Pragnieniem Boga jest, by On był naszym Bogiem, a my byśmy byli Jego ludem, Jego umiłowaną własnością, Jego światłem i świadkiem Jego miłości wobec całego świata.

MIŁOŚĆ PROWADZI
DO ŚWIĘTOŚCI
Idea „oddzielenia dla Boga” podobna jest do tego, w jaki sposób kobieta i mężczyzna odłączają się od innych, zawierając małżeństwo. Stojąc przed księdzem, w obecności rodziny i przyjaciół, składają przysięgę małżeńską, którą można streścić w słowach: „Odtąd należę do ciebie i tylko do ciebie, opuszczam ojca i matkę, aby zjednoczyć się z tobą”.
Wszyscy wiemy, że wraz ze złożeniem przysięgi małżeńskiej akceptujemy wszystko, co z niej wynika: wspólne życie na dobre i na złe, problemy finansowe, trud wychowywania dzieci, troskę o siebie nawzajem w zdrowiu i w chorobie oraz jeszcze wiele innych wyzwań. Wypowiadamy swoje „tak” w przekonaniu, że miłość, która nas łączy, jest tego warta.
Podobnie, doświadczając bliskości Boga, który napełnia nas swoją miłością, obdarza pokojem i inspiruje do czynienia dobra, pragniemy złączyć się z Nim w relacji miłości. W taki sposób odpowiadali Bogu wszyscy święci Kościoła. Napełnieni Jego miłością, postanawiali, że odtąd będą należeć do Niego.
Jeśli mamy być „narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2,9), każdego ranka powierzajmy Mu swoje życie, a następnie starajmy się przeżywać ten dzień jak ci, którzy do Boga należą – kochając Go, kochając siebie nawzajem i wypełniając Boże przykazania.
Powiedzmy to jasno – świętość nie jest zarezerwowana tylko dla duchowych gigantów. Św. Teresa z Avili powiedziała niegdyś, że komunia z Bogiem nie jest niczym innym jak „przyjacielskim spotkaniem” z Nim, świadomością, że jesteśmy kochani i cenieni przez naszego Ojca w niebie. Według Teresy kluczem do tego przyjacielskiego spotkania było: „nie tyle wiele myśleć, ile wiele kochać”.

SKUP SIĘ NA JEZUSIE
Ilustracją słów św. Teresy może być historia pewnego mężczyzny imieniem Rajmund. Mniej więcej rok temu Rajmund podczas Mszy świętej w swoim kościele parafialnym doświadczył czegoś wyjątkowego. Jak zwykle zmagał się ze swoimi życiowymi problemami – stresującą pracą, kłopotami z dziećmi, napiętym budżetem domowym. Nie działo się wprawdzie nic szczególnie niepokojącego, ale zwyczajne codzienne troski nie dawały mu ani na chwilę o sobie zapomnieć.
Proboszcz Rajmunda akurat wyjechał i zastępujący go obcy ksiądz zaproponował coś zaskakującego. Podczas homilii powiedział, jak ważne jest, by nie polegać tylko na swoim rozumie i intelekcie, ale doświadczyć obecności Jezusa we własnym sercu. Następnie, na koniec homilii, poprosił wszystkich, by przez kilka minut trwali w ciszy, szukając obecności Pana. „Postaraj się odsunąć od siebie wszystkie myśli i po prostu skup się na Jezusie. Wyobraź sobie, że kładzie ci rękę na ramieniu i mówi, jak bardzo cię kocha. Albo spójrz na krzyż i pomyśl o tej miłości, która skłoniła Jezusa do oddania za ciebie życia”. Słuchając cichego, delikatnego śpiewu chóru, Rajmund wziął głęboki oddech, zamknął oczy i poprosił, by Pan dotknął jego serca.
Po chwili poczuł, jak ogarnia go pokój. Pojawił się najpierw w sercu, skąd promieniował na całe ciało. Napięte barki rozluźniły się. Rajmund zaczął się uśmiechać. Troski gdzieś odeszły. W sercu czuł jedynie miłość i wiedział, że pochodzi ona od Pana. Przez kolejne kilka minut, gdy chór wykonywał swój utwór, Rajmund nie „myślał wiele”, ale czuł się bardzo kochany, a ta miłość rozgrzewała jego serce i napełniała go radością.

ZANURZENIE W MODLITWĘ
Jezus pragnie napełniać nas swoją miłością, udzielać nam podobnych chwil łaski jak Rajmundowi, byśmy mogli czy to w dobrym, czy w złym czasie trwać w Jego pokoju. Jak więc możemy doświadczyć miłości Jezusa?
Wszystko zaczyna się od modlitwy. Tamtej niedzieli Rajmund był poruszony homilią, ale dopiero, gdy wyciszył się i zwrócił do Pana, jego serce zostało dotknięte. Teraz, pragnąc trwać w tym doświadczeniu pokoju, musi wciąż powracać do ciszy, w której po raz pierwszy doświadczył Bożej miłości. To samo odnosi się do nas. Cały sekret napełnienia Bożą miłością i pokojem polega na naszej decyzji, by codziennie wyznaczyć sobie konkretny czas na przebywanie z Jezusem.
Wyznacz więc sobie czas na codzienną modlitwę, czas, w którym odsuniesz na bok wszystkie swoje plany, problemy i prośby. Spróbuj wyciszyć swój umysł i odpocząć w Bożej obecności. Wyobraź sobie Jezusa, który stoi przed tobą lub siedzi obok ciebie. Uświadom sobie, że On cię kocha i pragnie dla ciebie jedynie dobra. Możesz rozpocząć od zanucenia lub posłuchania z płyty jakiejś pieśni chwały. Możesz rozważyć krótki fragment Pisma Świętego, na przykład jedno z czytań mszalnych danego dnia, albo po prostu skupić się na jakimś przymiocie Boga, jak miłosierdzie, współczucie czy dobroć.
Cokolwiek zrobisz, pamiętaj, że Jezus chce być z tobą. On cię kocha i pragnie napełniać cię swoją miłością. Odsuwaj wszelkie rozproszenia, oczekuj Boga. Nawet jeśli zaśniesz w trakcie modlitwy, Bóg i tak będzie ci błogosławił. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała kiedyś, że nie martwi ją zasypianie na modlitwie. Czuła się bardzo bezpieczna, wiedząc, że odpoczywa w ramionach swego niebieskiego Ojca.
Na początku roku 2017 postanówmy sobie zrobić wszystko, by znajdować czas dla Jezusa, by jednoczyć się z Nim na modlitwie, by stawać w Jego obecności i przyjmować Jego miłość. Jest to najważniejsze, co możemy zrobić, jeśli rzeczywiście chcemy wzrastać w świętości. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Niedziela, 1 stycznia
Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Łk 2,16-21
Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2,19)
Jakie jest znaczenie dzisiejszego dnia? Oczywiście każdy odpowie: „Jest to pierwszy dzień nowego roku”. Ktoś może doda: „Będzie dobry program w telewizji, noworoczny koncert, dobre filmy”. A ktoś inny: „To wspaniała okazja, żeby przypomnieć sobie wszystkie błogosławieństwa otrzymane w minionym roku”.
Także Kościół obchodzi Nowy Rok w sposób szczególny – oddając cześć Maryi jako Bożej Rodzicielce. Ale Maryja jest nie tylko Matką Boga – jest także naszą Matką. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, z macierzyństwa Maryi wynikają także Jej tytuły: „Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki” (KKK, 969).
W jaki sposób Maryja wypełnia wszystkie te zadania? 
Po pierwsze, wiemy, że Maryja rozważała i zachowywała w sercu wszystko, co pochodziło od Boga. Jak mówi dzisiejsza Ewangelia, rozmyślała nad tym, co powiedzieli Jej pasterze. Rozważała też odwiedziny anioła Gabriela i słowa zwiastowania. Rozważała odwiedziny Mędrców ze Wschodu, przybyłych do żłóbka za przewodem Bożej gwiazdy. Rozważała to, co powiedział Jej dwunastoletni Jezus, gdy odnaleźli Go z Józefem w świątyni, rozmawiającego z nauczycielami. Dzisiaj Maryja zachęca ciebie, abyś zastanowił się nad tym, kim jest dla ciebie Jezus i co On dla ciebie uczynił, umierając za twoje grzechy i zmartwychwstając dla twego usprawiedliwienia (Rz 4,25). A także do tego, byś szukał znaków Jego obecności w swoim codziennym życiu. 
Po drugie, przyjrzyjmy się maryjnemu Magnificat (Łk 1,46-55). Modlitwa ta ukazuje, jak bardzo Maryja pragnęła uwielbiać i wywyższać Boga. Dzisiaj zaprasza cię, byś całym sercem złączył się z Nią w uwielbianiu Boga. Prosi, byś poświęcił Jezusowi najpiękniejsze uczucia twego serca, radując się w Nim, śpiewając Mu i wychwalając Go.
Maryja jest nie tylko twoją Matką, ale także Nauczycielką modlitwy. Złącz się z Nią dzisiaj, śpiewając swój własny Magnificat.
„Jezu, niech wielbi Ciebie moja dusza! Niech mój duch raduje się w Tobie, moim Zbawcy”.
Lb 6,22-27
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7

Piątek, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Mt 2,1-12
A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi. (Mt 2,9)
Mędrcy ze Wschodu nie byli pierwszymi, którzy podążali za gwiazdą. W starożytności nawigacja na morzu opierała się na obserwacji nieba. Grecy, Persowie i Egipcjanie stworzyli wiele wspaniałych mitów opowiadających
o gwiazdach, a nawet próbowali odczytać z nich swoją przyszłość. Poeci uciekali się do ich pomocy w poszukiwaniu miłości. Jednak ta gwiazda była inna. Poprowadziła dostojnych Mędrców do ubogiego schronienia cieśli, jego Żony i… Syna Bożego.
Czy nie byłoby wspaniale, gdyby także i nam ukazała się jasna gwiazda prowadząca do Jezusa? Życie byłoby wtedy o wiele prostsze. Słyszymy tak wiele różnych głosów, mamy przed sobą tak wiele różnych dróg – jak więc mamy znaleźć tę właściwą?
Otóż Bóg dał nam coś o wiele lepszego niż gwiazda – dał nam Ducha Świętego, który jest „Duchem Prawdy” (por. J 16,13). Nie jest On odległą gwiazdą, ale samym Bogiem, żywym i działającym w naszych sercach. Jak więc możemy nauczyć się Go słuchać?
Najlepszą pomocą jest Pismo Święte. Nie jest ono jedynie zbiorem opowieści i nauk, ale żywym i skutecznym słowem Bożym (Hbr 4,12). Oznacza to, że Duch Święty bierze fragment tekstu sprzed wieków i przez ten tekst działa w twoim życiu. Pokazuje ci głębię miłości Bożej, udziela wskazówek w konkretnej sytuacji, pociesza w chwilach próby.
Spróbuj dziś wsłuchać się w głos Ducha Świętego. Wybierz jedno z czytań mszalnych, przeczytaj je powoli i rozważ na modlitwie. Spróbuj odsunąć od siebie wszystkie rozproszenia i skup się na Je-
zusie. Zastanów się, co w tym fragmencie przemawia do ciebie osobiście. Jeśli napełnia cię to pokojem, zachęca do wytrwania w dobrym, najprawdopodobniej podsunął ci to Duch Święty! Zatrzymaj się teraz przez chwilę i pozwól Duchowi otwierać twoje serce dla Jezusa.
Pamiętaj, że Duch Święty nie będzie ci podpowiadał, jak postępować we wszystkich najdrobniejszych sprawach. Będzie ci natomiast pomagał w rozpoznawaniu Jezusa nawet w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach – tak jak rozpoznali Go Mędrcy ze Wschodu.
„Duchu Święty, dziękuję Ci za to, że mnie prowadzisz. Pomóż mi dziś wiernie iść za Tobą”.
Iz 60,1-6
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6

Niedziela, 8 stycznia
Chrzest Pański
Mt 3,13-17
A oto otworzyły się nad Nim niebiosa
i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica. (Mt 3,16)
Młody człowiek stoi z walizką przed blokiem, skąd za chwilę uda się do odległego miasta, gdzie rozpocznie nową pracę. „Dasz sobie radę – mówi żegnający się z nim ojciec. – Jesteś moim synem, z którego jestem dumny. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bądź z nami w kontakcie i nie zapominaj, kim jesteś”.
Czy wiesz, że także Jezus znalazł się w podobnej sytuacji? Podczas chrztu, który rozpoczynał Jego działalność publiczną, Ojciec otworzył niebiosa i wypowiedział tak bardzo krzepiące słowa o tym, że Jezus jest Jego umiłowanym Synem, w którym ma upodobanie!
Świętując dziś chrzest Jezusa, pamiętaj, że także dla ciebie Bóg pragnie otwierać niebo, tak jak uczynił to dla Jezusa. Pragnie umacniać cię słowem zachęty, zanim postawisz kolejny ważny krok na drodze. Posyła ci swojego Ducha, jak zesłał Go na Jezusa. Zapewnia cię, że jesteś Jego umiłowanym dzieckiem. Udziela ci specjalnego błogosławieństwa, gdy rozpoczynasz nowy rozdział swego życia.
Te nowe początki mogą być tak przełomowe, jak złożenie ślubów zakonnych czy zawarcie małżeństwa, bądź tak skromne, jak rozpoczęcie nowego roku pracy katechetycznej w twojej parafii. Może przygotowujesz się na narodziny drugiego dziecka, a może wracasz do pracy zawodowej po odchowaniu dzieci. Może przeprowadzasz się do nowego mieszkania lub zmieniasz pracę. W każdej z tych sytuacji Bóg ma dla ciebie słowa zachęty. Chce ci przypomnieć, że jest twoim Ojcem i że cię kocha. Chce ci powiedzieć, że ci błogosławi i przygotował dla ciebie wielkie rzeczy. Chce cię zapewnić, że zawsze możesz na Niego liczyć.
Pozwól więc Ojcu otworzyć dziś nad tobą niebo!
„Dziękuję Ci, Ojcze, za przypomnienie mi, jak cenny jestem w Twoich oczach i jak wielkie rzeczy dla mnie przygotowałeś”.
Iz 42,1-4.6-7
Ps 29,1-4.9-10
Dz 10,34-38

Niedziela, 15 stycznia
J 1,29-34
Oto Baranek Boży. (J 1,29)
Każdej niedzieli, zanim przystąpimy do Komunii świętej, kapłan ukazuje nam konsekrowaną Hostię, mówiąc: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Zachęca nas, byśmy zwrócili ku Jezusowi nasze oczy, nasze serce i całe nasze jestestwo. Przypomina nam, że Jezus umarł za wszystkie grzechy, które zostały i jeszcze zostaną popełnione na całym świecie – w tym także za każdy grzech, który ja sam popełniłem i jeszcze popełnię.
Czy słyszałeś kiedykolwiek o dziecku, które wybiegło na jezdnię i zostało zabite przez pędzący samochód? Jeśli tak, to z pewnością współczułeś dziecku i jego rodzinie, chociaż byli dla ciebie obcymi ludźmi. Sytuacja byłaby jednak o wiele bardziej dramatyczna, gdyby chodziło o twoje własne dziecko. Odczuwałbyś nie tylko smutek, ale i rozpacz. Ból trwałby całymi tygodniami, miesiącami, latami. Może nawet nigdy nie otrząsnąłbyś się z tej tragedii.
Mając w pamięci ten przykład, zastanów się, co to znaczy patrzeć na Baranka Bożego. Nie jest to tylko pobożna praktyka. Nie jest to pusty rytuał. Patrzenie na Jezusa to przyjęcie tego, co On dla nas uczynił. To uświadomienie sobie, czym byłoby bez Niego twoje życie.
W dzisiejszej Ewangelii Jan Chrzciciel dwukrotnie mówi: „Ja Go przedtem nie znałem” (J 1,31.33). Mimo to był w stanie rozpoznać Jezusa, gdy Ten do niego przybył. Dlatego powiedział: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,34). Duch Święty w dramatyczny i głęboki sposób objawił mu Jezusa, a to zmieniło jego życie.
Podobne doświadczenie możemy przeżyć i my podczas dzisiejszej Mszy świętej. Jezus także nam może otworzyć oczy przy „przy łamaniu chleba” (Łk 24,35), abyśmy mogli głębiej Go poznać. Tak więc dziś przy Komunii świętej patrz na Jezusa i proś Go, by objawił ci siebie.
„Jezu, Ty jesteś Barankiem Bożym. Przyjdź, Panie, i otwórz mi oczy!”
Iz 49,3.5-6
Ps 40,2.4.7-10
1 Kor 1,1-3


Niedziela, 22 stycznia
1 Kor 1,10-13.17
Przeto upominam was, bracia (…), abyście żyli w zgodzie. (1 Kor 1,10)
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus modlił się, aby ci, którzy do Niego należą, stanowili jedno (J 17,21). Prosił też o to, by znakiem rozpoznawczym Jego uczniów była wzajemna miłość (J 13,34-35). W dzisiejszym drugim czytaniu Paweł prosi o jedność w Kościele korynckim.
Co więc jest najbardziej skutecznym znakiem skłaniającym innych do wiary w Jezusa? Nasza jedność i nasza wzajemna miłość.
Nie było nas w Koryncie dwa tysiące lat temu. Nie było nas też w Afryce Południowej sto lat temu, kiedy Mahatma Gandhi oświadczył: „Podoba mi się wasz Chrystus; to wy, chrześcijanie, mi się nie podobacie. Wy, chrześcijanie, jesteście tak niepodobni do waszego Chrystusa”. Słowa te, niestety, nie straciły na aktualności. W naszym Kościele i w naszych domach jest ciągle stanowczo za dużo podziałów, a za mało miłości.
Wyobraźmy sobie, jak potężne światło rozbłysłoby w Kościele, gdyby każda rodzina wyrzekła się wzajemnych pretensji i szczerze postanowiła żyć w jedności. Wyobraźmy sobie, jak atrakcyjny stałby się Kościół, gdybyśmy wyrzekając się legalizmu, postawili na pierwszym miejscu miłość do naszych braci i sióstr. Pomyślmy tylko, ile osób zostałoby pociągniętych do Kościoła, gdybyśmy wyrzekli się ostrych osądów i patrzyli na siebie nawzajem jako na dzieci Boże, które próbują na miarę swoich sił jak najlepiej wypełniać przykazanie miłości Boga i bliźniego.
Jedność nie oznacza zgodności we wszystkich kwestiach. Oznacza natomiast szacunek dla wszystkich, także dla tych, z którymi się nie zgadzamy. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, godność każdej osoby ludzkiej nie zależy od tego, czy się nam ona podoba, lecz wynika z faktu, że wszyscy zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga (KKK, 1701).
Oczywiście idea jedności w naszych parafiach, wspólnotach i rodzinach może wydawać się idealistyczna czy wręcz nierealna. Jednak dla Boga nie ma nic niemożliwego. Weźmy więc sobie do serca słowa napisane przez Pawła do Koryntian, starając się żyć w jedności ze wszystkimi, a zwłaszcza z naszymi bliskimi.
„Przyjdź, Panie, ulecz wszystkie rozdarcia i uczyń nasze wspólnoty
i rodziny widzialnymi znakami Twojej miłości”.
Iz 8,23b--9,3
Ps 27,1.4.13-14
Mt 4,12-23

Niedziela, 29 stycznia
Mt 5,1-12a
Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. (Mt 5,12)
Kazanie na Górze zostało nazwane przez niektórych komentatorów „manifestem” Jezusa, wyjaśniającym, jak sprawy mają się obecnie i jak naprawdę powinny wyglądać. Może czytałeś kiedyś jakiś manifest? Często mają one charakter polityczny i niekiedy bywają wręcz zabawne, gdyż kandydaci czy nawet uznani politycy, pragnąc zapewnić sobie poparcie, często przesadzają, obiecując wszystkim zdrowie, szczęście i pomyślność. Przeciwnicy bardzo szybko wykazują, że obietnice te są niemożliwe do spełnienia – po czym sami składają bardzo podobne! Dopiero kiedy obietnice nie zostają spełnione, zaufanie do kandydata przeradza się w niechęć.
Oczywiście Jezus nie prowadzi kampanii wyborczej. Kiedy On zapowiada, że coś się wydarzy, ma to zupełnie inną rangę niż składane na wyrost obietnice polityków. Wygłaszając błogosławieństwa, zapewnia, że tak właśnie będzie,
i pyta, czy chcemy w tym uczestniczyć.
Przeczytaj jeszcze raz błogosławieństwa z dzisiejszej Ewangelii, dodając do każdego z nich zwrot: „być może”. „Być może będą pocieszeni… być może posiądą ziemię…”. Prawda, że nie brzmi to zbyt przekonująco? A teraz przeczytaj je tak, jak są napisane. W tych słowach wszechmocny Syn Boży zapewnia cię ponad wszelką wątpliwość, że jeśli jesteś miłosierny, dostąpisz miłosierdzia, że chociaż inni miotają na ciebie obelgi, otrzymasz wielką nagrodę w niebie. Niech te zapewnienia umocnią twoją wiarę.
Wiemy wszyscy, co czuje się wtedy, gdy ktoś łamie złożoną nam obietnicę. Można zresztą do tego stopnia przyzwyczaić się do takich rozczarowań, że patrzymy bardzo sceptycznie na każdego, kto składa wielkie obietnice. To sprawia, że trudno jest nam uwierzyć w zapisane w Ewangelii obietnice Jezusa.
Uczyń to jednak! Przypomnij sobie, że Boże obietnice są wiarygodne, gdyż On sam jest godzien zaufania (Hbr 11,11). Pamiętaj, że On cię kocha i pragnie podnosić cię do siebie. Dziś i każdego dnia przypominaj sobie, że twoja wiara i nadzieja złożone są w Bogu, który nigdy cię nie opuści!
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że nadejdzie Twoje królestwo. W Tobie składam całą moją nadzieję”.
So 2,3; 3,12-13
Ps 146,6-10
1 Kor 1,26-31


MAGAZYN:


Paweł Couturier
– apostoł jedności
Francuski ksiądz,
który zmienił ruch ekumeniczny

Był rok 1923. W następstwie rewolucji październikowej do Lyonu we Francji przybyły tysiące uciekinierów z Rosji. Stracili oni bardzo wiele, jednak stłoczeni w prowizorycznych obozach, trzymali się tego jednego, czego nie dali sobie odebrać – wiary prawosławnej. W tym przygnębiającym otoczeniu pojawił się niski, skromny kapłan katolicki, Paweł Couturier. Pomagał uchodźcom w znalezieniu dachu nad głową, pracy, żywności i możliwości kształcenia. Nawiązywał z nimi bliskie przyjaźnie, a z czasem pokochał piękno i moc ich wiary. W ten cichy, ukryty sposób zostały zasiane ziarna przełomowego ruchu, który do tej pory trwa i kształtuje Kościół.

SKANDAL PODZIAŁÓW
Paweł Couturier urodził się w 1881 roku w Lyonie. Po kryzysie finansowym jego rodzina przez dziewięć lat żyła w Algierii, toteż Paweł już w dzieciństwie zetknął się z rozmaitymi tradycjami religijnymi. To wczesne doświadczenie bez wątpienia wpłynęło na jego decyzję zostania księdzem w Stowarzyszeniu św. Ireneusza – zgromadzeniu misyjnym zajmującym się nauczaniem. Skierowano go do miejscowej szkoły Stowarzyszenia, gdzie cicho i bez rozgłosu przepracował niemal dwadzieścia lat jako nauczyciel przedmiotów ścisłych.
Wszystko się jednak zmieniło, gdy kierownik duchowy ks. Couturiera zaproponował mu włączenie się w akcję pomocy rosyjskim uchodźcom. W trakcie tej działalności ks. Paweł nawiązał bliskie kontakty z duchownymi prawosławnymi, którzy w naturalny sposób stali się przywódcami swoich rodaków. W ciągu kolejnych dziesięciu lat więzi przyjaźni pomiędzy katolickim księdzem a wyznawcami prawosławia zacieśniały się coraz bardziej.
Odczuwając głęboką więź duchową z tymi chrześcijanami z dalekiego kraju, ks. Couturier nie mógł jednak zamykać oczu na fakt, że między katolikami i prawosławnymi istnieje podział. Skandal podzielonego chrześcijaństwa ranił mu serce i budził w nim pragnienie jedności. W jaki sposób – pytał – można by zbudować most ponad podziałem?

POSŁUGA JEDNOŚCI
Rozwiązaniem, jakie znalazł, było pogłębianie przyjaźni z prawosławnymi i świadczenie im pomocy. Jak zauważył jeden z duchownych prawosławnych: „Mury podziałów nie sięgają nieba”. Ks. Couturier przeczuwał, że głębsza jedność jest możliwa i pojawi się wówczas, gdy ludzie po obu stronach muru zaczną przybliżać się do nieba. Taki był początek jego życiowej misji zbliżenia z wyznawcami prawosławia. Zaczął budować z nimi relacje oparte na wspólnej nam miłości do Jezusa i ludzi w potrzebie. Były to pierwsze ziarna ruchu znanego dziś jako ekumenizm, który promuje jedność i współpracę pomiędzy Kościołami chrześcijańskimi.
Działalność Pawła Couturiera była doceniana i wspierana przez drugą stronę. Pewien kapłan prawosławny, dziękując ks. Couturierowi za pomoc, napisał w liście: „Miłosierdzie chrześcijańskie zjednoczy nas wszystkich wokół naszego jedynego Mistrza i Pasterza, Chrystusa, naszego Boga”. Couturier pragnął nie tylko pogłębienia relacji – chciał także zrozumieć przyczyny rozłamów, aby skuteczniej dążyć do jedności. W 1932 roku odbył miesięczne rekolekcje u Mnichów Jedności – grupy zainicjowanej przez papieża Piusa XI w celu promowania jedności chrześcijan.
Podczas tego pobytu ks. Couturier przeczytał dzieło Jakuba Wattsona, anglikanina nawróconego na katolicyzm, który pragnął, aby wszyscy anglikanie powrócili do jedności z Rzymem. Czytając Wattsona w świetle swojej własnej działalności ekumenicznej, Couturier zrozumiał, że jedność nie jest jedynie kwestią osiągnięć intelektualnych i teologicznych. Potrzebna jest nie tylko przemiana myślenia, ale także głęboka przemiana ludzkich serc. Couturier nazwał to „ekumenizmem duchowym”. Był przekonany, że wzajemne relacje mogą się rozwijać nawet bez pełnej jedności na gruncie teologicznym i, być może, pewnego dnia do niej doprowadzić. Jak na owe czasy była to bardzo śmiała teza, traktowana przez wielu z ogromną podejrzliwością.

„GEOMETRIA EKUMENIZMU”
Couturier wyjechał z rekolekcji, mając nadzieję nie na to, że ci „inni” przejdą na naszą wiarę, ale że wszyscy przybliżymy się do Chrystusa. Szukając właściwej drogi w tym kierunku, opracował coś, co nazwał „geometrią ekumenizmu”. Był to obraz podróży duchowej dwóch osób, wspinających się po przeciwnych stronach piramidy i spotykających się na jej szczycie. Jeśli wszyscy chrześcijanie będą szukać zjednoczenia z Chrystusem zgodnie ze swoją własną tradycją, automatycznie przybliżą się również do siebie nawzajem. Gdy każdy z nas zjednoczy się z Chrystusem, wszyscy zjednoczymy się ze sobą w Chrystusie.
Couturier chciał przełożyć ten nowatorski obraz na konkretne praktyki w Kościele katolickim, gdyż czuł, że katolickie modlitwy o jedność zbytnio koncentrują się na prośbach o to, by prawosławni i protestanci powrócili do jedności z Rzymem. Dlatego w 1933 roku zorganizował „Triduum Modlitw o Jedność”, na które zaprosił mieszkańców Lyonu. W kolejnych latach Triduum przekształciło się w pełną oktawę – osiem dni – obchodzoną corocznie w styczniu jako Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

POWOLNA DROGA
DO PRZODU
Couturier wyobrażał sobie jedność jako „niewidzialny klasztor”, w którym łączą się w modlitwie zjednoczeni z Jezusem chrześcijanie, niezależnie od wyznania i miejsca pobytu. Starał się wprowadzać w życie tę wizję, nawiązując modlitewne kontakty z chrześcijańskimi liderami w całej Europie. Organizował grupy dyskusyjne, brał udział w nabożeństwach, wiele pisał. Jego działalność została zauważona.
W przededniu II wojny światowej podróże ks. Couturiera wywołały wiele krytyki, toteż jego przełożeni zabronili mu uczestniczenia w zgromadzeniach ekumenicznych. Zamiast się zbuntować, przyjął nałożone na niego ograniczenia, stwierdzając: „W naszej drodze do jedności postawiliśmy ogromny krok do przodu! Bóg dopuścił mały krok w tył!”.
W rzeczywistości okazało się, że ograniczenia otworzyły przed nim nową szansę – możliwość intensywnej korespondencji. Uważa się powszechnie, że to właśnie pisane pod koniec życia listy Couturiera do różnych osób utorowały drogę soborowemu „Dekretowi o ekumenizmie” oraz wszelkim inicjatywom ekumenicznym powziętym od tego czasu przez Rzym. Po śmierci ks. Couturiera w 1953 roku arcybiskup Lyonu posunął się do tego, że nazwał go „Apostołem jedności chrześcijańskiej”.

PROROK JEDNOŚCI
Wychodząc od swojej współpracy z rosyjskimi uchodźcami, Paweł Couturier rozwinął wizję jedności w Chrystusie, wykraczającą znacznie poza szukanie „największego wspólnego mianownika”. Nie chodziło mu o ignorowanie różnic, ale o jak najpełniejsze życie własną wiarą. Jak opisał go pewien prawosławny przyjaciel, ks. Couturier był „chodzącym paradoksem – katolickim do szpiku kości… przyjacielem protestantów, prawosławnych i anglikanów”.
Ekumeniczne przesłanie Couturiera dziś możemy ocenić jako prorocze. Trudno uwierzyć, że zaledwie sześćdziesiąt lat temu pastorowi Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, bliskiemu przyjacielowi Couturiera, zabroniono przemówić w kościele podczas jego pogrzebu – pastor wygłosił swoją mowę na zewnątrz, na stopniach kościoła.
Dziś jest już zupełnie inaczej. W prawie kanonicznym dokonano zmian umożliwiających katolikom współpracę z chrześcijanami innych wyznań w służbie ubogim oraz wspólne uczestnictwo w nabożeństwach. Pojawiły się prowadzące dynamiczną działalność ekumeniczne wspólnoty modlitewne, jak Taize czy Wspólnota św. Idziego. Prowadzony jest dialog teologiczny, który wydaje takie owoce, jak „Wspólna deklaracja na temat nauki o usprawiedliwieniu”, podpisana w 1999 roku pomiędzy Kościołem katolickim a Światową Federacją Luterańską. Widzimy też, jak ostatni papieże dążą do pojednania, prosząc o przebaczenie za dawne błędy katolików. Rzeczywiście, jak powiedział papież Franciszek w przesłaniu nagranym dla konferencji ewangelików w lutym 2014 roku: „Cud jedności już się rozpoczął!”. ▐

ŚDM Kraków 2016
Żeby im nie przeszło!

Na Światowych Dniach Młodzieży byłam z tancerzami lednickimi. Zajmowaliśmy całą wielką szkołę na krakowskim Kazimierzu – LO nr 6. Organizatorem był nasz nieoceniony artysta i przyjaciel – Kazek Hojna.
W liczbie bodajże 500 osób od poniedziałku do niedzieli – cały tydzień – tańczyliśmy po parę razy dziennie na wszelkich możliwych estradach Błoń, Brzegów, krakowskiego Małego Rynku, na placu przy kościele dominikanów, chodząc, gdzie się da, z przepięknym, wielokolorowym tłumem, falującym transparentami i radością.
Dawaliśmy ludziom szczęście, doprowadzaliśmy ich do wzruszenia, włączaliśmy chętnych w nasze tańczące wielbienie Trójcy Świętej, Matki Bożej, Kościoła, świata, człowieka. To wszystko, co wymieniłam, warte jest napisania pięknej powieści, lecz w tej refleksji chcę jedynie wspomnieć o dwóch przypadkach zapoczątkowania ludzkich nawróceń, które mnie wprost olśniły!
Najpierw o Zosi, przyjaciółce naszego kolegi – Jakuba, który wrócił któregoś dnia około północy ze spotkania z nią i opowiadał: 21-letnia krakowianka, ateistka, postanowiła na czas ŚDM wyjechać z Krakowa, bo stwierdziła, że nie wytrzyma, jak będą pod jej oknami szły tłumy modlące się na głos, śpiewające jakieś pieśni Maryjne. No nie! Jej tu wtedy nie będzie! Ale wyjechać się nie udało, więc pozamykała okna i drzwi balkonowe na głucho, włożyła w uszy tłumiki. Jednak gdy ulicą ruszyły tłumy pięknych dziewcząt i chłopców, powiewających transparentami, a nawet przez szyby słychać było jedno wielkie, porywające szaleństwo radości życia i zero dewocji – zaczęła otwierać po kolei wszystkie okna i drzwi, wyszła na balkon i zaparło jej dech z zachwytu i zdumienia. A że jeszcze nie dość jej było tego wszystkiego, wsiadła z tym kolorowym, roześmianym tłumem do tramwaju i całą noc jeździła po Krakowie. Stwierdziła, że może nigdy nie była tak szczęśliwa…
Umówiliśmy się z kolegami i koleżankami – tancerzami, że po powrocie do domu będziemy modlić się za Zosię, ŻEBY JEJ NIE PRZESZŁO. I robimy to.
Gdy w niedzielę kończącą ŚDM pożegnaliśmy Ojca Świętego i ruszyliśmy z Brzegów do Krakowa, może i dwa miliony uczestników starało się dostać różnymi okrężnymi drogami, bocznymi ulicami i zaułkami na perony Dworca Głównego. W przedziale pociągu spośród grupy tancerzy znaleźliśmy się my dwoje – Mateusz, fajny chłopak z lednickiej scholi, i ja. Z miejsca zaczęliśmy wymieniać najlepsze wspomnienia z minionego tygodnia, czemu towarzyszyła radosna, komiczna gestykulacja i salwy śmiechu. W którymś momencie podróży weszła do przedziału cudna dziewczyna z burzą czarnych loków i posągowy chłopak, który mógłby się stać marzeniem niejednej. Potem okazało się, że to Z. i A. Milcząc, słuchali naszej rozmowy, zwariowanych opowieści pełnych szczęścia, które uwoziliśmy ze sobą do domu. Raptem włączył się chłopak. Zwierzył się, że ma dopiero 18 lat (wyglądał dojrzalej) i ojca na jakiejś rosyjskiej placówce wojskowej, w tej chwili na Krymie. I że nigdy nikt mu w rodzinie nie opowiadał o Bogu. I że nie wie o Nim dosłownie nic. Jednak gdy dowiedział się, że w ramach ŚDM odbędzie się w Częstochowie spotkanie całej Polski z Ojcem Świętym Franciszkiem, wsiedli z Z. w pociąg i pojechali tam. Właśnie wracają z Częstochowy, gdzie „dostali w łeb”! Są teraz przekonani, że Kościół to najlepsza wspólnota świata, że Kościół jest super, jest naj! Że oni już czują się członkami Kościoła i nikt ich stąd nie wyrwie, ale… I tu nastąpiło zapytanie skierowane do nas obojga: „Wokół czego ten Kościół się kręci? Przecież Boga nie ma, Bóg to pic, a Chrystus – jeszcze większy pic. Czy ktoś taki żył gdzieś kiedyś naprawdę? Czy istnieje jakaś Matka Boża? Kto to taki?”. I przez parę godzin naszej podróży próbowaliśmy z Mateuszem śpiewać, trochę tańczyć, jak najdelikatniej, jak najczulej, z miłością wielką opowiadać o Nich, naszych potężnych Przyjaciołach z Nieba. 
A teraz Was wszystkich, Czytelników tego wspomnienia, prosimy o najczulszą, z miłością odmawianą modlitwę za Z. i A. – ŻEBY IM NIE PRZESZŁO!
A my, ledniccy tancerze? Ojciec Święty Franciszek zaprosił nas przecież za trzy lata do Panamy. Odpowiadamy natychmiast: Kazek już zamawia dla nas trzy samoloty, my – płócienne kapelusze panamskie i… oszczędzamy. W pociągu, w kolejce do ubikacji, poznałam stewardessę. Powiedziała, że obecnie można do Panamy dolecieć wyłącznie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, drogimi liniami lotniczymi, co najmniej za 10 000 zł w jedną stronę. Kazek mówi: „Spoko! Za trzy lata dla takiej liczby młodzieży polskiej linie lotnicze coś wymyślą, ale trzeba się przygotować”.
Jestem osobą bardzo ubogą, ale robię wszystko, co mogę: założyłam już w banku specjalne konto, na którym blokują mi miesięcznie po 100 zł – najwięcej, na ile mnie stać. Kupiłam też śliczną błękitną świnkę – skarbonkę, w której jest już parę papierków. Może potem będę jeszcze zbierać „co łaska”, kto wie? Marzenia dodają życia! Marzenia często się urzeczywistniają! Marzenia to egzorcyzm!
Alicja

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 1 (281) 2017 - E-BOOK



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ.

Styczniowy numer „Słowa wśród nas” porusza zagadnienie świętości i naszego do niej dążenia. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” Kpł 20,7) – mówi Bóg, dlatego my, Jego dzieci, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo mamy stawać się świętymi. Kolejne artykuły mówią o tym, że droga świętości zaczyna się od modlitwy, co to znaczy „być świętym” i do czego świętość prowadzi.

W Magazynie z kolei, w związku z dorocznym Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan przypominamy postać ważną dla ruchu ekumenicznego - Pawła Couturiera, apostoła jedności chrześcijan. Podajemy także Hasło i sigla czytań mszalnych na ten Tydzień.

Ponadto zamieściliśmy świadectwa: protestantki o jej relacjach z parafią katolicką, uchodźców z Krymu - o konkretnym działaniu Boga w ich życiu oraz pełne entuzjazmu wspomnienie wolontariuszki ze Światowych Dni Młodzieży.

W numerze jak zawsze nie zabrakło Medytacji na każdy dzień do jednego z czytań oraz Kalendarza liturgicznego, opisu wybranej lektury oraz krzyżówki.

 

 „Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

Zobacz jak kupić, pobrać i odczytać pliki elektroniczne »

 

Prawo odstąpienia od Umowy o Dostarczenie Treści Cyfrowych nie przysługuje, jeżeli Konsument pobierze plik przed upływem 14 dni od dnia zawarcia umowy.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Napełnij mnie, Panie!
Droga świętości zaczyna się od modlitwy.................. 4


Skrusz mnie i ukształtuj, Panie!
Być świętym znaczy kochać....................................... 9


Posługuj się mną, Panie!
Świętość prowadzi do służby.................................... 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 31 stycznia.................................... 18


MAGAZYN


Paweł Couturier – apostoł jedności
Francuski ksiądz, który zmienił ruch ekumeniczny
 Hallie Riedel.................................... 46


Przedsmak nieba
Jak protestantka została ciepło przyjęta w katolickiej
parafii – Kate Denson.................................... 51


Cuda nie ustają  Wlad Syabro................................ 54


Żeby im nie przeszło! – Światowe Dni Młodzieży,
Kraków 2016............................................................. 59


Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan 2017.................................... 61


Nasze lektury............................................................. 62


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby przyniósł wiele błogosławieństwa Wam i Waszym bliskim! Początek nowego roku kalendarzowego jest doskonałą okazją do podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy i wyznaczenia sobie konkretnych celów lub podjęcia postanowień na kolejny rok.
Klasyczne postanowienia noworoczne dotyczą zwykle takich sfer naszego życia, jak troska o zdrowie, kondycję fizyczną czy finanse. Czy nie powinniśmy jednak przy tej okazji skupić się także na naszym życiu duchowym? Możemy na przykład podjąć postanowienie, że w tym roku będziemy się starali wzrastać w świętości. Oczywiście tak ustawiony cel jest zbyt szeroki i ogólny, ale istnieje wiele sposobów, by go ukonkretnić. Spróbujmy uczynić to, czerpiąc inspirację z popularnej pieśni: „Duchu żyjącego Boga”. Jej słowa ukazują, jak mamy dążyć do osiągnięcia tego celu: prosząc Ducha Świętego o to, by nas skruszył, uformował i natchnął mocą.
Aby wraz z końcem stycznia nie stracić z oczu naszego celu – jak to często bywa z noworocznymi postanowieniami – poświęcimy temu tematowi nie tylko obecny numer naszego pisma, ale także trzy inne. Każdy z nich będzie poświecony konkretnemu aspektowi świętości. I tak, będziemy prosić Pana, aby napełnił nas Duchem Świętym, aby nas skruszył i uformował oraz by się nami posługiwał. Na początek omówimy ogólnie wszystkie te aspekty, aby pomóc nam w podjęciu postanowień.
Jeśli chcesz, by Pan napełniał cię swoją miłością i łaską, po prostu Go o to proś. Ja, modląc się czy idąc na Mszę świętą, staram się przyjąć postawę św. Piotra, który powiedział do Jezusa: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Staram się ofiarować Panu najlepsze uczucia mego serca – jak ewangeliczna kobieta, która namaściła Mu stopy kosztownym olejkiem.
Jeśli chcesz, by Pan kruszył cię i formował, staraj się o budowanie jedności w swoim otoczeniu. Jeśli chcesz, by kształtował cię na podobieństwo Jezusa, zabiegaj o miłość, która zakrywa wiele grzechów i niweluje podziały. Staraj się bardziej słuchać, niż mówić i pracuj nad obaleniem wszelkich dzielących nas murów. Wiemy, że jedność nie zawsze jest możliwa, ale zawsze możemy się o nią modlić i ofiarnie pracować nad jej przywróceniem.
Jeśli wreszcie chcesz, by Pan natchnął cię mocą do służby, bądź gotów słuchać Jego głosu, tak byś mógł Mu odpowiedzieć jak prorok Izajasz: „Oto ja, poślij mnie!” (Iz 6,8). Jest to odpowiedź, która rodzi się w nas, gdy doświadczamy obecności Jezusa w naszych sercach i dotknięci Jego miłością, pragniemy Mu służyć.
Ponieważ w tym miesiącu będziemy przeżywać Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, poruszymy w naszym Magazynie temat ekumenizmu. Ufamy, że zamieszczone w nim artykuły zachęcą nas do modlitwy o położenie kresu wszelkim rozłamom 
w Kościele.
Niech Bóg błogosławi nam wszystkim w rozpoczynającym się roku. I niech będzie to dla nas wszystkich rok wzrastania w świętości.

Wasz brat w Chrystusie,

Joe Difato


ARTYKUŁY:

Napełnij mnie,
Panie!
Droga świętości zaczyna się
od modlitwy

Duchu żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp.
Duchu żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp.
Złam mnie, skrusz mnie, natchnij mocą.
Duchu żyjącego Boga, dziś na mnie zstąp.

Tak brzmią słowa jednej z najbardziej popularnych pieśni chwały XX wieku. Ten prosty utwór, którego melodia jest kombinacją zaledwie kilku różnych nut, a tekst liczy niewiele słów, śpiewany jest na całym świecie w kościołach wszystkich wyznań – katolickich, metodystycznych, prezbiteriańskich, zielonoświątkowych, luterańskich i wielu innych.
W czym leży sekret popularności tej pieśni? Być może w pokorze słów i prostocie melodii. A może po prostu dotyka ona najgłębszych pragnień naszych serc. Każdy z nas, wierzących, w ten czy inny sposób, pragnie, by Duch Boży na niego zstąpił, by skruszył w nim starego człowieka, napełnił swoją mocą, by go formował, uzdalniając do służby Bogu i ludziom. Gdybyśmy jednak mieli zebrać słowa tej pieśni w jedną krótką modlitwę, brzmiałaby ona następująco: „Przyjdź, Duchu Święty, i uczyń mnie świętym”.
Świętość. Czy nie wspaniale byłoby postawić ją sobie za cel w nowym roku? Czy nie chciałbyś trochę bardziej przybliżyć się do Jezusa? Stać się bardziej kochający, bardziej skory do przebaczania, chętniejszy do służenia Bogu i ludziom?
Jeśli mamy dążyć do świętości, zastanówmy się, w jaki sposób możemy otworzyć się na działanie Ducha Świętego, który napełnia nas Bożą miłością, kształtuje na wzór Jezusa i uzdalnia do służby przy budowaniu Jego królestwa.

ZNAKI NA DRODZE
Ale co to znaczy być świętym? Gdy patrzymy na św. Franciszka z Asyżu, widzimy, że jego drogą do świętości było umiłowanie ubóstwa i prostoty życia. W św. Matce Teresie z Kalkuty podziwiamy przede wszystkim jej oddanie najbiedniejszym z biednych. Św. Franciszek Salezy nauczał, że świętość nie jest zastrzeżona tylko dla garstki wybranych, dla kapłanów i osób konsekrowanych, ale że każdy może zostać świętym.
Choć do świętości prowadzi wiele różnych dróg, jej istotą jest całkowite oddanie się Bogu, odłączenie się od świata, bycie „oddzielonym dla Boga”. Stary Testament mówi nam o tym, jak Bóg powołał Abrahama, aby stał się ojcem nowego narodu, który będzie światłem dla otaczających go ludów. Następnie przez Mojżesza zawarł ze swoim ludem przymierze, na mocy którego Izraelici zostali na zawsze złączeni z Bogiem. Sens tego przymierza zawiera się w Bożej obietnicy: „Będę waszym Bogiem, a wy będziecie moim ludem” (Kpł 26,12; por. Wj 6,7; Jr 30,22).
Ta wyjątkowa relacja pomiędzy Bogiem a Izraelitami wyodrębniła ich spośród wszystkich innych narodów. Uczyniła ich „ludem świętym dla Pana” (Pwt 26,19).
W podobny sposób Kościół ma być ludem poświęconym Bogu. Pragnieniem Boga jest, by On był naszym Bogiem, a my byśmy byli Jego ludem, Jego umiłowaną własnością, Jego światłem i świadkiem Jego miłości wobec całego świata.

MIŁOŚĆ PROWADZI
DO ŚWIĘTOŚCI
Idea „oddzielenia dla Boga” podobna jest do tego, w jaki sposób kobieta i mężczyzna odłączają się od innych, zawierając małżeństwo. Stojąc przed księdzem, w obecności rodziny i przyjaciół, składają przysięgę małżeńską, którą można streścić w słowach: „Odtąd należę do ciebie i tylko do ciebie, opuszczam ojca i matkę, aby zjednoczyć się z tobą”.
Wszyscy wiemy, że wraz ze złożeniem przysięgi małżeńskiej akceptujemy wszystko, co z niej wynika: wspólne życie na dobre i na złe, problemy finansowe, trud wychowywania dzieci, troskę o siebie nawzajem w zdrowiu i w chorobie oraz jeszcze wiele innych wyzwań. Wypowiadamy swoje „tak” w przekonaniu, że miłość, która nas łączy, jest tego warta.
Podobnie, doświadczając bliskości Boga, który napełnia nas swoją miłością, obdarza pokojem i inspiruje do czynienia dobra, pragniemy złączyć się z Nim w relacji miłości. W taki sposób odpowiadali Bogu wszyscy święci Kościoła. Napełnieni Jego miłością, postanawiali, że odtąd będą należeć do Niego.
Jeśli mamy być „narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym” (1 P 2,9), każdego ranka powierzajmy Mu swoje życie, a następnie starajmy się przeżywać ten dzień jak ci, którzy do Boga należą – kochając Go, kochając siebie nawzajem i wypełniając Boże przykazania.
Powiedzmy to jasno – świętość nie jest zarezerwowana tylko dla duchowych gigantów. Św. Teresa z Avili powiedziała niegdyś, że komunia z Bogiem nie jest niczym innym jak „przyjacielskim spotkaniem” z Nim, świadomością, że jesteśmy kochani i cenieni przez naszego Ojca w niebie. Według Teresy kluczem do tego przyjacielskiego spotkania było: „nie tyle wiele myśleć, ile wiele kochać”.

SKUP SIĘ NA JEZUSIE
Ilustracją słów św. Teresy może być historia pewnego mężczyzny imieniem Rajmund. Mniej więcej rok temu Rajmund podczas Mszy świętej w swoim kościele parafialnym doświadczył czegoś wyjątkowego. Jak zwykle zmagał się ze swoimi życiowymi problemami – stresującą pracą, kłopotami z dziećmi, napiętym budżetem domowym. Nie działo się wprawdzie nic szczególnie niepokojącego, ale zwyczajne codzienne troski nie dawały mu ani na chwilę o sobie zapomnieć.
Proboszcz Rajmunda akurat wyjechał i zastępujący go obcy ksiądz zaproponował coś zaskakującego. Podczas homilii powiedział, jak ważne jest, by nie polegać tylko na swoim rozumie i intelekcie, ale doświadczyć obecności Jezusa we własnym sercu. Następnie, na koniec homilii, poprosił wszystkich, by przez kilka minut trwali w ciszy, szukając obecności Pana. „Postaraj się odsunąć od siebie wszystkie myśli i po prostu skup się na Jezusie. Wyobraź sobie, że kładzie ci rękę na ramieniu i mówi, jak bardzo cię kocha. Albo spójrz na krzyż i pomyśl o tej miłości, która skłoniła Jezusa do oddania za ciebie życia”. Słuchając cichego, delikatnego śpiewu chóru, Rajmund wziął głęboki oddech, zamknął oczy i poprosił, by Pan dotknął jego serca.
Po chwili poczuł, jak ogarnia go pokój. Pojawił się najpierw w sercu, skąd promieniował na całe ciało. Napięte barki rozluźniły się. Rajmund zaczął się uśmiechać. Troski gdzieś odeszły. W sercu czuł jedynie miłość i wiedział, że pochodzi ona od Pana. Przez kolejne kilka minut, gdy chór wykonywał swój utwór, Rajmund nie „myślał wiele”, ale czuł się bardzo kochany, a ta miłość rozgrzewała jego serce i napełniała go radością.

ZANURZENIE W MODLITWĘ
Jezus pragnie napełniać nas swoją miłością, udzielać nam podobnych chwil łaski jak Rajmundowi, byśmy mogli czy to w dobrym, czy w złym czasie trwać w Jego pokoju. Jak więc możemy doświadczyć miłości Jezusa?
Wszystko zaczyna się od modlitwy. Tamtej niedzieli Rajmund był poruszony homilią, ale dopiero, gdy wyciszył się i zwrócił do Pana, jego serce zostało dotknięte. Teraz, pragnąc trwać w tym doświadczeniu pokoju, musi wciąż powracać do ciszy, w której po raz pierwszy doświadczył Bożej miłości. To samo odnosi się do nas. Cały sekret napełnienia Bożą miłością i pokojem polega na naszej decyzji, by codziennie wyznaczyć sobie konkretny czas na przebywanie z Jezusem.
Wyznacz więc sobie czas na codzienną modlitwę, czas, w którym odsuniesz na bok wszystkie swoje plany, problemy i prośby. Spróbuj wyciszyć swój umysł i odpocząć w Bożej obecności. Wyobraź sobie Jezusa, który stoi przed tobą lub siedzi obok ciebie. Uświadom sobie, że On cię kocha i pragnie dla ciebie jedynie dobra. Możesz rozpocząć od zanucenia lub posłuchania z płyty jakiejś pieśni chwały. Możesz rozważyć krótki fragment Pisma Świętego, na przykład jedno z czytań mszalnych danego dnia, albo po prostu skupić się na jakimś przymiocie Boga, jak miłosierdzie, współczucie czy dobroć.
Cokolwiek zrobisz, pamiętaj, że Jezus chce być z tobą. On cię kocha i pragnie napełniać cię swoją miłością. Odsuwaj wszelkie rozproszenia, oczekuj Boga. Nawet jeśli zaśniesz w trakcie modlitwy, Bóg i tak będzie ci błogosławił. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus powiedziała kiedyś, że nie martwi ją zasypianie na modlitwie. Czuła się bardzo bezpieczna, wiedząc, że odpoczywa w ramionach swego niebieskiego Ojca.
Na początku roku 2017 postanówmy sobie zrobić wszystko, by znajdować czas dla Jezusa, by jednoczyć się z Nim na modlitwie, by stawać w Jego obecności i przyjmować Jego miłość. Jest to najważniejsze, co możemy zrobić, jeśli rzeczywiście chcemy wzrastać w świętości. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Niedziela, 1 stycznia
Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Łk 2,16-21
Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. (Łk 2,19)
Jakie jest znaczenie dzisiejszego dnia? Oczywiście każdy odpowie: „Jest to pierwszy dzień nowego roku”. Ktoś może doda: „Będzie dobry program w telewizji, noworoczny koncert, dobre filmy”. A ktoś inny: „To wspaniała okazja, żeby przypomnieć sobie wszystkie błogosławieństwa otrzymane w minionym roku”.
Także Kościół obchodzi Nowy Rok w sposób szczególny – oddając cześć Maryi jako Bożej Rodzicielce. Ale Maryja jest nie tylko Matką Boga – jest także naszą Matką. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, z macierzyństwa Maryi wynikają także Jej tytuły: „Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki” (KKK, 969).
W jaki sposób Maryja wypełnia wszystkie te zadania? 
Po pierwsze, wiemy, że Maryja rozważała i zachowywała w sercu wszystko, co pochodziło od Boga. Jak mówi dzisiejsza Ewangelia, rozmyślała nad tym, co powiedzieli Jej pasterze. Rozważała też odwiedziny anioła Gabriela i słowa zwiastowania. Rozważała odwiedziny Mędrców ze Wschodu, przybyłych do żłóbka za przewodem Bożej gwiazdy. Rozważała to, co powiedział Jej dwunastoletni Jezus, gdy odnaleźli Go z Józefem w świątyni, rozmawiającego z nauczycielami. Dzisiaj Maryja zachęca ciebie, abyś zastanowił się nad tym, kim jest dla ciebie Jezus i co On dla ciebie uczynił, umierając za twoje grzechy i zmartwychwstając dla twego usprawiedliwienia (Rz 4,25). A także do tego, byś szukał znaków Jego obecności w swoim codziennym życiu. 
Po drugie, przyjrzyjmy się maryjnemu Magnificat (Łk 1,46-55). Modlitwa ta ukazuje, jak bardzo Maryja pragnęła uwielbiać i wywyższać Boga. Dzisiaj zaprasza cię, byś całym sercem złączył się z Nią w uwielbianiu Boga. Prosi, byś poświęcił Jezusowi najpiękniejsze uczucia twego serca, radując się w Nim, śpiewając Mu i wychwalając Go.
Maryja jest nie tylko twoją Matką, ale także Nauczycielką modlitwy. Złącz się z Nią dzisiaj, śpiewając swój własny Magnificat.
„Jezu, niech wielbi Ciebie moja dusza! Niech mój duch raduje się w Tobie, moim Zbawcy”.
Lb 6,22-27
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7

Piątek, 6 stycznia
Objawienie Pańskie
Mt 2,1-12
A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi. (Mt 2,9)
Mędrcy ze Wschodu nie byli pierwszymi, którzy podążali za gwiazdą. W starożytności nawigacja na morzu opierała się na obserwacji nieba. Grecy, Persowie i Egipcjanie stworzyli wiele wspaniałych mitów opowiadających
o gwiazdach, a nawet próbowali odczytać z nich swoją przyszłość. Poeci uciekali się do ich pomocy w poszukiwaniu miłości. Jednak ta gwiazda była inna. Poprowadziła dostojnych Mędrców do ubogiego schronienia cieśli, jego Żony i… Syna Bożego.
Czy nie byłoby wspaniale, gdyby także i nam ukazała się jasna gwiazda prowadząca do Jezusa? Życie byłoby wtedy o wiele prostsze. Słyszymy tak wiele różnych głosów, mamy przed sobą tak wiele różnych dróg – jak więc mamy znaleźć tę właściwą?
Otóż Bóg dał nam coś o wiele lepszego niż gwiazda – dał nam Ducha Świętego, który jest „Duchem Prawdy” (por. J 16,13). Nie jest On odległą gwiazdą, ale samym Bogiem, żywym i działającym w naszych sercach. Jak więc możemy nauczyć się Go słuchać?
Najlepszą pomocą jest Pismo Święte. Nie jest ono jedynie zbiorem opowieści i nauk, ale żywym i skutecznym słowem Bożym (Hbr 4,12). Oznacza to, że Duch Święty bierze fragment tekstu sprzed wieków i przez ten tekst działa w twoim życiu. Pokazuje ci głębię miłości Bożej, udziela wskazówek w konkretnej sytuacji, pociesza w chwilach próby.
Spróbuj dziś wsłuchać się w głos Ducha Świętego. Wybierz jedno z czytań mszalnych, przeczytaj je powoli i rozważ na modlitwie. Spróbuj odsunąć od siebie wszystkie rozproszenia i skup się na Je-
zusie. Zastanów się, co w tym fragmencie przemawia do ciebie osobiście. Jeśli napełnia cię to pokojem, zachęca do wytrwania w dobrym, najprawdopodobniej podsunął ci to Duch Święty! Zatrzymaj się teraz przez chwilę i pozwól Duchowi otwierać twoje serce dla Jezusa.
Pamiętaj, że Duch Święty nie będzie ci podpowiadał, jak postępować we wszystkich najdrobniejszych sprawach. Będzie ci natomiast pomagał w rozpoznawaniu Jezusa nawet w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach – tak jak rozpoznali Go Mędrcy ze Wschodu.
„Duchu Święty, dziękuję Ci za to, że mnie prowadzisz. Pomóż mi dziś wiernie iść za Tobą”.
Iz 60,1-6
Ps 72,1-2.7-8.10-13
Ef 3,2-3a.5-6

Niedziela, 8 stycznia
Chrzest Pański
Mt 3,13-17
A oto otworzyły się nad Nim niebiosa
i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica. (Mt 3,16)
Młody człowiek stoi z walizką przed blokiem, skąd za chwilę uda się do odległego miasta, gdzie rozpocznie nową pracę. „Dasz sobie radę – mówi żegnający się z nim ojciec. – Jesteś moim synem, z którego jestem dumny. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Bądź z nami w kontakcie i nie zapominaj, kim jesteś”.
Czy wiesz, że także Jezus znalazł się w podobnej sytuacji? Podczas chrztu, który rozpoczynał Jego działalność publiczną, Ojciec otworzył niebiosa i wypowiedział tak bardzo krzepiące słowa o tym, że Jezus jest Jego umiłowanym Synem, w którym ma upodobanie!
Świętując dziś chrzest Jezusa, pamiętaj, że także dla ciebie Bóg pragnie otwierać niebo, tak jak uczynił to dla Jezusa. Pragnie umacniać cię słowem zachęty, zanim postawisz kolejny ważny krok na drodze. Posyła ci swojego Ducha, jak zesłał Go na Jezusa. Zapewnia cię, że jesteś Jego umiłowanym dzieckiem. Udziela ci specjalnego błogosławieństwa, gdy rozpoczynasz nowy rozdział swego życia.
Te nowe początki mogą być tak przełomowe, jak złożenie ślubów zakonnych czy zawarcie małżeństwa, bądź tak skromne, jak rozpoczęcie nowego roku pracy katechetycznej w twojej parafii. Może przygotowujesz się na narodziny drugiego dziecka, a może wracasz do pracy zawodowej po odchowaniu dzieci. Może przeprowadzasz się do nowego mieszkania lub zmieniasz pracę. W każdej z tych sytuacji Bóg ma dla ciebie słowa zachęty. Chce ci przypomnieć, że jest twoim Ojcem i że cię kocha. Chce ci powiedzieć, że ci błogosławi i przygotował dla ciebie wielkie rzeczy. Chce cię zapewnić, że zawsze możesz na Niego liczyć.
Pozwól więc Ojcu otworzyć dziś nad tobą niebo!
„Dziękuję Ci, Ojcze, za przypomnienie mi, jak cenny jestem w Twoich oczach i jak wielkie rzeczy dla mnie przygotowałeś”.
Iz 42,1-4.6-7
Ps 29,1-4.9-10
Dz 10,34-38

Niedziela, 15 stycznia
J 1,29-34
Oto Baranek Boży. (J 1,29)
Każdej niedzieli, zanim przystąpimy do Komunii świętej, kapłan ukazuje nam konsekrowaną Hostię, mówiąc: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Zachęca nas, byśmy zwrócili ku Jezusowi nasze oczy, nasze serce i całe nasze jestestwo. Przypomina nam, że Jezus umarł za wszystkie grzechy, które zostały i jeszcze zostaną popełnione na całym świecie – w tym także za każdy grzech, który ja sam popełniłem i jeszcze popełnię.
Czy słyszałeś kiedykolwiek o dziecku, które wybiegło na jezdnię i zostało zabite przez pędzący samochód? Jeśli tak, to z pewnością współczułeś dziecku i jego rodzinie, chociaż byli dla ciebie obcymi ludźmi. Sytuacja byłaby jednak o wiele bardziej dramatyczna, gdyby chodziło o twoje własne dziecko. Odczuwałbyś nie tylko smutek, ale i rozpacz. Ból trwałby całymi tygodniami, miesiącami, latami. Może nawet nigdy nie otrząsnąłbyś się z tej tragedii.
Mając w pamięci ten przykład, zastanów się, co to znaczy patrzeć na Baranka Bożego. Nie jest to tylko pobożna praktyka. Nie jest to pusty rytuał. Patrzenie na Jezusa to przyjęcie tego, co On dla nas uczynił. To uświadomienie sobie, czym byłoby bez Niego twoje życie.
W dzisiejszej Ewangelii Jan Chrzciciel dwukrotnie mówi: „Ja Go przedtem nie znałem” (J 1,31.33). Mimo to był w stanie rozpoznać Jezusa, gdy Ten do niego przybył. Dlatego powiedział: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (J 1,34). Duch Święty w dramatyczny i głęboki sposób objawił mu Jezusa, a to zmieniło jego życie.
Podobne doświadczenie możemy przeżyć i my podczas dzisiejszej Mszy świętej. Jezus także nam może otworzyć oczy przy „przy łamaniu chleba” (Łk 24,35), abyśmy mogli głębiej Go poznać. Tak więc dziś przy Komunii świętej patrz na Jezusa i proś Go, by objawił ci siebie.
„Jezu, Ty jesteś Barankiem Bożym. Przyjdź, Panie, i otwórz mi oczy!”
Iz 49,3.5-6
Ps 40,2.4.7-10
1 Kor 1,1-3


Niedziela, 22 stycznia
1 Kor 1,10-13.17
Przeto upominam was, bracia (…), abyście żyli w zgodzie. (1 Kor 1,10)
Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus modlił się, aby ci, którzy do Niego należą, stanowili jedno (J 17,21). Prosił też o to, by znakiem rozpoznawczym Jego uczniów była wzajemna miłość (J 13,34-35). W dzisiejszym drugim czytaniu Paweł prosi o jedność w Kościele korynckim.
Co więc jest najbardziej skutecznym znakiem skłaniającym innych do wiary w Jezusa? Nasza jedność i nasza wzajemna miłość.
Nie było nas w Koryncie dwa tysiące lat temu. Nie było nas też w Afryce Południowej sto lat temu, kiedy Mahatma Gandhi oświadczył: „Podoba mi się wasz Chrystus; to wy, chrześcijanie, mi się nie podobacie. Wy, chrześcijanie, jesteście tak niepodobni do waszego Chrystusa”. Słowa te, niestety, nie straciły na aktualności. W naszym Kościele i w naszych domach jest ciągle stanowczo za dużo podziałów, a za mało miłości.
Wyobraźmy sobie, jak potężne światło rozbłysłoby w Kościele, gdyby każda rodzina wyrzekła się wzajemnych pretensji i szczerze postanowiła żyć w jedności. Wyobraźmy sobie, jak atrakcyjny stałby się Kościół, gdybyśmy wyrzekając się legalizmu, postawili na pierwszym miejscu miłość do naszych braci i sióstr. Pomyślmy tylko, ile osób zostałoby pociągniętych do Kościoła, gdybyśmy wyrzekli się ostrych osądów i patrzyli na siebie nawzajem jako na dzieci Boże, które próbują na miarę swoich sił jak najlepiej wypełniać przykazanie miłości Boga i bliźniego.
Jedność nie oznacza zgodności we wszystkich kwestiach. Oznacza natomiast szacunek dla wszystkich, także dla tych, z którymi się nie zgadzamy. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, godność każdej osoby ludzkiej nie zależy od tego, czy się nam ona podoba, lecz wynika z faktu, że wszyscy zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga (KKK, 1701).
Oczywiście idea jedności w naszych parafiach, wspólnotach i rodzinach może wydawać się idealistyczna czy wręcz nierealna. Jednak dla Boga nie ma nic niemożliwego. Weźmy więc sobie do serca słowa napisane przez Pawła do Koryntian, starając się żyć w jedności ze wszystkimi, a zwłaszcza z naszymi bliskimi.
„Przyjdź, Panie, ulecz wszystkie rozdarcia i uczyń nasze wspólnoty
i rodziny widzialnymi znakami Twojej miłości”.
Iz 8,23b--9,3
Ps 27,1.4.13-14
Mt 4,12-23

Niedziela, 29 stycznia
Mt 5,1-12a
Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. (Mt 5,12)
Kazanie na Górze zostało nazwane przez niektórych komentatorów „manifestem” Jezusa, wyjaśniającym, jak sprawy mają się obecnie i jak naprawdę powinny wyglądać. Może czytałeś kiedyś jakiś manifest? Często mają one charakter polityczny i niekiedy bywają wręcz zabawne, gdyż kandydaci czy nawet uznani politycy, pragnąc zapewnić sobie poparcie, często przesadzają, obiecując wszystkim zdrowie, szczęście i pomyślność. Przeciwnicy bardzo szybko wykazują, że obietnice te są niemożliwe do spełnienia – po czym sami składają bardzo podobne! Dopiero kiedy obietnice nie zostają spełnione, zaufanie do kandydata przeradza się w niechęć.
Oczywiście Jezus nie prowadzi kampanii wyborczej. Kiedy On zapowiada, że coś się wydarzy, ma to zupełnie inną rangę niż składane na wyrost obietnice polityków. Wygłaszając błogosławieństwa, zapewnia, że tak właśnie będzie,
i pyta, czy chcemy w tym uczestniczyć.
Przeczytaj jeszcze raz błogosławieństwa z dzisiejszej Ewangelii, dodając do każdego z nich zwrot: „być może”. „Być może będą pocieszeni… być może posiądą ziemię…”. Prawda, że nie brzmi to zbyt przekonująco? A teraz przeczytaj je tak, jak są napisane. W tych słowach wszechmocny Syn Boży zapewnia cię ponad wszelką wątpliwość, że jeśli jesteś miłosierny, dostąpisz miłosierdzia, że chociaż inni miotają na ciebie obelgi, otrzymasz wielką nagrodę w niebie. Niech te zapewnienia umocnią twoją wiarę.
Wiemy wszyscy, co czuje się wtedy, gdy ktoś łamie złożoną nam obietnicę. Można zresztą do tego stopnia przyzwyczaić się do takich rozczarowań, że patrzymy bardzo sceptycznie na każdego, kto składa wielkie obietnice. To sprawia, że trudno jest nam uwierzyć w zapisane w Ewangelii obietnice Jezusa.
Uczyń to jednak! Przypomnij sobie, że Boże obietnice są wiarygodne, gdyż On sam jest godzien zaufania (Hbr 11,11). Pamiętaj, że On cię kocha i pragnie podnosić cię do siebie. Dziś i każdego dnia przypominaj sobie, że twoja wiara i nadzieja złożone są w Bogu, który nigdy cię nie opuści!
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że nadejdzie Twoje królestwo. W Tobie składam całą moją nadzieję”.
So 2,3; 3,12-13
Ps 146,6-10
1 Kor 1,26-31


MAGAZYN:


Paweł Couturier
– apostoł jedności
Francuski ksiądz,
który zmienił ruch ekumeniczny

Był rok 1923. W następstwie rewolucji październikowej do Lyonu we Francji przybyły tysiące uciekinierów z Rosji. Stracili oni bardzo wiele, jednak stłoczeni w prowizorycznych obozach, trzymali się tego jednego, czego nie dali sobie odebrać – wiary prawosławnej. W tym przygnębiającym otoczeniu pojawił się niski, skromny kapłan katolicki, Paweł Couturier. Pomagał uchodźcom w znalezieniu dachu nad głową, pracy, żywności i możliwości kształcenia. Nawiązywał z nimi bliskie przyjaźnie, a z czasem pokochał piękno i moc ich wiary. W ten cichy, ukryty sposób zostały zasiane ziarna przełomowego ruchu, który do tej pory trwa i kształtuje Kościół.

SKANDAL PODZIAŁÓW
Paweł Couturier urodził się w 1881 roku w Lyonie. Po kryzysie finansowym jego rodzina przez dziewięć lat żyła w Algierii, toteż Paweł już w dzieciństwie zetknął się z rozmaitymi tradycjami religijnymi. To wczesne doświadczenie bez wątpienia wpłynęło na jego decyzję zostania księdzem w Stowarzyszeniu św. Ireneusza – zgromadzeniu misyjnym zajmującym się nauczaniem. Skierowano go do miejscowej szkoły Stowarzyszenia, gdzie cicho i bez rozgłosu przepracował niemal dwadzieścia lat jako nauczyciel przedmiotów ścisłych.
Wszystko się jednak zmieniło, gdy kierownik duchowy ks. Couturiera zaproponował mu włączenie się w akcję pomocy rosyjskim uchodźcom. W trakcie tej działalności ks. Paweł nawiązał bliskie kontakty z duchownymi prawosławnymi, którzy w naturalny sposób stali się przywódcami swoich rodaków. W ciągu kolejnych dziesięciu lat więzi przyjaźni pomiędzy katolickim księdzem a wyznawcami prawosławia zacieśniały się coraz bardziej.
Odczuwając głęboką więź duchową z tymi chrześcijanami z dalekiego kraju, ks. Couturier nie mógł jednak zamykać oczu na fakt, że między katolikami i prawosławnymi istnieje podział. Skandal podzielonego chrześcijaństwa ranił mu serce i budził w nim pragnienie jedności. W jaki sposób – pytał – można by zbudować most ponad podziałem?

POSŁUGA JEDNOŚCI
Rozwiązaniem, jakie znalazł, było pogłębianie przyjaźni z prawosławnymi i świadczenie im pomocy. Jak zauważył jeden z duchownych prawosławnych: „Mury podziałów nie sięgają nieba”. Ks. Couturier przeczuwał, że głębsza jedność jest możliwa i pojawi się wówczas, gdy ludzie po obu stronach muru zaczną przybliżać się do nieba. Taki był początek jego życiowej misji zbliżenia z wyznawcami prawosławia. Zaczął budować z nimi relacje oparte na wspólnej nam miłości do Jezusa i ludzi w potrzebie. Były to pierwsze ziarna ruchu znanego dziś jako ekumenizm, który promuje jedność i współpracę pomiędzy Kościołami chrześcijańskimi.
Działalność Pawła Couturiera była doceniana i wspierana przez drugą stronę. Pewien kapłan prawosławny, dziękując ks. Couturierowi za pomoc, napisał w liście: „Miłosierdzie chrześcijańskie zjednoczy nas wszystkich wokół naszego jedynego Mistrza i Pasterza, Chrystusa, naszego Boga”. Couturier pragnął nie tylko pogłębienia relacji – chciał także zrozumieć przyczyny rozłamów, aby skuteczniej dążyć do jedności. W 1932 roku odbył miesięczne rekolekcje u Mnichów Jedności – grupy zainicjowanej przez papieża Piusa XI w celu promowania jedności chrześcijan.
Podczas tego pobytu ks. Couturier przeczytał dzieło Jakuba Wattsona, anglikanina nawróconego na katolicyzm, który pragnął, aby wszyscy anglikanie powrócili do jedności z Rzymem. Czytając Wattsona w świetle swojej własnej działalności ekumenicznej, Couturier zrozumiał, że jedność nie jest jedynie kwestią osiągnięć intelektualnych i teologicznych. Potrzebna jest nie tylko przemiana myślenia, ale także głęboka przemiana ludzkich serc. Couturier nazwał to „ekumenizmem duchowym”. Był przekonany, że wzajemne relacje mogą się rozwijać nawet bez pełnej jedności na gruncie teologicznym i, być może, pewnego dnia do niej doprowadzić. Jak na owe czasy była to bardzo śmiała teza, traktowana przez wielu z ogromną podejrzliwością.

„GEOMETRIA EKUMENIZMU”
Couturier wyjechał z rekolekcji, mając nadzieję nie na to, że ci „inni” przejdą na naszą wiarę, ale że wszyscy przybliżymy się do Chrystusa. Szukając właściwej drogi w tym kierunku, opracował coś, co nazwał „geometrią ekumenizmu”. Był to obraz podróży duchowej dwóch osób, wspinających się po przeciwnych stronach piramidy i spotykających się na jej szczycie. Jeśli wszyscy chrześcijanie będą szukać zjednoczenia z Chrystusem zgodnie ze swoją własną tradycją, automatycznie przybliżą się również do siebie nawzajem. Gdy każdy z nas zjednoczy się z Chrystusem, wszyscy zjednoczymy się ze sobą w Chrystusie.
Couturier chciał przełożyć ten nowatorski obraz na konkretne praktyki w Kościele katolickim, gdyż czuł, że katolickie modlitwy o jedność zbytnio koncentrują się na prośbach o to, by prawosławni i protestanci powrócili do jedności z Rzymem. Dlatego w 1933 roku zorganizował „Triduum Modlitw o Jedność”, na które zaprosił mieszkańców Lyonu. W kolejnych latach Triduum przekształciło się w pełną oktawę – osiem dni – obchodzoną corocznie w styczniu jako Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan.

POWOLNA DROGA
DO PRZODU
Couturier wyobrażał sobie jedność jako „niewidzialny klasztor”, w którym łączą się w modlitwie zjednoczeni z Jezusem chrześcijanie, niezależnie od wyznania i miejsca pobytu. Starał się wprowadzać w życie tę wizję, nawiązując modlitewne kontakty z chrześcijańskimi liderami w całej Europie. Organizował grupy dyskusyjne, brał udział w nabożeństwach, wiele pisał. Jego działalność została zauważona.
W przededniu II wojny światowej podróże ks. Couturiera wywołały wiele krytyki, toteż jego przełożeni zabronili mu uczestniczenia w zgromadzeniach ekumenicznych. Zamiast się zbuntować, przyjął nałożone na niego ograniczenia, stwierdzając: „W naszej drodze do jedności postawiliśmy ogromny krok do przodu! Bóg dopuścił mały krok w tył!”.
W rzeczywistości okazało się, że ograniczenia otworzyły przed nim nową szansę – możliwość intensywnej korespondencji. Uważa się powszechnie, że to właśnie pisane pod koniec życia listy Couturiera do różnych osób utorowały drogę soborowemu „Dekretowi o ekumenizmie” oraz wszelkim inicjatywom ekumenicznym powziętym od tego czasu przez Rzym. Po śmierci ks. Couturiera w 1953 roku arcybiskup Lyonu posunął się do tego, że nazwał go „Apostołem jedności chrześcijańskiej”.

PROROK JEDNOŚCI
Wychodząc od swojej współpracy z rosyjskimi uchodźcami, Paweł Couturier rozwinął wizję jedności w Chrystusie, wykraczającą znacznie poza szukanie „największego wspólnego mianownika”. Nie chodziło mu o ignorowanie różnic, ale o jak najpełniejsze życie własną wiarą. Jak opisał go pewien prawosławny przyjaciel, ks. Couturier był „chodzącym paradoksem – katolickim do szpiku kości… przyjacielem protestantów, prawosławnych i anglikanów”.
Ekumeniczne przesłanie Couturiera dziś możemy ocenić jako prorocze. Trudno uwierzyć, że zaledwie sześćdziesiąt lat temu pastorowi Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, bliskiemu przyjacielowi Couturiera, zabroniono przemówić w kościele podczas jego pogrzebu – pastor wygłosił swoją mowę na zewnątrz, na stopniach kościoła.
Dziś jest już zupełnie inaczej. W prawie kanonicznym dokonano zmian umożliwiających katolikom współpracę z chrześcijanami innych wyznań w służbie ubogim oraz wspólne uczestnictwo w nabożeństwach. Pojawiły się prowadzące dynamiczną działalność ekumeniczne wspólnoty modlitewne, jak Taize czy Wspólnota św. Idziego. Prowadzony jest dialog teologiczny, który wydaje takie owoce, jak „Wspólna deklaracja na temat nauki o usprawiedliwieniu”, podpisana w 1999 roku pomiędzy Kościołem katolickim a Światową Federacją Luterańską. Widzimy też, jak ostatni papieże dążą do pojednania, prosząc o przebaczenie za dawne błędy katolików. Rzeczywiście, jak powiedział papież Franciszek w przesłaniu nagranym dla konferencji ewangelików w lutym 2014 roku: „Cud jedności już się rozpoczął!”. ▐

ŚDM Kraków 2016
Żeby im nie przeszło!

Na Światowych Dniach Młodzieży byłam z tancerzami lednickimi. Zajmowaliśmy całą wielką szkołę na krakowskim Kazimierzu – LO nr 6. Organizatorem był nasz nieoceniony artysta i przyjaciel – Kazek Hojna.
W liczbie bodajże 500 osób od poniedziałku do niedzieli – cały tydzień – tańczyliśmy po parę razy dziennie na wszelkich możliwych estradach Błoń, Brzegów, krakowskiego Małego Rynku, na placu przy kościele dominikanów, chodząc, gdzie się da, z przepięknym, wielokolorowym tłumem, falującym transparentami i radością.
Dawaliśmy ludziom szczęście, doprowadzaliśmy ich do wzruszenia, włączaliśmy chętnych w nasze tańczące wielbienie Trójcy Świętej, Matki Bożej, Kościoła, świata, człowieka. To wszystko, co wymieniłam, warte jest napisania pięknej powieści, lecz w tej refleksji chcę jedynie wspomnieć o dwóch przypadkach zapoczątkowania ludzkich nawróceń, które mnie wprost olśniły!
Najpierw o Zosi, przyjaciółce naszego kolegi – Jakuba, który wrócił któregoś dnia około północy ze spotkania z nią i opowiadał: 21-letnia krakowianka, ateistka, postanowiła na czas ŚDM wyjechać z Krakowa, bo stwierdziła, że nie wytrzyma, jak będą pod jej oknami szły tłumy modlące się na głos, śpiewające jakieś pieśni Maryjne. No nie! Jej tu wtedy nie będzie! Ale wyjechać się nie udało, więc pozamykała okna i drzwi balkonowe na głucho, włożyła w uszy tłumiki. Jednak gdy ulicą ruszyły tłumy pięknych dziewcząt i chłopców, powiewających transparentami, a nawet przez szyby słychać było jedno wielkie, porywające szaleństwo radości życia i zero dewocji – zaczęła otwierać po kolei wszystkie okna i drzwi, wyszła na balkon i zaparło jej dech z zachwytu i zdumienia. A że jeszcze nie dość jej było tego wszystkiego, wsiadła z tym kolorowym, roześmianym tłumem do tramwaju i całą noc jeździła po Krakowie. Stwierdziła, że może nigdy nie była tak szczęśliwa…
Umówiliśmy się z kolegami i koleżankami – tancerzami, że po powrocie do domu będziemy modlić się za Zosię, ŻEBY JEJ NIE PRZESZŁO. I robimy to.
Gdy w niedzielę kończącą ŚDM pożegnaliśmy Ojca Świętego i ruszyliśmy z Brzegów do Krakowa, może i dwa miliony uczestników starało się dostać różnymi okrężnymi drogami, bocznymi ulicami i zaułkami na perony Dworca Głównego. W przedziale pociągu spośród grupy tancerzy znaleźliśmy się my dwoje – Mateusz, fajny chłopak z lednickiej scholi, i ja. Z miejsca zaczęliśmy wymieniać najlepsze wspomnienia z minionego tygodnia, czemu towarzyszyła radosna, komiczna gestykulacja i salwy śmiechu. W którymś momencie podróży weszła do przedziału cudna dziewczyna z burzą czarnych loków i posągowy chłopak, który mógłby się stać marzeniem niejednej. Potem okazało się, że to Z. i A. Milcząc, słuchali naszej rozmowy, zwariowanych opowieści pełnych szczęścia, które uwoziliśmy ze sobą do domu. Raptem włączył się chłopak. Zwierzył się, że ma dopiero 18 lat (wyglądał dojrzalej) i ojca na jakiejś rosyjskiej placówce wojskowej, w tej chwili na Krymie. I że nigdy nikt mu w rodzinie nie opowiadał o Bogu. I że nie wie o Nim dosłownie nic. Jednak gdy dowiedział się, że w ramach ŚDM odbędzie się w Częstochowie spotkanie całej Polski z Ojcem Świętym Franciszkiem, wsiedli z Z. w pociąg i pojechali tam. Właśnie wracają z Częstochowy, gdzie „dostali w łeb”! Są teraz przekonani, że Kościół to najlepsza wspólnota świata, że Kościół jest super, jest naj! Że oni już czują się członkami Kościoła i nikt ich stąd nie wyrwie, ale… I tu nastąpiło zapytanie skierowane do nas obojga: „Wokół czego ten Kościół się kręci? Przecież Boga nie ma, Bóg to pic, a Chrystus – jeszcze większy pic. Czy ktoś taki żył gdzieś kiedyś naprawdę? Czy istnieje jakaś Matka Boża? Kto to taki?”. I przez parę godzin naszej podróży próbowaliśmy z Mateuszem śpiewać, trochę tańczyć, jak najdelikatniej, jak najczulej, z miłością wielką opowiadać o Nich, naszych potężnych Przyjaciołach z Nieba. 
A teraz Was wszystkich, Czytelników tego wspomnienia, prosimy o najczulszą, z miłością odmawianą modlitwę za Z. i A. – ŻEBY IM NIE PRZESZŁO!
A my, ledniccy tancerze? Ojciec Święty Franciszek zaprosił nas przecież za trzy lata do Panamy. Odpowiadamy natychmiast: Kazek już zamawia dla nas trzy samoloty, my – płócienne kapelusze panamskie i… oszczędzamy. W pociągu, w kolejce do ubikacji, poznałam stewardessę. Powiedziała, że obecnie można do Panamy dolecieć wyłącznie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, drogimi liniami lotniczymi, co najmniej za 10 000 zł w jedną stronę. Kazek mówi: „Spoko! Za trzy lata dla takiej liczby młodzieży polskiej linie lotnicze coś wymyślą, ale trzeba się przygotować”.
Jestem osobą bardzo ubogą, ale robię wszystko, co mogę: założyłam już w banku specjalne konto, na którym blokują mi miesięcznie po 100 zł – najwięcej, na ile mnie stać. Kupiłam też śliczną błękitną świnkę – skarbonkę, w której jest już parę papierków. Może potem będę jeszcze zbierać „co łaska”, kto wie? Marzenia dodają życia! Marzenia często się urzeczywistniają! Marzenia to egzorcyzm!
Alicja

Sklep internetowy Shoper.pl