Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 1 (329) 2021
Słowo wśród nas Nr 1 (329) 2021
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

„Panie, pokaż mi drogę!” – taki tytuł nosi styczniowy numer „Słowa wśród nas”. W 2020 roku wielu z nas czuło się zdezorientowanych i zaniepokojonych albo wręcz przestraszonych sytuacją związaną z pandemią i wynikającymi z niej ograniczeniami. Kiedy czujemy się zagubieni wśród mnogości informacji i możliwych rozwiązań, trudno nam podejmować decyzje, zarówno w sprawach ważnych, jak i tych niezbyt istotnych. Joe Difato, założyciel i wieloletni szef amerykańskiej redakcji „Słowa wśród nas” w trzech otwierających numer artykułach dzieli się swoimi przemyśleniami na temat tego, jak przylgnąć do Jezusa i budować mocny fundament wiary, jak podejmować decyzje nasłuchując głosu Pana, i jak oprzeć się na tym fundamencie, kiedy przychodzą trudne czasy.
Jak w każdym numerze proponujemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajdziemy wywiad z ks. Schmitzem o tym, czego nauczył nas 2020 rok i jaką postawę przyjąć w nadchodzącym 2021 roku, ponadto tekst o św. Kamilu de Lellis, patronie pracowników służby zdrowia oraz świadectwo kobiety, którą przemienił wyjazd na wolontariat wśród ludzi żyjących na śmietnisku w Meksyku.
Ponadto w numerze adresy czytań na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, krótkie omówienie książki „Aniołowie. Opiekunowie i przewodnicy”, oraz krzyżówka biblijna i kalendarz liturgiczny na styczeń 2021 roku.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Dać pierwszeństwo modlitwie
Jezus chce nas prowadzić – Joe Difato........................ 4

Panie, pokaż mi drogę
Jak rozeznawać wolę Bożą – Joe Difato...................10

Gdzie jest Bóg?
Trudne pytania w czasach kryzysu – Joe Difato.......16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 stycznia...................21

MAGAZYN

Czego nauczył nas rok 2020?
Duchowe lekcje ks. Mike’a Schmitza
na Nowy Rok – Kathryn Elliott................................ 50

W nieustającej służbie chorym
Św. Kamil de Lellis, patron pracowników
służby zdrowia – Anne E. Neuberger...................54

Chłopiec w kocu
Miłość Boża znalazła drogę do moich zranień
Leslie Kowalski...................59

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Z radością dzielę się z wami informacją, że autorem naszych wiodących artykułów w tym miesiącu jest Joe Difato. Ci, którzy są długoletnimi czytelnikami „Słowa wśród nas”, doskonale znają Joego. To właśnie on w 1981 roku, z pomocą biblisty ks. Francisa Martina oraz byłego dyrektora IBM Toma Dilenno (obaj są już u Pana), założył to pismo i przez kolejnych trzydzieści siedem lat dokładał wszelkich starań, aby każdy artykuł publikowany w „Słowie wśród nas” był miły Bogu.
Na początku tego przedsięwzięcia żaden z nich nie miał doświadczenia w pracy wydawniczej i szanse na to, że pismo przetrwa choćby kilka lat, wydawały się niewielkie. Jednak cała redakcja czyniła, co mogła, a przede wszystkim starała się otwierać na prowadzenie Ducha Świętego. Pierwszy numer został opracowany, zredagowany i przekazany do składu w grudniu 1981 roku, a następnie wydrukowany
w garażu w Potomac, w stanie Maryland. Początkowy nakład tysiąca egzemplarzy przez lata – za łaską Bożą – wzrósł do tego stopnia, że obecnie 700 tysięcy katolików na świecie otrzymuje jego wersję papierową, a kolejne dwa miliony ma do niego dostęp online. Możemy więc śmiało powiedzieć za św. Pawłem: „Joe sadził, ks. Francis podlewał, ale Bóg dał wzrost” (por. 1 Kor 3,6).
W dwóch pierwszych artykułach: „Dać pierwszeństwo modlitwie” i „Panie, pokaż mi drogę” Joe dzieli się z nami tym, jak budować mocny fundament modlitwy, który pomaga w podejmowaniu dobrych decyzji. Z kolei w trzecim artykule zatytułowanym „Gdzie jest Bóg? Trudne pytania w czasach kryzysu”, pokazuje, jak oprzeć się na tym fundamencie, kiedy przychodzą ciężkie czasy.
Jak wiecie, jednym z najważniejszych tematów poruszanych w „Słowie wśród nas” jest modlitwa – z tym, że chodzi tu nie tylko o „odmawianie pacierza”, ale
o smakowanie i doświadczanie obecności Bożej w modlitwie i podczas Mszy świętej. Pragniemy, aby wszyscy nasi czytelnicy mogli „skosztować i zobaczyć, jak dobry jest Pan” (por. Ps 34,9). To jest tak, jak z wyśmienitym posiłkiem: nie chodzi tylko o to, aby go naprędce pochłonąć i zaspokoić głód, ale by go smakować i się nim delektować. W podobny sposób modląc się i uczestnicząc we Mszy świętej możemy doświadczać czegoś niewyobrażalnie wspaniałego. Wychwalając Boga
i przyjmując Go w Komunii świętej możemy zakosztować Jego dobroci i doświadczyć Jego miłości. Gdy na modlitwie oddajemy Bogu swój czas, On pozwala nam usłyszeć swój głos przez Ducha Świętego, który w nas mieszka. Jak powiedział Jezus: „Moje owce słuchają mego głosu (…). Idą one za mną” (J 10,27).
Na początku nowego roku pragnę cię zachęcić do podjęcia postanowienia, by modlitwa stała się twoim codziennym priorytetem. Postanów sobie przez cały rok codziennie rano szukać obecności Boga na modlitwie i w lekturze Pisma Świętego. Mam nadzieję, że artykuły Joego zmobilizują cię do wytrwałości w modlitwie, niezależnie od tego, czy odkryłeś ją pięć dni czy pięćdziesiąt lat temu.
Oby Pan obficie błogosławił nam wszystkim przez cały rok 2021!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁ

Dać
pierwszeństwo
modlitwie

Jezus chce nas prowadzić
Jak myślisz, co powiedziałby Jezus, gdyby zaproszono Go dziś do któregoś z programów telewizyjnych i zapytano o Jego największe priorytety? Być może odpowiedziałby: „Miłość do ludzi”, „Wspieranie ubogich i tych, którzy źle się mają”, „Głoszenie dobrej nowiny o królestwie niebieskim”. I słusznie tak sądzimy. Ale gdyby zapytano Go o Jego najważniejszy priorytet, o priorytet numer jeden, prawdopodobnie odpowiedziałby: „Trwanie w łączności z Ojcem”.
Pismo Święte wielokrotnie pokazuje nam, że w życiu Jezusa modlitwa zajmowała miejsce centralne. W Ewangelii św. Marka czytamy: „Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (Mk 1,35). Łukasz opowiada, że po tym, jak Jezus uzdrowił trędowatego, „rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać
i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. On jednak usuwał się na pustkowie i tam się modlił” (Łk 5,15-16). Jezus modlił się przed swoim chrztem, przed przemienieniem, a także przed pojmaniem i ukrzyżowaniem (Łk 3,21-22; 9,28-29; Mt 26,36-44).
Wszystkie te teksty ukazują zasadę, która miała fundamentalne znaczenie w życiu Jezusa: pierwszeństwo modlitwy przed aktywnością. Nie działał po swojemu, aby następnie zastanawiać się na modlitwie, czy podjął dobrą decyzję. Postępował inaczej – najpierw prosił Boga o prowadzenie, a dopiero potem działał według wskazówek otrzymanych od Niego. Łączył się z Ojcem na modlitwie przed podjęciem takich czynów jak uzdrawianie chorych i wyrzucanie złych duchów, choć przecież wiedział, że są dobre i szlachetne, i podobają się Bogu.

Trwać w łączności z Bogiem
Jaka jest twoja pierwsza myśl po przebudzeniu? Czy należysz do tych 80% ludzi, którzy przede wszystkim sprawdzają wiadomości na telefonie czy komputerze – jeszcze zanim wstaną z łóżka? Czy może masz jakieś inne sposoby porannego nawiązywania łączności ze światem? Na przykład natychmiast po przebudzeniu włączasz telewizor lub czytasz poranną prasę? Następnie, po krótszym lub dłuższym sprawdzaniu najnowszych informacji, rzucasz się w wir spraw nadchodzącego dnia, mniej lub bardziej gotów na spotkanie wszystkiego, co przyniesie.
Tak wyglądają poranki większości z nas, ale poranki Jezusa wyglądały zupełnie inaczej. Zamiast nawiązywać łączność z otaczającym Go światem, Jezus umyślnie „rozłączał się” z nim, aby najpierw nawiązać łączność z Ojcem.
Wielu z nas to ludzie aktywni, po prostu lubimy działać. W naszym pełnym zgiełku świecie wciąż jesteśmy bombardowani informacjami i wręcz oczekuje się od nas ciągłej aktywności. Zachęca się nas do podejmowania coraz to nowych projektów, poświęcania na pracę zawodową o wiele więcej czasu niż prawne osiem godzin oraz aktywnego spędzania weekendów. Wciąż podkreśla się wartość poczucia satysfakcji ze swoich osiągnięć i przekraczania własnych granic. Oczywiście aktywność i rozwijanie różnych umiejętności to coś dobrego. Prawdopodobnie i Jezus przeżywał radość po dniu wypełnionym nauczaniem i uzdrawianiem chorych. Cieszył się na widok swoich Apostołów powracających dwójkami z głoszenia Dobrej Nowiny. Radował się w duchu, gdy ktoś żałował za grzechy i powracał do Boga. Ale wszystko to wypływało z Jego relacji z Ojcem – z relacji, którą cenił sobie ponad wszystko.

„Ja sam z siebie
nic czynić nie mogę”
W jaki sposób Jezus podejmował decyzje? Skąd wiedział, gdzie zaangażować swoją energię i na czym się skupić? Kiedyś powiedział: „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę (…); szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał” (J 5,30). Podejmował zatem wewnętrzny wysiłek, by przez cały czas być w pełnej łączności i jedności z Ojcem i by Jego decyzje były zawsze zgodne z Bożymi zamysłami.
Jednak dla Jezusa trwanie w łączności i jedności oznaczało coś więcej niż to, co zwykle rozumiemy przez to określenie. Dla nas oznacza to bliską relację miłości, jaką mają ze sobą mąż i żona czy bliscy przyjaciele. Znają się oni bardzo dobrze i są otwarci na przyjmowanie rad od siebie nawzajem. Zbudowali zdrową relację opartą na równowadze dawania i brania oraz cenią i szanują siebie nawzajem.
Dla Jezusa trwanie w jedności z Ojcem oznaczało nie tylko to. Żył On w całkowitej zależności od Ojca niebieskiego i w pełnym poddaniu Jego woli. Nie pozwalał na to, by Jego codzienne dobre czyny – również dokonywane cuda – stały się ważniejsze niż Jego łączność z Bogiem.

Starajcie się naprzód o królestwo
Gdybyśmy mieli wybrać jeden werset biblijny, który najtrafniej opisuje postawę Jezusa wobec wszystkich życiowych spraw, byłaby to fraza z Ewangelii św. Mateusza: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga” (Mt 6,33). Ponieważ Jezus żył w doskonałej jedności z Ojcem, każde Jego słowo i każdy czyn wypływały z tej jedności. Pełnił tylko i wyłącznie wolę Ojca i tylko w taki sposób, w jaki Ojciec sobie tego życzył.
Werset ten, ukazując istotę pokornej postawy Jezusa wobec Ojca, jest również zaproszeniem dla nas wszystkich. Jak pisał św. Paweł, każdy z nas pragnie czynić to, co słuszne, ale grzech bierze w nas górę i w końcu okazuje się, że czynimy to, czego nie chcemy (Rz 7,15). Na pierwszym miejscu listy naszych priorytetów pojawia się nie królestwo Boże, lecz inne sprawy, a to może prowadzić do różnego rodzaju kłopotów.
Chociaż Paweł odnosi się tu do grzechu, zasadę szukania najpierw królestwa Bożego możemy zastosować także do wszystkich dobrych czynów, jakie codziennie podejmujemy. Apostoł z pewnością znał pokusę rzucania się na oślep w kolejny dzień bez uprzedniego zwrócenia się z prośbą do Boga o prowadzenie. Z pewnością znał pokusę samodzielnego decydowania o tym, jaki sposób postępowania będzie najlepszy. Z czasem jednak poznał wartość stawiania królestwa Bożego – czyli woli Boga, Jego prowadzenia i zamiarów – ponad „królestwem” własnej samowoli. Z nami także może stać się podobnie.
Znam to z własnego doświadczenia. Kiedy to, co robię – nawet jeśli jest to dobre – staje się dla mnie ważniejsze niż relacja z Jezusem, w moim życiu zaczyna dziać się źle. Praca zaczyna pochłaniać mnie do tego stopnia, że zapominam o obiedzie i pracuję do późnego wieczora zamiast spędzać czas z rodziną czy przyjaciółmi. Krótko mówiąc, w moim życiu zaczyna brakować równowagi, co odbija się na moich relacjach z bliskimi i na ludziach, których kocham.
Nie chodzi nawet o to, że w takich sytuacjach popadam w jakieś okropne grzechy – po prostu cały dzień upływa mi bez szukania Pana, Jego królestwa i Jego woli w stosunku do mnie. Z pewnością od czasu do czasu poświęcam Mu jakąś myśl. Zresztą Bóg zawsze jest w moim sercu, podobnie jak moja rodzina. Ale gdy nie jestem w stanie zatrzymać się nawet na chwilę, by pobyć z Nim i z moją rodziną, pod koniec dnia zauważam, że mam w sobie mniej pokoju i bardziej dotykają mnie życiowe trudności.

Drabina Jakuba i ty
Zawsze, gdy mam okazję dzielić się swoją wiarą z innymi, przede wszystkim zachęcam ich do codziennej modlitwy. Kiedy się modlimy, łaska Boża płynie swobodnie – ponieważ Bóg nie skąpi jej nikomu, a modlitwa otwiera na nią nasze serca.
Przypomnij sobie biblijną opowieść o drabinie Jakuba (Rdz 28,10-19). Wyobraź sobie aniołów wstępujących i zstępujących po tej drabinie z nieba, do nas i z powrotem. Tak nasze modlitwy wznoszą się do Boga, a z powrotem spływa na nas Jego łaska. I ta łaska nas przemienia. Przenika nasze czyny, pomagając nam podejmować codzienne decyzje i trwać sercem przy Panu. Chroni nas przed zwątpieniem, smutkiem i lękiem, gdy przeżywamy konflikty i sprawy nie układają się po naszej myśli.
Wierzę święcie, że gdyby pogłębiła się nasza modlitwa, ujrzelibyśmy więcej błogosławieństwa, więcej cudów i nawróceń, a sami przybliżylibyśmy się do Jezusa. A gdybyśmy wiernie zwracali się do Niego codziennie o poranku, Jego łaska pomogłaby nam z większym pokojem stawiać czoło wszystkim wydarzeniom dnia – tym przyjemnym i tym trudnym.
Gdyby każdy czytelnik naszego pisma podjął dziś postanowienie regularnego spotykania się z Jezusem na modlitwie, wierzę, że ten czas przyniósłby owoce w postaci ogromnego wylewu łaski na cały nasz świat. Złączmy się więc we wspólnym postanowieniu codziennego szukania Pana i poświęcania Mu czasu. Niech modlitwa, a nie działanie, stanie się naszym priorytetem – nawet jeśli czasami trzeba będzie się do niej przymusić. Tak właśnie żył Jezus – i jak wiele udało Mu się dokonać! ▐

MEDYTACJE

Piątek, 1 stycznia
Świętej Bożej
Rodzicielki Maryi
Lb 6,22-27
Niech cię Pan błogosławi i strzeże. (Lb 6,24)
Szczęśliwego Nowego Roku! Cała redakcja „Słowa wśród nas” modli się, aby to był dla nas wszystkich rok wielkiego błogosławieństwa. Zaczynając go z czystą kartą, słuchamy modlitwy, jaką Bóg dał Mojżeszowi wraz z obietnicą: „Ja im będę błogosławił” (Lb 6,27). A gdzie znajdziemy lepszy wzór przyjmowania Bożych błogosławieństw, jak nie w Maryi!
Maryja jest najbardziej błogosławioną z kobiet, choć błogosławieństwo, jakim obdarował ją Bóg Ojciec, nie wiązało się, jakbyśmy tego oczekiwali, z dobrobytem, bezpieczeństwem, społeczną pozycją czy poważaniem. Maryja żyła w okupowanym kraju. Była uboga. Znalazła się w nieplanowanej ciąży. Warunki zmusiły Ją do urodzenia Dziecka w stajni. Aby uchronić Syna uciekła do Egiptu, dziś może powiedzielibyśmy: wyemigrowała, a po powrocie do kraju wszystko zaczynała od nowa. Być może po śmierci Józefa musiała sama wychowywać Jezusa, a kiedy dorósł i zaczął nauczać wędrując po kraju, towarzyszyła Mu i podobnie jak On, nie miała gdzie złożyć głowy. A potem przeżyła dramat Jego męczeńskiej i hańbiącej śmierci.
Przyznajmy, że zupełnie nie wygląda to na błogosławieństwo! Jednak zgodnie z obietnicą anioła, Bóg, czyniąc Maryję Matką swojego Syna, pobłogosławił nie tylko Ją samą, ale przez Nią cały świat.
W jaki sposób Maryja rozpoznawała to błogosławieństwo i żyła nim na co dzień? „Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). Miała je nieustannie w pamięci i rozmyślała nad nimi. Być może pytała Boga: Co czynisz? W jaki
sposób wypełniasz swoją obietnicę wobec mnie? Pomóż mi i naucz mnie ufności. W miarę upływu lat coraz jaśniej rozumiała, że Jej dziecko jest odwiecznym Synem Boga, oraz odkrywała swoją rolę w Bożym planie zbawienia. Dlatego Maryja może nas uczyć, jak przyjmować Boże błogosławieństwa i nimi żyć.
Wraz z Maryją rozważaj dziś Bożą wierność. Spróbuj nazwać błogosławieństwa, którymi Bóg obdarzył cię w minionym roku – te oczywiste i te pojawiające się w jednym pakiecie z cierpieniem. Poproś Pana, aby pomógł ci zobaczyć, w jaki sposób wypełnił wobec ciebie obietnicę błogosławieństwa w 2020 roku. A potem pozwól sobie na odrobinę marzeń. Jakich błogosławieństw oczekujesz od Boga w rozpoczynającym się roku? On jest wierny swoim obietnicom i będzie ci błogosławił.
„Panie, otwórz mi oczy, abym w tym roku rozpoznał i przyjął każde z Twoich błogosławieństw.”
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

▌Sobota, 2 stycznia
J 1,19-28
Ja nie jestem Mesjaszem. (J 1,20)
Wyobraź sobie, jak kusząca była ta perspektywa! Do Jana przybyła delegacja przywódców Izraela z pytaniem, czy jest on prorokiem lub obiecanym Mesjaszem. Być może powiedzieli: Twoje słowa i czyny mają charakter mesjański, dlaczego nie wystąpisz otwarcie i nie ogłosisz się Mesjaszem?
Tymi słowami Jan został wystawiony na próbę. Nie wiemy, czy było mu trudno nie ugiąć się pod taką presją i nie przywłaszczyć sobie godności Mesjasza. Jak wiele mógłby wówczas dokonać! Zdobył już sobie grupę oddanych zwolenników i podziw wśród ludu. A gdyby tak stanął na czele marszu do Jerozolimy, by zdetronizować króla? Mógłby przecież znacznie ułatwić przez to zadanie prawdziwemu Mesjaszowi. Po upadku Heroda Jezus mógłby bez większych problemów wstąpić na tron i przywrócić władanie dynastii Dawidowej. Rozpoczęłaby się era mesjańska, a Jan cieszyłby się powszechnym szacunkiem jako ten, który ją wprowadził!
Jan jednak wiedział, że ma do odegrania inną rolę, toteż oparł się wszelkim tego rodzaju pokusom. Zamiast szykować tron dla Jezusa, przygotowywał dla Niego ludzkie serca. Zamiast przeprowadzić zamach stanu i zapewnić sobie zaszczytną pozycję u boku Zbawcy, czuwał nad rzeką, by na Niego wskazać, gdy przyjdzie. Pozostał w cieniu i zmarł śmiercią męczeńską, nie oglądając nawet wypełnienia tego, co zapowiadał.
Plan Boga wobec nas nie zawsze jest łatwy do przyjęcia. Czasami marzymy o tym, by dokonywać wielkich dzieł dla Boga – a przy okazji zapewnić sobie uznanie i pochwały u ludzi. Ale żadna okazja się nie przytrafia
i nikt nas nie zauważa. Kiedy indziej mamy ochotę uciec, ponieważ krzyż, który na nas spada, wydaje nam się zbyt ciężki.
W takich sytuacjach przypominajmy sobie Jana Chrzciciela i trwajmy mocno w wierze. Zaufajmy, że jeśli pozostaniemy wierni naszemu powołaniu, będziemy głosić Dobrą Nowinę owocniej niż gdybyśmy starali się utorować sobie własną ścieżkę. Uwierzmy, że Jezus jest godzien zaufania i nagrodzi nas za wierność.
„Dziękuję Ci, Panie, za niezłomne świadectwo Twojego sługi, Jana. Pomóż mi wytrwać w powołaniu, kiedy nachodzą mnie pokusy pójścia własną drogą.”
1 J 2,22-28
Ps 98,1-4

▌Niedziela, 3 stycznia
Ef 1,3-6.15-18
Byście wiedzieli, czym jest nadzieja, do której On wzywa. (Ef 1,18)
Kim są ci wybrani „przed założeniem świata”, „święci i nieskalani” (Ef 1,4), których Bóg przeznaczył dla siebie? Może chodzi tu o wielkich świętych, jak Matka Boża czy Jan Chrzciciel, których liturgia stawiała nam przed oczy w ostatnich dniach? Może o tych, którzy porzucili świat, aby oddać się wyłącznie modlitwie i kontemplacji lub kapłańskiej posłudze Kościołowi? Do kogo pisze św. Paweł?
Odpowiedź jest tyleż prosta, co niepokojąca. Te wielkie słowa odnoszą się do wszystkich ochrzczonych, w tym także do mnie i do ciebie.
Paweł zdawał sobie sprawę, że nie pisze do ludzi idealnych. Wiedział, że przed chrztem dopuszczali się wielu grzechów (Ef 2,1-3), a i teraz jeszcze trzeba im wciąż przypominać, by nie wracali do dawnych pogańskich obyczajów (Ef 4,17-22). Wiedział, że dojrzewanie do świętości wymaga trudu, przed którym jego adresaci wzdrygali się dokładnie tak samo jak my. Ale właśnie takich słabych ludzi, borykających się ze złymi przyzwyczajeniami
i skłonnościami do dawnych grzechów, motywował do świętego życia. Motywował pozytywnie. Nie straszył, nie potępiał, lecz pokazywał, jak wielkie rzeczy Bóg dla nich przygotował, jak bardzo na nich liczy i jak wielki mają w sobie potencjał.
Podobne słowa kierował do chrześcijan żyjących w V wieku papież Leon Wielki, który w jednym z kazań
o Narodzeniu Pańskim tak pisał: „Poznaj swoją godność, chrześcijaninie!
Stałeś się uczestnikiem Boskiej natury, (…) zostałeś wydarty mocom ciemności i przeniesiony do światła
i królestwa Bożego. Przez chrzest stałeś się przybytkiem Ducha Świętego, nie wypędzaj Go więc z twego serca przez niegodne życie, nie oddawaj się ponownie w niewolę szatana, bo twoją ceną jest Krew Chrystusa”.
Pamiętajmy o tych słowach, gdy ogarnia nas zniechęcenie, gdy czujemy się zmęczeni walką ze słabościami własnego ciała i psychiki, gdy dają sobie znać skutki dawnych zranień czy grzechów. Bóg obdarzył nas niepojętą godnością, której nikt i nic nie jest nam w stanie odebrać. I to właśnie ty i ja, nie kto inny, jesteśmy wezwani, aby do tej godności dorastać.
„Panie, Ty widzisz, jaki jestem, a mimo to wzywasz mnie do świętości. Proszę, dodaj mi sił, abym okazał się godny mojego powołania.”
Syr 24,1-2.8-12
Ps 147B,12-15.19-20
J 1,1-18

▌Niedziela, 10 stycznia
Chrzest Pański
Mk 1,7-11
Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Mk 1,11)
Psychologowie podkreślają, jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu słowa uznania. Nie puste komplementy, ale płynące z serca słowa miłości i aprobaty. Dają nam one pewność, że osoba, która je wypowiada, szanuje nas i docenia naszą wartość. Umacniają więź pomiędzy nami i nasze wzajemne oddanie.
Jest więc znamienne, że jeden z nielicznych przypadków, w których słyszymy głos Boga w Piśmie Świętym – wprost, a nie za pośrednictwem proroka czy wizji – pojawia się właśnie w dzisiejszej Ewangelii. Bóg Ojciec mówi do Jezusa: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). Ojciec uradował się, że Syn rozpoczyna działalność publiczną, i wypowiedział to na głos. Wobec Jana i jego uczniów, w momencie chrztu Jezusa w Jordanie, objawił Jego tożsamość i swoją ojcowską miłość do Niego.
Ty także potrzebujesz podobnych słów aprobaty. Potrzebujesz ich codziennie. I są one ci dane, gdy modlisz się i wielbisz Boga. Wyznając, kim On jest, wyznajesz równocześnie, kim ty sam jesteś w relacji do Niego. Otwierasz swoje uszy, by usłyszeć, co On
o tobie myśli. Zaczynasz rozumieć, że jesteś Jego umiłowanym dzieckiem, że On widzi i docenia Twoje wysiłki, by odłożyć na bok swoje sprawy i pełnić Jego wolę.
Także ludzie w twoim otoczeniu potrzebują słów aprobaty – i często potrzebują ich od ciebie. Nie chodzi
o to, żebyś mówił im tanie komplementy tylko po to, żeby poprawić im samopoczucie. Po prostu wykorzystuj nadarzające się okazje – zwłaszcza te nieoczekiwane – aby powiedzieć, co w nich doceniasz. To mogą być nawet bardzo drobne sprawy. Zauważ na przykład chęć sąsiedzkiej pomocy, życzliwe słowo albo gest. A może ich znajomość Biblii albo cierpliwość wobec nieznośnej siostry czy brata. Dobroć i ofiarność. Mów im, jak bardzo cenisz to, że są twoimi braćmi czy siostrami w Chrystusie. Za każdym razem, gdy to czynisz, twoje słowa wnoszą światło w ich życie, ukazując im jego sens.
Pozwól Bogu, by powiedział ci, jak bardzo cię kocha i jak wielkie ma w tobie upodobanie. A potem idź i czyń to samo wobec swoich bliźnich.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że mnie kochasz!”
Iz 55,1-11
(Ps) Iz 12,2-3.4b-6
1 J 5,1-9

▌Piątek, 15 stycznia
Hbr 4,1-5.11
Śpieszmy się więc wejść do owego odpoczynku. (Hbr 4,11)
Zimne ognie. Spiesz się powoli. Ciepłe lody. To przykłady oksymoronów, czyli połączeń słów mających przeciwstawne znaczenia. W dzisiejszym czytaniu znajdujemy kolejny przykład: „Śpieszmy się (…) do odpoczynku”. Choć brzmi to dosyć paradoksalnie, to jednak wystarczy rozejrzeć się dookoła, by stwierdzić, że w dzisiejszych czasach, żeby odpocząć, naprawdę trzeba się natrudzić! Życie wydaje się czasem niekończącym się ciągiem obowiązków. A kiedy w naszym rozkładzie dnia znajdzie się luka, natychmiast pojawia się jakaś niecierpiąca zwłoki sprawa, która ją wypełnia.
To prawda, że wykonując swoją pracę w kompetentny i uczciwy sposób, naśladujemy naszego Stwórcę. Ale Bóg pragnie także, abyśmy naśladowali Jego odpoczynek w dzień szabatu. Regularna przerwa w pracy przypomina nam, że Bóg przygotował dla nas więcej, niż bylibyśmy w stanie osiągnąć nawet największym wysiłkiem. W dzień wolny od pracy mamy szanse skierować naszą uwagę na niebo, nasz prawdziwy dom, miejsce, którego nie bylibyśmy w stanie zbudować, nawet gdybyśmy ciężko pracowali przez całe życie.
Dla wielu z nas niedziela stała się dniem zakupów, wydarzeń sportowych czy porządkowania szaf albo podwórka. Dla niektórych jest to obowiązkowy dzień pracy. Samo w sobie nie jest to niczym złym. Dla kogoś, kto spędza cały tydzień za biurkiem, dzień spędzony na świeżym powietrzu może być bardzo relaksujący. Bóg nie oczekuje też od nas rezygnacji z pracy, jeśli nie mamy innego wyjścia. Pragnie jednak, byśmy znaleźli czas na uczestnictwo we Mszy świętej, na dłuższą niż zwykle modlitwę czy lekturę Pisma Świętego oraz cieszenie się towarzystwem naszych bliskich.
Niedziela zbliża się wielkimi krokami. Postaraj się otworzyć własne okno do nieba. Odłóż sprawy, które możesz załatwić innego dnia. Spróbuj oddalić od siebie wszelki niepokój. Nie rozpamiętuj tego, co było, nie martw się o to, co będzie. Po prostu wejdź do Bożego odpoczynku. Rozejrzyj się wokół i zobacz to wszystko, co uczynił dla ciebie zmartwychwstały Jezus.
„Duchu Święty, pomóż mi w najbliższą niedzielę dobrze rozporządzić moim czasem. Odnów mnie przez głęboką modlitwę oraz odpoczynek w gronie bliskich.”
Ps 78,3-4.6-8
Mk 2,1-12

▌Niedziela, 17 stycznia
J 1,35-42
Czego szukacie? (J 1,38)
Andrzej był uczniem Jana Chrzciciela, wiedział jednak, że to nie on jest Mesjaszem – a właśnie Mesjasza szukał. Rozważmy dzisiejszy fragment Ewangelii szukając w nim światła na nasze własne poszukiwania i odkrycia. Już po raz drugi w tym miesiącu Kościół daje nam do lektury ten fragment, przyjrzyjmy mu się więc szczególnie uważnie.
Czego szukacie? (J 1,38). Czy kiedykolwiek zadałeś sobie to pytanie? Każdego z nas od czasu do czasu ogarnia tęsknota – i bywa, że nawet sami nie wiemy, za czym właściwie tęsknimy. Próbujemy zaspokoić ten wewnętrzny głód czymś ulotnym i na jakiś czas to pomaga. Ale tęsknota wciąż powraca, ponieważ tego, czego szukamy, nie da się znaleźć na zewnątrz. W rzeczywistości bowiem poszukujemy Boga.
Chodźcie, a zobaczycie (J 1,39). Jeśli naprawdę chcemy znaleźć Jezusa, przyjmijmy z wiarą Jego zaproszenie. Niech to będzie nasz pierwszy krok. Pan może zaprosić nas do rozmowy ze sobą podczas adoracji eucharystycznej lub do zagłębienia się w teksty Pisma Świętego. Może wskazać brata czy siostrę w Chrystusie, którzy nas poprowadzą i będą towarzyszyć nam w tej drodze. Jeśli jednak nie postawimy tego pierwszego kroku, nie będziemy w stanie Go „zobaczyć”.
Znaleźliśmy Mesjasza (J 1,41). Andrzej był tak przejęty spotkaniem z Jezusem, że odnalazł swego brata Szymona i przekazał mu dobrą nowinę. My także możemy doświadczyć tej radości, kiedy przychodząc do Jezusa doświadczamy Jego miłości i miłosierdzia. Uświadamiamy sobie wtedy po raz kolejny, że tylko On może nas naprawdę nasycić.
Wszyscy od czasu do czasu doświadczamy uczucia tęsknoty i przychodzi na nas pokusa, by zaspokoić ją w niewłaściwych miejscach. Jakie są twoje niewłaściwe miejsca, do których uciekasz? I czy te półśrodki rzeczywiście cię nasycają?
Proś dziś Ducha Świętego, aby pomógł ci przychodzić do Pana z każdą twoją tęsknotą. Jedynie podejmując świadomy wysiłek, by „pójść i zobaczyć” Jezusa, znajdziesz ostatecznie to, czego całe życie szukałeś.
„Jezu, pomóż mi uwierzyć, że tylko Ty potrafisz zaspokoić najgłębsze tęsknoty mojego serca.”
2 Sm 3,3b-10.19
Ps 40,2.4.7-10
1 Kor 6,13c-15a.17-20

▌Niedziela, 24 stycznia
Mk 1,14-20
Jezus przyszedł do Galilei i głosił (…) „bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,14-15)
Dziś, kiedy dobiega końca tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, Kościół obchodzi Niedzielę Słowa Bożego i dzisiejsze czytania koncentrują się wokół dwóch jego głosicieli: proroka Jonasza i Jezusa, którzy byli świadkami, jak moc tego słowa jednoczy słuchaczy, tworząc z nich wspólnotę.
Chociaż między Jezusem a Jonaszem występuje wiele podobieństw, jeszcze bardziej znamienne są różnice. W przeciwieństwie do Jonasza, Jezus nie był opornym prorokiem. Z determinacją wędrował od wioski do wioski powodowany pragnieniem głoszenia słowa Bożego (Mk 1,38-39). Wzywał nie tylko do nawrócenia, ale ogłaszał również nadejście wyczekiwanego czasu Bożego zbawienia. Jezus jest Słowem Bożym, które osobiście weszło w naszą historię, aby zgromadzić w jedno wszystkie dzieci Boże. Jak sam powiedział: „Tu jest coś więcej niż Jonasz” (Mt 12,41).
To musiało być wspaniałe widzieć i słyszeć Jezusa, wcielone Słowo Boże, w czasach, gdy chodził po ziemi! Jednak dzisiejsza Niedziela Słowa Bożego przypomina nam przede wszystkim, że to samo potężne Słowo jest dla nas dostępne, ilekroć czytamy Pismo Święte lub słuchamy jego fragmentów proklamowanych podczas Mszy świętej. Jezus nie przestaje do nas mówić.
To samo słowo Boże, które dotykało serc mieszkańców Niniwy i Galilei, może skłonić także i nas do pokuty i nawrócenia. Słowo Jezusa, które poruszyło Szymona i Andrzeja tak bardzo, że zostawili swoje sieci i poszli za Nim, może przeorać naszą hierarchię wartości i zmobilizować do większej wierności Jezusowi. Słowo, które zjednoczyło Żydów i pogan w jednym Kościele, może doprowadzić nas do jedności z braćmi i siostrami w Chrystusie. Jak powiedział papież Franciszek ustanawiając Niedzielę Słowa Bożego: „Słowo Boga jednoczy wiernych i sprawia, że stają się jednym ludem” (Aperuit illis, 4).
„Panie, przemień nas mocą Twojego słowa i uczyń z nas jedno, aby świat uwierzył.”
Jon 3,1-5.10
Ps 25,4-9
1 Kor 7,29-31

▌Niedziela, 31 stycznia
Mk 1,21-28
Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? (Mk 1,24)
To było naprawdę mocne wejście! Jasne, że demon, który opętał mężczyznę, nie mógł znieść obecności Jezusa. Czy jednak nie byłoby mądrzej z jego strony wyślizgnąć się po cichu niż zwracać na siebie uwagę w tak dramatyczny sposób?
Jednak takie właśnie reakcje zdarzały się dosyć często. Jezus pokazywał się w jakimś miejscu lub w jakiś sposób objawiał swoją chwałę i Jego obecność wywoływała opór, a czasami nawet wybuchy wściekłości.
Odnosiło się to nie tylko do demonów. Już na samym początku działalności publicznej, i to w Jego rodzinnym Nazarecie, zdarzyło się, że kiedy głosił Dobrą Nowinę, słuchacze wpadli w taką furię, że próbowali strącić Go z urwiska (ŁK 4,16-30). A zaledwie po kilku dniach nauczania i czynienia cudów do tego stopnia rozdrażnił niektórych faryzeuszy, że razem ze zwolennikami Heroda postanowili Go zabić (Mk 3,6).
Nawet najbliżsi uczniowie Jezusa nie ustrzegli się podobnej reakcji. Kiedy Jezus objawił im, że Bóg zamierza zbawić świat przez Jego krzyż, Piotr nie był w stanie tego przyjąć i zaczął robić Mu wyrzuty (Mt 16,22).
Każdemu z nas, w ten czy inny sposób, zdarza się sprzeciwiać Jezusowi i Jego przesłaniu o zbawieniu. W naszych sercach wciąż kryją się mroczne zakątki. Może odmawiamy komuś przebaczenia. Może świadomie wchodzimy w sytuacje pokusy i wybieramy grzech. A może łatwo osądzamy innych albo potępiliśmy w sercu wierzącego, który myśli inaczej niż my. Jezus mimo to nie przestaje nas kochać i udzielać nam łaski nawrócenia. Prawda, która objawiła się w synagodze w Kafarnaum, jest aktualna po dziś dzień – ciemność grzechu nigdy nie pokona światła Chrystusa.
Nie bądź zaskoczony, jeśli odkryjesz dziś w swoim sercu jakiś rodzaj buntu wobec Jezusa – może na modlitwie, może bezskutecznie próbując się skupić na Mszy świętej, może niechętnie reagując, kiedy pojawi się jakaś okazja do usłużenia bliskiej osobie. Jeśli udało ci się to zobaczyć, to już krok do przodu. Doceń to i zaufaj, że światło Chrystusa może nie tylko odsłonić twoje ciemności, ale również je rozproszyć.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że ukazujesz mi moją ciemność – i za to, że mnie od niej uwalniasz!”
Pwt 18,15-20
Ps 95,1-2.6-9
1 Kor 7,32-35


MAGAZYN

Czego nauczył nas rok 2020?

Duchowe lekcje ks. Mike’a Schmitza
na Nowy Rok

Redakcja „Słowa wśród nas” poprosiła ks. Mike’a Schmitza, duszpasterza młodzieży z diecezji Duluth, o podsumowanie bezprecedensowych wydarzeń 2020 roku i wskazówki duchowe na 2021 rok.

Przy tak wielu niepokojących doniesieniach medialnych oraz licznych konfliktach – także pomiędzy wierzącymi – na tle ważnych wydarzeń minionego roku, jakich rad chciałby ksiądz udzielić katolikom na rok 2021?
Jeżeli zastanowimy się nad naszą reakcją na wiadomości podawane w mediach w 2020 roku, zauważymy, że wielu z nas szukało wiarygodnych informacji i nie chciało być jedynie biernymi obserwatorami. Jednak w końcu poświęcaliśmy tyle czasu na pochłanianie informacji, że nie starczało nam go już na działanie. Istnieje coś takiego jak obszar zainteresowań, który może być praktycznie nieograniczony. Możemy przez cały dzień śledzić media i żyć tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Jednak wtedy bardzo łatwo popaść w osądzanie „tamtych” i ferowanie wyroków: „Oni nie powinni tak powiedzieć. Rząd powinien zrobić to i to. Gdyby zrobili to wcześniej…”.
Jeśli jednak zamiast na obszarze naszych zainteresowań bardziej skupimy się na obszarze naszych wpływów, przekonamy się, że troszczymy się o wiele spraw, ale niewiele jest takich, w których rzeczywiście możemy coś zrobić.
Obszar zainteresowań jest ważny, bo dostarcza nam wiedzy. Ale jeśli żyjemy w nim przez cały czas, w dużej mierze ogranicza to nasz wpływ na świat realny. W niektórych przypadkach możemy nawet zaniedbywać ludzi czy sprawy, za które jesteśmy odpowiedzialni. Patrząc wstecz na miniony rok, możemy postawić sobie pytanie: Czy bardziej angażowałem się w obszarze zainteresowań czy w obszarze wpływów? Czy poświęcałem czas na to, by tylko więcej się dowiedzieć w dziedzinach, które mnie interesowały, czy na to, by załatwiać sprawy, na które miałem rzeczywisty wpływ?
W jaki sposób możemy korzystać z pomocy Jezusa odczytując informacje, które będą do nas docierać w 2021 roku, i działając na ich podstawie?
Wiele z tego, co czytamy czy oglądamy w mediach – także różne dane – w istocie nie jest czystą informacją, ale informacją już zinterpretowaną przez określony pryzmat. Często podaną tak, żeby wywołała konkretne emocje w odbiorcach. Jest raczej mało prawdopodobne, abyśmy dowiadując się czegoś czy gromadząc fakty spontanicznie rozumieli to tak, jak rozumie to Jezus. Zatem po pierwsze, przynieśmy to, co słyszymy czy czytamy, do Jezusa. Zapytajmy Go na modlitwie: „Panie, jak Ty widzisz tę sytuację?”. Powiedzmy Mu na przykład o swoim oporze wobec konkretnych wydarzeń i zapytajmy Go z otwartym sercem, czy na pewno dobrze je rozumiemy. Być może rzeczywiście mamy do czynienia z „chorą” sytuacją czy trudną osobą – ale niewykluczone również, że nasze serce wymaga dostrojenia do serca Jezusa.
Jak możemy poznać serce Jezusa? Po pierwsze spędzając z Nim czas – na modlitwie, na adoracji, wszędzie tam, gdzie można Go spotkać. Ale mamy też księgę Jego życia, Biblię. Potraktujmy niezwykle serio to, co Pismo Święte mówi o Bogu Ojcu, Synu Bożym i Duchu Świętym, przyglądając się ze szczególną uwagą temu, co czynią. Przeanalizujmy relację Boga z Jego ludem, Izraelem. Rozważmy na modlitwie życie Syna Bożego na ziemi. Przemedytujmy czyny Apostołów dokonane pod natchnieniem Ducha Świętego. Jeśli będziemy nie tylko tak po prostu czytać Pismo Święte, ale będziemy czytać je z wiarą, zbliżymy się do serca Jezusa i zrozumiemy, co czuje.
Jak możemy wcielić w życie to zrozumienie i poszerzyć nasz obszar wpływów, aby przeciwdziałać złu, jakim jest na przykład rasizm?
W 2020 roku otrzymałem kilka osobistych wskazówek od czarnych braci i sióstr, którzy szczerze rozmawiali ze mną o cierpieniach, jakich doświadczali. Jedna z lekcji, jaką sobie przyswoiłem, to potrzeba zrozumienia konkretnych sytuacji. Rasizm jest zły w teorii, ale druzgocący dla konkretnej osoby. Jeśli nie masz doświadczenia w tej dziedzinie, posłuchaj kogoś, kto je ma.
Ks. Josh Johnson z Luizjany, mój przyjaciel i brat w kapłaństwie, mówił mi o arcybiskupie z Baton Rouge, który dowiedział się, że w pewnym rejonie jego diecezji ubywa czarnych parafian. Dociekając, dlaczego tak się dzieje, odkrył, że tamtejsi katolicy organizują imprezy parafialne w wiejskim klubie tylko dla białych. Zareagował na to listem pasterskim na temat rasizmu, wyraźnie zaznaczając, że żadna instytucja katolicka nie powinna organizować takich spotkań. Jego list doprowadził do zmiany nieetycznych zasad stosowanych przez klub. Ks. Josh opowiadał mi też o otwartej postawie dyrektorki pewnej szkoły katolickiej. Kiedy w tej szkole zaczęły ujawniać się rasistowskie postawy niektórych osób, dyrektorka spotkała się z rodzinami czarnoskórych uczniów, aby dowiedzieć się, jakie punkty szkolnego regulaminu są pretekstem do krzywdzących nadużyć wobec ich dzieci. Okazało się między innymi, że niektórym z uczennic grożono zawieszeniem z powodu fryzur ze splecionych warkoczyków, o czym dyrektorka nie miała nawet pojęcia!
Łatwo jest pomyśleć, że skoro sam nigdy nie wygłaszałem rasistowskich tekstów, to w związku z tym jestem w porządku. Ale w tym roku dowiedzieliśmy się, czym są grzechy zaniedbania. Na przykład jedna z czarnoskórych studentek uświadomiła mi, że przez cztery czy pięć lat, jakie spędziła na kampusie, ani razu nie wspomniałem w kazaniu o grzechu rasizmu. Jest to dziedzina,
w której jako kapłan muszę dokonać korekty i sądzę, że każdy z nas może odkryć u siebie obszary wymagające poprawy.
Zeszłoroczna pandemia COVID-19 zmieniła nasze widzenie wielu spraw. Co księdza zdaniem Bóg pokazał nam poprzez te wydarzenia?
Pandemia wywołała spustoszenie w życiu milionów ludzi i powinniśmy wydobyć z niej ważną lekcję. Większość z nas żyje w iluzji, że mamy przed sobą bezpieczną przyszłość, a teraz odkrywamy, że nic nie jest zagwarantowane. Każdy wschód słońca jest dla nas darem.
W Liście św. Jakuba Apostoła czytamy: „Teraz wy, którzy mówicie: «Dziś albo jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski», wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. (...) Zamiast tego powinniście mówić: «Jeżeli Pan zechce, a będziemy żyli, zrobimy to lub owo»” (Jk 4,13-15).
To niezwykle ważne, abyśmy starali się na co dzień żyć zgodnie w wolą Bożą, ponieważ nasze życie i nasze rozkłady zajęć nie są tak przewidywalne, jak sądzimy. Nie chodzi o to, żeby nastawiać się na najgorsze, popadać w rozpacz, ale by żyć w obecności Boga. Niezależnie od okoliczności, jakie Bóg dopuści w naszym życiu, zawsze możemy dochować Mu wierności. Możemy pełnić Jego wolę, ponieważ On jest obecny i działa.
Dobrze jest mieć plany na rozpoczynający się rok, ale niech będą one przeniknięte codzienną żywą ufnością w Boży plan. Bóg jest głęboko, intensywnie zaangażowany w życie. Możemy szukać Jego woli każdego dnia i każdej godziny. A wtedy nawet gdy nasze plany zawodzą, a nasze pragnienia nie zostają spełnione, nie burzy to naszej wiary, nadziei i ufności.
Nawet jeśli 2021 rok będzie wyglądał zupełnie inaczej niż byśmy tego chcieli, to przecież rok 2020 nauczył nas, że Bóg jest wciąż przy nas obecny. Jest obecny zarówno pośród pandemii, jak i wśród zwyczajnych wydarzeń życia. Działa także wtedy, kiedy dzieją się tragedie, kiedy cierpią ludzie, w każdym bez wyjątku czasie. Jesteśmy wezwani, by być Mu wierni i ufać Mu w każdych okolicznościach. ▐




DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 1 (329) 2021



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO STYCZNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

„Panie, pokaż mi drogę!” – taki tytuł nosi styczniowy numer „Słowa wśród nas”. W 2020 roku wielu z nas czuło się zdezorientowanych i zaniepokojonych albo wręcz przestraszonych sytuacją związaną z pandemią i wynikającymi z niej ograniczeniami. Kiedy czujemy się zagubieni wśród mnogości informacji i możliwych rozwiązań, trudno nam podejmować decyzje, zarówno w sprawach ważnych, jak i tych niezbyt istotnych. Joe Difato, założyciel i wieloletni szef amerykańskiej redakcji „Słowa wśród nas” w trzech otwierających numer artykułach dzieli się swoimi przemyśleniami na temat tego, jak przylgnąć do Jezusa i budować mocny fundament wiary, jak podejmować decyzje nasłuchując głosu Pana, i jak oprzeć się na tym fundamencie, kiedy przychodzą trudne czasy.
Jak w każdym numerze proponujemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajdziemy wywiad z ks. Schmitzem o tym, czego nauczył nas 2020 rok i jaką postawę przyjąć w nadchodzącym 2021 roku, ponadto tekst o św. Kamilu de Lellis, patronie pracowników służby zdrowia oraz świadectwo kobiety, którą przemienił wyjazd na wolontariat wśród ludzi żyjących na śmietnisku w Meksyku.
Ponadto w numerze adresy czytań na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, krótkie omówienie książki „Aniołowie. Opiekunowie i przewodnicy”, oraz krzyżówka biblijna i kalendarz liturgiczny na styczeń 2021 roku.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Dać pierwszeństwo modlitwie
Jezus chce nas prowadzić – Joe Difato........................ 4

Panie, pokaż mi drogę
Jak rozeznawać wolę Bożą – Joe Difato...................10

Gdzie jest Bóg?
Trudne pytania w czasach kryzysu – Joe Difato.......16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 31 stycznia...................21

MAGAZYN

Czego nauczył nas rok 2020?
Duchowe lekcje ks. Mike’a Schmitza
na Nowy Rok – Kathryn Elliott................................ 50

W nieustającej służbie chorym
Św. Kamil de Lellis, patron pracowników
służby zdrowia – Anne E. Neuberger...................54

Chłopiec w kocu
Miłość Boża znalazła drogę do moich zranień
Leslie Kowalski...................59

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Z radością dzielę się z wami informacją, że autorem naszych wiodących artykułów w tym miesiącu jest Joe Difato. Ci, którzy są długoletnimi czytelnikami „Słowa wśród nas”, doskonale znają Joego. To właśnie on w 1981 roku, z pomocą biblisty ks. Francisa Martina oraz byłego dyrektora IBM Toma Dilenno (obaj są już u Pana), założył to pismo i przez kolejnych trzydzieści siedem lat dokładał wszelkich starań, aby każdy artykuł publikowany w „Słowie wśród nas” był miły Bogu.
Na początku tego przedsięwzięcia żaden z nich nie miał doświadczenia w pracy wydawniczej i szanse na to, że pismo przetrwa choćby kilka lat, wydawały się niewielkie. Jednak cała redakcja czyniła, co mogła, a przede wszystkim starała się otwierać na prowadzenie Ducha Świętego. Pierwszy numer został opracowany, zredagowany i przekazany do składu w grudniu 1981 roku, a następnie wydrukowany
w garażu w Potomac, w stanie Maryland. Początkowy nakład tysiąca egzemplarzy przez lata – za łaską Bożą – wzrósł do tego stopnia, że obecnie 700 tysięcy katolików na świecie otrzymuje jego wersję papierową, a kolejne dwa miliony ma do niego dostęp online. Możemy więc śmiało powiedzieć za św. Pawłem: „Joe sadził, ks. Francis podlewał, ale Bóg dał wzrost” (por. 1 Kor 3,6).
W dwóch pierwszych artykułach: „Dać pierwszeństwo modlitwie” i „Panie, pokaż mi drogę” Joe dzieli się z nami tym, jak budować mocny fundament modlitwy, który pomaga w podejmowaniu dobrych decyzji. Z kolei w trzecim artykule zatytułowanym „Gdzie jest Bóg? Trudne pytania w czasach kryzysu”, pokazuje, jak oprzeć się na tym fundamencie, kiedy przychodzą ciężkie czasy.
Jak wiecie, jednym z najważniejszych tematów poruszanych w „Słowie wśród nas” jest modlitwa – z tym, że chodzi tu nie tylko o „odmawianie pacierza”, ale
o smakowanie i doświadczanie obecności Bożej w modlitwie i podczas Mszy świętej. Pragniemy, aby wszyscy nasi czytelnicy mogli „skosztować i zobaczyć, jak dobry jest Pan” (por. Ps 34,9). To jest tak, jak z wyśmienitym posiłkiem: nie chodzi tylko o to, aby go naprędce pochłonąć i zaspokoić głód, ale by go smakować i się nim delektować. W podobny sposób modląc się i uczestnicząc we Mszy świętej możemy doświadczać czegoś niewyobrażalnie wspaniałego. Wychwalając Boga
i przyjmując Go w Komunii świętej możemy zakosztować Jego dobroci i doświadczyć Jego miłości. Gdy na modlitwie oddajemy Bogu swój czas, On pozwala nam usłyszeć swój głos przez Ducha Świętego, który w nas mieszka. Jak powiedział Jezus: „Moje owce słuchają mego głosu (…). Idą one za mną” (J 10,27).
Na początku nowego roku pragnę cię zachęcić do podjęcia postanowienia, by modlitwa stała się twoim codziennym priorytetem. Postanów sobie przez cały rok codziennie rano szukać obecności Boga na modlitwie i w lekturze Pisma Świętego. Mam nadzieję, że artykuły Joego zmobilizują cię do wytrwałości w modlitwie, niezależnie od tego, czy odkryłeś ją pięć dni czy pięćdziesiąt lat temu.
Oby Pan obficie błogosławił nam wszystkim przez cały rok 2021!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁ

Dać
pierwszeństwo
modlitwie

Jezus chce nas prowadzić
Jak myślisz, co powiedziałby Jezus, gdyby zaproszono Go dziś do któregoś z programów telewizyjnych i zapytano o Jego największe priorytety? Być może odpowiedziałby: „Miłość do ludzi”, „Wspieranie ubogich i tych, którzy źle się mają”, „Głoszenie dobrej nowiny o królestwie niebieskim”. I słusznie tak sądzimy. Ale gdyby zapytano Go o Jego najważniejszy priorytet, o priorytet numer jeden, prawdopodobnie odpowiedziałby: „Trwanie w łączności z Ojcem”.
Pismo Święte wielokrotnie pokazuje nam, że w życiu Jezusa modlitwa zajmowała miejsce centralne. W Ewangelii św. Marka czytamy: „Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (Mk 1,35). Łukasz opowiada, że po tym, jak Jezus uzdrowił trędowatego, „rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać
i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. On jednak usuwał się na pustkowie i tam się modlił” (Łk 5,15-16). Jezus modlił się przed swoim chrztem, przed przemienieniem, a także przed pojmaniem i ukrzyżowaniem (Łk 3,21-22; 9,28-29; Mt 26,36-44).
Wszystkie te teksty ukazują zasadę, która miała fundamentalne znaczenie w życiu Jezusa: pierwszeństwo modlitwy przed aktywnością. Nie działał po swojemu, aby następnie zastanawiać się na modlitwie, czy podjął dobrą decyzję. Postępował inaczej – najpierw prosił Boga o prowadzenie, a dopiero potem działał według wskazówek otrzymanych od Niego. Łączył się z Ojcem na modlitwie przed podjęciem takich czynów jak uzdrawianie chorych i wyrzucanie złych duchów, choć przecież wiedział, że są dobre i szlachetne, i podobają się Bogu.

Trwać w łączności z Bogiem
Jaka jest twoja pierwsza myśl po przebudzeniu? Czy należysz do tych 80% ludzi, którzy przede wszystkim sprawdzają wiadomości na telefonie czy komputerze – jeszcze zanim wstaną z łóżka? Czy może masz jakieś inne sposoby porannego nawiązywania łączności ze światem? Na przykład natychmiast po przebudzeniu włączasz telewizor lub czytasz poranną prasę? Następnie, po krótszym lub dłuższym sprawdzaniu najnowszych informacji, rzucasz się w wir spraw nadchodzącego dnia, mniej lub bardziej gotów na spotkanie wszystkiego, co przyniesie.
Tak wyglądają poranki większości z nas, ale poranki Jezusa wyglądały zupełnie inaczej. Zamiast nawiązywać łączność z otaczającym Go światem, Jezus umyślnie „rozłączał się” z nim, aby najpierw nawiązać łączność z Ojcem.
Wielu z nas to ludzie aktywni, po prostu lubimy działać. W naszym pełnym zgiełku świecie wciąż jesteśmy bombardowani informacjami i wręcz oczekuje się od nas ciągłej aktywności. Zachęca się nas do podejmowania coraz to nowych projektów, poświęcania na pracę zawodową o wiele więcej czasu niż prawne osiem godzin oraz aktywnego spędzania weekendów. Wciąż podkreśla się wartość poczucia satysfakcji ze swoich osiągnięć i przekraczania własnych granic. Oczywiście aktywność i rozwijanie różnych umiejętności to coś dobrego. Prawdopodobnie i Jezus przeżywał radość po dniu wypełnionym nauczaniem i uzdrawianiem chorych. Cieszył się na widok swoich Apostołów powracających dwójkami z głoszenia Dobrej Nowiny. Radował się w duchu, gdy ktoś żałował za grzechy i powracał do Boga. Ale wszystko to wypływało z Jego relacji z Ojcem – z relacji, którą cenił sobie ponad wszystko.

„Ja sam z siebie
nic czynić nie mogę”
W jaki sposób Jezus podejmował decyzje? Skąd wiedział, gdzie zaangażować swoją energię i na czym się skupić? Kiedyś powiedział: „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę (…); szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał” (J 5,30). Podejmował zatem wewnętrzny wysiłek, by przez cały czas być w pełnej łączności i jedności z Ojcem i by Jego decyzje były zawsze zgodne z Bożymi zamysłami.
Jednak dla Jezusa trwanie w łączności i jedności oznaczało coś więcej niż to, co zwykle rozumiemy przez to określenie. Dla nas oznacza to bliską relację miłości, jaką mają ze sobą mąż i żona czy bliscy przyjaciele. Znają się oni bardzo dobrze i są otwarci na przyjmowanie rad od siebie nawzajem. Zbudowali zdrową relację opartą na równowadze dawania i brania oraz cenią i szanują siebie nawzajem.
Dla Jezusa trwanie w jedności z Ojcem oznaczało nie tylko to. Żył On w całkowitej zależności od Ojca niebieskiego i w pełnym poddaniu Jego woli. Nie pozwalał na to, by Jego codzienne dobre czyny – również dokonywane cuda – stały się ważniejsze niż Jego łączność z Bogiem.

Starajcie się naprzód o królestwo
Gdybyśmy mieli wybrać jeden werset biblijny, który najtrafniej opisuje postawę Jezusa wobec wszystkich życiowych spraw, byłaby to fraza z Ewangelii św. Mateusza: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga” (Mt 6,33). Ponieważ Jezus żył w doskonałej jedności z Ojcem, każde Jego słowo i każdy czyn wypływały z tej jedności. Pełnił tylko i wyłącznie wolę Ojca i tylko w taki sposób, w jaki Ojciec sobie tego życzył.
Werset ten, ukazując istotę pokornej postawy Jezusa wobec Ojca, jest również zaproszeniem dla nas wszystkich. Jak pisał św. Paweł, każdy z nas pragnie czynić to, co słuszne, ale grzech bierze w nas górę i w końcu okazuje się, że czynimy to, czego nie chcemy (Rz 7,15). Na pierwszym miejscu listy naszych priorytetów pojawia się nie królestwo Boże, lecz inne sprawy, a to może prowadzić do różnego rodzaju kłopotów.
Chociaż Paweł odnosi się tu do grzechu, zasadę szukania najpierw królestwa Bożego możemy zastosować także do wszystkich dobrych czynów, jakie codziennie podejmujemy. Apostoł z pewnością znał pokusę rzucania się na oślep w kolejny dzień bez uprzedniego zwrócenia się z prośbą do Boga o prowadzenie. Z pewnością znał pokusę samodzielnego decydowania o tym, jaki sposób postępowania będzie najlepszy. Z czasem jednak poznał wartość stawiania królestwa Bożego – czyli woli Boga, Jego prowadzenia i zamiarów – ponad „królestwem” własnej samowoli. Z nami także może stać się podobnie.
Znam to z własnego doświadczenia. Kiedy to, co robię – nawet jeśli jest to dobre – staje się dla mnie ważniejsze niż relacja z Jezusem, w moim życiu zaczyna dziać się źle. Praca zaczyna pochłaniać mnie do tego stopnia, że zapominam o obiedzie i pracuję do późnego wieczora zamiast spędzać czas z rodziną czy przyjaciółmi. Krótko mówiąc, w moim życiu zaczyna brakować równowagi, co odbija się na moich relacjach z bliskimi i na ludziach, których kocham.
Nie chodzi nawet o to, że w takich sytuacjach popadam w jakieś okropne grzechy – po prostu cały dzień upływa mi bez szukania Pana, Jego królestwa i Jego woli w stosunku do mnie. Z pewnością od czasu do czasu poświęcam Mu jakąś myśl. Zresztą Bóg zawsze jest w moim sercu, podobnie jak moja rodzina. Ale gdy nie jestem w stanie zatrzymać się nawet na chwilę, by pobyć z Nim i z moją rodziną, pod koniec dnia zauważam, że mam w sobie mniej pokoju i bardziej dotykają mnie życiowe trudności.

Drabina Jakuba i ty
Zawsze, gdy mam okazję dzielić się swoją wiarą z innymi, przede wszystkim zachęcam ich do codziennej modlitwy. Kiedy się modlimy, łaska Boża płynie swobodnie – ponieważ Bóg nie skąpi jej nikomu, a modlitwa otwiera na nią nasze serca.
Przypomnij sobie biblijną opowieść o drabinie Jakuba (Rdz 28,10-19). Wyobraź sobie aniołów wstępujących i zstępujących po tej drabinie z nieba, do nas i z powrotem. Tak nasze modlitwy wznoszą się do Boga, a z powrotem spływa na nas Jego łaska. I ta łaska nas przemienia. Przenika nasze czyny, pomagając nam podejmować codzienne decyzje i trwać sercem przy Panu. Chroni nas przed zwątpieniem, smutkiem i lękiem, gdy przeżywamy konflikty i sprawy nie układają się po naszej myśli.
Wierzę święcie, że gdyby pogłębiła się nasza modlitwa, ujrzelibyśmy więcej błogosławieństwa, więcej cudów i nawróceń, a sami przybliżylibyśmy się do Jezusa. A gdybyśmy wiernie zwracali się do Niego codziennie o poranku, Jego łaska pomogłaby nam z większym pokojem stawiać czoło wszystkim wydarzeniom dnia – tym przyjemnym i tym trudnym.
Gdyby każdy czytelnik naszego pisma podjął dziś postanowienie regularnego spotykania się z Jezusem na modlitwie, wierzę, że ten czas przyniósłby owoce w postaci ogromnego wylewu łaski na cały nasz świat. Złączmy się więc we wspólnym postanowieniu codziennego szukania Pana i poświęcania Mu czasu. Niech modlitwa, a nie działanie, stanie się naszym priorytetem – nawet jeśli czasami trzeba będzie się do niej przymusić. Tak właśnie żył Jezus – i jak wiele udało Mu się dokonać! ▐

MEDYTACJE

Piątek, 1 stycznia
Świętej Bożej
Rodzicielki Maryi
Lb 6,22-27
Niech cię Pan błogosławi i strzeże. (Lb 6,24)
Szczęśliwego Nowego Roku! Cała redakcja „Słowa wśród nas” modli się, aby to był dla nas wszystkich rok wielkiego błogosławieństwa. Zaczynając go z czystą kartą, słuchamy modlitwy, jaką Bóg dał Mojżeszowi wraz z obietnicą: „Ja im będę błogosławił” (Lb 6,27). A gdzie znajdziemy lepszy wzór przyjmowania Bożych błogosławieństw, jak nie w Maryi!
Maryja jest najbardziej błogosławioną z kobiet, choć błogosławieństwo, jakim obdarował ją Bóg Ojciec, nie wiązało się, jakbyśmy tego oczekiwali, z dobrobytem, bezpieczeństwem, społeczną pozycją czy poważaniem. Maryja żyła w okupowanym kraju. Była uboga. Znalazła się w nieplanowanej ciąży. Warunki zmusiły Ją do urodzenia Dziecka w stajni. Aby uchronić Syna uciekła do Egiptu, dziś może powiedzielibyśmy: wyemigrowała, a po powrocie do kraju wszystko zaczynała od nowa. Być może po śmierci Józefa musiała sama wychowywać Jezusa, a kiedy dorósł i zaczął nauczać wędrując po kraju, towarzyszyła Mu i podobnie jak On, nie miała gdzie złożyć głowy. A potem przeżyła dramat Jego męczeńskiej i hańbiącej śmierci.
Przyznajmy, że zupełnie nie wygląda to na błogosławieństwo! Jednak zgodnie z obietnicą anioła, Bóg, czyniąc Maryję Matką swojego Syna, pobłogosławił nie tylko Ją samą, ale przez Nią cały świat.
W jaki sposób Maryja rozpoznawała to błogosławieństwo i żyła nim na co dzień? „Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). Miała je nieustannie w pamięci i rozmyślała nad nimi. Być może pytała Boga: Co czynisz? W jaki
sposób wypełniasz swoją obietnicę wobec mnie? Pomóż mi i naucz mnie ufności. W miarę upływu lat coraz jaśniej rozumiała, że Jej dziecko jest odwiecznym Synem Boga, oraz odkrywała swoją rolę w Bożym planie zbawienia. Dlatego Maryja może nas uczyć, jak przyjmować Boże błogosławieństwa i nimi żyć.
Wraz z Maryją rozważaj dziś Bożą wierność. Spróbuj nazwać błogosławieństwa, którymi Bóg obdarzył cię w minionym roku – te oczywiste i te pojawiające się w jednym pakiecie z cierpieniem. Poproś Pana, aby pomógł ci zobaczyć, w jaki sposób wypełnił wobec ciebie obietnicę błogosławieństwa w 2020 roku. A potem pozwól sobie na odrobinę marzeń. Jakich błogosławieństw oczekujesz od Boga w rozpoczynającym się roku? On jest wierny swoim obietnicom i będzie ci błogosławił.
„Panie, otwórz mi oczy, abym w tym roku rozpoznał i przyjął każde z Twoich błogosławieństw.”
Ps 67,2-3.5.8
Ga 4,4-7
Łk 2,16-21

▌Sobota, 2 stycznia
J 1,19-28
Ja nie jestem Mesjaszem. (J 1,20)
Wyobraź sobie, jak kusząca była ta perspektywa! Do Jana przybyła delegacja przywódców Izraela z pytaniem, czy jest on prorokiem lub obiecanym Mesjaszem. Być może powiedzieli: Twoje słowa i czyny mają charakter mesjański, dlaczego nie wystąpisz otwarcie i nie ogłosisz się Mesjaszem?
Tymi słowami Jan został wystawiony na próbę. Nie wiemy, czy było mu trudno nie ugiąć się pod taką presją i nie przywłaszczyć sobie godności Mesjasza. Jak wiele mógłby wówczas dokonać! Zdobył już sobie grupę oddanych zwolenników i podziw wśród ludu. A gdyby tak stanął na czele marszu do Jerozolimy, by zdetronizować króla? Mógłby przecież znacznie ułatwić przez to zadanie prawdziwemu Mesjaszowi. Po upadku Heroda Jezus mógłby bez większych problemów wstąpić na tron i przywrócić władanie dynastii Dawidowej. Rozpoczęłaby się era mesjańska, a Jan cieszyłby się powszechnym szacunkiem jako ten, który ją wprowadził!
Jan jednak wiedział, że ma do odegrania inną rolę, toteż oparł się wszelkim tego rodzaju pokusom. Zamiast szykować tron dla Jezusa, przygotowywał dla Niego ludzkie serca. Zamiast przeprowadzić zamach stanu i zapewnić sobie zaszczytną pozycję u boku Zbawcy, czuwał nad rzeką, by na Niego wskazać, gdy przyjdzie. Pozostał w cieniu i zmarł śmiercią męczeńską, nie oglądając nawet wypełnienia tego, co zapowiadał.
Plan Boga wobec nas nie zawsze jest łatwy do przyjęcia. Czasami marzymy o tym, by dokonywać wielkich dzieł dla Boga – a przy okazji zapewnić sobie uznanie i pochwały u ludzi. Ale żadna okazja się nie przytrafia
i nikt nas nie zauważa. Kiedy indziej mamy ochotę uciec, ponieważ krzyż, który na nas spada, wydaje nam się zbyt ciężki.
W takich sytuacjach przypominajmy sobie Jana Chrzciciela i trwajmy mocno w wierze. Zaufajmy, że jeśli pozostaniemy wierni naszemu powołaniu, będziemy głosić Dobrą Nowinę owocniej niż gdybyśmy starali się utorować sobie własną ścieżkę. Uwierzmy, że Jezus jest godzien zaufania i nagrodzi nas za wierność.
„Dziękuję Ci, Panie, za niezłomne świadectwo Twojego sługi, Jana. Pomóż mi wytrwać w powołaniu, kiedy nachodzą mnie pokusy pójścia własną drogą.”
1 J 2,22-28
Ps 98,1-4

▌Niedziela, 3 stycznia
Ef 1,3-6.15-18
Byście wiedzieli, czym jest nadzieja, do której On wzywa. (Ef 1,18)
Kim są ci wybrani „przed założeniem świata”, „święci i nieskalani” (Ef 1,4), których Bóg przeznaczył dla siebie? Może chodzi tu o wielkich świętych, jak Matka Boża czy Jan Chrzciciel, których liturgia stawiała nam przed oczy w ostatnich dniach? Może o tych, którzy porzucili świat, aby oddać się wyłącznie modlitwie i kontemplacji lub kapłańskiej posłudze Kościołowi? Do kogo pisze św. Paweł?
Odpowiedź jest tyleż prosta, co niepokojąca. Te wielkie słowa odnoszą się do wszystkich ochrzczonych, w tym także do mnie i do ciebie.
Paweł zdawał sobie sprawę, że nie pisze do ludzi idealnych. Wiedział, że przed chrztem dopuszczali się wielu grzechów (Ef 2,1-3), a i teraz jeszcze trzeba im wciąż przypominać, by nie wracali do dawnych pogańskich obyczajów (Ef 4,17-22). Wiedział, że dojrzewanie do świętości wymaga trudu, przed którym jego adresaci wzdrygali się dokładnie tak samo jak my. Ale właśnie takich słabych ludzi, borykających się ze złymi przyzwyczajeniami
i skłonnościami do dawnych grzechów, motywował do świętego życia. Motywował pozytywnie. Nie straszył, nie potępiał, lecz pokazywał, jak wielkie rzeczy Bóg dla nich przygotował, jak bardzo na nich liczy i jak wielki mają w sobie potencjał.
Podobne słowa kierował do chrześcijan żyjących w V wieku papież Leon Wielki, który w jednym z kazań
o Narodzeniu Pańskim tak pisał: „Poznaj swoją godność, chrześcijaninie!
Stałeś się uczestnikiem Boskiej natury, (…) zostałeś wydarty mocom ciemności i przeniesiony do światła
i królestwa Bożego. Przez chrzest stałeś się przybytkiem Ducha Świętego, nie wypędzaj Go więc z twego serca przez niegodne życie, nie oddawaj się ponownie w niewolę szatana, bo twoją ceną jest Krew Chrystusa”.
Pamiętajmy o tych słowach, gdy ogarnia nas zniechęcenie, gdy czujemy się zmęczeni walką ze słabościami własnego ciała i psychiki, gdy dają sobie znać skutki dawnych zranień czy grzechów. Bóg obdarzył nas niepojętą godnością, której nikt i nic nie jest nam w stanie odebrać. I to właśnie ty i ja, nie kto inny, jesteśmy wezwani, aby do tej godności dorastać.
„Panie, Ty widzisz, jaki jestem, a mimo to wzywasz mnie do świętości. Proszę, dodaj mi sił, abym okazał się godny mojego powołania.”
Syr 24,1-2.8-12
Ps 147B,12-15.19-20
J 1,1-18

▌Niedziela, 10 stycznia
Chrzest Pański
Mk 1,7-11
Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie. (Mk 1,11)
Psychologowie podkreślają, jak ważną rolę odgrywają w naszym życiu słowa uznania. Nie puste komplementy, ale płynące z serca słowa miłości i aprobaty. Dają nam one pewność, że osoba, która je wypowiada, szanuje nas i docenia naszą wartość. Umacniają więź pomiędzy nami i nasze wzajemne oddanie.
Jest więc znamienne, że jeden z nielicznych przypadków, w których słyszymy głos Boga w Piśmie Świętym – wprost, a nie za pośrednictwem proroka czy wizji – pojawia się właśnie w dzisiejszej Ewangelii. Bóg Ojciec mówi do Jezusa: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). Ojciec uradował się, że Syn rozpoczyna działalność publiczną, i wypowiedział to na głos. Wobec Jana i jego uczniów, w momencie chrztu Jezusa w Jordanie, objawił Jego tożsamość i swoją ojcowską miłość do Niego.
Ty także potrzebujesz podobnych słów aprobaty. Potrzebujesz ich codziennie. I są one ci dane, gdy modlisz się i wielbisz Boga. Wyznając, kim On jest, wyznajesz równocześnie, kim ty sam jesteś w relacji do Niego. Otwierasz swoje uszy, by usłyszeć, co On
o tobie myśli. Zaczynasz rozumieć, że jesteś Jego umiłowanym dzieckiem, że On widzi i docenia Twoje wysiłki, by odłożyć na bok swoje sprawy i pełnić Jego wolę.
Także ludzie w twoim otoczeniu potrzebują słów aprobaty – i często potrzebują ich od ciebie. Nie chodzi
o to, żebyś mówił im tanie komplementy tylko po to, żeby poprawić im samopoczucie. Po prostu wykorzystuj nadarzające się okazje – zwłaszcza te nieoczekiwane – aby powiedzieć, co w nich doceniasz. To mogą być nawet bardzo drobne sprawy. Zauważ na przykład chęć sąsiedzkiej pomocy, życzliwe słowo albo gest. A może ich znajomość Biblii albo cierpliwość wobec nieznośnej siostry czy brata. Dobroć i ofiarność. Mów im, jak bardzo cenisz to, że są twoimi braćmi czy siostrami w Chrystusie. Za każdym razem, gdy to czynisz, twoje słowa wnoszą światło w ich życie, ukazując im jego sens.
Pozwól Bogu, by powiedział ci, jak bardzo cię kocha i jak wielkie ma w tobie upodobanie. A potem idź i czyń to samo wobec swoich bliźnich.
„Ojcze, dziękuję Ci za to, że mnie kochasz!”
Iz 55,1-11
(Ps) Iz 12,2-3.4b-6
1 J 5,1-9

▌Piątek, 15 stycznia
Hbr 4,1-5.11
Śpieszmy się więc wejść do owego odpoczynku. (Hbr 4,11)
Zimne ognie. Spiesz się powoli. Ciepłe lody. To przykłady oksymoronów, czyli połączeń słów mających przeciwstawne znaczenia. W dzisiejszym czytaniu znajdujemy kolejny przykład: „Śpieszmy się (…) do odpoczynku”. Choć brzmi to dosyć paradoksalnie, to jednak wystarczy rozejrzeć się dookoła, by stwierdzić, że w dzisiejszych czasach, żeby odpocząć, naprawdę trzeba się natrudzić! Życie wydaje się czasem niekończącym się ciągiem obowiązków. A kiedy w naszym rozkładzie dnia znajdzie się luka, natychmiast pojawia się jakaś niecierpiąca zwłoki sprawa, która ją wypełnia.
To prawda, że wykonując swoją pracę w kompetentny i uczciwy sposób, naśladujemy naszego Stwórcę. Ale Bóg pragnie także, abyśmy naśladowali Jego odpoczynek w dzień szabatu. Regularna przerwa w pracy przypomina nam, że Bóg przygotował dla nas więcej, niż bylibyśmy w stanie osiągnąć nawet największym wysiłkiem. W dzień wolny od pracy mamy szanse skierować naszą uwagę na niebo, nasz prawdziwy dom, miejsce, którego nie bylibyśmy w stanie zbudować, nawet gdybyśmy ciężko pracowali przez całe życie.
Dla wielu z nas niedziela stała się dniem zakupów, wydarzeń sportowych czy porządkowania szaf albo podwórka. Dla niektórych jest to obowiązkowy dzień pracy. Samo w sobie nie jest to niczym złym. Dla kogoś, kto spędza cały tydzień za biurkiem, dzień spędzony na świeżym powietrzu może być bardzo relaksujący. Bóg nie oczekuje też od nas rezygnacji z pracy, jeśli nie mamy innego wyjścia. Pragnie jednak, byśmy znaleźli czas na uczestnictwo we Mszy świętej, na dłuższą niż zwykle modlitwę czy lekturę Pisma Świętego oraz cieszenie się towarzystwem naszych bliskich.
Niedziela zbliża się wielkimi krokami. Postaraj się otworzyć własne okno do nieba. Odłóż sprawy, które możesz załatwić innego dnia. Spróbuj oddalić od siebie wszelki niepokój. Nie rozpamiętuj tego, co było, nie martw się o to, co będzie. Po prostu wejdź do Bożego odpoczynku. Rozejrzyj się wokół i zobacz to wszystko, co uczynił dla ciebie zmartwychwstały Jezus.
„Duchu Święty, pomóż mi w najbliższą niedzielę dobrze rozporządzić moim czasem. Odnów mnie przez głęboką modlitwę oraz odpoczynek w gronie bliskich.”
Ps 78,3-4.6-8
Mk 2,1-12

▌Niedziela, 17 stycznia
J 1,35-42
Czego szukacie? (J 1,38)
Andrzej był uczniem Jana Chrzciciela, wiedział jednak, że to nie on jest Mesjaszem – a właśnie Mesjasza szukał. Rozważmy dzisiejszy fragment Ewangelii szukając w nim światła na nasze własne poszukiwania i odkrycia. Już po raz drugi w tym miesiącu Kościół daje nam do lektury ten fragment, przyjrzyjmy mu się więc szczególnie uważnie.
Czego szukacie? (J 1,38). Czy kiedykolwiek zadałeś sobie to pytanie? Każdego z nas od czasu do czasu ogarnia tęsknota – i bywa, że nawet sami nie wiemy, za czym właściwie tęsknimy. Próbujemy zaspokoić ten wewnętrzny głód czymś ulotnym i na jakiś czas to pomaga. Ale tęsknota wciąż powraca, ponieważ tego, czego szukamy, nie da się znaleźć na zewnątrz. W rzeczywistości bowiem poszukujemy Boga.
Chodźcie, a zobaczycie (J 1,39). Jeśli naprawdę chcemy znaleźć Jezusa, przyjmijmy z wiarą Jego zaproszenie. Niech to będzie nasz pierwszy krok. Pan może zaprosić nas do rozmowy ze sobą podczas adoracji eucharystycznej lub do zagłębienia się w teksty Pisma Świętego. Może wskazać brata czy siostrę w Chrystusie, którzy nas poprowadzą i będą towarzyszyć nam w tej drodze. Jeśli jednak nie postawimy tego pierwszego kroku, nie będziemy w stanie Go „zobaczyć”.
Znaleźliśmy Mesjasza (J 1,41). Andrzej był tak przejęty spotkaniem z Jezusem, że odnalazł swego brata Szymona i przekazał mu dobrą nowinę. My także możemy doświadczyć tej radości, kiedy przychodząc do Jezusa doświadczamy Jego miłości i miłosierdzia. Uświadamiamy sobie wtedy po raz kolejny, że tylko On może nas naprawdę nasycić.
Wszyscy od czasu do czasu doświadczamy uczucia tęsknoty i przychodzi na nas pokusa, by zaspokoić ją w niewłaściwych miejscach. Jakie są twoje niewłaściwe miejsca, do których uciekasz? I czy te półśrodki rzeczywiście cię nasycają?
Proś dziś Ducha Świętego, aby pomógł ci przychodzić do Pana z każdą twoją tęsknotą. Jedynie podejmując świadomy wysiłek, by „pójść i zobaczyć” Jezusa, znajdziesz ostatecznie to, czego całe życie szukałeś.
„Jezu, pomóż mi uwierzyć, że tylko Ty potrafisz zaspokoić najgłębsze tęsknoty mojego serca.”
2 Sm 3,3b-10.19
Ps 40,2.4.7-10
1 Kor 6,13c-15a.17-20

▌Niedziela, 24 stycznia
Mk 1,14-20
Jezus przyszedł do Galilei i głosił (…) „bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,14-15)
Dziś, kiedy dobiega końca tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, Kościół obchodzi Niedzielę Słowa Bożego i dzisiejsze czytania koncentrują się wokół dwóch jego głosicieli: proroka Jonasza i Jezusa, którzy byli świadkami, jak moc tego słowa jednoczy słuchaczy, tworząc z nich wspólnotę.
Chociaż między Jezusem a Jonaszem występuje wiele podobieństw, jeszcze bardziej znamienne są różnice. W przeciwieństwie do Jonasza, Jezus nie był opornym prorokiem. Z determinacją wędrował od wioski do wioski powodowany pragnieniem głoszenia słowa Bożego (Mk 1,38-39). Wzywał nie tylko do nawrócenia, ale ogłaszał również nadejście wyczekiwanego czasu Bożego zbawienia. Jezus jest Słowem Bożym, które osobiście weszło w naszą historię, aby zgromadzić w jedno wszystkie dzieci Boże. Jak sam powiedział: „Tu jest coś więcej niż Jonasz” (Mt 12,41).
To musiało być wspaniałe widzieć i słyszeć Jezusa, wcielone Słowo Boże, w czasach, gdy chodził po ziemi! Jednak dzisiejsza Niedziela Słowa Bożego przypomina nam przede wszystkim, że to samo potężne Słowo jest dla nas dostępne, ilekroć czytamy Pismo Święte lub słuchamy jego fragmentów proklamowanych podczas Mszy świętej. Jezus nie przestaje do nas mówić.
To samo słowo Boże, które dotykało serc mieszkańców Niniwy i Galilei, może skłonić także i nas do pokuty i nawrócenia. Słowo Jezusa, które poruszyło Szymona i Andrzeja tak bardzo, że zostawili swoje sieci i poszli za Nim, może przeorać naszą hierarchię wartości i zmobilizować do większej wierności Jezusowi. Słowo, które zjednoczyło Żydów i pogan w jednym Kościele, może doprowadzić nas do jedności z braćmi i siostrami w Chrystusie. Jak powiedział papież Franciszek ustanawiając Niedzielę Słowa Bożego: „Słowo Boga jednoczy wiernych i sprawia, że stają się jednym ludem” (Aperuit illis, 4).
„Panie, przemień nas mocą Twojego słowa i uczyń z nas jedno, aby świat uwierzył.”
Jon 3,1-5.10
Ps 25,4-9
1 Kor 7,29-31

▌Niedziela, 31 stycznia
Mk 1,21-28
Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? (Mk 1,24)
To było naprawdę mocne wejście! Jasne, że demon, który opętał mężczyznę, nie mógł znieść obecności Jezusa. Czy jednak nie byłoby mądrzej z jego strony wyślizgnąć się po cichu niż zwracać na siebie uwagę w tak dramatyczny sposób?
Jednak takie właśnie reakcje zdarzały się dosyć często. Jezus pokazywał się w jakimś miejscu lub w jakiś sposób objawiał swoją chwałę i Jego obecność wywoływała opór, a czasami nawet wybuchy wściekłości.
Odnosiło się to nie tylko do demonów. Już na samym początku działalności publicznej, i to w Jego rodzinnym Nazarecie, zdarzyło się, że kiedy głosił Dobrą Nowinę, słuchacze wpadli w taką furię, że próbowali strącić Go z urwiska (ŁK 4,16-30). A zaledwie po kilku dniach nauczania i czynienia cudów do tego stopnia rozdrażnił niektórych faryzeuszy, że razem ze zwolennikami Heroda postanowili Go zabić (Mk 3,6).
Nawet najbliżsi uczniowie Jezusa nie ustrzegli się podobnej reakcji. Kiedy Jezus objawił im, że Bóg zamierza zbawić świat przez Jego krzyż, Piotr nie był w stanie tego przyjąć i zaczął robić Mu wyrzuty (Mt 16,22).
Każdemu z nas, w ten czy inny sposób, zdarza się sprzeciwiać Jezusowi i Jego przesłaniu o zbawieniu. W naszych sercach wciąż kryją się mroczne zakątki. Może odmawiamy komuś przebaczenia. Może świadomie wchodzimy w sytuacje pokusy i wybieramy grzech. A może łatwo osądzamy innych albo potępiliśmy w sercu wierzącego, który myśli inaczej niż my. Jezus mimo to nie przestaje nas kochać i udzielać nam łaski nawrócenia. Prawda, która objawiła się w synagodze w Kafarnaum, jest aktualna po dziś dzień – ciemność grzechu nigdy nie pokona światła Chrystusa.
Nie bądź zaskoczony, jeśli odkryjesz dziś w swoim sercu jakiś rodzaj buntu wobec Jezusa – może na modlitwie, może bezskutecznie próbując się skupić na Mszy świętej, może niechętnie reagując, kiedy pojawi się jakaś okazja do usłużenia bliskiej osobie. Jeśli udało ci się to zobaczyć, to już krok do przodu. Doceń to i zaufaj, że światło Chrystusa może nie tylko odsłonić twoje ciemności, ale również je rozproszyć.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że ukazujesz mi moją ciemność – i za to, że mnie od niej uwalniasz!”
Pwt 18,15-20
Ps 95,1-2.6-9
1 Kor 7,32-35


MAGAZYN

Czego nauczył nas rok 2020?

Duchowe lekcje ks. Mike’a Schmitza
na Nowy Rok

Redakcja „Słowa wśród nas” poprosiła ks. Mike’a Schmitza, duszpasterza młodzieży z diecezji Duluth, o podsumowanie bezprecedensowych wydarzeń 2020 roku i wskazówki duchowe na 2021 rok.

Przy tak wielu niepokojących doniesieniach medialnych oraz licznych konfliktach – także pomiędzy wierzącymi – na tle ważnych wydarzeń minionego roku, jakich rad chciałby ksiądz udzielić katolikom na rok 2021?
Jeżeli zastanowimy się nad naszą reakcją na wiadomości podawane w mediach w 2020 roku, zauważymy, że wielu z nas szukało wiarygodnych informacji i nie chciało być jedynie biernymi obserwatorami. Jednak w końcu poświęcaliśmy tyle czasu na pochłanianie informacji, że nie starczało nam go już na działanie. Istnieje coś takiego jak obszar zainteresowań, który może być praktycznie nieograniczony. Możemy przez cały dzień śledzić media i żyć tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Jednak wtedy bardzo łatwo popaść w osądzanie „tamtych” i ferowanie wyroków: „Oni nie powinni tak powiedzieć. Rząd powinien zrobić to i to. Gdyby zrobili to wcześniej…”.
Jeśli jednak zamiast na obszarze naszych zainteresowań bardziej skupimy się na obszarze naszych wpływów, przekonamy się, że troszczymy się o wiele spraw, ale niewiele jest takich, w których rzeczywiście możemy coś zrobić.
Obszar zainteresowań jest ważny, bo dostarcza nam wiedzy. Ale jeśli żyjemy w nim przez cały czas, w dużej mierze ogranicza to nasz wpływ na świat realny. W niektórych przypadkach możemy nawet zaniedbywać ludzi czy sprawy, za które jesteśmy odpowiedzialni. Patrząc wstecz na miniony rok, możemy postawić sobie pytanie: Czy bardziej angażowałem się w obszarze zainteresowań czy w obszarze wpływów? Czy poświęcałem czas na to, by tylko więcej się dowiedzieć w dziedzinach, które mnie interesowały, czy na to, by załatwiać sprawy, na które miałem rzeczywisty wpływ?
W jaki sposób możemy korzystać z pomocy Jezusa odczytując informacje, które będą do nas docierać w 2021 roku, i działając na ich podstawie?
Wiele z tego, co czytamy czy oglądamy w mediach – także różne dane – w istocie nie jest czystą informacją, ale informacją już zinterpretowaną przez określony pryzmat. Często podaną tak, żeby wywołała konkretne emocje w odbiorcach. Jest raczej mało prawdopodobne, abyśmy dowiadując się czegoś czy gromadząc fakty spontanicznie rozumieli to tak, jak rozumie to Jezus. Zatem po pierwsze, przynieśmy to, co słyszymy czy czytamy, do Jezusa. Zapytajmy Go na modlitwie: „Panie, jak Ty widzisz tę sytuację?”. Powiedzmy Mu na przykład o swoim oporze wobec konkretnych wydarzeń i zapytajmy Go z otwartym sercem, czy na pewno dobrze je rozumiemy. Być może rzeczywiście mamy do czynienia z „chorą” sytuacją czy trudną osobą – ale niewykluczone również, że nasze serce wymaga dostrojenia do serca Jezusa.
Jak możemy poznać serce Jezusa? Po pierwsze spędzając z Nim czas – na modlitwie, na adoracji, wszędzie tam, gdzie można Go spotkać. Ale mamy też księgę Jego życia, Biblię. Potraktujmy niezwykle serio to, co Pismo Święte mówi o Bogu Ojcu, Synu Bożym i Duchu Świętym, przyglądając się ze szczególną uwagą temu, co czynią. Przeanalizujmy relację Boga z Jego ludem, Izraelem. Rozważmy na modlitwie życie Syna Bożego na ziemi. Przemedytujmy czyny Apostołów dokonane pod natchnieniem Ducha Świętego. Jeśli będziemy nie tylko tak po prostu czytać Pismo Święte, ale będziemy czytać je z wiarą, zbliżymy się do serca Jezusa i zrozumiemy, co czuje.
Jak możemy wcielić w życie to zrozumienie i poszerzyć nasz obszar wpływów, aby przeciwdziałać złu, jakim jest na przykład rasizm?
W 2020 roku otrzymałem kilka osobistych wskazówek od czarnych braci i sióstr, którzy szczerze rozmawiali ze mną o cierpieniach, jakich doświadczali. Jedna z lekcji, jaką sobie przyswoiłem, to potrzeba zrozumienia konkretnych sytuacji. Rasizm jest zły w teorii, ale druzgocący dla konkretnej osoby. Jeśli nie masz doświadczenia w tej dziedzinie, posłuchaj kogoś, kto je ma.
Ks. Josh Johnson z Luizjany, mój przyjaciel i brat w kapłaństwie, mówił mi o arcybiskupie z Baton Rouge, który dowiedział się, że w pewnym rejonie jego diecezji ubywa czarnych parafian. Dociekając, dlaczego tak się dzieje, odkrył, że tamtejsi katolicy organizują imprezy parafialne w wiejskim klubie tylko dla białych. Zareagował na to listem pasterskim na temat rasizmu, wyraźnie zaznaczając, że żadna instytucja katolicka nie powinna organizować takich spotkań. Jego list doprowadził do zmiany nieetycznych zasad stosowanych przez klub. Ks. Josh opowiadał mi też o otwartej postawie dyrektorki pewnej szkoły katolickiej. Kiedy w tej szkole zaczęły ujawniać się rasistowskie postawy niektórych osób, dyrektorka spotkała się z rodzinami czarnoskórych uczniów, aby dowiedzieć się, jakie punkty szkolnego regulaminu są pretekstem do krzywdzących nadużyć wobec ich dzieci. Okazało się między innymi, że niektórym z uczennic grożono zawieszeniem z powodu fryzur ze splecionych warkoczyków, o czym dyrektorka nie miała nawet pojęcia!
Łatwo jest pomyśleć, że skoro sam nigdy nie wygłaszałem rasistowskich tekstów, to w związku z tym jestem w porządku. Ale w tym roku dowiedzieliśmy się, czym są grzechy zaniedbania. Na przykład jedna z czarnoskórych studentek uświadomiła mi, że przez cztery czy pięć lat, jakie spędziła na kampusie, ani razu nie wspomniałem w kazaniu o grzechu rasizmu. Jest to dziedzina,
w której jako kapłan muszę dokonać korekty i sądzę, że każdy z nas może odkryć u siebie obszary wymagające poprawy.
Zeszłoroczna pandemia COVID-19 zmieniła nasze widzenie wielu spraw. Co księdza zdaniem Bóg pokazał nam poprzez te wydarzenia?
Pandemia wywołała spustoszenie w życiu milionów ludzi i powinniśmy wydobyć z niej ważną lekcję. Większość z nas żyje w iluzji, że mamy przed sobą bezpieczną przyszłość, a teraz odkrywamy, że nic nie jest zagwarantowane. Każdy wschód słońca jest dla nas darem.
W Liście św. Jakuba Apostoła czytamy: „Teraz wy, którzy mówicie: «Dziś albo jutro udamy się do tego oto miasta i spędzimy tam rok, będziemy uprawiać handel i osiągniemy zyski», wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie. (...) Zamiast tego powinniście mówić: «Jeżeli Pan zechce, a będziemy żyli, zrobimy to lub owo»” (Jk 4,13-15).
To niezwykle ważne, abyśmy starali się na co dzień żyć zgodnie w wolą Bożą, ponieważ nasze życie i nasze rozkłady zajęć nie są tak przewidywalne, jak sądzimy. Nie chodzi o to, żeby nastawiać się na najgorsze, popadać w rozpacz, ale by żyć w obecności Boga. Niezależnie od okoliczności, jakie Bóg dopuści w naszym życiu, zawsze możemy dochować Mu wierności. Możemy pełnić Jego wolę, ponieważ On jest obecny i działa.
Dobrze jest mieć plany na rozpoczynający się rok, ale niech będą one przeniknięte codzienną żywą ufnością w Boży plan. Bóg jest głęboko, intensywnie zaangażowany w życie. Możemy szukać Jego woli każdego dnia i każdej godziny. A wtedy nawet gdy nasze plany zawodzą, a nasze pragnienia nie zostają spełnione, nie burzy to naszej wiary, nadziei i ufności.
Nawet jeśli 2021 rok będzie wyglądał zupełnie inaczej niż byśmy tego chcieli, to przecież rok 2020 nauczył nas, że Bóg jest wciąż przy nas obecny. Jest obecny zarówno pośród pandemii, jak i wśród zwyczajnych wydarzeń życia. Działa także wtedy, kiedy dzieją się tragedie, kiedy cierpią ludzie, w każdym bez wyjątku czasie. Jesteśmy wezwani, by być Mu wierni i ufać Mu w każdych okolicznościach. ▐




Sklep internetowy Shoper.pl