Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 10 (278) 2016
Słowo wśród nas Nr 10 (278) 2016
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Głównym tematem październikowego numeru „Słowa wśród nas”, zatytułowanego: „Módl się i nie ustawaj”, jest modlitwa wstawiennicza. W artykułach przeczytać można o tym, czym jest modlitwa za innych, dlaczego i jak mamy modlić się za siebie nawzajem, czemu nie wszystkie modlitwy są wysłuchane?

Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.

W Magazynie znajduje się artykuł o tym, jak św. Filip Nereusz odmienił Rzym, a także świadectwa: „Oczami Maryi” - o doznaniu Bożej miłości, „Różaniec prababci Stefanii” – o tym, jak widok modlącej się prababci ukształtował wiarę dziecka, a także „Spotkanie na Plantach” – notatki wolontariusza ŚDM. W tym numerze zachęcamy też wszystkich do podzielenia się swoimi przeżyciami związanymi z ŚDM. Numer zawiera ponadto omówienie książki „Zapiski syna marnotrawnego” oraz krzyżówkę biblijną i kalendarz.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Stawać w wyłomie muru
Bóg pragnie, byśmy wstawiali się
za siebie nawzajem..................................................... 4


Módl się i nie ustawaj!
Wytrwałość na modlitwie........................................... 8


Tajemnica wstawiennictwa
Posty, błagania i niewysłuchane modlitwy................ 13


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


Od 1 do 31 października........................................ 19


MAGAZYN


Radośnie, radośnie!
Jak św. Filip Nereusz odmienił Rzym –
Hallie Riedel........................................ 47


Oczami Maryi
Jak poznałam pełne miłości spojrzenie Jezusa –
Susan Chase........................................ 52


Różaniec prababci Stefanii Joanna Przybyła...... 55


Spotkanie na Plantach – z notatek wolontariusza
ŚDMAntoni Belina Brzozowski............................. 59


Nasze lektury............................................................. 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST

Drodzy Bracia i Siostry!

Nasze amerykańskie wydawnictwo opublikowało kilka książek kard. Donalda Wuerla, arcybiskupa Waszyngtonu, który jest dla nas nie tylko autorem, ale także zaufanym przyjacielem i doradcą. Za każdym razem, gdy się spotykamy, mówi mi, jak wielkim błogosławieństwem jest dla niego „Słowo wśród nas” i jak bardzo jest mu pomocne w modlitwie. Czasami przysyła nam krótką wiadomość o tym, że artykuły z któregoś konkretnego miesiąca szczególnie mu się podobały.
Kilka miesięcy temu kard. Wuerl zaprosił Patty Mitchell, redaktorkę naszej sekcji książek, oraz mnie, żebyśmy towarzyszyli mu podczas audiencji u papieża w Rzymie. Naturalnie zgodziliśmy się i natychmiast zarezerwowaliśmy bilety.
Podczas audiencji pokazałem papieżowi kilka egzemplarzy hiszpańskiej i angielskiej wersji „Słowa wśród nas”, a kard. Wuerl wyjaśnił, jak wielu katolików korzysta z naszych codziennych medytacji. Z lekkim drżeniem w głosie zapytałem papieża Franciszka swoim żałosnym hiszpańskim: „Ojcze Święty, czy zechciałbyś pobłogosławić wszystkich czytelników «Słowa wśród nas»?”. Natychmiast odpowiedział: „Oczywiście!”. Pochyliliśmy głowy, a papież Franciszek pobłogosławił nas – i was wszystkich!
Jakże ważne jest to, że Ojciec Święty modli się za nas wszystkich! I chociaż jego błogosławieństwo jest bardzo cenne, on sam bez wątpienia przypomniałby nam, że także Jezus modli się za nas i nam błogosławi. Pismo Święte mówi nam, że Jezus współczuje naszym słabościom, ponieważ podlegał tym samym próbom co my (Hbr 4,15). On dokładnie rozumie, przez co każdy z nas przechodzi, a ponieważ jest Synem Bożym, Jego modlitwa ma nadzwyczajną moc.
To prawda: Jezus żyje, by wstawiać się za nami (Hbr 7,25). Zaprasza także i nas, byśmy włączyli się w Jego modlitwę za innych. Czytając i rozważając artykuły z tego miesiąca, poświęcone modlitwie wstawienniczej, powierzajcie Jezusowi swoich bliskich, a także tych, z którymi jest wam trudno. Wzorem tych kilku oddanych przyjaciół, którzy zdołali spuścić przez dach sparaliżowanego człowieka, aby pokazać go Jezusowi, my także bądźmy wytrwali, zdeterminowani i twórczy w naszych modlitwach za swoich bliskich, przyjaciół, ubogich i zapomnianych. Oby Pan działał cuda w odpowiedzi na naszą modlitwę!

Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

STAWAĆ W WYŁOMIE MURU
Bóg pragnie, byśmy wstawiali się
za siebie nawzajem

W latach trzydziestych XX wieku młoda Polka zanotowała w swoim dzienniczku odebraną lekcję dotyczącą modlitwy za innych. Napisała o kimś: „Duszyczka ta – piękna wobec Boga – a jednak przyszły na nią wielkie ciemności i nie umiała sobie radzić. Na wszystko patrzyła czarno. Dobry Bóg dał mi ją pod opiekę, przez dwa tygodnie mogłam nad nią pracować. Jednak, ile mnie ta dusza kosztowała ofiar, to jeden Bóg tylko wie. Za żadną duszę nie zaniosłam przed tron Boży tyle ofiar i cierpień, i modłów, jako za nią. Czułam, że zmusiłam Boga do udzielenia jej łaski. Kiedy to wszystko rozważam, widzę prawdziwy cud. Teraz widzę, jak wielką moc ma modlitwa wstawiennictwa przed Bogiem”.

Autorką tych słów była św. Faustyna Kowalska, a „piękną duszyczką”, za którą tak gorliwie się modliła, jej rodzona siostra Wanda. Faustyna martwiła się o nią tak bardzo, że cała rzuciła się w modlitwę – i cudem było dla niej to, że modlitwa ta została wysłuchana!
Co takiego jest w modlitwie wstawienniczej, że podejmujemy się jej skwapliwie nawet wtedy, gdy – jak Faustyna – nie przypuszczamy, że będzie miała ona większe skutki? Obiecujemy komuś modlitwę, a potem często zdarza się, że o niej zapominamy. Jest ona dla nas bardziej sposobem wyrażenia komuś naszej życzliwości niż zobowiązaniem do „zmuszania” Boga, by zainterweniował w jego sprawie. Przyjrzyjmy się zatem łaskom, jakie spływają, gdy z wiarą i zaufaniem przedstawiamy Bogu nasze prośby i błagania. Spróbujemy zastanowić się, jak Bóg traktuje nasze modlitwy i co czyni, gdy przynosimy Mu nasze potrzeby i troski. Zacznijmy od przeanalizowania kilku tekstów biblijnych o modlitwie wstawienniczej.

KOŚCIÓŁ MODLI SIĘ
NA WZÓR JEZUSA
W pewnym sensie możemy powiedzieć, że całe życie Jezusa było wstawianiem się za ludźmi. Modlił się za swoich uczniów (Łk 22,31-32), prosił Ojca o przebaczenie dla grzeszników (Łk 23,34), o uzdrowienie chorych (Mk 7,33-34). Wstawiał się też za nami! Prosił Ojca wprost o to, by nas chronił i nam błogosławił (J 17,9.20), i był pewien, że Ojciec zawsze wysłuchuje Jego próśb (J 11,41-42). Modlitwa wstawiennicza Jezusa osiągnęła swój szczyt, gdy umierał na krzyżu jako ofiara za nasze grzechy. Także dziś, wywyższony w chwale, Jezus „żyje, aby się wstawiać” (Hbr 7,25) za każdym z nas.
Członkowie Kościoła pierwotnego naśladowali Jezusa, modląc się za siebie nawzajem. Szczepan tuż przed swoją śmiercią modlił się o przebaczenie dla tych, którzy go kamienowali (Dz 7,60). Epafras, zwierzchnik Kościoła w Kolosach i „wierny sługa Chrystusa” (por. Kol 1,7) został przedstawiony jako „zawsze walczący za was w modlitwach o to, abyście stali mocno, doskonali w pełnieniu każdej woli Bożej” (Kol 4,12). Pierwsi wierzący modlili się o uwolnienie Piotra z więzienia (Dz 12,5-6), o bezpieczną podróż (Dz 13,2-3), o Bożą opiekę dla Kościoła i o łaskę ewangelizacji (Ef 6,18-20). Modlili się o uzdrowienie (Jk 5,14-15) oraz o duchową mądrość i dojrzałość (Ef 1,16-17).
Św. Jakub zachęcał starszych Kościoła, a także wszystkich wierzących, by modlili się za siebie nawzajem, gdyż „wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego” (Jk 5,16). Wydaje się wiec, że ówcześni chrześcijanie wcielali w życie radę św. Pawła: „W każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!” (Flp 4,6).

MODLITWA I DZIAŁANIE
Oczywiście Jakubowi zależało nie tylko na modlitwie wstawienniczej. Jego list zawiera także szereg innych zaleceń – na przykład, aby kochać bliźniego jak siebie samego, aby unikać stronniczości, panować nad swoim językiem i przeciwstawiać się diabłu. Nie chodziło mu o to, by usiąść z założonymi rękami, modląc się do Boga o usunięcie z drogi wszelkich trudności. Każdy z nas ma robić to, co do niego należy.
Modlitwa wstawiennicza różni się jednak od wszystkich innych działań, które podejmujemy. Modląc się za kogoś, przejmujemy duchową odpowiedzialność za tę osobę. Prosimy Boga, by z mocą wkroczył w jej życie. Przybliżamy się do tronu Ojca niebieskiego i próbujemy skłonić Go do interwencji.
Oczywiście modlitwa wstawiennicza ma także swój aspekt ludzki – zwłaszcza gdy nie tylko modlimy się za kogoś, ale także razem z nim. Takie gesty, jak wzięcie za rękę, położenie dłoni na ramieniu czy po prostu wspólne uczynienie znaku krzyża, są wyrazem miłości i troski. Badania wykazują, że tego typu interakcje mogą znacząco przyczynić się do uzdrowienia – usunięcia bólu fizycznego, pocieszenia zbolałej duszy czy dodania odwagi zalęknionemu.

STANĄĆ W WYŁOMIE MURU
Przykładem współdziałania Bożej mocy i naszego wysiłku, mocy modlitwy i ludzkiego działania jest biblijna historia Nehemiasza. Nehemiasz był Żydem żyjącym na wygnaniu, dworzaninem perskiego króla Artakserksesa. Po otrzymaniu pozwolenia króla na wsparcie swoich rodaków w odbudowie zrujnowanej Jerozolimy, Nehemiasz wyruszył do ziemi swoich przodków.
Miasto, do którego przybył, leżało w gruzach, a ludzie żyli w rozpaczy. Opowiadając im, jak Bóg pomógł mu powrócić, by odbudować miasto, Nehemiasz wezwał lud do podjęcia ambitnego zadania naprawy miejskich murów. Zaangażowali się wszyscy!
Nie minęło jednak wiele czasu, kiedy mieszkańcy sąsiednich państw zauważyli ich działania i zaczęli robić im trudności – do tego stopnia, że zaplanowano atak na pracujących. Dowiedziawszy się o tym, Nehemiasz poradził ludziom nie zaprzestawać pracy, choć tylko połowa z nich miała być zajęta budową, podczas gdy pozostali, uzbrojeni we włócznie, tarcze, łuki i pancerze, mieli ich strzec. Niektórzy w jednej ręce trzymali oszczepy, a drugą wznosili mury: „Tak to myśmy wykonywali pracę od ukazania się zorzy aż do wzejścia gwiazd, podczas gdy połowa trzymała włócznie” (Ne 4,15).
Obraz stania w wyłomie muru w postawie gotowości do obrony miasta może być obrazem tego, czym jest modlitwa wstawiennicza. Wyłomy i dziury w murze miejskim czyniły Jerozolimę bezbronną, toteż stali w nich uzbrojeni wojownicy, gotowi odeprzeć nieprzyjaciół.
Także w murach naszego Kościoła, złożonego z podobnych nam grzeszników, zawsze będą słabe punkty. To samo odnosi się do naszych rodzin i przyjaciół. Oznacza to, że zawsze będą potrzebni ludzie, którzy staną w wyłomach murów, odpierając modlitwą ataki grzechu, pokus i demonów.

OBROŃCA, KTÓRY ROZUMIE
Kiedy stajemy w wyłomach muru przez modlitwę wstawienniczą, warto przypomnieć sobie, że i my mamy
w niebie kogoś, kto wstawia się za nami. Tym niebieskim błagalnikiem jest sam Jezus, który „żyje, aby się wstawiać za nami”. On jest zawsze z nami, modląc się byśmy „znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili” (Hbr 7,25; 4,16). Jezus współczuje nam w naszych zmaganiach i słabościach. Wie, co przeżywamy, gdyż sam był poddawany tym samym próbom, pokusom i cierpieniom co my. Dlatego Pismo Święte nazywa Go naszym „arcykapłanem wielkim” (por. Hbr 4,16).
Znając zarówno wszystkie nasze dobre cechy, jak i słabości, Jezus wciąż opowiada się po naszej stronie (Rz 8,31). Widzi nasz ból i potrafi nam współczuć, gdyż sam doświadczył tak wiele cierpienia. Wspiera nas, gdy walczymy z pokusami i opieramy się grzechowi.
Jeśli więc modlisz się za kogoś, kto zmaga się z jakimś grzechem, chorobą czy tragedią, wiedz, że Jezus modli się za niego wraz z tobą. Codziennie przedstawia Ojcu wszystkich twoich bliskich, z ich niedoskonałościami i potrzebami, prosząc Go, by udzielił im łask na dobre przeżycie tego dnia.

WYTRWAJ NA MODLITWIE!
Obyśmy wszyscy poczuli się zachęceni do codziennej modlitwy wstawienniczej. Z pewnością wiele naszych modlitw zostanie wysłuchanych! Wytrwałość w modlitwie, ufność względem Boga i kościoły pełne ludzi wstawiających się za innymi zmieniają oblicze ziemi.
Stawajmy w wyłomach murów, za przykładem św. Faustyny, z gorliwością i poświęceniem, które „zmuszają” Boga do interwencji. I nie zapominajmy, że w Jezusie mamy doskonałego obrońcę, który nigdy nas nie opuści. ▐


MÓDL SIĘ I NIE USTAWAJ
Wytrwałość na modlitwie


Pewna kobieta wciąż modliła się za swojego męża i trójkę dzieci. Była jedyną wierzącą w rodzinie i bardzo zależało jej na tym, by także jej najbliżsi przyjęli wiarę. Sen z powiek spędzał jej zwłaszcza jeden syn, sprawiający więcej kłopotów niż pozostali. Był bardzo inteligentny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Fascynował się najnowszymi trendami filozoficznymi, a jednocześnie wiódł wygodne, egoistyczne życie, co doprowadziło do tego, że został ojcem nieślubnego dziecka. Matka nie czuła się na siłach podjąć z synem merytorycznej dyskusji, przyjęła więc inną strategię. Modliła się za niego. Nieustannie.
Z czasem kobieta znalazła przewodnika duchowego, który umacniał ją na drodze wiary i modlitwy. „Niemożliwe jest, aby syn tak wielu wylanych łez mógł zginąć” – powiedział. Następnie nawiązał przyjacielski kontakt z synem tej kobiety. W przeciwieństwie do innych, którzy próbowali go pozyskać, ten kapłan był w stanie sprostać mu pod względem intelektualnym. Ostatecznie, pod wpływem osobistego przykładu przewodnika duchowego i jego argumentów, młodzieniec nawrócił się do Pana i przyjął wiarę katolicką.
Oczywiście moglibyśmy uznać, że na jego decyzji najbardziej zaważyła mądrość przewodnika duchowego
i jego świadectwo, nie zapominajmy jednak o modlitwie matki. Jej wytrwałość wydała owoce!
Na wypadek, gdybyś jeszcze tego nie odgadł, matką była św. Monika, przewodnikiem duchowym św. Ambroży, a synem wielki św. Augustyn.

WYTRWAŁOŚĆ POPŁACA
Historia Moniki ukazuje nam, że skuteczność modlitwy wstawienniczej nie zależy jedynie od poziomu naszej świętości, ale także od naszej wytrwałości i pokory. Rozważmy więc dwie przypowieści Jezusa: przypowieść o natrętnym przyjacielu oraz o naprzykrzającej się wdowie (Łk 11,5-8; 18,1-8).
W przypowieści o natrętnym przyjacielu Jezus opowiada o człowieku, który stuka późną nocą do drzwi sąsiada, prosząc go o chleb. Nie przestaje się dobijać pomimo jego protestów. Ostatecznie sąsiad wstaje i daje mu to, o co prosi – jeśli nawet nie ze względu na przyjaźń, to po to, by natręt sobie poszedł i dał mu spać.
Podobny wydźwięk ma przypowieść o naprzykrzającej się wdowie. Tym razem uboga wdowa konsekwentnie domaga się sprawiedliwości u skorumpowanego sędziego. Nietrudno wyobrazić sobie, jak drażnią go codzienne wizyty tej kobiety. Wie doskonale, co usłyszy i co jej odpowie. Wreszcie poddaje się, myśląc: „Muszę w końcu pozbyć się tej kobiety, bo inaczej oszaleję!”.

DOBIJAJ SIĘ DO DRZWI
Na początek wyjaśnijmy sobie jedno. Jezus absolutnie nie mówi tu, że Bóg Ojciec jest podobny do skorumpowanego sędziego lub niegościnnego sąsiada. W centrum przypowieści jest osoba prosząca. Staje się to jasne, gdy po zakończeniu przypowieści o natrętnym przyjacielu Jezus wypowiada swoje słynne: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Łk 11,9). Z kolei po opowiedzeniu przypowieści o naprzykrzającej się wdowie Jezus pyta: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?” (Łk 18,7). Tak więc w obu przypowieściach Jezus mówi nam mniej więcej tyle, co: „Bądźcie wytrwali! Nie bójcie się wręcz zamęczać Ojca waszymi prośbami. Idźcie i naprzykrzajcie Mu się aż do skutku!”.
Jezus podkreśla tu miłość, dobroć i miłosierdzie Ojca niebieskiego. Ma On moc, by nam pomóc, i będzie nam pomagał. Nasz Bóg nie śpi ani nie bywa zajęty, gdy się do Niego zwracamy. Słucha naszych modlitw i chętnie daje nam to, czego potrzebujemy.
Jednocześnie przypowieści te opisują postawę, jakiej Bóg oczekuje od tych, którzy przedstawiają Mu swoje prośby. Chce, abyśmy prosili, szukali i kołatali. Chce, byśmy dobijali się do drzwi. Nie po to, by nas drażnić czy upokarzać. On wie, że z im większą wytrwałością będziemy się modlić, tym głębiej nam samym zapadną w serce potrzeby i troski osoby, za którą się modlimy. Wie, że machinalne odmówienie krótkiej modlitwy to jeszcze za mało, by Duch Święty mógł poruszyć nasze serca i uczynić je bardziej współczującymi.

WYTRWAŁOŚĆ NA MODLITWIE
A POWTÓRNE PRZYJŚCIE JEZUSA
Czy zauważyłeś, że Łukasz umieścił dwie przypowieści o wytrwałej modlitwie po najważniejszych naukach Jezusa? Przypowieść o naprzykrzającej się wdowie pojawia się zaraz po tym, jak Jezus opisuje sytuację na ziemi bezpośrednio przed Jego powrotem na końcu czasów (Łk 17,20-37). Mówi, że Jego przyjście będzie tak niespodziewane, jak błyskawica, która „gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego” (Łk 17,24). Mówi, że jedni wejdą do królestwa Bożego, podczas gdy inni będą zostawieni. Wreszcie, jakby streszczając opowiedzianą przypowieść, pyta: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). Wskazywałoby to na powiązanie nauczania Jezusa o wytrwałości na modlitwie z Jego ostrzeżeniami dotyczącymi Sądu Ostatecznego.
Na czym miałoby polegać to powiązanie? Nasuwa się przypuszczenie, że Jezus chce przez to podkreślić skuteczność modlitwy wstawienniczej. Podobnie jak św. Monika, wyjątkowo wytrwała wdowa, nie ustawała w modlitwie, dopóki jej syn nie nawrócił się na chrześcijaństwo, tak i my mamy się modlić i nie ustawać, dopóki wszyscy nasi bliscy, krewni i znajomi nie otworzą się na łaskę wiary. Jezus zapowiedział jasno, że przyjdzie ponownie. Powiedział też, że jedni będą zbawieni, a inni niekoniecznie. Dlatego powinniśmy nieustannie modlić się o to, by jak najwięcej ludzi uwierzyło Jezusowi i weszło do Jego królestwa.
Czasami traktujemy modlitwę jako coś w rodzaju dobrych życzeń i dodawania otuchy, ale takie rozumienie jest niepełne. Nasze akty wstawiennictwa – a zwłaszcza wytrwałe, zanoszone z wiarą, odważne modlitwy – mogą przenosić góry i mieć konsekwencje na wieczność. Mogą utorować drogę do zbawienia tym, którzy dziś są daleko od Pana. Wyobraź sobie, co będziesz czuł w niebie na widok tych, za których się modliłeś! Wyobraź sobie radość, jaką sprawi ci świadomość, że pomogłeś tak wielu ludziom, którzy okażą ci miłość i wdzięczność!

WYTRWAŁOŚĆ
A MODLITWA PAŃSKA
Przypowieść o natrętnym przyjacielu następuje zaraz po tym, jak Jezus uczy swoich Apostołów – a także nas – Modlitwy Pańskiej (Łk 11,1-4). To także nie jest bez znaczenia. Modlitwa Pańska opisuje pewną postawę, sposób życia. Pokazuje, że każdy aspekt naszego życia – zdrowie ducha, codzienny chleb, relacje z bliźnimi, walka z pokusami – opiera się na naszej zależności od Boga. Potrzebujemy Go, jeśli chcemy wejść do Jego królestwa; potrzebujemy Go, by zaspokoić wszystkie nasze codzienne potrzeby, tak materialne, jak i duchowe; potrzebujemy Go, by okazywać sobie nawzajem miłość i miłosierdzie; potrzebujemy Go, by oprzeć się niszczącej sile grzechu. Jednym słowem, potrzebujemy Go tak, jak dzieci potrzebują ojca.
Ale co ma to wspólnego z modlitwą wstawienniczą – zwłaszcza że we wszystkich prośbach Modlitwy Pańskiej zwracamy się do Boga, by uczynił coś dla nas? Aby odpowiedzieć na to pytanie, powróćmy do przypowieści. Natrętny przyjaciel prosi w niej o chleb, czyli o to, o co Jezus poleca nam prosić Ojca na każdy dzień. Prosi o pomoc nie tyle dla siebie, ile dla gościa, który nieoczekiwanie zawitał do jego domu.
Taka właśnie jest natura modlitwy wstawienniczej – modlimy się, szukamy i kołaczemy w imieniu tych, którym, jak wiemy, brakuje „chleba powszedniego” w tej czy innej formie. Ucząc nas Modlitwy Pańskiej i natychmiast po tym opowiadając przypowieść o natrętnym przyjacielu, Jezus poleca nam przychodzić do Boga z naszymi potrzebami oraz z potrzebami innych ludzi – i czynić to często. Uczy nas prosić Ojca, by dał nam tyle „naszego chleba powszedniego”, byśmy mogli rozdawać go innym.

KOŚCIÓŁ NIEUSTANNIE
TRWAJĄCY NA MODLITWIE
Obie omawiane tu przypowieści uczą nas „modlić się i nie ustawać” (por. Łk 18,1). Uczą nas wstawiać się za naszymi bliskimi, znajomymi, nieprzyjaciółmi, a nawet tymi, których nigdy nie spotkaliśmy. Zachęcają, by podnieść wzrok ku niebu, modląc się o gotowość na powtórne przyjście Jezusa, ale także skierować go ku ziemi, prosząc dla wszystkich o łaski potrzebne, by przeżyć w pokoju kolejny dzień. Uczą nas też, by nigdy nie ustawać w modlitwie.
Nie poddawaj się więc! Trwaj na modlitwie, nawet gdy rzeczywistość wydaje ci się wyjątkowo ponura. Przypomnij sobie, jak pertraktował z Bogiem Mojżesz, skłaniając Go do zmiany zdania (Wj 32,7-14). Przypomnij sobie wytrwałość Syrofenicjanki, która wywarła takie wrażenie na Jezusie, że zmienił swoją decyzję (Mk 7,24-30). Przypomnij sobie św. Monikę. Ci bohaterowie
i bohaterki wiary pokazują nam, jak wielką moc ma wytrwała modlitwa płynąca
z gorącego serca. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Sobota, 1 października
Hi 42,1-3.5-6.12-17
O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem.
(Hi 42,3)
Św. Tomasz z Akwinu, sławny dominikanin z XIII wieku, był największym teologiem swoich czasów, a może nawet wszech czasów. Jednak po mistycznym spotkaniu z Bogiem w wieku czterdziestu ośmiu lat całkowicie zaprzestał pisania. Nie wiemy dokładnie, co się wydarzyło, w każdym razie powrócił z modlitwy w kaplicy zupełnie pozbawiony motywacji do pisania. „Po tym, co zostało mi objawione, wszystko, co napisałem, wydaje mi się zwykłą słomą” – taki był jedyny jego komentarz.
W pewnym sensie historia ta jest odbiciem słów Hioba z dzisiejszego czytania. Po mocnym doświadczeniu cierpienia i długiej rozmowie z przyjaciółmi o tym, jak pogodzić te ciężkie próby z obrazem miłującego Boga, Hiob przeżywa swoją osobistą wizję Wszechmocnego. Uświadamia sobie, że nie jest jego rolą, by wszystko pojąć i wytłumaczyć.
Stwierdzając, że sprawy Boże są dla niego „zbyt cudowne”, Hiob chce przez to powiedzieć, że człowiek nie jest w stanie ich zrozumieć. Wychwala natomiast wspaniałą odwieczną miłość, jaką umiłował go Bóg. Wyznaje, że prawda, piękno i dobroć Boga są tak ogromne, że nigdy nie zdołamy ich w pełni pojąć ani wyjaśnić.
Bóg bardzo mocno potrząsnął Hiobem, a także Tomaszem z Akwinu. Tomaszowi przydarzyło się to podczas modlitwy, Hiobowi – gdy zadawał Bogu trudne i bolesne pytania. Czy wierzysz, że Bóg także dla ciebie może uczynić to, co uczynił dla nich – oświecić cię i otworzyć ci oczy na to, kim On naprawdę jest? Przeżywaj więc dzisiejszy dzień z otwartym sercem, szukaj okazji do spotkania z Bogiem. Nie bój się usiąść przy Nim i pytać Go o to, czego nie rozumiesz. Stanie się to kolejną okazją, by Bóg ci siebie objawił, tak jak to uczynił dla Hioba, byś mógł – jak on – powiedzieć: „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem” (Hi 42,5).
„Duchu Święty, otwórz mi oczy. Chcę jaśniej zobaczyć Jezusa, aby móc mocniej Go ukochać”.
Ps 119,66.71.75.91.125.130
Łk 10,17-24
Niedziela, 2 października
Łk 17,5-10
Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.
(Łk 17,10)
Czy Jezus nie nazwał nas swoimi przyjaciółmi? Czy nie jesteśmy synami i córkami Boga? Dlaczego więc Jezus poleca nam nazywać się „sługami nieużytecznymi”? Czasami Jego słowa wywołują w nas zamęt.
Jezus na pewno nie sugeruje, że jesteśmy bezwartościowi. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i Jego przyjaciółmi. Nie mówi też, że efekty naszej pracy są nic niewarte i bezużyteczne. Z pewnością wkład Piotra, Pawła czy innych, którzy budowali zręby Kościoła, był niezwykle cenny. Z pewnością św. Franciszek czy św. Matka Teresa odmienili życie wielu ludzi.
O co więc chodzi Jezusowi? To prawda, że nasza służba Panu i Kościołowi może przyczynić się do pogłębienia naszej wiary oraz nieść dobro nam samym i tym, którym służymy. To prawda, że nasze dobre uczynki budują Kościół. Nie mogą jednak wysłużyć nam zbawienia i nie dają nam prawa niczego od Boga żądać.
Jezus pragnie, byśmy starali się być pokorni jak On, który zawsze unikał rozgłosu i nawet złym duchom, które Go rozpoznawały, nakazywał milczenie. Ogołocił się ze wszystkiego, przyjmując postać sługi, we wszystkim posłuszny Ojcu. Dlatego został wywyższony (Flp 2,6-10).
Jezus uczy nas przyjmowania z dystansem wszystkich wyrazów uznania, pochwał i gratulacji, jakie otrzymujemy od ludzi. Nie chce, by to, kim jesteśmy i co robimy, uderzyło nam do głowy. Dlatego właśnie upomniał Jakuba i Jana, gdy poprosili Go o zaszczytne miejsca w Jego królestwie (Mk 10,35-40), oraz zgromił Piotra, który najchętniej nie dopuściłby do ukrzyżowania Jezusa (Mt 16,21-23).
W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy sługami bezużytecznymi. Każdy nasz oddech pochodzi od Boga. Wszystko, co mamy, jest darem Jego ręki. Każdy nasz dobry czyn jest owocem działania Jego łaski w naszym życiu. Jednak bycie „sługą nieużytecznym” niekoniecznie musi być czymś złym. Jest to po prostu uznanie w pokorze, że jesteśmy dziećmi Boga, odkupionymi, powołanymi i wyposażonymi we wszystko, czego potrzebujemy, by budować Jego królestwo.
„Panie, naucz mnie służyć Tobie z pokorą i wdzięcznością”.
Ha 1,2-3; 2,2-4
Ps 95,1-2.6-9
2 Tm 1,6-8.13-14

Niedziela, 9 października
2 Krl 5,14-17
Odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej innym bogom, jak tylko Panu. (2 Krl 5,17)
Naaman miał opory przed siedmiokrotnym zanurzeniem się w Jordanie, ostatecznie jednak to zrobił i każde zanurzenie w wodach rzeki niosło uzdrowienie jego wnętrzu. Owszem, uzdrowione zostało z trądu jego ciało. O wiele większe było jednak uzdrowienie jego serca, gdyż Najman uwierzył w Pana. Podobne doświadczenie przeżyło dziesięciu trędowatych, którzy przyszli do Jezusa, a On poprosił ich jedynie o to, by poszli pokazać się kapłanom. Wyruszyli więc i przynajmniej dla jednego z nich (tego, który wrócił podziękować Jezusowi za oczyszczenie z trądu) każdy krok był coraz większym wyzwoleniem ze zwątpienia i samotności. W jego ciele dokonało się potężne uzdrowienie, jednak jeszcze większym cudem było uzdrowienia jego serca, które pozwoliło mu rozpoznać w Jezusie Zbawiciela.
W życiu każdego z nas są sfery wymagające uzdrowienia. Potrzebować go mogą nasze ciała, relacje i najskrytsze myśli. Pan chce nas uzdrawiać, ale także pomagać nam poznać Go w nowy, głębszy niż dotąd sposób. Chce, abyśmy nie tylko wiedzieli, że On nas kocha, ale dali się tej miłości ogarnąć; abyśmy nie tylko wiedzieli, że On jest wszechmocny, ale osobiście doświadczyli Jego mocy.
Zanosząc więc przed Pana swoje potrzeby, przynieś Mu również swoje serce. Każde zanurzenie w Jordanie było dla Naamana świadomym wyborem, który otwierał go na Bożą łaskę. Każdy krok w kierunku kapłanów pomagał uzdrowionemu z trądu zobaczyć, że Jezus jest Panem. Do jakiego kroku Bóg wzywa dziś ciebie? Cokolwiek to jest, powiedz Bogu „tak”, a On odpowie ci swoją łaską.
Nie poddawajmy się więc, lecz wsłuchujmy się w Boga i bądźmy Mu posłuszni. Stawiając kolejne kroki w wierze, wzrastajmy w chrześcijańskiej dojrzałości. Z całym zaufaniem uwielbiajmy Boga, gdyż oprócz Niego nie ma innego (2 Krl 5,15).
„Jezu, pragnę przyjąć wszystko, co chcesz mi dać. Pokaż mi, jakich kroków ode mnie oczekujesz. Ty jesteś moją nadzieją i mocą”.
Ps 98,1-4
2 Tm 2,8-13
Łk 17,11-19

Niedziela, 23 października
Łk 18,9-14
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie. (Łk 18,11)
Czy znasz kogoś, kto uwielbia krytykować innych? Poczucie wartości takich osób opiera się na poniżaniu tych, którzy mogliby okazać się od nich lepsi. Choć nie wiemy tego na pewno, może właśnie faryzeusz z Ewangelii, dziękując Bogu, że nie jest jak inni ludzie, po prostu próbował poprawić sobie samopoczucie. Być może jego modlitwa była bardziej przejawem lęku i braku pewności siebie niż pychy i arogancji.
A ty? Może nie spędzasz większości czasu modlitwy na osądzaniu swoich bliźnich, ale czy nie porównujesz się z nimi na różne inne sposoby? Czy widząc czyjeś słabości, nie zaczynasz traktować tej osoby jako miernika do osądzania siebie, pytając, czy jesteś od niego lepszy, czy gorszy? Taki duch współzawodnictwa jest czymś, na co należy uważać, gdyż może on nam odebrać całą radość wiary.
Jeśli widzisz u siebie skłonność do współzawodnictwa, pamiętaj, że Bóg cię z nikim nie porównuje. On kocha cię takim, jakim jesteś. Niezależnie od tego, który już raz słyszymy te słowa, zawsze niosą one w sobie nutę zaskoczenia, bo nikt z nas przecież nie jest doskonały i wszyscy mamy się z czego nawracać! Jednak punktem wyjścia do autentycznego rozwoju duchowego jest zawsze miłość Boża. Bóg nas kocha i nic, żaden nasz grzech, nie jest w stanie tej miłości umniejszyć.
Spróbuj dziś poświęcić cały czas modlitwy na rozważanie Bożej miłości do ciebie. Nie skupiaj się na swoich grzechach. Bóg je doskonale zna!
Po prostu usiądź w Jego obecności i pomyśl, w jaki sposób On troszczy się o ciebie. Posłał własnego Syna, aby oddał za ciebie życie. Już na początku czasów przewidział, że wejdziesz do Jego królestwa. Wciąż obdarza cię łaską i błogosławieństwem. Jeśli zatrzymasz się nad tym dostatecznie długo, przestanie cię interesować to, jak wypadasz na tle bliźnich – będziesz zbyt pochłonięty dziękowaniem Bogu!
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że kochasz mnie takiego, jakim jestem. Dziękuję Ci także za Twoją łaskę, która pomaga mi stawać się takim, jakim chcesz mnie mieć”.
Syr 35,12-14.16-18
Ps 34,2-3.17-19.23
2 Tm 4,6-9.16-18

Niedziela, 30 października
Ps 145,1-2.8-11.13-14
Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła. (Ps 145,9)
Z audiencji generalnej papieża Franciszka, 13 stycznia 2016:
Pan przedstawiony jest w Piśmie Świętym jako „Bóg miłosierny”. To jest Jego imię, poprzez które On, by tak rzec, objawia nam swoje oblicze i serce. On sam, jak podaje Księga Wyjścia, objawiając się Mojżeszowi, tak mówio sobie: „Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34, 6). (…)
Pan jest „miłosierny”: słowo to wskazuje na postawę czułości, taką jaką matka otacza dziecko… Dlatego sugeruje ono obraz Boga, który wzrusza się i rozczula nad nami jak matka, kiedy bierze w ramiona swoje dziecko i pragnie jedynie kochać, chronić, pomagać, gotowa oddać wszystko, nawet samą siebie. (…)
O tym Bogu miłosiernym mówi się także, iż jest „nieskory do gniewu”… Bóg potrafi czekać, Jego rytm nie jest niecierpliwym rytmem ludzi; On jest jak mądry rolnik, który potrafi czekać, daje czas dobremu ziarnu, aby wzrosło, pomimo kąkolu (por. Mt 13, 24-30). (…)
Pan mówi o sobie, że jest „bogaty w miłość i wierność”. Jakże piękna jest ta definicja Boga! Jest w niej wszystko… Użyte tutaj słowo „miłość” wskazuje uczucie, łaskę, dobroć. Nie jest to miłość z telenoweli... Jest to miłość, która robi pierwszy krok, która nie zależy od ludzkich zasług, ale wypływa z ogromnej bezinteresowności. Jest to Boża troskliwość, której nic nie może powstrzymać, nawet grzech, ponieważ potrafi wznieść się ponad grzech, pokonać zło i wybaczyć je.
„Wierność” bez granic: to ostatnie słowo objawione przez Boga Mojżeszowi. (…) Wierność w miłosierdziu jest właśnie istotą Boga. Dlatego Bóg jest całkowicie i zawsze niezawodny. Jest obecnością trwałą i stabilną. Taka jest pewność naszej wiary. A zatem podczas tego Jubileuszu Miłosierdzia zawierzmy się Mu całkowicie, a doświadczymy radości z tego, że kocha nas ten „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w miłość i wierność”.
„Boże Ojcze, dziękuję Ci za to, że jesteś dla mnie tak kochający i miłosierny”.
Mdr 11,22--12,2
2 Tes 1,11--2,2
Łk 19,1-10


MAGAZYN:

Różaniec prababci Stefanii

Różańce twego życia… Czy myślałeś o nich kiedykolwiek? Nie, nie o modlitwach kierowanych ku Bo-
gu, lecz o przedmiocie trzymanym w dłoni, a składającym się z paciorków, które przesuwasz… przesuwasz… przesuwasz… Ta zwykła rzecz, służąca skupieniu i modlitwie, jest przecież niemym świadkiem twojego spotkania z Bogiem i Matką Najświętszą – świadkiem, znakiem, pamiątką, zachętą, zaproszeniem do modlitwy. A więc różaniec – przedmiot, choć zwykły – niezwykły.
Pamiętam różaniec mojej prababci Stefanii… Był zawsze tam, gdzie ona – drewniany, o dużych paciorkach, wygłaskany, zawsze jakby ciepły jeszcze. Jako mała dziewczynka wciąż go dotykałam, podziwiając misternie wyrzeźbione różyczki. Wydawałoby się, że lgnęłam do przedmiotu, a dziś, po tylu latach widzę, że lgnęłam w ten sposób do modlitwy mojej Prababci, do jej pobożności i duchowości. Dotyk tego różańca to dla mnie nasycanie się atmosferą wiary i modlitwy tej, której od dziesiątków lat nie ma już na tym świecie. Jej różaniec pozostał bowiem wśród rodzinnych pamiątek, ale sam w sobie jest przecież tylko przedmiotem, niczym więcej.
Czyżby? Dlaczego więc tylu polskich kapłanów, więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej oddało życie broniąc różańca – „zwykłego przedmiotu”? Dlaczego odmawiali podeptania go, rozerwania, wrzucenia w błoto? Dlaczego woleli raczej umrzeć, niż to zrobić? Dlatego, że różaniec to symbol, namacalny znak wiary.
To, co za życia Prababci poruszało mnie do głębi, gdy brałam jej różaniec do rąk – i co porusza mnie nadal, gdy wspominam te chwile – było ściśle związane z codzienną modlitwą Prababci, jej osobistym kontaktem z Bogiem.
Prababcia była osobą modlącą się nieustannie i to było gołym okiem widać. Wspomniany różaniec nie leżał blisko jej rąk od parady, książeczka z modlitwami nie kurzyła się na półce, lecz wraz z różańcem stanowiła „narzędzie pracy” mojej Prababci, która każdą wolną chwilę wypełniała modlitwą, medytacją czy duchową lekturą. Wymodliła naszej rodzinie niejedno, w tym zapewne również i mnie.
Prababcia miała wielkie nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Od dziecka znałam tę cudowną ikonę, na której trzymanemu przez Maryję Dzieciątku zsuwa się bucik ze stopy. Wyobrażałam sobie, że Prababcia, czuwając przed tym wizerunkiem, podtrzymuje różańcem bucik Jezusa, by ostatecznie nie spadł na ziemię… A w zamian Maryja „podtrzymuje” Prababcine sprawy, wymykające się z bezradnych rąk, przerastające ludzkie siły i możliwości… Taka była wyobraźnia przedszkolaka. Wciąż jednak wierzę, że Prababcia tą ufną i wierną modlitwą przed obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy – z różańcem w ręku – powstrzymywała i podtrzymywała bardzo wiele.
Sama zachowałam wspomnienie niezwykłego dla mnie wydarzenia, jakiego doświadczyłam za przyczyną tego właśnie wizerunku. Był to czas przed moim nawróceniem, gdy dopiero zaczynałam na serio interesować się Panem Bogiem i Jego Objawieniem. Któregoś dnia weszłam do sklepu „Veritas” w moim mieście, gdzie oferowano wszelkie możliwe artykuły związane z wiarą chrześcijańską. Stojąc po coś w kolejce, rozglądałam się wokoło: przedmioty, przedmioty… Krzyże i krzyżyki, różańce, świece roratnie, gromnice, kielichy, szatki chrzcielne, książki, rzeźby i oczywiście obrazy. Nagle mój wzrok spoczął nie na przedmiocie, ale… na Osobie! Cóż to za dziwne zjawisko? Jak to możliwe? Przecież widzę zwykły wizerunek, ikonę Matki Bożej Nieustającej Pomocy, zawieszoną gdzieś tam wśród obrazów i obrazków, tuż pod powałą! A jednak… Tak, to przecież patrzy na mnie Osoba! I do tego mówi do mnie bez słów… Patrzy i prosi – przytul mnie, zapragnij mojej bliskości, weź mnie z sobą!
Jak to często bywa w takich przypadkach, zadecydowały marne względy ludzkie. Mimo iż serce moje drgnęło na widok tego wizerunku, mimo iż wspomniało w sekundzie ukochany obraz Prababci i zatęskniło za nim – i mimo iż w dodatku usłyszało gdzieś w głębi to ciche, słodkie wezwanie – jednak nie poprosiłam, by podano mi tę ikonę i nie kupiłam jej. Banalne – nie chciałam fatygować ekspedientki, by wspinała się po drabinie i wyplątywała „mój” obraz z szeregu innych, ciasno tam zgromadzonych – i to na oczach wijącej się, niecierpliwej kolejki!
Wyszłam ze sklepu, odprowadzana spojrzeniem Osoby, która tam pozostała i której tkliwy wzrok czułam na swoich plecach. Odchodziłam zasmucona jak ktoś, kto pozostawia w obcym miejscu kogoś bardzo bliskiego… Tak, czułam się dziwnie. Nie uszłam paru kroków, a już tęskniłam do tego miłosiernego spojrzenia, do tej cichej słodyczy emanującej z ikony.
I choć pomaszerowałam wtedy do domu, to następnego dnia wróciłam jednak do sklepu w centrum miasta i kupiłam ten przedziwny wizerunek. Bałam się, że go już nie odnajdę – ale był, wisiał na swoim miejscu i nadal pozostawał Osobą, która czeka na mnie – właśnie na mnie! Działo się to w 1986 roku. Gdy piszę te słowa, obok w pokoju, wśród świec i kwiatów, stoi ten ukochany wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy, przez który Ona wejrzała z miłością na mnie i na moje życie. Jak śpiewamy w starej pieśni – spojrzała „przez obraz on” – i spogląda do teraz.
Nawiasem mówiąc, podobne wydarzenie opisała w swoich wspomnieniach Zofia Kossak-Szczucka. Do niej „przemówił” w czasie II wojny światowej wiszący na wystawie u szklarza obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. I ona nie kupiła go od razu – toczyła wewnętrzną walkę, gdyż obraz był drogi, nie miała pieniędzy na taki zakup. Brakowało przecież żywności, odzieży, opału… Była zima. Jednak obraz „przemawiał” do niej tak mocno, że w końcu pod wpływem silnego duchowego impulsu weszła do sklepu i za zdobyte z trudem na życie pieniądze kupiła ten właśnie wizerunek. Następnego dnia w wyniku bombardowania sklep został zrównany z ziemią, a obraz Matki Boskiej Częstochowskiej towarzyszył pisarce, jak najbliższy przyjaciel, do końca jej dni.
Z kolei zmarły niedawno o. Jan Góra lubił wspominać chwilę, gdy stojąc w tłumie pielgrzymów w kaplicy Jasnogórskiego Cudownego Obrazu, odczuł nagle, że Matka Boża patrzy na niego ze swego wizerunku – jak to określił – „jakby z osobna”. Było to na początku jego duszpasterstwa i miało swoje wymierne skutki w jego późniejszej pracy z młodzieżą. A może każdy ma jakiś swój szczególny wizerunek Maryi, który go „przyzywa”, „spogląda” na niego i „przemawia” do jego duszy?
Prababcia nie uczyła mnie modlitw, nie kupowała różańców, nie kazała czytać modlitewnika i nie trzymała na klęczkach przed swoim ukochanym obrazem… Ona po prostu – gdy buszowałam w jej „modlitewnym królestwie” – przyglądała mi się z uśmiechem dobroci, odpowiadała na pytania, nie przeszkadzała mi doświadczać po dziecięcemu niesamowitości tego świata, patrzeć
i wszystkiego dotykać. A potem modliła się z ujmującą prostotą i ja ją, modlącą się, widziałam. Tak, moja prababcia po prostu się modliła i to zwłaszcza modlitwą różańcową. Taki właśnie jest związek mojej prababci Stefanii z tym, że dziś ja trzymam różaniec w dłoni, a ikona Matki Bożej Nieustającej Pomocy od lat króluje w moim domu. ▐


Spotkanie na Plantach –
z notatek wolontariusza ŚDM

29.07.2016, piątek, dzień Drogi Krzyżowej

Dziś służbę na Błoniach miałem od godziny 14.00. Postanowiliśmy więc zjeść wcześniej lunch, co nie było wcale takie łatwe. Długo szukaliśmy restauracji, w której nasze talony moglibyśmy zamienić na coś postnego. Udało nam się znaleźć pierogarnię, w której poza pierogami z mięsem były też kopytka. Nie lubię kopytek, ale trudno, pomyślałem, jest piątek, więc można pocierpieć. Rozklapciane kopytka konsumowaliśmy na krakowskich Plantach. Przynajmniej dopisywały nam humory. A w międzyczasie wyszło na jaw, że Papież udzielił na dziś dyspensy. Trudno!
Podczas naszego posiłku podszedł do nas pewien człowiek, około trzydziestki. Nie wyglądał specjalnie na bezdomnego, ale gdy zapytał nas, czy może zadać nam jedno pytanie, spodziewałem się prośby o pieniądze. Już myślałem, jakby tu grzecznie odmówić. Tymczasem zapytał: „Czym jest dla Ciebie życie z Jezusem?”. Zamurowało mnie. Uśmiechnął się. Poczekał chwilę. Nie było to dla mnie łatwe pytanie. Dlaczego wybrał akurat nas z tych tłumów? Mało to innych pielgrzymów i wolontariuszy wokoło?
Po dłuższym milczeniu odpowiedziałem, że w zasadzie, to ja nie wiem, bo nie mogę powiedzieć, że żyję z Jezusem. Ja w moim życiu popełniam na tyle dużo grzechów, że raczej nie mam relacji z Chrystusem, tylko nieustannie do Niego wracam. Przypomniał mi się tekst jednej z piękniejszych pieśni z modlitw wieczornych: „Racz wysłuchać i strzec moich nocy i dni. Racz wysłuchać i strzec wiecznych powrotów mych”. Bardzo się odnajduję w tej pieśni. Dla mnie chrześcijaństwo to właśnie wieczne powroty. Może gdzieś tam na świecie, w klasztorach, jacyś święci zakonnicy nie muszą co chwilę wracać, ale ja jestem tylko słabym grzesznikiem
i taka jest właśnie moja rzeczywistość.
Dalej Marcin – bo, o ile dobrze pamiętam, tak nam się przedstawił – powiedział nam swoje świadectwo. A potem pytał, czy kiedykolwiek powierzyliśmy całe nasze życie Jezusowi.
Ja chyba nie do końca. To znaczy tak, oczywiście – pochodząc z wierzącej rodziny, żyję w zgodzie z nauką Kościoła. Kilka takich aktów oddania też już robiłem. Ale zawsze w głowie miałem zastrzeżenie – Panie Jezu, dobrze, prowadź moje życie, ale to i to zostaw w spokoju, zgoda? Masz 90% kontroli, wystarczy Ci?
Marcin zachęcał nas, żeby taki akt oddania i całkowitego zawierzenia Jezusowi wypowiedzieć w trakcie dzisiejszej Drogi Krzyżowej.
Pytał nas też, czy mamy prawo jazdy. No mam, ale co to ma do rzeczy? – pomyślałem. Zapytał, co bym zrobił, gdybym jadąc samochodem, zobaczył, że Jezus łapie stopa.
– Phi! To oczywiste, że bym Go podwiózł, tam, gdzie by sobie zażyczył. Albo zamknąłbym drzwi od środka i Go porwał, zachował na zawsze. – zażartowałem. Na to Marcin się uśmiechnął i powiedział, że nie o to chodzi w chrześcijaństwie.
– No jak to nie? Trzeba pomagać innym, nie? I mieć Jezusa blisko. To co niby powinienem zrobić w takiej sytuacji twoim zdaniem?
– Powinieneś się zamienić z Jezusem miejscami. Oddać Mu kierownicę, bo to On jest najlepszym Kierowcą. Powiedzieć: Jezu, prowadź moje życie dokąd zechcesz. O to chodzi w chrześcijaństwie.
Antoni Belina Brzozowski

Od redakcji

Przed dwoma miesiącami przeżywaliśmy w naszym kraju Światowe Dni Młodzieży i wizytę papieża Franciszka. Wielu z nas gościło w swoich domach pielgrzymów lub w inny sposób angażowało się w ich przyjęcie, wielu, zwłaszcza młodych, modliło się z papieżem w Krakowie, inni śledzili telewizyjne transmisje ze spotkań. Przez parę dni nasze parafie i kościoły rozbrzmiewały radosnym, wielojęzycznym śpiewem przybyszy z całego świata, często z bardzo egzotycznych krajów. Zaznaliśmy przedziwnej wspólnoty wiary.
Podczas Mszy posłania na Campus Misericordiae papież Franciszek mówił, że Jezus chce być obecny w naszym codziennym życiu, i zachęcał do tego, byśmy strzegli dobra otrzymanego w tych dniach i podtrzymywali pamięć obecności Boga wśród nas.
Wciąż żywe są nasze wspomnienia. Żeby je utrwalić, warto podzielić się z innymi swoimi przeżyciami. Może w twoim domu byli pielgrzymi? Spotkałeś się z nimi, rozmawiałeś? Uczestniczyłeś we Mszy albo jakimś spotkaniu z ich udziałem? Może ty sam lub ktoś z twoich bliskich był wolontariuszem, pojechał do Krakowa? Z pewnością są jakieś owoce tego czasu. Gorąco zachęcamy, byście napisali do nas o tym wszystkim.

Nasz adres pocztowy:
Redakcja „Słowa wśród nas”, ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa
mailowy:
sekretarzslowo@wydawnictwo.pl

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 10 (278) 2016



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO PAŹDZIERNIKOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Głównym tematem październikowego numeru „Słowa wśród nas”, zatytułowanego: „Módl się i nie ustawaj”, jest modlitwa wstawiennicza. W artykułach przeczytać można o tym, czym jest modlitwa za innych, dlaczego i jak mamy modlić się za siebie nawzajem, czemu nie wszystkie modlitwy są wysłuchane?

Tak jak w każdym numerze polecamy „Medytacje na każdy dzień” do jednego z czytań mszalnych.

W Magazynie znajduje się artykuł o tym, jak św. Filip Nereusz odmienił Rzym, a także świadectwa: „Oczami Maryi” - o doznaniu Bożej miłości, „Różaniec prababci Stefanii” – o tym, jak widok modlącej się prababci ukształtował wiarę dziecka, a także „Spotkanie na Plantach” – notatki wolontariusza ŚDM. W tym numerze zachęcamy też wszystkich do podzielenia się swoimi przeżyciami związanymi z ŚDM. Numer zawiera ponadto omówienie książki „Zapiski syna marnotrawnego” oraz krzyżówkę biblijną i kalendarz.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Stawać w wyłomie muru
Bóg pragnie, byśmy wstawiali się
za siebie nawzajem..................................................... 4


Módl się i nie ustawaj!
Wytrwałość na modlitwie........................................... 8


Tajemnica wstawiennictwa
Posty, błagania i niewysłuchane modlitwy................ 13


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


Od 1 do 31 października........................................ 19


MAGAZYN


Radośnie, radośnie!
Jak św. Filip Nereusz odmienił Rzym –
Hallie Riedel........................................ 47


Oczami Maryi
Jak poznałam pełne miłości spojrzenie Jezusa –
Susan Chase........................................ 52


Różaniec prababci Stefanii Joanna Przybyła...... 55


Spotkanie na Plantach – z notatek wolontariusza
ŚDMAntoni Belina Brzozowski............................. 59


Nasze lektury............................................................. 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST

Drodzy Bracia i Siostry!

Nasze amerykańskie wydawnictwo opublikowało kilka książek kard. Donalda Wuerla, arcybiskupa Waszyngtonu, który jest dla nas nie tylko autorem, ale także zaufanym przyjacielem i doradcą. Za każdym razem, gdy się spotykamy, mówi mi, jak wielkim błogosławieństwem jest dla niego „Słowo wśród nas” i jak bardzo jest mu pomocne w modlitwie. Czasami przysyła nam krótką wiadomość o tym, że artykuły z któregoś konkretnego miesiąca szczególnie mu się podobały.
Kilka miesięcy temu kard. Wuerl zaprosił Patty Mitchell, redaktorkę naszej sekcji książek, oraz mnie, żebyśmy towarzyszyli mu podczas audiencji u papieża w Rzymie. Naturalnie zgodziliśmy się i natychmiast zarezerwowaliśmy bilety.
Podczas audiencji pokazałem papieżowi kilka egzemplarzy hiszpańskiej i angielskiej wersji „Słowa wśród nas”, a kard. Wuerl wyjaśnił, jak wielu katolików korzysta z naszych codziennych medytacji. Z lekkim drżeniem w głosie zapytałem papieża Franciszka swoim żałosnym hiszpańskim: „Ojcze Święty, czy zechciałbyś pobłogosławić wszystkich czytelników «Słowa wśród nas»?”. Natychmiast odpowiedział: „Oczywiście!”. Pochyliliśmy głowy, a papież Franciszek pobłogosławił nas – i was wszystkich!
Jakże ważne jest to, że Ojciec Święty modli się za nas wszystkich! I chociaż jego błogosławieństwo jest bardzo cenne, on sam bez wątpienia przypomniałby nam, że także Jezus modli się za nas i nam błogosławi. Pismo Święte mówi nam, że Jezus współczuje naszym słabościom, ponieważ podlegał tym samym próbom co my (Hbr 4,15). On dokładnie rozumie, przez co każdy z nas przechodzi, a ponieważ jest Synem Bożym, Jego modlitwa ma nadzwyczajną moc.
To prawda: Jezus żyje, by wstawiać się za nami (Hbr 7,25). Zaprasza także i nas, byśmy włączyli się w Jego modlitwę za innych. Czytając i rozważając artykuły z tego miesiąca, poświęcone modlitwie wstawienniczej, powierzajcie Jezusowi swoich bliskich, a także tych, z którymi jest wam trudno. Wzorem tych kilku oddanych przyjaciół, którzy zdołali spuścić przez dach sparaliżowanego człowieka, aby pokazać go Jezusowi, my także bądźmy wytrwali, zdeterminowani i twórczy w naszych modlitwach za swoich bliskich, przyjaciół, ubogich i zapomnianych. Oby Pan działał cuda w odpowiedzi na naszą modlitwę!

Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith


ARTYKUŁY:

STAWAĆ W WYŁOMIE MURU
Bóg pragnie, byśmy wstawiali się
za siebie nawzajem

W latach trzydziestych XX wieku młoda Polka zanotowała w swoim dzienniczku odebraną lekcję dotyczącą modlitwy za innych. Napisała o kimś: „Duszyczka ta – piękna wobec Boga – a jednak przyszły na nią wielkie ciemności i nie umiała sobie radzić. Na wszystko patrzyła czarno. Dobry Bóg dał mi ją pod opiekę, przez dwa tygodnie mogłam nad nią pracować. Jednak, ile mnie ta dusza kosztowała ofiar, to jeden Bóg tylko wie. Za żadną duszę nie zaniosłam przed tron Boży tyle ofiar i cierpień, i modłów, jako za nią. Czułam, że zmusiłam Boga do udzielenia jej łaski. Kiedy to wszystko rozważam, widzę prawdziwy cud. Teraz widzę, jak wielką moc ma modlitwa wstawiennictwa przed Bogiem”.

Autorką tych słów była św. Faustyna Kowalska, a „piękną duszyczką”, za którą tak gorliwie się modliła, jej rodzona siostra Wanda. Faustyna martwiła się o nią tak bardzo, że cała rzuciła się w modlitwę – i cudem było dla niej to, że modlitwa ta została wysłuchana!
Co takiego jest w modlitwie wstawienniczej, że podejmujemy się jej skwapliwie nawet wtedy, gdy – jak Faustyna – nie przypuszczamy, że będzie miała ona większe skutki? Obiecujemy komuś modlitwę, a potem często zdarza się, że o niej zapominamy. Jest ona dla nas bardziej sposobem wyrażenia komuś naszej życzliwości niż zobowiązaniem do „zmuszania” Boga, by zainterweniował w jego sprawie. Przyjrzyjmy się zatem łaskom, jakie spływają, gdy z wiarą i zaufaniem przedstawiamy Bogu nasze prośby i błagania. Spróbujemy zastanowić się, jak Bóg traktuje nasze modlitwy i co czyni, gdy przynosimy Mu nasze potrzeby i troski. Zacznijmy od przeanalizowania kilku tekstów biblijnych o modlitwie wstawienniczej.

KOŚCIÓŁ MODLI SIĘ
NA WZÓR JEZUSA
W pewnym sensie możemy powiedzieć, że całe życie Jezusa było wstawianiem się za ludźmi. Modlił się za swoich uczniów (Łk 22,31-32), prosił Ojca o przebaczenie dla grzeszników (Łk 23,34), o uzdrowienie chorych (Mk 7,33-34). Wstawiał się też za nami! Prosił Ojca wprost o to, by nas chronił i nam błogosławił (J 17,9.20), i był pewien, że Ojciec zawsze wysłuchuje Jego próśb (J 11,41-42). Modlitwa wstawiennicza Jezusa osiągnęła swój szczyt, gdy umierał na krzyżu jako ofiara za nasze grzechy. Także dziś, wywyższony w chwale, Jezus „żyje, aby się wstawiać” (Hbr 7,25) za każdym z nas.
Członkowie Kościoła pierwotnego naśladowali Jezusa, modląc się za siebie nawzajem. Szczepan tuż przed swoją śmiercią modlił się o przebaczenie dla tych, którzy go kamienowali (Dz 7,60). Epafras, zwierzchnik Kościoła w Kolosach i „wierny sługa Chrystusa” (por. Kol 1,7) został przedstawiony jako „zawsze walczący za was w modlitwach o to, abyście stali mocno, doskonali w pełnieniu każdej woli Bożej” (Kol 4,12). Pierwsi wierzący modlili się o uwolnienie Piotra z więzienia (Dz 12,5-6), o bezpieczną podróż (Dz 13,2-3), o Bożą opiekę dla Kościoła i o łaskę ewangelizacji (Ef 6,18-20). Modlili się o uzdrowienie (Jk 5,14-15) oraz o duchową mądrość i dojrzałość (Ef 1,16-17).
Św. Jakub zachęcał starszych Kościoła, a także wszystkich wierzących, by modlili się za siebie nawzajem, gdyż „wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego” (Jk 5,16). Wydaje się wiec, że ówcześni chrześcijanie wcielali w życie radę św. Pawła: „W każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!” (Flp 4,6).

MODLITWA I DZIAŁANIE
Oczywiście Jakubowi zależało nie tylko na modlitwie wstawienniczej. Jego list zawiera także szereg innych zaleceń – na przykład, aby kochać bliźniego jak siebie samego, aby unikać stronniczości, panować nad swoim językiem i przeciwstawiać się diabłu. Nie chodziło mu o to, by usiąść z założonymi rękami, modląc się do Boga o usunięcie z drogi wszelkich trudności. Każdy z nas ma robić to, co do niego należy.
Modlitwa wstawiennicza różni się jednak od wszystkich innych działań, które podejmujemy. Modląc się za kogoś, przejmujemy duchową odpowiedzialność za tę osobę. Prosimy Boga, by z mocą wkroczył w jej życie. Przybliżamy się do tronu Ojca niebieskiego i próbujemy skłonić Go do interwencji.
Oczywiście modlitwa wstawiennicza ma także swój aspekt ludzki – zwłaszcza gdy nie tylko modlimy się za kogoś, ale także razem z nim. Takie gesty, jak wzięcie za rękę, położenie dłoni na ramieniu czy po prostu wspólne uczynienie znaku krzyża, są wyrazem miłości i troski. Badania wykazują, że tego typu interakcje mogą znacząco przyczynić się do uzdrowienia – usunięcia bólu fizycznego, pocieszenia zbolałej duszy czy dodania odwagi zalęknionemu.

STANĄĆ W WYŁOMIE MURU
Przykładem współdziałania Bożej mocy i naszego wysiłku, mocy modlitwy i ludzkiego działania jest biblijna historia Nehemiasza. Nehemiasz był Żydem żyjącym na wygnaniu, dworzaninem perskiego króla Artakserksesa. Po otrzymaniu pozwolenia króla na wsparcie swoich rodaków w odbudowie zrujnowanej Jerozolimy, Nehemiasz wyruszył do ziemi swoich przodków.
Miasto, do którego przybył, leżało w gruzach, a ludzie żyli w rozpaczy. Opowiadając im, jak Bóg pomógł mu powrócić, by odbudować miasto, Nehemiasz wezwał lud do podjęcia ambitnego zadania naprawy miejskich murów. Zaangażowali się wszyscy!
Nie minęło jednak wiele czasu, kiedy mieszkańcy sąsiednich państw zauważyli ich działania i zaczęli robić im trudności – do tego stopnia, że zaplanowano atak na pracujących. Dowiedziawszy się o tym, Nehemiasz poradził ludziom nie zaprzestawać pracy, choć tylko połowa z nich miała być zajęta budową, podczas gdy pozostali, uzbrojeni we włócznie, tarcze, łuki i pancerze, mieli ich strzec. Niektórzy w jednej ręce trzymali oszczepy, a drugą wznosili mury: „Tak to myśmy wykonywali pracę od ukazania się zorzy aż do wzejścia gwiazd, podczas gdy połowa trzymała włócznie” (Ne 4,15).
Obraz stania w wyłomie muru w postawie gotowości do obrony miasta może być obrazem tego, czym jest modlitwa wstawiennicza. Wyłomy i dziury w murze miejskim czyniły Jerozolimę bezbronną, toteż stali w nich uzbrojeni wojownicy, gotowi odeprzeć nieprzyjaciół.
Także w murach naszego Kościoła, złożonego z podobnych nam grzeszników, zawsze będą słabe punkty. To samo odnosi się do naszych rodzin i przyjaciół. Oznacza to, że zawsze będą potrzebni ludzie, którzy staną w wyłomach murów, odpierając modlitwą ataki grzechu, pokus i demonów.

OBROŃCA, KTÓRY ROZUMIE
Kiedy stajemy w wyłomach muru przez modlitwę wstawienniczą, warto przypomnieć sobie, że i my mamy
w niebie kogoś, kto wstawia się za nami. Tym niebieskim błagalnikiem jest sam Jezus, który „żyje, aby się wstawiać za nami”. On jest zawsze z nami, modląc się byśmy „znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili” (Hbr 7,25; 4,16). Jezus współczuje nam w naszych zmaganiach i słabościach. Wie, co przeżywamy, gdyż sam był poddawany tym samym próbom, pokusom i cierpieniom co my. Dlatego Pismo Święte nazywa Go naszym „arcykapłanem wielkim” (por. Hbr 4,16).
Znając zarówno wszystkie nasze dobre cechy, jak i słabości, Jezus wciąż opowiada się po naszej stronie (Rz 8,31). Widzi nasz ból i potrafi nam współczuć, gdyż sam doświadczył tak wiele cierpienia. Wspiera nas, gdy walczymy z pokusami i opieramy się grzechowi.
Jeśli więc modlisz się za kogoś, kto zmaga się z jakimś grzechem, chorobą czy tragedią, wiedz, że Jezus modli się za niego wraz z tobą. Codziennie przedstawia Ojcu wszystkich twoich bliskich, z ich niedoskonałościami i potrzebami, prosząc Go, by udzielił im łask na dobre przeżycie tego dnia.

WYTRWAJ NA MODLITWIE!
Obyśmy wszyscy poczuli się zachęceni do codziennej modlitwy wstawienniczej. Z pewnością wiele naszych modlitw zostanie wysłuchanych! Wytrwałość w modlitwie, ufność względem Boga i kościoły pełne ludzi wstawiających się za innymi zmieniają oblicze ziemi.
Stawajmy w wyłomach murów, za przykładem św. Faustyny, z gorliwością i poświęceniem, które „zmuszają” Boga do interwencji. I nie zapominajmy, że w Jezusie mamy doskonałego obrońcę, który nigdy nas nie opuści. ▐


MÓDL SIĘ I NIE USTAWAJ
Wytrwałość na modlitwie


Pewna kobieta wciąż modliła się za swojego męża i trójkę dzieci. Była jedyną wierzącą w rodzinie i bardzo zależało jej na tym, by także jej najbliżsi przyjęli wiarę. Sen z powiek spędzał jej zwłaszcza jeden syn, sprawiający więcej kłopotów niż pozostali. Był bardzo inteligentny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Fascynował się najnowszymi trendami filozoficznymi, a jednocześnie wiódł wygodne, egoistyczne życie, co doprowadziło do tego, że został ojcem nieślubnego dziecka. Matka nie czuła się na siłach podjąć z synem merytorycznej dyskusji, przyjęła więc inną strategię. Modliła się za niego. Nieustannie.
Z czasem kobieta znalazła przewodnika duchowego, który umacniał ją na drodze wiary i modlitwy. „Niemożliwe jest, aby syn tak wielu wylanych łez mógł zginąć” – powiedział. Następnie nawiązał przyjacielski kontakt z synem tej kobiety. W przeciwieństwie do innych, którzy próbowali go pozyskać, ten kapłan był w stanie sprostać mu pod względem intelektualnym. Ostatecznie, pod wpływem osobistego przykładu przewodnika duchowego i jego argumentów, młodzieniec nawrócił się do Pana i przyjął wiarę katolicką.
Oczywiście moglibyśmy uznać, że na jego decyzji najbardziej zaważyła mądrość przewodnika duchowego
i jego świadectwo, nie zapominajmy jednak o modlitwie matki. Jej wytrwałość wydała owoce!
Na wypadek, gdybyś jeszcze tego nie odgadł, matką była św. Monika, przewodnikiem duchowym św. Ambroży, a synem wielki św. Augustyn.

WYTRWAŁOŚĆ POPŁACA
Historia Moniki ukazuje nam, że skuteczność modlitwy wstawienniczej nie zależy jedynie od poziomu naszej świętości, ale także od naszej wytrwałości i pokory. Rozważmy więc dwie przypowieści Jezusa: przypowieść o natrętnym przyjacielu oraz o naprzykrzającej się wdowie (Łk 11,5-8; 18,1-8).
W przypowieści o natrętnym przyjacielu Jezus opowiada o człowieku, który stuka późną nocą do drzwi sąsiada, prosząc go o chleb. Nie przestaje się dobijać pomimo jego protestów. Ostatecznie sąsiad wstaje i daje mu to, o co prosi – jeśli nawet nie ze względu na przyjaźń, to po to, by natręt sobie poszedł i dał mu spać.
Podobny wydźwięk ma przypowieść o naprzykrzającej się wdowie. Tym razem uboga wdowa konsekwentnie domaga się sprawiedliwości u skorumpowanego sędziego. Nietrudno wyobrazić sobie, jak drażnią go codzienne wizyty tej kobiety. Wie doskonale, co usłyszy i co jej odpowie. Wreszcie poddaje się, myśląc: „Muszę w końcu pozbyć się tej kobiety, bo inaczej oszaleję!”.

DOBIJAJ SIĘ DO DRZWI
Na początek wyjaśnijmy sobie jedno. Jezus absolutnie nie mówi tu, że Bóg Ojciec jest podobny do skorumpowanego sędziego lub niegościnnego sąsiada. W centrum przypowieści jest osoba prosząca. Staje się to jasne, gdy po zakończeniu przypowieści o natrętnym przyjacielu Jezus wypowiada swoje słynne: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Łk 11,9). Z kolei po opowiedzeniu przypowieści o naprzykrzającej się wdowie Jezus pyta: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?” (Łk 18,7). Tak więc w obu przypowieściach Jezus mówi nam mniej więcej tyle, co: „Bądźcie wytrwali! Nie bójcie się wręcz zamęczać Ojca waszymi prośbami. Idźcie i naprzykrzajcie Mu się aż do skutku!”.
Jezus podkreśla tu miłość, dobroć i miłosierdzie Ojca niebieskiego. Ma On moc, by nam pomóc, i będzie nam pomagał. Nasz Bóg nie śpi ani nie bywa zajęty, gdy się do Niego zwracamy. Słucha naszych modlitw i chętnie daje nam to, czego potrzebujemy.
Jednocześnie przypowieści te opisują postawę, jakiej Bóg oczekuje od tych, którzy przedstawiają Mu swoje prośby. Chce, abyśmy prosili, szukali i kołatali. Chce, byśmy dobijali się do drzwi. Nie po to, by nas drażnić czy upokarzać. On wie, że z im większą wytrwałością będziemy się modlić, tym głębiej nam samym zapadną w serce potrzeby i troski osoby, za którą się modlimy. Wie, że machinalne odmówienie krótkiej modlitwy to jeszcze za mało, by Duch Święty mógł poruszyć nasze serca i uczynić je bardziej współczującymi.

WYTRWAŁOŚĆ NA MODLITWIE
A POWTÓRNE PRZYJŚCIE JEZUSA
Czy zauważyłeś, że Łukasz umieścił dwie przypowieści o wytrwałej modlitwie po najważniejszych naukach Jezusa? Przypowieść o naprzykrzającej się wdowie pojawia się zaraz po tym, jak Jezus opisuje sytuację na ziemi bezpośrednio przed Jego powrotem na końcu czasów (Łk 17,20-37). Mówi, że Jego przyjście będzie tak niespodziewane, jak błyskawica, która „gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego” (Łk 17,24). Mówi, że jedni wejdą do królestwa Bożego, podczas gdy inni będą zostawieni. Wreszcie, jakby streszczając opowiedzianą przypowieść, pyta: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). Wskazywałoby to na powiązanie nauczania Jezusa o wytrwałości na modlitwie z Jego ostrzeżeniami dotyczącymi Sądu Ostatecznego.
Na czym miałoby polegać to powiązanie? Nasuwa się przypuszczenie, że Jezus chce przez to podkreślić skuteczność modlitwy wstawienniczej. Podobnie jak św. Monika, wyjątkowo wytrwała wdowa, nie ustawała w modlitwie, dopóki jej syn nie nawrócił się na chrześcijaństwo, tak i my mamy się modlić i nie ustawać, dopóki wszyscy nasi bliscy, krewni i znajomi nie otworzą się na łaskę wiary. Jezus zapowiedział jasno, że przyjdzie ponownie. Powiedział też, że jedni będą zbawieni, a inni niekoniecznie. Dlatego powinniśmy nieustannie modlić się o to, by jak najwięcej ludzi uwierzyło Jezusowi i weszło do Jego królestwa.
Czasami traktujemy modlitwę jako coś w rodzaju dobrych życzeń i dodawania otuchy, ale takie rozumienie jest niepełne. Nasze akty wstawiennictwa – a zwłaszcza wytrwałe, zanoszone z wiarą, odważne modlitwy – mogą przenosić góry i mieć konsekwencje na wieczność. Mogą utorować drogę do zbawienia tym, którzy dziś są daleko od Pana. Wyobraź sobie, co będziesz czuł w niebie na widok tych, za których się modliłeś! Wyobraź sobie radość, jaką sprawi ci świadomość, że pomogłeś tak wielu ludziom, którzy okażą ci miłość i wdzięczność!

WYTRWAŁOŚĆ
A MODLITWA PAŃSKA
Przypowieść o natrętnym przyjacielu następuje zaraz po tym, jak Jezus uczy swoich Apostołów – a także nas – Modlitwy Pańskiej (Łk 11,1-4). To także nie jest bez znaczenia. Modlitwa Pańska opisuje pewną postawę, sposób życia. Pokazuje, że każdy aspekt naszego życia – zdrowie ducha, codzienny chleb, relacje z bliźnimi, walka z pokusami – opiera się na naszej zależności od Boga. Potrzebujemy Go, jeśli chcemy wejść do Jego królestwa; potrzebujemy Go, by zaspokoić wszystkie nasze codzienne potrzeby, tak materialne, jak i duchowe; potrzebujemy Go, by okazywać sobie nawzajem miłość i miłosierdzie; potrzebujemy Go, by oprzeć się niszczącej sile grzechu. Jednym słowem, potrzebujemy Go tak, jak dzieci potrzebują ojca.
Ale co ma to wspólnego z modlitwą wstawienniczą – zwłaszcza że we wszystkich prośbach Modlitwy Pańskiej zwracamy się do Boga, by uczynił coś dla nas? Aby odpowiedzieć na to pytanie, powróćmy do przypowieści. Natrętny przyjaciel prosi w niej o chleb, czyli o to, o co Jezus poleca nam prosić Ojca na każdy dzień. Prosi o pomoc nie tyle dla siebie, ile dla gościa, który nieoczekiwanie zawitał do jego domu.
Taka właśnie jest natura modlitwy wstawienniczej – modlimy się, szukamy i kołaczemy w imieniu tych, którym, jak wiemy, brakuje „chleba powszedniego” w tej czy innej formie. Ucząc nas Modlitwy Pańskiej i natychmiast po tym opowiadając przypowieść o natrętnym przyjacielu, Jezus poleca nam przychodzić do Boga z naszymi potrzebami oraz z potrzebami innych ludzi – i czynić to często. Uczy nas prosić Ojca, by dał nam tyle „naszego chleba powszedniego”, byśmy mogli rozdawać go innym.

KOŚCIÓŁ NIEUSTANNIE
TRWAJĄCY NA MODLITWIE
Obie omawiane tu przypowieści uczą nas „modlić się i nie ustawać” (por. Łk 18,1). Uczą nas wstawiać się za naszymi bliskimi, znajomymi, nieprzyjaciółmi, a nawet tymi, których nigdy nie spotkaliśmy. Zachęcają, by podnieść wzrok ku niebu, modląc się o gotowość na powtórne przyjście Jezusa, ale także skierować go ku ziemi, prosząc dla wszystkich o łaski potrzebne, by przeżyć w pokoju kolejny dzień. Uczą nas też, by nigdy nie ustawać w modlitwie.
Nie poddawaj się więc! Trwaj na modlitwie, nawet gdy rzeczywistość wydaje ci się wyjątkowo ponura. Przypomnij sobie, jak pertraktował z Bogiem Mojżesz, skłaniając Go do zmiany zdania (Wj 32,7-14). Przypomnij sobie wytrwałość Syrofenicjanki, która wywarła takie wrażenie na Jezusie, że zmienił swoją decyzję (Mk 7,24-30). Przypomnij sobie św. Monikę. Ci bohaterowie
i bohaterki wiary pokazują nam, jak wielką moc ma wytrwała modlitwa płynąca
z gorącego serca. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Sobota, 1 października
Hi 42,1-3.5-6.12-17
O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem.
(Hi 42,3)
Św. Tomasz z Akwinu, sławny dominikanin z XIII wieku, był największym teologiem swoich czasów, a może nawet wszech czasów. Jednak po mistycznym spotkaniu z Bogiem w wieku czterdziestu ośmiu lat całkowicie zaprzestał pisania. Nie wiemy dokładnie, co się wydarzyło, w każdym razie powrócił z modlitwy w kaplicy zupełnie pozbawiony motywacji do pisania. „Po tym, co zostało mi objawione, wszystko, co napisałem, wydaje mi się zwykłą słomą” – taki był jedyny jego komentarz.
W pewnym sensie historia ta jest odbiciem słów Hioba z dzisiejszego czytania. Po mocnym doświadczeniu cierpienia i długiej rozmowie z przyjaciółmi o tym, jak pogodzić te ciężkie próby z obrazem miłującego Boga, Hiob przeżywa swoją osobistą wizję Wszechmocnego. Uświadamia sobie, że nie jest jego rolą, by wszystko pojąć i wytłumaczyć.
Stwierdzając, że sprawy Boże są dla niego „zbyt cudowne”, Hiob chce przez to powiedzieć, że człowiek nie jest w stanie ich zrozumieć. Wychwala natomiast wspaniałą odwieczną miłość, jaką umiłował go Bóg. Wyznaje, że prawda, piękno i dobroć Boga są tak ogromne, że nigdy nie zdołamy ich w pełni pojąć ani wyjaśnić.
Bóg bardzo mocno potrząsnął Hiobem, a także Tomaszem z Akwinu. Tomaszowi przydarzyło się to podczas modlitwy, Hiobowi – gdy zadawał Bogu trudne i bolesne pytania. Czy wierzysz, że Bóg także dla ciebie może uczynić to, co uczynił dla nich – oświecić cię i otworzyć ci oczy na to, kim On naprawdę jest? Przeżywaj więc dzisiejszy dzień z otwartym sercem, szukaj okazji do spotkania z Bogiem. Nie bój się usiąść przy Nim i pytać Go o to, czego nie rozumiesz. Stanie się to kolejną okazją, by Bóg ci siebie objawił, tak jak to uczynił dla Hioba, byś mógł – jak on – powiedzieć: „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem” (Hi 42,5).
„Duchu Święty, otwórz mi oczy. Chcę jaśniej zobaczyć Jezusa, aby móc mocniej Go ukochać”.
Ps 119,66.71.75.91.125.130
Łk 10,17-24
Niedziela, 2 października
Łk 17,5-10
Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.
(Łk 17,10)
Czy Jezus nie nazwał nas swoimi przyjaciółmi? Czy nie jesteśmy synami i córkami Boga? Dlaczego więc Jezus poleca nam nazywać się „sługami nieużytecznymi”? Czasami Jego słowa wywołują w nas zamęt.
Jezus na pewno nie sugeruje, że jesteśmy bezwartościowi. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i Jego przyjaciółmi. Nie mówi też, że efekty naszej pracy są nic niewarte i bezużyteczne. Z pewnością wkład Piotra, Pawła czy innych, którzy budowali zręby Kościoła, był niezwykle cenny. Z pewnością św. Franciszek czy św. Matka Teresa odmienili życie wielu ludzi.
O co więc chodzi Jezusowi? To prawda, że nasza służba Panu i Kościołowi może przyczynić się do pogłębienia naszej wiary oraz nieść dobro nam samym i tym, którym służymy. To prawda, że nasze dobre uczynki budują Kościół. Nie mogą jednak wysłużyć nam zbawienia i nie dają nam prawa niczego od Boga żądać.
Jezus pragnie, byśmy starali się być pokorni jak On, który zawsze unikał rozgłosu i nawet złym duchom, które Go rozpoznawały, nakazywał milczenie. Ogołocił się ze wszystkiego, przyjmując postać sługi, we wszystkim posłuszny Ojcu. Dlatego został wywyższony (Flp 2,6-10).
Jezus uczy nas przyjmowania z dystansem wszystkich wyrazów uznania, pochwał i gratulacji, jakie otrzymujemy od ludzi. Nie chce, by to, kim jesteśmy i co robimy, uderzyło nam do głowy. Dlatego właśnie upomniał Jakuba i Jana, gdy poprosili Go o zaszczytne miejsca w Jego królestwie (Mk 10,35-40), oraz zgromił Piotra, który najchętniej nie dopuściłby do ukrzyżowania Jezusa (Mt 16,21-23).
W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy sługami bezużytecznymi. Każdy nasz oddech pochodzi od Boga. Wszystko, co mamy, jest darem Jego ręki. Każdy nasz dobry czyn jest owocem działania Jego łaski w naszym życiu. Jednak bycie „sługą nieużytecznym” niekoniecznie musi być czymś złym. Jest to po prostu uznanie w pokorze, że jesteśmy dziećmi Boga, odkupionymi, powołanymi i wyposażonymi we wszystko, czego potrzebujemy, by budować Jego królestwo.
„Panie, naucz mnie służyć Tobie z pokorą i wdzięcznością”.
Ha 1,2-3; 2,2-4
Ps 95,1-2.6-9
2 Tm 1,6-8.13-14

Niedziela, 9 października
2 Krl 5,14-17
Odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej innym bogom, jak tylko Panu. (2 Krl 5,17)
Naaman miał opory przed siedmiokrotnym zanurzeniem się w Jordanie, ostatecznie jednak to zrobił i każde zanurzenie w wodach rzeki niosło uzdrowienie jego wnętrzu. Owszem, uzdrowione zostało z trądu jego ciało. O wiele większe było jednak uzdrowienie jego serca, gdyż Najman uwierzył w Pana. Podobne doświadczenie przeżyło dziesięciu trędowatych, którzy przyszli do Jezusa, a On poprosił ich jedynie o to, by poszli pokazać się kapłanom. Wyruszyli więc i przynajmniej dla jednego z nich (tego, który wrócił podziękować Jezusowi za oczyszczenie z trądu) każdy krok był coraz większym wyzwoleniem ze zwątpienia i samotności. W jego ciele dokonało się potężne uzdrowienie, jednak jeszcze większym cudem było uzdrowienia jego serca, które pozwoliło mu rozpoznać w Jezusie Zbawiciela.
W życiu każdego z nas są sfery wymagające uzdrowienia. Potrzebować go mogą nasze ciała, relacje i najskrytsze myśli. Pan chce nas uzdrawiać, ale także pomagać nam poznać Go w nowy, głębszy niż dotąd sposób. Chce, abyśmy nie tylko wiedzieli, że On nas kocha, ale dali się tej miłości ogarnąć; abyśmy nie tylko wiedzieli, że On jest wszechmocny, ale osobiście doświadczyli Jego mocy.
Zanosząc więc przed Pana swoje potrzeby, przynieś Mu również swoje serce. Każde zanurzenie w Jordanie było dla Naamana świadomym wyborem, który otwierał go na Bożą łaskę. Każdy krok w kierunku kapłanów pomagał uzdrowionemu z trądu zobaczyć, że Jezus jest Panem. Do jakiego kroku Bóg wzywa dziś ciebie? Cokolwiek to jest, powiedz Bogu „tak”, a On odpowie ci swoją łaską.
Nie poddawajmy się więc, lecz wsłuchujmy się w Boga i bądźmy Mu posłuszni. Stawiając kolejne kroki w wierze, wzrastajmy w chrześcijańskiej dojrzałości. Z całym zaufaniem uwielbiajmy Boga, gdyż oprócz Niego nie ma innego (2 Krl 5,15).
„Jezu, pragnę przyjąć wszystko, co chcesz mi dać. Pokaż mi, jakich kroków ode mnie oczekujesz. Ty jesteś moją nadzieją i mocą”.
Ps 98,1-4
2 Tm 2,8-13
Łk 17,11-19

Niedziela, 23 października
Łk 18,9-14
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie. (Łk 18,11)
Czy znasz kogoś, kto uwielbia krytykować innych? Poczucie wartości takich osób opiera się na poniżaniu tych, którzy mogliby okazać się od nich lepsi. Choć nie wiemy tego na pewno, może właśnie faryzeusz z Ewangelii, dziękując Bogu, że nie jest jak inni ludzie, po prostu próbował poprawić sobie samopoczucie. Być może jego modlitwa była bardziej przejawem lęku i braku pewności siebie niż pychy i arogancji.
A ty? Może nie spędzasz większości czasu modlitwy na osądzaniu swoich bliźnich, ale czy nie porównujesz się z nimi na różne inne sposoby? Czy widząc czyjeś słabości, nie zaczynasz traktować tej osoby jako miernika do osądzania siebie, pytając, czy jesteś od niego lepszy, czy gorszy? Taki duch współzawodnictwa jest czymś, na co należy uważać, gdyż może on nam odebrać całą radość wiary.
Jeśli widzisz u siebie skłonność do współzawodnictwa, pamiętaj, że Bóg cię z nikim nie porównuje. On kocha cię takim, jakim jesteś. Niezależnie od tego, który już raz słyszymy te słowa, zawsze niosą one w sobie nutę zaskoczenia, bo nikt z nas przecież nie jest doskonały i wszyscy mamy się z czego nawracać! Jednak punktem wyjścia do autentycznego rozwoju duchowego jest zawsze miłość Boża. Bóg nas kocha i nic, żaden nasz grzech, nie jest w stanie tej miłości umniejszyć.
Spróbuj dziś poświęcić cały czas modlitwy na rozważanie Bożej miłości do ciebie. Nie skupiaj się na swoich grzechach. Bóg je doskonale zna!
Po prostu usiądź w Jego obecności i pomyśl, w jaki sposób On troszczy się o ciebie. Posłał własnego Syna, aby oddał za ciebie życie. Już na początku czasów przewidział, że wejdziesz do Jego królestwa. Wciąż obdarza cię łaską i błogosławieństwem. Jeśli zatrzymasz się nad tym dostatecznie długo, przestanie cię interesować to, jak wypadasz na tle bliźnich – będziesz zbyt pochłonięty dziękowaniem Bogu!
„Dziękuję Ci, Ojcze, za to, że kochasz mnie takiego, jakim jestem. Dziękuję Ci także za Twoją łaskę, która pomaga mi stawać się takim, jakim chcesz mnie mieć”.
Syr 35,12-14.16-18
Ps 34,2-3.17-19.23
2 Tm 4,6-9.16-18

Niedziela, 30 października
Ps 145,1-2.8-11.13-14
Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła. (Ps 145,9)
Z audiencji generalnej papieża Franciszka, 13 stycznia 2016:
Pan przedstawiony jest w Piśmie Świętym jako „Bóg miłosierny”. To jest Jego imię, poprzez które On, by tak rzec, objawia nam swoje oblicze i serce. On sam, jak podaje Księga Wyjścia, objawiając się Mojżeszowi, tak mówio sobie: „Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34, 6). (…)
Pan jest „miłosierny”: słowo to wskazuje na postawę czułości, taką jaką matka otacza dziecko… Dlatego sugeruje ono obraz Boga, który wzrusza się i rozczula nad nami jak matka, kiedy bierze w ramiona swoje dziecko i pragnie jedynie kochać, chronić, pomagać, gotowa oddać wszystko, nawet samą siebie. (…)
O tym Bogu miłosiernym mówi się także, iż jest „nieskory do gniewu”… Bóg potrafi czekać, Jego rytm nie jest niecierpliwym rytmem ludzi; On jest jak mądry rolnik, który potrafi czekać, daje czas dobremu ziarnu, aby wzrosło, pomimo kąkolu (por. Mt 13, 24-30). (…)
Pan mówi o sobie, że jest „bogaty w miłość i wierność”. Jakże piękna jest ta definicja Boga! Jest w niej wszystko… Użyte tutaj słowo „miłość” wskazuje uczucie, łaskę, dobroć. Nie jest to miłość z telenoweli... Jest to miłość, która robi pierwszy krok, która nie zależy od ludzkich zasług, ale wypływa z ogromnej bezinteresowności. Jest to Boża troskliwość, której nic nie może powstrzymać, nawet grzech, ponieważ potrafi wznieść się ponad grzech, pokonać zło i wybaczyć je.
„Wierność” bez granic: to ostatnie słowo objawione przez Boga Mojżeszowi. (…) Wierność w miłosierdziu jest właśnie istotą Boga. Dlatego Bóg jest całkowicie i zawsze niezawodny. Jest obecnością trwałą i stabilną. Taka jest pewność naszej wiary. A zatem podczas tego Jubileuszu Miłosierdzia zawierzmy się Mu całkowicie, a doświadczymy radości z tego, że kocha nas ten „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w miłość i wierność”.
„Boże Ojcze, dziękuję Ci za to, że jesteś dla mnie tak kochający i miłosierny”.
Mdr 11,22--12,2
2 Tes 1,11--2,2
Łk 19,1-10


MAGAZYN:

Różaniec prababci Stefanii

Różańce twego życia… Czy myślałeś o nich kiedykolwiek? Nie, nie o modlitwach kierowanych ku Bo-
gu, lecz o przedmiocie trzymanym w dłoni, a składającym się z paciorków, które przesuwasz… przesuwasz… przesuwasz… Ta zwykła rzecz, służąca skupieniu i modlitwie, jest przecież niemym świadkiem twojego spotkania z Bogiem i Matką Najświętszą – świadkiem, znakiem, pamiątką, zachętą, zaproszeniem do modlitwy. A więc różaniec – przedmiot, choć zwykły – niezwykły.
Pamiętam różaniec mojej prababci Stefanii… Był zawsze tam, gdzie ona – drewniany, o dużych paciorkach, wygłaskany, zawsze jakby ciepły jeszcze. Jako mała dziewczynka wciąż go dotykałam, podziwiając misternie wyrzeźbione różyczki. Wydawałoby się, że lgnęłam do przedmiotu, a dziś, po tylu latach widzę, że lgnęłam w ten sposób do modlitwy mojej Prababci, do jej pobożności i duchowości. Dotyk tego różańca to dla mnie nasycanie się atmosferą wiary i modlitwy tej, której od dziesiątków lat nie ma już na tym świecie. Jej różaniec pozostał bowiem wśród rodzinnych pamiątek, ale sam w sobie jest przecież tylko przedmiotem, niczym więcej.
Czyżby? Dlaczego więc tylu polskich kapłanów, więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej oddało życie broniąc różańca – „zwykłego przedmiotu”? Dlaczego odmawiali podeptania go, rozerwania, wrzucenia w błoto? Dlaczego woleli raczej umrzeć, niż to zrobić? Dlatego, że różaniec to symbol, namacalny znak wiary.
To, co za życia Prababci poruszało mnie do głębi, gdy brałam jej różaniec do rąk – i co porusza mnie nadal, gdy wspominam te chwile – było ściśle związane z codzienną modlitwą Prababci, jej osobistym kontaktem z Bogiem.
Prababcia była osobą modlącą się nieustannie i to było gołym okiem widać. Wspomniany różaniec nie leżał blisko jej rąk od parady, książeczka z modlitwami nie kurzyła się na półce, lecz wraz z różańcem stanowiła „narzędzie pracy” mojej Prababci, która każdą wolną chwilę wypełniała modlitwą, medytacją czy duchową lekturą. Wymodliła naszej rodzinie niejedno, w tym zapewne również i mnie.
Prababcia miała wielkie nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Od dziecka znałam tę cudowną ikonę, na której trzymanemu przez Maryję Dzieciątku zsuwa się bucik ze stopy. Wyobrażałam sobie, że Prababcia, czuwając przed tym wizerunkiem, podtrzymuje różańcem bucik Jezusa, by ostatecznie nie spadł na ziemię… A w zamian Maryja „podtrzymuje” Prababcine sprawy, wymykające się z bezradnych rąk, przerastające ludzkie siły i możliwości… Taka była wyobraźnia przedszkolaka. Wciąż jednak wierzę, że Prababcia tą ufną i wierną modlitwą przed obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy – z różańcem w ręku – powstrzymywała i podtrzymywała bardzo wiele.
Sama zachowałam wspomnienie niezwykłego dla mnie wydarzenia, jakiego doświadczyłam za przyczyną tego właśnie wizerunku. Był to czas przed moim nawróceniem, gdy dopiero zaczynałam na serio interesować się Panem Bogiem i Jego Objawieniem. Któregoś dnia weszłam do sklepu „Veritas” w moim mieście, gdzie oferowano wszelkie możliwe artykuły związane z wiarą chrześcijańską. Stojąc po coś w kolejce, rozglądałam się wokoło: przedmioty, przedmioty… Krzyże i krzyżyki, różańce, świece roratnie, gromnice, kielichy, szatki chrzcielne, książki, rzeźby i oczywiście obrazy. Nagle mój wzrok spoczął nie na przedmiocie, ale… na Osobie! Cóż to za dziwne zjawisko? Jak to możliwe? Przecież widzę zwykły wizerunek, ikonę Matki Bożej Nieustającej Pomocy, zawieszoną gdzieś tam wśród obrazów i obrazków, tuż pod powałą! A jednak… Tak, to przecież patrzy na mnie Osoba! I do tego mówi do mnie bez słów… Patrzy i prosi – przytul mnie, zapragnij mojej bliskości, weź mnie z sobą!
Jak to często bywa w takich przypadkach, zadecydowały marne względy ludzkie. Mimo iż serce moje drgnęło na widok tego wizerunku, mimo iż wspomniało w sekundzie ukochany obraz Prababci i zatęskniło za nim – i mimo iż w dodatku usłyszało gdzieś w głębi to ciche, słodkie wezwanie – jednak nie poprosiłam, by podano mi tę ikonę i nie kupiłam jej. Banalne – nie chciałam fatygować ekspedientki, by wspinała się po drabinie i wyplątywała „mój” obraz z szeregu innych, ciasno tam zgromadzonych – i to na oczach wijącej się, niecierpliwej kolejki!
Wyszłam ze sklepu, odprowadzana spojrzeniem Osoby, która tam pozostała i której tkliwy wzrok czułam na swoich plecach. Odchodziłam zasmucona jak ktoś, kto pozostawia w obcym miejscu kogoś bardzo bliskiego… Tak, czułam się dziwnie. Nie uszłam paru kroków, a już tęskniłam do tego miłosiernego spojrzenia, do tej cichej słodyczy emanującej z ikony.
I choć pomaszerowałam wtedy do domu, to następnego dnia wróciłam jednak do sklepu w centrum miasta i kupiłam ten przedziwny wizerunek. Bałam się, że go już nie odnajdę – ale był, wisiał na swoim miejscu i nadal pozostawał Osobą, która czeka na mnie – właśnie na mnie! Działo się to w 1986 roku. Gdy piszę te słowa, obok w pokoju, wśród świec i kwiatów, stoi ten ukochany wizerunek Matki Bożej Nieustającej Pomocy, przez który Ona wejrzała z miłością na mnie i na moje życie. Jak śpiewamy w starej pieśni – spojrzała „przez obraz on” – i spogląda do teraz.
Nawiasem mówiąc, podobne wydarzenie opisała w swoich wspomnieniach Zofia Kossak-Szczucka. Do niej „przemówił” w czasie II wojny światowej wiszący na wystawie u szklarza obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. I ona nie kupiła go od razu – toczyła wewnętrzną walkę, gdyż obraz był drogi, nie miała pieniędzy na taki zakup. Brakowało przecież żywności, odzieży, opału… Była zima. Jednak obraz „przemawiał” do niej tak mocno, że w końcu pod wpływem silnego duchowego impulsu weszła do sklepu i za zdobyte z trudem na życie pieniądze kupiła ten właśnie wizerunek. Następnego dnia w wyniku bombardowania sklep został zrównany z ziemią, a obraz Matki Boskiej Częstochowskiej towarzyszył pisarce, jak najbliższy przyjaciel, do końca jej dni.
Z kolei zmarły niedawno o. Jan Góra lubił wspominać chwilę, gdy stojąc w tłumie pielgrzymów w kaplicy Jasnogórskiego Cudownego Obrazu, odczuł nagle, że Matka Boża patrzy na niego ze swego wizerunku – jak to określił – „jakby z osobna”. Było to na początku jego duszpasterstwa i miało swoje wymierne skutki w jego późniejszej pracy z młodzieżą. A może każdy ma jakiś swój szczególny wizerunek Maryi, który go „przyzywa”, „spogląda” na niego i „przemawia” do jego duszy?
Prababcia nie uczyła mnie modlitw, nie kupowała różańców, nie kazała czytać modlitewnika i nie trzymała na klęczkach przed swoim ukochanym obrazem… Ona po prostu – gdy buszowałam w jej „modlitewnym królestwie” – przyglądała mi się z uśmiechem dobroci, odpowiadała na pytania, nie przeszkadzała mi doświadczać po dziecięcemu niesamowitości tego świata, patrzeć
i wszystkiego dotykać. A potem modliła się z ujmującą prostotą i ja ją, modlącą się, widziałam. Tak, moja prababcia po prostu się modliła i to zwłaszcza modlitwą różańcową. Taki właśnie jest związek mojej prababci Stefanii z tym, że dziś ja trzymam różaniec w dłoni, a ikona Matki Bożej Nieustającej Pomocy od lat króluje w moim domu. ▐


Spotkanie na Plantach –
z notatek wolontariusza ŚDM

29.07.2016, piątek, dzień Drogi Krzyżowej

Dziś służbę na Błoniach miałem od godziny 14.00. Postanowiliśmy więc zjeść wcześniej lunch, co nie było wcale takie łatwe. Długo szukaliśmy restauracji, w której nasze talony moglibyśmy zamienić na coś postnego. Udało nam się znaleźć pierogarnię, w której poza pierogami z mięsem były też kopytka. Nie lubię kopytek, ale trudno, pomyślałem, jest piątek, więc można pocierpieć. Rozklapciane kopytka konsumowaliśmy na krakowskich Plantach. Przynajmniej dopisywały nam humory. A w międzyczasie wyszło na jaw, że Papież udzielił na dziś dyspensy. Trudno!
Podczas naszego posiłku podszedł do nas pewien człowiek, około trzydziestki. Nie wyglądał specjalnie na bezdomnego, ale gdy zapytał nas, czy może zadać nam jedno pytanie, spodziewałem się prośby o pieniądze. Już myślałem, jakby tu grzecznie odmówić. Tymczasem zapytał: „Czym jest dla Ciebie życie z Jezusem?”. Zamurowało mnie. Uśmiechnął się. Poczekał chwilę. Nie było to dla mnie łatwe pytanie. Dlaczego wybrał akurat nas z tych tłumów? Mało to innych pielgrzymów i wolontariuszy wokoło?
Po dłuższym milczeniu odpowiedziałem, że w zasadzie, to ja nie wiem, bo nie mogę powiedzieć, że żyję z Jezusem. Ja w moim życiu popełniam na tyle dużo grzechów, że raczej nie mam relacji z Chrystusem, tylko nieustannie do Niego wracam. Przypomniał mi się tekst jednej z piękniejszych pieśni z modlitw wieczornych: „Racz wysłuchać i strzec moich nocy i dni. Racz wysłuchać i strzec wiecznych powrotów mych”. Bardzo się odnajduję w tej pieśni. Dla mnie chrześcijaństwo to właśnie wieczne powroty. Może gdzieś tam na świecie, w klasztorach, jacyś święci zakonnicy nie muszą co chwilę wracać, ale ja jestem tylko słabym grzesznikiem
i taka jest właśnie moja rzeczywistość.
Dalej Marcin – bo, o ile dobrze pamiętam, tak nam się przedstawił – powiedział nam swoje świadectwo. A potem pytał, czy kiedykolwiek powierzyliśmy całe nasze życie Jezusowi.
Ja chyba nie do końca. To znaczy tak, oczywiście – pochodząc z wierzącej rodziny, żyję w zgodzie z nauką Kościoła. Kilka takich aktów oddania też już robiłem. Ale zawsze w głowie miałem zastrzeżenie – Panie Jezu, dobrze, prowadź moje życie, ale to i to zostaw w spokoju, zgoda? Masz 90% kontroli, wystarczy Ci?
Marcin zachęcał nas, żeby taki akt oddania i całkowitego zawierzenia Jezusowi wypowiedzieć w trakcie dzisiejszej Drogi Krzyżowej.
Pytał nas też, czy mamy prawo jazdy. No mam, ale co to ma do rzeczy? – pomyślałem. Zapytał, co bym zrobił, gdybym jadąc samochodem, zobaczył, że Jezus łapie stopa.
– Phi! To oczywiste, że bym Go podwiózł, tam, gdzie by sobie zażyczył. Albo zamknąłbym drzwi od środka i Go porwał, zachował na zawsze. – zażartowałem. Na to Marcin się uśmiechnął i powiedział, że nie o to chodzi w chrześcijaństwie.
– No jak to nie? Trzeba pomagać innym, nie? I mieć Jezusa blisko. To co niby powinienem zrobić w takiej sytuacji twoim zdaniem?
– Powinieneś się zamienić z Jezusem miejscami. Oddać Mu kierownicę, bo to On jest najlepszym Kierowcą. Powiedzieć: Jezu, prowadź moje życie dokąd zechcesz. O to chodzi w chrześcijaństwie.
Antoni Belina Brzozowski

Od redakcji

Przed dwoma miesiącami przeżywaliśmy w naszym kraju Światowe Dni Młodzieży i wizytę papieża Franciszka. Wielu z nas gościło w swoich domach pielgrzymów lub w inny sposób angażowało się w ich przyjęcie, wielu, zwłaszcza młodych, modliło się z papieżem w Krakowie, inni śledzili telewizyjne transmisje ze spotkań. Przez parę dni nasze parafie i kościoły rozbrzmiewały radosnym, wielojęzycznym śpiewem przybyszy z całego świata, często z bardzo egzotycznych krajów. Zaznaliśmy przedziwnej wspólnoty wiary.
Podczas Mszy posłania na Campus Misericordiae papież Franciszek mówił, że Jezus chce być obecny w naszym codziennym życiu, i zachęcał do tego, byśmy strzegli dobra otrzymanego w tych dniach i podtrzymywali pamięć obecności Boga wśród nas.
Wciąż żywe są nasze wspomnienia. Żeby je utrwalić, warto podzielić się z innymi swoimi przeżyciami. Może w twoim domu byli pielgrzymi? Spotkałeś się z nimi, rozmawiałeś? Uczestniczyłeś we Mszy albo jakimś spotkaniu z ich udziałem? Może ty sam lub ktoś z twoich bliskich był wolontariuszem, pojechał do Krakowa? Z pewnością są jakieś owoce tego czasu. Gorąco zachęcamy, byście napisali do nas o tym wszystkim.

Nasz adres pocztowy:
Redakcja „Słowa wśród nas”, ul. Św. Bonifacego 9/1, 02-914 Warszawa
mailowy:
sekretarzslowo@wydawnictwo.pl

 

Sklep internetowy Shoper.pl