Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 11 (279) 2016
Słowo wśród nas Nr 11 (279) 2016
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowany: „Otwórz moje oczy, Panie!”, poświęcony jest objawianiu się Boga – poprzez piękno stworzenia, Pismo Święte i Tradycję - i naszej gotowości na przyjęcie Jego objawienia. W artykułach przeczytamy także o tym, że Bóg pragnie objawiać nam swoją miłość i nawiązać z każdym z nas bliską relację. 

Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajduje się artykuł o św. Bonawenturze oraz cztery świadectwa, w tym kolejna odpowiedź na naszą ankietę „Bóg żyje i działa”. W dziale Nasze lektury polecamy niezwykle poruszającą książkę „Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć”. Ponadto w numerze krzyżówka i kalendarz liturgiczny.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Otwórz moje oczy, Panie!
Obietnica Bożego objawienia..................................... 4


Otwórz moje uszy, Panie!
Jak usłyszeć głos Boga............................................... 9


Otwórz moje serce, Panie!
Boża wymiana darów................................................ 13


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 listopada............................................... 18


MAGAZYN


Z miłością podejmować Boże wyzwania
Jak św. Bonawentura odnalazł Boga pośród chaosu
Robert Barbato OFMCap............................................... 45


Miłosierny wypadek
Jadąc do kina, ocaliłam komuś życie
Lynne May............................................... 50


Spełnione pragnienieJoanna Przybyła................ 54


Zaskakujące błogosławieństwo
Święci nauczyli mnie inaczej patrzeć na cierpienie
Teresa Tomeo......................................................... 56


Bóg czuwa nade mną
odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”.............. 60


Nasze lektury............................................................. 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Większość z nas jest w stanie precyzyjnie odczytywać sygnały płynące z naszych ciał i umysłów. Gdy idzie o nasze ciała, doskonale wiemy, że jesteśmy głodni, zmęczeni albo że odczuwamy przypływ energii. Jest to dla nas oczywiste. Także sygnały płynące z naszych umysłów nie są trudne do zinterpretowania. Zdajemy sobie sprawę, kiedy pracuje nasza wyobraźnia. Wiemy, że w danym momencie jesteśmy spokojni i pełni życzliwości wobec bliźnich, a w innym, przeciwnie, górę bierze niechęć, złość czy uraza. Polegamy na swoim intelekcie i pamięci. Takimi stworzył nas Bóg – na swój obraz i podobieństwo.
Jednak ojcowie Kościoła mówili o jeszcze innym wymiarze istoty ludzkiej. Niektórzy, jak św. Paweł, nazywali go „duchem” czy „wewnętrznym człowiekiem”. Inni mówili o „sercu” czy „szczycie duszy”. Wszystkie te terminy opisują naszą zdolność do kontaktu z Bogiem, odnoszą się do tej części naszego jestestwa, która jest w stanie odczuwać Jego obecność i odbierać Jego wskazówki.
W listopadowym numerze chcemy przyjrzeć się temu wewnętrznemu, duchowemu wymiarowi naszego życia. Zastanowić się nad tym, jak to się dzieje, że udaje nam się słyszeć głos Boga i pełniej rozumieć Jego tajemnice. Nazywamy to przyjęciem Bożego „objawienia”.
Z czasem przekonałem się, że jeśli chcę usłyszeć mówiącego do mnie Pana, muszę się wyciszyć – dotyczy to zarówno ciała, jak i duszy. Dla mnie oznacza to konkretnie przeznaczenie co rano określonego czasu na lekturę i rozważanie Pisma Świętego. Wzorem proroka Ezechiela „zjadam” słowo Boże i modlę się o jego zrozumienie (Ez 3,3; Mt 13,14-16). Następnie proszę Ducha Świętego, by przez to słowo prowadził mnie w rozpoczynającym się dniu (Ps 25,5; 32,8). Dlatego co parę godzin zatrzymuję się na kilka minut, aby przypomnieć sobie, co Bóg włożył w moje serce tego ranka.
Odkryłem również, że Bóg otwiera mi oczy przez słowa świętych i świątobliwych ludzi. Ogromny wpływ na moje życie mają na przykład słowa papieża Franciszka, św. Ignacego Loyoli czy św. Teresy z Avili. To, co mówią, często dotyka mego serca i każe mi myśleć: „Jest w tym coś, co Pan pragnie mi przekazać. Muszę głębiej się nad tym zastanowić”.
Chociaż żadne badanie rentgenowskie ani rezonans magnetyczny nie wykryje mojej „wewnętrznej istoty”, jestem pewien, że ona istnieje. Skąd ta pewność? Ponieważ gdy słyszę mówiącego do mnie Boga, doświadczam szczególnej łaski, która nie płynie ze mnie, ale działa w moim wnętrzu, przybliżając mnie do Jezusa. Jestem przekonany, że ta sama łaska może działać również w was, gdyż Jezus obiecał nam wszystkim Ducha Świętego, Ducha Prawdy, który „doprowadzi nas do całej prawdy” (J 16,13).
Ufam, że artykuły zamieszczone w tym numerze pomogą wam doświadczyć większej bliskości Jezusa i przyjąć Jego objawienie. Parafrazując św. Pawła: Oby Bóg dał wam ducha mądrości i objawienia, abyście mogli lepiej Go poznać. Niech da wam światłe oczy serca, tak byście pojęli to wszystko, co On dla was uczynił” (por. Ef 1,17-18).

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 


ARTYKUŁ:
Otwórz moje oczy, Panie!

Obietnica Bożego objawienia


Rozdarty pomiędzy tęsknotą za świętością a pragnieniem przyjemności i sukcesu, pewien wybitny nauczyciel, siedząc w ogrodzie, zmagał się z decyzją, do której podjęcia czuł się całkowicie niezdolny. Spokojne otoczenie stanowiło silny kontrast z burzą, jaka szalała w jego sercu.

Zawstydzony, a zarazem kurczowo trzymający się swego samolubnego stylu życia, Augustyn wybuchnął płaczem.
W udręce wylewał z siebie cały ból serca i frustrację z powodu swoich grzechów. Kiedy tak płakał, usłyszał nagle dziecięcy głos powtarzający monotonnie: „Weź i czytaj; weź i czytaj”.
Nie widząc w ogrodzie żadnego dziecka, Augustyn natychmiast doszedł do wniosku, że musi to być głos Boga, który go wzywa do otwarcia i czytania Pisma Świętego. Otwierając księgę Pisma na Liście do Rzymian, przeczytał: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14).
Serce Augustyna w jednej chwili zostało zalane światłem i radością. Wszelkie wątpliwości i wahania ustąpiły; postanowił poprosić o chrzest i poświęcić swoje życie Chrystusowi. Był przekonany, że nie były to jakieś urojone myśli i zwyczajne słowa na kartce, ale że otrzymał objawienie od Boga.
Jak to się stało? Słowa dziecka dotarły do uszu Augustyna, a on podjął decyzję otwarcia Biblii. Ale skoro był to głos Boga, to czy nie powinni go usłyszeć także inni? Tymczasem jego towarzysz, będący przy nim, nie słyszał nic. Co więcej, przesłanie, na które Augustyn natrafił w Piśmie Świętym, odnosiło się dokładnie do sytuacji, w jakiej się znajdował, i poruszyło jego serce.
W tym miesiącu spróbujemy zgłębić temat Bożego objawienia. Chcemy na nowo uświadomić sobie, że Bóg pragnie objawiać się ludziom – i to nawet tak zwyczajnym jak my. Spróbujemy też zastanowić się, w jaki sposób możemy otworzyć się na to objawienie, aby jaśniej widzieć Jezusa i poznać Jego drogi.

„ABYŚCIE ZOSTALI NAPEŁNIENI”
Słowo „objawienie” jest tłumaczeniem greckiego apokalipsis i oznacza odsłonięcie czegoś, co dotąd było zakryte. W Piśmie Świętym słowo to zwykle pojawia się, gdy mowa o tym, jak Bóg objawia się swojemu ludowi, pomaga mu zrozumieć swoje plany, a także pociesza go i dodaje mu otuchy.
Podobnie jak pozostali Apostołowie, św. Paweł był przekonany, że Bóg chce przemawiać do swego ludu. Zdawał sobie sprawę, że jego powołanie do głoszenia Ewangelii polega na czymś więcej niż tylko na przekazywaniu informacji o Chrystusie. Wymaga także wzywania słuchaczy do tego, by otworzyli się na Boże objawienie w swoich własnych sercach. Pisał na przykład do Kolosan: „Przeto i my od dnia, w którym to usłyszeliśmy, nie przestajemy za was się modlić i prosić Boga, abyście doszli do pełnego poznania Jego woli, w całej mądrości i duchowym zrozumieniu, abyście już postępowali w sposób godny Pana, w pełni Mu się podobając, wydając owoce wszelkich dobrych czynów i rosnąc przez głębsze poznanie Boga” (Kol 1,9-10).
Według Pawła nasza zdolność do świętego życia i wydawania owocu dla Pana zależy od tego, w jakim stopniu pozwalamy Bogu otworzyć nasze umysły na tajemnicę, która „ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona” (Kol 1,26) wszystkim, którzy szukają Pana.

DWIE DROGI
Słowa św. Pawła mówią nam, że istnieją dwa różne sposoby służenia Panu. Pierwszy z nich – dobry, ale mający duże ograniczenia – to dążenie do osiągnięcia świętości własnym wysiłkiem, kierując się własną mądrością. Drugi to otwarcie się na Pana, tak by to On sam przez swoje objawienie prowadził nas i dodawał nam siły. Można to porównać do gry dwóch pianistów, z których pierwszy gra mechanicznie, koncentrując się na tym, by we właściwym czasie uderzyć odpowiedni klawisz, a drugi gra z serca, nie skupiając się na technice. Obaj wykonują ten sam utwór na tym samym instrumencie, ale gra drugiego wywiera dużo większe wrażenie na słuchaczach, gdyż wydobywa on z utworu całe piękno, które umyka pierwszemu wykonawcy.
Bóg powiedział kiedyś do swego ludu przez proroka: „Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55,9). Powiedział też: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody (...) Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki (...) Posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (Iz 55,1.2.3). Drogi Boże nie są naszymi drogami, ale Bóg sam chce je nam objawiać. Zależy Mu na tym, by Jego drogi – Jego myśli, pragnienia, Jego wizja życia – kształtowały nasze myślenie i działanie. Pragnie nam się objawiać, abyśmy nauczyli się mocniej Go kochać i z oddaniem Mu służyć.
Potrzebujemy Bożego objawienia. Jest to jedyny sposób, w jaki my, stworzenia, możemy wejść w osobistą relację z naszym Stwórcą, a także przejmować Jego cechy, przemieniając się na Jego obraz i podobieństwo.

PEŁNIA OBJAWIENIA
Całe wieki przed przyjściem Jezusa Bóg objawiał się prorokom, takim jak Izajasz czy Ezechiel. Także historie bohaterów Starego Testamentu, takich jak Abraham, Mojżesz, Jozue czy Dawid, pokazują, że czołowe postaci dziejów Izraela doświadczały Bożego objawienia. Abraham stał się ojcem nowego narodu. Mojżesz wyprowadził Izraelitów z Egiptu. Jozue zdobył Ziemię Obiecaną. Dawid zjednoczył Izraelitów i panował nad nimi jako król. Każdy z nich – a także wielu, wielu innych – otrzymał specjalne objawienie od Boga, którym następnie podzielił się ze swoim ludem. Byli oni zapowiedzią Jezusa, który przyszedł, aby przynieść pełnię Bożego objawienia wszystkim ludziom na całym świecie.
To, co nasi duchowi przodkowie mogli objawić jedynie częściowo, Jezus doprowadził do pełni. Wierzymy, że wraz z życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Boże objawienie dobiegło kresu. Wszystko, co Bóg ma nam do powiedzenia, zawiera się w Słowie, które stało się ciałem.

OBJAWIENIE OŻYWIA NAS
Skoro tak się sprawa przedstawia, to dlaczego jeszcze mamy zabiegać o Boże objawienie? Czy nie zawiera się ono
w całości w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła? Jest to oczywiście prawdą, ale istnieje jeszcze jeden aspekt objawienia, który także jest bardzo ważny. Objawienie dawane nam dzisiaj przez Boga to nie nowe informacje czy nowe doktryny. Wszystko to, co jest nam potrzebne do prowadzenia życia chrześcijańskiego, zostało nam objawione w „świętym depozycie wiary” (por. KKK, 84). Jednak Bóg pragnie te znane już prawdy objawiać każdemu z nas osobiście. Dlatego właśnie Jezus obiecał posłać do nas Ducha Świętego, który: „z mojego weźmie i wam objawi” (J 16,15).
W Liście do Efezjan Paweł podsumował chwalebny plan Boga. Napisał tam, że Bóg obdarzył nas „wszelkim błogosławieństwem duchowym” (Ef 1,3). Zapewniał, że Jezus ożywia nas, wydobywając z niewoli grzechu i śmierci (Ef 2,1-10). Mówił o Kościele jako o „Pełni” obecności Jezusa na ziemi (Ef 1,22-23).
To sporo informacji i można by uznać, że Paweł mógłby spokojnie zadowolić się już samym przekazaniem ich Efezjanom. To mu jednak nie wystarczyło. Paweł modlił się dla nich o „światłe oczy serca”, prosił, by mogli otrzymać „ducha mądrości i objawienia”, a dzięki temu poznać wspaniały Boży plan względem nich (Ef 1,17-18). Paweł zdawał sobie sprawę, że sami z siebie możemy zrozumieć Boży plan jedynie w ograniczonym zakresie. Aby miał on rzeczywisty wpływ na nasze życie, potrzebujemy objawienia.

PANIE, OTWÓRZ NASZE OCZY!
Co wspólnego mieli ze sobą Piotr, Andrzej, Dobry Łotr na krzyżu, kobieta przy studni i mężczyzna niewidomy od urodzenia? Oczy ich zostały otwarte i ujrzeli Jezusa, swego Zbawiciela. Dokładnie to samo Bóg pragnie uczynić dla nas. Chce objawiać nam swoje tajemnice mocą Ducha Świętego. Pragnie objawiać nam swoją miłość i swój plan wobec nas, abyśmy mogli aktywnie włączyć się
w jego realizację, a przez to przyczynić się do budowania Bożego królestwa. Chce, byśmy otworzyli się w wierze na to objawienie i pozwolili się przemienić przez te same prawdy, które przed wiekami Bóg objawił Apostołom.
Czy rzeczywiście możemy usłyszeć głos Boga? Tak! Bóg objawia nam siebie
i swoją mądrość – „mądrość ukrytą, tę, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej” (1 Kor 2,7). Zaprasza nas też, byśmy pozwolili, by to objawienie przeniknęło nasze serca i umysły, a wtedy będziemy mogli prowadzić życie godne tak wzniosłego i chwalebnego powołania. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
Wtorek, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Ap 7,2-4.9-14
Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć. (Ap 7,9)
Wyobraź sobie, że zostałeś zaproszony na obiad. Gospodarz jest twoim bliskim przyjacielem, więc mniej więcej domyślasz się, kto jeszcze tam będzie. Jednak po przybyciu stwierdzasz zaskoczony, że oprócz tych, których się spodziewałeś, spotykasz tam także inne, zupełnie nieznane ci osoby.
Prawdopodobnie tak właśnie poczujemy się wchodząc do nieba. Może spodziewamy się spotkać tam babcię czy dawnego proboszcza, którego pamiętamy z czasów dzieciństwa. Ale przestępca, o którym słyszeliśmy w wiadomościach telewizyjnych, czy starszy chłopak, który znęcał się nad nami w szkole, to już zupełnie co innego!
Dzisiejsza uroczystość Wszystkich Świętych jest dla nas tak cenna, ponieważ czcimy dziś nie tylko tych świętych, których imiona znamy, gdyż figurują w martyrologiach i katolickich kalendarzach, ale także tych bezimiennych, niezauważonych, ukrytych świętych, którzy byli błogosławieństwem dla Kościoła we wszystkich pokoleniach. Czcimy każdą osobę składającą się na „wielki tłum”, o którym mówi dzisiejsze czytanie.
Do tego bezimiennego grona świętych należą rodzice, którzy wytrwale wychowywali swoje dzieci w wierze. Należą pracownicy stacji benzynowych i prawnicy, robotnicy portowi i gwiazdy filmowe – wszyscy, którzy walczyli ze swoim grzechem i słabościami, z pomocą łaski Bożej, która podtrzymywała ich w złych i dobrych chwilach. Są wśród nich więźniowie, którzy odkryli przebaczającą miłość Boga, są uchodźcy, którzy zaufali, że On się o nich zatroszczy. Są tam ci, którzy wierzyli od dzieciństwa, ale i ci, którzy nawrócili się w starszym wieku. Wszyscy oni są świadomi tego, że świętość zawdzięczają nie swoim własnym wysiłkom, ale mocy Boga, która działała w ich słabości.
Niebo jest rozległe! Jest w nim miejsce nie tylko dla największych świętych, ale dla wszystkich, którzy żyli dla Pana. Niech ta prawda napełni cię nadzieją na życie wieczne dla ciebie i twojej rodziny – nawet dla tych, o których najbardziej się martwisz. Nikt nie jest wykluczony. Nikt nie oddalił się tak bardzo, by nie mógł wrócić. Nasz Pan jest Bogiem cudów, a to oznacza, że każdy ma szansę zostać świętym.
„Dziękuję Ci, Panie, za Twoją łaskę i miłosierdzie. Pomóż nam być świętymi, jak Ty jesteś święty!”
Ps 24,1-6
1 J 3,1-3
Mt 5,1-12a

Środa, 2 listopada
Wszystkich wiernych zmarłych
J 11,32-45
Oto jak go miłował. (J 11,36)
Liczne badania wykazały, że niemowlęta przebywające w takim otoczeniu, jak przepełniony sierociniec, gdzie doświadczają niewiele czułości, a ich kontakt z ludźmi jest ograniczony, narażone są na trwałe deficyty emocjonalne. Badania te udowadniają zarazem podstawową prawdę naszej wiary – zostaliśmy stworzeni dla miłości. Kiedy wiemy, że jesteśmy kochani, mamy więcej pokoju i pewności siebie. Czujemy się dowartościowani i zaczynamy wierzyć w siebie.
Z tego właśnie powodu poznanie i przyjęcie miłości Boga ma tak fundamentalne znaczenie. Pomaga nam ono zobaczyć, jak bardzo jesteśmy dla Niego cenni. Daje nam poczucie bezpieczeństwa, tak potrzebne do życia na tym świecie.
Jak możemy poznać miłość Boga do nas? Oto kilka sposobów:
Wsłuchuj się w słowa Pisma Świętego. W dzisiejszym drugim czytaniu Paweł bardzo jasno stwierdza, że nie chce, aby ktokolwiek wątpił w to, iż Bóg pragnie, abyśmy z Nim byli teraz i w wieczności. W przeciwnym razie dlaczego miałby posyłać swego Syna, aby umarł za nasze grzechy? Dlaczego miałby posyłać Ducha Świętego do naszych serc?
Przyjmuj pobożnie Komunię świętą. Za każdym razem, gdy spożywamy Ciało Pańskie, przyjmujemy także miłość Bożą. Kiedy słysząc słowa: „Ciało Chrystusa”, odpowiadamy „Amen”, wyznajemy wiarę w to, że Bóg wciąż wydaje za nas swoje życie z miłości.
Wyostrz swój wzrok wiary. Jeśli będziesz zwracać uwagę na to, co się z tobą dzieje, zaczniesz zauważać znaki Bożej miłości
w swoim codziennym życiu. Rozpoznasz, że to Bóg pokierował tobą, gdy podejmowałeś skomplikowaną decyzję. Domyślisz się, że to On postawił cię we właściwym miejscu w odpowiednim czasie. Bądź pewien, że interesują Go najmniejsze szczegóły twojego życia, ponieważ cię kocha.
Nigdy nie zapominaj o tym, że jesteś kochany przez Boga. Dlatego staraj się żyć coraz bardziej świadomie. Codziennie proś o znak Jego miłości, który da ci pokój i pewność bycia umiłowanym dzieckiem i cenionym przyjacielem.
Im bardziej sam będziesz przekonany o Bożej miłości, tym więcej będzie w tobie ufności co do losu twoich bliskich, którzy odeszli do Pana przed tobą. Dziś, w Dzień Zaduszny, prośmy Boga, aby okazał im wszystkim swoje miłosierdzie. Prośmy Go, by oczyszczeni ze swoich grzechów, mogli jak najszybciej stanąć w Jego obecności.
„Panie, ukaż mi swoją miłość. Ty jesteś źródłem mojej nadziei”.
Msza II: Dn 12,1-3
Ps 42,2-3.5; 43,3-4
Rz 6,3-9

Niedziela, 6 listopada
2 Tes 2,16--3,5
Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. (2 Tes 3,3)
Zanim jeszcze Kain zrealizował swój plan zabicia brata, Bóg ostrzegał go, by nie pozwalał panować nad sobą złu (Rdz 4,7). Kain nie musiał ulec tej pokusie. Bóg był przy Nim, gotów mu pomagać i umacniać go. Niestety, wiemy dobrze, jak potoczyła się dalej ta historia.
Myśląc o grzechu, koncentrujemy się zwykle na naszej osobistej winie. Nieczęsto myślimy o pokusach stojących za naszą decyzją popełnienia grzechu. Pokusa jest jednak bardzo skutecznym narzędziem wykorzystywanym przeciwko nam przez diabła i musimy mieć się przed nią na baczności.
Czasami pokusa jest jak uporczywe nagabywanie, które nakłania nas do ustępstw. Zły w kółko powtarza nam dokładnie te same kłamstwa. Kusi nas, przekonując, że w tej sytuacji przekroczenie Bożego przykazania nie będzie niczym złym. Jeśli otworzymy się na te kłamliwe sugestie, wkrótce popchną nas one do grzechu.
Kiedy indziej szatan posługuje się nieco subtelniejszymi strategiami. Wmawia nam, że mamy zbyt wiele pracy do wykonania, zbyt wiele spraw do załatwienia i zbyt wiele naprawdę poważnych obowiązków. Dlatego wieczorem jesteśmy za bardzo zmęczeni
i rozproszeni, by znaleźć czas dla Pana. W rezultacie, często nawet sobie tego nie uświadamiając, stajemy się coraz słabsi duchowo. Przestajemy czuwać nad sobą i jesteśmy coraz bardziej podatni na pokusy diabła.
Pamiętajmy jednak, że staliśmy się nowym stworzeniem w Chrystusie! Nie musimy poddawać się pokusom. Cały sekret polega na tym, by modlić się i prosić Jezusa o duchową moc do przeciwstawiania się pokusom. On jest Bogiem hojnym i da nam potrzebną łaskę do oparcia się diabłu.
Oby ani jeden dzień nie minął nam bez spędzenia czasu z Jezusem i szukania u Niego Bożej mocy.
„Panie, potrzebuję Cię dziś. Przyjdź i umocnij mnie do walki z pokusami”.
2 Mch 7,1-2.9-14
Ps 17,1.5-6.8.15
Łk 20,27-38

Niedziela, 13 listopada
2 Tes 3,7-12
Nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju. (2 Tes 3,7)
W Kościele w Tesalonikach panował zamęt, a jego członkowie tracili radość i pokój. Pojawili się tam bowiem fałszywi nauczyciele, którzy twierdzili, że powtórne przyjście Chrystusa już się wydarzyło. Uważali, że trwające prześladowania są znakiem apokaliptycznych wstrząsów, jakich oczekiwali chrześcijanie.
Aby zaradzić temu zamieszaniu, Paweł zachęcił Tesaloniczan w swoim liście do życia w prostocie. Radził, żeby zadowalali się tym, co mają, pilnie wykonywali swoją codzienną pracę i byli wierni Panu. Wszystko inne dokona się, kiedy nadejdzie wybrany przez Boga czas.
Przesłanie Pawła odnosi się także i do nas. My również dajemy się pochłonąć natłokowi spraw i wciągać w jałowe spekulacje, którymi zawsze fascynuje się świat. To jednak tylko nas rozprasza, przez co trudniej jest nam usłyszeć głos Pana i odczuwać Jego obecność.
Oczywiście prostota życia nie oznacza braku aktywności, oznacza natomiast życie uporządkowane. Oto dwie strategie, jakie możesz zastosować, żeby uprościć swoje życie.
Po pierwsze, pomyśl o ograniczeniu swoich codziennych zajęć. Zastanów się na przykład, czy nie za dużo czasu zajmuje ci oglądanie telewizji, surfowanie po Internecie czy chodzenie po sklepach. Może zamiast tego mógłbyś przeznaczyć jeden wieczór w tygodniu na lekturę duchową lub udzielanie się w parafii czy społeczności lokalnej? Szukaj sposobów ograniczenia niepotrzebnych zajęć, a uprościsz swoje życie i dasz Jezusowi więcej okazji do okazania ci swojej miłości.
Po drugie, kiedy gotujesz obiad, pracujesz zawodowo czy idziesz na spacer, staraj się robić to w taki sposób, by oddawać chwałę Panu. Taka postawa sprawi, że będzie w tobie więcej pokoju i otwarcia na prowadzenie Ducha.
Święci wciąż przypominają nam, że prostota życia pomaga skupić się na Panu. Daje też Jezusowi więcej możliwości napełniania naszych serc radością, miłością i pokojem. Spróbuj i ty uprościć swoje życie.
„Jezu, naucz mnie życia w prostocie, pokorze i pokoju”.
Ml 3,19-20a
Ps 98,5-9
Łk 21,5-19

Niedziela, 20 listopada
Jezusa Chrystusa, Króla wszechświata
Łk 23,35-43
Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. (Łk 23,42)
W sanktuarium Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie, na sklepieniu ponad głównym ołtarzem, można zobaczyć monstrualną mozaikę zatytułowaną Chrystus w majestacie. Jezus przedstawiony jest tam na złotym tle w purpurowej szacie jako potężny mocarz z uniesionymi rękami. Każdy szczegół podkreśla, że Jezus jest Królem. Także napis, który głosi: „Chrystus panuje, Chrystus rządzi. Odwieczny Zwycięzca, Odwieczny Król”.
Prawdopodobnie taki właśnie wizerunek przychodzi większości z nas na myśl, gdy myślimy o Chrystusie Królu – i nie bez powodu! Jezus rzeczywiście króluje, siedząc po prawicy Boga Ojca. Przed Nim zegnie się każde kolano i każdy język wyzna, że On jest Panem (Flp 2,10-11). Sam Jezus zapowiadał swój powrót w chwale, kiedy to w otoczeniu aniołów „zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały” (Mt 25,31).
Jednak wybrany na dzisiejszą uroczystość fragment Ewangelii ukazuje nam krańcowo inny obraz. Jezus zostaje ukrzyżowany jak pospolity przestępca. Wisi pomiędzy dwoma złoczyńcami wśród szyderstw wielu spośród przywódców religijnych Izraela. Czy może być większe poniżenie? Dlaczego Kościół czyta nam dziś tak zaskakujący tekst?
Jest to jeden z największych paradoksów życia chrześcijańskiego. Jezus okazuje się godny naszego posłuszeństwa nie dlatego, że jest potężnym władcą, ale dlatego, że jest Sługą. Okazuje się Panem nie dzięki wielkiej armii i lśniącemu przepychem tronowi, ale dzięki wspaniałej potędze miłości, która daje siebie. Z pokorą wstawia się za tymi, którzy z Niego szydzą. Miłosiernie przebacza swoim oprawcom. Hojnie obiecuje raj skruszonemu złoczyńcy. Taki jest Jezus, Syn Boży, czyniący jedynie to, co mówi Mu Ojciec.
Stań dziś wraz z Maryją u stóp krzyża i patrz na swego Króla. Zobacz, jak oddaje swoje życie, aby pojednać cię z Bogiem. Patrz na Niego i pozwól rozradować się swemu sercu.
„Jezu, Królu wszechświata, Ty jesteś potężny i miłosierny. Tobie poddaję moje życie. Przyjdź i bądź Panem mego serca”.
2 Sm 5,1-3
Ps 122,1-2.4-5
Kol 1,12-20

Niedziela, 27 listopada
Mt 24,37-44
Czuwajcie (...) Bądźcie gotowi. (Mt 24,42.44)
Rozpoczynamy dziś okres Adwentu. Wiemy z historii, że Adwent jest obchodzony w Kościele mniej więcej od IV wieku po Chrystusie. Początkowo był to przede wszystkim czas przygotowania do chrztu dla nowych wierzących, a dla wszystkich czas przygotowania na powrót Jezusa w chwale. Z czasem, choć nacisk na powtórne przyjście Chrystusa i chrzest wciąż pozostaje aktualny, Adwent zyskał nowy aspekt, jakim jest przygotowanie do uroczystego celebrowania pierwszego przyjścia Jezusa na świat.
Dziś w powszechnym odbiorze Adwent kojarzy się bardziej z oczekiwaniem na święta Bożego Narodzenia niż na powtórne przyjście Jezusa. Jednak Kościół wciąż przypomina nam, że ma być to czas, w którym wierni świętują pierwsze przyjście Jezusa, ale także „odnawiają gorące pragnienie Jego drugiego przyjścia” (KKK, 524).
Pamiętając o tym podwójnym celu Adwentu, który przygotowuje nas do świętowania tego, co było, a zarazem otwiera na to, co będzie, zauważmy, że jest on przede wszystkim okresem nadziei – nadziei na to, że Dziecię narodzone w Betlejem pewnego dnia powróci, by wprowadzić królestwo Boże.
Nadzieja pomaga nam iść naprzód z wiarą w to, czego jeszcze nie możemy zobaczyć. Jest łaską, dzięki której możemy z całą pewnością zaakceptować to, że Bóg działa w naszym życiu, mimo że nasza wiara zawiera w sobie pewien element tajemnicy.
Nadzieja ta nie jest bezpodstawna, a wiara nie jest w całości niepojętą tajemnicą, której nigdy nie ogarniemy rozumem. Jesteśmy gotowi przyjąć wszystkie tajemnice naszej wiary ze względu na to, co potrafimy zrozumieć – że Syn Boży przyszedł na świat po to, by wybawić nas od naszych grzechów i napełnić swoim Duchem Świętym.
Starajmy się więc przez następne cztery tygodnie przygotowywać nasze serca i na święta Bożego Narodzenia,
i na powrót Jezusa w chwale. Czyńmy to z ufnością i nadzieją. Mówmy Jezusowi: „Ten świat nie jest moim stałym domem. Pragnę domu niebieskiego. Pragnę być z Tobą na zawsze. Przyjdź, Panie Jezu”.
„Marana tha. Przyjdź do nas, Emmanuelu!”
Iz 2,1-5
Ps 122,1-2.4-9
Rz 13,11-14


MAGAZYN:


Spełnione pragnienie


Pani Dawidowicz była nauczycielką w Państwowej Podstawowej Szkole Muzycznej, do której uczęszczałam na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Mocno już starsza, nobliwie ubrana w ciemne, staromodne suknie zapinane pod szyją, w okrągłych okularach o grubych szkłach, pojawiała się to tu, to tam między rozwrzeszczaną dzieciarnią. Czego uczyła – nie wiem. Może była już dawno na emeryturze i po prostu dyżurowała w świetlicy? Myślę, że była właśnie kimś takim. Spotykając mnie na szkolnym korytarzu czy schodach, pani Dawidowicz zawsze przystawała, uśmiechała się, zamieniała dwa słowa i pogłaskawszy mnie po twarzy, szła dalej. Serce dziecka nigdy nie jest obojętne na takie sprawy. Mówiąc krótko – lubiłyśmy się.
Jako licealistka odkryłam, że pani Dawidowicz mieszka blisko mnie, przy Placu Asnyka. Często spotykałyśmy się, krążąc po okolicy. A czas robił swoje – ja chodziłam w wytartych levisach, puszczając luźno długie włosy (co było przecież surowo zabronione w szkole muzycznej), a pani Dawidowicz, wsparta już na lasce, pochylona, jakby szczuplejsza, spoglądała na mnie teraz, unosząc lekko w górę swoje zamglone, rozmyte za grubymi soczewkami źrenice… Niezmienna pozostała jej dobroć i łagodna akceptacja, gest czułej dłoni, serdeczność i niekłamane zainteresowanie. Chociaż miałam wówczas, stosownie do wieku, „kiełbie we łbie”, jednak serce dziecka nadal we mnie żyło i pamiętało wszystko co do joty. Spotkania z panią Dawidowicz zdecydowanie polepszały jego kondycję…
Jednak któregoś dnia dobra nauczycielka zniknęła z Placu Asnyka. Gdy przez dłuższy czas nie pokazywała się nawet na starym balkonie swego mieszkania, zrozumiałam, że odeszła na zawsze. Żałowałam, że już nigdy nie zobaczę pani Dawidowicz. Jednocześnie zachodziłam w głowę, jak odnaleźć jej grób i złożyć jej wizytę… Gapa, nie wiedziałam (stosownie do wieku), że wystarczy zapytać w cmentarnych biurach – a poza tym, jako nastolatka, dziś chciałam iść na cmentarz na grób mojej nauczycielki, a za chwilę z równą mocą myślałam o innych, równie ważnych dla mnie sprawach… Jednak serce dziecka naprawdę kochało panią Dawidowicz. Myślę, że właśnie dlatego Bóg znalazł sposób, abym mogła urzeczywistnić swoje pragnienie...
Pracowałam już wtedy w szkole jako nauczycielka języka polskiego. Któregoś dnia przyszła do mnie jedna z mam, chcąc osobiście zwolnić córkę z lekcji, ponieważ cała rodzina wybierała się na dwa tygodnie w góry. Kobieta tak urządziła ten wyjazd, że w środku urlopu przypadał dzień Wszystkich Świętych, co nieco umniejszało nieobecności córki w szkole. Było to więc korzystnym zbiegiem okoliczności dla całej tej sprawy.
– Nie takim znowu korzystnym – powiedziała mama Ani – bo my, proszę pani, choć nie jesteśmy poznaniakami, mamy właśnie tu, w Poznaniu, jeden bardzo ważny dla nas grób na Junikowie. I na tym grobie stawiamy się w komplecie rok w rok. A teraz po raz pierwszy nas nie będzie. Powiem pani, że bardzo nam przykro, że tak się stanie. Tym bardziej, że na ten grób przychodzimy zdaje się już tylko my…
– To ktoś bliski? – zapytałam, zajęta odhaczaniem usprawiedliwień w dzienniku.
– Bardzo bliski, najbliższy. Widzi pani, gdy przyjechałam tu z Krakowa na studia, wynajęłam pokój u pewnej starszej pani. To był wyjątkowy człowiek. Mieszkałam u niej całe lata, nawet potem, gdy już wzięłam ślub… Była nam tak bliska…
– Proszę pani – powiedziałam – zróbmy tak: proszę powiedzieć mi, jak nazywa się ta osoba i gdzie dokładnie jest pochowana, a ja, będąc na cmentarzu, po prostu pójdę tam i zapalę w państwa imieniu świeczkę. W ten sposób będziecie państwo spokojni, że tradycji stało się zadość.
Gdybyśmy obie z mamą Ani były aktorkami i występowały w filmie, to pod ten kadr podłożono by z całą pewnością specjalną ścieżkę dźwiękową i znacznie, naprawdę znacznie zwolniono by tempo akcji… Tak przynajmniej zarejestrowała tę scenę moja osobista kamera pamięci. Oczy mamy Ani zwrócone były na mnie, chwila ciszy poprzedzała ruch jej warg, a usta powoli układały się do artykułowanych słów:
– A więc ta moja kochana pani… która była nauczycielką… i u której wynajmowałam przez tyle lat pokój przy Placu Asnyka… nazywała się Dawidowicz… Jej grób jest tam i tam… alejka taka a taka… kwatera ta i ta…
Bóg lubi zbiegi okoliczności.
Czasami trzeba na nie poczekać nieco dłużej, ale one są, przychodzą i noszą różne nazwy – darów losu, przypadków, wypadków, zbiegów okoliczności, trafów czy zrządzeń Opatrzności… W tamtą uroczystość Wszystkich Świętych, skutkiem takiego właśnie wydarzenia, stanęłam po wielu latach na grobie mojej dobrej, kochanej pani Dawidowicz… I otrzymałam od niej niemą lekcję, że dobre słowo, czuły gest, akceptacja, życzliwość i miłość nigdy nie zostają zapomniane i nie przemijają bez echa. Bo jest KTOŚ, kto wsłuchuje się w uderzenia naszego serca i każdą dobrą nutkę zapisuje na radosnej partyturze naszego życia – i czasami pozwala, byśmy jej maleńki fragment mogli usłyszeć już tu, na ziemi. ▐

Nasza ankieta:

Bóg czuwa nade mną

Mam 56 lat, jestem matką pięciorga dorosłych już dzieci, a od trzech lat wdową. Niejeden raz doświadczyłam w życiu miłości Boga i Jego namacalnej interwencji. Opowiem tylko o dwóch konkretnych sytuacjach.
Mieliśmy dwoje małych dzieci, kończył mi się drugi urlop wychowawczy. Planowałam powrót do pracy i jednocześnie rozwód z moim pijącym (niestety zbyt często) mężem. Chciałam sama stanąć na nogi, wzmocniona udziałem we wspólnocie Al-Anon oraz indywidualnymi spotkaniami z psychologiem. Okazało się jednak, że znowu jestem w ciąży. Koniec z planami o pracy, koniec z niezależnością. I wtedy, podczas wizyty u psychologa, usłyszałam, że „zrobiłyśmy już wszystko, co można było zrobić, ale jest w Kościele miejsce, gdzie będziesz mogła się odnaleźć”. To była informacja o rozpoczynających się katechezach neokatechumenalnych w jednej z pobliskich parafii. Poszłam na nie sama i… stał się cud. Mąż dołączył do mnie. Weszliśmy do wspólnoty. Pan Bóg dał nam kolejnych kilka lat wspólnego życia, dał nadzieję i kolejne dzieci, za które jestem Mu wdzięczna.
Czasami interwencję Boga dostrzegam i doceniam dopiero po latach, gdy z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że On z góry przewidział, co będzie mi później potrzebne. A oto przykład.
Otóż przypadkową klientką, reperującą samochód w warsztacie mojego męża, była dyrektorka przedszkola. Gdy dowiedziała się od niego, że jestem psychologiem, ucieszyła się, bo właśnie szukała kogoś, kto mógłby poprowadzić w przedszkolu warsztaty wychowawcze dla rodziców. W ten sposób rozpoczęłam pracę w swoim zawodzie. Później ta sama pani dyrektor zasugerowała, żebym podjęła studia podyplomowe na pedagogice. Po latach, kiedy musiałam wrócić do pracy, gdyż wymagała tego nasza sytuacja finansowa, te studia okazały się niezbędne. Po piętnastu latach bycia tylko matką, podjęłam ponownie pracę w przedszkolu, pracę, którą lubię i która daje mi satysfakcję. I wiem dzisiaj, że to Bóg „zadbał” o moje wykształcenie, bym mogła utrzymywać rodzinę, gdy mąż z powodu nałogu już nie pracował, a potem też nie mieszkał z nami.
Mam więc pewność, że Bóg nieustannie czuwa nade mną i moimi dziećmi. Zdaję sobie sprawę, że nie zasługuję na Jego miłość, że jest wiele spraw związanych choćby z naszym małżeństwem, za które Boga przepraszam, ale wiem też, że Jego miłosierdzie dla nas, grzeszników, jest niezgłębione, a Jego miłość jest czymś znacznie większym niż tylko „nagrodą za dobre zachowanie”.
Dorota

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 11 (279) 2016



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowany: „Otwórz moje oczy, Panie!”, poświęcony jest objawianiu się Boga – poprzez piękno stworzenia, Pismo Święte i Tradycję - i naszej gotowości na przyjęcie Jego objawienia. W artykułach przeczytamy także o tym, że Bóg pragnie objawiać nam swoją miłość i nawiązać z każdym z nas bliską relację. 

Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych.
W Magazynie znajduje się artykuł o św. Bonawenturze oraz cztery świadectwa, w tym kolejna odpowiedź na naszą ankietę „Bóg żyje i działa”. W dziale Nasze lektury polecamy niezwykle poruszającą książkę „Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć”. Ponadto w numerze krzyżówka i kalendarz liturgiczny.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Otwórz moje oczy, Panie!
Obietnica Bożego objawienia..................................... 4


Otwórz moje uszy, Panie!
Jak usłyszeć głos Boga............................................... 9


Otwórz moje serce, Panie!
Boża wymiana darów................................................ 13


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 listopada............................................... 18


MAGAZYN


Z miłością podejmować Boże wyzwania
Jak św. Bonawentura odnalazł Boga pośród chaosu
Robert Barbato OFMCap............................................... 45


Miłosierny wypadek
Jadąc do kina, ocaliłam komuś życie
Lynne May............................................... 50


Spełnione pragnienieJoanna Przybyła................ 54


Zaskakujące błogosławieństwo
Święci nauczyli mnie inaczej patrzeć na cierpienie
Teresa Tomeo......................................................... 56


Bóg czuwa nade mną
odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”.............. 60


Nasze lektury............................................................. 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Większość z nas jest w stanie precyzyjnie odczytywać sygnały płynące z naszych ciał i umysłów. Gdy idzie o nasze ciała, doskonale wiemy, że jesteśmy głodni, zmęczeni albo że odczuwamy przypływ energii. Jest to dla nas oczywiste. Także sygnały płynące z naszych umysłów nie są trudne do zinterpretowania. Zdajemy sobie sprawę, kiedy pracuje nasza wyobraźnia. Wiemy, że w danym momencie jesteśmy spokojni i pełni życzliwości wobec bliźnich, a w innym, przeciwnie, górę bierze niechęć, złość czy uraza. Polegamy na swoim intelekcie i pamięci. Takimi stworzył nas Bóg – na swój obraz i podobieństwo.
Jednak ojcowie Kościoła mówili o jeszcze innym wymiarze istoty ludzkiej. Niektórzy, jak św. Paweł, nazywali go „duchem” czy „wewnętrznym człowiekiem”. Inni mówili o „sercu” czy „szczycie duszy”. Wszystkie te terminy opisują naszą zdolność do kontaktu z Bogiem, odnoszą się do tej części naszego jestestwa, która jest w stanie odczuwać Jego obecność i odbierać Jego wskazówki.
W listopadowym numerze chcemy przyjrzeć się temu wewnętrznemu, duchowemu wymiarowi naszego życia. Zastanowić się nad tym, jak to się dzieje, że udaje nam się słyszeć głos Boga i pełniej rozumieć Jego tajemnice. Nazywamy to przyjęciem Bożego „objawienia”.
Z czasem przekonałem się, że jeśli chcę usłyszeć mówiącego do mnie Pana, muszę się wyciszyć – dotyczy to zarówno ciała, jak i duszy. Dla mnie oznacza to konkretnie przeznaczenie co rano określonego czasu na lekturę i rozważanie Pisma Świętego. Wzorem proroka Ezechiela „zjadam” słowo Boże i modlę się o jego zrozumienie (Ez 3,3; Mt 13,14-16). Następnie proszę Ducha Świętego, by przez to słowo prowadził mnie w rozpoczynającym się dniu (Ps 25,5; 32,8). Dlatego co parę godzin zatrzymuję się na kilka minut, aby przypomnieć sobie, co Bóg włożył w moje serce tego ranka.
Odkryłem również, że Bóg otwiera mi oczy przez słowa świętych i świątobliwych ludzi. Ogromny wpływ na moje życie mają na przykład słowa papieża Franciszka, św. Ignacego Loyoli czy św. Teresy z Avili. To, co mówią, często dotyka mego serca i każe mi myśleć: „Jest w tym coś, co Pan pragnie mi przekazać. Muszę głębiej się nad tym zastanowić”.
Chociaż żadne badanie rentgenowskie ani rezonans magnetyczny nie wykryje mojej „wewnętrznej istoty”, jestem pewien, że ona istnieje. Skąd ta pewność? Ponieważ gdy słyszę mówiącego do mnie Boga, doświadczam szczególnej łaski, która nie płynie ze mnie, ale działa w moim wnętrzu, przybliżając mnie do Jezusa. Jestem przekonany, że ta sama łaska może działać również w was, gdyż Jezus obiecał nam wszystkim Ducha Świętego, Ducha Prawdy, który „doprowadzi nas do całej prawdy” (J 16,13).
Ufam, że artykuły zamieszczone w tym numerze pomogą wam doświadczyć większej bliskości Jezusa i przyjąć Jego objawienie. Parafrazując św. Pawła: Oby Bóg dał wam ducha mądrości i objawienia, abyście mogli lepiej Go poznać. Niech da wam światłe oczy serca, tak byście pojęli to wszystko, co On dla was uczynił” (por. Ef 1,17-18).

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

 


ARTYKUŁ:
Otwórz moje oczy, Panie!

Obietnica Bożego objawienia


Rozdarty pomiędzy tęsknotą za świętością a pragnieniem przyjemności i sukcesu, pewien wybitny nauczyciel, siedząc w ogrodzie, zmagał się z decyzją, do której podjęcia czuł się całkowicie niezdolny. Spokojne otoczenie stanowiło silny kontrast z burzą, jaka szalała w jego sercu.

Zawstydzony, a zarazem kurczowo trzymający się swego samolubnego stylu życia, Augustyn wybuchnął płaczem.
W udręce wylewał z siebie cały ból serca i frustrację z powodu swoich grzechów. Kiedy tak płakał, usłyszał nagle dziecięcy głos powtarzający monotonnie: „Weź i czytaj; weź i czytaj”.
Nie widząc w ogrodzie żadnego dziecka, Augustyn natychmiast doszedł do wniosku, że musi to być głos Boga, który go wzywa do otwarcia i czytania Pisma Świętego. Otwierając księgę Pisma na Liście do Rzymian, przeczytał: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14).
Serce Augustyna w jednej chwili zostało zalane światłem i radością. Wszelkie wątpliwości i wahania ustąpiły; postanowił poprosić o chrzest i poświęcić swoje życie Chrystusowi. Był przekonany, że nie były to jakieś urojone myśli i zwyczajne słowa na kartce, ale że otrzymał objawienie od Boga.
Jak to się stało? Słowa dziecka dotarły do uszu Augustyna, a on podjął decyzję otwarcia Biblii. Ale skoro był to głos Boga, to czy nie powinni go usłyszeć także inni? Tymczasem jego towarzysz, będący przy nim, nie słyszał nic. Co więcej, przesłanie, na które Augustyn natrafił w Piśmie Świętym, odnosiło się dokładnie do sytuacji, w jakiej się znajdował, i poruszyło jego serce.
W tym miesiącu spróbujemy zgłębić temat Bożego objawienia. Chcemy na nowo uświadomić sobie, że Bóg pragnie objawiać się ludziom – i to nawet tak zwyczajnym jak my. Spróbujemy też zastanowić się, w jaki sposób możemy otworzyć się na to objawienie, aby jaśniej widzieć Jezusa i poznać Jego drogi.

„ABYŚCIE ZOSTALI NAPEŁNIENI”
Słowo „objawienie” jest tłumaczeniem greckiego apokalipsis i oznacza odsłonięcie czegoś, co dotąd było zakryte. W Piśmie Świętym słowo to zwykle pojawia się, gdy mowa o tym, jak Bóg objawia się swojemu ludowi, pomaga mu zrozumieć swoje plany, a także pociesza go i dodaje mu otuchy.
Podobnie jak pozostali Apostołowie, św. Paweł był przekonany, że Bóg chce przemawiać do swego ludu. Zdawał sobie sprawę, że jego powołanie do głoszenia Ewangelii polega na czymś więcej niż tylko na przekazywaniu informacji o Chrystusie. Wymaga także wzywania słuchaczy do tego, by otworzyli się na Boże objawienie w swoich własnych sercach. Pisał na przykład do Kolosan: „Przeto i my od dnia, w którym to usłyszeliśmy, nie przestajemy za was się modlić i prosić Boga, abyście doszli do pełnego poznania Jego woli, w całej mądrości i duchowym zrozumieniu, abyście już postępowali w sposób godny Pana, w pełni Mu się podobając, wydając owoce wszelkich dobrych czynów i rosnąc przez głębsze poznanie Boga” (Kol 1,9-10).
Według Pawła nasza zdolność do świętego życia i wydawania owocu dla Pana zależy od tego, w jakim stopniu pozwalamy Bogu otworzyć nasze umysły na tajemnicę, która „ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona” (Kol 1,26) wszystkim, którzy szukają Pana.

DWIE DROGI
Słowa św. Pawła mówią nam, że istnieją dwa różne sposoby służenia Panu. Pierwszy z nich – dobry, ale mający duże ograniczenia – to dążenie do osiągnięcia świętości własnym wysiłkiem, kierując się własną mądrością. Drugi to otwarcie się na Pana, tak by to On sam przez swoje objawienie prowadził nas i dodawał nam siły. Można to porównać do gry dwóch pianistów, z których pierwszy gra mechanicznie, koncentrując się na tym, by we właściwym czasie uderzyć odpowiedni klawisz, a drugi gra z serca, nie skupiając się na technice. Obaj wykonują ten sam utwór na tym samym instrumencie, ale gra drugiego wywiera dużo większe wrażenie na słuchaczach, gdyż wydobywa on z utworu całe piękno, które umyka pierwszemu wykonawcy.
Bóg powiedział kiedyś do swego ludu przez proroka: „Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55,9). Powiedział też: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody (...) Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki (...) Posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (Iz 55,1.2.3). Drogi Boże nie są naszymi drogami, ale Bóg sam chce je nam objawiać. Zależy Mu na tym, by Jego drogi – Jego myśli, pragnienia, Jego wizja życia – kształtowały nasze myślenie i działanie. Pragnie nam się objawiać, abyśmy nauczyli się mocniej Go kochać i z oddaniem Mu służyć.
Potrzebujemy Bożego objawienia. Jest to jedyny sposób, w jaki my, stworzenia, możemy wejść w osobistą relację z naszym Stwórcą, a także przejmować Jego cechy, przemieniając się na Jego obraz i podobieństwo.

PEŁNIA OBJAWIENIA
Całe wieki przed przyjściem Jezusa Bóg objawiał się prorokom, takim jak Izajasz czy Ezechiel. Także historie bohaterów Starego Testamentu, takich jak Abraham, Mojżesz, Jozue czy Dawid, pokazują, że czołowe postaci dziejów Izraela doświadczały Bożego objawienia. Abraham stał się ojcem nowego narodu. Mojżesz wyprowadził Izraelitów z Egiptu. Jozue zdobył Ziemię Obiecaną. Dawid zjednoczył Izraelitów i panował nad nimi jako król. Każdy z nich – a także wielu, wielu innych – otrzymał specjalne objawienie od Boga, którym następnie podzielił się ze swoim ludem. Byli oni zapowiedzią Jezusa, który przyszedł, aby przynieść pełnię Bożego objawienia wszystkim ludziom na całym świecie.
To, co nasi duchowi przodkowie mogli objawić jedynie częściowo, Jezus doprowadził do pełni. Wierzymy, że wraz z życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Boże objawienie dobiegło kresu. Wszystko, co Bóg ma nam do powiedzenia, zawiera się w Słowie, które stało się ciałem.

OBJAWIENIE OŻYWIA NAS
Skoro tak się sprawa przedstawia, to dlaczego jeszcze mamy zabiegać o Boże objawienie? Czy nie zawiera się ono
w całości w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła? Jest to oczywiście prawdą, ale istnieje jeszcze jeden aspekt objawienia, który także jest bardzo ważny. Objawienie dawane nam dzisiaj przez Boga to nie nowe informacje czy nowe doktryny. Wszystko to, co jest nam potrzebne do prowadzenia życia chrześcijańskiego, zostało nam objawione w „świętym depozycie wiary” (por. KKK, 84). Jednak Bóg pragnie te znane już prawdy objawiać każdemu z nas osobiście. Dlatego właśnie Jezus obiecał posłać do nas Ducha Świętego, który: „z mojego weźmie i wam objawi” (J 16,15).
W Liście do Efezjan Paweł podsumował chwalebny plan Boga. Napisał tam, że Bóg obdarzył nas „wszelkim błogosławieństwem duchowym” (Ef 1,3). Zapewniał, że Jezus ożywia nas, wydobywając z niewoli grzechu i śmierci (Ef 2,1-10). Mówił o Kościele jako o „Pełni” obecności Jezusa na ziemi (Ef 1,22-23).
To sporo informacji i można by uznać, że Paweł mógłby spokojnie zadowolić się już samym przekazaniem ich Efezjanom. To mu jednak nie wystarczyło. Paweł modlił się dla nich o „światłe oczy serca”, prosił, by mogli otrzymać „ducha mądrości i objawienia”, a dzięki temu poznać wspaniały Boży plan względem nich (Ef 1,17-18). Paweł zdawał sobie sprawę, że sami z siebie możemy zrozumieć Boży plan jedynie w ograniczonym zakresie. Aby miał on rzeczywisty wpływ na nasze życie, potrzebujemy objawienia.

PANIE, OTWÓRZ NASZE OCZY!
Co wspólnego mieli ze sobą Piotr, Andrzej, Dobry Łotr na krzyżu, kobieta przy studni i mężczyzna niewidomy od urodzenia? Oczy ich zostały otwarte i ujrzeli Jezusa, swego Zbawiciela. Dokładnie to samo Bóg pragnie uczynić dla nas. Chce objawiać nam swoje tajemnice mocą Ducha Świętego. Pragnie objawiać nam swoją miłość i swój plan wobec nas, abyśmy mogli aktywnie włączyć się
w jego realizację, a przez to przyczynić się do budowania Bożego królestwa. Chce, byśmy otworzyli się w wierze na to objawienie i pozwolili się przemienić przez te same prawdy, które przed wiekami Bóg objawił Apostołom.
Czy rzeczywiście możemy usłyszeć głos Boga? Tak! Bóg objawia nam siebie
i swoją mądrość – „mądrość ukrytą, tę, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej” (1 Kor 2,7). Zaprasza nas też, byśmy pozwolili, by to objawienie przeniknęło nasze serca i umysły, a wtedy będziemy mogli prowadzić życie godne tak wzniosłego i chwalebnego powołania. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:
Wtorek, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Ap 7,2-4.9-14
Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć. (Ap 7,9)
Wyobraź sobie, że zostałeś zaproszony na obiad. Gospodarz jest twoim bliskim przyjacielem, więc mniej więcej domyślasz się, kto jeszcze tam będzie. Jednak po przybyciu stwierdzasz zaskoczony, że oprócz tych, których się spodziewałeś, spotykasz tam także inne, zupełnie nieznane ci osoby.
Prawdopodobnie tak właśnie poczujemy się wchodząc do nieba. Może spodziewamy się spotkać tam babcię czy dawnego proboszcza, którego pamiętamy z czasów dzieciństwa. Ale przestępca, o którym słyszeliśmy w wiadomościach telewizyjnych, czy starszy chłopak, który znęcał się nad nami w szkole, to już zupełnie co innego!
Dzisiejsza uroczystość Wszystkich Świętych jest dla nas tak cenna, ponieważ czcimy dziś nie tylko tych świętych, których imiona znamy, gdyż figurują w martyrologiach i katolickich kalendarzach, ale także tych bezimiennych, niezauważonych, ukrytych świętych, którzy byli błogosławieństwem dla Kościoła we wszystkich pokoleniach. Czcimy każdą osobę składającą się na „wielki tłum”, o którym mówi dzisiejsze czytanie.
Do tego bezimiennego grona świętych należą rodzice, którzy wytrwale wychowywali swoje dzieci w wierze. Należą pracownicy stacji benzynowych i prawnicy, robotnicy portowi i gwiazdy filmowe – wszyscy, którzy walczyli ze swoim grzechem i słabościami, z pomocą łaski Bożej, która podtrzymywała ich w złych i dobrych chwilach. Są wśród nich więźniowie, którzy odkryli przebaczającą miłość Boga, są uchodźcy, którzy zaufali, że On się o nich zatroszczy. Są tam ci, którzy wierzyli od dzieciństwa, ale i ci, którzy nawrócili się w starszym wieku. Wszyscy oni są świadomi tego, że świętość zawdzięczają nie swoim własnym wysiłkom, ale mocy Boga, która działała w ich słabości.
Niebo jest rozległe! Jest w nim miejsce nie tylko dla największych świętych, ale dla wszystkich, którzy żyli dla Pana. Niech ta prawda napełni cię nadzieją na życie wieczne dla ciebie i twojej rodziny – nawet dla tych, o których najbardziej się martwisz. Nikt nie jest wykluczony. Nikt nie oddalił się tak bardzo, by nie mógł wrócić. Nasz Pan jest Bogiem cudów, a to oznacza, że każdy ma szansę zostać świętym.
„Dziękuję Ci, Panie, za Twoją łaskę i miłosierdzie. Pomóż nam być świętymi, jak Ty jesteś święty!”
Ps 24,1-6
1 J 3,1-3
Mt 5,1-12a

Środa, 2 listopada
Wszystkich wiernych zmarłych
J 11,32-45
Oto jak go miłował. (J 11,36)
Liczne badania wykazały, że niemowlęta przebywające w takim otoczeniu, jak przepełniony sierociniec, gdzie doświadczają niewiele czułości, a ich kontakt z ludźmi jest ograniczony, narażone są na trwałe deficyty emocjonalne. Badania te udowadniają zarazem podstawową prawdę naszej wiary – zostaliśmy stworzeni dla miłości. Kiedy wiemy, że jesteśmy kochani, mamy więcej pokoju i pewności siebie. Czujemy się dowartościowani i zaczynamy wierzyć w siebie.
Z tego właśnie powodu poznanie i przyjęcie miłości Boga ma tak fundamentalne znaczenie. Pomaga nam ono zobaczyć, jak bardzo jesteśmy dla Niego cenni. Daje nam poczucie bezpieczeństwa, tak potrzebne do życia na tym świecie.
Jak możemy poznać miłość Boga do nas? Oto kilka sposobów:
Wsłuchuj się w słowa Pisma Świętego. W dzisiejszym drugim czytaniu Paweł bardzo jasno stwierdza, że nie chce, aby ktokolwiek wątpił w to, iż Bóg pragnie, abyśmy z Nim byli teraz i w wieczności. W przeciwnym razie dlaczego miałby posyłać swego Syna, aby umarł za nasze grzechy? Dlaczego miałby posyłać Ducha Świętego do naszych serc?
Przyjmuj pobożnie Komunię świętą. Za każdym razem, gdy spożywamy Ciało Pańskie, przyjmujemy także miłość Bożą. Kiedy słysząc słowa: „Ciało Chrystusa”, odpowiadamy „Amen”, wyznajemy wiarę w to, że Bóg wciąż wydaje za nas swoje życie z miłości.
Wyostrz swój wzrok wiary. Jeśli będziesz zwracać uwagę na to, co się z tobą dzieje, zaczniesz zauważać znaki Bożej miłości
w swoim codziennym życiu. Rozpoznasz, że to Bóg pokierował tobą, gdy podejmowałeś skomplikowaną decyzję. Domyślisz się, że to On postawił cię we właściwym miejscu w odpowiednim czasie. Bądź pewien, że interesują Go najmniejsze szczegóły twojego życia, ponieważ cię kocha.
Nigdy nie zapominaj o tym, że jesteś kochany przez Boga. Dlatego staraj się żyć coraz bardziej świadomie. Codziennie proś o znak Jego miłości, który da ci pokój i pewność bycia umiłowanym dzieckiem i cenionym przyjacielem.
Im bardziej sam będziesz przekonany o Bożej miłości, tym więcej będzie w tobie ufności co do losu twoich bliskich, którzy odeszli do Pana przed tobą. Dziś, w Dzień Zaduszny, prośmy Boga, aby okazał im wszystkim swoje miłosierdzie. Prośmy Go, by oczyszczeni ze swoich grzechów, mogli jak najszybciej stanąć w Jego obecności.
„Panie, ukaż mi swoją miłość. Ty jesteś źródłem mojej nadziei”.
Msza II: Dn 12,1-3
Ps 42,2-3.5; 43,3-4
Rz 6,3-9

Niedziela, 6 listopada
2 Tes 2,16--3,5
Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. (2 Tes 3,3)
Zanim jeszcze Kain zrealizował swój plan zabicia brata, Bóg ostrzegał go, by nie pozwalał panować nad sobą złu (Rdz 4,7). Kain nie musiał ulec tej pokusie. Bóg był przy Nim, gotów mu pomagać i umacniać go. Niestety, wiemy dobrze, jak potoczyła się dalej ta historia.
Myśląc o grzechu, koncentrujemy się zwykle na naszej osobistej winie. Nieczęsto myślimy o pokusach stojących za naszą decyzją popełnienia grzechu. Pokusa jest jednak bardzo skutecznym narzędziem wykorzystywanym przeciwko nam przez diabła i musimy mieć się przed nią na baczności.
Czasami pokusa jest jak uporczywe nagabywanie, które nakłania nas do ustępstw. Zły w kółko powtarza nam dokładnie te same kłamstwa. Kusi nas, przekonując, że w tej sytuacji przekroczenie Bożego przykazania nie będzie niczym złym. Jeśli otworzymy się na te kłamliwe sugestie, wkrótce popchną nas one do grzechu.
Kiedy indziej szatan posługuje się nieco subtelniejszymi strategiami. Wmawia nam, że mamy zbyt wiele pracy do wykonania, zbyt wiele spraw do załatwienia i zbyt wiele naprawdę poważnych obowiązków. Dlatego wieczorem jesteśmy za bardzo zmęczeni
i rozproszeni, by znaleźć czas dla Pana. W rezultacie, często nawet sobie tego nie uświadamiając, stajemy się coraz słabsi duchowo. Przestajemy czuwać nad sobą i jesteśmy coraz bardziej podatni na pokusy diabła.
Pamiętajmy jednak, że staliśmy się nowym stworzeniem w Chrystusie! Nie musimy poddawać się pokusom. Cały sekret polega na tym, by modlić się i prosić Jezusa o duchową moc do przeciwstawiania się pokusom. On jest Bogiem hojnym i da nam potrzebną łaskę do oparcia się diabłu.
Oby ani jeden dzień nie minął nam bez spędzenia czasu z Jezusem i szukania u Niego Bożej mocy.
„Panie, potrzebuję Cię dziś. Przyjdź i umocnij mnie do walki z pokusami”.
2 Mch 7,1-2.9-14
Ps 17,1.5-6.8.15
Łk 20,27-38

Niedziela, 13 listopada
2 Tes 3,7-12
Nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju. (2 Tes 3,7)
W Kościele w Tesalonikach panował zamęt, a jego członkowie tracili radość i pokój. Pojawili się tam bowiem fałszywi nauczyciele, którzy twierdzili, że powtórne przyjście Chrystusa już się wydarzyło. Uważali, że trwające prześladowania są znakiem apokaliptycznych wstrząsów, jakich oczekiwali chrześcijanie.
Aby zaradzić temu zamieszaniu, Paweł zachęcił Tesaloniczan w swoim liście do życia w prostocie. Radził, żeby zadowalali się tym, co mają, pilnie wykonywali swoją codzienną pracę i byli wierni Panu. Wszystko inne dokona się, kiedy nadejdzie wybrany przez Boga czas.
Przesłanie Pawła odnosi się także i do nas. My również dajemy się pochłonąć natłokowi spraw i wciągać w jałowe spekulacje, którymi zawsze fascynuje się świat. To jednak tylko nas rozprasza, przez co trudniej jest nam usłyszeć głos Pana i odczuwać Jego obecność.
Oczywiście prostota życia nie oznacza braku aktywności, oznacza natomiast życie uporządkowane. Oto dwie strategie, jakie możesz zastosować, żeby uprościć swoje życie.
Po pierwsze, pomyśl o ograniczeniu swoich codziennych zajęć. Zastanów się na przykład, czy nie za dużo czasu zajmuje ci oglądanie telewizji, surfowanie po Internecie czy chodzenie po sklepach. Może zamiast tego mógłbyś przeznaczyć jeden wieczór w tygodniu na lekturę duchową lub udzielanie się w parafii czy społeczności lokalnej? Szukaj sposobów ograniczenia niepotrzebnych zajęć, a uprościsz swoje życie i dasz Jezusowi więcej okazji do okazania ci swojej miłości.
Po drugie, kiedy gotujesz obiad, pracujesz zawodowo czy idziesz na spacer, staraj się robić to w taki sposób, by oddawać chwałę Panu. Taka postawa sprawi, że będzie w tobie więcej pokoju i otwarcia na prowadzenie Ducha.
Święci wciąż przypominają nam, że prostota życia pomaga skupić się na Panu. Daje też Jezusowi więcej możliwości napełniania naszych serc radością, miłością i pokojem. Spróbuj i ty uprościć swoje życie.
„Jezu, naucz mnie życia w prostocie, pokorze i pokoju”.
Ml 3,19-20a
Ps 98,5-9
Łk 21,5-19

Niedziela, 20 listopada
Jezusa Chrystusa, Króla wszechświata
Łk 23,35-43
Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. (Łk 23,42)
W sanktuarium Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie, na sklepieniu ponad głównym ołtarzem, można zobaczyć monstrualną mozaikę zatytułowaną Chrystus w majestacie. Jezus przedstawiony jest tam na złotym tle w purpurowej szacie jako potężny mocarz z uniesionymi rękami. Każdy szczegół podkreśla, że Jezus jest Królem. Także napis, który głosi: „Chrystus panuje, Chrystus rządzi. Odwieczny Zwycięzca, Odwieczny Król”.
Prawdopodobnie taki właśnie wizerunek przychodzi większości z nas na myśl, gdy myślimy o Chrystusie Królu – i nie bez powodu! Jezus rzeczywiście króluje, siedząc po prawicy Boga Ojca. Przed Nim zegnie się każde kolano i każdy język wyzna, że On jest Panem (Flp 2,10-11). Sam Jezus zapowiadał swój powrót w chwale, kiedy to w otoczeniu aniołów „zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały” (Mt 25,31).
Jednak wybrany na dzisiejszą uroczystość fragment Ewangelii ukazuje nam krańcowo inny obraz. Jezus zostaje ukrzyżowany jak pospolity przestępca. Wisi pomiędzy dwoma złoczyńcami wśród szyderstw wielu spośród przywódców religijnych Izraela. Czy może być większe poniżenie? Dlaczego Kościół czyta nam dziś tak zaskakujący tekst?
Jest to jeden z największych paradoksów życia chrześcijańskiego. Jezus okazuje się godny naszego posłuszeństwa nie dlatego, że jest potężnym władcą, ale dlatego, że jest Sługą. Okazuje się Panem nie dzięki wielkiej armii i lśniącemu przepychem tronowi, ale dzięki wspaniałej potędze miłości, która daje siebie. Z pokorą wstawia się za tymi, którzy z Niego szydzą. Miłosiernie przebacza swoim oprawcom. Hojnie obiecuje raj skruszonemu złoczyńcy. Taki jest Jezus, Syn Boży, czyniący jedynie to, co mówi Mu Ojciec.
Stań dziś wraz z Maryją u stóp krzyża i patrz na swego Króla. Zobacz, jak oddaje swoje życie, aby pojednać cię z Bogiem. Patrz na Niego i pozwól rozradować się swemu sercu.
„Jezu, Królu wszechświata, Ty jesteś potężny i miłosierny. Tobie poddaję moje życie. Przyjdź i bądź Panem mego serca”.
2 Sm 5,1-3
Ps 122,1-2.4-5
Kol 1,12-20

Niedziela, 27 listopada
Mt 24,37-44
Czuwajcie (...) Bądźcie gotowi. (Mt 24,42.44)
Rozpoczynamy dziś okres Adwentu. Wiemy z historii, że Adwent jest obchodzony w Kościele mniej więcej od IV wieku po Chrystusie. Początkowo był to przede wszystkim czas przygotowania do chrztu dla nowych wierzących, a dla wszystkich czas przygotowania na powrót Jezusa w chwale. Z czasem, choć nacisk na powtórne przyjście Chrystusa i chrzest wciąż pozostaje aktualny, Adwent zyskał nowy aspekt, jakim jest przygotowanie do uroczystego celebrowania pierwszego przyjścia Jezusa na świat.
Dziś w powszechnym odbiorze Adwent kojarzy się bardziej z oczekiwaniem na święta Bożego Narodzenia niż na powtórne przyjście Jezusa. Jednak Kościół wciąż przypomina nam, że ma być to czas, w którym wierni świętują pierwsze przyjście Jezusa, ale także „odnawiają gorące pragnienie Jego drugiego przyjścia” (KKK, 524).
Pamiętając o tym podwójnym celu Adwentu, który przygotowuje nas do świętowania tego, co było, a zarazem otwiera na to, co będzie, zauważmy, że jest on przede wszystkim okresem nadziei – nadziei na to, że Dziecię narodzone w Betlejem pewnego dnia powróci, by wprowadzić królestwo Boże.
Nadzieja pomaga nam iść naprzód z wiarą w to, czego jeszcze nie możemy zobaczyć. Jest łaską, dzięki której możemy z całą pewnością zaakceptować to, że Bóg działa w naszym życiu, mimo że nasza wiara zawiera w sobie pewien element tajemnicy.
Nadzieja ta nie jest bezpodstawna, a wiara nie jest w całości niepojętą tajemnicą, której nigdy nie ogarniemy rozumem. Jesteśmy gotowi przyjąć wszystkie tajemnice naszej wiary ze względu na to, co potrafimy zrozumieć – że Syn Boży przyszedł na świat po to, by wybawić nas od naszych grzechów i napełnić swoim Duchem Świętym.
Starajmy się więc przez następne cztery tygodnie przygotowywać nasze serca i na święta Bożego Narodzenia,
i na powrót Jezusa w chwale. Czyńmy to z ufnością i nadzieją. Mówmy Jezusowi: „Ten świat nie jest moim stałym domem. Pragnę domu niebieskiego. Pragnę być z Tobą na zawsze. Przyjdź, Panie Jezu”.
„Marana tha. Przyjdź do nas, Emmanuelu!”
Iz 2,1-5
Ps 122,1-2.4-9
Rz 13,11-14


MAGAZYN:


Spełnione pragnienie


Pani Dawidowicz była nauczycielką w Państwowej Podstawowej Szkole Muzycznej, do której uczęszczałam na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Mocno już starsza, nobliwie ubrana w ciemne, staromodne suknie zapinane pod szyją, w okrągłych okularach o grubych szkłach, pojawiała się to tu, to tam między rozwrzeszczaną dzieciarnią. Czego uczyła – nie wiem. Może była już dawno na emeryturze i po prostu dyżurowała w świetlicy? Myślę, że była właśnie kimś takim. Spotykając mnie na szkolnym korytarzu czy schodach, pani Dawidowicz zawsze przystawała, uśmiechała się, zamieniała dwa słowa i pogłaskawszy mnie po twarzy, szła dalej. Serce dziecka nigdy nie jest obojętne na takie sprawy. Mówiąc krótko – lubiłyśmy się.
Jako licealistka odkryłam, że pani Dawidowicz mieszka blisko mnie, przy Placu Asnyka. Często spotykałyśmy się, krążąc po okolicy. A czas robił swoje – ja chodziłam w wytartych levisach, puszczając luźno długie włosy (co było przecież surowo zabronione w szkole muzycznej), a pani Dawidowicz, wsparta już na lasce, pochylona, jakby szczuplejsza, spoglądała na mnie teraz, unosząc lekko w górę swoje zamglone, rozmyte za grubymi soczewkami źrenice… Niezmienna pozostała jej dobroć i łagodna akceptacja, gest czułej dłoni, serdeczność i niekłamane zainteresowanie. Chociaż miałam wówczas, stosownie do wieku, „kiełbie we łbie”, jednak serce dziecka nadal we mnie żyło i pamiętało wszystko co do joty. Spotkania z panią Dawidowicz zdecydowanie polepszały jego kondycję…
Jednak któregoś dnia dobra nauczycielka zniknęła z Placu Asnyka. Gdy przez dłuższy czas nie pokazywała się nawet na starym balkonie swego mieszkania, zrozumiałam, że odeszła na zawsze. Żałowałam, że już nigdy nie zobaczę pani Dawidowicz. Jednocześnie zachodziłam w głowę, jak odnaleźć jej grób i złożyć jej wizytę… Gapa, nie wiedziałam (stosownie do wieku), że wystarczy zapytać w cmentarnych biurach – a poza tym, jako nastolatka, dziś chciałam iść na cmentarz na grób mojej nauczycielki, a za chwilę z równą mocą myślałam o innych, równie ważnych dla mnie sprawach… Jednak serce dziecka naprawdę kochało panią Dawidowicz. Myślę, że właśnie dlatego Bóg znalazł sposób, abym mogła urzeczywistnić swoje pragnienie...
Pracowałam już wtedy w szkole jako nauczycielka języka polskiego. Któregoś dnia przyszła do mnie jedna z mam, chcąc osobiście zwolnić córkę z lekcji, ponieważ cała rodzina wybierała się na dwa tygodnie w góry. Kobieta tak urządziła ten wyjazd, że w środku urlopu przypadał dzień Wszystkich Świętych, co nieco umniejszało nieobecności córki w szkole. Było to więc korzystnym zbiegiem okoliczności dla całej tej sprawy.
– Nie takim znowu korzystnym – powiedziała mama Ani – bo my, proszę pani, choć nie jesteśmy poznaniakami, mamy właśnie tu, w Poznaniu, jeden bardzo ważny dla nas grób na Junikowie. I na tym grobie stawiamy się w komplecie rok w rok. A teraz po raz pierwszy nas nie będzie. Powiem pani, że bardzo nam przykro, że tak się stanie. Tym bardziej, że na ten grób przychodzimy zdaje się już tylko my…
– To ktoś bliski? – zapytałam, zajęta odhaczaniem usprawiedliwień w dzienniku.
– Bardzo bliski, najbliższy. Widzi pani, gdy przyjechałam tu z Krakowa na studia, wynajęłam pokój u pewnej starszej pani. To był wyjątkowy człowiek. Mieszkałam u niej całe lata, nawet potem, gdy już wzięłam ślub… Była nam tak bliska…
– Proszę pani – powiedziałam – zróbmy tak: proszę powiedzieć mi, jak nazywa się ta osoba i gdzie dokładnie jest pochowana, a ja, będąc na cmentarzu, po prostu pójdę tam i zapalę w państwa imieniu świeczkę. W ten sposób będziecie państwo spokojni, że tradycji stało się zadość.
Gdybyśmy obie z mamą Ani były aktorkami i występowały w filmie, to pod ten kadr podłożono by z całą pewnością specjalną ścieżkę dźwiękową i znacznie, naprawdę znacznie zwolniono by tempo akcji… Tak przynajmniej zarejestrowała tę scenę moja osobista kamera pamięci. Oczy mamy Ani zwrócone były na mnie, chwila ciszy poprzedzała ruch jej warg, a usta powoli układały się do artykułowanych słów:
– A więc ta moja kochana pani… która była nauczycielką… i u której wynajmowałam przez tyle lat pokój przy Placu Asnyka… nazywała się Dawidowicz… Jej grób jest tam i tam… alejka taka a taka… kwatera ta i ta…
Bóg lubi zbiegi okoliczności.
Czasami trzeba na nie poczekać nieco dłużej, ale one są, przychodzą i noszą różne nazwy – darów losu, przypadków, wypadków, zbiegów okoliczności, trafów czy zrządzeń Opatrzności… W tamtą uroczystość Wszystkich Świętych, skutkiem takiego właśnie wydarzenia, stanęłam po wielu latach na grobie mojej dobrej, kochanej pani Dawidowicz… I otrzymałam od niej niemą lekcję, że dobre słowo, czuły gest, akceptacja, życzliwość i miłość nigdy nie zostają zapomniane i nie przemijają bez echa. Bo jest KTOŚ, kto wsłuchuje się w uderzenia naszego serca i każdą dobrą nutkę zapisuje na radosnej partyturze naszego życia – i czasami pozwala, byśmy jej maleńki fragment mogli usłyszeć już tu, na ziemi. ▐

Nasza ankieta:

Bóg czuwa nade mną

Mam 56 lat, jestem matką pięciorga dorosłych już dzieci, a od trzech lat wdową. Niejeden raz doświadczyłam w życiu miłości Boga i Jego namacalnej interwencji. Opowiem tylko o dwóch konkretnych sytuacjach.
Mieliśmy dwoje małych dzieci, kończył mi się drugi urlop wychowawczy. Planowałam powrót do pracy i jednocześnie rozwód z moim pijącym (niestety zbyt często) mężem. Chciałam sama stanąć na nogi, wzmocniona udziałem we wspólnocie Al-Anon oraz indywidualnymi spotkaniami z psychologiem. Okazało się jednak, że znowu jestem w ciąży. Koniec z planami o pracy, koniec z niezależnością. I wtedy, podczas wizyty u psychologa, usłyszałam, że „zrobiłyśmy już wszystko, co można było zrobić, ale jest w Kościele miejsce, gdzie będziesz mogła się odnaleźć”. To była informacja o rozpoczynających się katechezach neokatechumenalnych w jednej z pobliskich parafii. Poszłam na nie sama i… stał się cud. Mąż dołączył do mnie. Weszliśmy do wspólnoty. Pan Bóg dał nam kolejnych kilka lat wspólnego życia, dał nadzieję i kolejne dzieci, za które jestem Mu wdzięczna.
Czasami interwencję Boga dostrzegam i doceniam dopiero po latach, gdy z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że On z góry przewidział, co będzie mi później potrzebne. A oto przykład.
Otóż przypadkową klientką, reperującą samochód w warsztacie mojego męża, była dyrektorka przedszkola. Gdy dowiedziała się od niego, że jestem psychologiem, ucieszyła się, bo właśnie szukała kogoś, kto mógłby poprowadzić w przedszkolu warsztaty wychowawcze dla rodziców. W ten sposób rozpoczęłam pracę w swoim zawodzie. Później ta sama pani dyrektor zasugerowała, żebym podjęła studia podyplomowe na pedagogice. Po latach, kiedy musiałam wrócić do pracy, gdyż wymagała tego nasza sytuacja finansowa, te studia okazały się niezbędne. Po piętnastu latach bycia tylko matką, podjęłam ponownie pracę w przedszkolu, pracę, którą lubię i która daje mi satysfakcję. I wiem dzisiaj, że to Bóg „zadbał” o moje wykształcenie, bym mogła utrzymywać rodzinę, gdy mąż z powodu nałogu już nie pracował, a potem też nie mieszkał z nami.
Mam więc pewność, że Bóg nieustannie czuwa nade mną i moimi dziećmi. Zdaję sobie sprawę, że nie zasługuję na Jego miłość, że jest wiele spraw związanych choćby z naszym małżeństwem, za które Boga przepraszam, ale wiem też, że Jego miłosierdzie dla nas, grzeszników, jest niezgłębione, a Jego miłość jest czymś znacznie większym niż tylko „nagrodą za dobre zachowanie”.
Dorota

Sklep internetowy Shoper.pl