Czasopisma
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 11 (327) 2020
Słowo wśród nas Nr 11 (327) 2020
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowany: „Dziękujcie Panu!” zachęca nas do wdzięczności, zgodnie ze słowami św. Pawła: „W każdym położeniu dziękujcie” (1 Tes 5,18). W artykułach przeczytamy, jak mamy odpowiadać na to wezwanie do trwania w postawie wdzięczności wobec naszego Stwórcy z Zbawiciela, jednocześnie zmagając się z codziennymi problemami i dźwigając nasze krzyże.
W Magazynie proponujemy artykuł o nocy ciemnej według św. Jana od Krzyża, tekst o bardzo skutecznym katolickim programie resocjalizacji dla byłych członków gangów oraz świadectwo katechetki z gwatemalskiej wioski.
Jak zwykle znajdziemy też Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy książkę marianina ks. Edmunda Szaniawskiego „Ukryte działania szatana”. Zachęcamy tez do wzięcia udziału w losowaniu tygodniowego pobytu w Zakopanem.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Dzięki składajmy Panu!
Błogosławieństwo wdzięcznego serca.........................4

Przepełnieni wdzięcznością
Wyrażanie wdzięczności w uwielbieniu
i działaniu..................................................................10

Postawa dziękczynienia
Sześć prostych sposobów wzrastania
we wdzięczności...........................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 listopada.......................................................20

MAGAZYN

Bóg pragnie jedynie miłości
„Noc ciemna” według św. Jana od Krzyża
Tomasz Kaczanowski .............................................. 47

Mordercy i cud
Program dający nowe szanse
byłym członkom gangów – Kathryn Elliott.......................................................52

Pod opieką św. Jakuba
Święty, który ocalił gwatemalska wioskę
Kathy Snider.......................................................57

Nagrody dla prenumeratorów................................60

Nasze lektury............................................................61

Krzyżówka................................................................63

Słowo Boże na każdy dzień......................................64

Drodzy Bracia i Siostry!

Życie ludzkie, także nasze życie, autorów i czytelników „Słowa wśród nas”, układa się bardzo różnie. Niektórzy z nas są zdrowi, młodzi i silni, podczas gdy inni zmagają się z dolegliwościami podeszłego wieku. Niektórzy uważają się za szczęśliwców, ciesząc się wsparciem dzieci i wnuków, ale są między nami i tacy, którzy czują się samotni i zapomniani. Żyjemy w różnych krajach, jesteśmy w różnym wieku, mówimy różnymi językami. Reprezentujemy tak wiele rozmaitych środowisk! Ale jest coś, co odnosi się do nas wszystkich – każdy z nas ma wiele powodów do wdzięczności.
Może to zabrzmieć nieco dziwnie, zwłaszcza jeśli właśnie przechodzisz przez ciężkie próby: „Za co mam być wdzięczna? Mój syn dopiero co się rozwiódł i odszedł z Kościoła”; „Wdzięczność? Kiedy mój najlepszy przyjaciel właśnie zmarł z powodu koronawirusa?”. Takie reakcje, i wiele innych podobnych, są czymś naturalnym. To tak, jakby powiedzieć bezdomnemu żebrakowi, że powinien być wdzięczny, bo akurat nie pada, podczas gdy prognozy zapowiadają huragan. Dziękowanie Bogu za drobiazgi wydaje się dobrym pomysłem, dopóki na horyzoncie nie pojawi się jakiś poważny problem, który przyćmi sobą wszystko inne.
Mimo to św. Paweł pisze: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18). Paweł mówi nam, że dziękczynienie nie jest kwestią tego, co robimy, ani tym bardziej tego, co czujemy. Innymi słowy, możemy składać dziękczynienie Bogu także wtedy, gdy nie czujemy się szczególnie wdzięczni. Św. Tomasz z Akwinu uważał, że wdzięczność jest wymogiem sprawiedliwości – oddaniem Bogu tego, co Mu się słusznie należy. Bóg wciąż kocha nas i jest blisko także wtedy, gdy nie stać nas na zapłacenie rachunków. Jego obietnica, że będzie z nami zawsze, jest aktualna także wtedy, gdy choroba przykuwa nas do łóżka. Wciąż otacza nas współczuciem i miłosierdziem, nawet gdy zgrzeszymy i zbieramy owoce swoich wyborów. Tak więc oczywiście zasługuje na naszą wdzięczność.
I mnie, podobnie jak wielu innym, wdzięczność nie zawsze przychodzi łatwo. Nie wszystko w życiu ułożyło mi się tak, jak tego się spodziewałem. Wraz z moją żoną, Katie, sporo się nacierpieliśmy i wciąż bywają chwile, w których mam ochotę narzekać i uskarżać się Bogu zamiast Mu dziękować. Kiedy jednak zdecyduję się na „nielogiczny” krok, dziękując Panu za Jego dobroć i miłość, moje serce mięknie. Czuję się bliżej Boga i nabieram pewności, że On idzie razem ze mną i nigdy mnie nie opuści. Pamiętam o tym, że cokolwiek się wydarzy, jestem dzieckiem Boga. Jezus otworzył niebo dla mnie i dla wszystkich, którzy chcą za Nim iść. Kiedy przypominam sobie to wszystko, cisną mi się na usta słowa pieśni: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?”.
Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś żył w nieustannej wdzięczności za łaski i wierność Boga? Tak brzmi pytanie, nad którym chcemy się szczególnie zastanowić w tym miesiącu. Zachęcam was do uważnego przeczytania i przemodlenia artykułów otwierających ten numer „Słowa wśród nas”. Prośmy Pana, aby obdarzył nas wdzięcznymi sercami. Wypiszmy sobie wszystkie powody do dziękczynienia. A potem wznieśmy do Niego nasze serca.
Wasz brat w Chrystusie,
Leo Zanchettin

Mordercy i cuda
Program dający nowe szanse
byłym członkom gangów
Kiedy Ernie Garcia związał się z jednym z gangów w Los Angeles, miał dwanaście lat. Stało się to po tym, jak jego mama, zmagająca się z niezdiagnozowaną schizofrenią paranoidalną, próbowała nakarmić jego oraz resztę swoich dzieci trutką na szczury. Młodsze rodzeństwo zostało wtedy rozdzielone pomiędzy krewnych, a Ernie został w domu z rodzicami. Jednak ten „dom” był przerażającym miejscem. „Żadna sytuacja, jaką przeżyłem zadając się z gangiem, nie była tak zła jak to, co miałem w domu” – opowiada.
W wieku lat siedemnastu Ernie został oskarżony o współudział w potrójnym morderstwie dokonanym przez jego gang i skazany na siedemdziesiąt pięć lat więzienia. Pięć lat później, w 1989 roku, został przeniesiony do pojedynczej celi oddziału o specjalnym rygorze więzienia Pelican Bay – najściślej strzeżonego oddziału w Kalifornii, gdzie przebywają najbardziej niebezpieczni przestępcy i członkowie gangów.

▌Trudny pracownik
W Pelican Bay Ernie nauczył się czytać i w celach edukacyjnych zaczął oglądać wiadomości. Przez niemal osiemnaście lat wstawał o trzeciej nad ranem, żeby uprawiać ćwiczenia fizyczne. W 2011 roku poprosił o przeniesienie na inny oddział w celu zerwania wszystkich więzi z gangiem. Był zmęczony dotychczasowym życiem. Oto jak wspomina tamten czas: „W Ewangelii Mateusza jest werset, który mówi: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię» (Mt 11,28). Tak właśnie czułem się duchowo. Byłem znużony”.
Przeszło dwadzieścia lat wcześniej siostra Erniego posłała mu Biblię, którą zachował „bo był to prezent”, ale nigdy dotąd nie otworzył. Pozbawiony wszystkiego Ernie zaczął czytać Biblię i postanowił złożyć ufność w Jezusie. „Nigdy nie obejrzałem się wstecz” – mówi. Po kilku latach kursów więziennych, grup dwunastu kroków i innych programów resocjalizacyjnych w 2017 roku komisja ds. zwolnień warunkowych uznała, że Ernie jest gotowy, aby powrócić do społeczeństwa.
Powrót okazał się jednak trudny. Wytatuowana twarz i szyja Erniego odstraszały potencjalnych pracodawców. Nie mając żadnej wiedzy o tym, jakiego zachowania oczekuje się od pracownika, Ernie wciąż miał na pieńku
z przełożonymi. Totalnie obce były mu takie umiejętności jak zarządzanie pieniędzmi czy planowanie na przyszłość. Strategie, które pozwalały mu przetrwać w więzieniu, nie sprawdzały się na wolności. Ernie sam zaczął zdawać sobie sprawę, że jeśli nic się nie zmieni, wkrótce wpakuje się w jeszcze większe kłopoty. Ratunkiem dla niego okazał się program Rise Up Industries.

Nowy program non-profit
Śledząc linię wybrzeża Kalifornii od zatoki Pelican Bay w dół do najbardziej wysuniętego na południe punktu, dotrzemy do miasta San Diego.
W roku 2012, mniej więcej w tym czasie, gdy na północy Ernie przecinał swoje ostatnie więzi z gangiem, w oddziale do spraw gangów policji w San Diego pojawił się emerytowany pułkownik Korpusu Inżynieryjnego Armii Stanów Zjednoczonych.
Joe Gilbreath badał organizacje non-profit, które w jego mieście zajmowały się byłymi członkami gangów i więźniami powracającymi do społeczeństwa. Było ich całkiem sporo – dokładnie sześćdziesiąt. Miały one jednak do zaoferowania tylko doraźną pomoc, taką jak poradnictwo, darmowa odzież, zakwaterowanie czy kurs zawodowy. Ponieważ w San Diego rocznie zwalniano z więzienia dwanaście tysięcy osadzonych, potrzeby były znacznie większe.
Kiedy Joe poznał kilku osadzonych w miejscowym więzieniu dzięki rekolekcjom prowadzonym przez duszpasterstwo więzienne Kairos International, stwierdził: „Ci faceci mają bardzo poważne problemy. Nie da się ich przestawić na nowe tory w ciągu kilku dni czy tygodni. To nie zadziała”. Miał wizję dłuższego, bardziej wszechstronnego programu pomocowego. Wzorował się w tym na programie Homeboy Industries stworzonym przez ks. Gregorego Boyle’a w Los Angeles.
Wzorem ks. Boyle’a, Joe pragnął zaoferować uczestnikom programu wielomiesięczny okres tymczasowego zatrudnienia, kursy zawodowe, opiekę nieosądzającego mentora oraz wspierające rodzinne otoczenie. Jedyny podobny program w San Diego miał na liście oczekujących trzystu kandydatów.
W 2016 roku jego wysiłki ostatecznie odniosły skutek. Powstał program Rise Up Industries. Rise up to dosłownie: „powstać” i właśnie to „powstanie” dokonuje się w życiu wielu, wydawałoby się, „beznadziejnych przypadków”. Program przewiduje pracę w przedsiębiorstwie – warsztacie mechanicznym – gdzie zwolnieni przedterminowo są szkoleni
i otrzymują pracę. Uczestnicy programu spędzają w Rise Up czterdzieści godzin tygodniowo, ucząc się, pracując oraz korzystając z poradnictwa i innych form wsparcia. Przede wszystkim jednak Rise Up oferuje cierpliwość, bezwarunkową miłość i wsparcie duchowe w postaci modlitwy oraz osobistych relacji z personelem i wolontariuszami.

Od mafiosa
do Bożego człowieka
Jednym z uczestników, który ukończył program w 2018 roku, jest Angel Ramirez. Podobnie jak Ernie, był on maltretowany w dzieciństwie. Już w wielu pięciu lat był zmuszany do pomagania ojcu we włamaniach – wchodził do domów przez okna lub naciskał klakson, gdy w pobliżu pojawiała się policja. Gdy podrósł, płynnie przeszedł do kradzieży samochodów i konszachtów z mafią meksykańską.
Angel spędził w więzieniu ponad czterdzieści lat i kiedy wyszedł przedterminowo w roku 2017, zastał zupełnie inny świat. Zmiany technologiczne były szokujące. Nowoczesne supermarkety przyprawiały go o zawrót głowy. Już samo opanowanie posługiwania się kartą płatniczą na samoobsługowej stacji benzynowej wymagało tygodni praktyki. We wszystkich tych dziedzinach przełożeni i mentorzy pomagali mu przystosować się do nowych sytuacji.
W czasie przechodzenia kursów zawodowych w warsztacie, Angel stanął przed możliwością sprawowania opieki nad dwójką swoich wnuków, którymi w przeciwnym razie musiałoby się zająć państwo. Było to poważne przedsięwzięcie, ale Dustin Greeves, pierwszy pracownik Rise Up, podarował mu dla nich ubranka i buty. Wraz z żoną pożyczyli Angelowi swój samochód. Inni, związani z Rise Up, zapewnili żywność i prezenty na Boże Narodzenie. „Do dziś dzielę się wszystkimi sukcesami i trudnościami z chłopakami w Rise Up. Staram się być Bożym człowiekiem jak oni” – mówi Angel.
Ernie, zwolniony przedterminowo z Pelican Bay, który także ukończył program, dzieli się podobnymi refleksjami: „Oni wszyscy są dla mnie żywym przykładem. Mają cierpliwość. Nie przekreślają nas, ponieważ w nas wierzą. Tacy już są. Uczyli mnie po prostu przez to, jak żyli. To mnie zmiękczyło. Zobaczyłem, że są ludzie, którym zależy”.

Śmiech i nadzieja
Wśród współzałożycieli i mentorów programu Joego Gilbreatha jest wielu katolików zaangażowanych w rekolekcje ewangelizacyjne, takie jak Cursillo i Kairos. Te same podstawowe wartości – jak przyjaźń w Chrystusie, służba i „pokrewieństwo duchowe” – leżą u podstaw programu Rise Up, który służy ludziom wszystkich wyznań i warstw społecznych. „Chodzi o to, żeby było coraz mniej mnie, a coraz więcej Boga” – dzieli się swoim doświadczeniem Dustin Greeves.
Pokora i miłość katolickich wolontariuszy posługujących w więzieniu sprawiły, że Josue Felix, kolejny eks-członek gangu i obecny uczestnik programu, zapragnął odmienić swoje życie: „To, że ludzie spoza więzienia mieli ochotę wchodzić do środka i okazywać nam tyle miłości, dało mi do myślenia. Chciałem tego, co mieli oni. Nawet jeśli nie mogłem wyjść na wolność, to chciałem mieć pokój”.
Wrażenia Josuego z uczestnictwa w programie są bardzo pozytywne: „Lubimy pomagać sobie nawzajem, być ze sobą. Możesz zobaczyć, jak się śmiejemy. Możesz zobaczyć naszą wzajemną miłość w tym, jak mówimy o sobie nawzajem. W więzieniu mówiliśmy o sobie bardzo negatywnie. Teraz ktoś przychodzi zobaczyć warsztat, a któryś z chłopaków mówi: «Tamten jest bardzo dobry w tym i w tym». Spotykasz chłopaków, którzy podwożą tych, którzy nie mają samochodów”.

Nie ma róż bez kolców,
ale idziemy naprzód
Mentorzy i personel Rise Up podkreślają, że aby dojść do miejsca, w którym są dziś Josue, Ernie i Angel, zwolnieni warunkowo mężczyźni muszą przejść długą i trudną drogę. Pojawiają się konflikty, frustracja i niezliczone okazje, w których można nadużyć zaufania, bądź je umocnić. Jednak przeważająca większość uczestników Rise Up kończy program z umiejętnościami życiowymi i przygotowaniem zawodowym, które pozwalają im budować przyszłość pełną nadziei.
Przykładowo Angel Ramirez – który spędził ponad czterdzieści lat w więzieniu – pracuje dziś w stoczni państwowej. Codziennie patrząc na zatokę, wodę, dzieci przejeżdżające obok na rowerach, oddaje chwałę Bogu. „Teraz po przebudzeniu się nie widzę betonu i stali. Budzę się i słyszę śmiech moich wnuków. Nawet takie proste rzeczy, jak robienie prania, składanie ich małych spodenek i koszulek – jakie to szczęście!”
To poczucie wdzięczności i własnej wartości oraz pragnienie dawania czegoś od siebie jest owocem miłości i wsparcia jego nowej „rodziny”, rodziny w Chrystusie z Rise Up Industries. Jej założyciel, Joe Gilbreath, mówi, że kojarzy mu się ona
z modlitwą Chrystusa: „Aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Uczestnicy programu mówią, że ich życie jest „cudem” i „nowym stworzeniem” – i choć nie są wolni od cierpienia, otrzymali nowe skrzydła dzięki miłości Ciała Chrystusowego. ▐

Niedziela, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Mt 5,1-12a
Błogosławieni jesteście... (Mt 5,11)
Odwiedź dowolny oddział położniczy, a zobaczysz rodziców promieniejących radością z powodu narodzin swojego dziecka. Może też usłyszysz, jak mówią: Mam nadzieję, że będzie miał szczęśliwe życie czy: Zrobię wszystko, żeby miała takie możliwości, jakich ja nie miałam.
Raczej nie usłyszysz tekstów w rodzaju: Mam nadzieję, że czeka ją wiele smutku lub: Postaram się, żeby był prześladowany w szkole. Nikt nie chce takiego losu dla swoich dzieci! Dlaczego więc Jezus nazywa błogosławionymi tych, którzy znajdują się dokładnie w tego typu sytuacjach?
Oczywiście Jezus nie chce, abyśmy zabiegali o prześladowania i smutek. Mówi nam jednak, że pójście za Nim może nas na nie narazić. Dzieje się tak, ponieważ sposób życia ucznia Chrystusowego często sprzeciwia się mentalności tego świata:
• W świecie niszczonym przez urazy i zemstę, Jezus chce, abyśmy przebaczali i nadstawiali drugi policzek.
• W świecie nastawionym na pieniądze i władzę, Jezus oczekuje, że będziemy żyli skromnie i hojnie dzielili się z innymi.
• W świecie rozdartym przez wojny i podziały, Jezus pragnie, abyśmy kochali swoich nieprzyjaciół i wnosili pokój.
Każdy święty, znany czy nieznany, doświadczył na sobie zmagań świata z królestwem Bożym. A my właśnie dlatego świętujemy dziś ich uroczystość, że „przychodzą z wielkiego ucisku” (Ap 7,14) z nienaruszoną wiarą. I nie dotyczy to tylko świętych. Każdy wierzący przeżywa swój własny czas „wielkiego ucisku”.
Dobrze jest wiedzieć, że w tych zmaganiach nikt z nas nie jest sam. Modlą się za nas wszyscy święci. Prowadzi nas i napełnia mocą mieszkający w nas Duch Święty. Wspierają nas bracia i siostry w Chrystusie. Dlatego jesteśmy w stanie przejść z nienaruszoną wiarą nawet przez największe pokusy i zająć miejsce wśród wszystkich świętych w niebie.
„Duchu Święty, udziel mi łaski, abym przetrwał wszelki ucisk i okazał się godnym uczniem Jezusa.”
Ap 7,2-4.9-14
Ps 24,1-6
1 J 3,1-3

▌Poniedziałek, 2 listopada
Wszystkich Wiernych Zmarłych
Mdr 3,1-6.9
Wypróbował ich jak złoto w tyglu. (Mdr 3,6)
Wspominając dziś wszystkich wiernych zmarłych zapalamy znicze na grobach naszych bliskich, którzy odeszli. Niektórzy przeglądają stare fotografie.
W wielu krajach dzisiejszy dzień poświęcony jest pamięci zmarłych krewnych i przyjaciół oraz modlitwie w ich intencji. Ale dlaczego właściwie mamy modlić się za zmarłych?
Ponieważ pragniemy, aby doświadczyli radości nieba.
Wiemy, że dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, każdy z nas może mieć nadzieję na niebo. Jezus przebaczył nam grzechy, pokonał śmierć i otworzył nam bramy życia wiecznego. Ale wiemy również, że wciąż trwają w nas skutki grzechu, nawet jeśli żyjemy w przyjaźni z Bogiem.
Przypomnij sobie sytuacje, w których wprawdzie ktoś przebaczył ci wybuch gniewu lub raniące słowa, ale ty wciąż czułeś w sobie ból zadany tamtej osobie.
Czy taki stan może współistnieć z przebywaniem w obecności Boga? Wciąż trwające w nas skutki grzechu? Nie do końca czyste motywacje? Osądzanie innych? Otóż nie.
Dzięki niech będą Bogu za to, że jeśli umieramy w przyjaźni z Nim, jesteśmy zbawieni. Natomiast gdy chodzi o te uporczywe skutki grzechu, Bóg daje nam możliwość całkowitego i dogłębnego oczyszczenia, jak złoto oczyszcza się w ogniu.
W encyklice Spe Salvi (O nadziei chrześcijańskiej) papież Benedykt XVI pisze, że gdy stajemy twarzą
w twarz z Jezusem, „pod Jego spojrzeniem topnieje wszelki fałsz”. Spotykając Tego, którego miłość pokonała wszelkie zło, przyjmujemy do naszych serc „świętą moc Jego miłości”. Ta miłość jest tak mocna, że wypala pozostające w nas jeszcze zło i grzech. Papież Benedykt nazywa to „bólem miłości” (Spe Salvi, 47). Ale ten bolesny proces jest zarazem radosny, gdyż niesie nam zbawienie. Jest to poniekąd Boży sposób usuwania grzechu przez miłość.
Nabierzmy więc ducha! Bóg pragnie nas oczyszczać, nawet po śmierci. Pragnie prowadzić do niebieskich radości zarówno ciebie, jak i twoich bliskich. Módl się więc za swoich drogich zmarłych. Proś Ducha Świętego, aby pomógł im przejść przez „ból miłości” i doprowadził jak najszybciej do oglądania Boga twarzą w twarz.
„Panie, wprowadź wszystkich, którzy zmarli w przyjaźni z Tobą, do radości nieba!”
Ps 103,8.10.13-18
2 Kor 4,14--5,1
J 14,1-6

▌Niedziela, 8 listopada
1 Tes 4,13-18
Nie chcemy, bracia, byście trwali
w niewiedzy co do tych, którzy umierają. (1 Tes 4,13)
Wszyscy od czasu do czasu zmagamy się z wątpliwościami w wierze i Tesaloniczanie nie byli tu wyjątkiem. Niektórzy z ich bliskich zmarli nie doczekawszy powtórnego przyjścia Chrystusa, które, jak sądzili, miało nastąpić jeszcze za ich życia. Tesaloniczanie zastanawiali się więc, co teraz z nimi będzie. W jaki sposób zmarli będą mogli uczestniczyć w triumfalnym powrocie Jezusa?
Paweł dodaje im otuchy – nie utracili przecież swoich zmarłych na zawsze, a więc nie muszą się smucić jak ci, „którzy nie mają nadziei” (1 Tes 4,13). Jezus powracając podniesie ku sobie tych, którzy już zmarli, wraz z tymi, którzy dożyją Jego powrotu.
Nas także bolesna nieuchronność śmierci może doprowadzić do zwątpienia w prawdę o zmartwychwstaniu. Jeśli nawet wierzymy, że Jezus powstał z martwych, zastanawiamy się, co czeka nas po śmierci. Czy Bóg rzeczywiście może dać nam i naszym bliskim wieczne szczęście i chwalebne ciała, które nie będą już poddane chorobom, zniszczeniu i śmierci? Owszem, choć nie dowiemy się, jak dokładnie będzie to wyglądało, dopóki sami nie przejdziemy przez śmierć do życia wiecznego.
Tu właśnie jest miejsce na wiarę. Paweł zachęca Tesaloniczan, a także nas, do wiary, że zmartwychwstanie Jezusa dotyczy również nas. Chrystus jest „pierwocinami”, pierwszym zmartwychwstałym, po którym powstaną „ci, co należą do Chrystusa” (1 Kor 15,23). Nie znamy szczegółów, nie wiemy, jak i kiedy to się stanie. Jeśli jednak pokładamy wiarę w Jezusie i Jego miłości do nas, On sam powoli przeprowadzi nas od zwątpienia do wiary.
Paweł pociesza Tesaloniczan tymi słowami: „Na zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,17). Będziesz z Nim również ty. Nie musisz ulegać wątpliwościom, które prowadzą do utrapienia i lęku. Bóg jest z tobą teraz i będzie z tobą w przyszłości – cokolwiek ta przyszłość ci przyniesie.
„Jezu, wierzę, że jesteś ze mną teraz i zawsze.”
Mdr 6,12-16
Ps 63,2-8
Mt 25,1-13

▌Niedziela, 15 listopada
Mt 25,14-30
Przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. (Mt 25,14)
Już jeden talent, stanowiący wartość zapłaty za dwanaście lat pracy robotnika, stanowił ogromną sumę pieniędzy. Tak więc człowiek z przypowieści nie powierzył swoim sługom jakiegoś symbolicznego drobiazgu czy bezwartościowej monety. Choć często widzimy w tych talentach obraz naszych darów i zdolności, wielu komentatorów sugeruje, że należy rozumieć je jako absolutnie bezcenne dary miłości i miłosierdzia, hojnie udzielone nam przez Boga. I jak ukazuje przykład sługi, który ukrył swój talent, dary te pomnażają się nie wtedy, gdy je chowamy i trzymamy w ukryciu, ale gdy ich używamy!
Wiąże się to z dzisiejszym pierwszym czytaniem. „Niewiasta dzielna” (Prz 31,10-31) nie jest jakimś osobliwym przykładem ani, co gorsza, typowym produktem społeczeństwa patriarchalnego. Jej postępowanie jest bliskie postawie sługi z dzisiejszej Ewangelii, który podwoił otrzymane pięć talentów puszczając je w obieg – mnożąc miłość i miłosierdzie poprzez dzielenie się nimi z innymi ludźmi.
Zobaczmy, w jaki sposób autor opisuje tę niewiastę. Pracuje ona „starannie rękami” (Prz 31,13) w swoim domu. Ale nie poprzestaje na tym, tylko „otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce” (Prz 31,20). Nie zatrzymuje dla siebie miłości i współczucia otrzymanego od Boga, ale hojnie dzieli się nimi zarówno ze swoją rodziną, jak i z tymi, którzy znajdują się w potrzebie.
Jak widać, tym, co nadaje jej wartość, jest nie urok czy piękno, lecz bojaźń Boża i szacunek dla Pana.
Dzięki temu rozpoznaje Jego miłość i miłosierdzie, a następnie naśladuje Go dzieląc się nimi w swoim otoczeniu. A to przynosi radość jej samej i całej rodzinie.
Każdy z nas otrzymał od Boga bezcenne dary miłości i miłosierdzia. Każdy z nas ma możliwość otwarcia swoich dłoni i serca, aby przekazywać te dary otaczającym nas ludziom. Tak czyniła niewiasta opisana w Księdze Przysłów. I my czyńmy podobnie.
„Ojcze, Ty udzieliłeś mi bezcennych darów. Pomóż mi je pomnożyć dzieląc się nimi z innymi.”
Prz 31,10-13.19-20.30-31
Ps 128,1-5
1 Tes 5,1-6

▌Niedziela, 22 listopada
Jezusa Chrystusa,
Króla Wszechświata
Mt 25,31-46
Weźcie w posiadanie królestwo.
(Mt 25,34)
Dziś, w uroczystość Chrystusa Króla, głosimy władzę Jezusa nad całym stworzeniem. Przypominamy sobie, że wszystko przez Niego zostało stworzone, że wszyscy przez Niego zostaliśmy odkupieni i wszyscy zostaniemy przez Niego osądzeni.
Dzisiejsza Ewangelia skupia się na tym ostatnim punkcie, ukazując Jezusa jako Sędziego. Mówi nam, że będąc naszym Królem, Jezus ma prawo ustanowić kryteria, według których będziemy sądzeni. Inni sędziowie sprawują swoją funkcję w oparciu o istniejące prawo danego państwa. Ale Jezus sam jest prawem dla swojego królestwa. Miarą, według której będziemy sądzeni, jest Jego sposób życia.
Jeśli chcesz być sędzią na tym świecie, musisz dogłębnie poznać obowiązujące prawo. Jedno słowo w ustawie może całkowicie zmienić wynik procesu. Nie tak jest z Jezusem. Jego prawo jest proste. „Weźmiemy w posiadanie królestwo” na podstawie jednej jasnej zasady: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Takie są standardy królestwa – miłosierdzie, ofiarność i bezinteresowna miłość.
Mówi się często, że niczego nie da się zabrać do grobu, i jest w tym wiele prawdy. Nasze pieniądze, zaszczyty, sukcesy mają charakter czasowy. Nie wejdą z nami do nieba ani nie pomogą nam tam się dostać. Ale jest coś, co możemy ze sobą zabrać – nasze uczynki miłosierdzia. To właśnie one otworzą nam bramy nieba!
Nie zaimponujemy Jezusowi wielkim majątkiem ani nie rozczarujemy Go jego brakiem. W Jego oczach liczy się to, czy pozwoliliśmy Mu na tyle przemienić nasze serca, żeby karmić głodnych, przebaczać tym, którzy przeciwko nam zgrzeszyli,
i wychodzić do samotnych. Ponieważ Jego królestwo nie jest królestwem bogactwa
i potęgi, ale pokory, miłości i służby.
„Jezu, mój Królu i mój Sędzio, naucz mnie kochać tak, jak Ty kochasz.”
Ez 34,11-12.15-17
Ps 23,1-3.5-6
1 Kor 15,2-26.28

▌Niedziela, 29 listopada
Pierwsza Niedziela Adwentu
1 Kor 1,3-9
Abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego, Jezusa Chrystusa. (1 Kor 1,8)
Wspólnota, do której skierował te słowa św. Paweł, nie była idealna. On sam zresztą doskonale zdawał sobie
z tego sprawę, dlatego w dalszej części listu wypominał chrześcijanom z Koryntu podziały, zawiść i niezgodę; prowadzenie rozwiązłego życia oraz pozywanie braci przed pogańskie sądy zamiast szukania z miłością dróg porozumienia. A jednak mimo to Paweł dziękuje Bogu za łaskę wiary w Jezusa Chrystusa, która została im dana i wyraża głębokie przekonanie, że Pan sam będzie prowadził ich dalej, aż staną się bez zarzutu w dzień Jego przyjścia. Owszem, teraz jeszcze zachowują się jak „niemowlęta”
(1 Kor 3,1), ale przecież dzieci dorastają!
Wiele z zarzutów Pawła wobec Koryntian brzmi zadziwiająco aktualnie. Stan naszych parafii i wspólnot często również pozostawia wiele do życzenia, budząc zniechęcenie czy nawet zgorszenie osób z zewnątrz, a niekiedy także i nas samych. Może nieraz, w przeciwieństwie do Pawła, zamiast dziękować Bogu mamy ochotę załamać ręce. Sytuacja nie nastraja do optymizmu.
Ale właśnie w takiej sytuacji rozpoczynamy kolejny Adwent, który przypomina nam, że Bóg nie działa w świecie idealnym, ale w takim, jaki jest. Nie zniechęca się nim, nie brzydzi, nie odrzuca. Na taki właśnie świat przyszedł Jezus, aby nas zbawić, i do takiego przyjdzie powtórnie, aby go ostatecznie przemienić.
Adwent ze swoim wezwaniem do czujności i prostowania dróg Pańskich zwykle stawia nas do pionu – mobilizuje do modlitwy, spowiedzi, rekolekcji, udziału w roratach, podejmowania postanowień. Ale uświadamia nam też, jak nikłe skutki przynoszą nasze wysiłki i jak bardzo potrzebujemy Zbawiciela. Paweł zapewnia nas dziś, że skoro przyjęliśmy wiarę w Jezusa Chrystusa, to On, nie zrażając się absolutnie niczym, będzie konsekwentnie prowadził do świętości nas i nasze wspólnoty – jeśli Mu na to pozwolimy, już w tym Adwencie.
„Panie Jezu, wierzę, że nie ma takich grzechów, z których Ty nie mógłbyś nas wydobyć. Przyjdź i prowadź nas do świętości”.
Iz 63,16b-17.19b; 64,2b-7
Ps 80,2-3.15-16.18-19
Mk 13,33-37

 

Dzięki składajmy
Panu!
Błogosławieństwo wdzięcznego serca

Za co możesz dziś podziękować? Za co jesteś wdzięczny? Niektórzy mają zwyczaj codziennego zapisywania w specjalnym notesie co najmniej kilku doznanych mniejszych czy większych łask. W ostatnich latach praktyka ta nie bez powodu zyskuje sobie coraz większą popularność. W ciągu minionej dekady psycholodzy odkryli, że ludzie, którzy zadają sobie trud pamiętania o tym, co ich spotyka dobrego, są szczęśliwsi i zdrowsi. Nie ma w tym nic dziwnego – wszyscy wiemy z doświadczenia, że kiedy znajdujemy czas i energię na to, by dostrzegać otrzymane dobro, odczuwać wdzięczność i ją wyrażać, lepiej się czujemy i z większym optymizmem patrzymy na życie.
Oczywiście dobrze jest dziękować Bogu nawet za drobne przyjemności czy miłe wydarzenia, za naszą pracę, rodzinę, za posiadane talenty i zdolności. Ale poza tym wszystkim mamy znacznie głębsze powody do dziękczynienia – Jego miłość i zbawienie. Jesteśmy wdzięczni, bo mamy Boga, który nas stworzył i kocha niepojętą miłością. Troszczy się o nas tak bardzo, że posłał na świat własnego Syna, Jezusa, aby nas zbawił. Przez Jego śmierć i zmartwychwstanie zostaliśmy wyswobodzeni z niewoli grzechu i obmyci z winy. Jesteśmy tak cenni dla Ojca, że już teraz daje nam zakosztować swego Boskiego życia w Duchu Świętym. I nie poprzestał na tym, lecz dał nam obietnicę życia wiecznego razem z Nim w niebie. Czyż te prawdy naszej wiary nie stanowią wielkiego powodu do wdzięczności?
Niestety zbyt często skupiamy się jedynie na naszych codziennych problemach, zapominając o Bożych błogosławieństwach. Przyjmujemy jako oczywistość to wszystko, co On dla nas uczynił i nie przestaje czynić. W tym miesiącu postarajmy się rozwinąć w sobie cnotę wdzięczności i pozwólmy jej przeniknąć nasze życie. Zacznijmy od rozważenia znanej z Ewangelii historii uzdrowienia przez Jezusa dziesięciu trędowatych.

▌Straszliwa choroba
Prawdopodobnie w czasach Jezusa trądem nazywano całą paletę dokuczliwych chorób skórnych, a nie tylko tę, którą znamy dziś pod nazwą choroby Hansena. Aby zapobiec szerzeniu się tych chorób, kapłani stosowali się do szczegółowych instrukcji, zapisanych w 13 rozdziale Księgi Kapłańskiej, dotyczących badania i diagnozowania zmian skórnych. Jeśli po odpowiednim czasie zmiany nie ustąpiły, człowieka uważano za rytualnie nieczystego, a jeśli ustąpiły, ozdrowieniec miał obowiązek pokazać się kapłanowi, który na powrót uznawał go czystym.
Sytuacja trędowatych w dawnym Izraelu była godna pożałowania, tym bardziej że choroba ta była nieuleczalna i śmiertelna, więc panicznie się jej bano. Prawo nakazywało chorych na trąd usuwać poza obręb miast czy wiosek, nie mogli też kontaktować się
z własnymi rodzinami, nie mieli prawa wstępu do swoich domów ani wykonywania dotychczasowego rzemiosła. Musieli żyć jak bezdomni pozbawieni wszelkich praw, środków do życia i jakiejkolwiek opieki. Żyli poza społeczeństwem, a gdy zbliżali się do kogoś, musieli krzyczeć na cały głos: „Nieczysty, nieczysty!” (Kpł 13,45). Choroba niszczyła nie tylko ich ciała, ale także więzi społeczne.
Kiedy więc dziesięciu trędowatych przybyło do Jezusa, o którym z pewnością wiele słyszeli, stanęli z dala, tak jak nakazywało Prawo Izraela, i rozpaczliwie zaczęli wołać: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” (Łk 17,13). Jezus nie uzdrowił tych nieszczęśników od razu, ale polecił, by poszli do kapłanów, którzy po zbadaniu ich zmian na skórze mogli przywrócić im czystość rytualną. W drodze wszyscy zostali uzdrowieni. Ale tylko jeden z nich, Samarytanin, wrócił podziękować Jezusowi.

Trąd grzechu
Wielu komentatorów różnych epok widziało w biblijnym trądzie analogię do grzechu, ponieważ grzech działa na nas w podobny sposób, co trąd. Tak jak trąd zniekształca ludzkie ciało, tak też grzech zniekształca duszę. Postępujący trąd uśmierca poszczególne części ciała – chorzy tracą palce u rąk i stóp. Podobnie grzech uśmierca nasze sumienia i zmysły. A co najgorsze, tak jak trąd izolował swoje ofiary od społeczeństwa, tak jednym ze skutków grzechu jest odłączenie nas od Boga, a często także od Jego ludu.
Dziesięciu mężczyzn wiedziało, że tylko Jezus może uchronić ich od strasznego losu. My wiemy, że tylko Jezus może wybawić nas od ciemności grzechu. A Dobra Nowina jest taka, że On już to zrobił! Poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie nie tylko oczyścił nas z grzechu, ale sprawił, że płynie w nas Jego Boskie życie. Niezależnie od naszego aktualnego samopoczucia, mamy powód do radości! W Chrystusie jesteśmy „nowym stworzeniem” (2 Kor 5,17)!
„A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17,14) i wtedy jeden z trędowatych, zdając sobie sprawę z tego, jak głęboko zostało przemienione jego życie, „chwaląc Boga donośnym głosem” (Łk 17,15), wrócił podziękować Jezusowi. Paradoksalnie nie był to Żyd, lecz Samarytanin. Przepełniała go wdzięczność, dlatego padł Jezusowi do nóg i oddał Mu cześć. „Wstań, idź” – powiedział Mu Jezus – „twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19).
Tylko Samarytanin, w oczach Żydów najbardziej oddalony od Boga spośród tych dziesięciu, zdobył się na właściwą reakcję. Jego wdzięczność przejawiła się w słowach i czynach.
A co z pozostałymi dziewięcioma, którzy należeli do narodu wybranego? Dlaczego nie zawrócili, by podziękować? Przecież oni także cieszyli się z uzdrowienia. Z pewnością po pokazaniu się kapłanom wrócili do swoich rodzin, które teraz mogły już przyjąć ich do domu. Dlaczego radując się owocami cudownego oczyszczenia nie powrócili do źródła – do miłosiernego i współczującego Jezusa?

Nasza pierwsza reakcja
Jak łatwo przychodzi nam, jak tamtym dziewięciu, cieszyć się owocami życia w Chrystusie bez pragnienia, by Mu za nie dziękować. A przecież wdzięczność powinna być naszą pierwszą reakcją wobec Boga, który tak bardzo nas miłuje, który nas uzdrowił i dał nam nowe życie. Gdzie bylibyśmy bez Pana? Jak moglibyśmy stawiać czoło kolejnym dniom bez Jego miłosierdzia i łaski?
Wystarczy otworzyć Biblię, aby odkryć, że spontaniczną reakcją wielu ludzi na dobroć i miłosierdzie Boga było uwielbienie i dziękczynienie. Kiedy Bóg rozdzielił Morze Czerwone i wybawił Izraela z niewoli, Mojżesz wyśpiewał wraz z całym ludem pieśń chwały, wołając: „On Bogiem moim i uwielbiać Go będę, On Bogiem Ojca mego, będę Go wywyższał” (Wj 15,2). Po narodzinach syna, Jana Chrzciciela, Zachariasz głosił: „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela” (Łk 1,68). A kiedy Maryja po zwiastowaniu przybyła do Elżbiety i ta, napełniona Duchem Świętym, rozpoznała Mesjasza w Jej łonie, Matka Boża wyśpiewała: „Wielbi dusza moja Pana” (Łk 1,46).
Także w listach św. Pawła znajdujemy liczne wyrazy dziękczynienia. Paweł wiedział dobrze, że Bóg okazał Mu wielkie miłosierdzie. Nawet w obliczu uwięzienia i śmierci składał nieustane dziękczynienie i uwielbienie Bogu, stając się żywym przykładem tego, o czym pisał i czego nauczał: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18).
Zauważmy też, jak pełne radości są te dziękczynienia. Kiedy jesteśmy wdzięczni, w naturalny sposób wzrasta nasza radość. Im bardziej skupiamy się na Panu i Jego wielkich darach, tym jesteśmy szczęśliwsi. Nie jest to płytkie zadowolenie, ponieważ ma ono swoje korzenie w nieskończonej miłości Boga do nas, w miłości rozciągającej się na całą wieczność. Niezależnie od tego, co dzieje się w naszym życiu, nic nie jest w stanie odebrać nam tego, co Bóg dla nas uczynił w Chrystusie. Jak długo jesteśmy blisko Niego i pozwalamy Mu oczyszczać nas z grzechów, możemy ufnie oczekiwać życia wiecznego.

Świadectwo wdzięczności
Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy żyli w nieustannej świadomości błogosławieństwa i wierności Boga? Może przypominalibyśmy Joannę, której mąż jest przykuty do łóżka z powodu nieuleczalnej choroby, a która często mówi o tym, jak bardzo jest błogosławiona żyjąc w obecności Boga i pod Jego opieką. Bylibyśmy jak Michał, który po latach życia tylko dla siebie
i swoich przyjemności doświadczył głębi Bożego miłosierdzia i teraz opowiada o tym wszystkim, którzy chcą słuchać. Bylibyśmy jak Stella, wdowa, która żyjąc z niskiej emerytury w ubogiej dzielnicy swego miasta dziękuje Bogu nawet za najmniejsze łaski. Przez swoją wdzięczność ludzie ci stają się świadkami miłosiernej miłości Boga, pomimo bardzo realnych problemów,
z jakimi zmagają się w życiu.
Prawdę mówiąc, wdzięczność jest o wiele bardziej zaraźliwa niż „trąd grzechu”. Im jaśniej widzimy ją u innych, tym bardziej sami pragniemy żyć wdzięcznością i ją wyrażać jak ewangeliczny Samarytanin. W następnym artykule przyjrzymy się temu, jak możemy wyrazić swoją wdzięczność zarówno
w modlitwie, jak i w czynie. ▐

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 11 (327) 2020



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO LISTOPADOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Listopadowy numer „Słowa wśród nas”, zatytułowany: „Dziękujcie Panu!” zachęca nas do wdzięczności, zgodnie ze słowami św. Pawła: „W każdym położeniu dziękujcie” (1 Tes 5,18). W artykułach przeczytamy, jak mamy odpowiadać na to wezwanie do trwania w postawie wdzięczności wobec naszego Stwórcy z Zbawiciela, jednocześnie zmagając się z codziennymi problemami i dźwigając nasze krzyże.
W Magazynie proponujemy artykuł o nocy ciemnej według św. Jana od Krzyża, tekst o bardzo skutecznym katolickim programie resocjalizacji dla byłych członków gangów oraz świadectwo katechetki z gwatemalskiej wioski.
Jak zwykle znajdziemy też Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny oraz krzyżówkę. W ramach Naszych lektur polecamy książkę marianina ks. Edmunda Szaniawskiego „Ukryte działania szatana”. Zachęcamy tez do wzięcia udziału w losowaniu tygodniowego pobytu w Zakopanem.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Dzięki składajmy Panu!
Błogosławieństwo wdzięcznego serca.........................4

Przepełnieni wdzięcznością
Wyrażanie wdzięczności w uwielbieniu
i działaniu..................................................................10

Postawa dziękczynienia
Sześć prostych sposobów wzrastania
we wdzięczności...........................................................15

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 listopada.......................................................20

MAGAZYN

Bóg pragnie jedynie miłości
„Noc ciemna” według św. Jana od Krzyża
Tomasz Kaczanowski .............................................. 47

Mordercy i cud
Program dający nowe szanse
byłym członkom gangów – Kathryn Elliott.......................................................52

Pod opieką św. Jakuba
Święty, który ocalił gwatemalska wioskę
Kathy Snider.......................................................57

Nagrody dla prenumeratorów................................60

Nasze lektury............................................................61

Krzyżówka................................................................63

Słowo Boże na każdy dzień......................................64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Życie ludzkie, także nasze życie, autorów i czytelników „Słowa wśród nas”, układa się bardzo różnie. Niektórzy z nas są zdrowi, młodzi i silni, podczas gdy inni zmagają się z dolegliwościami podeszłego wieku. Niektórzy uważają się za szczęśliwców, ciesząc się wsparciem dzieci i wnuków, ale są między nami i tacy, którzy czują się samotni i zapomniani. Żyjemy w różnych krajach, jesteśmy w różnym wieku, mówimy różnymi językami. Reprezentujemy tak wiele rozmaitych środowisk! Ale jest coś, co odnosi się do nas wszystkich – każdy z nas ma wiele powodów do wdzięczności.
Może to zabrzmieć nieco dziwnie, zwłaszcza jeśli właśnie przechodzisz przez ciężkie próby: „Za co mam być wdzięczna? Mój syn dopiero co się rozwiódł i odszedł z Kościoła”; „Wdzięczność? Kiedy mój najlepszy przyjaciel właśnie zmarł z powodu koronawirusa?”. Takie reakcje, i wiele innych podobnych, są czymś naturalnym. To tak, jakby powiedzieć bezdomnemu żebrakowi, że powinien być wdzięczny, bo akurat nie pada, podczas gdy prognozy zapowiadają huragan. Dziękowanie Bogu za drobiazgi wydaje się dobrym pomysłem, dopóki na horyzoncie nie pojawi się jakiś poważny problem, który przyćmi sobą wszystko inne.
Mimo to św. Paweł pisze: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18). Paweł mówi nam, że dziękczynienie nie jest kwestią tego, co robimy, ani tym bardziej tego, co czujemy. Innymi słowy, możemy składać dziękczynienie Bogu także wtedy, gdy nie czujemy się szczególnie wdzięczni. Św. Tomasz z Akwinu uważał, że wdzięczność jest wymogiem sprawiedliwości – oddaniem Bogu tego, co Mu się słusznie należy. Bóg wciąż kocha nas i jest blisko także wtedy, gdy nie stać nas na zapłacenie rachunków. Jego obietnica, że będzie z nami zawsze, jest aktualna także wtedy, gdy choroba przykuwa nas do łóżka. Wciąż otacza nas współczuciem i miłosierdziem, nawet gdy zgrzeszymy i zbieramy owoce swoich wyborów. Tak więc oczywiście zasługuje na naszą wdzięczność.
I mnie, podobnie jak wielu innym, wdzięczność nie zawsze przychodzi łatwo. Nie wszystko w życiu ułożyło mi się tak, jak tego się spodziewałem. Wraz z moją żoną, Katie, sporo się nacierpieliśmy i wciąż bywają chwile, w których mam ochotę narzekać i uskarżać się Bogu zamiast Mu dziękować. Kiedy jednak zdecyduję się na „nielogiczny” krok, dziękując Panu za Jego dobroć i miłość, moje serce mięknie. Czuję się bliżej Boga i nabieram pewności, że On idzie razem ze mną i nigdy mnie nie opuści. Pamiętam o tym, że cokolwiek się wydarzy, jestem dzieckiem Boga. Jezus otworzył niebo dla mnie i dla wszystkich, którzy chcą za Nim iść. Kiedy przypominam sobie to wszystko, cisną mi się na usta słowa pieśni: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?”.
Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak wyglądałoby twoje życie, gdybyś żył w nieustannej wdzięczności za łaski i wierność Boga? Tak brzmi pytanie, nad którym chcemy się szczególnie zastanowić w tym miesiącu. Zachęcam was do uważnego przeczytania i przemodlenia artykułów otwierających ten numer „Słowa wśród nas”. Prośmy Pana, aby obdarzył nas wdzięcznymi sercami. Wypiszmy sobie wszystkie powody do dziękczynienia. A potem wznieśmy do Niego nasze serca.
Wasz brat w Chrystusie,
Leo Zanchettin

Mordercy i cuda
Program dający nowe szanse
byłym członkom gangów
Kiedy Ernie Garcia związał się z jednym z gangów w Los Angeles, miał dwanaście lat. Stało się to po tym, jak jego mama, zmagająca się z niezdiagnozowaną schizofrenią paranoidalną, próbowała nakarmić jego oraz resztę swoich dzieci trutką na szczury. Młodsze rodzeństwo zostało wtedy rozdzielone pomiędzy krewnych, a Ernie został w domu z rodzicami. Jednak ten „dom” był przerażającym miejscem. „Żadna sytuacja, jaką przeżyłem zadając się z gangiem, nie była tak zła jak to, co miałem w domu” – opowiada.
W wieku lat siedemnastu Ernie został oskarżony o współudział w potrójnym morderstwie dokonanym przez jego gang i skazany na siedemdziesiąt pięć lat więzienia. Pięć lat później, w 1989 roku, został przeniesiony do pojedynczej celi oddziału o specjalnym rygorze więzienia Pelican Bay – najściślej strzeżonego oddziału w Kalifornii, gdzie przebywają najbardziej niebezpieczni przestępcy i członkowie gangów.

▌Trudny pracownik
W Pelican Bay Ernie nauczył się czytać i w celach edukacyjnych zaczął oglądać wiadomości. Przez niemal osiemnaście lat wstawał o trzeciej nad ranem, żeby uprawiać ćwiczenia fizyczne. W 2011 roku poprosił o przeniesienie na inny oddział w celu zerwania wszystkich więzi z gangiem. Był zmęczony dotychczasowym życiem. Oto jak wspomina tamten czas: „W Ewangelii Mateusza jest werset, który mówi: «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię» (Mt 11,28). Tak właśnie czułem się duchowo. Byłem znużony”.
Przeszło dwadzieścia lat wcześniej siostra Erniego posłała mu Biblię, którą zachował „bo był to prezent”, ale nigdy dotąd nie otworzył. Pozbawiony wszystkiego Ernie zaczął czytać Biblię i postanowił złożyć ufność w Jezusie. „Nigdy nie obejrzałem się wstecz” – mówi. Po kilku latach kursów więziennych, grup dwunastu kroków i innych programów resocjalizacyjnych w 2017 roku komisja ds. zwolnień warunkowych uznała, że Ernie jest gotowy, aby powrócić do społeczeństwa.
Powrót okazał się jednak trudny. Wytatuowana twarz i szyja Erniego odstraszały potencjalnych pracodawców. Nie mając żadnej wiedzy o tym, jakiego zachowania oczekuje się od pracownika, Ernie wciąż miał na pieńku
z przełożonymi. Totalnie obce były mu takie umiejętności jak zarządzanie pieniędzmi czy planowanie na przyszłość. Strategie, które pozwalały mu przetrwać w więzieniu, nie sprawdzały się na wolności. Ernie sam zaczął zdawać sobie sprawę, że jeśli nic się nie zmieni, wkrótce wpakuje się w jeszcze większe kłopoty. Ratunkiem dla niego okazał się program Rise Up Industries.

Nowy program non-profit
Śledząc linię wybrzeża Kalifornii od zatoki Pelican Bay w dół do najbardziej wysuniętego na południe punktu, dotrzemy do miasta San Diego.
W roku 2012, mniej więcej w tym czasie, gdy na północy Ernie przecinał swoje ostatnie więzi z gangiem, w oddziale do spraw gangów policji w San Diego pojawił się emerytowany pułkownik Korpusu Inżynieryjnego Armii Stanów Zjednoczonych.
Joe Gilbreath badał organizacje non-profit, które w jego mieście zajmowały się byłymi członkami gangów i więźniami powracającymi do społeczeństwa. Było ich całkiem sporo – dokładnie sześćdziesiąt. Miały one jednak do zaoferowania tylko doraźną pomoc, taką jak poradnictwo, darmowa odzież, zakwaterowanie czy kurs zawodowy. Ponieważ w San Diego rocznie zwalniano z więzienia dwanaście tysięcy osadzonych, potrzeby były znacznie większe.
Kiedy Joe poznał kilku osadzonych w miejscowym więzieniu dzięki rekolekcjom prowadzonym przez duszpasterstwo więzienne Kairos International, stwierdził: „Ci faceci mają bardzo poważne problemy. Nie da się ich przestawić na nowe tory w ciągu kilku dni czy tygodni. To nie zadziała”. Miał wizję dłuższego, bardziej wszechstronnego programu pomocowego. Wzorował się w tym na programie Homeboy Industries stworzonym przez ks. Gregorego Boyle’a w Los Angeles.
Wzorem ks. Boyle’a, Joe pragnął zaoferować uczestnikom programu wielomiesięczny okres tymczasowego zatrudnienia, kursy zawodowe, opiekę nieosądzającego mentora oraz wspierające rodzinne otoczenie. Jedyny podobny program w San Diego miał na liście oczekujących trzystu kandydatów.
W 2016 roku jego wysiłki ostatecznie odniosły skutek. Powstał program Rise Up Industries. Rise up to dosłownie: „powstać” i właśnie to „powstanie” dokonuje się w życiu wielu, wydawałoby się, „beznadziejnych przypadków”. Program przewiduje pracę w przedsiębiorstwie – warsztacie mechanicznym – gdzie zwolnieni przedterminowo są szkoleni
i otrzymują pracę. Uczestnicy programu spędzają w Rise Up czterdzieści godzin tygodniowo, ucząc się, pracując oraz korzystając z poradnictwa i innych form wsparcia. Przede wszystkim jednak Rise Up oferuje cierpliwość, bezwarunkową miłość i wsparcie duchowe w postaci modlitwy oraz osobistych relacji z personelem i wolontariuszami.

Od mafiosa
do Bożego człowieka
Jednym z uczestników, który ukończył program w 2018 roku, jest Angel Ramirez. Podobnie jak Ernie, był on maltretowany w dzieciństwie. Już w wielu pięciu lat był zmuszany do pomagania ojcu we włamaniach – wchodził do domów przez okna lub naciskał klakson, gdy w pobliżu pojawiała się policja. Gdy podrósł, płynnie przeszedł do kradzieży samochodów i konszachtów z mafią meksykańską.
Angel spędził w więzieniu ponad czterdzieści lat i kiedy wyszedł przedterminowo w roku 2017, zastał zupełnie inny świat. Zmiany technologiczne były szokujące. Nowoczesne supermarkety przyprawiały go o zawrót głowy. Już samo opanowanie posługiwania się kartą płatniczą na samoobsługowej stacji benzynowej wymagało tygodni praktyki. We wszystkich tych dziedzinach przełożeni i mentorzy pomagali mu przystosować się do nowych sytuacji.
W czasie przechodzenia kursów zawodowych w warsztacie, Angel stanął przed możliwością sprawowania opieki nad dwójką swoich wnuków, którymi w przeciwnym razie musiałoby się zająć państwo. Było to poważne przedsięwzięcie, ale Dustin Greeves, pierwszy pracownik Rise Up, podarował mu dla nich ubranka i buty. Wraz z żoną pożyczyli Angelowi swój samochód. Inni, związani z Rise Up, zapewnili żywność i prezenty na Boże Narodzenie. „Do dziś dzielę się wszystkimi sukcesami i trudnościami z chłopakami w Rise Up. Staram się być Bożym człowiekiem jak oni” – mówi Angel.
Ernie, zwolniony przedterminowo z Pelican Bay, który także ukończył program, dzieli się podobnymi refleksjami: „Oni wszyscy są dla mnie żywym przykładem. Mają cierpliwość. Nie przekreślają nas, ponieważ w nas wierzą. Tacy już są. Uczyli mnie po prostu przez to, jak żyli. To mnie zmiękczyło. Zobaczyłem, że są ludzie, którym zależy”.

Śmiech i nadzieja
Wśród współzałożycieli i mentorów programu Joego Gilbreatha jest wielu katolików zaangażowanych w rekolekcje ewangelizacyjne, takie jak Cursillo i Kairos. Te same podstawowe wartości – jak przyjaźń w Chrystusie, służba i „pokrewieństwo duchowe” – leżą u podstaw programu Rise Up, który służy ludziom wszystkich wyznań i warstw społecznych. „Chodzi o to, żeby było coraz mniej mnie, a coraz więcej Boga” – dzieli się swoim doświadczeniem Dustin Greeves.
Pokora i miłość katolickich wolontariuszy posługujących w więzieniu sprawiły, że Josue Felix, kolejny eks-członek gangu i obecny uczestnik programu, zapragnął odmienić swoje życie: „To, że ludzie spoza więzienia mieli ochotę wchodzić do środka i okazywać nam tyle miłości, dało mi do myślenia. Chciałem tego, co mieli oni. Nawet jeśli nie mogłem wyjść na wolność, to chciałem mieć pokój”.
Wrażenia Josuego z uczestnictwa w programie są bardzo pozytywne: „Lubimy pomagać sobie nawzajem, być ze sobą. Możesz zobaczyć, jak się śmiejemy. Możesz zobaczyć naszą wzajemną miłość w tym, jak mówimy o sobie nawzajem. W więzieniu mówiliśmy o sobie bardzo negatywnie. Teraz ktoś przychodzi zobaczyć warsztat, a któryś z chłopaków mówi: «Tamten jest bardzo dobry w tym i w tym». Spotykasz chłopaków, którzy podwożą tych, którzy nie mają samochodów”.

Nie ma róż bez kolców,
ale idziemy naprzód
Mentorzy i personel Rise Up podkreślają, że aby dojść do miejsca, w którym są dziś Josue, Ernie i Angel, zwolnieni warunkowo mężczyźni muszą przejść długą i trudną drogę. Pojawiają się konflikty, frustracja i niezliczone okazje, w których można nadużyć zaufania, bądź je umocnić. Jednak przeważająca większość uczestników Rise Up kończy program z umiejętnościami życiowymi i przygotowaniem zawodowym, które pozwalają im budować przyszłość pełną nadziei.
Przykładowo Angel Ramirez – który spędził ponad czterdzieści lat w więzieniu – pracuje dziś w stoczni państwowej. Codziennie patrząc na zatokę, wodę, dzieci przejeżdżające obok na rowerach, oddaje chwałę Bogu. „Teraz po przebudzeniu się nie widzę betonu i stali. Budzę się i słyszę śmiech moich wnuków. Nawet takie proste rzeczy, jak robienie prania, składanie ich małych spodenek i koszulek – jakie to szczęście!”
To poczucie wdzięczności i własnej wartości oraz pragnienie dawania czegoś od siebie jest owocem miłości i wsparcia jego nowej „rodziny”, rodziny w Chrystusie z Rise Up Industries. Jej założyciel, Joe Gilbreath, mówi, że kojarzy mu się ona
z modlitwą Chrystusa: „Aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Uczestnicy programu mówią, że ich życie jest „cudem” i „nowym stworzeniem” – i choć nie są wolni od cierpienia, otrzymali nowe skrzydła dzięki miłości Ciała Chrystusowego. ▐

Niedziela, 1 listopada
Wszystkich Świętych
Mt 5,1-12a
Błogosławieni jesteście... (Mt 5,11)
Odwiedź dowolny oddział położniczy, a zobaczysz rodziców promieniejących radością z powodu narodzin swojego dziecka. Może też usłyszysz, jak mówią: Mam nadzieję, że będzie miał szczęśliwe życie czy: Zrobię wszystko, żeby miała takie możliwości, jakich ja nie miałam.
Raczej nie usłyszysz tekstów w rodzaju: Mam nadzieję, że czeka ją wiele smutku lub: Postaram się, żeby był prześladowany w szkole. Nikt nie chce takiego losu dla swoich dzieci! Dlaczego więc Jezus nazywa błogosławionymi tych, którzy znajdują się dokładnie w tego typu sytuacjach?
Oczywiście Jezus nie chce, abyśmy zabiegali o prześladowania i smutek. Mówi nam jednak, że pójście za Nim może nas na nie narazić. Dzieje się tak, ponieważ sposób życia ucznia Chrystusowego często sprzeciwia się mentalności tego świata:
• W świecie niszczonym przez urazy i zemstę, Jezus chce, abyśmy przebaczali i nadstawiali drugi policzek.
• W świecie nastawionym na pieniądze i władzę, Jezus oczekuje, że będziemy żyli skromnie i hojnie dzielili się z innymi.
• W świecie rozdartym przez wojny i podziały, Jezus pragnie, abyśmy kochali swoich nieprzyjaciół i wnosili pokój.
Każdy święty, znany czy nieznany, doświadczył na sobie zmagań świata z królestwem Bożym. A my właśnie dlatego świętujemy dziś ich uroczystość, że „przychodzą z wielkiego ucisku” (Ap 7,14) z nienaruszoną wiarą. I nie dotyczy to tylko świętych. Każdy wierzący przeżywa swój własny czas „wielkiego ucisku”.
Dobrze jest wiedzieć, że w tych zmaganiach nikt z nas nie jest sam. Modlą się za nas wszyscy święci. Prowadzi nas i napełnia mocą mieszkający w nas Duch Święty. Wspierają nas bracia i siostry w Chrystusie. Dlatego jesteśmy w stanie przejść z nienaruszoną wiarą nawet przez największe pokusy i zająć miejsce wśród wszystkich świętych w niebie.
„Duchu Święty, udziel mi łaski, abym przetrwał wszelki ucisk i okazał się godnym uczniem Jezusa.”
Ap 7,2-4.9-14
Ps 24,1-6
1 J 3,1-3

▌Poniedziałek, 2 listopada
Wszystkich Wiernych Zmarłych
Mdr 3,1-6.9
Wypróbował ich jak złoto w tyglu. (Mdr 3,6)
Wspominając dziś wszystkich wiernych zmarłych zapalamy znicze na grobach naszych bliskich, którzy odeszli. Niektórzy przeglądają stare fotografie.
W wielu krajach dzisiejszy dzień poświęcony jest pamięci zmarłych krewnych i przyjaciół oraz modlitwie w ich intencji. Ale dlaczego właściwie mamy modlić się za zmarłych?
Ponieważ pragniemy, aby doświadczyli radości nieba.
Wiemy, że dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, każdy z nas może mieć nadzieję na niebo. Jezus przebaczył nam grzechy, pokonał śmierć i otworzył nam bramy życia wiecznego. Ale wiemy również, że wciąż trwają w nas skutki grzechu, nawet jeśli żyjemy w przyjaźni z Bogiem.
Przypomnij sobie sytuacje, w których wprawdzie ktoś przebaczył ci wybuch gniewu lub raniące słowa, ale ty wciąż czułeś w sobie ból zadany tamtej osobie.
Czy taki stan może współistnieć z przebywaniem w obecności Boga? Wciąż trwające w nas skutki grzechu? Nie do końca czyste motywacje? Osądzanie innych? Otóż nie.
Dzięki niech będą Bogu za to, że jeśli umieramy w przyjaźni z Nim, jesteśmy zbawieni. Natomiast gdy chodzi o te uporczywe skutki grzechu, Bóg daje nam możliwość całkowitego i dogłębnego oczyszczenia, jak złoto oczyszcza się w ogniu.
W encyklice Spe Salvi (O nadziei chrześcijańskiej) papież Benedykt XVI pisze, że gdy stajemy twarzą
w twarz z Jezusem, „pod Jego spojrzeniem topnieje wszelki fałsz”. Spotykając Tego, którego miłość pokonała wszelkie zło, przyjmujemy do naszych serc „świętą moc Jego miłości”. Ta miłość jest tak mocna, że wypala pozostające w nas jeszcze zło i grzech. Papież Benedykt nazywa to „bólem miłości” (Spe Salvi, 47). Ale ten bolesny proces jest zarazem radosny, gdyż niesie nam zbawienie. Jest to poniekąd Boży sposób usuwania grzechu przez miłość.
Nabierzmy więc ducha! Bóg pragnie nas oczyszczać, nawet po śmierci. Pragnie prowadzić do niebieskich radości zarówno ciebie, jak i twoich bliskich. Módl się więc za swoich drogich zmarłych. Proś Ducha Świętego, aby pomógł im przejść przez „ból miłości” i doprowadził jak najszybciej do oglądania Boga twarzą w twarz.
„Panie, wprowadź wszystkich, którzy zmarli w przyjaźni z Tobą, do radości nieba!”
Ps 103,8.10.13-18
2 Kor 4,14--5,1
J 14,1-6

▌Niedziela, 8 listopada
1 Tes 4,13-18
Nie chcemy, bracia, byście trwali
w niewiedzy co do tych, którzy umierają. (1 Tes 4,13)
Wszyscy od czasu do czasu zmagamy się z wątpliwościami w wierze i Tesaloniczanie nie byli tu wyjątkiem. Niektórzy z ich bliskich zmarli nie doczekawszy powtórnego przyjścia Chrystusa, które, jak sądzili, miało nastąpić jeszcze za ich życia. Tesaloniczanie zastanawiali się więc, co teraz z nimi będzie. W jaki sposób zmarli będą mogli uczestniczyć w triumfalnym powrocie Jezusa?
Paweł dodaje im otuchy – nie utracili przecież swoich zmarłych na zawsze, a więc nie muszą się smucić jak ci, „którzy nie mają nadziei” (1 Tes 4,13). Jezus powracając podniesie ku sobie tych, którzy już zmarli, wraz z tymi, którzy dożyją Jego powrotu.
Nas także bolesna nieuchronność śmierci może doprowadzić do zwątpienia w prawdę o zmartwychwstaniu. Jeśli nawet wierzymy, że Jezus powstał z martwych, zastanawiamy się, co czeka nas po śmierci. Czy Bóg rzeczywiście może dać nam i naszym bliskim wieczne szczęście i chwalebne ciała, które nie będą już poddane chorobom, zniszczeniu i śmierci? Owszem, choć nie dowiemy się, jak dokładnie będzie to wyglądało, dopóki sami nie przejdziemy przez śmierć do życia wiecznego.
Tu właśnie jest miejsce na wiarę. Paweł zachęca Tesaloniczan, a także nas, do wiary, że zmartwychwstanie Jezusa dotyczy również nas. Chrystus jest „pierwocinami”, pierwszym zmartwychwstałym, po którym powstaną „ci, co należą do Chrystusa” (1 Kor 15,23). Nie znamy szczegółów, nie wiemy, jak i kiedy to się stanie. Jeśli jednak pokładamy wiarę w Jezusie i Jego miłości do nas, On sam powoli przeprowadzi nas od zwątpienia do wiary.
Paweł pociesza Tesaloniczan tymi słowami: „Na zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,17). Będziesz z Nim również ty. Nie musisz ulegać wątpliwościom, które prowadzą do utrapienia i lęku. Bóg jest z tobą teraz i będzie z tobą w przyszłości – cokolwiek ta przyszłość ci przyniesie.
„Jezu, wierzę, że jesteś ze mną teraz i zawsze.”
Mdr 6,12-16
Ps 63,2-8
Mt 25,1-13

▌Niedziela, 15 listopada
Mt 25,14-30
Przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. (Mt 25,14)
Już jeden talent, stanowiący wartość zapłaty za dwanaście lat pracy robotnika, stanowił ogromną sumę pieniędzy. Tak więc człowiek z przypowieści nie powierzył swoim sługom jakiegoś symbolicznego drobiazgu czy bezwartościowej monety. Choć często widzimy w tych talentach obraz naszych darów i zdolności, wielu komentatorów sugeruje, że należy rozumieć je jako absolutnie bezcenne dary miłości i miłosierdzia, hojnie udzielone nam przez Boga. I jak ukazuje przykład sługi, który ukrył swój talent, dary te pomnażają się nie wtedy, gdy je chowamy i trzymamy w ukryciu, ale gdy ich używamy!
Wiąże się to z dzisiejszym pierwszym czytaniem. „Niewiasta dzielna” (Prz 31,10-31) nie jest jakimś osobliwym przykładem ani, co gorsza, typowym produktem społeczeństwa patriarchalnego. Jej postępowanie jest bliskie postawie sługi z dzisiejszej Ewangelii, który podwoił otrzymane pięć talentów puszczając je w obieg – mnożąc miłość i miłosierdzie poprzez dzielenie się nimi z innymi ludźmi.
Zobaczmy, w jaki sposób autor opisuje tę niewiastę. Pracuje ona „starannie rękami” (Prz 31,13) w swoim domu. Ale nie poprzestaje na tym, tylko „otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce” (Prz 31,20). Nie zatrzymuje dla siebie miłości i współczucia otrzymanego od Boga, ale hojnie dzieli się nimi zarówno ze swoją rodziną, jak i z tymi, którzy znajdują się w potrzebie.
Jak widać, tym, co nadaje jej wartość, jest nie urok czy piękno, lecz bojaźń Boża i szacunek dla Pana.
Dzięki temu rozpoznaje Jego miłość i miłosierdzie, a następnie naśladuje Go dzieląc się nimi w swoim otoczeniu. A to przynosi radość jej samej i całej rodzinie.
Każdy z nas otrzymał od Boga bezcenne dary miłości i miłosierdzia. Każdy z nas ma możliwość otwarcia swoich dłoni i serca, aby przekazywać te dary otaczającym nas ludziom. Tak czyniła niewiasta opisana w Księdze Przysłów. I my czyńmy podobnie.
„Ojcze, Ty udzieliłeś mi bezcennych darów. Pomóż mi je pomnożyć dzieląc się nimi z innymi.”
Prz 31,10-13.19-20.30-31
Ps 128,1-5
1 Tes 5,1-6

▌Niedziela, 22 listopada
Jezusa Chrystusa,
Króla Wszechświata
Mt 25,31-46
Weźcie w posiadanie królestwo.
(Mt 25,34)
Dziś, w uroczystość Chrystusa Króla, głosimy władzę Jezusa nad całym stworzeniem. Przypominamy sobie, że wszystko przez Niego zostało stworzone, że wszyscy przez Niego zostaliśmy odkupieni i wszyscy zostaniemy przez Niego osądzeni.
Dzisiejsza Ewangelia skupia się na tym ostatnim punkcie, ukazując Jezusa jako Sędziego. Mówi nam, że będąc naszym Królem, Jezus ma prawo ustanowić kryteria, według których będziemy sądzeni. Inni sędziowie sprawują swoją funkcję w oparciu o istniejące prawo danego państwa. Ale Jezus sam jest prawem dla swojego królestwa. Miarą, według której będziemy sądzeni, jest Jego sposób życia.
Jeśli chcesz być sędzią na tym świecie, musisz dogłębnie poznać obowiązujące prawo. Jedno słowo w ustawie może całkowicie zmienić wynik procesu. Nie tak jest z Jezusem. Jego prawo jest proste. „Weźmiemy w posiadanie królestwo” na podstawie jednej jasnej zasady: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Takie są standardy królestwa – miłosierdzie, ofiarność i bezinteresowna miłość.
Mówi się często, że niczego nie da się zabrać do grobu, i jest w tym wiele prawdy. Nasze pieniądze, zaszczyty, sukcesy mają charakter czasowy. Nie wejdą z nami do nieba ani nie pomogą nam tam się dostać. Ale jest coś, co możemy ze sobą zabrać – nasze uczynki miłosierdzia. To właśnie one otworzą nam bramy nieba!
Nie zaimponujemy Jezusowi wielkim majątkiem ani nie rozczarujemy Go jego brakiem. W Jego oczach liczy się to, czy pozwoliliśmy Mu na tyle przemienić nasze serca, żeby karmić głodnych, przebaczać tym, którzy przeciwko nam zgrzeszyli,
i wychodzić do samotnych. Ponieważ Jego królestwo nie jest królestwem bogactwa
i potęgi, ale pokory, miłości i służby.
„Jezu, mój Królu i mój Sędzio, naucz mnie kochać tak, jak Ty kochasz.”
Ez 34,11-12.15-17
Ps 23,1-3.5-6
1 Kor 15,2-26.28

▌Niedziela, 29 listopada
Pierwsza Niedziela Adwentu
1 Kor 1,3-9
Abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego, Jezusa Chrystusa. (1 Kor 1,8)
Wspólnota, do której skierował te słowa św. Paweł, nie była idealna. On sam zresztą doskonale zdawał sobie
z tego sprawę, dlatego w dalszej części listu wypominał chrześcijanom z Koryntu podziały, zawiść i niezgodę; prowadzenie rozwiązłego życia oraz pozywanie braci przed pogańskie sądy zamiast szukania z miłością dróg porozumienia. A jednak mimo to Paweł dziękuje Bogu za łaskę wiary w Jezusa Chrystusa, która została im dana i wyraża głębokie przekonanie, że Pan sam będzie prowadził ich dalej, aż staną się bez zarzutu w dzień Jego przyjścia. Owszem, teraz jeszcze zachowują się jak „niemowlęta”
(1 Kor 3,1), ale przecież dzieci dorastają!
Wiele z zarzutów Pawła wobec Koryntian brzmi zadziwiająco aktualnie. Stan naszych parafii i wspólnot często również pozostawia wiele do życzenia, budząc zniechęcenie czy nawet zgorszenie osób z zewnątrz, a niekiedy także i nas samych. Może nieraz, w przeciwieństwie do Pawła, zamiast dziękować Bogu mamy ochotę załamać ręce. Sytuacja nie nastraja do optymizmu.
Ale właśnie w takiej sytuacji rozpoczynamy kolejny Adwent, który przypomina nam, że Bóg nie działa w świecie idealnym, ale w takim, jaki jest. Nie zniechęca się nim, nie brzydzi, nie odrzuca. Na taki właśnie świat przyszedł Jezus, aby nas zbawić, i do takiego przyjdzie powtórnie, aby go ostatecznie przemienić.
Adwent ze swoim wezwaniem do czujności i prostowania dróg Pańskich zwykle stawia nas do pionu – mobilizuje do modlitwy, spowiedzi, rekolekcji, udziału w roratach, podejmowania postanowień. Ale uświadamia nam też, jak nikłe skutki przynoszą nasze wysiłki i jak bardzo potrzebujemy Zbawiciela. Paweł zapewnia nas dziś, że skoro przyjęliśmy wiarę w Jezusa Chrystusa, to On, nie zrażając się absolutnie niczym, będzie konsekwentnie prowadził do świętości nas i nasze wspólnoty – jeśli Mu na to pozwolimy, już w tym Adwencie.
„Panie Jezu, wierzę, że nie ma takich grzechów, z których Ty nie mógłbyś nas wydobyć. Przyjdź i prowadź nas do świętości”.
Iz 63,16b-17.19b; 64,2b-7
Ps 80,2-3.15-16.18-19
Mk 13,33-37

 

Dzięki składajmy
Panu!
Błogosławieństwo wdzięcznego serca

Za co możesz dziś podziękować? Za co jesteś wdzięczny? Niektórzy mają zwyczaj codziennego zapisywania w specjalnym notesie co najmniej kilku doznanych mniejszych czy większych łask. W ostatnich latach praktyka ta nie bez powodu zyskuje sobie coraz większą popularność. W ciągu minionej dekady psycholodzy odkryli, że ludzie, którzy zadają sobie trud pamiętania o tym, co ich spotyka dobrego, są szczęśliwsi i zdrowsi. Nie ma w tym nic dziwnego – wszyscy wiemy z doświadczenia, że kiedy znajdujemy czas i energię na to, by dostrzegać otrzymane dobro, odczuwać wdzięczność i ją wyrażać, lepiej się czujemy i z większym optymizmem patrzymy na życie.
Oczywiście dobrze jest dziękować Bogu nawet za drobne przyjemności czy miłe wydarzenia, za naszą pracę, rodzinę, za posiadane talenty i zdolności. Ale poza tym wszystkim mamy znacznie głębsze powody do dziękczynienia – Jego miłość i zbawienie. Jesteśmy wdzięczni, bo mamy Boga, który nas stworzył i kocha niepojętą miłością. Troszczy się o nas tak bardzo, że posłał na świat własnego Syna, Jezusa, aby nas zbawił. Przez Jego śmierć i zmartwychwstanie zostaliśmy wyswobodzeni z niewoli grzechu i obmyci z winy. Jesteśmy tak cenni dla Ojca, że już teraz daje nam zakosztować swego Boskiego życia w Duchu Świętym. I nie poprzestał na tym, lecz dał nam obietnicę życia wiecznego razem z Nim w niebie. Czyż te prawdy naszej wiary nie stanowią wielkiego powodu do wdzięczności?
Niestety zbyt często skupiamy się jedynie na naszych codziennych problemach, zapominając o Bożych błogosławieństwach. Przyjmujemy jako oczywistość to wszystko, co On dla nas uczynił i nie przestaje czynić. W tym miesiącu postarajmy się rozwinąć w sobie cnotę wdzięczności i pozwólmy jej przeniknąć nasze życie. Zacznijmy od rozważenia znanej z Ewangelii historii uzdrowienia przez Jezusa dziesięciu trędowatych.

▌Straszliwa choroba
Prawdopodobnie w czasach Jezusa trądem nazywano całą paletę dokuczliwych chorób skórnych, a nie tylko tę, którą znamy dziś pod nazwą choroby Hansena. Aby zapobiec szerzeniu się tych chorób, kapłani stosowali się do szczegółowych instrukcji, zapisanych w 13 rozdziale Księgi Kapłańskiej, dotyczących badania i diagnozowania zmian skórnych. Jeśli po odpowiednim czasie zmiany nie ustąpiły, człowieka uważano za rytualnie nieczystego, a jeśli ustąpiły, ozdrowieniec miał obowiązek pokazać się kapłanowi, który na powrót uznawał go czystym.
Sytuacja trędowatych w dawnym Izraelu była godna pożałowania, tym bardziej że choroba ta była nieuleczalna i śmiertelna, więc panicznie się jej bano. Prawo nakazywało chorych na trąd usuwać poza obręb miast czy wiosek, nie mogli też kontaktować się
z własnymi rodzinami, nie mieli prawa wstępu do swoich domów ani wykonywania dotychczasowego rzemiosła. Musieli żyć jak bezdomni pozbawieni wszelkich praw, środków do życia i jakiejkolwiek opieki. Żyli poza społeczeństwem, a gdy zbliżali się do kogoś, musieli krzyczeć na cały głos: „Nieczysty, nieczysty!” (Kpł 13,45). Choroba niszczyła nie tylko ich ciała, ale także więzi społeczne.
Kiedy więc dziesięciu trędowatych przybyło do Jezusa, o którym z pewnością wiele słyszeli, stanęli z dala, tak jak nakazywało Prawo Izraela, i rozpaczliwie zaczęli wołać: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” (Łk 17,13). Jezus nie uzdrowił tych nieszczęśników od razu, ale polecił, by poszli do kapłanów, którzy po zbadaniu ich zmian na skórze mogli przywrócić im czystość rytualną. W drodze wszyscy zostali uzdrowieni. Ale tylko jeden z nich, Samarytanin, wrócił podziękować Jezusowi.

Trąd grzechu
Wielu komentatorów różnych epok widziało w biblijnym trądzie analogię do grzechu, ponieważ grzech działa na nas w podobny sposób, co trąd. Tak jak trąd zniekształca ludzkie ciało, tak też grzech zniekształca duszę. Postępujący trąd uśmierca poszczególne części ciała – chorzy tracą palce u rąk i stóp. Podobnie grzech uśmierca nasze sumienia i zmysły. A co najgorsze, tak jak trąd izolował swoje ofiary od społeczeństwa, tak jednym ze skutków grzechu jest odłączenie nas od Boga, a często także od Jego ludu.
Dziesięciu mężczyzn wiedziało, że tylko Jezus może uchronić ich od strasznego losu. My wiemy, że tylko Jezus może wybawić nas od ciemności grzechu. A Dobra Nowina jest taka, że On już to zrobił! Poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie nie tylko oczyścił nas z grzechu, ale sprawił, że płynie w nas Jego Boskie życie. Niezależnie od naszego aktualnego samopoczucia, mamy powód do radości! W Chrystusie jesteśmy „nowym stworzeniem” (2 Kor 5,17)!
„A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17,14) i wtedy jeden z trędowatych, zdając sobie sprawę z tego, jak głęboko zostało przemienione jego życie, „chwaląc Boga donośnym głosem” (Łk 17,15), wrócił podziękować Jezusowi. Paradoksalnie nie był to Żyd, lecz Samarytanin. Przepełniała go wdzięczność, dlatego padł Jezusowi do nóg i oddał Mu cześć. „Wstań, idź” – powiedział Mu Jezus – „twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19).
Tylko Samarytanin, w oczach Żydów najbardziej oddalony od Boga spośród tych dziesięciu, zdobył się na właściwą reakcję. Jego wdzięczność przejawiła się w słowach i czynach.
A co z pozostałymi dziewięcioma, którzy należeli do narodu wybranego? Dlaczego nie zawrócili, by podziękować? Przecież oni także cieszyli się z uzdrowienia. Z pewnością po pokazaniu się kapłanom wrócili do swoich rodzin, które teraz mogły już przyjąć ich do domu. Dlaczego radując się owocami cudownego oczyszczenia nie powrócili do źródła – do miłosiernego i współczującego Jezusa?

Nasza pierwsza reakcja
Jak łatwo przychodzi nam, jak tamtym dziewięciu, cieszyć się owocami życia w Chrystusie bez pragnienia, by Mu za nie dziękować. A przecież wdzięczność powinna być naszą pierwszą reakcją wobec Boga, który tak bardzo nas miłuje, który nas uzdrowił i dał nam nowe życie. Gdzie bylibyśmy bez Pana? Jak moglibyśmy stawiać czoło kolejnym dniom bez Jego miłosierdzia i łaski?
Wystarczy otworzyć Biblię, aby odkryć, że spontaniczną reakcją wielu ludzi na dobroć i miłosierdzie Boga było uwielbienie i dziękczynienie. Kiedy Bóg rozdzielił Morze Czerwone i wybawił Izraela z niewoli, Mojżesz wyśpiewał wraz z całym ludem pieśń chwały, wołając: „On Bogiem moim i uwielbiać Go będę, On Bogiem Ojca mego, będę Go wywyższał” (Wj 15,2). Po narodzinach syna, Jana Chrzciciela, Zachariasz głosił: „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela” (Łk 1,68). A kiedy Maryja po zwiastowaniu przybyła do Elżbiety i ta, napełniona Duchem Świętym, rozpoznała Mesjasza w Jej łonie, Matka Boża wyśpiewała: „Wielbi dusza moja Pana” (Łk 1,46).
Także w listach św. Pawła znajdujemy liczne wyrazy dziękczynienia. Paweł wiedział dobrze, że Bóg okazał Mu wielkie miłosierdzie. Nawet w obliczu uwięzienia i śmierci składał nieustane dziękczynienie i uwielbienie Bogu, stając się żywym przykładem tego, o czym pisał i czego nauczał: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18).
Zauważmy też, jak pełne radości są te dziękczynienia. Kiedy jesteśmy wdzięczni, w naturalny sposób wzrasta nasza radość. Im bardziej skupiamy się na Panu i Jego wielkich darach, tym jesteśmy szczęśliwsi. Nie jest to płytkie zadowolenie, ponieważ ma ono swoje korzenie w nieskończonej miłości Boga do nas, w miłości rozciągającej się na całą wieczność. Niezależnie od tego, co dzieje się w naszym życiu, nic nie jest w stanie odebrać nam tego, co Bóg dla nas uczynił w Chrystusie. Jak długo jesteśmy blisko Niego i pozwalamy Mu oczyszczać nas z grzechów, możemy ufnie oczekiwać życia wiecznego.

Świadectwo wdzięczności
Jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy żyli w nieustannej świadomości błogosławieństwa i wierności Boga? Może przypominalibyśmy Joannę, której mąż jest przykuty do łóżka z powodu nieuleczalnej choroby, a która często mówi o tym, jak bardzo jest błogosławiona żyjąc w obecności Boga i pod Jego opieką. Bylibyśmy jak Michał, który po latach życia tylko dla siebie
i swoich przyjemności doświadczył głębi Bożego miłosierdzia i teraz opowiada o tym wszystkim, którzy chcą słuchać. Bylibyśmy jak Stella, wdowa, która żyjąc z niskiej emerytury w ubogiej dzielnicy swego miasta dziękuje Bogu nawet za najmniejsze łaski. Przez swoją wdzięczność ludzie ci stają się świadkami miłosiernej miłości Boga, pomimo bardzo realnych problemów,
z jakimi zmagają się w życiu.
Prawdę mówiąc, wdzięczność jest o wiele bardziej zaraźliwa niż „trąd grzechu”. Im jaśniej widzimy ją u innych, tym bardziej sami pragniemy żyć wdzięcznością i ją wyrażać jak ewangeliczny Samarytanin. W następnym artykule przyjrzymy się temu, jak możemy wyrazić swoją wdzięczność zarówno
w modlitwie, jak i w czynie. ▐

 

Sklep internetowy Shoper.pl