Czasopisma
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 12 (292) 2017
Słowo wśród nas Nr 12 (292) 2017
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Zaprenumeruj
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO GRUDNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Grudniowy, adwentowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Czy ty widzisz to, co ja?”. Są to słowa refrenu popularnej w krajach anglosaskich kolędy, zachęcającej do spojrzenia na cud wcielenia Syna Bożego oczami Boga Ojca, Maryi, pasterzy… Właśnie o takim spojrzeniu mówią początkowe artykuły - po to, by pomóc nam zachwycić się na nowo wspaniałością daru Bożego Narodzenia. 

W Magazynie zamieściliśmy artykuł o papieżu Janie XXIII – apostole pokoju „Ewangelizacja zaczyna się przy żłóbku”, świadectwo o przezwyciężaniu z pomocą Maryi natręctw pt. „Jak Maryja pocieszyła mnie w Betlejem” oraz tekst pt. „Wiara kiełkuje powoli” o powolnym wyprowadzaniu przez Boga z różnych uzależnień, w tym narkomanii. W Naszych lekturach polecamy kolejną pozycję z serii dla dzieci Pomocne elfy pt. „Cudowne Boże Narodzenie”. Pięknie ilustrowana książeczka ma za zadanie pomóc w radosnym i świadomym przeżywaniu nadchodzących świąt.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, krzyżówkę oraz informacje na temat nagrody dla prenumeratorów.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Czy ty widzisz to, co Bóg?......................................... 4

Czy ty widzisz to, co Maryja?................................. 10

A co ty widzisz?........................................................ 15


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 grudnia................................................. 20

MAGAZYN

Jan XXIII – apostoł pokoju
Ewangelizacja zaczyna się przy żłóbku
Kathryn Elliott................................................. 48

Jak Maryja pocieszyła mnie w Betlejem
Jacqueline Rae........................................................ 54

Wiara kiełkuje powoli
My siejemy, Bóg daje wzrost – Michael Busk........... 57

Nasze lektury............................................................. 60

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Kolęda „Czy ty słyszysz to, co ja?” została napisana przez Noela Regneya i Glorię Shayne w 1962 roku, a nagrana płyta rozeszła się w kilkudziesięciu milionach egzemplarzy. Większość ludzi nie zdaje sobie jednak sprawy, że w zamyśle autorów miała być ona reakcją na tzw. kryzys kubański, wywołany rozmieszczeniem przez ZSSR na Kubie pocisków balistycznych średniego zasięgu, zagrażających terytorium USA, co sprawiło, że widmo wojny nuklearnej stało się o wiele bardziej realne niż przedtem. Dlatego kolęda koncentruje się nie tyle na samym świętowaniu narodzin Jezusa, ile na wezwaniu do modlitwy o pokój oraz nadziei na to, że „Dziecię, które w żłobie śpi, dobrem rozświetli nasze dni”. W tym specjalnym adwentowym wydaniu chcemy zwrócić szczególną uwagę na pytanie: „Czy ty widzisz to, co ja?”. Chcemy zadać to pytanie z punktu widzenia Boga Ojca i Maryi Panny. Czy spoglądając na żłóbek, widzę to, co widzi Bóg? Czy widzę to, co widzi Maryja? Mamy nadzieję, że patrząc Ich oczami na betlejemski żłóbek, ujrzymy na nowo rzeczywistość Wcielenia i rozradujemy się darem przyjścia na świat Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela.
Czterdzieści lat temu byłem tzw. „dobrym katolickim chłopcem”. Chodziłem na Mszę świętą co najmniej dwa razy w tygodniu. Starałem się być dobrym człowiekiem, byłem ministrantem, zależało mi na Bożej pomocy i nie chciałem iść do piekła. Jednak u korzenia tego wszystkiego była koncentracja na sobie: moja szkoła, mój sport, moje posiłki, moja dziewczyna, moje pieniądze, mój samochód, moje rozrywki – ja, ja i jeszcze raz ja.
Wszystko to zmieniło się, gdy po raz pierwszy poszedłem na spotkanie modlitewne. Jeden z liderów grupy wygłosił katechezę na temat pytania zadanego przez uczniów Jezusa, a dotyczącego kobiety, która namaściła Go drogocennym olejkiem: „Po co takie marnotrawstwo?” (Mt 26,8). „Oddanie siebie Jezusowi nie jest marnotrawstwem – powiedział lider – gdyż On sam wydał siebie za nas”. Po usłyszeniu tych słów poczułem się, jakbym nagle zaczął widzieć tak, jak widzi Bóg. Zobaczyłem Jezusa w zupełnie nowym świetle. To doświadczenie zmieniło moje życie, sprawiło, że odtąd zapragnąłem służyć Jemu, a nie samemu sobie.
Okres Adwentu jest doskonałą okazją, by spojrzeć na nowo na Osobę Jezusa, by przyjrzeć się Dziecięciu leżącemu w żłóbku i zobaczyć głębię Jego miłości do nas. A także, by powiedzieć Mu: „Panie Jezu, oddaję Ci moje życie. Chcę być narzędziem Twojego pokoju”.
Na świecie jest dziś tyle egoizmu, złości i podziałów. Dlatego, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, potrzebujemy powszechnej modlitwy o pokój.
W imieniu całej redakcji Słowa wśród nas chcę życzyć wam wszystkim błogosławionych i radosnych świąt Bożego Narodzenia.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁY:

Czy ty widzisz to, co Bóg?

Do jagniątka małego rzekł wiatr…

Tak zaczyna się popularna w krajach angielskojęzycznych kolęda: „Czy ty widzisz to, co ja?”. Śpiewający tę kolędę w grudniowe dni wierni sądzą zwykle, że mówi ona o widzeniu, słyszeniu i znajomości tego, co wydarzyło się w noc Bożego Narodzenia. Nie taka była jednak intencja jej autorów.
Noel Regney i jego żona, Gloria Shayne, stworzyli wspólnie tę kolędę w październiku 1962 roku, u szczytu kryzysu kubańskiego. Regney szedł jedną z ulic Nowego Jorku, myśląc o kolędzie, którą u niego zamówiono. Świadomość, że Związek Radziecki i Stany Zjednoczone znalazły się właśnie na skraju wojny atomowej, sprawiała, że wszyscy mijani ludzie wydawali mu się przygaszeni i nerwowi. Wtedy jednak zauważył dwie kobiety z małymi dziećmi w wózkach. „Te małe aniołki patrzyły na siebie i uśmiechały się” – wspominał Regney. „W jednej chwili poprawił mi się humor”.
Dzieci skojarzyły mu się z jagniątkami i stały się natchnieniem do słów układanej kolędy. Posługując się świąteczną scenerią – tradycyjnymi bożonarodzeniowymi obrazami jagniątka, pastuszka i potężnego króla – napisał wraz z żoną modlitwę o tak wówczas potrzebny pokój.
Shayne i Regney mieli całkowitą słuszność. Widzenie, słyszenie i poznawanie – o których mówi kolęda – może być dla nas drogą prowadzącą do znalezienia pokoju w okresie Adwentu. Spróbujmy więc nią pójść. Wyobraźmy sobie, że pytanie: „Czy ty widzisz to, co ja?”, zadają nam Bóg Ojciec i Maryja Panna. Co widział Bóg Ojciec, patrząc na ludzkość pogrążoną w grzechu? Co widziała Maryja, patrząc na swego nowo narodzonego Syna? I co można zobaczyć dziś w naszych sercach i w otaczającym nas świecie? Prośmy przy tym Boga o „światłe oczy serca” (Ef 1,18), abyśmy mogli zostać napełnieni Jego radością i pokojem.

OCZAMI OJCA
Kiedy Bóg pyta nas: „Czy widzisz to, co ja?”, spróbujmy spojrzeć na ten świat Jego oczami – oczami miłości i miłosierdzia. Patrząc na świat, widzi On piękno stworzenia, które wciąż jest dla Niego „bardzo dobre” (Rdz 1,31). Cieszy się, oglądając wschód słońca i słysząc ryk oceanu. Zachwycają Go kwiaty polne i ptactwo powietrzne. Napełniają Go radością nawet tak surowe krajobrazy, jak zamarznięta tundra Arktyki czy palące piaski Sahary.
Jednak nic nie sprawia Bogu większej radości niż my, Jego dzieci. Będąc kochającym Ojcem, cieszy się, widząc, jak staramy się troszczyć o siebie nawzajem i czynić ten świat lepszym miejscem. Raduje Go każdy z naszych osobistych sukcesów i jest dumny z naszych osiągnięć. Widzi w nas dobro nawet wtedy, gdy nam samym trudno jest je dostrzec. A kiedy cierpimy, pragnie nas pocieszyć i zapewnić o swojej bliskości.
Co jeszcze widzi Bóg? Widzi cały ból i cierpienie świata i płacze nad nim. Ubolewa z powodu wojen, które pozbawiają życia tysiące ludzi, a miliony skazują na tułaczkę. Cierpi z każdym, kto jest samotny, żyje w nędzy, głoduje czy zmaga się z bolesną chorobą. Odczuwa nawet wszystkie drobne przykrości, które spotykają każdego z nas. Widzi to wszystko, czuje to wszystko i pragnie przychodzić nam z pomocą.

ZASKAKUJĄCA STRATEGIA
Bóg cieszy się więc dobrem, ale także ubolewa nad złem, smutkiem i samotnością, jakie dostrzega. To właśnie widok ludzi uginających się pod ciężarem grzechu i jego konsekwencji skłonił Go do posłania na świat swojego Syna.
W realizacji swojego planu Bóg posłużył się zaskakującą strategią. Mógł sprawić, by Jego Syn przyszedł na świat w zamożnej rodzinie – na przykład jako dziecko arcykapłana czy nawet króla Heroda. Czy nie wydaje ci się to dobrym pomysłem? Mógłby wtedy zdobyć sobie poparcie wśród najbardziej wpływowych członków społeczności Izraela, którzy przekazywaliby Jego słowo o wiele bardziej skutecznie niż zwyczajni, prości ludzie.
Chociaż taka strategia wydaje się bardziej rozsądna, nie odpowiadała ona zamiarom Boga. Posłał On swego Syna nie do rodziny królewskiej w Jerozolimie, ale do ubogiej rodziny w Nazarecie. Chciał, by złożono Go na sianie, a nie na puchowym materacu. Otoczył Go pasterzami i bydłem, a nie dworzanami i sługami. A przez to mówi nam: „Spójrzcie na żłóbek. Czy widzicie to, co Ja widzę? Chciałem, aby mój Syn urodził się w ubóstwie, byście się przekonali, że jestem związany z każdym z was – bogatym i biednym, zdrowym i chorym, silnym i słabym. Troszczę się o was wszystkich i chcę, byście wszyscy naśladowali pokorę Świętej Rodziny”.

KAŻDY CZŁOWIEK MA SWOJĄ GODNOŚĆ
Na początku swojej działalności publicznej Jezus powiedział nam dokładnie to samo, co mówił Jego Ojciec. Oznajmił, że przyszedł głosić wolność więźniom, przejrzenie niewidomym, wyzwolenie ubogim, a wszystkim – rok łaski od Pana (Łk 4,18).
Więźniowie to nie tylko ci zamknięci w celach. Można być także więźniem swojego egoizmu i grzesznych nawyków. Niewidomi to nie tylko ci, którzy stracili wzrok. Każdy z nas może być ślepy na Bożą miłość czy na potrzeby bliźnich. Ubóstwo nie zawsze polega na braku pieniędzy. Jest wielu ludzi samotnych, opuszczonych czy załamanych psychicznie, którym brakuje tego, co potrzebne, by prowadzić zdrowe i szczęśliwe życie. Jezus widzi wszystkie te osoby i otwiera dla nich swoje serce. Przyszedł przecież po to, by zbawić każdego z nas.
Ludzie „bogaci duchowo” cenią bardziej swoje własne zdanie niż zdanie Boga. Przedkładają swoje priorytety nad Bożą hierarchię wartości. Nie stają przed Panem w poczuciu słabości i małości. Co więcej, zwykle nie zwracają uwagi na potrzeby tych, którzy naprawdę są w trudnej sytuacji. W „gospodzie” ich serc nie ma miejsca dla Jezusa.
Bóg jest szczególnie blisko tych, którzy zdają sobie sprawę, że są mali i słabi, którzy są naprawdę biedni, którzy żyją na marginesie społeczeństwa. Otacza troską zarówno tych żyjących w ubóstwie materialnym, jak i emocjonalnym czy duchowym. Tak więc nie sądź, że jeśli w swoim życiu dostrzegasz jedynie obszary różnego rodzaju ubóstwa, dyskwalifikuje cię to w oczach Boga. Bóg widzi w tobie wszystko – każdy bezinteresowny gest, który sprawia Mu radość, a także wszelkie zranienia i grzechy zasmucające Jego serce. Zawsze jest blisko ciebie. Zna cię i troszczy się o ciebie. Nigdy cię nie odrzuci ani tobą nie wzgardzi. Jeśli czujesz się niegodny takiej miłości, pamiętaj, że Bóg widzi w tobie swoje umiłowane dziecko.
Bóg mówi do nas: „Czy ty widzisz to, co ja? Każdy człowiek ma swoją godność. Wywyższyłem zarówno pokornych pasterzy, jak i potężnych Mędrców. Dokładnie tak samo postępował mój Syn, Jezus. Przyjmował ludzi z marginesu, prostytutki i celników, ale także możnych i wpływowych, jak Jair, przełożony synagogi, czy żona Chuzy, rządcy króla Heroda”.

NAGRODZONY WYSIŁEK
Kiedy pasterze usłyszeli aniołów zwiastujących Dobrą Nowinę o narodzinach Chrystusa, natychmiast pozostawili swoje owce, aby pośpieszyć do Betlejem. Kiedy przybyli do żłóbka, zobaczyli maleńkie Dziecko, które na zewnątrz nie różniło się w żaden sposób od innych nowo narodzonych niemowląt. Jednak Bóg nagrodził wysiłek pasterzy i otworzył ich duchowe oczy. Zobaczyli w tym Dzieciątku wypełnienie obietnicy zbawienia i znak Bożej miłości.
Ewangelista Łukasz mówi nam, że na widok Bożego Dzieciątka pasterze zareagowali zadziwieniem, radosnym uwielbieniem Boga i pragnieniem podzielenia się z innymi tym, co zobaczyli (Łk 2,1-20). W przebłysku ujrzeli bowiem to, co widzi Bóg. Spojrzeli na świat z taką samą miłością, nadzieją i miłosierdziem, z jakimi patrzy na niego Bóg.
Bóg pragnie podobnie nagradzać także nasze wysiłki. Chce ukazywać nam przebłyski tego, jak wygląda rzeczywistość w Jego oczach, jak realizuje się Jego plan zabawienia. W tym przedświątecznym czasie nasze dni mogą być tak wypełnione, że trudno nam na chwilę usiąść i pomyśleć, nie mówiąc już o dłuższej rozmowie z Panem. Jeśli jednak mimo wszystko podejmiemy trud modlitwy, nie zostaniemy bez nagrody. Jeśli codziennie znajdziemy choć chwilę dla Niego, otrzymamy błogosławieństwo. Zaczniemy widzieć tak, jak widzi Bóg. I ta wizja przemieni nasze serca. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Piątek, 1 grudnia
Dn 7,2-14
Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy na Jego głowie jakby z czystej wełny. (Dn 7,9)
Czy widziałeś kiedyś zdjęcie galaktyki spiralnej? Oglądając ją, mamy wrażenie, że jesteśmy świadkami cudu. Usiane gwiazdami spiralne ramiona, liczące sobie tysiące lat świetlnych, rozwijają się w atramentowej ciemności. Często te obrazy są złożeniem wielu ujęć lub nawet artystyczną interpretacją danych naukowych. Mimo to oddają one – na ile to po ludzku możliwe – piękno i majestat Bożego stworzenia.
Spójrzmy teraz na obraz, który maluje przed nami Daniel w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Daniel miał wizję nieba, miejsca, którego nie sposób opisać ziemskim językiem. Warto jednak przyjrzeć się tej wizji. Spróbujmy więc wyobrazić sobie ją jako złożenie trzech „ujęć”, z których każde ukazuje nam coś ważnego na temat Boga.
Najpierw widzimy Boga zajmującego miejsce na tronie. Ta pierwsza „migawka” z nieba mówi nam, że Bóg króluje! Każde z niebieskich stworzeń uznaje, że Bóg jest królem całego wszechświata i utrzymuje go w istnieniu mocą swego słowa.
Następnie odkrywamy, że Bóg odziany jest w śnieżnobiałą szatę. Jej barwa jest jaśniejsza niż jakakolwiek znana nam ziemska biel. Co to oznacza? Bóg jest czysty, bez najmniejszej plamy grzechu. Jego sprawiedliwość lśni jak zorza, oświetlając każdy zakątek nieba.
Zauważamy wreszcie, że włosy Boga są białe jak wełna. Bóg jest mądry i wszechwiedzący. Jest „Przedwiecznym”, który istniał, zanim powstał wszechświat. Trzyma w swych dłoniach przeszłość, teraźniejszości i przyszłość. Nic z tego, co się zdarza, nie jest dla Niego zaskoczeniem!
Zatrzymaj się dziś przez kilka chwil nad tymi obrazami nieba i pozwól im rozpalić twoją wyobraźnię. Patrz oczami serca na Boga w królewskiej szacie, zasiadającego na niebieskim tronie. Podziwiaj Jego chwałę i majestat. I pamiętaj, że przy całej swojej wielkości jest On twoim kochającym Ojcem. Pozwól, aby Duch Święty wzbudził w tobie podziw i uwielbienie, byś mógł wraz z Danielem zawołać: „Chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!” (Dn 3,57).
„Panie, daj mi dziś zakosztować słodyczy nieba”.
(Ps) Dn 3,75a.76a.77a.78a.79a. 80a.81
Łk 21,29-33

Niedziela, 3 grudnia
Mk 13,33-37
Uważajcie, czuwajcie. (Mk 13,33)
Nadeszła pierwsza niedziela Adwentu i każdy z nas otrzymał właśnie zaproszenie następującej treści:
Wszechmogący Bóg ma zaszczyt zaprosić cię na uroczystość przyjścia Jego Syna na świat. To bezprecedensowe wydarzenie będzie radośnie świętowane w dwóch miejscach: w niebie i na ziemi. Celebracja odbędzie się 25 grudnia, toteż zachęcamy do poświęcenia kolejnych trzech tygodni na przygotowanie się do uroczystego świętowania.
Witaj w Adwencie – czasie nadziei i oczekiwania! W ciągu najbliższych tygodni będziesz prawdopodobnie przygotowywać się do świątecznych spotkań w gronie rodziny. Stosując się do uświęconych tradycją zwyczajów, będziesz kupować prezenty, sprzątać i dekorować dom, przygotowywać świąteczne potrawy.
A ukoronowaniem tego wszystkiego będzie to, że sam Jezus przyjdzie cię odwiedzić. Jak mówi dzisiejsza Ewangelia, nie znamy wprawdzie czasu Jego przyjścia, ale mamy obietnicę, że przyjdzie na pewno. Już teraz szuka nowych dróg do twojego serca. Już teraz przygotowuje dla ciebie specjalne łaski i błogosławieństwa – świąteczne prezenty, które wręczy ci, gdy otworzysz dla Niego swoje serce.
Jakiego rodzaju są te prezenty? Może to być zapewnienie o miłości Ojca. Poczucie nadziei i obietnica wsparcia w przeciwnościach. Nowe światło i mądrość, jakimi możesz się podzielić z najbliższymi. Wolność od poczucia winy z powodu dawnych grzechów, które już wyznałeś i zostały ci przebaczone. A przede wszystkim pokój i radość, które płyną ze świadomości, że Bóg trzyma cię w swoich dłoniach.
Przyjmij więc dziś Jego zaproszenie. Zrób wszystko, co w twojej mocy, aby przygotować się na przyjęcie Jezusa i Jego darów. Spróbuj znaleźć trochę więcej czasu na codzienną modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Idź do spowiedzi i oczyść się z tego wszystkiego, co blokuje cię przed przyjęciem miłości i darów Jezusa.
Jezus chce świętować razem z tobą, a teraz daje ci czas na przygotowanie! Krok po kroku, dzień po dniu, możesz się do Niego przybliżać – a On będzie przybliżał się do ciebie!
„Jezu, przyjmuję Twoje zaproszenie. Wspomóż mnie mocą i łaską Twego Ducha, abym dobrze przygotował się na Twoje przyjście w dzień Bożego Narodzenia”.
Iz 63,16b-17.19b; 64,2b-7
Ps 80,2-3.15-16.18-19
1 Kor 1,3-9

Czwartek, 7 grudnia
Ps 118,1.8-9.19-21.25-27
Pan jest Bogiem, niech nas oświeci! (Ps 118,27)
Wyobraź sobie, że znajdujesz się w absolutnie ciemnym pokoju. Nic nie widać, trudno jest zorientować się, gdzie co jest. Teraz w tej ciemności ktoś włącza latarkę lub zapala świecę. To nikłe światełko całkowicie zmienia sytuację. Jak wielkie jest znaczenie światła!
W Piśmie Świętym i liturgii motyw światła pojawia się tak często, że może nam umknąć jego znaczenie. Zatrzymajmy się więc na chwilę i zastanówmy, co takiego daje nam światło Pana.
Światło daje nam wgląd w siebie. Włączenie światła w ciemnym pokoju pozwala nam zobaczyć, co tam się znajduje. Światło dane nam przez Boga czyni to samo w wymiarze duchowym. Może na przykład jest w tobie wiele irytacji i złości wobec współmałżonka. Boże światło może pomóc ci odkryć, co leży u korzenia tych uczuć – uzmysłowić ci urazy i zranienia znajdujące się pod powierzchnią świadomości, ale także przypomnieć ci waszą wzajemną miłość, która w jakimś momencie zeszła na dalszy plan. Zaczniesz inaczej patrzeć na swego współmałżonka i dostrzegać możliwość dalszego wzrostu waszej miłości.
Światło ukazuje nam szerszą perspektywę. Ciemność nie pozwala nam spojrzeć szerzej. Koncentrujemy się jedynie na tym, w jaki sposób kolejne wydarzenia dotykają nas osobiście. Natomiast światło dane przez Boga ukazuje nam panoramę Jego planu zbawienia. Na przykład planujesz rodzinny wyjazd, a tu nagle zachorowało dziecko i musisz zostać z nim w domu. Na pierwszy rzut oka jest to zawód. Jednak twoje poświęcenie pozwoli odczuć dziecku, że jest kochane, co może pogłębić waszą wzajemną bliskość. Zamiast skupiać się na doznanym rozczarowaniu, możesz skupić się na otrzymanym błogosławieństwie.
Światło daje nam nadzieję. Ciemność napełnia nas lękiem przed tym, czego nie widać. Światło pomaga zobaczyć, gdzie mamy iść. Może masz przed sobą podjęcie ważnej decyzji i nie wiesz, co wybrać. Boże światło pomaga ci rozeznać sytuację. Niekoniecznie wskaże ci dokładnie, co masz robić, ale przypomni ci, w jakim kierunku zmierzasz. Ukaże ci twój cel ostateczny, to jest życie z Bogiem w niebie, i uświadomi obecność braci i sióstr towarzyszących ci w drodze. A to napełni cię nadzieją.
Boże światło jest wokół ciebie. Jest w tobie. Daje ci lepsze poznanie siebie, perspektywę i nadzieję.
„Panie, pomóż mi kroczyć w Twoim świetle”.
Iz 26,1-6
Mt 7,21.24-27

Niedziela, 10 grudnia
Mk 1,1-8
On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. (Mk 1,8)
Duch Święty – to Jego obecność zmienia wszystko. Jan głosił chrzest nawrócenia, ale także zapowiadał przyjście kogoś mocniejszego od siebie, kto napełni nas Duchem Świętym. Na czym polega różnica?
Chrzest Janowy polegał na przebaczeniu już popełnionych grzechów. Jan Chrzciciel chciał, żeby ludzie, przygotowując się na przyjście Mesjasza, uporali się ze swoją przeszłością. Z kolei Duch Święty koncentruje się na przyszłości. Przychodzi, by nas kształtować i prowadzić do królestwa niebieskiego.
Chrzest Jana miał na celu tylko jedno – przebaczenie grzechów. Działanie Ducha Świętego ma wiele celów. Objawia nam miłość Boga do nas. Pomaga zrozumieć Pismo Święte. Uczy patrzeć na innych jako na naszych braci i siostry. Gromadzi nas we wspólnocie Kościoła i pomaga współpracować dla królestwa Bożego. A nie jest to jeszcze koniec listy.
Podczas chrztu włączającego nas w Chrystusa otrzymujemy obydwa te błogosławieństwa – zostajemy obmyci z grzechów i przyjmujemy Ducha Świętego. Jezus nie odmawia nam niczego! Wszystko to zawiera się w jednym darze, który jest „nasieniem wiary”. Jeśli chcemy, by łaska chrztu zaowocowała w naszym życiu, troskliwie pielęgnujmy otrzymane nasionko.
W zrozumieniu tego może nam pomóc prosta analogia. Większość z nas przechodzi na zdrową dietę głównie po to, by stracić na wadze, ale nie znaczy to, że zmiana nawyków żywieniowych nie będzie miała żadnych innych skutków. Wraz ze spadkiem wagi obniża się również poziom cholesterolu i wzmacnia się system odpornościowy. Mamy więcej energii i lepiej śpimy. Chcieliśmy jedynie stracić na wadze, a tymczasem na lepsze zmieniło się dużo więcej.
Podobnie dzieje się, gdy zaczynamy się troszczyć o otrzymane na chrzcie ziarno wiary. Nie tylko doświadczamy Bożego przebaczenia, ale zaczynamy odczuwać działanie Ducha Świętego w różnych obszarach naszego życia. Mocniej uświadamiamy sobie miłość Bożą i sami stajemy się bardziej kochający. Budzi się w nas współczucie dla cierpiących. Znajdujemy siłę do opierania się pokusom. Mówiąc najkrócej, stajemy się nowym stworzeniem.
„Dziękuję Ci, Jezu, za dar Ducha Świętego. Proszę, pomóż mi wzrastać w wierze”.
Iz 40,1-5.9-11
Ps 85,9-14
2 P 3,8-14

Poniedziałek, 18 grudnia
Mt 1,18-24
Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański. (Mt 1,24)
Warto zauważyć, że Józef mógł nie zgodzić się zostać mężem Maryi. Co by się wówczas stało? Ominąłby go zaszczyt wychowywania Jezusa i bycia przy Nim, gdy dorastał. Nie troszczyłby się o Maryję i nie cieszył Jej wsparciem i miłością. A gdyby w końcu uświadomił sobie, kim jest Ten, którego Maryja nosiła w łonie, prawdopodobnie do końca życia żałowałby swojej decyzji.
Ponieważ jednak Józef posłuchał Boga, stał się już na zawsze częścią historii zbawienia. Jak na kogoś, kto na kartach Pisma Świętego nie wypowiada ani jednego słowa, to jego nieme „tak” ma ogromną wymowę. Pozwoliło ono powstać Świętej Rodzinie, a dla nas jest wzruszającą ilustracją tego, jakie owoce mogą przynieść ufność, oddanie i wiara.
Jest wprawdzie wątpliwe, czy którakolwiek z naszych decyzji będzie miała aż tak doniosłe konsekwencje, jak decyzja Józefa, ale mimo to nasze „tak” lub „nie” nie jest bez znaczenia. Nadaje konkretny bieg wydarzeniom, zamykając drzwi wielu innym możliwościom. Na tym polega całe piękno wolnej woli – za każdym razem, gdy mówimy Bogu „tak” – nawet w najdrobniejszych sprawach – stawiamy kolejny krok na drodze, którą On nam wyznaczył – drodze prowadzącej do nieba. Co więcej, za każdym ra-
zem gdy mówimy Bogu „tak”, On odpowiada na nie swoim „tak”. Napełnia nas łaską, zapewnia o swojej obecności i stopniowo przemienia nas na wzór swego Syna, Jezusa.
Bóg zawsze kieruje do nas jakieś wezwanie. Zwykle pociąga ono za sobą drobne, codzienne decyzje. Jeśli jednak w tych błahych sprawach będziemy wierni Bogu, przygotują nas one do podjęcia ważniejszych, bardziej brzemiennych w skutki decyzji, przed jakimi Bóg nas postawi.
Podobnie działo się w życiu Józefa. Będąc „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1,19), próbował mówić Panu „tak” we wszystkich dziedzinach swojego życia – w warsztacie stolarskim, w rodzinie, na rynku miejskim i w ciszy swego serca. Każda z tych „małych” decyzji umacniała go i prowadziła do powiedzenia Bogu „tak”, gdy stanął przed najpoważniejszą decyzją swego życia.
Zawsze pamiętajmy o tym, że na każde „tak” dane Bogu odpowiada On swoją mocą i łaską.
„Panie, pomóż mi dochować Ci wierności w rzeczach małych, abym mógł pójść za Tobą wszędzie tam, gdzie mnie poprowadzisz”.
Jr 23,5-8
Ps 72,1-2.12-13.18-19

Niedziela, 24 grudnia
Łk 1,26-38
Znalazłaś bowiem łaskę u Boga. (Łk 1,30)
Wiemy, jak wyjątkowa jest Maryja. W końcu sam Bóg wybrał Ją na Matkę swego Syna. Ale ty także jesteś w oczach Boga kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Ty także znalazłeś łaskę u Niego – niezasłużoną łaskę z nieba. Bóg umiłował cię tak bardzo, że posłał na świat swego Syna nie po to, by cię potępił, ale by cię zbawił (J 3,17). Czy więc i ty nie jesteś naprawdę wyjątkowy?
Maryja jest pełna łaski nie z powodu piękna fizycznego, obycia w świecie czy niezwykłych zdolności, ale dlatego, że łaska Boża ukształtowała Ją, uformowała Jej wnętrze. Także tobie Bóg udziela swoich łask, abyś mógł stawać się jak Ona.
Pismo Święte mówi nam, że ze względu na Jezusa Chrystusa Bóg daje nam „obfitość łaski” (Rz 5,17). Jego łaska działa w nas przez cały czas, przelewając się jak wiosenny strumień. Jej działanie jest niczym nieograniczone. Nigdy też nam jej nie zabraknie. Paweł cytuje skierowane do siebie słowa Pana: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).
To dzięki łasce Bożej stać nas na życzliwość, dobroć i hojność w stosunku do innych. Łaska pomaga nam przebaczyć i wyzbyć się uraz. Przede wszystkim zaś łaska przemienia nas coraz bardziej na podobieństwo Boga. Tak działała łaska Boża w życiu Maryi i tak działa w naszym życiu.
Dziś jest Wigilia Bożego Narodzenia. Czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy wszyscy znaleźli chwilę ciszy, by otworzyć się na działającą w nas Bożą łaskę, która da nam pewność, że Jezus jest Panem. Tak właśnie czyniła Maryja, rozważając w sercu Bożą łaskawość (Łk 2,19). W rzeczywistości najlepszym prezentem, jaki możemy dać Jezusowi na Boże Narodzenie, jest nasze otwarcie na Jego łaskę.
Pamiętaj – jesteś kimś wyjątkowym, kimś, kto znalazł łaskę u Boga. Usiądź więc przy Nim i otwórz się na działanie Jego łaski.
„Dziękuję Ci, Panie, za to, że napełniasz mnie swoją łaską”.
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Ps 89,2-5.27.29
Rz 16,25-27

Poniedziałek, 25 grudnia
Narodzenie Pańskie
Hbr 1,1-6
Przemówił do nas przez Syna. (Hbr 1,2)
Tak jest zawsze. Widok nowo narodzonego dziecka niezmiennie chwyta nas za serce. Spontanicznie uśmiechamy się i przypominamy sobie swoje własne dzieciństwo lub narodziny naszych dzieci. Dotykamy maleńkiej piąstki lub głaszczemy policzek. Chcemy podnosić niemowlę, kołysać je i po prostu na nie patrzeć, wyrażając w ten sposób swoją czułość. To nowe życie jest tak kruche i delikatne, tak piękne i pełne pokoju, że niemal fizycznie czujemy, jak wzbiera w nas miłość.
Co to ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? Dzisiejsze drugie czytanie mówi nam, że Bóg „przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,2). Z kolei w Ewangelii czytamy, że Jezus jest Słowem, które „zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Ale ten Syn, przez którego mówi do nas Bóg, jest dziś Dzieciątkiem z Betlejem, a nie dorosłym Nauczycielem, jakiego przywykliśmy słuchać.
Nie głosi kazań ani nie opowiada przypowieści, nad którymi mamy się zastanowić, lecz przemawia bez słów, prosto do serca, jak każde inne niemowlę. Jego niewinność, kruchość i miłość wypisują w naszych sercach przesłanie łaski Bożej tak, jak nie dokonałyby tego żadne słowa. Przemawia do nas bez słów – abyśmy i my odpowiedzieli Mu nie słowami, ale sercem.
Dziś jest dzień radosnego świętowania – w kościele na Mszy świętej i w gronie rodziny. Cieszymy się z otrzymanych prezentów, życzymy sobie nawzajem szczęścia i pokoju. Ale jest to także dzień wpatrywania się w Dzieciątko w żłóbku, czas na cichą, radosną kontemplację.
Patrz więc na Jezusa. Dostrzeż w tym maleńkim, bezradnym Dzieciątku samego Boga, który z miłości do nas przyszedł na świat. Delektuj się Jego czystą, bezwarunkową miłością, pozwól, by poruszyła twoje serce. Przytul Go i raduj się Jego bliskością.
„Oto jestem, Jezu. Mów, a ja będę słuchać”.
Iz 52,7-10
Ps 98,1-6
J 1,1-18

MAGAZYN:


Odpoczynek w ramionach Matki

Jak Maryja pocieszyła mnie w Betlejem

Intencji do modlitwy nigdy nie brakuje. Boże Narodzenie uważa się powszechnie za czas radości, ale może się zdarzyć, że akurat umiera ktoś z naszych krewnych lub rozpada się ważna dla nas relacja. A może choroba – twoja lub ukochanej osoby – nie pozwala ci radośnie świętować. Modlisz się więc: „Jezu, przyjdź mi z pomocą!”.
W maju zeszłego roku wyruszyłam na pielgrzymkę do Ziemi Świętej z całą listą podobnych intencji od mojej rodziny i przyjaciół. Naszą grupę przywitał wspaniały krajobraz Izraela, z górami porośniętymi przez drzewa oliwne i fioletowe osty. Byliśmy entuzjastycznie nastawioną grupą młodych ludzi, pragnących zanieść swoje modlitewne intencje do miejsca, gdzie Jezus wziął na siebie wszystkie nasze ciężary.

ZMAGANIA ZE SKRUPUŁAMI
Oprócz intencji powierzonych mi przez innych miałam także własną – chciałam prosić Boga o pomoc w walce
z nerwicą natręctw. Cierpię na szczególny typ takiej nerwicy, zwany skrupulanctwem, który polega na irracjonalnym lęku przed grzechem. Osoba z takim zaburzeniem przeżywa niepokój, że obraziła Boga, nawet gdy w rzeczywistości nie popełniła żadnego grzechu. Psychiatrzy kwalifikują skrupulanctwo jako nerwicę, kiedy towarzyszą mu obsesje i kompulsje o podłożu religijnym. Jedną z moich obsesji był przymus odmawiania Różańca w sposób doskonały, bez żadnych rozproszeń. Łączyło się to z kompulsywnym powtarzaniem poszczególnych Zdrowaś Maryjo lub nawet całej dziesiątki, jeśli czułam, że nie odmówiłam jej wystarczająco dobrze.
Choroba ta przeszkadza mi w codziennym funkcjonowaniu. Czasami czuję się tak bardzo niegodna, że przechodząc koło kościoła, wpadam w panikę. Wiem, że Bóg stał się człowiekiem, aby nas zbawić i napełnić swoją łaską, ale w praktyce nie widzę nic oprócz własnych słabości.
W trakcie terapii nauczyłam się pewnych ćwiczeń, które pomagają mi rozpoznać niemożliwe do wykonania nerwicowe przymusy oraz przeciwstawiać się kompulsjom. Wymaga to jednak nieustannej walki. Dlatego podjęta przeze mnie za zgodą terapeutki decyzja, że nerwica nie powstrzyma mnie przed wyjazdem do Izraela, była bardzo znaczącym krokiem. Zdawałam sobie sprawę, że pobyt w świętych miejscach może wyzwolić reakcje nerwicowe, ale mimo to bardzo chciałam tam pojechać.

WALKA WEWNĘTRZNA
Początek był całkiem niezły. Przychodziły mi wprawdzie do głowy negatywne myśli, ale zdołałam bez trudu je od siebie odsunąć. Poznawałam nowych ludzi, panowała dobra atmosfera, dowiadywałam się wielu nowych rzeczy i czułam się blisko Boga – do momentu, gdy znaleźliśmy się w Betlejem.
Pod koniec pielgrzymki odwiedziliśmy Bazylikę Narodzenia, gdzie znajduje się miejsce, w którym zgodnie z tradycją Jezus przyszedł na świat. Kiedy się tam zbliżyliśmy, osaczyły mnie okropne myśli. Każdy człowiek znajdujący się w tym kościele jest godzien, by stanąć przed Bogiem, tylko nie ja. W takiej chwili jak ta, powinna przepełniać mnie doskonała miłość i pobożność.
Był to napad nerwicy. Rozpoznałam jej głos po fałszywej logice, ale te myśli wydawały się tak wiarygodne! Nie pozostawiały miejsca na modlitwę czy kontemplację narodzenia naszego Pana.
Po zwiedzeniu bazyliki z przewodnikiem mieliśmy czas na indywidualną modlitwę i oglądanie kościoła aż do Mszy świętej. Wbiłam się w jakiś kąt, rozpaczliwie szukając miejsca, gdzie mogłabym być sama. Siedząc pomiędzy dwoma solidnymi filarami, próbowałam uspokoić oddech. Wyjmując kartkę i długopis, zaczęłam pisać, gdyż jest to jedna z moich najlepszych strategii radzenia sobie z nerwicą. Pisałam do Pana z absolutną szczerością, wyznając, że otaczające mnie święte rzeczy po prostu mnie przytłaczają.
W pewnym momencie przestałam pisać. Jak zwykle w takich sytuacjach, próbowałam odsunąć od siebie atakujące mnie myśli, ale moje wysiłki nie zdawały się na nic. „Jezu – pomyślałam – to jest naprawdę ostry atak. Potrzebuję Twojej pomocy”.
Wtedy przyszła mi myśl, co do której nie miałam żadnych wątpliwości, że pochodzi od Pana: „Co powiedziałabyś komuś, kto znalazłby się w takiej samej sytuacji co ty?”.
Ponownie przycisnęłam długopis do kartki i zaczęłam pisać: „Nerwica natręctw uderza w to, co dla danej osoby jest ważne. Dla cierpiących na skrupuły ważny jest Bóg, więc nerwica uderza w miłość do Niego. Skrupulant czuje, że musi modlić się czy wychwalać Boga w sposób doskonały (tu pojawia się kompulsja). To jednak nie jest konieczne, ponieważ Bóg zna serce skrupulanta i cieszy się jego miłością”. Zapewniali mnie o tym księża i teolodzy. „Skrupulanci nie potrzebują żadnych specjalnych ćwiczeń ani modlitw. Najlepsza i najprostsza rzecz, jaką mogą zrobić, to…”. Tu przerwałam, bo pojawiła się we mnie nowa myśl... Maryja. Idź do Maryi.

ODNALEZIONY POKÓJ
Uśmiechnęłam się do siebie. Oczywiście, że najlepsze, co mogę zrobić, to iść do Maryi! Czytałam przecież o tym, jak św. Ludwik de Montfort nazywał Maryję najłatwiejszą i najprostszą drogą do nieba, a mimo to starałam się sama uporządkować swoje myśli. Prawie zapomniałam o tym, żeby najpierw powierzyć je Maryi.
A przecież codziennie staram się powierzać siebie Maryi, odmawiając modlitwę św. Ludwika de Montfort: „Cała Twoja jestem, Maryjo, i wszystko, co moje, jest Twoje”. Przypomniałam sobie o tym, siedząc między dwoma filarami, i zrozumiałam, że nawet jeśli mój umysł nie jest w stanie sformułować słów modlitwy, wystarczy, że odnowię w sercu moje zawierzenie Maryi. Jak tylko sobie to uświadomiłam, napełnił mnie pokój. Czułam się bezradna, a zarazem całkowicie bezpieczna. Obsesyjne myśli nie ustąpiły, ale ja czułam się jak niemowlę, jak Dziecię Jezus w ramionach Matki Najświętszej. Maryja dbała o moje potrzeby tak, jak kiedyś dbała o potrzeby Jezusa.

W RAMIONACH MARYI
Poczucie spoczywania w ramionach Maryi nie opuściło mnie do końca pielgrzymki i nie opuszcza mnie po dziś dzień. Obsesyjne myśli przychodzą i odchodzą, ale nie muszę już radzić sobie z nimi sama.
A co z pozostałymi intencjami? Je także powierzyłam Maryi. Skoro Syn Boży spoczął w Jej ramionach, pozostawiając Jej troskę o wszystkie swoje potrzeby, dlaczego i my nie mielibyśmy postąpić tak samo? Skoro Bóg Ojciec powierzył Maryi karmienie, ubieranie i wychowanie Jezusa, to dlaczego i my nie mielibyśmy zaufać, że zaradzi Ona także i naszym potrzebom? Jest przecież naszą Matką, która wciąż wyciąga do nas ramiona. ▐

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 12 (292) 2017



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO GRUDNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Grudniowy, adwentowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Czy ty widzisz to, co ja?”. Są to słowa refrenu popularnej w krajach anglosaskich kolędy, zachęcającej do spojrzenia na cud wcielenia Syna Bożego oczami Boga Ojca, Maryi, pasterzy… Właśnie o takim spojrzeniu mówią początkowe artykuły - po to, by pomóc nam zachwycić się na nowo wspaniałością daru Bożego Narodzenia. 

W Magazynie zamieściliśmy artykuł o papieżu Janie XXIII – apostole pokoju „Ewangelizacja zaczyna się przy żłóbku”, świadectwo o przezwyciężaniu z pomocą Maryi natręctw pt. „Jak Maryja pocieszyła mnie w Betlejem” oraz tekst pt. „Wiara kiełkuje powoli” o powolnym wyprowadzaniu przez Boga z różnych uzależnień, w tym narkomanii. W Naszych lekturach polecamy kolejną pozycję z serii dla dzieci Pomocne elfy pt. „Cudowne Boże Narodzenie”. Pięknie ilustrowana książeczka ma za zadanie pomóc w radosnym i świadomym przeżywaniu nadchodzących świąt.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, krzyżówkę oraz informacje na temat nagrody dla prenumeratorów.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Czy ty widzisz to, co Bóg?......................................... 4

Czy ty widzisz to, co Maryja?................................. 10

A co ty widzisz?........................................................ 15


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 31 grudnia................................................. 20

MAGAZYN

Jan XXIII – apostoł pokoju
Ewangelizacja zaczyna się przy żłóbku
Kathryn Elliott................................................. 48

Jak Maryja pocieszyła mnie w Betlejem
Jacqueline Rae........................................................ 54

Wiara kiełkuje powoli
My siejemy, Bóg daje wzrost – Michael Busk........... 57

Nasze lektury............................................................. 60

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

LIST:

Drodzy Bracia i Siostry!

Kolęda „Czy ty słyszysz to, co ja?” została napisana przez Noela Regneya i Glorię Shayne w 1962 roku, a nagrana płyta rozeszła się w kilkudziesięciu milionach egzemplarzy. Większość ludzi nie zdaje sobie jednak sprawy, że w zamyśle autorów miała być ona reakcją na tzw. kryzys kubański, wywołany rozmieszczeniem przez ZSSR na Kubie pocisków balistycznych średniego zasięgu, zagrażających terytorium USA, co sprawiło, że widmo wojny nuklearnej stało się o wiele bardziej realne niż przedtem. Dlatego kolęda koncentruje się nie tyle na samym świętowaniu narodzin Jezusa, ile na wezwaniu do modlitwy o pokój oraz nadziei na to, że „Dziecię, które w żłobie śpi, dobrem rozświetli nasze dni”. W tym specjalnym adwentowym wydaniu chcemy zwrócić szczególną uwagę na pytanie: „Czy ty widzisz to, co ja?”. Chcemy zadać to pytanie z punktu widzenia Boga Ojca i Maryi Panny. Czy spoglądając na żłóbek, widzę to, co widzi Bóg? Czy widzę to, co widzi Maryja? Mamy nadzieję, że patrząc Ich oczami na betlejemski żłóbek, ujrzymy na nowo rzeczywistość Wcielenia i rozradujemy się darem przyjścia na świat Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela.
Czterdzieści lat temu byłem tzw. „dobrym katolickim chłopcem”. Chodziłem na Mszę świętą co najmniej dwa razy w tygodniu. Starałem się być dobrym człowiekiem, byłem ministrantem, zależało mi na Bożej pomocy i nie chciałem iść do piekła. Jednak u korzenia tego wszystkiego była koncentracja na sobie: moja szkoła, mój sport, moje posiłki, moja dziewczyna, moje pieniądze, mój samochód, moje rozrywki – ja, ja i jeszcze raz ja.
Wszystko to zmieniło się, gdy po raz pierwszy poszedłem na spotkanie modlitewne. Jeden z liderów grupy wygłosił katechezę na temat pytania zadanego przez uczniów Jezusa, a dotyczącego kobiety, która namaściła Go drogocennym olejkiem: „Po co takie marnotrawstwo?” (Mt 26,8). „Oddanie siebie Jezusowi nie jest marnotrawstwem – powiedział lider – gdyż On sam wydał siebie za nas”. Po usłyszeniu tych słów poczułem się, jakbym nagle zaczął widzieć tak, jak widzi Bóg. Zobaczyłem Jezusa w zupełnie nowym świetle. To doświadczenie zmieniło moje życie, sprawiło, że odtąd zapragnąłem służyć Jemu, a nie samemu sobie.
Okres Adwentu jest doskonałą okazją, by spojrzeć na nowo na Osobę Jezusa, by przyjrzeć się Dziecięciu leżącemu w żłóbku i zobaczyć głębię Jego miłości do nas. A także, by powiedzieć Mu: „Panie Jezu, oddaję Ci moje życie. Chcę być narzędziem Twojego pokoju”.
Na świecie jest dziś tyle egoizmu, złości i podziałów. Dlatego, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, potrzebujemy powszechnej modlitwy o pokój.
W imieniu całej redakcji Słowa wśród nas chcę życzyć wam wszystkim błogosławionych i radosnych świąt Bożego Narodzenia.
Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato


ARTYKUŁY:

Czy ty widzisz to, co Bóg?

Do jagniątka małego rzekł wiatr…

Tak zaczyna się popularna w krajach angielskojęzycznych kolęda: „Czy ty widzisz to, co ja?”. Śpiewający tę kolędę w grudniowe dni wierni sądzą zwykle, że mówi ona o widzeniu, słyszeniu i znajomości tego, co wydarzyło się w noc Bożego Narodzenia. Nie taka była jednak intencja jej autorów.
Noel Regney i jego żona, Gloria Shayne, stworzyli wspólnie tę kolędę w październiku 1962 roku, u szczytu kryzysu kubańskiego. Regney szedł jedną z ulic Nowego Jorku, myśląc o kolędzie, którą u niego zamówiono. Świadomość, że Związek Radziecki i Stany Zjednoczone znalazły się właśnie na skraju wojny atomowej, sprawiała, że wszyscy mijani ludzie wydawali mu się przygaszeni i nerwowi. Wtedy jednak zauważył dwie kobiety z małymi dziećmi w wózkach. „Te małe aniołki patrzyły na siebie i uśmiechały się” – wspominał Regney. „W jednej chwili poprawił mi się humor”.
Dzieci skojarzyły mu się z jagniątkami i stały się natchnieniem do słów układanej kolędy. Posługując się świąteczną scenerią – tradycyjnymi bożonarodzeniowymi obrazami jagniątka, pastuszka i potężnego króla – napisał wraz z żoną modlitwę o tak wówczas potrzebny pokój.
Shayne i Regney mieli całkowitą słuszność. Widzenie, słyszenie i poznawanie – o których mówi kolęda – może być dla nas drogą prowadzącą do znalezienia pokoju w okresie Adwentu. Spróbujmy więc nią pójść. Wyobraźmy sobie, że pytanie: „Czy ty widzisz to, co ja?”, zadają nam Bóg Ojciec i Maryja Panna. Co widział Bóg Ojciec, patrząc na ludzkość pogrążoną w grzechu? Co widziała Maryja, patrząc na swego nowo narodzonego Syna? I co można zobaczyć dziś w naszych sercach i w otaczającym nas świecie? Prośmy przy tym Boga o „światłe oczy serca” (Ef 1,18), abyśmy mogli zostać napełnieni Jego radością i pokojem.

OCZAMI OJCA
Kiedy Bóg pyta nas: „Czy widzisz to, co ja?”, spróbujmy spojrzeć na ten świat Jego oczami – oczami miłości i miłosierdzia. Patrząc na świat, widzi On piękno stworzenia, które wciąż jest dla Niego „bardzo dobre” (Rdz 1,31). Cieszy się, oglądając wschód słońca i słysząc ryk oceanu. Zachwycają Go kwiaty polne i ptactwo powietrzne. Napełniają Go radością nawet tak surowe krajobrazy, jak zamarznięta tundra Arktyki czy palące piaski Sahary.
Jednak nic nie sprawia Bogu większej radości niż my, Jego dzieci. Będąc kochającym Ojcem, cieszy się, widząc, jak staramy się troszczyć o siebie nawzajem i czynić ten świat lepszym miejscem. Raduje Go każdy z naszych osobistych sukcesów i jest dumny z naszych osiągnięć. Widzi w nas dobro nawet wtedy, gdy nam samym trudno jest je dostrzec. A kiedy cierpimy, pragnie nas pocieszyć i zapewnić o swojej bliskości.
Co jeszcze widzi Bóg? Widzi cały ból i cierpienie świata i płacze nad nim. Ubolewa z powodu wojen, które pozbawiają życia tysiące ludzi, a miliony skazują na tułaczkę. Cierpi z każdym, kto jest samotny, żyje w nędzy, głoduje czy zmaga się z bolesną chorobą. Odczuwa nawet wszystkie drobne przykrości, które spotykają każdego z nas. Widzi to wszystko, czuje to wszystko i pragnie przychodzić nam z pomocą.

ZASKAKUJĄCA STRATEGIA
Bóg cieszy się więc dobrem, ale także ubolewa nad złem, smutkiem i samotnością, jakie dostrzega. To właśnie widok ludzi uginających się pod ciężarem grzechu i jego konsekwencji skłonił Go do posłania na świat swojego Syna.
W realizacji swojego planu Bóg posłużył się zaskakującą strategią. Mógł sprawić, by Jego Syn przyszedł na świat w zamożnej rodzinie – na przykład jako dziecko arcykapłana czy nawet króla Heroda. Czy nie wydaje ci się to dobrym pomysłem? Mógłby wtedy zdobyć sobie poparcie wśród najbardziej wpływowych członków społeczności Izraela, którzy przekazywaliby Jego słowo o wiele bardziej skutecznie niż zwyczajni, prości ludzie.
Chociaż taka strategia wydaje się bardziej rozsądna, nie odpowiadała ona zamiarom Boga. Posłał On swego Syna nie do rodziny królewskiej w Jerozolimie, ale do ubogiej rodziny w Nazarecie. Chciał, by złożono Go na sianie, a nie na puchowym materacu. Otoczył Go pasterzami i bydłem, a nie dworzanami i sługami. A przez to mówi nam: „Spójrzcie na żłóbek. Czy widzicie to, co Ja widzę? Chciałem, aby mój Syn urodził się w ubóstwie, byście się przekonali, że jestem związany z każdym z was – bogatym i biednym, zdrowym i chorym, silnym i słabym. Troszczę się o was wszystkich i chcę, byście wszyscy naśladowali pokorę Świętej Rodziny”.

KAŻDY CZŁOWIEK MA SWOJĄ GODNOŚĆ
Na początku swojej działalności publicznej Jezus powiedział nam dokładnie to samo, co mówił Jego Ojciec. Oznajmił, że przyszedł głosić wolność więźniom, przejrzenie niewidomym, wyzwolenie ubogim, a wszystkim – rok łaski od Pana (Łk 4,18).
Więźniowie to nie tylko ci zamknięci w celach. Można być także więźniem swojego egoizmu i grzesznych nawyków. Niewidomi to nie tylko ci, którzy stracili wzrok. Każdy z nas może być ślepy na Bożą miłość czy na potrzeby bliźnich. Ubóstwo nie zawsze polega na braku pieniędzy. Jest wielu ludzi samotnych, opuszczonych czy załamanych psychicznie, którym brakuje tego, co potrzebne, by prowadzić zdrowe i szczęśliwe życie. Jezus widzi wszystkie te osoby i otwiera dla nich swoje serce. Przyszedł przecież po to, by zbawić każdego z nas.
Ludzie „bogaci duchowo” cenią bardziej swoje własne zdanie niż zdanie Boga. Przedkładają swoje priorytety nad Bożą hierarchię wartości. Nie stają przed Panem w poczuciu słabości i małości. Co więcej, zwykle nie zwracają uwagi na potrzeby tych, którzy naprawdę są w trudnej sytuacji. W „gospodzie” ich serc nie ma miejsca dla Jezusa.
Bóg jest szczególnie blisko tych, którzy zdają sobie sprawę, że są mali i słabi, którzy są naprawdę biedni, którzy żyją na marginesie społeczeństwa. Otacza troską zarówno tych żyjących w ubóstwie materialnym, jak i emocjonalnym czy duchowym. Tak więc nie sądź, że jeśli w swoim życiu dostrzegasz jedynie obszary różnego rodzaju ubóstwa, dyskwalifikuje cię to w oczach Boga. Bóg widzi w tobie wszystko – każdy bezinteresowny gest, który sprawia Mu radość, a także wszelkie zranienia i grzechy zasmucające Jego serce. Zawsze jest blisko ciebie. Zna cię i troszczy się o ciebie. Nigdy cię nie odrzuci ani tobą nie wzgardzi. Jeśli czujesz się niegodny takiej miłości, pamiętaj, że Bóg widzi w tobie swoje umiłowane dziecko.
Bóg mówi do nas: „Czy ty widzisz to, co ja? Każdy człowiek ma swoją godność. Wywyższyłem zarówno pokornych pasterzy, jak i potężnych Mędrców. Dokładnie tak samo postępował mój Syn, Jezus. Przyjmował ludzi z marginesu, prostytutki i celników, ale także możnych i wpływowych, jak Jair, przełożony synagogi, czy żona Chuzy, rządcy króla Heroda”.

NAGRODZONY WYSIŁEK
Kiedy pasterze usłyszeli aniołów zwiastujących Dobrą Nowinę o narodzinach Chrystusa, natychmiast pozostawili swoje owce, aby pośpieszyć do Betlejem. Kiedy przybyli do żłóbka, zobaczyli maleńkie Dziecko, które na zewnątrz nie różniło się w żaden sposób od innych nowo narodzonych niemowląt. Jednak Bóg nagrodził wysiłek pasterzy i otworzył ich duchowe oczy. Zobaczyli w tym Dzieciątku wypełnienie obietnicy zbawienia i znak Bożej miłości.
Ewangelista Łukasz mówi nam, że na widok Bożego Dzieciątka pasterze zareagowali zadziwieniem, radosnym uwielbieniem Boga i pragnieniem podzielenia się z innymi tym, co zobaczyli (Łk 2,1-20). W przebłysku ujrzeli bowiem to, co widzi Bóg. Spojrzeli na świat z taką samą miłością, nadzieją i miłosierdziem, z jakimi patrzy na niego Bóg.
Bóg pragnie podobnie nagradzać także nasze wysiłki. Chce ukazywać nam przebłyski tego, jak wygląda rzeczywistość w Jego oczach, jak realizuje się Jego plan zabawienia. W tym przedświątecznym czasie nasze dni mogą być tak wypełnione, że trudno nam na chwilę usiąść i pomyśleć, nie mówiąc już o dłuższej rozmowie z Panem. Jeśli jednak mimo wszystko podejmiemy trud modlitwy, nie zostaniemy bez nagrody. Jeśli codziennie znajdziemy choć chwilę dla Niego, otrzymamy błogosławieństwo. Zaczniemy widzieć tak, jak widzi Bóg. I ta wizja przemieni nasze serca. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Piątek, 1 grudnia
Dn 7,2-14
Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy na Jego głowie jakby z czystej wełny. (Dn 7,9)
Czy widziałeś kiedyś zdjęcie galaktyki spiralnej? Oglądając ją, mamy wrażenie, że jesteśmy świadkami cudu. Usiane gwiazdami spiralne ramiona, liczące sobie tysiące lat świetlnych, rozwijają się w atramentowej ciemności. Często te obrazy są złożeniem wielu ujęć lub nawet artystyczną interpretacją danych naukowych. Mimo to oddają one – na ile to po ludzku możliwe – piękno i majestat Bożego stworzenia.
Spójrzmy teraz na obraz, który maluje przed nami Daniel w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Daniel miał wizję nieba, miejsca, którego nie sposób opisać ziemskim językiem. Warto jednak przyjrzeć się tej wizji. Spróbujmy więc wyobrazić sobie ją jako złożenie trzech „ujęć”, z których każde ukazuje nam coś ważnego na temat Boga.
Najpierw widzimy Boga zajmującego miejsce na tronie. Ta pierwsza „migawka” z nieba mówi nam, że Bóg króluje! Każde z niebieskich stworzeń uznaje, że Bóg jest królem całego wszechświata i utrzymuje go w istnieniu mocą swego słowa.
Następnie odkrywamy, że Bóg odziany jest w śnieżnobiałą szatę. Jej barwa jest jaśniejsza niż jakakolwiek znana nam ziemska biel. Co to oznacza? Bóg jest czysty, bez najmniejszej plamy grzechu. Jego sprawiedliwość lśni jak zorza, oświetlając każdy zakątek nieba.
Zauważamy wreszcie, że włosy Boga są białe jak wełna. Bóg jest mądry i wszechwiedzący. Jest „Przedwiecznym”, który istniał, zanim powstał wszechświat. Trzyma w swych dłoniach przeszłość, teraźniejszości i przyszłość. Nic z tego, co się zdarza, nie jest dla Niego zaskoczeniem!
Zatrzymaj się dziś przez kilka chwil nad tymi obrazami nieba i pozwól im rozpalić twoją wyobraźnię. Patrz oczami serca na Boga w królewskiej szacie, zasiadającego na niebieskim tronie. Podziwiaj Jego chwałę i majestat. I pamiętaj, że przy całej swojej wielkości jest On twoim kochającym Ojcem. Pozwól, aby Duch Święty wzbudził w tobie podziw i uwielbienie, byś mógł wraz z Danielem zawołać: „Chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!” (Dn 3,57).
„Panie, daj mi dziś zakosztować słodyczy nieba”.
(Ps) Dn 3,75a.76a.77a.78a.79a. 80a.81
Łk 21,29-33

Niedziela, 3 grudnia
Mk 13,33-37
Uważajcie, czuwajcie. (Mk 13,33)
Nadeszła pierwsza niedziela Adwentu i każdy z nas otrzymał właśnie zaproszenie następującej treści:
Wszechmogący Bóg ma zaszczyt zaprosić cię na uroczystość przyjścia Jego Syna na świat. To bezprecedensowe wydarzenie będzie radośnie świętowane w dwóch miejscach: w niebie i na ziemi. Celebracja odbędzie się 25 grudnia, toteż zachęcamy do poświęcenia kolejnych trzech tygodni na przygotowanie się do uroczystego świętowania.
Witaj w Adwencie – czasie nadziei i oczekiwania! W ciągu najbliższych tygodni będziesz prawdopodobnie przygotowywać się do świątecznych spotkań w gronie rodziny. Stosując się do uświęconych tradycją zwyczajów, będziesz kupować prezenty, sprzątać i dekorować dom, przygotowywać świąteczne potrawy.
A ukoronowaniem tego wszystkiego będzie to, że sam Jezus przyjdzie cię odwiedzić. Jak mówi dzisiejsza Ewangelia, nie znamy wprawdzie czasu Jego przyjścia, ale mamy obietnicę, że przyjdzie na pewno. Już teraz szuka nowych dróg do twojego serca. Już teraz przygotowuje dla ciebie specjalne łaski i błogosławieństwa – świąteczne prezenty, które wręczy ci, gdy otworzysz dla Niego swoje serce.
Jakiego rodzaju są te prezenty? Może to być zapewnienie o miłości Ojca. Poczucie nadziei i obietnica wsparcia w przeciwnościach. Nowe światło i mądrość, jakimi możesz się podzielić z najbliższymi. Wolność od poczucia winy z powodu dawnych grzechów, które już wyznałeś i zostały ci przebaczone. A przede wszystkim pokój i radość, które płyną ze świadomości, że Bóg trzyma cię w swoich dłoniach.
Przyjmij więc dziś Jego zaproszenie. Zrób wszystko, co w twojej mocy, aby przygotować się na przyjęcie Jezusa i Jego darów. Spróbuj znaleźć trochę więcej czasu na codzienną modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Idź do spowiedzi i oczyść się z tego wszystkiego, co blokuje cię przed przyjęciem miłości i darów Jezusa.
Jezus chce świętować razem z tobą, a teraz daje ci czas na przygotowanie! Krok po kroku, dzień po dniu, możesz się do Niego przybliżać – a On będzie przybliżał się do ciebie!
„Jezu, przyjmuję Twoje zaproszenie. Wspomóż mnie mocą i łaską Twego Ducha, abym dobrze przygotował się na Twoje przyjście w dzień Bożego Narodzenia”.
Iz 63,16b-17.19b; 64,2b-7
Ps 80,2-3.15-16.18-19
1 Kor 1,3-9

Czwartek, 7 grudnia
Ps 118,1.8-9.19-21.25-27
Pan jest Bogiem, niech nas oświeci! (Ps 118,27)
Wyobraź sobie, że znajdujesz się w absolutnie ciemnym pokoju. Nic nie widać, trudno jest zorientować się, gdzie co jest. Teraz w tej ciemności ktoś włącza latarkę lub zapala świecę. To nikłe światełko całkowicie zmienia sytuację. Jak wielkie jest znaczenie światła!
W Piśmie Świętym i liturgii motyw światła pojawia się tak często, że może nam umknąć jego znaczenie. Zatrzymajmy się więc na chwilę i zastanówmy, co takiego daje nam światło Pana.
Światło daje nam wgląd w siebie. Włączenie światła w ciemnym pokoju pozwala nam zobaczyć, co tam się znajduje. Światło dane nam przez Boga czyni to samo w wymiarze duchowym. Może na przykład jest w tobie wiele irytacji i złości wobec współmałżonka. Boże światło może pomóc ci odkryć, co leży u korzenia tych uczuć – uzmysłowić ci urazy i zranienia znajdujące się pod powierzchnią świadomości, ale także przypomnieć ci waszą wzajemną miłość, która w jakimś momencie zeszła na dalszy plan. Zaczniesz inaczej patrzeć na swego współmałżonka i dostrzegać możliwość dalszego wzrostu waszej miłości.
Światło ukazuje nam szerszą perspektywę. Ciemność nie pozwala nam spojrzeć szerzej. Koncentrujemy się jedynie na tym, w jaki sposób kolejne wydarzenia dotykają nas osobiście. Natomiast światło dane przez Boga ukazuje nam panoramę Jego planu zbawienia. Na przykład planujesz rodzinny wyjazd, a tu nagle zachorowało dziecko i musisz zostać z nim w domu. Na pierwszy rzut oka jest to zawód. Jednak twoje poświęcenie pozwoli odczuć dziecku, że jest kochane, co może pogłębić waszą wzajemną bliskość. Zamiast skupiać się na doznanym rozczarowaniu, możesz skupić się na otrzymanym błogosławieństwie.
Światło daje nam nadzieję. Ciemność napełnia nas lękiem przed tym, czego nie widać. Światło pomaga zobaczyć, gdzie mamy iść. Może masz przed sobą podjęcie ważnej decyzji i nie wiesz, co wybrać. Boże światło pomaga ci rozeznać sytuację. Niekoniecznie wskaże ci dokładnie, co masz robić, ale przypomni ci, w jakim kierunku zmierzasz. Ukaże ci twój cel ostateczny, to jest życie z Bogiem w niebie, i uświadomi obecność braci i sióstr towarzyszących ci w drodze. A to napełni cię nadzieją.
Boże światło jest wokół ciebie. Jest w tobie. Daje ci lepsze poznanie siebie, perspektywę i nadzieję.
„Panie, pomóż mi kroczyć w Twoim świetle”.
Iz 26,1-6
Mt 7,21.24-27

Niedziela, 10 grudnia
Mk 1,1-8
On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. (Mk 1,8)
Duch Święty – to Jego obecność zmienia wszystko. Jan głosił chrzest nawrócenia, ale także zapowiadał przyjście kogoś mocniejszego od siebie, kto napełni nas Duchem Świętym. Na czym polega różnica?
Chrzest Janowy polegał na przebaczeniu już popełnionych grzechów. Jan Chrzciciel chciał, żeby ludzie, przygotowując się na przyjście Mesjasza, uporali się ze swoją przeszłością. Z kolei Duch Święty koncentruje się na przyszłości. Przychodzi, by nas kształtować i prowadzić do królestwa niebieskiego.
Chrzest Jana miał na celu tylko jedno – przebaczenie grzechów. Działanie Ducha Świętego ma wiele celów. Objawia nam miłość Boga do nas. Pomaga zrozumieć Pismo Święte. Uczy patrzeć na innych jako na naszych braci i siostry. Gromadzi nas we wspólnocie Kościoła i pomaga współpracować dla królestwa Bożego. A nie jest to jeszcze koniec listy.
Podczas chrztu włączającego nas w Chrystusa otrzymujemy obydwa te błogosławieństwa – zostajemy obmyci z grzechów i przyjmujemy Ducha Świętego. Jezus nie odmawia nam niczego! Wszystko to zawiera się w jednym darze, który jest „nasieniem wiary”. Jeśli chcemy, by łaska chrztu zaowocowała w naszym życiu, troskliwie pielęgnujmy otrzymane nasionko.
W zrozumieniu tego może nam pomóc prosta analogia. Większość z nas przechodzi na zdrową dietę głównie po to, by stracić na wadze, ale nie znaczy to, że zmiana nawyków żywieniowych nie będzie miała żadnych innych skutków. Wraz ze spadkiem wagi obniża się również poziom cholesterolu i wzmacnia się system odpornościowy. Mamy więcej energii i lepiej śpimy. Chcieliśmy jedynie stracić na wadze, a tymczasem na lepsze zmieniło się dużo więcej.
Podobnie dzieje się, gdy zaczynamy się troszczyć o otrzymane na chrzcie ziarno wiary. Nie tylko doświadczamy Bożego przebaczenia, ale zaczynamy odczuwać działanie Ducha Świętego w różnych obszarach naszego życia. Mocniej uświadamiamy sobie miłość Bożą i sami stajemy się bardziej kochający. Budzi się w nas współczucie dla cierpiących. Znajdujemy siłę do opierania się pokusom. Mówiąc najkrócej, stajemy się nowym stworzeniem.
„Dziękuję Ci, Jezu, za dar Ducha Świętego. Proszę, pomóż mi wzrastać w wierze”.
Iz 40,1-5.9-11
Ps 85,9-14
2 P 3,8-14

Poniedziałek, 18 grudnia
Mt 1,18-24
Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański. (Mt 1,24)
Warto zauważyć, że Józef mógł nie zgodzić się zostać mężem Maryi. Co by się wówczas stało? Ominąłby go zaszczyt wychowywania Jezusa i bycia przy Nim, gdy dorastał. Nie troszczyłby się o Maryję i nie cieszył Jej wsparciem i miłością. A gdyby w końcu uświadomił sobie, kim jest Ten, którego Maryja nosiła w łonie, prawdopodobnie do końca życia żałowałby swojej decyzji.
Ponieważ jednak Józef posłuchał Boga, stał się już na zawsze częścią historii zbawienia. Jak na kogoś, kto na kartach Pisma Świętego nie wypowiada ani jednego słowa, to jego nieme „tak” ma ogromną wymowę. Pozwoliło ono powstać Świętej Rodzinie, a dla nas jest wzruszającą ilustracją tego, jakie owoce mogą przynieść ufność, oddanie i wiara.
Jest wprawdzie wątpliwe, czy którakolwiek z naszych decyzji będzie miała aż tak doniosłe konsekwencje, jak decyzja Józefa, ale mimo to nasze „tak” lub „nie” nie jest bez znaczenia. Nadaje konkretny bieg wydarzeniom, zamykając drzwi wielu innym możliwościom. Na tym polega całe piękno wolnej woli – za każdym razem, gdy mówimy Bogu „tak” – nawet w najdrobniejszych sprawach – stawiamy kolejny krok na drodze, którą On nam wyznaczył – drodze prowadzącej do nieba. Co więcej, za każdym ra-
zem gdy mówimy Bogu „tak”, On odpowiada na nie swoim „tak”. Napełnia nas łaską, zapewnia o swojej obecności i stopniowo przemienia nas na wzór swego Syna, Jezusa.
Bóg zawsze kieruje do nas jakieś wezwanie. Zwykle pociąga ono za sobą drobne, codzienne decyzje. Jeśli jednak w tych błahych sprawach będziemy wierni Bogu, przygotują nas one do podjęcia ważniejszych, bardziej brzemiennych w skutki decyzji, przed jakimi Bóg nas postawi.
Podobnie działo się w życiu Józefa. Będąc „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1,19), próbował mówić Panu „tak” we wszystkich dziedzinach swojego życia – w warsztacie stolarskim, w rodzinie, na rynku miejskim i w ciszy swego serca. Każda z tych „małych” decyzji umacniała go i prowadziła do powiedzenia Bogu „tak”, gdy stanął przed najpoważniejszą decyzją swego życia.
Zawsze pamiętajmy o tym, że na każde „tak” dane Bogu odpowiada On swoją mocą i łaską.
„Panie, pomóż mi dochować Ci wierności w rzeczach małych, abym mógł pójść za Tobą wszędzie tam, gdzie mnie poprowadzisz”.
Jr 23,5-8
Ps 72,1-2.12-13.18-19

Niedziela, 24 grudnia
Łk 1,26-38
Znalazłaś bowiem łaskę u Boga. (Łk 1,30)
Wiemy, jak wyjątkowa jest Maryja. W końcu sam Bóg wybrał Ją na Matkę swego Syna. Ale ty także jesteś w oczach Boga kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Ty także znalazłeś łaskę u Niego – niezasłużoną łaskę z nieba. Bóg umiłował cię tak bardzo, że posłał na świat swego Syna nie po to, by cię potępił, ale by cię zbawił (J 3,17). Czy więc i ty nie jesteś naprawdę wyjątkowy?
Maryja jest pełna łaski nie z powodu piękna fizycznego, obycia w świecie czy niezwykłych zdolności, ale dlatego, że łaska Boża ukształtowała Ją, uformowała Jej wnętrze. Także tobie Bóg udziela swoich łask, abyś mógł stawać się jak Ona.
Pismo Święte mówi nam, że ze względu na Jezusa Chrystusa Bóg daje nam „obfitość łaski” (Rz 5,17). Jego łaska działa w nas przez cały czas, przelewając się jak wiosenny strumień. Jej działanie jest niczym nieograniczone. Nigdy też nam jej nie zabraknie. Paweł cytuje skierowane do siebie słowa Pana: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).
To dzięki łasce Bożej stać nas na życzliwość, dobroć i hojność w stosunku do innych. Łaska pomaga nam przebaczyć i wyzbyć się uraz. Przede wszystkim zaś łaska przemienia nas coraz bardziej na podobieństwo Boga. Tak działała łaska Boża w życiu Maryi i tak działa w naszym życiu.
Dziś jest Wigilia Bożego Narodzenia. Czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy wszyscy znaleźli chwilę ciszy, by otworzyć się na działającą w nas Bożą łaskę, która da nam pewność, że Jezus jest Panem. Tak właśnie czyniła Maryja, rozważając w sercu Bożą łaskawość (Łk 2,19). W rzeczywistości najlepszym prezentem, jaki możemy dać Jezusowi na Boże Narodzenie, jest nasze otwarcie na Jego łaskę.
Pamiętaj – jesteś kimś wyjątkowym, kimś, kto znalazł łaskę u Boga. Usiądź więc przy Nim i otwórz się na działanie Jego łaski.
„Dziękuję Ci, Panie, za to, że napełniasz mnie swoją łaską”.
2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16
Ps 89,2-5.27.29
Rz 16,25-27

Poniedziałek, 25 grudnia
Narodzenie Pańskie
Hbr 1,1-6
Przemówił do nas przez Syna. (Hbr 1,2)
Tak jest zawsze. Widok nowo narodzonego dziecka niezmiennie chwyta nas za serce. Spontanicznie uśmiechamy się i przypominamy sobie swoje własne dzieciństwo lub narodziny naszych dzieci. Dotykamy maleńkiej piąstki lub głaszczemy policzek. Chcemy podnosić niemowlę, kołysać je i po prostu na nie patrzeć, wyrażając w ten sposób swoją czułość. To nowe życie jest tak kruche i delikatne, tak piękne i pełne pokoju, że niemal fizycznie czujemy, jak wzbiera w nas miłość.
Co to ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? Dzisiejsze drugie czytanie mówi nam, że Bóg „przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,2). Z kolei w Ewangelii czytamy, że Jezus jest Słowem, które „zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Ale ten Syn, przez którego mówi do nas Bóg, jest dziś Dzieciątkiem z Betlejem, a nie dorosłym Nauczycielem, jakiego przywykliśmy słuchać.
Nie głosi kazań ani nie opowiada przypowieści, nad którymi mamy się zastanowić, lecz przemawia bez słów, prosto do serca, jak każde inne niemowlę. Jego niewinność, kruchość i miłość wypisują w naszych sercach przesłanie łaski Bożej tak, jak nie dokonałyby tego żadne słowa. Przemawia do nas bez słów – abyśmy i my odpowiedzieli Mu nie słowami, ale sercem.
Dziś jest dzień radosnego świętowania – w kościele na Mszy świętej i w gronie rodziny. Cieszymy się z otrzymanych prezentów, życzymy sobie nawzajem szczęścia i pokoju. Ale jest to także dzień wpatrywania się w Dzieciątko w żłóbku, czas na cichą, radosną kontemplację.
Patrz więc na Jezusa. Dostrzeż w tym maleńkim, bezradnym Dzieciątku samego Boga, który z miłości do nas przyszedł na świat. Delektuj się Jego czystą, bezwarunkową miłością, pozwól, by poruszyła twoje serce. Przytul Go i raduj się Jego bliskością.
„Oto jestem, Jezu. Mów, a ja będę słuchać”.
Iz 52,7-10
Ps 98,1-6
J 1,1-18

MAGAZYN:


Odpoczynek w ramionach Matki

Jak Maryja pocieszyła mnie w Betlejem

Intencji do modlitwy nigdy nie brakuje. Boże Narodzenie uważa się powszechnie za czas radości, ale może się zdarzyć, że akurat umiera ktoś z naszych krewnych lub rozpada się ważna dla nas relacja. A może choroba – twoja lub ukochanej osoby – nie pozwala ci radośnie świętować. Modlisz się więc: „Jezu, przyjdź mi z pomocą!”.
W maju zeszłego roku wyruszyłam na pielgrzymkę do Ziemi Świętej z całą listą podobnych intencji od mojej rodziny i przyjaciół. Naszą grupę przywitał wspaniały krajobraz Izraela, z górami porośniętymi przez drzewa oliwne i fioletowe osty. Byliśmy entuzjastycznie nastawioną grupą młodych ludzi, pragnących zanieść swoje modlitewne intencje do miejsca, gdzie Jezus wziął na siebie wszystkie nasze ciężary.

ZMAGANIA ZE SKRUPUŁAMI
Oprócz intencji powierzonych mi przez innych miałam także własną – chciałam prosić Boga o pomoc w walce
z nerwicą natręctw. Cierpię na szczególny typ takiej nerwicy, zwany skrupulanctwem, który polega na irracjonalnym lęku przed grzechem. Osoba z takim zaburzeniem przeżywa niepokój, że obraziła Boga, nawet gdy w rzeczywistości nie popełniła żadnego grzechu. Psychiatrzy kwalifikują skrupulanctwo jako nerwicę, kiedy towarzyszą mu obsesje i kompulsje o podłożu religijnym. Jedną z moich obsesji był przymus odmawiania Różańca w sposób doskonały, bez żadnych rozproszeń. Łączyło się to z kompulsywnym powtarzaniem poszczególnych Zdrowaś Maryjo lub nawet całej dziesiątki, jeśli czułam, że nie odmówiłam jej wystarczająco dobrze.
Choroba ta przeszkadza mi w codziennym funkcjonowaniu. Czasami czuję się tak bardzo niegodna, że przechodząc koło kościoła, wpadam w panikę. Wiem, że Bóg stał się człowiekiem, aby nas zbawić i napełnić swoją łaską, ale w praktyce nie widzę nic oprócz własnych słabości.
W trakcie terapii nauczyłam się pewnych ćwiczeń, które pomagają mi rozpoznać niemożliwe do wykonania nerwicowe przymusy oraz przeciwstawiać się kompulsjom. Wymaga to jednak nieustannej walki. Dlatego podjęta przeze mnie za zgodą terapeutki decyzja, że nerwica nie powstrzyma mnie przed wyjazdem do Izraela, była bardzo znaczącym krokiem. Zdawałam sobie sprawę, że pobyt w świętych miejscach może wyzwolić reakcje nerwicowe, ale mimo to bardzo chciałam tam pojechać.

WALKA WEWNĘTRZNA
Początek był całkiem niezły. Przychodziły mi wprawdzie do głowy negatywne myśli, ale zdołałam bez trudu je od siebie odsunąć. Poznawałam nowych ludzi, panowała dobra atmosfera, dowiadywałam się wielu nowych rzeczy i czułam się blisko Boga – do momentu, gdy znaleźliśmy się w Betlejem.
Pod koniec pielgrzymki odwiedziliśmy Bazylikę Narodzenia, gdzie znajduje się miejsce, w którym zgodnie z tradycją Jezus przyszedł na świat. Kiedy się tam zbliżyliśmy, osaczyły mnie okropne myśli. Każdy człowiek znajdujący się w tym kościele jest godzien, by stanąć przed Bogiem, tylko nie ja. W takiej chwili jak ta, powinna przepełniać mnie doskonała miłość i pobożność.
Był to napad nerwicy. Rozpoznałam jej głos po fałszywej logice, ale te myśli wydawały się tak wiarygodne! Nie pozostawiały miejsca na modlitwę czy kontemplację narodzenia naszego Pana.
Po zwiedzeniu bazyliki z przewodnikiem mieliśmy czas na indywidualną modlitwę i oglądanie kościoła aż do Mszy świętej. Wbiłam się w jakiś kąt, rozpaczliwie szukając miejsca, gdzie mogłabym być sama. Siedząc pomiędzy dwoma solidnymi filarami, próbowałam uspokoić oddech. Wyjmując kartkę i długopis, zaczęłam pisać, gdyż jest to jedna z moich najlepszych strategii radzenia sobie z nerwicą. Pisałam do Pana z absolutną szczerością, wyznając, że otaczające mnie święte rzeczy po prostu mnie przytłaczają.
W pewnym momencie przestałam pisać. Jak zwykle w takich sytuacjach, próbowałam odsunąć od siebie atakujące mnie myśli, ale moje wysiłki nie zdawały się na nic. „Jezu – pomyślałam – to jest naprawdę ostry atak. Potrzebuję Twojej pomocy”.
Wtedy przyszła mi myśl, co do której nie miałam żadnych wątpliwości, że pochodzi od Pana: „Co powiedziałabyś komuś, kto znalazłby się w takiej samej sytuacji co ty?”.
Ponownie przycisnęłam długopis do kartki i zaczęłam pisać: „Nerwica natręctw uderza w to, co dla danej osoby jest ważne. Dla cierpiących na skrupuły ważny jest Bóg, więc nerwica uderza w miłość do Niego. Skrupulant czuje, że musi modlić się czy wychwalać Boga w sposób doskonały (tu pojawia się kompulsja). To jednak nie jest konieczne, ponieważ Bóg zna serce skrupulanta i cieszy się jego miłością”. Zapewniali mnie o tym księża i teolodzy. „Skrupulanci nie potrzebują żadnych specjalnych ćwiczeń ani modlitw. Najlepsza i najprostsza rzecz, jaką mogą zrobić, to…”. Tu przerwałam, bo pojawiła się we mnie nowa myśl... Maryja. Idź do Maryi.

ODNALEZIONY POKÓJ
Uśmiechnęłam się do siebie. Oczywiście, że najlepsze, co mogę zrobić, to iść do Maryi! Czytałam przecież o tym, jak św. Ludwik de Montfort nazywał Maryję najłatwiejszą i najprostszą drogą do nieba, a mimo to starałam się sama uporządkować swoje myśli. Prawie zapomniałam o tym, żeby najpierw powierzyć je Maryi.
A przecież codziennie staram się powierzać siebie Maryi, odmawiając modlitwę św. Ludwika de Montfort: „Cała Twoja jestem, Maryjo, i wszystko, co moje, jest Twoje”. Przypomniałam sobie o tym, siedząc między dwoma filarami, i zrozumiałam, że nawet jeśli mój umysł nie jest w stanie sformułować słów modlitwy, wystarczy, że odnowię w sercu moje zawierzenie Maryi. Jak tylko sobie to uświadomiłam, napełnił mnie pokój. Czułam się bezradna, a zarazem całkowicie bezpieczna. Obsesyjne myśli nie ustąpiły, ale ja czułam się jak niemowlę, jak Dziecię Jezus w ramionach Matki Najświętszej. Maryja dbała o moje potrzeby tak, jak kiedyś dbała o potrzeby Jezusa.

W RAMIONACH MARYI
Poczucie spoczywania w ramionach Maryi nie opuściło mnie do końca pielgrzymki i nie opuszcza mnie po dziś dzień. Obsesyjne myśli przychodzą i odchodzą, ale nie muszę już radzić sobie z nimi sama.
A co z pozostałymi intencjami? Je także powierzyłam Maryi. Skoro Syn Boży spoczął w Jej ramionach, pozostawiając Jej troskę o wszystkie swoje potrzeby, dlaczego i my nie mielibyśmy postąpić tak samo? Skoro Bóg Ojciec powierzył Maryi karmienie, ubieranie i wychowanie Jezusa, to dlaczego i my nie mielibyśmy zaufać, że zaradzi Ona także i naszym potrzebom? Jest przecież naszą Matką, która wciąż wyciąga do nas ramiona. ▐

Sklep internetowy Shoper.pl