Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 4 (272) 2016
Słowo wśród nas Nr 4 (272) 2016
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO KWIETNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Kwietniowy numer „Słowa wśród nas” zachęca do pamiętania o wielkich dziełach Bożych w perspektywie świętowanego w tym czasie Zmartwychwstania Pańskiego i całej historii zbawienia. Artykuły mówią o tym, że Bóg o nas zawsze pamięta, a pamięć o Jezusie pozwala nam doświadczać Jego zwycięstwa i pokoju. Takim wielkim dziełem Bożym jest niewątpliwie przyjęcie Chrystusa przez całe narody w wyniku działań apostolskich i misyjnych. Właśnie w kwietniu tego roku obchodzimy bardzo ważną i pamiętną dla naszej Ojczyzny 1050. rocznicę Chrztu Polski. W Magazynie znajduje się artykuł Jacka Kowalskiego, historyka sztuki średniowiecznej „Co o chrzcie Polski wiedzieć wypada”. Ponadto zamieściliśmy dwa świadectwa – o relacji z ojczymem oraz o uwolnieniu z uzależnienia od pornografii. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Bóg, który pamięta
Jezus nigdy nas nie opuści.......................................... 4


Nie pamiętacie?
Pamięć o Jezusie pozwala doświadczać Jego zwycięstwa
i pokoju............................................................. 10


To czyńcie na moją pamiątkę!
Jezus otwiera nam oczy............................................. 15


Naśladując wiarę Maryi......................................... 20


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 kwietnia ....................................... 21


MAGAZYN

1050. rocznica chrztu Polski
Co o chrzcie Polski wiedzieć wypada –
Jacek Kowalski ....................................... 48


Kręcąc się wokół siebie
Jak zobaczyłem Boga Ojca w moim ojczymie –
Cole Andrew Rhodes ....................................... 54


Co za dużo, to niezdrowo!
Pornografia niszczyła moje życie –
Thomas Faulk ....................................... 57


Nasze lektury............................................................... 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Wszyscy znamy uczucie wdzięczności, które nas ogarnia, gdy ktoś uczyni dla nas coś absolutnie wyjątkowego. Bezdomna kobieta ma łzy w oczach, gdy obcy człowiek kupuje jej obiad. Matka jest wdzięczna, gdy nauczycielka bezinteresownie zostaje po lekcjach, by wytłumaczyć jej synowi nowy dział matematyki. Mąż czuje się poruszony widząc, na jak wiele poświęcenia potrafi zdobyć się jego żona w stosunku do dzieci.
Podobna wdzięczność przepełnia nas, gdy myślimy o tym wszystkim, co uczynił dla nas Bóg. Gdy uświadamiamy sobie, że w darze miłości ofiarował nam nieprzebrane bogactwo i piękno stworzenia. Gdy wspominamy, że zesłał na świat swojego Syna, Jezusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Radość i pociechę przynosi nam rozważanie nieskończonej miłości miłosiernego Boga.
Ks. Henri Nouwen pisał: „Nic tak nie pomaga nam wyjść z naszego małego «ja» na szeroki świat, jak wdzięczna pamięć o Bogu. Taka perspektywa pozwala widzieć Boga w całym naszym życiu”. Dlatego tak ważne jest, byśmy – idąc za radą św. Pawła – stale pamiętali „na Jezusa Chrystusa”, który „powstał z martwych” (2 Tm 2,8).
Wezwanie do wdzięcznego rozpamiętywania dzieł Boga jest szczególnie aktualne w okresie wielkanocnym. Mamy tak wiele dobrych wieści, które możemy w tym czasie rozważać! Przede wszystkim zmartwychwstanie Jezusa, Jego zwycięstwo nad grzechem i śmiercią oraz radość Apostołów na widok zmartwychwstałego Pana. A także wszystkie historie z życia Kościoła pierwotnego, opisane w Dziejach Apostolskich, które przypominają nam obietnicę daną przez Jezusa uczniom: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Jednak nasza pamięć o Bogu to zaledwie jedna strona medalu. Pismo Święte zapewnia nas, że także Bóg nigdy o nas nie zapomina. Przypomnijmy sobie ten przepiękny fragment z Izajasza: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).
Ostatnio, już chyba po raz piaty, obejrzałem serial telewizyjny „Korzenie”. Jest to historia Afrykańczyka Kunta Kinte, który został porwany w swojej rodzinnej Gambii i sprzedany jako niewolnik do Ameryki. Kunta Kinte nigdy nie zapomniał o swoich afrykańskich korzeniach i troszczył się o to, aby nie zapomniała o nich również jego rodzina. Film śledzi losy sześciu pokoleń jego potomków, ukazując, jak wierność własnemu dziedzictwu pomaga im znaleźć odwagę do zachowania godności pomimo niewoli, krzywd i złego traktowania, których doświadczają.
Obyśmy zawsze pozostawali wierni swojemu dziedzictwu dzieci Bożych! Obyśmy trwali mocno przy nim w obliczu pokus, lęku i dramatów! Jeśli zachowamy w pamięci wielkanocne przesłanie o zmartwychwstaniu Chrystusa i będziemy nosić je w sercach, znajdziemy łaskę do wytrwania. Świadomość, że Jezus przyjdzie powtórnie, pomoże nam dochować Mu wierności w każdej sytuacji.
Oby Bóg w tegorocznym okresie wielkanocnym obdarzył nas wszystkich wdzięczną pamięcią o swoich wielkich dziełach!

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

BÓG,
który pamięta

Jezus nigdy nas nie opuści

Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego! Oby dobra nowina o zmartwychwstaniu Jezusa napełniła nasze serca radością! Chrystus zmartwychwstał, pokonał śmierć i grzech, poskromił diabła i wybawił nas z jego uścisku. Dziś, zmartwychwstając wraz z Nim, otrzymujemy moc do życia w wolności, pokoju i nadziei.
Oto serce przesłania Ewangelii, a zarazem dobra nowina, którą będziemy radować się przez pięćdziesiąt dni okresu wielkanocnego. Jest to przesłanie, które zostanie nam przypomniane za każdym razem, gdy przy ołtarzu zapłonie paschał. Będzie ono lśnić bielą i złotem szat liturgicznych noszonych przez celebransa i rozbrzmiewać w niezliczonych „Alleluja”, które wyśpiewamy.
Jednak to chwalebne i pełne nadziei przesłanie może nam z czasem spowszednieć. Choć Kościół świętuje Zmartwychwstanie przez całe siedem tygodni, świat wokół nas poświęca mu zaledwie kilka dni. Życie toczy się dalej, jakby nie wydarzyło się nic szczególnego, a my poddajemy się jego biegowi.
Postarajmy się, by tegoroczny okres wielkanocny wyglądał inaczej. Kiedy w tym czasie będziemy wspominać powstanie z martwych Jezusa Chrystusa, otrzymamy błogosławieństwa, o których mówi św. Paweł w Liście do Tymoteusza (2 Tm 2,11-13). Ich rozważanie pomoże nam na nowo i pełniej przeżyć zmartwychwstanie Pana. Nasza pamięć jest potężną siłą, a wspominając Pana, przybliżamy się do Niego i głębiej doświadczamy Jego miłości.
Na początek spróbujmy uświadomić sobie, że Bóg pamięta o nas.

▌PAMIĘTA O NAS
Wzmianka o tym, że Bóg pamięta o swoim ludzie, pojawia się w wielu miejscach Pisma Świętego, zwłaszcza w kontekście przymierza. Po potopie Bóg zawarł z Noem przymierze, którego stałym przypomnieniem miała być odtąd tęcza na niebie (Rdz 9,13-15). Za pośrednictwem Mojżesza zapewnił Izraelitów, że nawet gdy z powodu swych grzechów znajdą się na wygnaniu, On będzie pamiętał o obietnicach danych im w momencie zawierania przymierza na górze Synaj (Kpł 26,44-45). Następnie przez proroka Ezechiela obiecał ludowi cierpiącemu na wygnaniu, że wspomni na swoje przymierze i wybawi ich (Ez 16,60).
Ostateczny dowód tego, jak niezawodna i głęboka jest Boża pamięć, znajdujemy w Ewangelii według św. Łukasza. Maryja przybywa w odwiedziny do swojej krewnej, Elżbiety, aby podzielić się z nią nowiną o pojawieniu się anioła i niespodziewanej ciąży. Pełna radości i podziwu dla poczętego w Niej nowego życia, Maryja wznosi do Boga modlitwę uwielbienia, znaną nam jako Magnificat. Wyśpiewując dobroć Pana, ogłasza, że Bóg „ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje – jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki” (Łk 1,54-55).
Czy to nie wspaniałe? Bóg nigdy nie zapomniał o swoim miłosierdziu! Wiele stuleci po tym, jak obiecał błogosławić wszystkim narodom ze względu na Abrahama, zesłał na świat swojego Syna. Długie lata oczekiwania dobiegły końca. Przyszedł Jezus – uosobienie Bożego pragnienia, by nieustannie o nas pamiętać – aby zawrzeć z nami nowe przymierze przez swój krzyż. Każdym wypowiedzianym słowem i każdym dokonanym cudem Jezus pokazywał nam, że Bóg nigdy nie zapomina o swoim ludzie, nigdy nie zapomina
o swoich obietnicach i nigdy nie zapomina o swoim miłosierdziu.

WSPOMNIJ NA MNIE
Bóg pamięta nie tylko o swoim przymierzu, pamięta także o każdym z nas – jak ojciec, który wciąż nosi w sercu swoje dzieci. Przez pamięć o swoim przyjacielu, Abrahamie, zgodził się ocalić jego bratanka, Lota, od zagłady, jaka spotkała Sodomę (Rdz 19,29). Bóg wspomniał na błaganie bezpłodnej Anny i obdarzył ją synem, który stał się jednym z największych przywódców Izraela – prorokiem Samuelem (1 Sm 1,19-20). Wspomniał na Noego z rodziną i ocalił ich z potopu (Rdz 8,1). Każda z tych osób – a także wiele innych – mogłaby nas zapewnić, że Bóg będzie pamiętał również o nas. Nikt z ludzi nie jest pozbawiony Jego opieki. Pamięta o każdym.
My – przeciwnie – w tak wielu sytuacjach zapominamy o Bogu. Mamy problem z przestrzeganiem Jego przykazań, ponieważ o nich nie myślimy. Wzywamy imienia Boga nadaremno. Bezmyślnie powtarzamy plotki, mijamy się z prawdą. Może nie zdarzają nam się morderstwa, ale nosimy w sobie urazy i po cichu marzymy, aby niektóre osoby na zawsze zniknęły z naszego życia.
Zapominamy nie tylko o przykazaniach. Ile razy przechodzimy obojętnie obok bezdomnego lub lekceważymy problemy naszych najbliższych, tyle razy zapominamy o Jezusie obecnym w ubogich i cierpiących. A kiedy stwierdzamy, że dziś jesteśmy zbyt zajęci, aby się modlić, zapominamy o tym, że Jezus czeka na nas ze swoją łaską i światłem. To zdecydowanie my, a nie Bóg, mamy kłopoty z pamięcią!

WYBIÓRCZA
PAMIĘĆ CZŁOWIEKA
To zabawne, jak wybiórcza bywa nasza pamięć. Zapominamy o Bożych przykazaniach, kiedy mamy ochotę postąpić po swojemu, ale przypominamy sobie o nich natychmiast, gdy widzimy, jak łamią je inni – a już zwłaszcza kiedy odbija się to na nas. Zapominamy o miłosiernej postawie wobec innych, ale długo pamiętamy, że ktoś okazał się niemiłosierny wobec nas. Zwykle nie robimy tego świadomie. Po prostu ulegamy mechanizmom, jakie w nas działają. Potrzebujemy czasu i wysiłku, aby przypomnieć sobie, czego Bóg od nas oczekuje – a następnie to uczynić!
Klasyczny przykład takiej wybiórczej pamięci znajdujemy w przypowieści Jezusa o nielitościwym dłużniku (Mt 18,21-35). Bez problemu pamiętał o tym, że jego pan jest człowiekiem dobrym i miłosiernym, gdy błagał go
o odroczenie spłaty gigantycznego długu. Jednak nie minęła nawet godzina, odkąd pan darował mu cały dług, jak ten sam sługa zapomniał o miłosierdziu pana, a za to przypomniał sobie, ile jest mu winien inny sługa – choć była to niewielka kwota.

WYBIÓRCZA PAMIĘĆ BOGA
Porównajmy teraz naszą pamięć z pamięcią Boga. Podczas gdy my pamiętamy to, co negatywne, a zapominamy o tym, co pozytywne, Jego „pamięć” działa całkowicie odwrotnie. Zapomina o tym, co złe, a pamięta o tym, co dobre. Zapomina nasze grzechy, ale zachowuje w pamięci nasze akty wierności i posłuszeństwa. Pismo Święte mówi, że Bóg Ojciec odrzuca nasze przewinienia tak daleko, „jak jest odległy wschód od zachodu” (Ps 103,12). Obiecuje przez swego proroka: „Przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów” (Iz 43,25). Kiedy przychodzimy do Pana w sakramencie pokuty, On zawsze nam przebacza i obmywa nas z grzechów. Zamiast rozpamiętywać nasze przewinienia, uzdrawia nasze rany i posyła nas na świat jako swoich świadków.
Zapominając o naszych grzechach, Bóg niezwykle ceni sobie każdy nasz akt dobroci, każde poświęcenie z naszej strony, każde wypowiedziane przez nas życzliwe słowo. Błogosławi nam, gdy poświęcamy komuś swój czas, zwłaszcza samotnym i cierpiącym. List do Hebrajczyków mówi, że Bóg nie jest „niesprawiedliwy, aby zapomniał o czynie waszym i miłości, którą okazaliście dla imienia Jego, gdyście usługiwali świętym i jeszcze usługujecie” (Hbr 6,10).
Oto jeszcze jedna historia biblijna opowiadająca o tym, jak daleko sięga Boża pamięć. W Dziejach Apostolskich czytamy o pogańskim setniku imieniem Korneliusz. Dowiadujemy się, że ukazał mu się anioł, który powiedział: „Korneliuszu, twoja modlitwa została wysłuchana i Bóg wspomniał na twoje jałmużny” (Dz 10,31). Spośród wszystkich, złych i dobrych, uczynków setnika Bogu najbardziej utkwiła w pamięci jego modlitwa i akty dobroci. Wynagrodził mu je sowicie, posyłając do niego Piotra z dobrą nowiną Ewangelii. Dzięki „wybiórczej pamięci” Boga Korneliusz przeszedł do historii jako pierwszy poganin nawrócony na chrześcijaństwo.

WSPOMINANIE A DZIAŁANIE
Wiele opowieści biblijnych ukazuje nam, że gdy Bóg wspomina, wtedy również działa. Czy dotyczy to pojedynczego człowieka, jak Anny, czy całego narodu, jak Żydów w Egipcie, pamięć Boga zawsze przynagla Go do działania. Czy wspomina On zawarte przymierze, pokorę i wierność danego człowieka, czy jego trudną sytuację, zawsze przystępuje do działania. Wybawia, ratuje, pociesza. Wylewa swoją łaskę.
Nasz Bóg nieustannie działa, wspominając nasze czyny i modlitwy oraz darząc nas błogosławieństwem. Wciąż skupia się na tym, co w nas najlepsze, i zachęca nas, byśmy czynili to samo wobec innych. Jeśli bowiem będziemy pamiętać o tym, co w innych dobre, łatwiej nam będzie okazywać sobie nawzajem współczucie i miłosierdzie, tak jak Bóg nam je okazuje.
Co roku w okresie wielkanocnym czytamy Ewangelię o tym, jak zmartwychwstały Jezus ukazuje się swoim uczniom i mówi im: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Ta przepiękna obietnica jest gwarancją, że Bóg nigdy nas nie opuści. Nigdy nie przestanie o nas myśleć. Jesteśmy dla Niego zbyt ważni, by o nas zapomniał, porzucając nas na pastwę lęków
i pokus. A skoro Jezus jest zawsze z nami, skoro o nas pamięta, skoro wciąż ofiarowuje nam swój pokój i błogosławieństwo, pozostaje nam pragnąć, abyśmy i my
o Nim nie zapominali. Obyśmy zawsze pamiętali, że On jest z nami! ▐
Nie
pamiętacie?
Pamięć o Jezusie
pozwala doświadczać
Jego zwycięstwa
i pokoju

Powieść Alexa Haleya Korzenie opowiada historię Kunta Kinte, Afrykańczyka z XVIII wieku, który został porwany, przewieziony do Ameryki i sprzedany w niewolę. Choć pozbawiony wolności, nie zapomniał o swoich afrykańskich korzeniach, a także nie dopuścił, by zapomniała o nich jego rodzina. Podczas gdy wielu innych niewolników zapominało, kim są, i starało się jedynie jak najlepiej przystosować do nowej sytuacji, Kunta Kinte nie pozwolił, by jego bliscy zatracili swoją tożsamość. Chciał, by wiedzieli, kim są i skąd pochodzą.
Postawa Kunta Kinte jest nie tylko szlachetna, ale także wymagająca. Jak łatwo ulec obowiązującym trendom
i mentalności! Jak wielką pokusą dla nas, wierzących, jest zapomnienie o tym, że naszym przeznaczeniem jest chwała nieba, a nie wygodne życie na tym świecie. Jak łatwo tracimy z oczu nasze dziedzictwo i wolność w Chrystusie!
Nie dopuśćmy do tego! Okres wielkanocny jest najbardziej sprzyjającym czasem ku temu, by z wdzięcznością wspominać Jezusa i zbawienie, jakie On nam wysłużył. Wielkanoc przypomina nam nie tylko śmierć Jezusa, ale przede wszystkim Jego zmartwychwstanie. Zapewnia nas, że miłosierdzie triumfuje nad sądem, a życie nad śmiercią. Tak więc nawet wtedy, gdy trudno jest nam żyć naszym dziedzictwem, święta wielkanocne uświadamiają nam, że warto podjąć ten wysiłek. Ani śmierć, ani trud nie mają ostatniego słowa! We wszystkim możemy odnosić zwycięstwo – jeśli tylko będziemy pamiętać o Jezusie Chrystusie, który „powstał z martwych” (2 Tm 2,8).
Ale co to znaczy pamiętać o Jezusie Chrystusie? Zastanówmy się nad tym.

ROZWIJAĆ
DUCHOWE ODRUCHY
Koncertujący pianista spędza niezliczone godziny na próbach. Ćwiczy swoje palce, aby w odpowiednim momencie trafiały z wyczuciem we właściwe klawisze – aż wreszcie jest w stanie zagrać utwór perfekcyjnie i to z pamięci. Podobnie aktorka sceniczna pracuje nad każdym słowem i gestem, aż w sposób naturalny „wcieli się” w odgrywaną postać.
Oba te przykłady ukazują nam znaczenie zautomatyzowanych reakcji. Wszyscy działamy odruchowo siłą nawyków, które utrwaliły się w naszej pamięci. Instynkt czy odruch to rodzaj pamięci dotyczącej naszych rutynowych czynności. Nie musimy świadomie przypominać sobie, jak się chodzi, mówi albo czyta. Powtarzaliśmy to już tyle razy, że nasze mięśnie same robią, co do nich należy.
Także nasz rozwój duchowy powinien iść w tym kierunku, abyśmy niejako instynktownie postępowali zgodnie z wolą Bożą. A Bóg chce, byśmy byli dobrymi, kochającymi, ofiarnymi i miłosiernymi ludźmi – i aby przychodziło nam to niemal automatycznie. Wie On, że podobnie jak pianista czy aktorka muszą ćwiczyć po to, by pewne czynności stały się dla nich naturalne, tak i my powinniśmy wyćwiczyć swoje instynkty duchowe. Dlatego właśnie Mojżesz powiedział: „Strzeż się, byś nie zapomniał o Panu, Bogu twoim” (Pwt 8,11). Dlatego też psalmista głosi, że ci, którzy przypomną sobie o Panu, powrócą do Niego i oddadzą Mu pokłon (Ps 22,28). Dlatego wreszcie Paweł zachęca Efezjan, aby pamiętali o tym, kim są i kim byli, zanim zwrócili się do Pana (Ef 2,11-13).
Wszyscy wielcy święci zdawali sobie sprawę, że rozpamiętywanie dzieł Bożych przyczynia się do kształtowania odpowiednich duchowych reakcji. Doświadczali nadprzyrodzonej mocy płynącej ze wspominania Bożych słów i obietnic. Byli świadomi, że podobnych łask może doświadczyć każdy, kto zechce pamiętać o Panu!

PAMIĘĆ NAWET
NA WYGNANIU
Wartość ciągłej pamięci o Panu ukazuje nam starotestamentalna historia Ezdrasza i Nehemiasza. W 587 roku przed Chrystusem potężna armia babilońska otoczyła i zniszczyła Jerozolimę, paląc doszczętnie umiłowaną świątynię Izraelitów. Następnie, w celu zapobieżenia buntom, Babilończycy zebrali wszystkich co znaczniejszych Żydów i uprowadzili ich do Babilonu. Przebywali oni na wygnaniu pięćdziesiąt lat, do czasu gdy król perski Cyrus pokonał Babilon i zezwolił im na powrót do domu. Wreszcie mogli odbudować świątynię i swobodnie oddawać cześć Bogu!
Jednak te pięćdziesiąt lat odcisnęło swoje piętno zarówno na Żydach przebywających na wygnaniu, jak i na tych, którzy pozostali w splądrowanej Jerozolimie. Wielu z nich zatraciło swoją tożsamość. Zapomnieli, co Bóg uczynił dla nich przez Abrahama, Mojżesza i Dawida. Zapomnieli o Jego obietnicy, że pozostanie z nimi na zawsze. Zapomnieli o Bogu.
Do czasu gdy Cyrus pozwolił ludowi powrócić do ojczystej ziemi, wielu spośród wygnańców zdążyło już umrzeć. Do Jerozolimy powróciły więc ich dzieci i wnuki, z których większość zatraciła świadomość bycia świętym ludem Boga, gdyż nie przekazali im tego ich rodzice. Powrót nie budził więc w nich większego entuzjazmu.
Jednak niektóre rodziny żydowskie pamiętały. Z radością przyjęły dekret Cyrusa i wyruszyły w drogę do Jerozolimy. Jednym z ich przywódców był kapłan Ezdrasz. Nazywano go często „drugim Mojżeszem”, gdyż podobnie jak Mojżesz, wiódł ich do Ziemi Obiecanej i doprowadził do odnowienia przymierza z Bogiem. Ezdrasz urodził się w Babilonie. Nigdy wcześniej nie był w Jerozolimie. Przekazano mu jednak dziedzictwo wiary, a on je z wdzięcznością przyjął. Dzięki temu znalazł w sobie dość siły i determinacji, by przyprowadzić lud
z powrotem do Pana.

OŻYWIONE WSPOMNIENIA
Po powrocie okazało się, że i w Jerozolimie życie religijne prawie zamarło. Stało się tam to samo, co w Babilonie – ludzie zapomnieli o Bogu. Większość tych, którzy pozostali w mieście, straciła z oczu Boga i Jego wielkie dzieła. Wystarczyło pięćdziesiąt lat, by wszystko poszło w niepamięć.
Mimo to Bóg o nich nie zapomniał! Po powrocie wygnańców Jerozolima zaczęła odzyskiwać dawne znaczenie. Ezdrasz przypomniał Izraelitom o Bogu i o ich własnej historii, a jego słowa dotknęły ludzkich serc. Ożywił w nich wspomnienia, a oni odpowiedzieli z radością. Znów byli gotowi przyjąć łaskę wiary. Zaczęli czcić Boga, odrzucać grzech i żyć w sposób godny świętego ludu Bożego. Ożywione wspomnienia poruszyły ich tak bardzo, że podjęli wielki trud odbudowania murów miasta i swojej umiłowanej świątyni. Była to prawdziwa rewolucja duchowa!
Ezdrasz nie pozwolił sobie na obojętność względem Boga. Nie zapomniał o Panu, tak jak uczyniło to wielu jego rodaków. W rezultacie niezliczone tłumy ludzi powróciły do Pana, Jerozolima odzyskała swoją świetność, świątynia została wzniesiona na nowo. A wszystko to dzięki garstce tych, którzy nie zatracili pamięci.

CZY NIE PAMIĘTACIE?
Pewnego razu, po męczącym spotkaniu z oponentami, Jezus wypomniał swoim uczniom brak wiary. „Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie?” (Mk 8,18) – zapytał. Upomniał ich za to, że tak szybko zapomnieli o cudzie rozmnożenia chleba i ryb. A nawet jeśli pamiętali samo wydarzenie, to nie potrafili sobie przypomnieć jego znaczenia – tego, że Jezus objawił się im jako chleb życia.
Jezus chciał, by wspominając te szczególne wydarzenia, Jego uczniowie budowali swoją wiarę. Chciał, by ufali Mu nawet wtedy, gdy sytuacja – jak wówczas, gdy mieli przed sobą tłum głodnych ludzi – wydawała się ich przerastać. On miał moc zatroszczyć się o swój lud i pragnął, by Jego uczniowie byli o tym przekonani.
Jezus także nam zadaje podobne pytania. „Czy pamiętacie, jak zamieniłem wodę w wino? Czy pamiętacie, jak otworzyłem oczy niewidomemu? A przede wszystkim, czy pamiętacie, że oddałem za was swoje życie, a następnie powstałem z martwych?” Wspominanie tych wszystkich cudów umacnia naszą wiarę, wspominanie słów Jezusa napełnia nas ufnością. Rozważanie Jego zmartwychwstania pomaga nam nie tracić nadziei, nawet w najtrudniejszych chwilach.

ŁASKA I TRUD
Powiedzmy sobie jasno, że rozpamiętywanie dzieł Boga nie jest tylko ćwiczeniem umysłowym. Ma ono również potężną wartość duchową. Kiedy wspominamy Jezusa i to, co dla nas uczynił, otrzymujemy łaskę, która kształtuje
w nas duchowe sprawności. Jego Święty Duch kieruje naszymi myślami, słowami i uczynkami. Im częściej będziemy rozmyślać o Jezusie, tym więcej będzie w nas pokoju i ufności. Będziemy coraz bardziej przekonani o tym, że Bóg troszczy się o nas i wie, co dla nas najlepsze.
Oczywiście pamiętanie o Bogu wymaga z naszej strony czasu i wysiłku. Musimy – jak koncertujący pianista i aktorka sceniczna – zdobyć się na pewną dyscyplinę, „ćwicząc się” we wspominaniu Jezusa i Jego zmartwychwstania. Jednak ten trud zostaje wynagrodzony z nawiązką. Wyostrzają się nasze duchowe instynkty, pogłębia się nasze zaufanie do Boga, a przede wszystkim nabieramy większej pewności, że Bóg nas kocha. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Niedziela, 3 kwietnia
Niedziela Miłosierdzia Bożego
J 20,19-31
Pan mój i Bóg mój! (J 20,28)
Czy tego chcemy, czy nie, inni przyklejają nam różne etykietki. To właśnie ma miejsce w dzisiejszej Ewangelii. Jezus ukazał się Apostołom, ale Tomasza nie było wtedy z nimi. Kiedy inni Apostołowie opowiedzieli mu o tym, co się stało, nie potrafił tego przyjąć. Chociaż dobrze ich znał, od trzech lat przebywając wśród nich, teraz wątpił w ich słowa.
W Ewangelii Jana znajdujemy wiele pozytywnych określeń odnoszących się do Jezusa. Niektórzy nazywali Go wielkim prorokiem, inni Chrystusem czy nawet Synem Bożym. Jednak dopiero Apostoł Tomasz – do którego aż po dziś dzień przylgnęła etykietka „niewierny” – jako pierwszy wyznał w Jezusie swego Pana i Boga (J 20,28). Jak pisze biblista, ks. Raymond Brown, Tomasz dokonał „najpełniejszej afirmacji natury Chrystusa, jaka kiedykolwiek padła z ust postaci ewangelicznej”.
Pan mój i Bóg mój! Każdy cud Jezusa – uzdrowienie paralityka spuszczonego przez dach, przywrócenie wzroku Bartymeuszowi czy wskrzeszenie Łazarza – kieruje nas ku tym pięciu słowom. Wskazuje na nie każde Jego nauczanie – Kazanie na Górze czy przypowieść o synu marnotrawnym. Każde objawienie miłosiernej miłości Boga mówi nam, kim jest Bóg i jaki obraz siebie pragnie nam przekazać.
Historia Tomasza jest zarazem historią każdego wierzącego w dziejach Kościoła. Tomasz reprezentuje każdego, kto kiedykolwiek powiedział: „Trudno mi uwierzyć”. Ten sam Jezus, który odnowił wiarę Tomasza, pragnie odnawiać i naszą słabą wiarę. Pragnie, byśmy wszyscy wzorem Tomasza pokonywali swoje naturalne, ludzkie wątpliwości. Chce pomóc każdemu z nas w wypowiedzeniu tych słów: „Jezu, Ty jesteś moim Panem i Bogiem”.
Dzisiaj i przez cały tydzień powtarzajmy te pięć bezcennych słów, a Jego łaska będzie umacniać naszą wiarę.
„Jezu, Ty jesteś moim Panem i Bogiem”.
Dz 5,12-16
Ps 118,1.4.13-14.22.24
Ap 1,9-11a.12-13.17-19

Poniedziałek, 4 kwietnia
Zwiastowanie Pańskie
Łk 1,26-38
Bądź pozdrowiona, pełna łaski.
(Łk 1,28)
Tymi słowami anioł Gabriel pozdrawia Maryję. Co ciekawe, greckie słowo przetłumaczone tu jako „Bądź pozdrowiona” znaczy również: „Raduj się!”. Wyobraź sobie Gabriela mówiącego do Maryi: „Ciesz się! Mam Ci do powiedzenia coś, co na pewno Cię uraduje!”.
Miał Jej przecież oznajmić największą ze wszystkich nowin: Bóg przychodzi na ziemię jako człowiek – a ściśle rzecz biorąc jako niemowlę – a Ona ma zostać Jego Matką! Słysząc, że dla Boga wszystko jest możliwe, nawet to, by dziewica urodziła dziecko, Maryja bez wahania przyjmuje wolę Bożą (Łk 1,38). I dzięki temu cały świat ma powód do radości.
Raduj się! Jest to codzienne przesłanie Boga dla nas. Nas także napełnia On swoją łaską. Przejdź myślą dzisiejszy dzień aż do tej chwili – lub dzień wczorajszy – i zobacz, na ile sposobów Bóg wylewał na ciebie swoją łaskę. Uciesz się każdą sytuacją, w której na Jego łaskę odpowiedziałeś. Ciesz się, że możesz dzielić się nią z tymi, których masz wokół siebie.
Raduj się! Także i ty, jak Maryja, możesz dobrowolnie przyjąć wolę Boga. Jeśli zaczynasz się wahać z obawy, że pójście za Jego wolą pozbawi cię radości, zaufaj Jego miłosierdziu. Ciesz się, że możesz coraz bardziej upodabniać się do Maryi, wierząc, że Bóg jest dobry i pragnie jedynie dobra dla ciebie i twoich bliskich. Raduj się także pewnością, że jeśli przylgniesz do Niego w trudnych chwilach, On postawi twoje stopy na pewnym gruncie.
Raduj się! Bóg objawia ci samego siebie! Nie przestaje do ciebie mówić przez Pismo Święte, Kościół i poruszenia Ducha Świętego w twoim sercu. Raduj się, że Bóg jest w tobie tak blisko, jak Jezus był z Maryją. Ciesz się, że Jego słowo i natchnienia prowadzą cię ku prawdzie o Jego miłości i dobroci. Ciesz się, że Chrystus jest z tobą i nie pozwala ci się zagubić. Nawet w świecie, który zwątpił w Dobrą Nowinę, ty możesz trwać mocno w wierze, gdyż Pan jest z tobą.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że mogę iść wraz z Tobą drogą prowadzącą do nieba! Dopomóż mi mocą Twego Ducha mówić Ci «tak» każdego dnia”.
Iz 7,10-14
Ps 40,7-11
Hbr 10,4-10

Czwartek, 7 kwietnia
Dz 5,27-33
Arcykapłan zapytał. (Dz 5,27)
Życie uczniów zdecydowanie nabrało tempa! Najpierw opuścili swoje domy i zajęcia, by przez trzy lata towarzyszyć Jezusowi. Następnie patrzyli przerażeni, jak umiera i zostaje pogrzebany. Zaledwie parę dni później weszli do Jego grobu i stwierdzili, że jest on pusty. Potem widzieli żywego Jezusa, który przechodził przez zamknięte drzwi. Doświadczyli ognia Pięćdziesiątnicy i sami zaczęli czynić znaki i cuda. Teraz zostają przywleczeni przed Sanhedryn i arcykapłana, aby odpowiedzieć za wywołane przez siebie zamieszanie.
Czy świadomie wyrazili zgodę na tę „jazdę bez trzymanki”? Nie. Odpowiadając na wezwanie Jezusa, nie mieli pojęcia, co ich czeka. Zobaczyli w Nim coś, co wzbudziło ich zaufanie i skłoniło do podjęcia ryzyka. Może autorytet i władzę? Może miłość? W każdym razie ich wnętrza zostały poruszone. Mówiąc Mu „tak”, uczynili krok w wierze, po czym jak śliwka w kompot wpadli w sam środek wielkiej przygody, która na zawsze zmieniła ich życie.
To prawda, że życie ucznia Jezusa jest pełne wyzwań i niespodzianek. Psalmista pisał nawet, że: „Wiele nieszczęść spada na sprawiedliwego” (Ps 34,20)! Można się założyć, że mówiąc „tak” Bogu, prędzej czy później doświadczymy przeciwności. Przyjrzyjmy się choćby życiu Apostołów i świętych. Żaden z nich nie miał wygodnego życia. Skupiając się na cudach i zwycięstwach, nie zapominajmy także o prześladowaniach, szykanach, uwięzieniach, a czasem męczeńskiej śmierci.
Jednak pomimo wszelkich przeciwności, jakich doświadczał, Apostoł Jan pisał, że „Bóg jest prawdomówny” (J 3,33). Dlaczego? Ponieważ wiedział, że miłość Ojca nie ma granic. Dał nam swego Syna i Ducha Świętego całkowicie i bez zastrzeżeń. Co to konkretnie oznacza dla nas? Bardzo wiele! Pokazuje, jak bardzo jesteśmy cenni w oczach Boga. Oddał nam wszystko! Jest godzien zaufania!
Niezależnie od tego, czy czujesz się dziś, jak podczas zesłania Ducha Świętego, czy jak przed sądem Sanhedrynu, powtarzaj Jezusowi swoje „tak”. Nikt z nas nie wie, co przyniesie jutro. Wie to natomiast nasz Ojciec w niebie, który daje nam wszystko, czego nam potrzeba, abyśmy mogli wiernie iść za Nim. Jest On dostatecznie wiarygodny, by wyruszyć za Nim w nieznane i przeżyć przygodę życia.
„Panie, zakosztowałem i doświadczyłem Twojej dobroci. Powtarzam dziś przed Tobą moje «tak»”.
Ps 34,2.9.17-20
J 3,31-36

Niedziela, 10 kwietnia
Ap 5,11-14
Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo. (Ap 5,12)
Liczba siedem ma w Piśmie Świętym znaczenie szczególne. Przykładowo, pierwszy rozdział Księgi Rodzaju opisuje siedem dni stworzenia świata. W historii Noego do arki wchodzi siedem par każdego z czystych gatunków zwierząt. Zwierzęta przeznaczone na ofiarę musiały mieć co najmniej siedem dni. Dotknięty trądem wódz syryjski Naaman otrzymał od proroka Elizeusza polecenie siedmiokrotnego zanurzenia się w rzece Jordan po to, by zostać uzdrowionym. Z kolei podczas bitwy o Jerycho Izraelici pod dowództwem Jozuego siedem razy okrążali mury miejskie.
W numerologii żydowskiej liczba siedem kojarzona była z całością, pełnią, wypełnieniem. W Piśmie Świętym często stanowi aluzję do Bożej doskonałości. Na przykład prorok Izajasz wymienia siedem cech, jakimi będzie charakteryzował się Mesjasz: mądrość, rozum, rada, męstwo, umiejętność, pobożność, bojaźń Boża.
Nie jest więc zaskoczeniem, że w dzisiejszym drugim czytaniu znajdujemy siedem słów określających chwałę i cześć należną Jezusowi: „«Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5,12). Innymi słowy, Jezus jest godzien wszelkiej chwały i czci oraz posłuszeństwa z naszej strony.
Uczestnicząc we Mszy świętej, za każdym razem wypowiadamy te same słowa. Wychwalamy Jezusa za to, kim jest, i za to, co dla nas uczynił przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Powtarzamy Mu: „Jezu, Tobie należy się wszelka chwała, bogactwo, mądrość i moc. Wyznajemy, że jesteś godzien przyjąć od nas chwałę, cześć i uwielbienie”.
Podczas dzisiejszej Mszy świętej przypomnij sobie liczbę siedem. A następnie uczyń to samo co aniołowie i święci w niebie – padnij na kolanaw uwielbieniu.
„Jezu, Ty jesteś doskonałym obrazem miłości Ojca. Wychwalam Cię z całego serca i oddaję Ci moje życie”.
Dz 5,27b-32.40b-41
Ps 30,2.4-6.11-13
J 21,1-19

Niedziela, 17 kwietnia
Ap 7,9.14b-17
I każdą łzę otrze Bóg z ich oczu. (Ap 7,17)
Łzy to naturalny ludzki odruch. Zdarza nam się ronić łzy radości, ulgi czy wzruszenia, przeważnie jednak płaczemy z powodu nieszczęścia i smutku. To właśnie takie łzy – łzy bólu – Bóg obiecuje otrzeć z naszych oczu.
Nie da się tego uniknąć – każdemu z nas wcześniej czy później smutek wyciśnie z oczu łzy. Ich powodem może być choroba, śmierć bliskiej osoby, rozpad związku czy zawiedziona nadzieja. Wielu ludzi przez całe życie próbuje ukrywać ból i unikać łez, tymczasem najlepszą strategią jest stawianie czoła trudnym sytuacjom a nie uciekanie od nich. Dla nas, wierzących, oznacza to troskę o to, by ból, cierpienie, „wielki ucisk” (por. Ap, 7,14) nie odłączyły nas od Pana ani od siebie nawzajem.
Jeśli w próbach, jakie przechodzimy, można znaleźć coś dobrego, to z pewnością to, że dzięki nim nasze wejście do nieba będzie jeszcze radośniejsze i chwalebniejsze. Jezus wie, że każdy z nas nosi w sobie bolesne wspomnienia. Nieważne, czy dotyczą one ran, jakie zadaliśmy sami sobie, czy też krzywd wyrządzonych nam przez innych. Najistotniejsze jest to, że Jezus obiecuje otrzeć wszelką łzę wylaną z ich powodu. A wśród piękna i doskonałości nieba nie będziemy mieć już żadnych powodów do łez.
Spróbuj wyobrazić sobie, że twój umysł został wreszcie uwolniony od wszelkich bolesnych, mściwych, krytycznych i gniewnych myśli. Tego właśnie z radością oczekujemy!
Czy cierpisz dziś z jakiegoś powodu? Czy czujesz, jak przytłacza cię ciężar lub zbierają się nad tobą czarne chmury? Jeśli tak, to przyjmując dziś Komunię świętą, przypomnij sobie, że nadejdzie dzień, w którym każdy problem zostanie rozwiązany, każde bolesne wspomnienie uzdrowione, a każda łza otarta.
„Jezu, naucz mnie z wiarą stawiać czoło przeciwnościom. Napełnij mnie nadzieją i ufnością w to, że przyjdziesz i mnie wyzwolisz”.
Dz 13,14.43-52
Ps 100,1-5
J 10,27-30

Środa, 20 kwietnia
J 12,44-50
Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić. (J 12,47)
Te wstrząsające słowa Jezusa niosą ogromną nadzieję – tym większą, im wyraźniej widzimy własną grzeszność. Jezus przychodzi do nas jako światłość rozpraszająca ciemności (J 12,46) – innymi słowy, pozwala nam widzieć sprawy takimi, jakimi są naprawdę. Czasem instynktownie chronimy się przed tym światłem – unikając pogłębionej modlitwy i czytania Pisma Świętego, zamykając serce na słowo prawdy ze strony innych, a nierzadko również ostro piętnując zło, za które nie my jesteśmy odpowiedzialni. Nie bój się – mówi dziś do nas Jezus. Królestwo Boże rządzi się innymi prawami niż świat. Moje światło jest światłem miłości. Daję ci je nie po to, by cię poniżyć, napiętnować, skompromitować, ale by objawić ci miłość, która jest większa niż cały twój grzech, a także całe zło świata. Taka postawa wobec zła nazywa się miłosierdziem.
Nie ma chyba piękniejszego doświadczenia w życiu, niż to, że wszystko zostało nam przebaczone, że grzech nie przekreśla nas w oczach Boga. Jak pisze papież Franciszek w bulli inaugurującej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia: „Miłosierdzie to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję, że będziemy kochani na zawsze, pomimo ograniczenia, jakim jest nasz grzech”.
Jednak Bóg nie chce mieć w nas „konsumentów miłosierdzia”, którzy z chęcią pozbędą się ciężaru swoich grzechów, ale dla innych pozostaną niemiłosiernymi sędziami. Skoro Jezus nie przyszedł po to, by sądzić, to jest to również wskazówką i wyzwaniem dla nas.
„Jeśli człowiek nie chce zostać osądzony przez Boga – pisze dalej papież Franciszek – nie powinien stawać się sędzią swego brata. Ludzie bowiem w swoim osądzie zatrzymują się zwykle na powierzchni, podczas gdy Bóg zagląda do wnętrza. Jaką krzywdę wyrządzają słowa, kiedy rodzą je uczucia zazdrości i zawiści! Mówienie źle o nieobecnym bracie jest równoznaczne z przedstawianiem go w złym świetle, szkodzeniem jego reputacji i wystawianiem go na pastwę plotek. Nie sądzić i nie potępiać znaczy również, w sensie pozytywnym, umieć dostrzec dobro, które jest w każdej osobie, i nie pozwolić, by ucierpiała ona z powodu naszego stronniczego osądu i roszczeń do wszechwiedzy”. Jeśli zechcemy uczyć się od Jezusa takiej postawy, nasze chrześcijańskie wspólnoty będą mogły w niemiłosiernym świecie stawać się oazami miłosierdzia.
„Jezu, obdarz mnie dziś swoim miłosierdziem. Naucz mnie je przyjmować i okazywać innym”.
Dz 12,24--13,5a
Ps 67,2-6.8

Sobota, 23 kwietnia
Św. Wojciecha, patrona Polski
Flp 1,20c-30
Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym… mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno
w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom. (Flp 1,27)
Słowa św. Pawła brzmią dla nas szczególnie mocno w roku Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski, kiedy wspominając nasze korzenie, zadajemy sobie pytanie o owoce chrztu w życiu naszego narodu, a także w życiu każdego z nas osobiście.
Nie sposób przecenić historycznego znaczenia mądrej decyzji Mieszka I, który przyjmując chrześcijaństwo wprowadził Polskę jako pełnoprawnego członka do wspólnoty narodów europejskich. Jak jednak zauważyli biskupi polscy w liście pasterskim: „Pełne wiary spojrzenie na to przełomowe w dziejach naszego narodu wydarzenie sprawia, że przeżycie Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski nie ogranicza się do rozważania zagadnień o charakterze społecznym, kulturowym czy narodowym. Są to z pewnością kwestie ważne, ale to przecież nie te pytania usłyszał Mieszko I, gdy stanął przy chrzcielnicy. Najpierw zapytano go o to, czy wyrzeka się szatana i jego próżnej chwały. Następnie, czy wierzy w Boga Ojca Wszechmogącego, w Jego Jedynego Syna – Jezusa Chrystusa, wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, w Ducha Świętego, w święty, katolicki i apostolski Kościół, w społeczność świętych i w zmartwychwstanie ciała. Na wszystkie te pytania Mieszko odpowiedział: «Wierzę!». To samo wyznanie wiary powtarzamy i my 1050 lat później. Obchodzić Jubileusz Chrztu Polski to świadczyć własnym życiem o Chrystusie”.
Własnym życiem zaświadczył o Chrystusie patron Polski, św. Wojciech, którego umęczone ciało, wykupione przez Bolesława Chrobrego, spoczęło w Gnieźnie około trzydziestu lat po chrzcie Mieszka I. Tu znowu możemy cieszyć się znaczeniem historycznym tego faktu, któremu zawdzięczamy gnieźnieńską pielgrzymkę cesarza Ottona III w 1000 roku i wynikające z niej umocnienie pozycji naszej ojczyzny. Jednak św. Wojciech z pewnością nie podejmował swej dramatycznej wyprawy misyjnej ze względów politycznych, lecz po to, by nieść Chrystusa Prusom.
To, co czyni się z miłości do Boga, wydaje dobre owoce na wielu płaszczyznach. Jeśli widzimy dziś, że nasza ojczyzna potrzebuje odnowy, że wiele rodzin nie jest już w stanie skutecznie przekazywać wiary młodemu pokoleniu, szukajmy odpowiedzi tam, gdzie wskazują ją nam biskupi – u źródła naszego chrztu. Chrzest nie jest tylko tradycyjnym rytuałem, wyznaniem wiary uświęconą formułką, a miłość do Boga sentymentalnym uczuciem. Jeśli tego rzeczywiście doświadczyliśmy, możemy potwierdzić, że Bóg wchodząc w dzieje człowieka – i w dzieje narodu – zawsze prowadzi je do szczęśliwego końca.
„Panie Jezu, dziękuję Ci za chrzest, przez który stałem się dzieckiem Boga. Naucz mnie żyć w sposób godny Twojej Ewangelii i budować jedność z innymi ”.
Dz 1,3-8
Ps 126,1-6
J 12,24-26

Niedziela, 24 kwietnia
J 13,31-33a.34-35
Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali. (J 13,34)
Co chciałbyś przekazać innym, gdybyś wiedział, że pozostał ci już tylko jeden dzień życia? Słowa umierającego ukazują, co było dla niego najważniejsze i co najmocniej leżało mu na sercu. Wzywając swoich uczniów do wzajemnej miłości, Jezus zdawał sobie sprawę, że ma przed sobą niecałe dwadzieścia cztery godziny życia. Tak więc to „nowe przykazanie” musiało znaczyć dla Niego naprawdę bardzo wiele.
Czy Jezus wiedział, że Jego Apostołowie są grzesznikami? Czy miał świadomość, że każdy z nich ma swoje słabości? Oczywiście! A mimo to polecił im – a także nam – coś, co z powodu grzechu, słabości i egoizmu jest bardzo trudne – wzajemną miłość. Dlaczego było to dla Niego tak ważne? Ponieważ zawsze najbardziej liczył się dla Niego człowiek.
Nie szukajmy więc usprawiedliwień. Nie wymawiajmy się od miłości ani nie oferujmy jej jedynie tym, którzy są do nas podobni. Gdyby Jezus kochał tylko tych, którzy myśleli tak jak On, wówczas Piotr, Maria Magdalena, Jan i Jakub pozostaliby w ciemnościach.
Nie mówmy też, że zadano nam zbyt głębokie rany, abyśmy mogli kochać. Gdyby Jezus koncentrował się na tym, co Mu uczyniono, nigdy nie zdobyłby się na to, by złożyć siebie w ofierze na krzyżu. On jednak nie uległ pragnieniu zemsty, lecz wybrał miłość – najgłębszą i największą miłość, jaką kiedykolwiek oglądał ten świat.
Jezus wie dobrze o tym, że to miłość nadaje życiu sens. Wie, że wszelki grzech i wszelkie podziały na świecie płyną z braku lub z błędnego rozumienia miłości. Ucząc nas życia w miłości, ukazuje zarazem, jak przezwyciężyć panowanie grzechu.
Wezwanie do miłości nigdzie chyba nie nabiera takiego znaczenia, jak w życiu rodzinnym. Jak powiedział papież Franciszek: „Bez rodziny życie staje się puste”. Spróbuj więc już dziś okazać miłość swoim najbliższym. Nie pozwól, by podzieliły was nieporozumienia. Staraj się dążyć do zgody i jedności. Gdybyśmy tylko nauczyli się okazywać miłość i dobroć we własnym domu, wiele naszych problemów po prostu odeszłoby bezpowrotnie!
„Jezu, naucz mnie kochać!”
Dz 14,21-27
Ps 145,8-13
Ap 21,1-5a

 

MAGAZYN:
1050. rocznica chrztu Polski
Co o chrzcie Polski wiedzieć wypada


JACEK KOWALSKI

DCCCCLXV Dubrouka ad Meskonem venit
[965 Dąbrówka przybywa do Mieszka]

DCCCCLXVI Mesco dux Polonie baptizatur
[966 Mieszko książę Polski przyjmuje chrzest]


Te dwa lakoniczne zdania zapisane w średniowiecznym Roczniku kapitulnym krakowskim kryją w sobie bogactwo brzemiennych w skutki wydarzeń. Chrzest Mieszka, księcia Polan, wprowadził przecież państwo i naród polski na arenę europejską.

Samo państwo powstało jeszcze przed połową X wieku na terenie obecnej Wielkopolski. Źródła pisane nie przekazały nam precyzyjnej informacji o tym, jak to się stało. Owszem, późniejsi kronikarze donosili o legendarnych poprzednikach Mieszka: Piaście, Siemowicie, Leszku i Siemomyśle. Znacznie później do tych wpółlegendarnych władców dołączył Krak – mityczny (co nie znaczy, że na pewno nieistniejący) założyciel Krakowa oraz Lech, legendarny praprzodek Polaków i założyciel Gniezna. Nazwa tego grodu – oznaczająca „gniazdo” – wydawała się niegdyś przemawiać za jego pradawnością, a staropolscy kronikarze podawali nawet, dość niefrasobliwie, datę jego założenia – rok 550. Dzięki ostatnim badaniom archeologicznym wiemy jednak, że potężne wały Gniezna powstały dopiero… około 940 roku. Jednocześnie płonęły liczne starsze grody na terenie dzisiejszej Wielkopolski, a na ich miejscu wyrastały nowe, co było widomym znakiem politycznego trzęsienia ziemi.
Wygląda więc na to, że państwo Polan wyłoniło się z mroku dziejów jako dzieło Mieszkowego ojca lub co najwyżej dziada. Polanie podporządkowali sobie najpierw samą Wielkopolskę, potem zaś tereny sąsiednich słowiańskich plemion. Na pewno nie od razu wykształciło się poczucie wspólnoty zjednoczonych (czy raczej podbitych) plemion, którym odtąd przewodzili Polanie. Wiadomo jednak, że ów młody twór państwowy dość szybko napotkał poważną przeszkodę na drodze swojego rozwoju: pogańskich Wieletów, zamieszkujących na północnym zachodzie. Starcie z Wieletami okazało się niebezpieczne i trudne. W walkach z nimi zginął nawet brat Mieszka. Trudno powiedzieć, na ile groźne mogły być konsekwencje tej klęski. W każdym razie książę Polan musiał szukać sojuszników. Znalazł ich w Czechach. A trzeba przypomnieć, że w tamtych wiekach wszelkie sojusze zwykło się pieczętować małżeństwem. Mieszko zawarł więc sojusz z Czechami i zarazem pojął za żonę Dobrawę (jej imię zapisywano w różnych formach), córkę czeskiego księcia Bolesława.
Czesi byli już wówczas chrześcijanami. Małżeństwo pogańskiego, a zatem barbarzyńskiego księcia z chrześcijańską księżniczką każe domyślać się, że Mieszko zapewne już wtedy zamierzał się ochrzcić. Jakoż – jak wiemy – chrzest nastąpił co najwyżej w rok po przybyciu Dobrawy do Mieszka.
Czy książęca decyzja była koniunkturalna, jak podawała PRL-owska propaganda i ówczesne podręczniki? No cóż. Materialistyczny światopogląd wszystko sprowadzał do materii, lekceważąc wymiar duchowy. Tymczasem w wiekach średnich wiara i polityka, duch i materia stanowiły jedno. W zasadzie zupełnie nie znano ateizmu i niewiary. Istnienie świata nadprzyrodzonego nie budziło wątpliwości. Tak więc, mimo że chrzest Mieszka miał z pewnością polityczne tło, to jednak nowo ochrzczony przyjmował go z wiarą. Niezależnie od tego podejmował swoją decyzję ze świadomością głębokich i bynajmniej niekoniunkturalnych konsekwencji swego kroku: zarówno duchowych, jak i materialnych, co znaczy cywilizacyjnych. Doskonale wiedział, że oto nieodwracalnie wprowadza swoje państwo do nowego świata. Toteż piszący półtora wieku później kronikarz, zwany przez nas Gallem Anonimem, nie wspomniał o tymczasowym wieleckim zagrożeniu (wiemy o nim skądinąd). W zamian za to pięknie opowiedział o małżeństwie i chrzcie polańskiego władcy, które miały dlań wymiar ponadczasowy:
„Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych i coraz częściej napastować ludy [sąsiednie] dookoła. Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła.
Pierwszy więc książę polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony; a dla sławy jego i chwały
w zupełności wystarczy [jeśli powiemy], że za jego czasów i przez niego światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie”. [przeł. Roman Grodecki]
Czy rzeczywiście Dobrawa przekonała Mieszka do tej decyzji? Twierdził tak nie tylko Gall Anonim, ale i kronikarz niemiecki Thietmar z Merseburga, piszący za życia Mieszkowego syna, Bolesława Chrobrego. Trudno przecenić zasługi Dobrawy w nawróceniu Mieszka i szerzeniu wiary. To niewątpliwie w jej orszaku przybyli do Polan pierwsi kapłani, ona zaś sama miała – jak twierdzą niektóre kroniki – ufundować jeszcze przed chrztem Mieszka pierwszą świątynię chrześcijańską w państwie Polan, niewielki kościół Najświętszej Marii Panny na Ostrowie Tumskim w Poznaniu.
A co do Wieletów, to Mieszko już wkrótce otrzymał od swego teścia posiłki, dzięki którym mógł ich pokonać. Jednocześnie, jako chrześcijański już książę, zyskał tytuł „przyjaciela cesarza”. Zapewne zaraz potem, w roku 968, do państwa Polan przybył biskup Jordan. Część badaczy uważa, że powstało wówczas pierwsze polskie biskupstwo – z siedzibą w Poznaniu. Inni sądzą, że biskupstwo poznańskie utworzono dopiero w roku 1000 wskutek zjazdu gnieźnieńskiego, wraz z ustanowieniem archidiecezji gnieźnieńskiej z diecezjami w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Wcześniej zaś Jordan i jego następcy rezydujący w państwie Mieszka i Bolesława Chrobrego nie byli przypisani do konkretnego miejsca. Tej kontrowersji zapewne nie da się rozstrzygnąć. Pozostaje podziwiać błyskawiczny rozwój chrześcijańskiego państwa Polan i jego Kościoła. To były rzeczywiście narodziny mocarstwa –zauważmy, że konkurencyjne Czechy, schrystianizowane znacznie wcześniej, uzyskały własną archidiecezję ponad trzy stulecia później niż Polska.
Nie wiemy, gdzie odbył się chrzest Mieszka. Kronikarze bardzo długo nie wypowiadali się na ten temat. Dopiero w XIV wieku zaczęto pisać, że ta ceremonia miała miejsce w Poznaniu, a potem – że w Gnieźnie. Czy te supozycje opierały się na domysłach, miejscowej tradycji, a może na jakichś konkretnych, wcześniejszych źródłach? Nie wiemy. W związku z tym oba miasta toczą do dziś spór o honor bycia miejscem chrztu Mieszka. Spór nieco jałowy, jako że w X wieku nie znano jeszcze współczesnego pojęcia „stolicy” królestwa. Książę rezydował kolejno w różnych ważnych ośrodkach, które mogły mieć podobną rangę. Wprawdzie Gniezno zostało wkrótce stolicą arcybiskupią, ale to prawdopodobnie w Poznaniu stanęła pierwsza monumentalna kamienna świątynia, której fundamenty odkryte zostały przez archeologów podczas badań wewnątrz tutejszej katedry. Pod nawą główną odkryto wielką wapienną misę. Podobne, choć mniejsze, znaleziono w ruinach monarszej kaplicy na wyspie Ostrów Lednicki, pomiędzy Poznaniem a Gnieznem. Czyżby to były chrzcielnice? Część badaczy zdecydowanie przeczy, część potwierdza. Oczywiście Polan chrzczono najpewniej i w Poznaniu, i w Gnieźnie, i na Lednicy, acz niekoniecznie w owych „basenach” (zresztą lednicka kaplica powstała raczej po 966 r.). A gdzie przyjął chrzest Mieszko? Tego się już nie dowiemy. Można tylko przypuszczać, że wyznał on wiarę w Chrystusa w Wielkopolsce, w Wielką Sobotę, czyli 14 kwietnia 966 roku – zgodnie z tradycją udzielania chrztu dorosłym poganom w tym właśnie dniu.
Czy Polanie przyjmowali Chrystusa chętnie, czy też stawiali nowej wierze opór, żałując dawnych bogów? Wiele o tym nie wiemy, ale pamiętajmy, że wiara – czy to pogańska, czy chrześcijańska – traktowana była przez ówczesnych ludzi niezwykle serio. Przyjęcie Chrystusa musiało oznaczać prawdziwą przemianę w postrzeganiu świata. Z początku musiała się ona dokonywać głównie pośród elit, ale przecież nie wyłącznie. Już na długo przed chrztem Mieszka w państwie Polan pojawiali się chrześcijanie. Chrześcijański był już – przynajmniej częściowo – Śląsk, a także Małopolska, które zanim weszły w skład państwa pierwszych Piastów, należały do Czech, czyli do państwa chrześcijańskiego.
Wraz z nową wiarą Polanie dotknęli nowego świata wartości. Nie tylko dlatego, że Mieszko, dotąd zaledwie wódz plemienia, stawał się władcą z łaski Bożej. Był teraz księciem chrześcijańskim, zobowiązanym do wspierania Kościoła głoszącego Ewangelię. Głoszenie Ewangelii i świadectwo wiary dawane przez ludzi prawdziwie nabożnych i świętych musiały wywierać na Polanach wielkie wrażenie. Oto dowiadywali się, że Bóg kocha wszystkich ludzi bez różnicy, że wszyscy są wobec Niego równi, i że On sam oddał za nich życie, po czym zmartwychwstał po to, aby i oni wszyscy zmartwychwstali. Dalej, dowiadywali się, że wszyscy zobowiązani są do czynienia dobra, i że wszystkich – obojętnie, czy króla, czy biskupa, czy wielmożę, czy chłopa – czeka po śmierci sprawiedliwy sąd i niebo lub piekło.
A poza wszystkim Kościół niósł wówczas ze sobą cywilizację, której Polanie wcześniej nie znali. Przecież jedynie ludzie Kościoła posługiwali się pismem i międzynarodowym językiem – łaciną, dzięki którym można było poznać dzieje królestw istniejących współcześnie i wkroczyć w świat, którego nasi przodkowie nie znali. Skromna jeszcze cywilizacja państwa Polan zaczęła zakorzeniać się w kulturach starszych od siebie: żydowskiej, greckiej i rzymskiej, które w tamtych wiekach miały już od dawna chrześcijańskie oblicze. Nie sposób wyobrazić sobie dziś Polski i całej naszej kultury bez tego dziedzictwa. Poprzez chrzest Mieszka Polska, wkraczając w świat chrześcijańskiej wiary, włączyła się w wielką cywilizację Zachodu. ▐

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 4 (272) 2016



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO KWIETNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Kwietniowy numer „Słowa wśród nas” zachęca do pamiętania o wielkich dziełach Bożych w perspektywie świętowanego w tym czasie Zmartwychwstania Pańskiego i całej historii zbawienia. Artykuły mówią o tym, że Bóg o nas zawsze pamięta, a pamięć o Jezusie pozwala nam doświadczać Jego zwycięstwa i pokoju. Takim wielkim dziełem Bożym jest niewątpliwie przyjęcie Chrystusa przez całe narody w wyniku działań apostolskich i misyjnych. Właśnie w kwietniu tego roku obchodzimy bardzo ważną i pamiętną dla naszej Ojczyzny 1050. rocznicę Chrztu Polski. W Magazynie znajduje się artykuł Jacka Kowalskiego, historyka sztuki średniowiecznej „Co o chrzcie Polski wiedzieć wypada”. Ponadto zamieściliśmy dwa świadectwa – o relacji z ojczymem oraz o uwolnieniu z uzależnienia od pornografii. Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Bóg, który pamięta
Jezus nigdy nas nie opuści.......................................... 4


Nie pamiętacie?
Pamięć o Jezusie pozwala doświadczać Jego zwycięstwa
i pokoju............................................................. 10


To czyńcie na moją pamiątkę!
Jezus otwiera nam oczy............................................. 15


Naśladując wiarę Maryi......................................... 20


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ


od 1 do 30 kwietnia ....................................... 21


MAGAZYN

1050. rocznica chrztu Polski
Co o chrzcie Polski wiedzieć wypada –
Jacek Kowalski ....................................... 48


Kręcąc się wokół siebie
Jak zobaczyłem Boga Ojca w moim ojczymie –
Cole Andrew Rhodes ....................................... 54


Co za dużo, to niezdrowo!
Pornografia niszczyła moje życie –
Thomas Faulk ....................................... 57


Nasze lektury............................................................... 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Wszyscy znamy uczucie wdzięczności, które nas ogarnia, gdy ktoś uczyni dla nas coś absolutnie wyjątkowego. Bezdomna kobieta ma łzy w oczach, gdy obcy człowiek kupuje jej obiad. Matka jest wdzięczna, gdy nauczycielka bezinteresownie zostaje po lekcjach, by wytłumaczyć jej synowi nowy dział matematyki. Mąż czuje się poruszony widząc, na jak wiele poświęcenia potrafi zdobyć się jego żona w stosunku do dzieci.
Podobna wdzięczność przepełnia nas, gdy myślimy o tym wszystkim, co uczynił dla nas Bóg. Gdy uświadamiamy sobie, że w darze miłości ofiarował nam nieprzebrane bogactwo i piękno stworzenia. Gdy wspominamy, że zesłał na świat swojego Syna, Jezusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Radość i pociechę przynosi nam rozważanie nieskończonej miłości miłosiernego Boga.
Ks. Henri Nouwen pisał: „Nic tak nie pomaga nam wyjść z naszego małego «ja» na szeroki świat, jak wdzięczna pamięć o Bogu. Taka perspektywa pozwala widzieć Boga w całym naszym życiu”. Dlatego tak ważne jest, byśmy – idąc za radą św. Pawła – stale pamiętali „na Jezusa Chrystusa”, który „powstał z martwych” (2 Tm 2,8).
Wezwanie do wdzięcznego rozpamiętywania dzieł Boga jest szczególnie aktualne w okresie wielkanocnym. Mamy tak wiele dobrych wieści, które możemy w tym czasie rozważać! Przede wszystkim zmartwychwstanie Jezusa, Jego zwycięstwo nad grzechem i śmiercią oraz radość Apostołów na widok zmartwychwstałego Pana. A także wszystkie historie z życia Kościoła pierwotnego, opisane w Dziejach Apostolskich, które przypominają nam obietnicę daną przez Jezusa uczniom: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).
Jednak nasza pamięć o Bogu to zaledwie jedna strona medalu. Pismo Święte zapewnia nas, że także Bóg nigdy o nas nie zapomina. Przypomnijmy sobie ten przepiękny fragment z Izajasza: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).
Ostatnio, już chyba po raz piaty, obejrzałem serial telewizyjny „Korzenie”. Jest to historia Afrykańczyka Kunta Kinte, który został porwany w swojej rodzinnej Gambii i sprzedany jako niewolnik do Ameryki. Kunta Kinte nigdy nie zapomniał o swoich afrykańskich korzeniach i troszczył się o to, aby nie zapomniała o nich również jego rodzina. Film śledzi losy sześciu pokoleń jego potomków, ukazując, jak wierność własnemu dziedzictwu pomaga im znaleźć odwagę do zachowania godności pomimo niewoli, krzywd i złego traktowania, których doświadczają.
Obyśmy zawsze pozostawali wierni swojemu dziedzictwu dzieci Bożych! Obyśmy trwali mocno przy nim w obliczu pokus, lęku i dramatów! Jeśli zachowamy w pamięci wielkanocne przesłanie o zmartwychwstaniu Chrystusa i będziemy nosić je w sercach, znajdziemy łaskę do wytrwania. Świadomość, że Jezus przyjdzie powtórnie, pomoże nam dochować Mu wierności w każdej sytuacji.
Oby Bóg w tegorocznym okresie wielkanocnym obdarzył nas wszystkich wdzięczną pamięcią o swoich wielkich dziełach!

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

BÓG,
który pamięta

Jezus nigdy nas nie opuści

Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego! Oby dobra nowina o zmartwychwstaniu Jezusa napełniła nasze serca radością! Chrystus zmartwychwstał, pokonał śmierć i grzech, poskromił diabła i wybawił nas z jego uścisku. Dziś, zmartwychwstając wraz z Nim, otrzymujemy moc do życia w wolności, pokoju i nadziei.
Oto serce przesłania Ewangelii, a zarazem dobra nowina, którą będziemy radować się przez pięćdziesiąt dni okresu wielkanocnego. Jest to przesłanie, które zostanie nam przypomniane za każdym razem, gdy przy ołtarzu zapłonie paschał. Będzie ono lśnić bielą i złotem szat liturgicznych noszonych przez celebransa i rozbrzmiewać w niezliczonych „Alleluja”, które wyśpiewamy.
Jednak to chwalebne i pełne nadziei przesłanie może nam z czasem spowszednieć. Choć Kościół świętuje Zmartwychwstanie przez całe siedem tygodni, świat wokół nas poświęca mu zaledwie kilka dni. Życie toczy się dalej, jakby nie wydarzyło się nic szczególnego, a my poddajemy się jego biegowi.
Postarajmy się, by tegoroczny okres wielkanocny wyglądał inaczej. Kiedy w tym czasie będziemy wspominać powstanie z martwych Jezusa Chrystusa, otrzymamy błogosławieństwa, o których mówi św. Paweł w Liście do Tymoteusza (2 Tm 2,11-13). Ich rozważanie pomoże nam na nowo i pełniej przeżyć zmartwychwstanie Pana. Nasza pamięć jest potężną siłą, a wspominając Pana, przybliżamy się do Niego i głębiej doświadczamy Jego miłości.
Na początek spróbujmy uświadomić sobie, że Bóg pamięta o nas.

▌PAMIĘTA O NAS
Wzmianka o tym, że Bóg pamięta o swoim ludzie, pojawia się w wielu miejscach Pisma Świętego, zwłaszcza w kontekście przymierza. Po potopie Bóg zawarł z Noem przymierze, którego stałym przypomnieniem miała być odtąd tęcza na niebie (Rdz 9,13-15). Za pośrednictwem Mojżesza zapewnił Izraelitów, że nawet gdy z powodu swych grzechów znajdą się na wygnaniu, On będzie pamiętał o obietnicach danych im w momencie zawierania przymierza na górze Synaj (Kpł 26,44-45). Następnie przez proroka Ezechiela obiecał ludowi cierpiącemu na wygnaniu, że wspomni na swoje przymierze i wybawi ich (Ez 16,60).
Ostateczny dowód tego, jak niezawodna i głęboka jest Boża pamięć, znajdujemy w Ewangelii według św. Łukasza. Maryja przybywa w odwiedziny do swojej krewnej, Elżbiety, aby podzielić się z nią nowiną o pojawieniu się anioła i niespodziewanej ciąży. Pełna radości i podziwu dla poczętego w Niej nowego życia, Maryja wznosi do Boga modlitwę uwielbienia, znaną nam jako Magnificat. Wyśpiewując dobroć Pana, ogłasza, że Bóg „ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje – jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki” (Łk 1,54-55).
Czy to nie wspaniałe? Bóg nigdy nie zapomniał o swoim miłosierdziu! Wiele stuleci po tym, jak obiecał błogosławić wszystkim narodom ze względu na Abrahama, zesłał na świat swojego Syna. Długie lata oczekiwania dobiegły końca. Przyszedł Jezus – uosobienie Bożego pragnienia, by nieustannie o nas pamiętać – aby zawrzeć z nami nowe przymierze przez swój krzyż. Każdym wypowiedzianym słowem i każdym dokonanym cudem Jezus pokazywał nam, że Bóg nigdy nie zapomina o swoim ludzie, nigdy nie zapomina
o swoich obietnicach i nigdy nie zapomina o swoim miłosierdziu.

WSPOMNIJ NA MNIE
Bóg pamięta nie tylko o swoim przymierzu, pamięta także o każdym z nas – jak ojciec, który wciąż nosi w sercu swoje dzieci. Przez pamięć o swoim przyjacielu, Abrahamie, zgodził się ocalić jego bratanka, Lota, od zagłady, jaka spotkała Sodomę (Rdz 19,29). Bóg wspomniał na błaganie bezpłodnej Anny i obdarzył ją synem, który stał się jednym z największych przywódców Izraela – prorokiem Samuelem (1 Sm 1,19-20). Wspomniał na Noego z rodziną i ocalił ich z potopu (Rdz 8,1). Każda z tych osób – a także wiele innych – mogłaby nas zapewnić, że Bóg będzie pamiętał również o nas. Nikt z ludzi nie jest pozbawiony Jego opieki. Pamięta o każdym.
My – przeciwnie – w tak wielu sytuacjach zapominamy o Bogu. Mamy problem z przestrzeganiem Jego przykazań, ponieważ o nich nie myślimy. Wzywamy imienia Boga nadaremno. Bezmyślnie powtarzamy plotki, mijamy się z prawdą. Może nie zdarzają nam się morderstwa, ale nosimy w sobie urazy i po cichu marzymy, aby niektóre osoby na zawsze zniknęły z naszego życia.
Zapominamy nie tylko o przykazaniach. Ile razy przechodzimy obojętnie obok bezdomnego lub lekceważymy problemy naszych najbliższych, tyle razy zapominamy o Jezusie obecnym w ubogich i cierpiących. A kiedy stwierdzamy, że dziś jesteśmy zbyt zajęci, aby się modlić, zapominamy o tym, że Jezus czeka na nas ze swoją łaską i światłem. To zdecydowanie my, a nie Bóg, mamy kłopoty z pamięcią!

WYBIÓRCZA
PAMIĘĆ CZŁOWIEKA
To zabawne, jak wybiórcza bywa nasza pamięć. Zapominamy o Bożych przykazaniach, kiedy mamy ochotę postąpić po swojemu, ale przypominamy sobie o nich natychmiast, gdy widzimy, jak łamią je inni – a już zwłaszcza kiedy odbija się to na nas. Zapominamy o miłosiernej postawie wobec innych, ale długo pamiętamy, że ktoś okazał się niemiłosierny wobec nas. Zwykle nie robimy tego świadomie. Po prostu ulegamy mechanizmom, jakie w nas działają. Potrzebujemy czasu i wysiłku, aby przypomnieć sobie, czego Bóg od nas oczekuje – a następnie to uczynić!
Klasyczny przykład takiej wybiórczej pamięci znajdujemy w przypowieści Jezusa o nielitościwym dłużniku (Mt 18,21-35). Bez problemu pamiętał o tym, że jego pan jest człowiekiem dobrym i miłosiernym, gdy błagał go
o odroczenie spłaty gigantycznego długu. Jednak nie minęła nawet godzina, odkąd pan darował mu cały dług, jak ten sam sługa zapomniał o miłosierdziu pana, a za to przypomniał sobie, ile jest mu winien inny sługa – choć była to niewielka kwota.

WYBIÓRCZA PAMIĘĆ BOGA
Porównajmy teraz naszą pamięć z pamięcią Boga. Podczas gdy my pamiętamy to, co negatywne, a zapominamy o tym, co pozytywne, Jego „pamięć” działa całkowicie odwrotnie. Zapomina o tym, co złe, a pamięta o tym, co dobre. Zapomina nasze grzechy, ale zachowuje w pamięci nasze akty wierności i posłuszeństwa. Pismo Święte mówi, że Bóg Ojciec odrzuca nasze przewinienia tak daleko, „jak jest odległy wschód od zachodu” (Ps 103,12). Obiecuje przez swego proroka: „Przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów” (Iz 43,25). Kiedy przychodzimy do Pana w sakramencie pokuty, On zawsze nam przebacza i obmywa nas z grzechów. Zamiast rozpamiętywać nasze przewinienia, uzdrawia nasze rany i posyła nas na świat jako swoich świadków.
Zapominając o naszych grzechach, Bóg niezwykle ceni sobie każdy nasz akt dobroci, każde poświęcenie z naszej strony, każde wypowiedziane przez nas życzliwe słowo. Błogosławi nam, gdy poświęcamy komuś swój czas, zwłaszcza samotnym i cierpiącym. List do Hebrajczyków mówi, że Bóg nie jest „niesprawiedliwy, aby zapomniał o czynie waszym i miłości, którą okazaliście dla imienia Jego, gdyście usługiwali świętym i jeszcze usługujecie” (Hbr 6,10).
Oto jeszcze jedna historia biblijna opowiadająca o tym, jak daleko sięga Boża pamięć. W Dziejach Apostolskich czytamy o pogańskim setniku imieniem Korneliusz. Dowiadujemy się, że ukazał mu się anioł, który powiedział: „Korneliuszu, twoja modlitwa została wysłuchana i Bóg wspomniał na twoje jałmużny” (Dz 10,31). Spośród wszystkich, złych i dobrych, uczynków setnika Bogu najbardziej utkwiła w pamięci jego modlitwa i akty dobroci. Wynagrodził mu je sowicie, posyłając do niego Piotra z dobrą nowiną Ewangelii. Dzięki „wybiórczej pamięci” Boga Korneliusz przeszedł do historii jako pierwszy poganin nawrócony na chrześcijaństwo.

WSPOMINANIE A DZIAŁANIE
Wiele opowieści biblijnych ukazuje nam, że gdy Bóg wspomina, wtedy również działa. Czy dotyczy to pojedynczego człowieka, jak Anny, czy całego narodu, jak Żydów w Egipcie, pamięć Boga zawsze przynagla Go do działania. Czy wspomina On zawarte przymierze, pokorę i wierność danego człowieka, czy jego trudną sytuację, zawsze przystępuje do działania. Wybawia, ratuje, pociesza. Wylewa swoją łaskę.
Nasz Bóg nieustannie działa, wspominając nasze czyny i modlitwy oraz darząc nas błogosławieństwem. Wciąż skupia się na tym, co w nas najlepsze, i zachęca nas, byśmy czynili to samo wobec innych. Jeśli bowiem będziemy pamiętać o tym, co w innych dobre, łatwiej nam będzie okazywać sobie nawzajem współczucie i miłosierdzie, tak jak Bóg nam je okazuje.
Co roku w okresie wielkanocnym czytamy Ewangelię o tym, jak zmartwychwstały Jezus ukazuje się swoim uczniom i mówi im: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Ta przepiękna obietnica jest gwarancją, że Bóg nigdy nas nie opuści. Nigdy nie przestanie o nas myśleć. Jesteśmy dla Niego zbyt ważni, by o nas zapomniał, porzucając nas na pastwę lęków
i pokus. A skoro Jezus jest zawsze z nami, skoro o nas pamięta, skoro wciąż ofiarowuje nam swój pokój i błogosławieństwo, pozostaje nam pragnąć, abyśmy i my
o Nim nie zapominali. Obyśmy zawsze pamiętali, że On jest z nami! ▐
Nie
pamiętacie?
Pamięć o Jezusie
pozwala doświadczać
Jego zwycięstwa
i pokoju

Powieść Alexa Haleya Korzenie opowiada historię Kunta Kinte, Afrykańczyka z XVIII wieku, który został porwany, przewieziony do Ameryki i sprzedany w niewolę. Choć pozbawiony wolności, nie zapomniał o swoich afrykańskich korzeniach, a także nie dopuścił, by zapomniała o nich jego rodzina. Podczas gdy wielu innych niewolników zapominało, kim są, i starało się jedynie jak najlepiej przystosować do nowej sytuacji, Kunta Kinte nie pozwolił, by jego bliscy zatracili swoją tożsamość. Chciał, by wiedzieli, kim są i skąd pochodzą.
Postawa Kunta Kinte jest nie tylko szlachetna, ale także wymagająca. Jak łatwo ulec obowiązującym trendom
i mentalności! Jak wielką pokusą dla nas, wierzących, jest zapomnienie o tym, że naszym przeznaczeniem jest chwała nieba, a nie wygodne życie na tym świecie. Jak łatwo tracimy z oczu nasze dziedzictwo i wolność w Chrystusie!
Nie dopuśćmy do tego! Okres wielkanocny jest najbardziej sprzyjającym czasem ku temu, by z wdzięcznością wspominać Jezusa i zbawienie, jakie On nam wysłużył. Wielkanoc przypomina nam nie tylko śmierć Jezusa, ale przede wszystkim Jego zmartwychwstanie. Zapewnia nas, że miłosierdzie triumfuje nad sądem, a życie nad śmiercią. Tak więc nawet wtedy, gdy trudno jest nam żyć naszym dziedzictwem, święta wielkanocne uświadamiają nam, że warto podjąć ten wysiłek. Ani śmierć, ani trud nie mają ostatniego słowa! We wszystkim możemy odnosić zwycięstwo – jeśli tylko będziemy pamiętać o Jezusie Chrystusie, który „powstał z martwych” (2 Tm 2,8).
Ale co to znaczy pamiętać o Jezusie Chrystusie? Zastanówmy się nad tym.

ROZWIJAĆ
DUCHOWE ODRUCHY
Koncertujący pianista spędza niezliczone godziny na próbach. Ćwiczy swoje palce, aby w odpowiednim momencie trafiały z wyczuciem we właściwe klawisze – aż wreszcie jest w stanie zagrać utwór perfekcyjnie i to z pamięci. Podobnie aktorka sceniczna pracuje nad każdym słowem i gestem, aż w sposób naturalny „wcieli się” w odgrywaną postać.
Oba te przykłady ukazują nam znaczenie zautomatyzowanych reakcji. Wszyscy działamy odruchowo siłą nawyków, które utrwaliły się w naszej pamięci. Instynkt czy odruch to rodzaj pamięci dotyczącej naszych rutynowych czynności. Nie musimy świadomie przypominać sobie, jak się chodzi, mówi albo czyta. Powtarzaliśmy to już tyle razy, że nasze mięśnie same robią, co do nich należy.
Także nasz rozwój duchowy powinien iść w tym kierunku, abyśmy niejako instynktownie postępowali zgodnie z wolą Bożą. A Bóg chce, byśmy byli dobrymi, kochającymi, ofiarnymi i miłosiernymi ludźmi – i aby przychodziło nam to niemal automatycznie. Wie On, że podobnie jak pianista czy aktorka muszą ćwiczyć po to, by pewne czynności stały się dla nich naturalne, tak i my powinniśmy wyćwiczyć swoje instynkty duchowe. Dlatego właśnie Mojżesz powiedział: „Strzeż się, byś nie zapomniał o Panu, Bogu twoim” (Pwt 8,11). Dlatego też psalmista głosi, że ci, którzy przypomną sobie o Panu, powrócą do Niego i oddadzą Mu pokłon (Ps 22,28). Dlatego wreszcie Paweł zachęca Efezjan, aby pamiętali o tym, kim są i kim byli, zanim zwrócili się do Pana (Ef 2,11-13).
Wszyscy wielcy święci zdawali sobie sprawę, że rozpamiętywanie dzieł Bożych przyczynia się do kształtowania odpowiednich duchowych reakcji. Doświadczali nadprzyrodzonej mocy płynącej ze wspominania Bożych słów i obietnic. Byli świadomi, że podobnych łask może doświadczyć każdy, kto zechce pamiętać o Panu!

PAMIĘĆ NAWET
NA WYGNANIU
Wartość ciągłej pamięci o Panu ukazuje nam starotestamentalna historia Ezdrasza i Nehemiasza. W 587 roku przed Chrystusem potężna armia babilońska otoczyła i zniszczyła Jerozolimę, paląc doszczętnie umiłowaną świątynię Izraelitów. Następnie, w celu zapobieżenia buntom, Babilończycy zebrali wszystkich co znaczniejszych Żydów i uprowadzili ich do Babilonu. Przebywali oni na wygnaniu pięćdziesiąt lat, do czasu gdy król perski Cyrus pokonał Babilon i zezwolił im na powrót do domu. Wreszcie mogli odbudować świątynię i swobodnie oddawać cześć Bogu!
Jednak te pięćdziesiąt lat odcisnęło swoje piętno zarówno na Żydach przebywających na wygnaniu, jak i na tych, którzy pozostali w splądrowanej Jerozolimie. Wielu z nich zatraciło swoją tożsamość. Zapomnieli, co Bóg uczynił dla nich przez Abrahama, Mojżesza i Dawida. Zapomnieli o Jego obietnicy, że pozostanie z nimi na zawsze. Zapomnieli o Bogu.
Do czasu gdy Cyrus pozwolił ludowi powrócić do ojczystej ziemi, wielu spośród wygnańców zdążyło już umrzeć. Do Jerozolimy powróciły więc ich dzieci i wnuki, z których większość zatraciła świadomość bycia świętym ludem Boga, gdyż nie przekazali im tego ich rodzice. Powrót nie budził więc w nich większego entuzjazmu.
Jednak niektóre rodziny żydowskie pamiętały. Z radością przyjęły dekret Cyrusa i wyruszyły w drogę do Jerozolimy. Jednym z ich przywódców był kapłan Ezdrasz. Nazywano go często „drugim Mojżeszem”, gdyż podobnie jak Mojżesz, wiódł ich do Ziemi Obiecanej i doprowadził do odnowienia przymierza z Bogiem. Ezdrasz urodził się w Babilonie. Nigdy wcześniej nie był w Jerozolimie. Przekazano mu jednak dziedzictwo wiary, a on je z wdzięcznością przyjął. Dzięki temu znalazł w sobie dość siły i determinacji, by przyprowadzić lud
z powrotem do Pana.

OŻYWIONE WSPOMNIENIA
Po powrocie okazało się, że i w Jerozolimie życie religijne prawie zamarło. Stało się tam to samo, co w Babilonie – ludzie zapomnieli o Bogu. Większość tych, którzy pozostali w mieście, straciła z oczu Boga i Jego wielkie dzieła. Wystarczyło pięćdziesiąt lat, by wszystko poszło w niepamięć.
Mimo to Bóg o nich nie zapomniał! Po powrocie wygnańców Jerozolima zaczęła odzyskiwać dawne znaczenie. Ezdrasz przypomniał Izraelitom o Bogu i o ich własnej historii, a jego słowa dotknęły ludzkich serc. Ożywił w nich wspomnienia, a oni odpowiedzieli z radością. Znów byli gotowi przyjąć łaskę wiary. Zaczęli czcić Boga, odrzucać grzech i żyć w sposób godny świętego ludu Bożego. Ożywione wspomnienia poruszyły ich tak bardzo, że podjęli wielki trud odbudowania murów miasta i swojej umiłowanej świątyni. Była to prawdziwa rewolucja duchowa!
Ezdrasz nie pozwolił sobie na obojętność względem Boga. Nie zapomniał o Panu, tak jak uczyniło to wielu jego rodaków. W rezultacie niezliczone tłumy ludzi powróciły do Pana, Jerozolima odzyskała swoją świetność, świątynia została wzniesiona na nowo. A wszystko to dzięki garstce tych, którzy nie zatracili pamięci.

CZY NIE PAMIĘTACIE?
Pewnego razu, po męczącym spotkaniu z oponentami, Jezus wypomniał swoim uczniom brak wiary. „Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie?” (Mk 8,18) – zapytał. Upomniał ich za to, że tak szybko zapomnieli o cudzie rozmnożenia chleba i ryb. A nawet jeśli pamiętali samo wydarzenie, to nie potrafili sobie przypomnieć jego znaczenia – tego, że Jezus objawił się im jako chleb życia.
Jezus chciał, by wspominając te szczególne wydarzenia, Jego uczniowie budowali swoją wiarę. Chciał, by ufali Mu nawet wtedy, gdy sytuacja – jak wówczas, gdy mieli przed sobą tłum głodnych ludzi – wydawała się ich przerastać. On miał moc zatroszczyć się o swój lud i pragnął, by Jego uczniowie byli o tym przekonani.
Jezus także nam zadaje podobne pytania. „Czy pamiętacie, jak zamieniłem wodę w wino? Czy pamiętacie, jak otworzyłem oczy niewidomemu? A przede wszystkim, czy pamiętacie, że oddałem za was swoje życie, a następnie powstałem z martwych?” Wspominanie tych wszystkich cudów umacnia naszą wiarę, wspominanie słów Jezusa napełnia nas ufnością. Rozważanie Jego zmartwychwstania pomaga nam nie tracić nadziei, nawet w najtrudniejszych chwilach.

ŁASKA I TRUD
Powiedzmy sobie jasno, że rozpamiętywanie dzieł Boga nie jest tylko ćwiczeniem umysłowym. Ma ono również potężną wartość duchową. Kiedy wspominamy Jezusa i to, co dla nas uczynił, otrzymujemy łaskę, która kształtuje
w nas duchowe sprawności. Jego Święty Duch kieruje naszymi myślami, słowami i uczynkami. Im częściej będziemy rozmyślać o Jezusie, tym więcej będzie w nas pokoju i ufności. Będziemy coraz bardziej przekonani o tym, że Bóg troszczy się o nas i wie, co dla nas najlepsze.
Oczywiście pamiętanie o Bogu wymaga z naszej strony czasu i wysiłku. Musimy – jak koncertujący pianista i aktorka sceniczna – zdobyć się na pewną dyscyplinę, „ćwicząc się” we wspominaniu Jezusa i Jego zmartwychwstania. Jednak ten trud zostaje wynagrodzony z nawiązką. Wyostrzają się nasze duchowe instynkty, pogłębia się nasze zaufanie do Boga, a przede wszystkim nabieramy większej pewności, że Bóg nas kocha. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:


Niedziela, 3 kwietnia
Niedziela Miłosierdzia Bożego
J 20,19-31
Pan mój i Bóg mój! (J 20,28)
Czy tego chcemy, czy nie, inni przyklejają nam różne etykietki. To właśnie ma miejsce w dzisiejszej Ewangelii. Jezus ukazał się Apostołom, ale Tomasza nie było wtedy z nimi. Kiedy inni Apostołowie opowiedzieli mu o tym, co się stało, nie potrafił tego przyjąć. Chociaż dobrze ich znał, od trzech lat przebywając wśród nich, teraz wątpił w ich słowa.
W Ewangelii Jana znajdujemy wiele pozytywnych określeń odnoszących się do Jezusa. Niektórzy nazywali Go wielkim prorokiem, inni Chrystusem czy nawet Synem Bożym. Jednak dopiero Apostoł Tomasz – do którego aż po dziś dzień przylgnęła etykietka „niewierny” – jako pierwszy wyznał w Jezusie swego Pana i Boga (J 20,28). Jak pisze biblista, ks. Raymond Brown, Tomasz dokonał „najpełniejszej afirmacji natury Chrystusa, jaka kiedykolwiek padła z ust postaci ewangelicznej”.
Pan mój i Bóg mój! Każdy cud Jezusa – uzdrowienie paralityka spuszczonego przez dach, przywrócenie wzroku Bartymeuszowi czy wskrzeszenie Łazarza – kieruje nas ku tym pięciu słowom. Wskazuje na nie każde Jego nauczanie – Kazanie na Górze czy przypowieść o synu marnotrawnym. Każde objawienie miłosiernej miłości Boga mówi nam, kim jest Bóg i jaki obraz siebie pragnie nam przekazać.
Historia Tomasza jest zarazem historią każdego wierzącego w dziejach Kościoła. Tomasz reprezentuje każdego, kto kiedykolwiek powiedział: „Trudno mi uwierzyć”. Ten sam Jezus, który odnowił wiarę Tomasza, pragnie odnawiać i naszą słabą wiarę. Pragnie, byśmy wszyscy wzorem Tomasza pokonywali swoje naturalne, ludzkie wątpliwości. Chce pomóc każdemu z nas w wypowiedzeniu tych słów: „Jezu, Ty jesteś moim Panem i Bogiem”.
Dzisiaj i przez cały tydzień powtarzajmy te pięć bezcennych słów, a Jego łaska będzie umacniać naszą wiarę.
„Jezu, Ty jesteś moim Panem i Bogiem”.
Dz 5,12-16
Ps 118,1.4.13-14.22.24
Ap 1,9-11a.12-13.17-19

Poniedziałek, 4 kwietnia
Zwiastowanie Pańskie
Łk 1,26-38
Bądź pozdrowiona, pełna łaski.
(Łk 1,28)
Tymi słowami anioł Gabriel pozdrawia Maryję. Co ciekawe, greckie słowo przetłumaczone tu jako „Bądź pozdrowiona” znaczy również: „Raduj się!”. Wyobraź sobie Gabriela mówiącego do Maryi: „Ciesz się! Mam Ci do powiedzenia coś, co na pewno Cię uraduje!”.
Miał Jej przecież oznajmić największą ze wszystkich nowin: Bóg przychodzi na ziemię jako człowiek – a ściśle rzecz biorąc jako niemowlę – a Ona ma zostać Jego Matką! Słysząc, że dla Boga wszystko jest możliwe, nawet to, by dziewica urodziła dziecko, Maryja bez wahania przyjmuje wolę Bożą (Łk 1,38). I dzięki temu cały świat ma powód do radości.
Raduj się! Jest to codzienne przesłanie Boga dla nas. Nas także napełnia On swoją łaską. Przejdź myślą dzisiejszy dzień aż do tej chwili – lub dzień wczorajszy – i zobacz, na ile sposobów Bóg wylewał na ciebie swoją łaskę. Uciesz się każdą sytuacją, w której na Jego łaskę odpowiedziałeś. Ciesz się, że możesz dzielić się nią z tymi, których masz wokół siebie.
Raduj się! Także i ty, jak Maryja, możesz dobrowolnie przyjąć wolę Boga. Jeśli zaczynasz się wahać z obawy, że pójście za Jego wolą pozbawi cię radości, zaufaj Jego miłosierdziu. Ciesz się, że możesz coraz bardziej upodabniać się do Maryi, wierząc, że Bóg jest dobry i pragnie jedynie dobra dla ciebie i twoich bliskich. Raduj się także pewnością, że jeśli przylgniesz do Niego w trudnych chwilach, On postawi twoje stopy na pewnym gruncie.
Raduj się! Bóg objawia ci samego siebie! Nie przestaje do ciebie mówić przez Pismo Święte, Kościół i poruszenia Ducha Świętego w twoim sercu. Raduj się, że Bóg jest w tobie tak blisko, jak Jezus był z Maryją. Ciesz się, że Jego słowo i natchnienia prowadzą cię ku prawdzie o Jego miłości i dobroci. Ciesz się, że Chrystus jest z tobą i nie pozwala ci się zagubić. Nawet w świecie, który zwątpił w Dobrą Nowinę, ty możesz trwać mocno w wierze, gdyż Pan jest z tobą.
„Jezu, dziękuję Ci za to, że mogę iść wraz z Tobą drogą prowadzącą do nieba! Dopomóż mi mocą Twego Ducha mówić Ci «tak» każdego dnia”.
Iz 7,10-14
Ps 40,7-11
Hbr 10,4-10

Czwartek, 7 kwietnia
Dz 5,27-33
Arcykapłan zapytał. (Dz 5,27)
Życie uczniów zdecydowanie nabrało tempa! Najpierw opuścili swoje domy i zajęcia, by przez trzy lata towarzyszyć Jezusowi. Następnie patrzyli przerażeni, jak umiera i zostaje pogrzebany. Zaledwie parę dni później weszli do Jego grobu i stwierdzili, że jest on pusty. Potem widzieli żywego Jezusa, który przechodził przez zamknięte drzwi. Doświadczyli ognia Pięćdziesiątnicy i sami zaczęli czynić znaki i cuda. Teraz zostają przywleczeni przed Sanhedryn i arcykapłana, aby odpowiedzieć za wywołane przez siebie zamieszanie.
Czy świadomie wyrazili zgodę na tę „jazdę bez trzymanki”? Nie. Odpowiadając na wezwanie Jezusa, nie mieli pojęcia, co ich czeka. Zobaczyli w Nim coś, co wzbudziło ich zaufanie i skłoniło do podjęcia ryzyka. Może autorytet i władzę? Może miłość? W każdym razie ich wnętrza zostały poruszone. Mówiąc Mu „tak”, uczynili krok w wierze, po czym jak śliwka w kompot wpadli w sam środek wielkiej przygody, która na zawsze zmieniła ich życie.
To prawda, że życie ucznia Jezusa jest pełne wyzwań i niespodzianek. Psalmista pisał nawet, że: „Wiele nieszczęść spada na sprawiedliwego” (Ps 34,20)! Można się założyć, że mówiąc „tak” Bogu, prędzej czy później doświadczymy przeciwności. Przyjrzyjmy się choćby życiu Apostołów i świętych. Żaden z nich nie miał wygodnego życia. Skupiając się na cudach i zwycięstwach, nie zapominajmy także o prześladowaniach, szykanach, uwięzieniach, a czasem męczeńskiej śmierci.
Jednak pomimo wszelkich przeciwności, jakich doświadczał, Apostoł Jan pisał, że „Bóg jest prawdomówny” (J 3,33). Dlaczego? Ponieważ wiedział, że miłość Ojca nie ma granic. Dał nam swego Syna i Ducha Świętego całkowicie i bez zastrzeżeń. Co to konkretnie oznacza dla nas? Bardzo wiele! Pokazuje, jak bardzo jesteśmy cenni w oczach Boga. Oddał nam wszystko! Jest godzien zaufania!
Niezależnie od tego, czy czujesz się dziś, jak podczas zesłania Ducha Świętego, czy jak przed sądem Sanhedrynu, powtarzaj Jezusowi swoje „tak”. Nikt z nas nie wie, co przyniesie jutro. Wie to natomiast nasz Ojciec w niebie, który daje nam wszystko, czego nam potrzeba, abyśmy mogli wiernie iść za Nim. Jest On dostatecznie wiarygodny, by wyruszyć za Nim w nieznane i przeżyć przygodę życia.
„Panie, zakosztowałem i doświadczyłem Twojej dobroci. Powtarzam dziś przed Tobą moje «tak»”.
Ps 34,2.9.17-20
J 3,31-36

Niedziela, 10 kwietnia
Ap 5,11-14
Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo. (Ap 5,12)
Liczba siedem ma w Piśmie Świętym znaczenie szczególne. Przykładowo, pierwszy rozdział Księgi Rodzaju opisuje siedem dni stworzenia świata. W historii Noego do arki wchodzi siedem par każdego z czystych gatunków zwierząt. Zwierzęta przeznaczone na ofiarę musiały mieć co najmniej siedem dni. Dotknięty trądem wódz syryjski Naaman otrzymał od proroka Elizeusza polecenie siedmiokrotnego zanurzenia się w rzece Jordan po to, by zostać uzdrowionym. Z kolei podczas bitwy o Jerycho Izraelici pod dowództwem Jozuego siedem razy okrążali mury miejskie.
W numerologii żydowskiej liczba siedem kojarzona była z całością, pełnią, wypełnieniem. W Piśmie Świętym często stanowi aluzję do Bożej doskonałości. Na przykład prorok Izajasz wymienia siedem cech, jakimi będzie charakteryzował się Mesjasz: mądrość, rozum, rada, męstwo, umiejętność, pobożność, bojaźń Boża.
Nie jest więc zaskoczeniem, że w dzisiejszym drugim czytaniu znajdujemy siedem słów określających chwałę i cześć należną Jezusowi: „«Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5,12). Innymi słowy, Jezus jest godzien wszelkiej chwały i czci oraz posłuszeństwa z naszej strony.
Uczestnicząc we Mszy świętej, za każdym razem wypowiadamy te same słowa. Wychwalamy Jezusa za to, kim jest, i za to, co dla nas uczynił przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Powtarzamy Mu: „Jezu, Tobie należy się wszelka chwała, bogactwo, mądrość i moc. Wyznajemy, że jesteś godzien przyjąć od nas chwałę, cześć i uwielbienie”.
Podczas dzisiejszej Mszy świętej przypomnij sobie liczbę siedem. A następnie uczyń to samo co aniołowie i święci w niebie – padnij na kolanaw uwielbieniu.
„Jezu, Ty jesteś doskonałym obrazem miłości Ojca. Wychwalam Cię z całego serca i oddaję Ci moje życie”.
Dz 5,27b-32.40b-41
Ps 30,2.4-6.11-13
J 21,1-19

Niedziela, 17 kwietnia
Ap 7,9.14b-17
I każdą łzę otrze Bóg z ich oczu. (Ap 7,17)
Łzy to naturalny ludzki odruch. Zdarza nam się ronić łzy radości, ulgi czy wzruszenia, przeważnie jednak płaczemy z powodu nieszczęścia i smutku. To właśnie takie łzy – łzy bólu – Bóg obiecuje otrzeć z naszych oczu.
Nie da się tego uniknąć – każdemu z nas wcześniej czy później smutek wyciśnie z oczu łzy. Ich powodem może być choroba, śmierć bliskiej osoby, rozpad związku czy zawiedziona nadzieja. Wielu ludzi przez całe życie próbuje ukrywać ból i unikać łez, tymczasem najlepszą strategią jest stawianie czoła trudnym sytuacjom a nie uciekanie od nich. Dla nas, wierzących, oznacza to troskę o to, by ból, cierpienie, „wielki ucisk” (por. Ap, 7,14) nie odłączyły nas od Pana ani od siebie nawzajem.
Jeśli w próbach, jakie przechodzimy, można znaleźć coś dobrego, to z pewnością to, że dzięki nim nasze wejście do nieba będzie jeszcze radośniejsze i chwalebniejsze. Jezus wie, że każdy z nas nosi w sobie bolesne wspomnienia. Nieważne, czy dotyczą one ran, jakie zadaliśmy sami sobie, czy też krzywd wyrządzonych nam przez innych. Najistotniejsze jest to, że Jezus obiecuje otrzeć wszelką łzę wylaną z ich powodu. A wśród piękna i doskonałości nieba nie będziemy mieć już żadnych powodów do łez.
Spróbuj wyobrazić sobie, że twój umysł został wreszcie uwolniony od wszelkich bolesnych, mściwych, krytycznych i gniewnych myśli. Tego właśnie z radością oczekujemy!
Czy cierpisz dziś z jakiegoś powodu? Czy czujesz, jak przytłacza cię ciężar lub zbierają się nad tobą czarne chmury? Jeśli tak, to przyjmując dziś Komunię świętą, przypomnij sobie, że nadejdzie dzień, w którym każdy problem zostanie rozwiązany, każde bolesne wspomnienie uzdrowione, a każda łza otarta.
„Jezu, naucz mnie z wiarą stawiać czoło przeciwnościom. Napełnij mnie nadzieją i ufnością w to, że przyjdziesz i mnie wyzwolisz”.
Dz 13,14.43-52
Ps 100,1-5
J 10,27-30

Środa, 20 kwietnia
J 12,44-50
Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić. (J 12,47)
Te wstrząsające słowa Jezusa niosą ogromną nadzieję – tym większą, im wyraźniej widzimy własną grzeszność. Jezus przychodzi do nas jako światłość rozpraszająca ciemności (J 12,46) – innymi słowy, pozwala nam widzieć sprawy takimi, jakimi są naprawdę. Czasem instynktownie chronimy się przed tym światłem – unikając pogłębionej modlitwy i czytania Pisma Świętego, zamykając serce na słowo prawdy ze strony innych, a nierzadko również ostro piętnując zło, za które nie my jesteśmy odpowiedzialni. Nie bój się – mówi dziś do nas Jezus. Królestwo Boże rządzi się innymi prawami niż świat. Moje światło jest światłem miłości. Daję ci je nie po to, by cię poniżyć, napiętnować, skompromitować, ale by objawić ci miłość, która jest większa niż cały twój grzech, a także całe zło świata. Taka postawa wobec zła nazywa się miłosierdziem.
Nie ma chyba piękniejszego doświadczenia w życiu, niż to, że wszystko zostało nam przebaczone, że grzech nie przekreśla nas w oczach Boga. Jak pisze papież Franciszek w bulli inaugurującej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia: „Miłosierdzie to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję, że będziemy kochani na zawsze, pomimo ograniczenia, jakim jest nasz grzech”.
Jednak Bóg nie chce mieć w nas „konsumentów miłosierdzia”, którzy z chęcią pozbędą się ciężaru swoich grzechów, ale dla innych pozostaną niemiłosiernymi sędziami. Skoro Jezus nie przyszedł po to, by sądzić, to jest to również wskazówką i wyzwaniem dla nas.
„Jeśli człowiek nie chce zostać osądzony przez Boga – pisze dalej papież Franciszek – nie powinien stawać się sędzią swego brata. Ludzie bowiem w swoim osądzie zatrzymują się zwykle na powierzchni, podczas gdy Bóg zagląda do wnętrza. Jaką krzywdę wyrządzają słowa, kiedy rodzą je uczucia zazdrości i zawiści! Mówienie źle o nieobecnym bracie jest równoznaczne z przedstawianiem go w złym świetle, szkodzeniem jego reputacji i wystawianiem go na pastwę plotek. Nie sądzić i nie potępiać znaczy również, w sensie pozytywnym, umieć dostrzec dobro, które jest w każdej osobie, i nie pozwolić, by ucierpiała ona z powodu naszego stronniczego osądu i roszczeń do wszechwiedzy”. Jeśli zechcemy uczyć się od Jezusa takiej postawy, nasze chrześcijańskie wspólnoty będą mogły w niemiłosiernym świecie stawać się oazami miłosierdzia.
„Jezu, obdarz mnie dziś swoim miłosierdziem. Naucz mnie je przyjmować i okazywać innym”.
Dz 12,24--13,5a
Ps 67,2-6.8

Sobota, 23 kwietnia
Św. Wojciecha, patrona Polski
Flp 1,20c-30
Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym… mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno
w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom. (Flp 1,27)
Słowa św. Pawła brzmią dla nas szczególnie mocno w roku Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski, kiedy wspominając nasze korzenie, zadajemy sobie pytanie o owoce chrztu w życiu naszego narodu, a także w życiu każdego z nas osobiście.
Nie sposób przecenić historycznego znaczenia mądrej decyzji Mieszka I, który przyjmując chrześcijaństwo wprowadził Polskę jako pełnoprawnego członka do wspólnoty narodów europejskich. Jak jednak zauważyli biskupi polscy w liście pasterskim: „Pełne wiary spojrzenie na to przełomowe w dziejach naszego narodu wydarzenie sprawia, że przeżycie Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski nie ogranicza się do rozważania zagadnień o charakterze społecznym, kulturowym czy narodowym. Są to z pewnością kwestie ważne, ale to przecież nie te pytania usłyszał Mieszko I, gdy stanął przy chrzcielnicy. Najpierw zapytano go o to, czy wyrzeka się szatana i jego próżnej chwały. Następnie, czy wierzy w Boga Ojca Wszechmogącego, w Jego Jedynego Syna – Jezusa Chrystusa, wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, w Ducha Świętego, w święty, katolicki i apostolski Kościół, w społeczność świętych i w zmartwychwstanie ciała. Na wszystkie te pytania Mieszko odpowiedział: «Wierzę!». To samo wyznanie wiary powtarzamy i my 1050 lat później. Obchodzić Jubileusz Chrztu Polski to świadczyć własnym życiem o Chrystusie”.
Własnym życiem zaświadczył o Chrystusie patron Polski, św. Wojciech, którego umęczone ciało, wykupione przez Bolesława Chrobrego, spoczęło w Gnieźnie około trzydziestu lat po chrzcie Mieszka I. Tu znowu możemy cieszyć się znaczeniem historycznym tego faktu, któremu zawdzięczamy gnieźnieńską pielgrzymkę cesarza Ottona III w 1000 roku i wynikające z niej umocnienie pozycji naszej ojczyzny. Jednak św. Wojciech z pewnością nie podejmował swej dramatycznej wyprawy misyjnej ze względów politycznych, lecz po to, by nieść Chrystusa Prusom.
To, co czyni się z miłości do Boga, wydaje dobre owoce na wielu płaszczyznach. Jeśli widzimy dziś, że nasza ojczyzna potrzebuje odnowy, że wiele rodzin nie jest już w stanie skutecznie przekazywać wiary młodemu pokoleniu, szukajmy odpowiedzi tam, gdzie wskazują ją nam biskupi – u źródła naszego chrztu. Chrzest nie jest tylko tradycyjnym rytuałem, wyznaniem wiary uświęconą formułką, a miłość do Boga sentymentalnym uczuciem. Jeśli tego rzeczywiście doświadczyliśmy, możemy potwierdzić, że Bóg wchodząc w dzieje człowieka – i w dzieje narodu – zawsze prowadzi je do szczęśliwego końca.
„Panie Jezu, dziękuję Ci za chrzest, przez który stałem się dzieckiem Boga. Naucz mnie żyć w sposób godny Twojej Ewangelii i budować jedność z innymi ”.
Dz 1,3-8
Ps 126,1-6
J 12,24-26

Niedziela, 24 kwietnia
J 13,31-33a.34-35
Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali. (J 13,34)
Co chciałbyś przekazać innym, gdybyś wiedział, że pozostał ci już tylko jeden dzień życia? Słowa umierającego ukazują, co było dla niego najważniejsze i co najmocniej leżało mu na sercu. Wzywając swoich uczniów do wzajemnej miłości, Jezus zdawał sobie sprawę, że ma przed sobą niecałe dwadzieścia cztery godziny życia. Tak więc to „nowe przykazanie” musiało znaczyć dla Niego naprawdę bardzo wiele.
Czy Jezus wiedział, że Jego Apostołowie są grzesznikami? Czy miał świadomość, że każdy z nich ma swoje słabości? Oczywiście! A mimo to polecił im – a także nam – coś, co z powodu grzechu, słabości i egoizmu jest bardzo trudne – wzajemną miłość. Dlaczego było to dla Niego tak ważne? Ponieważ zawsze najbardziej liczył się dla Niego człowiek.
Nie szukajmy więc usprawiedliwień. Nie wymawiajmy się od miłości ani nie oferujmy jej jedynie tym, którzy są do nas podobni. Gdyby Jezus kochał tylko tych, którzy myśleli tak jak On, wówczas Piotr, Maria Magdalena, Jan i Jakub pozostaliby w ciemnościach.
Nie mówmy też, że zadano nam zbyt głębokie rany, abyśmy mogli kochać. Gdyby Jezus koncentrował się na tym, co Mu uczyniono, nigdy nie zdobyłby się na to, by złożyć siebie w ofierze na krzyżu. On jednak nie uległ pragnieniu zemsty, lecz wybrał miłość – najgłębszą i największą miłość, jaką kiedykolwiek oglądał ten świat.
Jezus wie dobrze o tym, że to miłość nadaje życiu sens. Wie, że wszelki grzech i wszelkie podziały na świecie płyną z braku lub z błędnego rozumienia miłości. Ucząc nas życia w miłości, ukazuje zarazem, jak przezwyciężyć panowanie grzechu.
Wezwanie do miłości nigdzie chyba nie nabiera takiego znaczenia, jak w życiu rodzinnym. Jak powiedział papież Franciszek: „Bez rodziny życie staje się puste”. Spróbuj więc już dziś okazać miłość swoim najbliższym. Nie pozwól, by podzieliły was nieporozumienia. Staraj się dążyć do zgody i jedności. Gdybyśmy tylko nauczyli się okazywać miłość i dobroć we własnym domu, wiele naszych problemów po prostu odeszłoby bezpowrotnie!
„Jezu, naucz mnie kochać!”
Dz 14,21-27
Ps 145,8-13
Ap 21,1-5a

 

MAGAZYN:
1050. rocznica chrztu Polski
Co o chrzcie Polski wiedzieć wypada


JACEK KOWALSKI

DCCCCLXV Dubrouka ad Meskonem venit
[965 Dąbrówka przybywa do Mieszka]

DCCCCLXVI Mesco dux Polonie baptizatur
[966 Mieszko książę Polski przyjmuje chrzest]


Te dwa lakoniczne zdania zapisane w średniowiecznym Roczniku kapitulnym krakowskim kryją w sobie bogactwo brzemiennych w skutki wydarzeń. Chrzest Mieszka, księcia Polan, wprowadził przecież państwo i naród polski na arenę europejską.

Samo państwo powstało jeszcze przed połową X wieku na terenie obecnej Wielkopolski. Źródła pisane nie przekazały nam precyzyjnej informacji o tym, jak to się stało. Owszem, późniejsi kronikarze donosili o legendarnych poprzednikach Mieszka: Piaście, Siemowicie, Leszku i Siemomyśle. Znacznie później do tych wpółlegendarnych władców dołączył Krak – mityczny (co nie znaczy, że na pewno nieistniejący) założyciel Krakowa oraz Lech, legendarny praprzodek Polaków i założyciel Gniezna. Nazwa tego grodu – oznaczająca „gniazdo” – wydawała się niegdyś przemawiać za jego pradawnością, a staropolscy kronikarze podawali nawet, dość niefrasobliwie, datę jego założenia – rok 550. Dzięki ostatnim badaniom archeologicznym wiemy jednak, że potężne wały Gniezna powstały dopiero… około 940 roku. Jednocześnie płonęły liczne starsze grody na terenie dzisiejszej Wielkopolski, a na ich miejscu wyrastały nowe, co było widomym znakiem politycznego trzęsienia ziemi.
Wygląda więc na to, że państwo Polan wyłoniło się z mroku dziejów jako dzieło Mieszkowego ojca lub co najwyżej dziada. Polanie podporządkowali sobie najpierw samą Wielkopolskę, potem zaś tereny sąsiednich słowiańskich plemion. Na pewno nie od razu wykształciło się poczucie wspólnoty zjednoczonych (czy raczej podbitych) plemion, którym odtąd przewodzili Polanie. Wiadomo jednak, że ów młody twór państwowy dość szybko napotkał poważną przeszkodę na drodze swojego rozwoju: pogańskich Wieletów, zamieszkujących na północnym zachodzie. Starcie z Wieletami okazało się niebezpieczne i trudne. W walkach z nimi zginął nawet brat Mieszka. Trudno powiedzieć, na ile groźne mogły być konsekwencje tej klęski. W każdym razie książę Polan musiał szukać sojuszników. Znalazł ich w Czechach. A trzeba przypomnieć, że w tamtych wiekach wszelkie sojusze zwykło się pieczętować małżeństwem. Mieszko zawarł więc sojusz z Czechami i zarazem pojął za żonę Dobrawę (jej imię zapisywano w różnych formach), córkę czeskiego księcia Bolesława.
Czesi byli już wówczas chrześcijanami. Małżeństwo pogańskiego, a zatem barbarzyńskiego księcia z chrześcijańską księżniczką każe domyślać się, że Mieszko zapewne już wtedy zamierzał się ochrzcić. Jakoż – jak wiemy – chrzest nastąpił co najwyżej w rok po przybyciu Dobrawy do Mieszka.
Czy książęca decyzja była koniunkturalna, jak podawała PRL-owska propaganda i ówczesne podręczniki? No cóż. Materialistyczny światopogląd wszystko sprowadzał do materii, lekceważąc wymiar duchowy. Tymczasem w wiekach średnich wiara i polityka, duch i materia stanowiły jedno. W zasadzie zupełnie nie znano ateizmu i niewiary. Istnienie świata nadprzyrodzonego nie budziło wątpliwości. Tak więc, mimo że chrzest Mieszka miał z pewnością polityczne tło, to jednak nowo ochrzczony przyjmował go z wiarą. Niezależnie od tego podejmował swoją decyzję ze świadomością głębokich i bynajmniej niekoniunkturalnych konsekwencji swego kroku: zarówno duchowych, jak i materialnych, co znaczy cywilizacyjnych. Doskonale wiedział, że oto nieodwracalnie wprowadza swoje państwo do nowego świata. Toteż piszący półtora wieku później kronikarz, zwany przez nas Gallem Anonimem, nie wspomniał o tymczasowym wieleckim zagrożeniu (wiemy o nim skądinąd). W zamian za to pięknie opowiedział o małżeństwie i chrzcie polańskiego władcy, które miały dlań wymiar ponadczasowy:
„Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych i coraz częściej napastować ludy [sąsiednie] dookoła. Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła.
Pierwszy więc książę polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony; a dla sławy jego i chwały
w zupełności wystarczy [jeśli powiemy], że za jego czasów i przez niego światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie”. [przeł. Roman Grodecki]
Czy rzeczywiście Dobrawa przekonała Mieszka do tej decyzji? Twierdził tak nie tylko Gall Anonim, ale i kronikarz niemiecki Thietmar z Merseburga, piszący za życia Mieszkowego syna, Bolesława Chrobrego. Trudno przecenić zasługi Dobrawy w nawróceniu Mieszka i szerzeniu wiary. To niewątpliwie w jej orszaku przybyli do Polan pierwsi kapłani, ona zaś sama miała – jak twierdzą niektóre kroniki – ufundować jeszcze przed chrztem Mieszka pierwszą świątynię chrześcijańską w państwie Polan, niewielki kościół Najświętszej Marii Panny na Ostrowie Tumskim w Poznaniu.
A co do Wieletów, to Mieszko już wkrótce otrzymał od swego teścia posiłki, dzięki którym mógł ich pokonać. Jednocześnie, jako chrześcijański już książę, zyskał tytuł „przyjaciela cesarza”. Zapewne zaraz potem, w roku 968, do państwa Polan przybył biskup Jordan. Część badaczy uważa, że powstało wówczas pierwsze polskie biskupstwo – z siedzibą w Poznaniu. Inni sądzą, że biskupstwo poznańskie utworzono dopiero w roku 1000 wskutek zjazdu gnieźnieńskiego, wraz z ustanowieniem archidiecezji gnieźnieńskiej z diecezjami w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Wcześniej zaś Jordan i jego następcy rezydujący w państwie Mieszka i Bolesława Chrobrego nie byli przypisani do konkretnego miejsca. Tej kontrowersji zapewne nie da się rozstrzygnąć. Pozostaje podziwiać błyskawiczny rozwój chrześcijańskiego państwa Polan i jego Kościoła. To były rzeczywiście narodziny mocarstwa –zauważmy, że konkurencyjne Czechy, schrystianizowane znacznie wcześniej, uzyskały własną archidiecezję ponad trzy stulecia później niż Polska.
Nie wiemy, gdzie odbył się chrzest Mieszka. Kronikarze bardzo długo nie wypowiadali się na ten temat. Dopiero w XIV wieku zaczęto pisać, że ta ceremonia miała miejsce w Poznaniu, a potem – że w Gnieźnie. Czy te supozycje opierały się na domysłach, miejscowej tradycji, a może na jakichś konkretnych, wcześniejszych źródłach? Nie wiemy. W związku z tym oba miasta toczą do dziś spór o honor bycia miejscem chrztu Mieszka. Spór nieco jałowy, jako że w X wieku nie znano jeszcze współczesnego pojęcia „stolicy” królestwa. Książę rezydował kolejno w różnych ważnych ośrodkach, które mogły mieć podobną rangę. Wprawdzie Gniezno zostało wkrótce stolicą arcybiskupią, ale to prawdopodobnie w Poznaniu stanęła pierwsza monumentalna kamienna świątynia, której fundamenty odkryte zostały przez archeologów podczas badań wewnątrz tutejszej katedry. Pod nawą główną odkryto wielką wapienną misę. Podobne, choć mniejsze, znaleziono w ruinach monarszej kaplicy na wyspie Ostrów Lednicki, pomiędzy Poznaniem a Gnieznem. Czyżby to były chrzcielnice? Część badaczy zdecydowanie przeczy, część potwierdza. Oczywiście Polan chrzczono najpewniej i w Poznaniu, i w Gnieźnie, i na Lednicy, acz niekoniecznie w owych „basenach” (zresztą lednicka kaplica powstała raczej po 966 r.). A gdzie przyjął chrzest Mieszko? Tego się już nie dowiemy. Można tylko przypuszczać, że wyznał on wiarę w Chrystusa w Wielkopolsce, w Wielką Sobotę, czyli 14 kwietnia 966 roku – zgodnie z tradycją udzielania chrztu dorosłym poganom w tym właśnie dniu.
Czy Polanie przyjmowali Chrystusa chętnie, czy też stawiali nowej wierze opór, żałując dawnych bogów? Wiele o tym nie wiemy, ale pamiętajmy, że wiara – czy to pogańska, czy chrześcijańska – traktowana była przez ówczesnych ludzi niezwykle serio. Przyjęcie Chrystusa musiało oznaczać prawdziwą przemianę w postrzeganiu świata. Z początku musiała się ona dokonywać głównie pośród elit, ale przecież nie wyłącznie. Już na długo przed chrztem Mieszka w państwie Polan pojawiali się chrześcijanie. Chrześcijański był już – przynajmniej częściowo – Śląsk, a także Małopolska, które zanim weszły w skład państwa pierwszych Piastów, należały do Czech, czyli do państwa chrześcijańskiego.
Wraz z nową wiarą Polanie dotknęli nowego świata wartości. Nie tylko dlatego, że Mieszko, dotąd zaledwie wódz plemienia, stawał się władcą z łaski Bożej. Był teraz księciem chrześcijańskim, zobowiązanym do wspierania Kościoła głoszącego Ewangelię. Głoszenie Ewangelii i świadectwo wiary dawane przez ludzi prawdziwie nabożnych i świętych musiały wywierać na Polanach wielkie wrażenie. Oto dowiadywali się, że Bóg kocha wszystkich ludzi bez różnicy, że wszyscy są wobec Niego równi, i że On sam oddał za nich życie, po czym zmartwychwstał po to, aby i oni wszyscy zmartwychwstali. Dalej, dowiadywali się, że wszyscy zobowiązani są do czynienia dobra, i że wszystkich – obojętnie, czy króla, czy biskupa, czy wielmożę, czy chłopa – czeka po śmierci sprawiedliwy sąd i niebo lub piekło.
A poza wszystkim Kościół niósł wówczas ze sobą cywilizację, której Polanie wcześniej nie znali. Przecież jedynie ludzie Kościoła posługiwali się pismem i międzynarodowym językiem – łaciną, dzięki którym można było poznać dzieje królestw istniejących współcześnie i wkroczyć w świat, którego nasi przodkowie nie znali. Skromna jeszcze cywilizacja państwa Polan zaczęła zakorzeniać się w kulturach starszych od siebie: żydowskiej, greckiej i rzymskiej, które w tamtych wiekach miały już od dawna chrześcijańskie oblicze. Nie sposób wyobrazić sobie dziś Polski i całej naszej kultury bez tego dziedzictwa. Poprzez chrzest Mieszka Polska, wkraczając w świat chrześcijańskiej wiary, włączyła się w wielką cywilizację Zachodu. ▐

 

Sklep internetowy Shoper.pl