Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 4 (284) 2017
Słowo wśród nas Nr 4 (284) 2017
wydawnictwo: Promic
format: 145 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 145 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO KWIETNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Kwietniowy numer „Słowa wśród nas”, obejmujący ostatni tydzień Wielkiego Postu, Wielki Tydzień z Triduum Paschalnym oraz początek Okresu Wielkanocnego nosi tytuł „Ze śmierci do życia”. Artykuły, które mają nam pomóc dobrze przeżyć ten czas napisał ks. Artur Radacki MIC. Jak dać się odnaleźć Bogu w tym szczególnym czasie? Skąd bierze się smutek współczesnego człowieka i jak przejść od przygnębienia do radości w Panu? Autor przez kolejne artykuły prowadzi do podstawowej prawdy: to Chrystus zmartwychwstały niesie radość i pokój.
W Magazynie znajduje się interesujący artykuł ks. Eugeniusza Zarzecznego MIC „Od Paschy żydowskiej do Paschy chrześcijańskiej” oraz tekst Joanny Przybyły „Niezwykła mowa kwiatów”, a także świadectwo – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, omówienie polecanej przez nas lektury – książki J. Guiberta „Przyjdź, miłosierdzie Twoje!” oraz krzyżówkę.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Odkryć swoje zagubienie
Daj się odnaleźć Bogu w Wielkim Poście –
ks. Artur Radacki MIC................................................ 4

Smutek starego człowieka
Od przygnębienia do radości w Panu –
ks. Artur Radacki MIC............................................... 10

Nowy człowiek w Chrystusie
Zmartwychwstały niesie radość i pokój –
ks. Artur Radacki MIC............................................... 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 kwietnia......................................... 22

MAGAZYN

Od Paschy żydowskiej do Paschy chrześcijańskiej –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC......................................... 49

Niezwykła mowa kwiatów –
Joanna Przybyła......................................... 57

Prowadzona przez Opatrzność –
odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”................. 61

Nasze lektury............................................................. 62

Krzyżówka................................................................. 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

Odkryć swoje zagubienie

Daj się odnaleźć Bogu
w Wielkim Poście

Zgodnie z wielowiekową tradycją duchowymi filarami Wielkiego Postu są modlitwa, post i jałmużna. Każdy chrześcijanin jest zaproszony do tego, aby w czasie przygotowania do uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego podjąć z większym zaangażowaniem wezwanie do nawrócenia, zaś wspomniane praktyki są wielką pomocą na drodze przemiany wewnętrznej. Szczególnie oddając się dziełom miłosierdzia, jak również wchodząc intensywniej w praktykowanie wybranej formy modlitwy, stajemy się bardziej otwarci na łaskę, dzięki której nasz Zbawiciel dokonuje w nas dzieła przemiany.
Rozpoznając naszą grzeszną kondycję, pragniemy wejrzeć głębiej w nasze sumienia. Przystępujemy w tym czasie do sakramentu pokuty i pojednania, ponieważ droga przemiany i stawania się nowym człowiekiem wiedzie przez zerwanie z grzechem i doświadczenie oczyszczenia. Staramy się więc dobrze wyspowiadać, w czym szczególnie pomocny jest rachunek sumienia, połączony z pokornym wołaniem do Pana o światło.
Idąc konsekwentnie za tym pragnieniem, dobrze jest zapytać o naszą kondycję duchową, aby głębiej rozpoznać rodzaj naszego zagubienia. Słowo Boże pomaga rozeznać różne stany zagubienia człowieka. Korzyści z takiego rozważania przyczyn swoich upadków jest wiele. Przede wszystkim ważne jest dostrzeżenie korzeni zła i grzechu. To zrozumienie (podobnie jak u Adama) „gdzie jestem”, z czym się zmagam, co pokonuje mnie u podstaw – to doskonała możliwość lepszego rozeznania swojego duchowego wnętrza. Poznanie to powinno prowadzić ku głębokiej przemianie życia. Zatrzymanie się w po-
łowie drogi może powodować przygnębienie duchowe, niekiedy aż zwątpienie w Boże miłosierdzie i związane z nim przebaczenie.
Duch Prawdy przekonuje nas o grzechu (J 16,8), chcąc nas wyzwolić od niszczących stanów zagubienia, w których może trwamy od lat. Sięgając po Pismo Święte, przyjrzyjmy się kilku z nich.

▌SYN MARNOTRAWMY
Wielu z nas utożsamia się z postacią syna, który odszedł od ojca, zagubił się, roztrwonił wszystko, co miał, a finałem tego dramatu – mówiąc dosadnie – było „uświnienie” (Łk 15,11-32). Ten wątek przytaczanej przypowieści musiał brzmieć wyjątkowo szokująco dla pobożnego Izraelity. Człowiek, który miał wszystko, spożywa odpadki przeznaczone dla nieczystego zwierzęcia. Niektórzy, podobnie jak ewangeliczny młodszy syn, rozpoznając głębię osobistego upadku, czynią wysiłki, aby radykalnie zmienić swoje życie. Dostrzegają dramat swego położenia. Posiadali skarby otrzymane od Ojca, który ich stworzył: zdrowie, powodzenie, nierzadko majątek, dobrą pozycję społeczną, wymarzoną pracę, godność, szacunek u innych. Wszystko zmarnotrawili i roztrwonili. Opamiętali się i schodzą z grzesznych dróg, rzucając się w ramiona miłującego Ojca, który obolałemu i skruszonemu synowi (lub córce) przebacza wszystko, co złego uczynił. Wiele świadectw potwierdza podobną drogę duchowej przemiany. Od chwili nawrócenia, świadomi własnych skłonności i duchowych niebezpieczeństw, nie upadają już tak ciężko. Są jednak jeszcze inne historie nieprawości, o bardziej powikłanym scenariuszu.

▌FARYZEUSZ
Marnotrawny syn, zraniony grzechem, tak nisko mniemał o sobie, że chciał tylko przystać do najemników ojca. Celnik nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu i bił się w pierś, błagając o przebaczenie swoich grzechów. A faryzeusz…? (Łk 18,9-14). Stawił się w świątyni, dumny ze swej prawości i skrupulatnego przestrzegania przepisów Prawa, wręcz epatujący swoją doskonałością. Analizując tę postać, można dostrzec w niej olbrzymie pokłady pychy. Zaślepiony własną poprawnością, faryzeusz adoruje siebie, a nie Boga, którego przyszedł spotkać w świątyni. To, co fatalne w osobie faryzeusza, to jego mniemanie, że jest człowiekiem prawym i dobrym, i że nie widzi nic, co uznałby w sobie za słabość. Jego „dobrostan” wzrasta, gdy zestawia się z celnikiem. Celnik jest gorszy, jest ucieleśnieniem zła dla zadufanego w sobie faryzeusza, który odnosi się do niego z pogardą i wyniosłością.
Dlaczego tak się dzieje? Pycha świetnie się kamufluje, przybierając często szatę skromności i fałszywej pokory. Prawdopodobnie jeśli nawet kiedykolwiek faryzeusz dostrzegł w sobie grzech czy występek, to albo go sobie wytłumaczył (zracjonalizował), albo przeniósł na inną osobę – w tym wypadku celnika. Odwołując się do tych dwóch mechanizmów, łatwiej można zrozumieć przyczynę powstawania tego typu schorzeń sumienia.
Wielu ludzi z niezwykłą łatwością tłumaczy swoje błędy, niemoralne postępowanie, liczne upadki. Chcąc pokonać niepokój sumienia, szukają usprawiedliwień, które dają pozorny spokój. Podobnie jak faryzeusz, wyszukają w tłumie kogoś, jakiegoś „celnika”, znajdując w ten sposób swego rodzaju alibi na własne niewłaściwe postępowanie. Może być jeszcze inaczej. Faryzejskie zaślepienie polega na przeniesieniu na innych swoich wad i grzechów. Często człowiek skąpy nie widzi swojego skąpstwa, a jedynie uważa się za bardzo oszczędnego. Niewykluczone, że myślimy podobnie. To inny jest gorszy, bardziej upadły, a ja może i ostatecznie uznałbym jakieś grzechy, ale to nic w porównaniu z takim grzesznikiem „wagi ciężkiej”.
Niestety, to duchowe zagubienie często trudno uleczyć, zwłaszcza u osób mających się za ogólnie dobre. To właśnie one do perfekcji opanowały sztukę usprawiedliwiania wątpliwych zachowań, a jednocześnie lansowania swoich zalet – aż po chorobliwy samozachwyt. Efekt zakłamania zwiększa się przez zestawienie z innymi, zwykle gorszymi, co dobrze ilustruje przywołany fragment Łukaszowej Ewangelii. Tak wygląda grzeszna sprawiedliwość, na którą lekarstwem jest zobaczenie siebie w prawdzie (uznanie, że nie jestem doskonały) oraz pokora. Warto zapytać siebie: Kim gardzę? Kogo uważam za niegodnego mojej uwagi? Skąd bierze się moje przekonanie o byciu dobrym? Metanoia, nasza droga duchowej przemiany, rozpocznie się z chwilą, gdy wyśledzimy w sobie faryzeusza w jego licznych odmianach. Z dystansem spójrzmy na siebie, pytając: Na jakiej podstawie mogę się uznać za dobrego, skoro „nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10,17)?

▌ZAGUBIONA OWCA
Zrozumiały jest nasz podziw dla miłości Boga do grzeszników, zilustrowanej w scenie poszukiwania zagubionej owcy (Łk 15,1-7). Dobry Pasterz samotnie podejmuje akcję poszukiwawczo-ratunkową; chcąc znaleźć zagubioną owcę, pozostawia liczące dziewięćdziesiąt dziewięć sztuk stado. Jego poświęcenie przemawia do naszej wyobraźni. Tak bardzo Bóg w Chrystusie nas ukochał!
Warto też zapytać o owcę: Dlaczego się zagubiła? Co spowodowało jej odłączenie się od stada? Szukała nowego pastwiska? Może się zwyczajnie zapatrzyła na coś, odchodząc od stada? A głos Pasterza, czy go nie słyszała? Tak bywa w życiu duchowym niektórych osób – ujmując wprost – permanentnie zagubionych. Co powoduje ich odejście od Boga? Może chcą się przekonać, jak to jest bez pasterza, może myślą, że pasterz się myli albo nie odpowiada im jego styl? A może same chcą sobie wybrać pastwisko? A mówiąc bardziej współcześnie, może szukają szczęścia poza Bogiem, więc eksperymentują, gonią za wciąż nowymi doświadczeniami, nie dają się prowadzić ani przez przewodnika, ani przez słowo Boże, lecz uparcie wybierają własne ścieżki, w rezultacie czego odchodzą.
Niewykluczone, że rozpoznają chrześcijańską drogę jako zbyt schematyczną, przypominającą utartą ścieżkę, czując się na niej ograniczeni. Dlatego wybierają niewydeptany szlak, na którym jednak łatwo się zagubić. Osoby, które rozpoznają się w tym rodzaju zagubienia, zrozumieją, że ich odejścia wiążą się z „typowymi” ucieczkami – w używki, w rozwiązłość czy inny rodzaj autodestrukcji.
Spotykamy czasami ludzi fundamentalnie nieufnych, którym na skutek różnych doświadczeń z trudnością przychodzi być w relacji z kimkolwiek. Są jacyś niestali, wątpiący, trzymający się z tyłu grupy i z tego też powodu odchodzą od „stada i przewodnika”. Ranią się przy tych odejściach niekiedy niezwykle boleśnie.
„Zagubionymi owcami” są też ci nieuważni, dziwnie rozkojarzeni, którym odejście na sposób owcy przychodzi przez dziwne i fatalne w skutkach „zagapienie”. Chwila nieuwagi i brak duchowej czujności powodują zejście na manowce.
Są też ludzie zwyczajnie przekorni, a jednocześnie uparci, jak męska odmiana owcy. Z uporem, mimo racjonalnych przesłanek, zawsze obstają przy swoim. Okopują się w tym, co uznali za słuszne, nie zmieniają postępowania, nawet jeśli wyczuwają, że dokonanie takiego wyboru spowoduje wiele złego. Prawdopodobnie rezygnacja z drogi na skróty czy powrót na „Boże pastwiska” kojarzy się im z utratą twarzy. Summa summarum, wygrywa przekora, która wiedzie do zagubienia. Czyniąc wielkopostny rachunek sumienia, warto uwzględnić także taki scenariusz zagubienia.

▌STARSZY SYN
Identyfikacja ludzkich zagubień i bezbożnych dróg wymaga podjęcia refleksji nad starszym synem z przypowieści o synu marnotrawnym (Łk, 15,11-32). Jego reakcja na powrót marnotrawnego hulaki, czyli jego młodszego brata, jest zadziwiająca. Paradoksalnie, swoim zachowaniem na wieść o tym, co się stało, ujawnia on, że nie potrafi kochać ani ojca, ani brata. Jest rozgniewany, obrażony, ostentacyjnie manifestuje nieposłuszeństwo ojcu.
Ten rodzaj zagubienia jest utkany subtelnie i przejawia się bardzo nietypowo. Wymówki, które robi ojcu ten posłuszny, respektujący domowe zasady syn, ujawniają jego olbrzymią biedę duchową, pokrytą maską poprawności i pozorem spolegliwości. W swoim zagubieniu przypomina on w pewnym stopniu zadufanego faryzeusza. Powraca tu znowu kwestia poprawności i sprawiedliwości.
Postawa starszego brata skłania nas do refleksji, czy pod naszym w miarę pozytywnym obrazem siebie nie kryje się jakaś mizeria duchowa, pełna złości oraz wygrażania pięścią w kierunku Boga i nawracających się bliźnich. Jest to specyficzny, różny od innych odejść, rodzaj zagubienia i może dlatego tak trudny do wytropienia. Warto jednak konsekwentnie zapytać: Jak ja reaguję w chwili, gdy ktoś odwraca się od grzechu? Czy gdy słyszę o czyimś nawróceniu, odczuwam coś w rodzaju rozgoryczenia, czy raczej dzięki czynię za brata lub siostrę powracających do domu Ojca?

▌REFLEKSJA
ZAGUBIONEJ DRACHMY
Leżysz w mrocznym miejscu, pokryty warstwą kurzu czy innych nieczystości. Prawdopodobnie przebywasz tam od dłuższego czasu. O twoim zagubieniu wie tylko dobry Pan, dla którego jesteś bardzo cenny, tak jak dla pewnej kobiety wartościowa była jedna z jej dziesięciu drachm (Łk 15,8-10). Jesteś unieruchomiony przez słabość, a przez to nie możesz zmienić twojego położenia. Jednak to, co potrafisz, to, co możesz, to wołać do Boga, aby oświecił mroki i pozwolił ci znaleźć się w świetle. Dzięki temu odzyskasz swoją wartość, jaką masz od początku w oczach Bożych. Proś też o rozświetlenie twojego serca, abyś mógł zrozumieć historie twoich zagubień, co jest niezbędne do podjęcia drogi przemiany. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Sobota, 1 kwietnia

Jr 11,18-20
Tobie powierzam moją sprawę. (Jr 11,20)
Kto jest dla ciebie autorytetem? Rodzice, ksiądz, nauczyciel, sąsiad, trener? W życiu każdego z nas są ludzie, od których chcemy się uczyć, z których staramy się brać przykład.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu znajdujemy cenny wzór do naśladowania w proroku Jeremiaszu. Kiedy Bóg objawił mu, że pewni ludzie czyhają na jego życie, co z pewnością wzbudziło w nim lęk, zawołał do Boga z wiarą: „Tobie powierzam moją sprawę” (Jr 11,20).
Odnieśmy teraz słowa Jeremiasza do Jezusa – który jest jeszcze doskonalszym wzorem do naśladowania! Jezusa, podobnie jak Jeremiasza, wciąż spotykały prześladowania. Podobnie też jak Jeremiasz powierzał On „swoją sprawę” Ojcu. W noc przed męką modlił się słowami: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42).
Jednak Jeremiasz i Jezus różnią się od siebie. Obu przygniotło cierpienie, ale pierwszy z nich pragnął zemsty, a drugi ofiarował przebaczenie. Jeremiasz, dobry i święty człowiek, nie był doskonały. Mówił: „Chciałbym zobaczyć Twoją pomstę na nich” (Jr 11,20). Jezus natomiast okazał miłosierdzie swoim wrogom, prosząc: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Z własnej woli oddał życie na krzyżu za swoich nieprzyjaciół, podczas gdy Jeremiasz przyjmował swoje męczeństwo z wielkimi oporami.
Który wzór pragniesz naśladować? Pragnienie odwetu jest dla nas o wiele bardziej naturalne niż gotowość przebaczenia. To prawda, że zdarzają się sytuacje, w których przebaczenie jest bardzo trudne. Dla Boga nie ma jednak nic niemożliwego. On chce przemieniać nasze pełne rozgoryczenia i mściwych myśli serca w serca miłosierne. Prosi jedynie, abyśmy spróbowali wyrzec się pragnienia zemsty, gdyż to pozwoli nam otworzyć się na Jego łaskę.
Spróbuj dziś oddać Jezusowi swoje zranienia i chęć odwetu. Poproś Go o łaskę przebaczenia tym, którzy cię zranili, zdradzili czy zawiedli. Jeśli nie czujesz się zdolny do przebaczenia, powiedz o tym Panu. On cię nie potępi, lecz będzie ci pomagał stawać się coraz bardziej miłosiernym.
„Jezu, pomóż mi naśladować Ciebie. Pomóż mi przebaczać moim winowajcom”.
Ps 7,2-3.9-12
J 7,40-53

▌Niedziela, 2 kwietnia
J 11,1-45
Usunięto więc kamień. (J 11,41)
Wskrzeszenie Łazarza było jednym z największych cudów dokonanych przez Jezusa. Dziś jednak skupimy się na Jego dialogu z Martą, pogrążoną w żałobie siostrą Łazarza. Jezus przeprowadza ją od wiary teoretycznej do praktycznej, żywej wiary w Niego – co pod pewnymi względami było równie zadziwiające jak wskrzeszenie umarłego.
Marta przeszła taką samą przemianę, jakiej Jezus chce dokonać w każdym z nas. Z tego powodu może być dla nas wspaniałą towarzyszką na Wielki Post. Przyjrzyjmy się więc uważnie jej drodze ku głębszej wierze.
Marta od początku ufa, że Jezus może wysłuchać jej modlitwy: „Panie, gdybyś tu był…” (J 11,21).
Jezus mówi jej, że Łazarz powstanie z martwych, ale Marta nie wierzy, że może się to stać teraz. Sądzi, że jest to sprawa odległej przyszłości: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym” (J 11,24).
Jezus pyta Martę, czy wierzy, że On jest zmartwychwstaniem i życiem. Marta odpowiada: „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz” (J 11,27). Marta jednak nie jest jeszcze w stanie dokonać przejścia od uznania w Jezusie Mesjasza do wiary w to, że On jest zmartwychwstaniem i życiem.
Kiedy Jezus poleca otworzyć grób, Marta protestuje: „Panie, już cuchnie” (J 11,39). Jednak Jezus nalega: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” (J 11,40). Ujrzysz ją tu i teraz, nie w jakiejś odległej przyszłości. Marta zostaje wezwana do postawienia kroku w wierze.
Czy pozwoli na otwarcie grobu? Czujemy wręcz namacalnie, jak zmaga się z tą decyzją. Jezus nie boi się cuchnącego ciała, ale – możemy się domyślać – czeka na jej zgodę. Wreszcie grób zostaje otwarty. Jezus wywołuje Łazarza, a wiara Marty się umacnia.
W każdą wielkopostną niedzielę Jezus wzywa nas do postawienia kolejnego kroku w wierze. Prowadzi nas stopniowo, jak kiedyś Martę, a gdy się wahamy, czeka cierpliwie na nasze „tak”.
„Jezu, usuwam kamień! Przyjdź, Panie, i przywróć mnie do życia!”
Ez 37,12-14
Ps 130, 1-8
Rz 8,8-11

▌Niedziela, 9 kwietnia
Niedziela Palmowa
Mt 26,14--27,66
A Jezus jeszcze raz zawołał donośnym głosem i oddał ducha. (Mt 27,50)
Święci, jak na przykład Ignacy Loyola czy Teresa z Avili, uczyli, że posługiwanie się wyobraźnią na modlitwie może pomóc nam wzrastać w wierze. Pójdźmy więc dziś za ich radą, rozważając mękę naszego Pana.
Na początek wyobraź sobie Jezusa, który po swoim aresztowaniu staje przed arcykapłanami. Posłuchaj, jak wysuwają przeciwko Niemu fałszywe oskarżenia. Zobacz, jak bardzo boleje On nad tym, że są aż do tego stopnia zaślepieni wściekłością i nienawiścią.
Następnie zobacz Jezusa upokarzanego przez żołnierzy. Patrz, jak plują na Niego, szydzą i zadają Mu ciosy. W takiej sytuacji trudno nie stracić spokoju, jednak Jezus zachowuje go, skupiony na swoim posłannictwie.
Teraz wyobraź Go sobie na Kalwarii. Jest wyczerpany. Jego ciało jest udręczone bólem i zmęczeniem. Gwoździe przeszywają Mu dłonie i stopy. Kiedy żołnierze podnoszą krzyż, całe ciało rozdziera straszliwy ból. Do Jego uszu dochodzą szyderstwa i złorzeczenia tłumu. Cierpienie jest potworne. Mimo to Jezus patrzy na nas ze współczuciem, wyrozumiałością i miłosierdziem. Nie oskarża! Nie potępia! Pragnie jedynie naszego zbawienia.
Patrząc na ostatnie chwile Jezusa, słyszysz, że mówi coś do jednego z ukrzyżowanych przy Nim łotrów. Widzisz, że nawet teraz nie przestaje prowadzić innych do swego Ojca. Wreszcie słyszysz, jak woła donośnym głosem, oddając ducha – dla ciebie.
Bracia i siostry, oto miłość, jaką umiłował nas Jezus! A to przecież zaledwie kilka momentów Jego męki. Spróbuj przeczytać tę medytację jeszcze raz i rozważyć te sceny lub wybierz jakieś inne fragmenty dzisiejszej Ewangelii: Ostatnią Wieczerzę, modlitwę Jezusa w Ogrójcu czy zaparcie się Piotra. Kontempluj mękę Jezusa. Niech ona porusza twoje serce i skłania je do wybrania Jezusa nad wszelkie inne dobro.
„Jezu, jak wielką miłość okazałeś mi w swojej męce i śmierci! Dziękuję Ci, Jezu”.
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Flp 2,6-11

▌Czwartek, 13 kwietnia
Wielki Czwartek
Wj 12,1-8.11-14
Spożyją mięso pieczone w ogniu. (Wj 12,8)
Podczas pierwszej Paschy Bóg polecił Izraelitom złożyć w ofierze baranka i naznaczyć jego krwią odrzwia swoich domów. W ten sposób mieli zostać ocaleni od anioła śmierci. Jednocześnie Bóg nakazał im upiec mięso baranka i spożyć je z gorzkimi ziołami i przaśnym chlebem. Powiedział Izraelitom: „Tak zaś spożywać go będziecie: biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym reku. Spożywać będziecie pośpiesznie” (Wj 12,11). Innymi słowy, Izraelici spożywając baranka mieli być gotowi do wyjścia w drogę.
Noc paschalna była dla Izraelitów dopiero początkiem historii. Od Ziemi Obiecanej dzieliło ich morze i wiele kilometrów przez nieprzyjazną pustynię. Bóg polecił im spożyć ofiarnego baranka, aby podtrzymać ich siły. Bez tego pokarmu nie byliby w stanie odbyć nawet pierwszego etapu podróży. Ich wyjście z niewoli nie miałoby sensu, gdyby zabrakło im sił na dalszą wędrówkę.
My także, podobnie jak Izraelici, odbywamy długą podróż, która wymaga sił i odpowiedniego pokarmu. Dlatego Bóg daje nam Eucharystię, Ciało i Krew Jezusa, jako pokarm, który nas podtrzymuje. On wie, że nie jesteśmy w stanie podołać tej podróży o własnych siłach, więc pokrzepia nas Chlebem aniołów!
Dzisiejszego wieczoru rozpoczynamy Triduum Paschalne. W kościołach całego świata zgromadzą się dziś wierni, rozpamiętując ostatnie godziny życia Jezusa. Czy możemy rozpocząć nasze obchody w lepszy sposób, niż przyjmując Jezusa jako Chleb na drogę? Podczas wieczornej Mszy Wieczerzy Pańskiej świętujmy to, co Jezus dla nas uczynił. Przyjmijmy Komunię świętą z wdzięcznością, że kiedy idziemy przez życie słabi i utrudzeni, Jezus jest z nami, by nas podtrzymywać i umacniać swoim Ciałem i Krwią. On nas prowadzi i pokrzepia. Towarzyszy nam na każdym kroku, uzdalniając do wiernego podążania wskazaną przez Niego drogą.
„Jezu, Ty jesteś Barankiem Bożym i Chlebem życia. Z Tobą nigdy już nie będę głodny”.
Ps 116,12-13.15-18
1 Kor 11,23-26
J 13,1-15

▌Piątek, 14 kwietnia
Wielki Piątek
J 18,1--19,42
Oto wasz król! (J 19,14)
Nadszedł dzień pełen powagi; dzień, w którym kontemplujemy pojmanie i ukrzyżowanie Jezusa. Jednak zamiast jedynie wspominać w smutku i żałobie to, co się wydarzyło, potraktujmy dosłownie wezwanie Piłata: „Oto wasz król!”, i uwielbiajmy Jezusa, naszego Króla. Złączmy się z Maryją i Janem u stóp krzyża i podnieśmy wzrok na Niego.
Oto wasz król! Spójrzmy na Jego wyniszczone ciało. Spójrzmy na głowę ukoronowaną cierniem, na Jego ręce, nogi i bok. Pamiętajmy, że to nasze grzechy doprowadziły Go do takiego stanu. We krwi cieknącej z Jego boku zobaczmy płynącą ku nam miłość. Dzięki niej zostaniemy wraz z Nim wskrzeszeni przez Ojca.
Oto wasz król! Nie jest On dawnym władcą z annałów historii. Nie jest królem panującym w jakichś odległych stronach. Jest twoim Królem. Zna cię po imieniu. Wybrał cię dla siebie, zanim jeszcze zostałeś stworzony. Do Niego należysz. Zna każdy szczegół twojego życia i kocha cię. Usłysz, jak mówi: „Dokonało się!” (J 19,30). Ukończył swoją misję i otworzył bramy nieba – dla ciebie.
Oto wasz król! Oto On, Król chwały, Ten, który podtrzymuje wszechświat, a teraz zawisł na krzyżu. Ten Król przyszedł po to, by służyć, a nie po to, by Jemu służono. Wyśmiany i wyszydzony, cierpi w milczeniu. Zwycięża nie przy pomocy armii, ale składając ofiarę z siebie samego. Raduje się, okazując miłosierdzie, nie zemstę. Spójrz na Niego i zobacz Syna Bożego oddającego życie za grzechy świata – za twoje grzechy.
W ten święty dzień znajdź czas na to, by być z Jezusem. Jeśli to możliwe, weź udział w wielkopiątkowej liturgii czy w Drodze Krzyżowej w swojej parafii. Pomyśl o tym, co Jezus dla ciebie uczynił. Wpatruj się w cierniową koronę, gwoździe, przebity bok. Patrz na swego Króla i pozwól, by Jego cierpienie poruszyło twoje serce. Ofiaruj Mu swoją miłość, zaufanie i posłuszeństwo.
„Jezu, mój Królu, dziękuję Ci za to, że oddałeś za mnie życie. Kocham Cię. Jestem dziś z Tobą”.
Iz 52,13--53,12
Ps 31,2.6.12-13.15-17.25
Hbr 4,14-16; 5,7-9

▌Sobota, 15 kwietnia
Wigilia Paschalna
Iz 55,1-11
O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody! (Iz 55,1)
Bóg wypowiedział słowo i stało się światło. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by oświecił twoje serce.
Zanim uformował cię w łonie matki, znał cię. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by pokazał ci, jak wielką jesteś dla Niego radością.
Gorąco pragnął spożyć Paschę ze swoimi uczniami. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by nakarmił cię Chlebem żywym.
Zawarł wieczne przymierze z Izraelem. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by potwierdził przymierze zawarte z tobą na chrzcie.
Okazał miłosierdzie skruszonemu łotrowi ukrzyżowanemu obok Niego. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by obdarzył cię przebaczeniem i wolnością.
Jest nieskory do gniewu i bogaty w miłosierdzie. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by uwolnił cię od ciężaru winy i wstydu.
Na krzyżu zwyciężył grzech i śmierć. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by objawił swoją moc nad grzechem i ciemnością w twoim życiu.
Trzeciego dnia powstał z martwych, zajmując należne Mu miejsce jako Pan i Król. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by zasiadł na tronie twego serca.
Wyjaśnił Pisma uczniom idącym do Emaus. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by twoje serce otworzyło się na Jego słowo.
On jest odwiecznym Panem, który jest, który był i który przychodzi. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by obdarzył cię życiem wiecznym.
On uzdrawiał wszystkich, którzy do Niego przychodzili. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by odnowił twego ducha, twój umysł i twoje ciało.
On czyni wszystko nowe. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by dał ci zakosztować nowego życia.
Chrystus Pan prawdziwie zmartwychwstał. Przyjdź do Niego, by mieć udział w Jego zmartwychwstaniu!
„Wszelka chwała Tobie, Panie Jezu Chryste! Tej nocy, w której przezwyciężyłeś ciemności, przychodzę do Ciebie z wiarą i zaufaniem, by oddać Ci całe moje życie”.
Zob. Słowo Boże na każdy dzień

▌Sobota, 29 kwietnia
Św. Katarzyny Sieneńskiej, patronki Europy
Mt 11,25-30
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. (Mt 11,25)
Dzisiejsza Ewangelia to bynajmniej nie jedyne miejsce w Piśmie Świętym, gdzie znajdujemy tak wstrząsające słowa o Bogu, który objawia ludziom prostym swoje tajemnice. „Czyż nie uczynił Bóg mądrości tego świata głupstwem?” – pisał Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian. I dalej: „Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Według oceny ludzkiej niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg” (1 Kor 1,20.26-28).
Św. Katarzyna Sieneńska, XIV-wieczna włoska mistyczka, jest doskonałym przykładem takiego właśnie Bożego paradoksu. Niewykształcona, prostego pochodzenia, nieznajdująca zrozumienia dla swoich duchowych pragnień w najbliższej rodzinie, stała się wielką mistyczką, duchową matką wielu osób konsekrowanych i świeckich, mediatorką w wielu sprawach politycznych i wielką zwolenniczką reformy Kościoła, z której zdaniem liczyli się papieże i kardynałowie. W XX wieku została ogłoszona doktorem Kościoła.
Być może kluczem do zrozumienia tego fenomenu jest jedno z jej wczesnych objawień, kiedy to usłyszała słowa Chrystusa: „Czy wiesz, córko, kim ty jesteś i kim jestem Ja? Kiedy te dwie rzeczy poznasz, będziesz szczęśliwa. Otóż ty jesteś tą, która nie jest. Ja zaś jestem Tym, który jest”. Katarzyna przyjęła te słowa i dały jej one nieprawdopodobną wolność. Zrozumiała, że prowadzi ją Bóg i że to przede wszystkim od otwarcia na Niego, a nie od jej własnych wysiłków i inteligencji zależy skuteczność jej działania. Mogła więc pozostać sobą, nie udając mądrzejszej ani lepszej, i w pokoju pełnić wolę Boga, tak jak ją rozumiała.
Jezus zaprasza dziś do siebie nas wszystkich – utrudzonych, obciążonych, szukających ukojenia – obiecując pokrzepienie i zachęcając, byśmy uczyli się od Niego cichości i pokory serca. Obyśmy, jak Katarzyna Sieneńska, potrafili w prostocie serca uznać swoją zależność od Boga i odnaleźć w niej szczęście.
„Panie Jezu, przychodzę dziś do Ciebie i składam przed Tobą wszystkie ciężary mojego serca. Nie chcę dłużej nieść wszystkiego sam. Pokrzep mnie, jak to obiecałeś”.
1 J 1,5--2,2
Ps 103,1-4.8-9.13-14.17-18

MAGAZYN:

Od Paschy
żydowskiej
do Paschy
chrześcijańskiej
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC

Słowo „Pascha” jest powszechnie stosowane we współczesnym języku liturgicznym i teologicznym. Coraz częściej jest używane również w języku potocznym chrześcijan na określenie Wigilii Paschalnej, Wielkanocy, a nawet całego misterium zbawczego – męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Pochodzi ono od hebrajskiego słowa pesach i oznacza zarówno „przejście”, jak i „oszczędzony, pominięty”. W pierwszym znaczeniu upamiętnia ocalenie narodu wybranego z niewoli egipskiej, jego pospieszne wyjście z Egiptu i przejście przez Morze Czerwone. W drugim przypomina noc poprzedzającą owo wyjście, w której anioł Pana przeszedł przez Egipt, zabijając wszystko pierworodne spośród ludzi i zwierząt (ostatnia plaga), oszczędzając i pomijając Izraelitów, których drzwi oznaczone były krwią zabitego wcześniej baranka, spożywanego w noc wyjścia.
Symbolika „wyjścia”, „baranka i jego krwi”, „uwolnienia z niewoli” wiąże się dla nas, chrześcijan, z męką i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa, z Jego zwycięstwem nad śmiercią i złem. To On nadał im nową treść, jest ich wytłumaczeniem i wypełnieniem. Niektóre znaki i elementy liturgii paschalnej, tej, którą celebrujemy w sobotę w nocy (lub przynajmniej po zachodzie słońca) mają ścisły związek z Paschą celebrowaną przez naród wybrany. Ich przywoływanie zmierza do uświadomienia sobie faktu, że w Jezusie Chrystusie wszystkie one się wypełniły. Jezus powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5, 17). Bez znajomości Starego Testamentu nie sposób w pełni zrozumieć to, czego dokonał Jezus Chrystus. Nowy Testament bez znajomości Starego jest oderwany od korzeni. Z kolei Stary bez Nowego pozostaje zawieszony w próżni: oczekiwanie na Mesjasza, który przecież przyszedł, pozostaje wciąż tylko oczekiwaniem, a przekaz w nim zawarty jest nie do końca zrozumiały, gdyż to Jezus Chrystus jest wypełnieniem Bożych obietnic zawartych w Starym Przymierzu.

▌PASCHA ŻYDOWSKA
Po długich latach ucisku w Egipcie Pan Bóg wybawił swój lud z niewoli. To wydarzenie miało być wspominane i świętowane każdego roku o tej samej porze: „Jest to Pascha na cześć Pana (…) Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu będziecie obchodzić święto” (Wj 12,11.14).
Pascha żydowska obchodzona była czternastego dnia miesiąca nisan jako wspomnienie wyzwolenia Izraelitów z niewo­li egipskiej. To święto upamiętnia wszystkie zbawcze dzieła Boże dokonane w dziejach narodu wybranego, a więc: wyjście z Egiptu, przejście przez Morze Czerwone, ogłoszenie przykazań na górze Synaj, cuda, jakich doświadczali Izraelici w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej. Jest także pamiątką „narodzin” ludu Bożego. Z gromady niewolników w kraju egipskim synowie Jakuba stali się „narodem wybranym”.
Świętowanie Paschy było czymś więcej niż tylko wspominaniem wydarzeń z odległej przeszłości. Było pamiątką, dzięki której dawne wydarzenia stawały się rzeczywistością, a jej uczestnicy czuli się włączeni w przeżycia swoich praojców. Do dzisiaj pobożni Żydzi obchodzą Paschę w głę­bokim poczuciu osobistego udziału w niej, o czym świadczą słowa modlitwy: „To nie tylko nasi przodkowie zostali wykupieni przez Najwyższego (niech będzie pochwalony) z Egiptu, lecz również my zostaliśmy wyzwoleni wraz z nimi”.
Poszczególne elementy Paschy przypominały i uobecniały wydarzenia poprzedzające i towarzyszące wyjściu narodu wybranego z Egiptu. W Księdze Wyjścia czytamy: „Niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. (…) Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny; wziąć możecie jagnię albo koźlę. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. (…) I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, i chleby przaśne będą spożywali z gorzkimi ziołami” (Wj 12,3.5-6.8). Baranek był najważniejszym znakiem żydowskiej uczty paschalnej.
Przed rozpoczęciem świętowania Paschy należało pozbyć się starego, kwaszonego chleba. Głowa domu z zapaloną świecą przeszukiwała wszystkie pomieszczenia, tak by żaden okruch kwaszonego chleba w nich nie pozostał. Miało to również duchowe znaczenie, gdyż w trakcie tej czynności odmawiano następującą modlitwę: „Panie, jeśli jest coś ukrytego w moim wnętrzu, czego jeszcze nie znalazłem, albo o czym nie wiem, Ty sam to usuń ze mnie”.
Podczas uczty paschalnej (sederu) oprócz baranka spożywano niekwaszony (przaśny) chleb, który symbolizował chleb udręczenia, jaki jedli Izraelici w Egipcie, a jednocześnie pośpiech, z jakim opuszczali oni kraj niewoli. Spożywano także rosnące na pustyni gorzkie zioła symbolizujące gorycz, jakiej doznawali, warzywa zanurzane w słonej wodzie przypominającej łzy niewoli oraz charoset – pastę z owoców i tłuczonych orzechów barwionych cynamonem, symbolizującą glinę, z której Izraelici wyrabiali cegły w Egipcie. Strój wędrowca, sandały na nogach i laska pasterska w ręku przypominały o gotowości do wyruszenia w drogę.
Wieczerzy sederowej towarzyszył rytuał wypijania czterech kielichów, które symbolizują cztery obietnice Boga: „Uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem (…). I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem” (Wj 6, 6-7).
Pierwszy kielich nazywany był „kielichem uświęcenia”, ponieważ podnosząc go, wysławiano Boga za święto i czas odpoczynku. Po nalaniu drugiego kielicha najmłodszy syn zadawał pytanie: „Co znaczy ten obrzęd, który teraz wypełniamy? Dlaczego ta noc tak bardzo różni się od innych nocy?”. W odpowiedzi ojciec rodziny mówił Hagadę paschalną, opowiadając o tym, co wydarzyło się w noc wyjścia z Egiptu, a także o wszystkich
cudach, które uczynił dla nich Bóg. Potem śpiewano pierwszą część Hallelu, czyli psalmy 113 i 114, i wypijano kielich.
Następnie, po obmyciu rąk, ojciec rodziny odmawiał modlitwę błogosławieństwa nad przaśnym chlebem, łamał go i rozdawał do spożycia. Po kolejnym błogosławieństwie spożywano baranka paschalnego i inne przygotowane wcześniej pokarmy.
Po skończeniu jedzenia następowała uroczysta modlitwa dziękczynna, śpiewano też drugą część Hallelu, czyli psalmy 115-118, wypijając trzeci i czwarty kielich wina.
Podczas sederu napełniany był również piąty kielich. Nalewano do niego czerwone słodkie wino – co miało symbolizować krew baranka, którą oznaczano odrzwia domów Izraelitów podczas ostatniej plagi egipskiej – lecz nie było ono wypijane. Kielich ten był przeznaczony dla proroka Eliasza, który – według tradycji – ma przybyć tuż przed Mesjaszem. Pozostawiano też otwarte drzwi i dodatkowe nakrycie przeznaczone dla Eliasza. Tak, w ogólnych zarysach, wyglądało świętowanie Paschy przez Żydów. Na koniec żegnano się wezwaniem: „Na przyszły rok w Jerozolimie!”. Bardzo podobny przebieg miało przypuszczalnie świętowanie Paschy w czasach Jezusa.

▌PASCHA JEZUSA CHRYSTUSA
Jezus jako Żyd był wierny Prawu, posłuszny jego nakazom. Z pewnością jako dziecko świętował Paschę z Maryją i Józefem, potem ze swoimi uczniami. Ostatnia uczta paschalna, którą spożywał z Apostołami, czyli Ostatnia Wieczerza, była szczególnie ważna, ponieważ w jej trakcie Jezus nadał nową treść sprawowanym znakom. W Ewangelii św. Łukasza znajdujemy wzmiankę: „A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. (…) Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: «Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże»” (Łk 22, 14.17-18). Wspomniany kielich jest pierwszym kielichem, „kielichem uświęcenia”. Następnie Jezus „wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie, połamał go i podał im, mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane»” (Łk 22,19) – wypowiadając słowa, które dzisiaj znamy jako słowa konsekracji. To już nie jest chleb udręczenia, lecz Ciało Chrystusa – Pokarm dający życie wieczne. Uczta paschalna nabiera nowego znaczenia: staje się Paschą Jezusa Chrystusa, Jego przejściem ze śmierci do zmartwychwstania, uobecnieniem Jego zwycięstwa nad śmiercią i wszelkim zniewoleniem.
Po wieczerzy, prawdopodobnie wtedy kiedy w tradycji żydowskiej podnoszono trzeci kielich, Jezus wypowiedział słowa: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22,20). To dzisiejsze słowa konsekracji. Znowu następuje zmiana treści znaku. Od tej chwili ów kielich staje się pamiątką, sakramentem zjednoczenia Bóstwa z człowieczeństwem, uobecnieniem dzieła, którego dokonał Ojciec w Jezusie Chrystusie, wskrzeszając Go z martwych. Oto Pascha, która była pamiątką przejścia z niewoli do wolności, staje się pamiątką przejścia Jezusa Chrystusa ze śmierci do zmartwychwstania. Jezus nie pije czwartego kielicha, tego, który miał znaczenie eschatologiczne, ukierunkowane na wieczność. Być może tak właśnie można interpretować Jego słowa zawarte w Ewangelii Mateusza: „Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami, nowy, w królestwie Ojca mojego” (Mt 26,29). Po zakończeniu Wieczerzy, jak podają Ewangeliści, odśpiewano hymny Hallelu.
Ewangeliści podają tylko niektóre elementy Ostatniej Wieczerzy. Trzej pierwsi zasadniczo skupili się na momencie, który nazywamy ustanowieniem Eucharystii. Jan skoncentrował się na czym innym. Obmywanie rąk należało do czynności wykonywanych w czasie uczty paschalnej, wodę najczęściej podawały małe dzieci. Jezus wniósł w ten znak nową treść, nadał mu nowe znaczenie. Obmywając nogi uczniom, i w ten sposób służąc im
z miłością, dał im przykład, aby i oni tak czynili. Jan zamieszcza także wielką mowę pożegnalną Jezusa skierowaną do Apostołów (J 13-16) oraz Jego modlitwę arcykapłańską (J 17). Jednak najważniejszym elementem narracji Ewangelii św. Jana jest temat baranka. Owym barankiem zabijanym na Paschę jest sam Jezus Chrystus. To Jego Krew oczyszcza i wybawia. On, jedyny niewinny, pokorny i cichy oddaje życie za swój lud. To On jest Tym, którego oczekiwano, Tym, który został posłany, aby ostatecznie wybawić swój lud z niewoli grzechu i śmierci.

▌PASCHA CHRZEŚCIJAŃSKA
Pierwszym znakiem liturgii paschalnej jest ogień, światło. Rozświetla ono ciemności, które są symbolem grzechu i śmierci. Dlatego tak ważne jest, aby ta liturgia była sprawowana w nocy. Wielka świeca paschalna, zapalona od poświęconego ognia, przypomina światło, które Bóg stworzył i oddzielił od ciemności. Jest też wspomnieniem słupa ognia, który oświetlał drogę Izraelitom idącym w nocy przez pustynię. Symbolizuje wreszcie Chrystusa, który jest naszym światłem. Orędzie paschalne (Exsultet), śpiewane przy blasku świec zapalonych od paschału, jest radosnym uwielbieniem Boga za Jego dzieła, za to, że tak jak wyzwolił z niewoli Izraelitów, tak nas wyzwala z ciemności grzechu i śmierci. Przypomina ono radosną pieśń, znaną jako Kantyk Mojżesza, wyśpiewaną po przejściu Morza Czerwonego.
Po Orędziu paschalnym następuje liturgia słowa. Przewidzianych jest w niej dziewięć czytań przeplatanych śpiewem psalmów. Siedem z nich pochodzi ze Starego Testamentu: mówią one o stworzeniu świata, o ofierze Abrahama, o przejściu przez Morze Czerwone i obietnicach zawartych w księgach prorockich. Po nich następują dwa czytania z Nowego Testamentu, ogłaszające zmartwychwstanie Jezusa jako wypełnienie starotestamentalnej obietnicy zbawienia człowieka. Słowo Boże proklamowane w takiej obfitości przypomina nam całą historię zbawienia, której Panem jest Bóg. To On nas stworzył, to On, pomimo naszej niewierności i grzechu, nigdy o nas nie zapomniał i, okazując nam niepojętą miłość, wydał na śmierć swego Jedynego Syna – jak ofiarnego baranka – by Jego Krew zmyła nasze winy i otworzyła przed nami bramy nieba.
Obfitość słowa Bożego ma również walor katechetyczny. Jak wspomniane było wyżej, w sprawowaniu przez Żydów liturgii w noc paschalną jest moment, w którym najstarszy syn pyta ojca, dlaczego ta noc jest inna niż pozostałe noce, dlaczego rodzina – włącznie z dziećmi – nie śpi. Wtedy ojciec rodziny opowiadał historię wybawienia Izraela z niewoli egipskiej. W niektórych wspólnotach kościelnych, na przykład w neokatechumenacie, w czasie Nocy Paschalnej nawiązuje się do tego zwyczaju. Dorośli, najczęściej rodzice, odpowiadając na to samo pytanie zadawane przez dzieci, dają świadectwo działania Chrystusa zmartwychwstałego w ich życiu. To ważny element w przekazywaniu wiary dzieciom.
Po liturgii słowa następuje liturgia chrzcielna. Błogosławieństwo wody, chrzest (jeśli są kandydaci) i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych nawiązują do historii wyzwolenia Izraela i zbawienia, które przyniósł nam Jezus Chrystus, wypełniając obietnicę Boga Ojca. Woda symbolizuje Morze Czerwone, ale również wody Jordanu, a także obmycie odradzające do życia w Duchu Świętym.
Liturgia eucharystyczna jest szczytowym momentem liturgii paschalnej, eksplozją radości i dziękczynienia. To w niej ma źródło każda Msza święta. Niedziela zmartwychwstania jest jakby „matką wszystkich niedziel”. Pascha Jezusa Chrystusa jest ściśle związana z Ostatnią Wieczerzą, która była pierwszą Eucharystią. „Łamanie chleba”, czyli sprawowanie Eucharystii, było najważniejszym momentem w życiu pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Dziś, za dokumentami Soboru Watykańskiego II, mówi się, że Eucharystia jest „źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego” (Lumen gentium, 11). Każda Eucharystia jest uobecnieniem ofiary Chrystusa, a jednocześnie dziękczynieniem i uwielbieniem, pełną radości odpowiedzią człowieka na działanie Boga. W niej Bóg żywy, w osobie Jezusa Chrystusa, nie tylko daje się poznać, ale wręcz dotknąć. Eucharystia jest więc przejściem Boga (pesach), który człowieka wprawia w ruch, zaprasza do drogi, jednoczy z innymi braćmi w wierze, czyniąc go zdolnym do kochania w wymiarze krzyża, tzn. aż do oddania siebie.
Triduum paschalne, począwszy od Czwartku Wieczerzy Pańskiej aż do procesji rezurekcyjnej w poranek Niedzieli Zmartwychwstania, znajduje się w centrum całej liturgii Kościoła. To ono tłumaczy sens historii zbawienia i naszej historii w niej zawartej. Noc paschalna to nie jest „noc wspomnień”, to noc uobecniająca działanie Boga, który zbawia. Jezus Chrystus, Baranek Boży, wybawia nas z ciemności, z niewoli grzechu i śmierci. To On oświeca naszą historię i naszą drogę. To On posyła nam, często smutnym i wątpiącym, udręczonym i zagubionym, swojego Ducha, abyśmy stawali się czytelnym znakiem Jego obecności w świecie. ▐


Niezwykła mowa
kwiatów
Joanna Przybyła

Otrzymałam niedawno zawiadomienie o ślubie młodych ludzi. Pod informacją dotyczącą daty i miejsca przyjęcia sakramentu małżeństwa dostrzegłam podaną drobniejszym drukiem prośbę, by zamiast kwiatów wręczać młodym małżonkom butelkę wina… Są to tzw. praktyczne rozwiązania, które zasmucają mnie, jak mało które. Sakrament małżeństwa to sekret miłości między ludźmi i Bogiem. To poważna chwila. Sacrum. Od wieków tak podniosłe wydarzenia były zawsze opromieniane pięknem kwiatów.
Wydaje się, że kwiaty są najmniej dotkniętym przez szpetotę grzechu pierworodnego elementem przyrody. Zachowały w sobie jakiś odprysk piękna raju. Niosą radość. Ich kruchość i przemijalność ukazują nam prawdę o naszym życiu doczesnym i wiecznym. Kwiaty zawsze były ozdobą i każdy rozumiał, że istnieją po to, by je podziwiać. Potrafią one wyrazić te wszystkie uczucia serca, których mowa ludzka nie jest w stanie wyartykułować. Dlatego stanowią zupełnie niezwykły, oszałamiający i potrzebny nam dar.
Mały dopisek na zawiadomieniu ślubnym wywołał u mnie falę wspomnień… Oto mój dom rodzinny, gdzie każdego lata królowały w szklanym wazonie smukłe gladiole, w ulubionym przez mamę łososiowym kolorze. Teraz kładę je na jej grobie… Przez szeroko otwarte okna wpadał do mieszkania upajający zapach kwitnącego bzu… Już jako dziecko biegałam na pobliskie targowisko, by za parę grosików kupić sobie bukiecik polnych lub ogrodowych kwiatków. Potrzebowałam ich piękna, ich duchowej mowy… Szkolni koledzy ofiarowywali mi fiołki lub szafirki, co było przeze mnie bardzo mile widziane, sama wręczałam i przyjmowałam wiązanki, wyrażające całą gamę uczuć.
Gdy pracowałam w szkole, otrzymywałam na zakończenie roku szkolnego bardzo wiele kwiatów. Było to kłopotliwe, ale muszę przyznać, że ulegałam temu kwietnemu zamętowi. Dom przez parę dni pełen był bukietów tak różnorodnych, jak różnorodni byli moi uczniowie. Po paru dniach, gdy osypywały się już wielobarwne płatki, robiłam wielkie sprzątanie i ruszałam na wakacje. Również po moim ślubie dom tonął w kwiatach. I również po paru dniach, gdy zaczął przemijać czas ich kwitnienia, w naturalny sposób wróciliśmy z mężem do normalnego życia. Nasz 2-3 letni syn nie pozwalał nam wjeżdżać autem na przydomowy trawnik, bo rozkwitały na nim... mlecze.
Mieszkając teraz wśród rozległych pól, w pobliżu lasu, z każdego dalekiego spaceru z psem przynoszę naręcza kwiatów polnych, leśnych czy przydrożnych… Syn, krążąc na rowerze po okolicy, zachwycony urodą pospolitych, ukrytych w trawie kwiatów i ziół, przywozi mi je w prezencie. Przyznaję, nie potrafię żyć bez piękna kwiatów. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam ochotę wstać, wyjść z domu i po prostu – kupić sobie kwiaty!
Kwiaty są kwintesencją piękna. Darem Boga i jednocześnie Jego tajemniczym, delikatnym uśmiechem. Są wielobarwnym pozdrowieniem z raju, wołaniem nieba, czymś zupełnie niepraktycznym, kruchym i nietrwałym… Milcząc – mówią najwięcej. Są cudem, po prostu zachwycającym cudem!
Utkwiło mi w pamięci wydarzenie, gdy kwiaty w milczący sposób wyraziły uczucia skryte głęboko w sercu. Można by nawet powiedzieć – swoim pięknem i kruchością dotknęły Boga, nieba i wieczności. Tę historię opowiedziała mi kiedyś moja koleżanka Ewa. Poznałyśmy się w parafialnej wspólnocie modlitewnej, ale historia ta pochodziła sprzed wielu lat, gdy Ewa była jeszcze daleko od Kościoła. Miała bardzo pogmatwane życie i w końcu liczyła już tylko na to, że Bóg wyzwoli ją z jej problemów. Zaczęła więc przychodzić do kościoła, stając najczęściej w kruchcie i wstydząc się „nawet oczu wznieść ku niebu”, niczym ewangeliczny celnik (Łk 18,13). Miała bardzo niskie poczucie własnej wartości i wydawało jej się, że można nią już tylko gardzić. Wszyscy inni w kościele byli w jej oczach jaśni i święci, tylko ona jedna – brudna i grzeszna. Dlatego trzymała się na uboczu, biła duchowo w piersi i pragnęła bliskości Jezusa. Nie mogła Go jeszcze wtedy przyjąć sakramentalnie, ale coraz bardziej tego pragnęła.
Któregoś dnia na zakończenie Mszy świetej usłyszała prośbę, aby przynosić do kościoła kwiaty w celu udekorowania Grobu Pańskiego. Ewie mocniej zabiło serce – kupi kwiaty dla Jezusa! Wybrała w kwiaciarni siedem najpiękniejszych tulipanów o takiej barwie, jakiej nie widziała nigdy w życiu – były świetliste, seledynowe, niezwykłe! Sądziła, że będzie to jedna z niewielu wiązanek dla Jezusa. Gdy jednak weszła do kościoła, stanęła jak wryta: cała nawa boczna wielkiej świątyni zastawiona była doniczkami i wiadrami pełnymi hortensji, lilii, róż, goździków i gerber... Załamała się. Co zrobić z małym, niepozornym bukietem tulipanów? W końcu zdecydowała się wsunąć go do jednego z wiader, gdzie świetliste główki smutno zsunęły się do wnętrza, a inne kwiaty przykryły je natychmiast swymi bujnymi liśćmi. Zrezygnowana Ewa poszła do ławki, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła się modlić.
Powiedziała Jezusowi, że przyniosła Mu kwiaty – tak od siebie, tak bardzo, bardzo od siebie… Że prosi, aby je zobaczył i przyjął od niej. Przeprosiła po raz kolejny za swoje winy, prosiła, by Jezus jej pomógł, i powtarzała, że Go pokochała i teraz chroni się u Niego. Na koniec duchowo wręczyła Mu jeszcze raz swoje tulipany, po czym ocierając łzy, wróciła do domu.
Po rezurekcji, w której Ewa brała udział po raz pierwszy od bardzo wielu lat, zeszła z chóru (tym razem tam się ukryła) i korzystając z pustoszejącego wnętrza kościoła, poszła aż pod sam ołtarz, gdzie uklękła, modląc się w skupieniu. Gdy podniosła oczy, ujrzała na ołtarzu, wśród snujących się jeszcze mgiełek kadzidła i kopcących zagaszonych świec – siedem świetlistych, seledynowych tulipanów! Cudownie rozkwitnięte, dojrzałe, niezwykłej barwy, zachwycająco błyszczące i jednocześnie skromne stały w kryształowym wazonie, milcząc, a przecież mówiąc tak wiele! Nie podejmuję się opisywać, co czuła w tym momencie Ewa. Ona określiła to krótko: „Ujrzałam uśmiech Jezusa! ”. A potem przyrównała siebie do Zacheusza. Powiedziała: „Poczułam się jak Zacheusz, ukryty na sykomorze. Te kwiaty, wybrane ręką siostry zakrystianki i postawione na ołtarzu, powiedziały mi głosem Jezusa: «Ewo, zejdź prędko ze swego drzewa, gdyż jeszcze dzisiaj muszę zatrzymać się w twoim domu» (por. Łk 19,1-10). I tak się stało!”
W symbolice chrześcijańskiej kwiaty zajmują bardzo ważne miejsce. Są znakami wielu cnót i pozytywnych cech: róża symbolizuje miłość, fiołek – pokorę, lilia – czystość, bez – gorliwość, barwinek – wierność, bławatek – delikatność, dzwonek polny – stałość, goździk – uprzejmość, hiacynt – roztropność, krokus – cierpliwość, len – prostotę, margerytka – cierpienie, mirt – wstrzemięźliwość, niezapominajka – wierną pamięć, piwonia – wstyd, rumianek – zmaganie się ze złem, słonecznik – modlitwę i pobożność, a tulipan (pomyślmy o Ewie!) – dobre imię!
Sam Jezus w Ewangelii zwrócił nam uwagę na piękno i wymowę kwiatów, a także na fakt, że Bóg troszczy się o swoje stworzenie (Mt 6, 28-30). Miesiącami przyglądam się roślinom w moim ogrodzie i muszę przyznać, choć może brzmi to dziwnie, że odbieram od nich zawsze ważne, duchowe nauki. Słonecznik stoi wyprostowany, choć wiatr na niego naciska, obraca się za słońcem, czujnie adoruje światło i ciepło. Nic innego nie jest dla niego ważne. Gdy wychodzę na ganek domu, barwinek ściele się u mych stóp, skromny, a tak wierny, połyskujący zielenią nawet spod śniegu. Gdy każdego lata otrzymuję od sąsiadki ogromny bukiet rozkwitłych piwonii, rozmyślam nad rolą wstydu w naszym życiu i nad niezwykle brutalnym niszczeniem tej cnoty w życiu społecznym.
Kwiaty są jak księga, z której możemy wyczytać i nauczyć się bardzo wiele. W każdym kwiatku zawarta jest jakby inna myśl Boga. A kwiaty, nazywane w symbolice chrześcijańskiej „dziećmi światła”, obracając się nieustannie za słońcem, źródłem ich życia, zachęcają nas, abyśmy i my podążali wytrwale za naszym Światłem – Jezusem.
Kwiaty są też atrybutem wielu świętych, a szczególnie Matki Najświętszej, ukazywanej bardzo często wśród piękna kwiatów, zwłaszcza róż lub lilii. Prorok Zachariasz to starszy pan z kwitnącą gałązką oliwną w dłoni, św. Idzi zaś z trzema liliami; lilia to w ogóle atrybut bardzo wielu świętych (dziewic, ale także św. Józefa, św. Antoniego Padewskiego, św. Stanisława Kostki i innych). Nawet maczuga zakwitła w ręku św. Krzysztofa, przenoszącego małego Jezusa przez potok! Róże to atrybut św. Tereski, św. Doroty, św. Elżbiety Węgierskiej, a wieniec z róż to znak rozpoznawczy św. Cecylii i innych świętych dziewic. Sztuka chrześcijańska podpowiada nam, że żyjemy pośród cudu, jakim są te piękne i kruche, a tak ważne dla nas dary. Niezwykła jest ich różnorodność, bogactwo wdzięku, barw i aromatów. Ten, który stworzył potężne galaktyki w niewyobrażalnych przestrzeniach, jest również Stwórcą maleńkiego, błękitnego kwiatuszka, skromnie kwitnącego kurdybanka (przy okazji warto powiedzieć, że bluszczyk kurdybanek to także symbol Matki Bożej). I nawet ten pospolity, maleńki, niezauważalny wręcz kurdybanek, wijący się przy polskich dróżkach, niesie nam dobrą i ważną wieść, bo…. od tego właśnie są kwiaty.
Św. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała kiedyś: „Nie wiesz, czy kupić ryż, czy kwiaty? Kup ryż, by żyć, i kwiaty, żeby wiedzieć, po co żyć!”.

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 4 (284) 2017



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO KWIETNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Kwietniowy numer „Słowa wśród nas”, obejmujący ostatni tydzień Wielkiego Postu, Wielki Tydzień z Triduum Paschalnym oraz początek Okresu Wielkanocnego nosi tytuł „Ze śmierci do życia”. Artykuły, które mają nam pomóc dobrze przeżyć ten czas napisał ks. Artur Radacki MIC. Jak dać się odnaleźć Bogu w tym szczególnym czasie? Skąd bierze się smutek współczesnego człowieka i jak przejść od przygnębienia do radości w Panu? Autor przez kolejne artykuły prowadzi do podstawowej prawdy: to Chrystus zmartwychwstały niesie radość i pokój.
W Magazynie znajduje się interesujący artykuł ks. Eugeniusza Zarzecznego MIC „Od Paschy żydowskiej do Paschy chrześcijańskiej” oraz tekst Joanny Przybyły „Niezwykła mowa kwiatów”, a także świadectwo – odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, omówienie polecanej przez nas lektury – książki J. Guiberta „Przyjdź, miłosierdzie Twoje!” oraz krzyżówkę.

 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Odkryć swoje zagubienie
Daj się odnaleźć Bogu w Wielkim Poście –
ks. Artur Radacki MIC................................................ 4

Smutek starego człowieka
Od przygnębienia do radości w Panu –
ks. Artur Radacki MIC............................................... 10

Nowy człowiek w Chrystusie
Zmartwychwstały niesie radość i pokój –
ks. Artur Radacki MIC............................................... 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

od 1 do 30 kwietnia......................................... 22

MAGAZYN

Od Paschy żydowskiej do Paschy chrześcijańskiej –
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC......................................... 49

Niezwykła mowa kwiatów –
Joanna Przybyła......................................... 57

Prowadzona przez Opatrzność –
odpowiedź na ankietę „Bóg żyje i działa”................. 61

Nasze lektury............................................................. 62

Krzyżówka................................................................. 63

Słowo Boże na każdy dzień...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Odkryć swoje zagubienie

Daj się odnaleźć Bogu
w Wielkim Poście

Zgodnie z wielowiekową tradycją duchowymi filarami Wielkiego Postu są modlitwa, post i jałmużna. Każdy chrześcijanin jest zaproszony do tego, aby w czasie przygotowania do uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego podjąć z większym zaangażowaniem wezwanie do nawrócenia, zaś wspomniane praktyki są wielką pomocą na drodze przemiany wewnętrznej. Szczególnie oddając się dziełom miłosierdzia, jak również wchodząc intensywniej w praktykowanie wybranej formy modlitwy, stajemy się bardziej otwarci na łaskę, dzięki której nasz Zbawiciel dokonuje w nas dzieła przemiany.
Rozpoznając naszą grzeszną kondycję, pragniemy wejrzeć głębiej w nasze sumienia. Przystępujemy w tym czasie do sakramentu pokuty i pojednania, ponieważ droga przemiany i stawania się nowym człowiekiem wiedzie przez zerwanie z grzechem i doświadczenie oczyszczenia. Staramy się więc dobrze wyspowiadać, w czym szczególnie pomocny jest rachunek sumienia, połączony z pokornym wołaniem do Pana o światło.
Idąc konsekwentnie za tym pragnieniem, dobrze jest zapytać o naszą kondycję duchową, aby głębiej rozpoznać rodzaj naszego zagubienia. Słowo Boże pomaga rozeznać różne stany zagubienia człowieka. Korzyści z takiego rozważania przyczyn swoich upadków jest wiele. Przede wszystkim ważne jest dostrzeżenie korzeni zła i grzechu. To zrozumienie (podobnie jak u Adama) „gdzie jestem”, z czym się zmagam, co pokonuje mnie u podstaw – to doskonała możliwość lepszego rozeznania swojego duchowego wnętrza. Poznanie to powinno prowadzić ku głębokiej przemianie życia. Zatrzymanie się w po-
łowie drogi może powodować przygnębienie duchowe, niekiedy aż zwątpienie w Boże miłosierdzie i związane z nim przebaczenie.
Duch Prawdy przekonuje nas o grzechu (J 16,8), chcąc nas wyzwolić od niszczących stanów zagubienia, w których może trwamy od lat. Sięgając po Pismo Święte, przyjrzyjmy się kilku z nich.

▌SYN MARNOTRAWMY
Wielu z nas utożsamia się z postacią syna, który odszedł od ojca, zagubił się, roztrwonił wszystko, co miał, a finałem tego dramatu – mówiąc dosadnie – było „uświnienie” (Łk 15,11-32). Ten wątek przytaczanej przypowieści musiał brzmieć wyjątkowo szokująco dla pobożnego Izraelity. Człowiek, który miał wszystko, spożywa odpadki przeznaczone dla nieczystego zwierzęcia. Niektórzy, podobnie jak ewangeliczny młodszy syn, rozpoznając głębię osobistego upadku, czynią wysiłki, aby radykalnie zmienić swoje życie. Dostrzegają dramat swego położenia. Posiadali skarby otrzymane od Ojca, który ich stworzył: zdrowie, powodzenie, nierzadko majątek, dobrą pozycję społeczną, wymarzoną pracę, godność, szacunek u innych. Wszystko zmarnotrawili i roztrwonili. Opamiętali się i schodzą z grzesznych dróg, rzucając się w ramiona miłującego Ojca, który obolałemu i skruszonemu synowi (lub córce) przebacza wszystko, co złego uczynił. Wiele świadectw potwierdza podobną drogę duchowej przemiany. Od chwili nawrócenia, świadomi własnych skłonności i duchowych niebezpieczeństw, nie upadają już tak ciężko. Są jednak jeszcze inne historie nieprawości, o bardziej powikłanym scenariuszu.

▌FARYZEUSZ
Marnotrawny syn, zraniony grzechem, tak nisko mniemał o sobie, że chciał tylko przystać do najemników ojca. Celnik nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu i bił się w pierś, błagając o przebaczenie swoich grzechów. A faryzeusz…? (Łk 18,9-14). Stawił się w świątyni, dumny ze swej prawości i skrupulatnego przestrzegania przepisów Prawa, wręcz epatujący swoją doskonałością. Analizując tę postać, można dostrzec w niej olbrzymie pokłady pychy. Zaślepiony własną poprawnością, faryzeusz adoruje siebie, a nie Boga, którego przyszedł spotkać w świątyni. To, co fatalne w osobie faryzeusza, to jego mniemanie, że jest człowiekiem prawym i dobrym, i że nie widzi nic, co uznałby w sobie za słabość. Jego „dobrostan” wzrasta, gdy zestawia się z celnikiem. Celnik jest gorszy, jest ucieleśnieniem zła dla zadufanego w sobie faryzeusza, który odnosi się do niego z pogardą i wyniosłością.
Dlaczego tak się dzieje? Pycha świetnie się kamufluje, przybierając często szatę skromności i fałszywej pokory. Prawdopodobnie jeśli nawet kiedykolwiek faryzeusz dostrzegł w sobie grzech czy występek, to albo go sobie wytłumaczył (zracjonalizował), albo przeniósł na inną osobę – w tym wypadku celnika. Odwołując się do tych dwóch mechanizmów, łatwiej można zrozumieć przyczynę powstawania tego typu schorzeń sumienia.
Wielu ludzi z niezwykłą łatwością tłumaczy swoje błędy, niemoralne postępowanie, liczne upadki. Chcąc pokonać niepokój sumienia, szukają usprawiedliwień, które dają pozorny spokój. Podobnie jak faryzeusz, wyszukają w tłumie kogoś, jakiegoś „celnika”, znajdując w ten sposób swego rodzaju alibi na własne niewłaściwe postępowanie. Może być jeszcze inaczej. Faryzejskie zaślepienie polega na przeniesieniu na innych swoich wad i grzechów. Często człowiek skąpy nie widzi swojego skąpstwa, a jedynie uważa się za bardzo oszczędnego. Niewykluczone, że myślimy podobnie. To inny jest gorszy, bardziej upadły, a ja może i ostatecznie uznałbym jakieś grzechy, ale to nic w porównaniu z takim grzesznikiem „wagi ciężkiej”.
Niestety, to duchowe zagubienie często trudno uleczyć, zwłaszcza u osób mających się za ogólnie dobre. To właśnie one do perfekcji opanowały sztukę usprawiedliwiania wątpliwych zachowań, a jednocześnie lansowania swoich zalet – aż po chorobliwy samozachwyt. Efekt zakłamania zwiększa się przez zestawienie z innymi, zwykle gorszymi, co dobrze ilustruje przywołany fragment Łukaszowej Ewangelii. Tak wygląda grzeszna sprawiedliwość, na którą lekarstwem jest zobaczenie siebie w prawdzie (uznanie, że nie jestem doskonały) oraz pokora. Warto zapytać siebie: Kim gardzę? Kogo uważam za niegodnego mojej uwagi? Skąd bierze się moje przekonanie o byciu dobrym? Metanoia, nasza droga duchowej przemiany, rozpocznie się z chwilą, gdy wyśledzimy w sobie faryzeusza w jego licznych odmianach. Z dystansem spójrzmy na siebie, pytając: Na jakiej podstawie mogę się uznać za dobrego, skoro „nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10,17)?

▌ZAGUBIONA OWCA
Zrozumiały jest nasz podziw dla miłości Boga do grzeszników, zilustrowanej w scenie poszukiwania zagubionej owcy (Łk 15,1-7). Dobry Pasterz samotnie podejmuje akcję poszukiwawczo-ratunkową; chcąc znaleźć zagubioną owcę, pozostawia liczące dziewięćdziesiąt dziewięć sztuk stado. Jego poświęcenie przemawia do naszej wyobraźni. Tak bardzo Bóg w Chrystusie nas ukochał!
Warto też zapytać o owcę: Dlaczego się zagubiła? Co spowodowało jej odłączenie się od stada? Szukała nowego pastwiska? Może się zwyczajnie zapatrzyła na coś, odchodząc od stada? A głos Pasterza, czy go nie słyszała? Tak bywa w życiu duchowym niektórych osób – ujmując wprost – permanentnie zagubionych. Co powoduje ich odejście od Boga? Może chcą się przekonać, jak to jest bez pasterza, może myślą, że pasterz się myli albo nie odpowiada im jego styl? A może same chcą sobie wybrać pastwisko? A mówiąc bardziej współcześnie, może szukają szczęścia poza Bogiem, więc eksperymentują, gonią za wciąż nowymi doświadczeniami, nie dają się prowadzić ani przez przewodnika, ani przez słowo Boże, lecz uparcie wybierają własne ścieżki, w rezultacie czego odchodzą.
Niewykluczone, że rozpoznają chrześcijańską drogę jako zbyt schematyczną, przypominającą utartą ścieżkę, czując się na niej ograniczeni. Dlatego wybierają niewydeptany szlak, na którym jednak łatwo się zagubić. Osoby, które rozpoznają się w tym rodzaju zagubienia, zrozumieją, że ich odejścia wiążą się z „typowymi” ucieczkami – w używki, w rozwiązłość czy inny rodzaj autodestrukcji.
Spotykamy czasami ludzi fundamentalnie nieufnych, którym na skutek różnych doświadczeń z trudnością przychodzi być w relacji z kimkolwiek. Są jacyś niestali, wątpiący, trzymający się z tyłu grupy i z tego też powodu odchodzą od „stada i przewodnika”. Ranią się przy tych odejściach niekiedy niezwykle boleśnie.
„Zagubionymi owcami” są też ci nieuważni, dziwnie rozkojarzeni, którym odejście na sposób owcy przychodzi przez dziwne i fatalne w skutkach „zagapienie”. Chwila nieuwagi i brak duchowej czujności powodują zejście na manowce.
Są też ludzie zwyczajnie przekorni, a jednocześnie uparci, jak męska odmiana owcy. Z uporem, mimo racjonalnych przesłanek, zawsze obstają przy swoim. Okopują się w tym, co uznali za słuszne, nie zmieniają postępowania, nawet jeśli wyczuwają, że dokonanie takiego wyboru spowoduje wiele złego. Prawdopodobnie rezygnacja z drogi na skróty czy powrót na „Boże pastwiska” kojarzy się im z utratą twarzy. Summa summarum, wygrywa przekora, która wiedzie do zagubienia. Czyniąc wielkopostny rachunek sumienia, warto uwzględnić także taki scenariusz zagubienia.

▌STARSZY SYN
Identyfikacja ludzkich zagubień i bezbożnych dróg wymaga podjęcia refleksji nad starszym synem z przypowieści o synu marnotrawnym (Łk, 15,11-32). Jego reakcja na powrót marnotrawnego hulaki, czyli jego młodszego brata, jest zadziwiająca. Paradoksalnie, swoim zachowaniem na wieść o tym, co się stało, ujawnia on, że nie potrafi kochać ani ojca, ani brata. Jest rozgniewany, obrażony, ostentacyjnie manifestuje nieposłuszeństwo ojcu.
Ten rodzaj zagubienia jest utkany subtelnie i przejawia się bardzo nietypowo. Wymówki, które robi ojcu ten posłuszny, respektujący domowe zasady syn, ujawniają jego olbrzymią biedę duchową, pokrytą maską poprawności i pozorem spolegliwości. W swoim zagubieniu przypomina on w pewnym stopniu zadufanego faryzeusza. Powraca tu znowu kwestia poprawności i sprawiedliwości.
Postawa starszego brata skłania nas do refleksji, czy pod naszym w miarę pozytywnym obrazem siebie nie kryje się jakaś mizeria duchowa, pełna złości oraz wygrażania pięścią w kierunku Boga i nawracających się bliźnich. Jest to specyficzny, różny od innych odejść, rodzaj zagubienia i może dlatego tak trudny do wytropienia. Warto jednak konsekwentnie zapytać: Jak ja reaguję w chwili, gdy ktoś odwraca się od grzechu? Czy gdy słyszę o czyimś nawróceniu, odczuwam coś w rodzaju rozgoryczenia, czy raczej dzięki czynię za brata lub siostrę powracających do domu Ojca?

▌REFLEKSJA
ZAGUBIONEJ DRACHMY
Leżysz w mrocznym miejscu, pokryty warstwą kurzu czy innych nieczystości. Prawdopodobnie przebywasz tam od dłuższego czasu. O twoim zagubieniu wie tylko dobry Pan, dla którego jesteś bardzo cenny, tak jak dla pewnej kobiety wartościowa była jedna z jej dziesięciu drachm (Łk 15,8-10). Jesteś unieruchomiony przez słabość, a przez to nie możesz zmienić twojego położenia. Jednak to, co potrafisz, to, co możesz, to wołać do Boga, aby oświecił mroki i pozwolił ci znaleźć się w świetle. Dzięki temu odzyskasz swoją wartość, jaką masz od początku w oczach Bożych. Proś też o rozświetlenie twojego serca, abyś mógł zrozumieć historie twoich zagubień, co jest niezbędne do podjęcia drogi przemiany. ▐

MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

▌Sobota, 1 kwietnia

Jr 11,18-20
Tobie powierzam moją sprawę. (Jr 11,20)
Kto jest dla ciebie autorytetem? Rodzice, ksiądz, nauczyciel, sąsiad, trener? W życiu każdego z nas są ludzie, od których chcemy się uczyć, z których staramy się brać przykład.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu znajdujemy cenny wzór do naśladowania w proroku Jeremiaszu. Kiedy Bóg objawił mu, że pewni ludzie czyhają na jego życie, co z pewnością wzbudziło w nim lęk, zawołał do Boga z wiarą: „Tobie powierzam moją sprawę” (Jr 11,20).
Odnieśmy teraz słowa Jeremiasza do Jezusa – który jest jeszcze doskonalszym wzorem do naśladowania! Jezusa, podobnie jak Jeremiasza, wciąż spotykały prześladowania. Podobnie też jak Jeremiasz powierzał On „swoją sprawę” Ojcu. W noc przed męką modlił się słowami: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42).
Jednak Jeremiasz i Jezus różnią się od siebie. Obu przygniotło cierpienie, ale pierwszy z nich pragnął zemsty, a drugi ofiarował przebaczenie. Jeremiasz, dobry i święty człowiek, nie był doskonały. Mówił: „Chciałbym zobaczyć Twoją pomstę na nich” (Jr 11,20). Jezus natomiast okazał miłosierdzie swoim wrogom, prosząc: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Z własnej woli oddał życie na krzyżu za swoich nieprzyjaciół, podczas gdy Jeremiasz przyjmował swoje męczeństwo z wielkimi oporami.
Który wzór pragniesz naśladować? Pragnienie odwetu jest dla nas o wiele bardziej naturalne niż gotowość przebaczenia. To prawda, że zdarzają się sytuacje, w których przebaczenie jest bardzo trudne. Dla Boga nie ma jednak nic niemożliwego. On chce przemieniać nasze pełne rozgoryczenia i mściwych myśli serca w serca miłosierne. Prosi jedynie, abyśmy spróbowali wyrzec się pragnienia zemsty, gdyż to pozwoli nam otworzyć się na Jego łaskę.
Spróbuj dziś oddać Jezusowi swoje zranienia i chęć odwetu. Poproś Go o łaskę przebaczenia tym, którzy cię zranili, zdradzili czy zawiedli. Jeśli nie czujesz się zdolny do przebaczenia, powiedz o tym Panu. On cię nie potępi, lecz będzie ci pomagał stawać się coraz bardziej miłosiernym.
„Jezu, pomóż mi naśladować Ciebie. Pomóż mi przebaczać moim winowajcom”.
Ps 7,2-3.9-12
J 7,40-53

▌Niedziela, 2 kwietnia
J 11,1-45
Usunięto więc kamień. (J 11,41)
Wskrzeszenie Łazarza było jednym z największych cudów dokonanych przez Jezusa. Dziś jednak skupimy się na Jego dialogu z Martą, pogrążoną w żałobie siostrą Łazarza. Jezus przeprowadza ją od wiary teoretycznej do praktycznej, żywej wiary w Niego – co pod pewnymi względami było równie zadziwiające jak wskrzeszenie umarłego.
Marta przeszła taką samą przemianę, jakiej Jezus chce dokonać w każdym z nas. Z tego powodu może być dla nas wspaniałą towarzyszką na Wielki Post. Przyjrzyjmy się więc uważnie jej drodze ku głębszej wierze.
Marta od początku ufa, że Jezus może wysłuchać jej modlitwy: „Panie, gdybyś tu był…” (J 11,21).
Jezus mówi jej, że Łazarz powstanie z martwych, ale Marta nie wierzy, że może się to stać teraz. Sądzi, że jest to sprawa odległej przyszłości: „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym” (J 11,24).
Jezus pyta Martę, czy wierzy, że On jest zmartwychwstaniem i życiem. Marta odpowiada: „Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz” (J 11,27). Marta jednak nie jest jeszcze w stanie dokonać przejścia od uznania w Jezusie Mesjasza do wiary w to, że On jest zmartwychwstaniem i życiem.
Kiedy Jezus poleca otworzyć grób, Marta protestuje: „Panie, już cuchnie” (J 11,39). Jednak Jezus nalega: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” (J 11,40). Ujrzysz ją tu i teraz, nie w jakiejś odległej przyszłości. Marta zostaje wezwana do postawienia kroku w wierze.
Czy pozwoli na otwarcie grobu? Czujemy wręcz namacalnie, jak zmaga się z tą decyzją. Jezus nie boi się cuchnącego ciała, ale – możemy się domyślać – czeka na jej zgodę. Wreszcie grób zostaje otwarty. Jezus wywołuje Łazarza, a wiara Marty się umacnia.
W każdą wielkopostną niedzielę Jezus wzywa nas do postawienia kolejnego kroku w wierze. Prowadzi nas stopniowo, jak kiedyś Martę, a gdy się wahamy, czeka cierpliwie na nasze „tak”.
„Jezu, usuwam kamień! Przyjdź, Panie, i przywróć mnie do życia!”
Ez 37,12-14
Ps 130, 1-8
Rz 8,8-11

▌Niedziela, 9 kwietnia
Niedziela Palmowa
Mt 26,14--27,66
A Jezus jeszcze raz zawołał donośnym głosem i oddał ducha. (Mt 27,50)
Święci, jak na przykład Ignacy Loyola czy Teresa z Avili, uczyli, że posługiwanie się wyobraźnią na modlitwie może pomóc nam wzrastać w wierze. Pójdźmy więc dziś za ich radą, rozważając mękę naszego Pana.
Na początek wyobraź sobie Jezusa, który po swoim aresztowaniu staje przed arcykapłanami. Posłuchaj, jak wysuwają przeciwko Niemu fałszywe oskarżenia. Zobacz, jak bardzo boleje On nad tym, że są aż do tego stopnia zaślepieni wściekłością i nienawiścią.
Następnie zobacz Jezusa upokarzanego przez żołnierzy. Patrz, jak plują na Niego, szydzą i zadają Mu ciosy. W takiej sytuacji trudno nie stracić spokoju, jednak Jezus zachowuje go, skupiony na swoim posłannictwie.
Teraz wyobraź Go sobie na Kalwarii. Jest wyczerpany. Jego ciało jest udręczone bólem i zmęczeniem. Gwoździe przeszywają Mu dłonie i stopy. Kiedy żołnierze podnoszą krzyż, całe ciało rozdziera straszliwy ból. Do Jego uszu dochodzą szyderstwa i złorzeczenia tłumu. Cierpienie jest potworne. Mimo to Jezus patrzy na nas ze współczuciem, wyrozumiałością i miłosierdziem. Nie oskarża! Nie potępia! Pragnie jedynie naszego zbawienia.
Patrząc na ostatnie chwile Jezusa, słyszysz, że mówi coś do jednego z ukrzyżowanych przy Nim łotrów. Widzisz, że nawet teraz nie przestaje prowadzić innych do swego Ojca. Wreszcie słyszysz, jak woła donośnym głosem, oddając ducha – dla ciebie.
Bracia i siostry, oto miłość, jaką umiłował nas Jezus! A to przecież zaledwie kilka momentów Jego męki. Spróbuj przeczytać tę medytację jeszcze raz i rozważyć te sceny lub wybierz jakieś inne fragmenty dzisiejszej Ewangelii: Ostatnią Wieczerzę, modlitwę Jezusa w Ogrójcu czy zaparcie się Piotra. Kontempluj mękę Jezusa. Niech ona porusza twoje serce i skłania je do wybrania Jezusa nad wszelkie inne dobro.
„Jezu, jak wielką miłość okazałeś mi w swojej męce i śmierci! Dziękuję Ci, Jezu”.
Iz 50,4-7
Ps 22,8-9.17-20.23-24
Flp 2,6-11

▌Czwartek, 13 kwietnia
Wielki Czwartek
Wj 12,1-8.11-14
Spożyją mięso pieczone w ogniu. (Wj 12,8)
Podczas pierwszej Paschy Bóg polecił Izraelitom złożyć w ofierze baranka i naznaczyć jego krwią odrzwia swoich domów. W ten sposób mieli zostać ocaleni od anioła śmierci. Jednocześnie Bóg nakazał im upiec mięso baranka i spożyć je z gorzkimi ziołami i przaśnym chlebem. Powiedział Izraelitom: „Tak zaś spożywać go będziecie: biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym reku. Spożywać będziecie pośpiesznie” (Wj 12,11). Innymi słowy, Izraelici spożywając baranka mieli być gotowi do wyjścia w drogę.
Noc paschalna była dla Izraelitów dopiero początkiem historii. Od Ziemi Obiecanej dzieliło ich morze i wiele kilometrów przez nieprzyjazną pustynię. Bóg polecił im spożyć ofiarnego baranka, aby podtrzymać ich siły. Bez tego pokarmu nie byliby w stanie odbyć nawet pierwszego etapu podróży. Ich wyjście z niewoli nie miałoby sensu, gdyby zabrakło im sił na dalszą wędrówkę.
My także, podobnie jak Izraelici, odbywamy długą podróż, która wymaga sił i odpowiedniego pokarmu. Dlatego Bóg daje nam Eucharystię, Ciało i Krew Jezusa, jako pokarm, który nas podtrzymuje. On wie, że nie jesteśmy w stanie podołać tej podróży o własnych siłach, więc pokrzepia nas Chlebem aniołów!
Dzisiejszego wieczoru rozpoczynamy Triduum Paschalne. W kościołach całego świata zgromadzą się dziś wierni, rozpamiętując ostatnie godziny życia Jezusa. Czy możemy rozpocząć nasze obchody w lepszy sposób, niż przyjmując Jezusa jako Chleb na drogę? Podczas wieczornej Mszy Wieczerzy Pańskiej świętujmy to, co Jezus dla nas uczynił. Przyjmijmy Komunię świętą z wdzięcznością, że kiedy idziemy przez życie słabi i utrudzeni, Jezus jest z nami, by nas podtrzymywać i umacniać swoim Ciałem i Krwią. On nas prowadzi i pokrzepia. Towarzyszy nam na każdym kroku, uzdalniając do wiernego podążania wskazaną przez Niego drogą.
„Jezu, Ty jesteś Barankiem Bożym i Chlebem życia. Z Tobą nigdy już nie będę głodny”.
Ps 116,12-13.15-18
1 Kor 11,23-26
J 13,1-15

▌Piątek, 14 kwietnia
Wielki Piątek
J 18,1--19,42
Oto wasz król! (J 19,14)
Nadszedł dzień pełen powagi; dzień, w którym kontemplujemy pojmanie i ukrzyżowanie Jezusa. Jednak zamiast jedynie wspominać w smutku i żałobie to, co się wydarzyło, potraktujmy dosłownie wezwanie Piłata: „Oto wasz król!”, i uwielbiajmy Jezusa, naszego Króla. Złączmy się z Maryją i Janem u stóp krzyża i podnieśmy wzrok na Niego.
Oto wasz król! Spójrzmy na Jego wyniszczone ciało. Spójrzmy na głowę ukoronowaną cierniem, na Jego ręce, nogi i bok. Pamiętajmy, że to nasze grzechy doprowadziły Go do takiego stanu. We krwi cieknącej z Jego boku zobaczmy płynącą ku nam miłość. Dzięki niej zostaniemy wraz z Nim wskrzeszeni przez Ojca.
Oto wasz król! Nie jest On dawnym władcą z annałów historii. Nie jest królem panującym w jakichś odległych stronach. Jest twoim Królem. Zna cię po imieniu. Wybrał cię dla siebie, zanim jeszcze zostałeś stworzony. Do Niego należysz. Zna każdy szczegół twojego życia i kocha cię. Usłysz, jak mówi: „Dokonało się!” (J 19,30). Ukończył swoją misję i otworzył bramy nieba – dla ciebie.
Oto wasz król! Oto On, Król chwały, Ten, który podtrzymuje wszechświat, a teraz zawisł na krzyżu. Ten Król przyszedł po to, by służyć, a nie po to, by Jemu służono. Wyśmiany i wyszydzony, cierpi w milczeniu. Zwycięża nie przy pomocy armii, ale składając ofiarę z siebie samego. Raduje się, okazując miłosierdzie, nie zemstę. Spójrz na Niego i zobacz Syna Bożego oddającego życie za grzechy świata – za twoje grzechy.
W ten święty dzień znajdź czas na to, by być z Jezusem. Jeśli to możliwe, weź udział w wielkopiątkowej liturgii czy w Drodze Krzyżowej w swojej parafii. Pomyśl o tym, co Jezus dla ciebie uczynił. Wpatruj się w cierniową koronę, gwoździe, przebity bok. Patrz na swego Króla i pozwól, by Jego cierpienie poruszyło twoje serce. Ofiaruj Mu swoją miłość, zaufanie i posłuszeństwo.
„Jezu, mój Królu, dziękuję Ci za to, że oddałeś za mnie życie. Kocham Cię. Jestem dziś z Tobą”.
Iz 52,13--53,12
Ps 31,2.6.12-13.15-17.25
Hbr 4,14-16; 5,7-9

▌Sobota, 15 kwietnia
Wigilia Paschalna
Iz 55,1-11
O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody! (Iz 55,1)
Bóg wypowiedział słowo i stało się światło. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by oświecił twoje serce.
Zanim uformował cię w łonie matki, znał cię. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by pokazał ci, jak wielką jesteś dla Niego radością.
Gorąco pragnął spożyć Paschę ze swoimi uczniami. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by nakarmił cię Chlebem żywym.
Zawarł wieczne przymierze z Izraelem. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by potwierdził przymierze zawarte z tobą na chrzcie.
Okazał miłosierdzie skruszonemu łotrowi ukrzyżowanemu obok Niego. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by obdarzył cię przebaczeniem i wolnością.
Jest nieskory do gniewu i bogaty w miłosierdzie. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by uwolnił cię od ciężaru winy i wstydu.
Na krzyżu zwyciężył grzech i śmierć. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by objawił swoją moc nad grzechem i ciemnością w twoim życiu.
Trzeciego dnia powstał z martwych, zajmując należne Mu miejsce jako Pan i Król. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by zasiadł na tronie twego serca.
Wyjaśnił Pisma uczniom idącym do Emaus. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by twoje serce otworzyło się na Jego słowo.
On jest odwiecznym Panem, który jest, który był i który przychodzi. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by obdarzył cię życiem wiecznym.
On uzdrawiał wszystkich, którzy do Niego przychodzili. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by odnowił twego ducha, twój umysł i twoje ciało.
On czyni wszystko nowe. Przyjdź więc do Niego i pozwól, by dał ci zakosztować nowego życia.
Chrystus Pan prawdziwie zmartwychwstał. Przyjdź do Niego, by mieć udział w Jego zmartwychwstaniu!
„Wszelka chwała Tobie, Panie Jezu Chryste! Tej nocy, w której przezwyciężyłeś ciemności, przychodzę do Ciebie z wiarą i zaufaniem, by oddać Ci całe moje życie”.
Zob. Słowo Boże na każdy dzień

▌Sobota, 29 kwietnia
Św. Katarzyny Sieneńskiej, patronki Europy
Mt 11,25-30
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. (Mt 11,25)
Dzisiejsza Ewangelia to bynajmniej nie jedyne miejsce w Piśmie Świętym, gdzie znajdujemy tak wstrząsające słowa o Bogu, który objawia ludziom prostym swoje tajemnice. „Czyż nie uczynił Bóg mądrości tego świata głupstwem?” – pisał Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian. I dalej: „Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Według oceny ludzkiej niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg” (1 Kor 1,20.26-28).
Św. Katarzyna Sieneńska, XIV-wieczna włoska mistyczka, jest doskonałym przykładem takiego właśnie Bożego paradoksu. Niewykształcona, prostego pochodzenia, nieznajdująca zrozumienia dla swoich duchowych pragnień w najbliższej rodzinie, stała się wielką mistyczką, duchową matką wielu osób konsekrowanych i świeckich, mediatorką w wielu sprawach politycznych i wielką zwolenniczką reformy Kościoła, z której zdaniem liczyli się papieże i kardynałowie. W XX wieku została ogłoszona doktorem Kościoła.
Być może kluczem do zrozumienia tego fenomenu jest jedno z jej wczesnych objawień, kiedy to usłyszała słowa Chrystusa: „Czy wiesz, córko, kim ty jesteś i kim jestem Ja? Kiedy te dwie rzeczy poznasz, będziesz szczęśliwa. Otóż ty jesteś tą, która nie jest. Ja zaś jestem Tym, który jest”. Katarzyna przyjęła te słowa i dały jej one nieprawdopodobną wolność. Zrozumiała, że prowadzi ją Bóg i że to przede wszystkim od otwarcia na Niego, a nie od jej własnych wysiłków i inteligencji zależy skuteczność jej działania. Mogła więc pozostać sobą, nie udając mądrzejszej ani lepszej, i w pokoju pełnić wolę Boga, tak jak ją rozumiała.
Jezus zaprasza dziś do siebie nas wszystkich – utrudzonych, obciążonych, szukających ukojenia – obiecując pokrzepienie i zachęcając, byśmy uczyli się od Niego cichości i pokory serca. Obyśmy, jak Katarzyna Sieneńska, potrafili w prostocie serca uznać swoją zależność od Boga i odnaleźć w niej szczęście.
„Panie Jezu, przychodzę dziś do Ciebie i składam przed Tobą wszystkie ciężary mojego serca. Nie chcę dłużej nieść wszystkiego sam. Pokrzep mnie, jak to obiecałeś”.
1 J 1,5--2,2
Ps 103,1-4.8-9.13-14.17-18

MAGAZYN:

Od Paschy
żydowskiej
do Paschy
chrześcijańskiej
ks. Eugeniusz Zarzeczny MIC

Słowo „Pascha” jest powszechnie stosowane we współczesnym języku liturgicznym i teologicznym. Coraz częściej jest używane również w języku potocznym chrześcijan na określenie Wigilii Paschalnej, Wielkanocy, a nawet całego misterium zbawczego – męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Pochodzi ono od hebrajskiego słowa pesach i oznacza zarówno „przejście”, jak i „oszczędzony, pominięty”. W pierwszym znaczeniu upamiętnia ocalenie narodu wybranego z niewoli egipskiej, jego pospieszne wyjście z Egiptu i przejście przez Morze Czerwone. W drugim przypomina noc poprzedzającą owo wyjście, w której anioł Pana przeszedł przez Egipt, zabijając wszystko pierworodne spośród ludzi i zwierząt (ostatnia plaga), oszczędzając i pomijając Izraelitów, których drzwi oznaczone były krwią zabitego wcześniej baranka, spożywanego w noc wyjścia.
Symbolika „wyjścia”, „baranka i jego krwi”, „uwolnienia z niewoli” wiąże się dla nas, chrześcijan, z męką i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa, z Jego zwycięstwem nad śmiercią i złem. To On nadał im nową treść, jest ich wytłumaczeniem i wypełnieniem. Niektóre znaki i elementy liturgii paschalnej, tej, którą celebrujemy w sobotę w nocy (lub przynajmniej po zachodzie słońca) mają ścisły związek z Paschą celebrowaną przez naród wybrany. Ich przywoływanie zmierza do uświadomienia sobie faktu, że w Jezusie Chrystusie wszystkie one się wypełniły. Jezus powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5, 17). Bez znajomości Starego Testamentu nie sposób w pełni zrozumieć to, czego dokonał Jezus Chrystus. Nowy Testament bez znajomości Starego jest oderwany od korzeni. Z kolei Stary bez Nowego pozostaje zawieszony w próżni: oczekiwanie na Mesjasza, który przecież przyszedł, pozostaje wciąż tylko oczekiwaniem, a przekaz w nim zawarty jest nie do końca zrozumiały, gdyż to Jezus Chrystus jest wypełnieniem Bożych obietnic zawartych w Starym Przymierzu.

▌PASCHA ŻYDOWSKA
Po długich latach ucisku w Egipcie Pan Bóg wybawił swój lud z niewoli. To wydarzenie miało być wspominane i świętowane każdego roku o tej samej porze: „Jest to Pascha na cześć Pana (…) Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu będziecie obchodzić święto” (Wj 12,11.14).
Pascha żydowska obchodzona była czternastego dnia miesiąca nisan jako wspomnienie wyzwolenia Izraelitów z niewo­li egipskiej. To święto upamiętnia wszystkie zbawcze dzieła Boże dokonane w dziejach narodu wybranego, a więc: wyjście z Egiptu, przejście przez Morze Czerwone, ogłoszenie przykazań na górze Synaj, cuda, jakich doświadczali Izraelici w czasie wędrówki do Ziemi Obiecanej. Jest także pamiątką „narodzin” ludu Bożego. Z gromady niewolników w kraju egipskim synowie Jakuba stali się „narodem wybranym”.
Świętowanie Paschy było czymś więcej niż tylko wspominaniem wydarzeń z odległej przeszłości. Było pamiątką, dzięki której dawne wydarzenia stawały się rzeczywistością, a jej uczestnicy czuli się włączeni w przeżycia swoich praojców. Do dzisiaj pobożni Żydzi obchodzą Paschę w głę­bokim poczuciu osobistego udziału w niej, o czym świadczą słowa modlitwy: „To nie tylko nasi przodkowie zostali wykupieni przez Najwyższego (niech będzie pochwalony) z Egiptu, lecz również my zostaliśmy wyzwoleni wraz z nimi”.
Poszczególne elementy Paschy przypominały i uobecniały wydarzenia poprzedzające i towarzyszące wyjściu narodu wybranego z Egiptu. W Księdze Wyjścia czytamy: „Niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. (…) Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny; wziąć możecie jagnię albo koźlę. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. (…) I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, i chleby przaśne będą spożywali z gorzkimi ziołami” (Wj 12,3.5-6.8). Baranek był najważniejszym znakiem żydowskiej uczty paschalnej.
Przed rozpoczęciem świętowania Paschy należało pozbyć się starego, kwaszonego chleba. Głowa domu z zapaloną świecą przeszukiwała wszystkie pomieszczenia, tak by żaden okruch kwaszonego chleba w nich nie pozostał. Miało to również duchowe znaczenie, gdyż w trakcie tej czynności odmawiano następującą modlitwę: „Panie, jeśli jest coś ukrytego w moim wnętrzu, czego jeszcze nie znalazłem, albo o czym nie wiem, Ty sam to usuń ze mnie”.
Podczas uczty paschalnej (sederu) oprócz baranka spożywano niekwaszony (przaśny) chleb, który symbolizował chleb udręczenia, jaki jedli Izraelici w Egipcie, a jednocześnie pośpiech, z jakim opuszczali oni kraj niewoli. Spożywano także rosnące na pustyni gorzkie zioła symbolizujące gorycz, jakiej doznawali, warzywa zanurzane w słonej wodzie przypominającej łzy niewoli oraz charoset – pastę z owoców i tłuczonych orzechów barwionych cynamonem, symbolizującą glinę, z której Izraelici wyrabiali cegły w Egipcie. Strój wędrowca, sandały na nogach i laska pasterska w ręku przypominały o gotowości do wyruszenia w drogę.
Wieczerzy sederowej towarzyszył rytuał wypijania czterech kielichów, które symbolizują cztery obietnice Boga: „Uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem (…). I wezmę sobie was za mój lud, i będę wam Bogiem” (Wj 6, 6-7).
Pierwszy kielich nazywany był „kielichem uświęcenia”, ponieważ podnosząc go, wysławiano Boga za święto i czas odpoczynku. Po nalaniu drugiego kielicha najmłodszy syn zadawał pytanie: „Co znaczy ten obrzęd, który teraz wypełniamy? Dlaczego ta noc tak bardzo różni się od innych nocy?”. W odpowiedzi ojciec rodziny mówił Hagadę paschalną, opowiadając o tym, co wydarzyło się w noc wyjścia z Egiptu, a także o wszystkich
cudach, które uczynił dla nich Bóg. Potem śpiewano pierwszą część Hallelu, czyli psalmy 113 i 114, i wypijano kielich.
Następnie, po obmyciu rąk, ojciec rodziny odmawiał modlitwę błogosławieństwa nad przaśnym chlebem, łamał go i rozdawał do spożycia. Po kolejnym błogosławieństwie spożywano baranka paschalnego i inne przygotowane wcześniej pokarmy.
Po skończeniu jedzenia następowała uroczysta modlitwa dziękczynna, śpiewano też drugą część Hallelu, czyli psalmy 115-118, wypijając trzeci i czwarty kielich wina.
Podczas sederu napełniany był również piąty kielich. Nalewano do niego czerwone słodkie wino – co miało symbolizować krew baranka, którą oznaczano odrzwia domów Izraelitów podczas ostatniej plagi egipskiej – lecz nie było ono wypijane. Kielich ten był przeznaczony dla proroka Eliasza, który – według tradycji – ma przybyć tuż przed Mesjaszem. Pozostawiano też otwarte drzwi i dodatkowe nakrycie przeznaczone dla Eliasza. Tak, w ogólnych zarysach, wyglądało świętowanie Paschy przez Żydów. Na koniec żegnano się wezwaniem: „Na przyszły rok w Jerozolimie!”. Bardzo podobny przebieg miało przypuszczalnie świętowanie Paschy w czasach Jezusa.

▌PASCHA JEZUSA CHRYSTUSA
Jezus jako Żyd był wierny Prawu, posłuszny jego nakazom. Z pewnością jako dziecko świętował Paschę z Maryją i Józefem, potem ze swoimi uczniami. Ostatnia uczta paschalna, którą spożywał z Apostołami, czyli Ostatnia Wieczerza, była szczególnie ważna, ponieważ w jej trakcie Jezus nadał nową treść sprawowanym znakom. W Ewangelii św. Łukasza znajdujemy wzmiankę: „A gdy nadeszła pora, zajął miejsce u stołu i Apostołowie z Nim. (…) Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: «Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże»” (Łk 22, 14.17-18). Wspomniany kielich jest pierwszym kielichem, „kielichem uświęcenia”. Następnie Jezus „wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie, połamał go i podał im, mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane»” (Łk 22,19) – wypowiadając słowa, które dzisiaj znamy jako słowa konsekracji. To już nie jest chleb udręczenia, lecz Ciało Chrystusa – Pokarm dający życie wieczne. Uczta paschalna nabiera nowego znaczenia: staje się Paschą Jezusa Chrystusa, Jego przejściem ze śmierci do zmartwychwstania, uobecnieniem Jego zwycięstwa nad śmiercią i wszelkim zniewoleniem.
Po wieczerzy, prawdopodobnie wtedy kiedy w tradycji żydowskiej podnoszono trzeci kielich, Jezus wypowiedział słowa: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22,20). To dzisiejsze słowa konsekracji. Znowu następuje zmiana treści znaku. Od tej chwili ów kielich staje się pamiątką, sakramentem zjednoczenia Bóstwa z człowieczeństwem, uobecnieniem dzieła, którego dokonał Ojciec w Jezusie Chrystusie, wskrzeszając Go z martwych. Oto Pascha, która była pamiątką przejścia z niewoli do wolności, staje się pamiątką przejścia Jezusa Chrystusa ze śmierci do zmartwychwstania. Jezus nie pije czwartego kielicha, tego, który miał znaczenie eschatologiczne, ukierunkowane na wieczność. Być może tak właśnie można interpretować Jego słowa zawarte w Ewangelii Mateusza: „Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami, nowy, w królestwie Ojca mojego” (Mt 26,29). Po zakończeniu Wieczerzy, jak podają Ewangeliści, odśpiewano hymny Hallelu.
Ewangeliści podają tylko niektóre elementy Ostatniej Wieczerzy. Trzej pierwsi zasadniczo skupili się na momencie, który nazywamy ustanowieniem Eucharystii. Jan skoncentrował się na czym innym. Obmywanie rąk należało do czynności wykonywanych w czasie uczty paschalnej, wodę najczęściej podawały małe dzieci. Jezus wniósł w ten znak nową treść, nadał mu nowe znaczenie. Obmywając nogi uczniom, i w ten sposób służąc im
z miłością, dał im przykład, aby i oni tak czynili. Jan zamieszcza także wielką mowę pożegnalną Jezusa skierowaną do Apostołów (J 13-16) oraz Jego modlitwę arcykapłańską (J 17). Jednak najważniejszym elementem narracji Ewangelii św. Jana jest temat baranka. Owym barankiem zabijanym na Paschę jest sam Jezus Chrystus. To Jego Krew oczyszcza i wybawia. On, jedyny niewinny, pokorny i cichy oddaje życie za swój lud. To On jest Tym, którego oczekiwano, Tym, który został posłany, aby ostatecznie wybawić swój lud z niewoli grzechu i śmierci.

▌PASCHA CHRZEŚCIJAŃSKA
Pierwszym znakiem liturgii paschalnej jest ogień, światło. Rozświetla ono ciemności, które są symbolem grzechu i śmierci. Dlatego tak ważne jest, aby ta liturgia była sprawowana w nocy. Wielka świeca paschalna, zapalona od poświęconego ognia, przypomina światło, które Bóg stworzył i oddzielił od ciemności. Jest też wspomnieniem słupa ognia, który oświetlał drogę Izraelitom idącym w nocy przez pustynię. Symbolizuje wreszcie Chrystusa, który jest naszym światłem. Orędzie paschalne (Exsultet), śpiewane przy blasku świec zapalonych od paschału, jest radosnym uwielbieniem Boga za Jego dzieła, za to, że tak jak wyzwolił z niewoli Izraelitów, tak nas wyzwala z ciemności grzechu i śmierci. Przypomina ono radosną pieśń, znaną jako Kantyk Mojżesza, wyśpiewaną po przejściu Morza Czerwonego.
Po Orędziu paschalnym następuje liturgia słowa. Przewidzianych jest w niej dziewięć czytań przeplatanych śpiewem psalmów. Siedem z nich pochodzi ze Starego Testamentu: mówią one o stworzeniu świata, o ofierze Abrahama, o przejściu przez Morze Czerwone i obietnicach zawartych w księgach prorockich. Po nich następują dwa czytania z Nowego Testamentu, ogłaszające zmartwychwstanie Jezusa jako wypełnienie starotestamentalnej obietnicy zbawienia człowieka. Słowo Boże proklamowane w takiej obfitości przypomina nam całą historię zbawienia, której Panem jest Bóg. To On nas stworzył, to On, pomimo naszej niewierności i grzechu, nigdy o nas nie zapomniał i, okazując nam niepojętą miłość, wydał na śmierć swego Jedynego Syna – jak ofiarnego baranka – by Jego Krew zmyła nasze winy i otworzyła przed nami bramy nieba.
Obfitość słowa Bożego ma również walor katechetyczny. Jak wspomniane było wyżej, w sprawowaniu przez Żydów liturgii w noc paschalną jest moment, w którym najstarszy syn pyta ojca, dlaczego ta noc jest inna niż pozostałe noce, dlaczego rodzina – włącznie z dziećmi – nie śpi. Wtedy ojciec rodziny opowiadał historię wybawienia Izraela z niewoli egipskiej. W niektórych wspólnotach kościelnych, na przykład w neokatechumenacie, w czasie Nocy Paschalnej nawiązuje się do tego zwyczaju. Dorośli, najczęściej rodzice, odpowiadając na to samo pytanie zadawane przez dzieci, dają świadectwo działania Chrystusa zmartwychwstałego w ich życiu. To ważny element w przekazywaniu wiary dzieciom.
Po liturgii słowa następuje liturgia chrzcielna. Błogosławieństwo wody, chrzest (jeśli są kandydaci) i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych nawiązują do historii wyzwolenia Izraela i zbawienia, które przyniósł nam Jezus Chrystus, wypełniając obietnicę Boga Ojca. Woda symbolizuje Morze Czerwone, ale również wody Jordanu, a także obmycie odradzające do życia w Duchu Świętym.
Liturgia eucharystyczna jest szczytowym momentem liturgii paschalnej, eksplozją radości i dziękczynienia. To w niej ma źródło każda Msza święta. Niedziela zmartwychwstania jest jakby „matką wszystkich niedziel”. Pascha Jezusa Chrystusa jest ściśle związana z Ostatnią Wieczerzą, która była pierwszą Eucharystią. „Łamanie chleba”, czyli sprawowanie Eucharystii, było najważniejszym momentem w życiu pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Dziś, za dokumentami Soboru Watykańskiego II, mówi się, że Eucharystia jest „źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego” (Lumen gentium, 11). Każda Eucharystia jest uobecnieniem ofiary Chrystusa, a jednocześnie dziękczynieniem i uwielbieniem, pełną radości odpowiedzią człowieka na działanie Boga. W niej Bóg żywy, w osobie Jezusa Chrystusa, nie tylko daje się poznać, ale wręcz dotknąć. Eucharystia jest więc przejściem Boga (pesach), który człowieka wprawia w ruch, zaprasza do drogi, jednoczy z innymi braćmi w wierze, czyniąc go zdolnym do kochania w wymiarze krzyża, tzn. aż do oddania siebie.
Triduum paschalne, począwszy od Czwartku Wieczerzy Pańskiej aż do procesji rezurekcyjnej w poranek Niedzieli Zmartwychwstania, znajduje się w centrum całej liturgii Kościoła. To ono tłumaczy sens historii zbawienia i naszej historii w niej zawartej. Noc paschalna to nie jest „noc wspomnień”, to noc uobecniająca działanie Boga, który zbawia. Jezus Chrystus, Baranek Boży, wybawia nas z ciemności, z niewoli grzechu i śmierci. To On oświeca naszą historię i naszą drogę. To On posyła nam, często smutnym i wątpiącym, udręczonym i zagubionym, swojego Ducha, abyśmy stawali się czytelnym znakiem Jego obecności w świecie. ▐


Niezwykła mowa
kwiatów
Joanna Przybyła

Otrzymałam niedawno zawiadomienie o ślubie młodych ludzi. Pod informacją dotyczącą daty i miejsca przyjęcia sakramentu małżeństwa dostrzegłam podaną drobniejszym drukiem prośbę, by zamiast kwiatów wręczać młodym małżonkom butelkę wina… Są to tzw. praktyczne rozwiązania, które zasmucają mnie, jak mało które. Sakrament małżeństwa to sekret miłości między ludźmi i Bogiem. To poważna chwila. Sacrum. Od wieków tak podniosłe wydarzenia były zawsze opromieniane pięknem kwiatów.
Wydaje się, że kwiaty są najmniej dotkniętym przez szpetotę grzechu pierworodnego elementem przyrody. Zachowały w sobie jakiś odprysk piękna raju. Niosą radość. Ich kruchość i przemijalność ukazują nam prawdę o naszym życiu doczesnym i wiecznym. Kwiaty zawsze były ozdobą i każdy rozumiał, że istnieją po to, by je podziwiać. Potrafią one wyrazić te wszystkie uczucia serca, których mowa ludzka nie jest w stanie wyartykułować. Dlatego stanowią zupełnie niezwykły, oszałamiający i potrzebny nam dar.
Mały dopisek na zawiadomieniu ślubnym wywołał u mnie falę wspomnień… Oto mój dom rodzinny, gdzie każdego lata królowały w szklanym wazonie smukłe gladiole, w ulubionym przez mamę łososiowym kolorze. Teraz kładę je na jej grobie… Przez szeroko otwarte okna wpadał do mieszkania upajający zapach kwitnącego bzu… Już jako dziecko biegałam na pobliskie targowisko, by za parę grosików kupić sobie bukiecik polnych lub ogrodowych kwiatków. Potrzebowałam ich piękna, ich duchowej mowy… Szkolni koledzy ofiarowywali mi fiołki lub szafirki, co było przeze mnie bardzo mile widziane, sama wręczałam i przyjmowałam wiązanki, wyrażające całą gamę uczuć.
Gdy pracowałam w szkole, otrzymywałam na zakończenie roku szkolnego bardzo wiele kwiatów. Było to kłopotliwe, ale muszę przyznać, że ulegałam temu kwietnemu zamętowi. Dom przez parę dni pełen był bukietów tak różnorodnych, jak różnorodni byli moi uczniowie. Po paru dniach, gdy osypywały się już wielobarwne płatki, robiłam wielkie sprzątanie i ruszałam na wakacje. Również po moim ślubie dom tonął w kwiatach. I również po paru dniach, gdy zaczął przemijać czas ich kwitnienia, w naturalny sposób wróciliśmy z mężem do normalnego życia. Nasz 2-3 letni syn nie pozwalał nam wjeżdżać autem na przydomowy trawnik, bo rozkwitały na nim... mlecze.
Mieszkając teraz wśród rozległych pól, w pobliżu lasu, z każdego dalekiego spaceru z psem przynoszę naręcza kwiatów polnych, leśnych czy przydrożnych… Syn, krążąc na rowerze po okolicy, zachwycony urodą pospolitych, ukrytych w trawie kwiatów i ziół, przywozi mi je w prezencie. Przyznaję, nie potrafię żyć bez piękna kwiatów. Nawet teraz, pisząc te słowa, mam ochotę wstać, wyjść z domu i po prostu – kupić sobie kwiaty!
Kwiaty są kwintesencją piękna. Darem Boga i jednocześnie Jego tajemniczym, delikatnym uśmiechem. Są wielobarwnym pozdrowieniem z raju, wołaniem nieba, czymś zupełnie niepraktycznym, kruchym i nietrwałym… Milcząc – mówią najwięcej. Są cudem, po prostu zachwycającym cudem!
Utkwiło mi w pamięci wydarzenie, gdy kwiaty w milczący sposób wyraziły uczucia skryte głęboko w sercu. Można by nawet powiedzieć – swoim pięknem i kruchością dotknęły Boga, nieba i wieczności. Tę historię opowiedziała mi kiedyś moja koleżanka Ewa. Poznałyśmy się w parafialnej wspólnocie modlitewnej, ale historia ta pochodziła sprzed wielu lat, gdy Ewa była jeszcze daleko od Kościoła. Miała bardzo pogmatwane życie i w końcu liczyła już tylko na to, że Bóg wyzwoli ją z jej problemów. Zaczęła więc przychodzić do kościoła, stając najczęściej w kruchcie i wstydząc się „nawet oczu wznieść ku niebu”, niczym ewangeliczny celnik (Łk 18,13). Miała bardzo niskie poczucie własnej wartości i wydawało jej się, że można nią już tylko gardzić. Wszyscy inni w kościele byli w jej oczach jaśni i święci, tylko ona jedna – brudna i grzeszna. Dlatego trzymała się na uboczu, biła duchowo w piersi i pragnęła bliskości Jezusa. Nie mogła Go jeszcze wtedy przyjąć sakramentalnie, ale coraz bardziej tego pragnęła.
Któregoś dnia na zakończenie Mszy świetej usłyszała prośbę, aby przynosić do kościoła kwiaty w celu udekorowania Grobu Pańskiego. Ewie mocniej zabiło serce – kupi kwiaty dla Jezusa! Wybrała w kwiaciarni siedem najpiękniejszych tulipanów o takiej barwie, jakiej nie widziała nigdy w życiu – były świetliste, seledynowe, niezwykłe! Sądziła, że będzie to jedna z niewielu wiązanek dla Jezusa. Gdy jednak weszła do kościoła, stanęła jak wryta: cała nawa boczna wielkiej świątyni zastawiona była doniczkami i wiadrami pełnymi hortensji, lilii, róż, goździków i gerber... Załamała się. Co zrobić z małym, niepozornym bukietem tulipanów? W końcu zdecydowała się wsunąć go do jednego z wiader, gdzie świetliste główki smutno zsunęły się do wnętrza, a inne kwiaty przykryły je natychmiast swymi bujnymi liśćmi. Zrezygnowana Ewa poszła do ławki, ukryła twarz w dłoniach i zaczęła się modlić.
Powiedziała Jezusowi, że przyniosła Mu kwiaty – tak od siebie, tak bardzo, bardzo od siebie… Że prosi, aby je zobaczył i przyjął od niej. Przeprosiła po raz kolejny za swoje winy, prosiła, by Jezus jej pomógł, i powtarzała, że Go pokochała i teraz chroni się u Niego. Na koniec duchowo wręczyła Mu jeszcze raz swoje tulipany, po czym ocierając łzy, wróciła do domu.
Po rezurekcji, w której Ewa brała udział po raz pierwszy od bardzo wielu lat, zeszła z chóru (tym razem tam się ukryła) i korzystając z pustoszejącego wnętrza kościoła, poszła aż pod sam ołtarz, gdzie uklękła, modląc się w skupieniu. Gdy podniosła oczy, ujrzała na ołtarzu, wśród snujących się jeszcze mgiełek kadzidła i kopcących zagaszonych świec – siedem świetlistych, seledynowych tulipanów! Cudownie rozkwitnięte, dojrzałe, niezwykłej barwy, zachwycająco błyszczące i jednocześnie skromne stały w kryształowym wazonie, milcząc, a przecież mówiąc tak wiele! Nie podejmuję się opisywać, co czuła w tym momencie Ewa. Ona określiła to krótko: „Ujrzałam uśmiech Jezusa! ”. A potem przyrównała siebie do Zacheusza. Powiedziała: „Poczułam się jak Zacheusz, ukryty na sykomorze. Te kwiaty, wybrane ręką siostry zakrystianki i postawione na ołtarzu, powiedziały mi głosem Jezusa: «Ewo, zejdź prędko ze swego drzewa, gdyż jeszcze dzisiaj muszę zatrzymać się w twoim domu» (por. Łk 19,1-10). I tak się stało!”
W symbolice chrześcijańskiej kwiaty zajmują bardzo ważne miejsce. Są znakami wielu cnót i pozytywnych cech: róża symbolizuje miłość, fiołek – pokorę, lilia – czystość, bez – gorliwość, barwinek – wierność, bławatek – delikatność, dzwonek polny – stałość, goździk – uprzejmość, hiacynt – roztropność, krokus – cierpliwość, len – prostotę, margerytka – cierpienie, mirt – wstrzemięźliwość, niezapominajka – wierną pamięć, piwonia – wstyd, rumianek – zmaganie się ze złem, słonecznik – modlitwę i pobożność, a tulipan (pomyślmy o Ewie!) – dobre imię!
Sam Jezus w Ewangelii zwrócił nam uwagę na piękno i wymowę kwiatów, a także na fakt, że Bóg troszczy się o swoje stworzenie (Mt 6, 28-30). Miesiącami przyglądam się roślinom w moim ogrodzie i muszę przyznać, choć może brzmi to dziwnie, że odbieram od nich zawsze ważne, duchowe nauki. Słonecznik stoi wyprostowany, choć wiatr na niego naciska, obraca się za słońcem, czujnie adoruje światło i ciepło. Nic innego nie jest dla niego ważne. Gdy wychodzę na ganek domu, barwinek ściele się u mych stóp, skromny, a tak wierny, połyskujący zielenią nawet spod śniegu. Gdy każdego lata otrzymuję od sąsiadki ogromny bukiet rozkwitłych piwonii, rozmyślam nad rolą wstydu w naszym życiu i nad niezwykle brutalnym niszczeniem tej cnoty w życiu społecznym.
Kwiaty są jak księga, z której możemy wyczytać i nauczyć się bardzo wiele. W każdym kwiatku zawarta jest jakby inna myśl Boga. A kwiaty, nazywane w symbolice chrześcijańskiej „dziećmi światła”, obracając się nieustannie za słońcem, źródłem ich życia, zachęcają nas, abyśmy i my podążali wytrwale za naszym Światłem – Jezusem.
Kwiaty są też atrybutem wielu świętych, a szczególnie Matki Najświętszej, ukazywanej bardzo często wśród piękna kwiatów, zwłaszcza róż lub lilii. Prorok Zachariasz to starszy pan z kwitnącą gałązką oliwną w dłoni, św. Idzi zaś z trzema liliami; lilia to w ogóle atrybut bardzo wielu świętych (dziewic, ale także św. Józefa, św. Antoniego Padewskiego, św. Stanisława Kostki i innych). Nawet maczuga zakwitła w ręku św. Krzysztofa, przenoszącego małego Jezusa przez potok! Róże to atrybut św. Tereski, św. Doroty, św. Elżbiety Węgierskiej, a wieniec z róż to znak rozpoznawczy św. Cecylii i innych świętych dziewic. Sztuka chrześcijańska podpowiada nam, że żyjemy pośród cudu, jakim są te piękne i kruche, a tak ważne dla nas dary. Niezwykła jest ich różnorodność, bogactwo wdzięku, barw i aromatów. Ten, który stworzył potężne galaktyki w niewyobrażalnych przestrzeniach, jest również Stwórcą maleńkiego, błękitnego kwiatuszka, skromnie kwitnącego kurdybanka (przy okazji warto powiedzieć, że bluszczyk kurdybanek to także symbol Matki Bożej). I nawet ten pospolity, maleńki, niezauważalny wręcz kurdybanek, wijący się przy polskich dróżkach, niesie nam dobrą i ważną wieść, bo…. od tego właśnie są kwiaty.
Św. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała kiedyś: „Nie wiesz, czy kupić ryż, czy kwiaty? Kup ryż, by żyć, i kwiaty, żeby wiedzieć, po co żyć!”.

 

Sklep internetowy Shoper.pl