Słowo wśród nas - nr archiwalne
6.7
PLN
Słowo wśród nas Nr 4 (332) 2021
Słowo wśród nas Nr 4 (332) 2021
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 6,70 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO KWIETNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Kwietniowy numer „Słowa wśród nas” to jednocześnie numer wielkanocny. Główne artykuły numeru poświęciliśmy nadziei, jaka wiąże się ze zmartwychwstaniem Jezusa, które jest fundamentem naszej wiary i obietnicą naszego zmartwychwstania.
W Magazynie przypominamy postać Jacquesa Fescha, zagubionego młodego człowieka, który dopiero w więzieniu przeżył głębokie nawrócenie i odkrył sens życia. Ponadto przejmujące świadectwo zmagań o zaufanie Bogu tłumaczki ukraińskojęzycznej wersji „Słowa wśród nas” oraz artykuł poruszający kwestię wzrastania w osobistej świętości i posługiwania innym. W ramach Naszych lektur prezentujemy książkę „Za pięć godzin zobaczę Jezusa”, która jest dziennikiem prowadzonym przez Jacquesa Fescha w więzieniu w czasie oczekiwania na wykonanie kary śmierci.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, oraz krzyżówkę. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY

Nadzieja zmartwychwstania
Pewność obietnicy życia wiecznego............................ 4

Nowe niebo i nowa ziemia
Bóg odnowi wszystko w Chrystusie..........................10

Być znakiem nadziei
Jak stać się świadkiem mocy zmartwychwstania....... 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 kwietnia................................................... 22

MAGAZYN

Nikt nie jest stracony na zawsze
Jacques Fesch – skazany morderca, nawrócony
chrześcijanin – Ann Bottenhorn ................................ 50

Na „taczce” Jezusa
Choroba jako szkoła zaufania – Irina Turajewa.............................55

Dwie strony tej samej monety
Świętość i ewangelizacja a owoce Ducha Świętego
Joshua M. Danis ................................................... 59

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

Drodzy Bracia i Siostry!

Po raz pierwszy doświadczyłem mocy Jezusa w moim życiu na początku studiów. Zrozumiałem wtedy jasno, że Jego śmierć na krzyżu zmazała moje grzechy i wyjednała mi zbawienie. Byłem Mu tak bardzo wdzięczny!
Szczerze mówiąc, przez kilkadziesiąt lat sądziłem, że śmierć Jezusa była o wiele ważniejsza niż Jego zmartwychwstanie. Dopiero w ciągu ostatnich kilku lat zacząłem naprawdę doceniać zmartwychwstanie Jezusa, które jest obietnicą naszego zmartwychwstania i fundamentem naszej wiary. Gdyby nie zmartwychwstanie, pierwsi uczniowie nigdy nie doszliby do wiary. Tym, co zmieniło ich życie, było spotkanie z Jezusem, który powstał z martwych. A spotkała Go wcale nie tylko niewielka garstka ludzi. Jak podaje św. Paweł, w jednym przypadku zmartwychwstałego Jezusa widziało jednocześnie aż pięciuset wierzących (1 Kor 15,5-7). Wielu
z nich było wcześniej świadkami Jego śmierci, a teraz ujrzeli Go żywego!
To spotkanie radykalnie zmieniło ich życie i skłoniło do pójścia za Panem. Pierwsi uczniowie nie wpadli sami na pomysł, żeby założyć nowy Kościół czy zainicjować nowy ruch religijny. To zmartwychwstały Chrystus, którego widzieli i słyszeli, powierzył im misję: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). Wielu z nich tak bardzo wzięło sobie to wezwanie do serca, że nie zawahali się oddać życie wypełniając je.
Ale ty i ja nie widzieliśmy zmartwychwstałego Jezusa na własne oczy. Bardzo chciałbym zobaczyć Jezusa twarzą w twarz na modlitwie. Chciałbym zobaczyć Pana nie tylko pod postaciami Chleba i Wina, ale jako człowieka. Chciałbym do Niego mówić i słyszeć Go mówiącego do mnie, chciałbym paść przed Nim na kolana – jednym słowem chciałbym uczynić to wszystko, co mógł uczynić Piotr i pozostali Apostołowie. Jest to niestety niemożliwe.
Jezus wiedział, że tak będzie, i dlatego objawiając się po zmartwychwstaniu Tomaszowi wypowiedział słowa przeznaczone dla nas: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29). Błogosławieni jesteście, bracia i siostry, którzy nie widzieliście Go oczyma ciała, ale uwierzyliście w Niego w swoich sercach.
Tym, który może tak bardzo ożywić w nas prawdę o zmartwychwstaniu, że zechcemy oddać Panu całe swoje życie aż po śmierć, jest Duch Święty. Kiedy On wypisuje prawdę o zmartwychwstaniu w naszych sercach, zmienia się nasza wizja życia i śmierci. Wiemy, że każdy z nas kiedyś umrze, jednak Duch Święty zapewnia nas, że Jezus zwyciężył śmierć! Tak więc, jak pisał Paweł: „Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14,8).
Zmartwychwstanie Jezusa, podobnie jak Jego męka i śmierć, dzień po dniu przemienia nasze życie. Daje nam nadzieję, że my także po śmierci zmartwychwstaniemy wraz z Nim. Wtedy wreszcie Go ujrzymy twarzą w twarz i będziemy przebywać z Nim na wieki w raju! Radosnych Świąt Wielkanocnych!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

MEDYTACJE

Czwartek, 1 kwietnia
Wielki Czwartek
J 13,1-15
Do końca ich umiłował. (J 13,1)
W rodzinach żydowskich podczas wieczerzy paschalnej ważną rolę odgrywa najmłodsze dziecko. To właśnie ono zadaje pytanie: „Dlaczego ta noc różni się od wszystkich innych nocy?”. I zaczyna się rodzinne opowiadanie o tym, co uczynił Bóg, wyprowadzając Izraela z niewoli egipskiej.
Dziś także obchodzimy tę noc, tak niepodobną do żadnej innej nocy. W czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej i czuwając przy Jezusie w ciemnicy z czcią i wdzięcznością wspominamy tę noc, w której Zbawiciel wszedł w swoją mękę, noc, w której umiłował nas do końca.
Panie Jezu, podziwiam Twoją pokorę. Tej nocy, choć było Ci tak ciężko na sercu z powodu zbliżającej się męki, nie myślałeś o sobie, ale przyjąłeś rolę sługi. Ty, który podtrzymujesz wszechświat, ukląkłeś, by umyć nogi tym, którzy mieli Cię zdradzić, wyprzeć się Ciebie i opuścić Cię w godzinie próby. Uniżyłeś się pokazując nam, co znaczy być wielkim w królestwie niebieskim. Pokazałeś nam, co znaczy kochać. Umiłowałeś nas do końca.
Panie Jezu, podziwiam Twoją wspaniałomyślność. Tej nocy, wiedząc, że powracasz do Ojca, połamałeś chleb i rozdzieliłeś pomiędzy uczniów, podobnie uczyniłeś z winem. Ty, Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, dajesz nam w Eucharystii swoje własne Ciało i Krew. Niczego nie zachowałeś dla siebie. Dałeś się nam cały w ofierze, która karmi nas i jednoczy z Tobą i Ojcem, aż po dzień Twego powtórnego przyjścia. Umiłowałeś nas do końca.
Panie Jezu, podziwiam Twoje posłuszeństwo. Tej nocy w Ogrodzie Oliwnym przeżywałeś własną agonię modląc się i zdając na wolę Ojca, podczas gdy uczniowie spali. Ty, który mogłeś wezwać na pomoc legiony aniołów, przyjąłeś plan Ojca, aby nas zbawić. Dobrowolnie wydałeś się w ręce grzeszników wiedząc, że oznacza to śmierć na krzyżu. Patrzyłeś na swojego zdrajcę, na uciekających uczniów, na oskarżycieli i katów, a także na nas. Ty, który nigdy nie zgrzeszyłeś, zgodziłeś się ofiarować samego siebie za nasze grzechy. Stałeś się jak owca prowadzona na rzeź. Umiłowałeś nas do końca.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że umiłowałeś mnie do końca.”
Wj 12,1-8.11-14
Ps 116B,12-13.15-18
1 Kor 11,23-26

▌Piątek, 2 kwietnia
Wielki Piątek
Iz 52,13--53,12
Mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta. (Iz 52,15)
W odbiorze wielu z nas dzisiejszy dzień jest smutny i przygnębiający. Stajemy przed wizerunkami Ukrzyżowanego, słuchamy opisu męki jedynego Syna Bożego, który był całkowicie niewinny i niczym sobie na nią nie zasłużył. Był to oburzający akt skrajnej niesprawiedliwości. Tak więc rzeczywiście powinna nam dziś towarzyszyć atmosfera powagi. Ale nie jest to dzień, w którym należy pogrążać się w smutku.
W obliczu męki i śmierci Jezusa spróbujmy raczej stanąć w postawie czci i adoracji. Patrzmy na ukrzyżowanego Pana i pozwólmy, aby ogarnęło nas zdumienie. „Zamknijmy przed Nim usta” (por. Iz 52,15), ponieważ krzyż Chrystusa paradoksalnie objawia nam nieprawdopodobne i zaskakujące piękno Boga.
Ten krzyż pokazuje nam, jak potęga Bożej miłości potrafi sprawić, że nawet grzech i śmierć służą realizacji Bożych planów. Boże pragnienie odkupienia człowieka jest tak mocne, że nie zniweczą go nawet najbardziej przewrotne ludzkie zamiary. Żaden akt przemocy ani oszustwa nie jest w stanie go zniszczyć.
To, że męka Jezusa ostatecznie zakończy się triumfem, wydawało się absolutnie niemożliwe. A jednak, chociaż „nieludzko został oszpecony Jego wygląd” (Iz 52,14), Bóg obiecał, że Jego Sługa „wybije się, wywyższy i bardzo wyrośnie” (Iz 52,13). Tu właśnie mamy do czynienia z największym paradoksem – właśnie wtedy, gdy zło zdaje się mieć ostatnie słowo, następuje zwycięstwo dobra!
Kontemplując dziś mękę naszego Pana, miej w pamięci także zakończenie tej historii. Brzydota męki, odrzucenia i wyszydzenia Jezusa była rzeczywista. Ale rzeczywiste jest także odkupienie, które dzięki nim się dokonało. Rzeczywiste jest wypełnienie Bożej obietnicy przebaczenia i odkupienia. To nie śmierć
ma ostatnie słowo, ale życie. I jest to coś naprawdę pięknego!
„Jezu, spraw, bym podczas dzisiejszego rozważania Twojej męki i śmierci zobaczył piękno Twojej miłości.”
Ps 31,2.6.12-13.15-17.25
Hbr 4,14-16; 5,7-9
J 18,1--19,42

▌Niedziela, 4 kwietnia
Zmartwychwstanie Pańskie
Dz 10,34a,37-43
Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia.
(Dz 10,40)
Alleluja! Chrystus zmartwychwstał! Jak radosne są dla nas te słowa, które słyszymy w Niedzielę Wielkanocną!
Radosny jest dźwięk dzwonów i radosne pieśni, które śpiewamy ku czci naszego Zbawiciela. Nawet figurka wielkanocnego baranka z chorągiewką przypomina nam o tej radości. Przeżyliśmy czterdzieści dni Wielkiego Postu. W Wielkim Tygodniu towarzyszyliśmy Jezusowi w Jego drodze ku krzyżowi. Teraz możemy ogłosić Dobrą Nowinę o Jego zmartwychwstaniu, świętując wraz ze wszystkimi aniołami i świętymi.
Jednak Wielkanoc nie kończy się dzisiaj. W Kościele przez kolejnych osiem dni obchodzimy oktawę Wielkanocy, a sam Okres Wielkanocny trwa przez pięćdziesiąt dni, aż do Zesłania Ducha Świętego. A po jego zakończeniu wspominamy zmartwychwstanie Jezusa w każdą niedzielę roku.
W rzeczywistości Wielkanoc nigdy się nie kończy! To, czego dokonał Jezus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, jest już nie do odwrócenia. Wszystko, co Ojciec stworzył jako „bardzo dobre” (Rdz 1,31), a co w następstwie grzechu uległo skażeniu i zepsuciu, zostało odkupione.
Nie skupiajmy się więc tylko na dzisiejszym dniu, ale ogarnijmy myślą cały rozpoczynający się Okres Wielkanocny. Jeśli w ciągu tych pięćdziesięciu dni znajdziemy czas na rozważanie czytań mszalnych, zobaczymy, w jaki sposób zareagowali na to, co się stało Apostołowie. W ich życiu zmartwychwstanie Jezusa zmieniło dosłownie wszystko, przewróciło im do góry nogami cały świat! Chrystus powstał z martwych, a oni widzieli Go na własne oczy. Wcześniej byli pogrążeni w lęku, teraz najważniejszą sprawą dla nich stało się głoszenie Dobrej Nowiny, bez względu na koszty.
Zmartwychwstanie Jezusa zmienia też wiele w twoim życiu. Jesteś kochany. Jesteś odkupiony. A „gdy ukaże się Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3,4).
Jak odpowiesz na tę zdumiewającą nowinę? Nie pozwól, by Wielkanoc po prostu przeminęła. Żyj tą prawdą na co dzień. Niech ona przeniknie wszystkie włókna twojego jestestwa. Włączony przez chrzest w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, stałeś się nowym stworzeniem. Chrystus żyje w tobie, a ty żyjesz w Chrystusie, teraz i na wieki. Alleluja!
„Jezu, Ty jesteś moim «wszystkim we wszystkich» (Kol 3,11).”
Ps 118,1-2.16-17.22-23
Kol 3,1-4 lub 1 Kor 5,6b-8
J 20,1-9 lub
(wieczorem) Łk 24,13-35

▌Niedziela, 11 kwietnia
Niedziela Miłosierdzia Bożego
J 20,19-31
Pan mój i Bóg mój! (J 20,28)
Z homilii papieża Franciszka na Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 7 kwietnia 2013 roku:
„W dzisiejszej Ewangelii Apostoł Tomasz doświadcza właśnie Bożego miłosierdzia, które ma konkretne oblicze, oblicze Jezusa, Jezusa zmartwychwstałego. Tomasz nie ufa temu, co mówią mu inni Apostołowie: «Widzieliśmy Pana!». Nie wystarcza mu obietnica Jezusa, który zapowiedział: trzeciego dnia zmartwychwstanę. Chce zobaczyć, chce włożyć rękę tam, gdzie są znaki gwoździ, i w Jego bok.
A jaka jest reakcja Jezusa? Cierpliwość: Jezus nie opuszcza upartego Tomasza w jego niewierze. Daje mu tydzień, nie zamyka drzwi, czeka. I Tomasz uznaje swoje ubóstwo, małą wiarę.
«Pan mój i Bóg mój» (J 20,28): tymi prostymi, lecz pełnymi wiary słowami odpowiada na cierpliwość Jezusa. Pozwala, by Boże miłosierdzie otoczyło go, widzi je przed sobą, w ranach na rękach i stopach, w otwartym boku, i odnajduje ufność: jest nowym człowiekiem, nie jest już niedowiarkiem, lecz wierzącym. (…)
Być może ktoś z nas pomyśli: mój grzech jest tak wielki, jestem od Boga tak daleko, jak młodszy syn z przypowieści, moja niewiara jest taka jak Tomasza. Nie mam odwagi, by wrócić, pomyśleć, że Bóg może mnie przyjąć i że czeka właśnie na mnie. Ale Bóg czeka właśnie na ciebie, żąda od ciebie jedynie odwagi, by do Niego pójść. (…)
Miejmy odwagę, aby wrócić do Jego domu, by zamieszkać w ranach Jego miłości, pozwalając, by nas miłował, spotykajmy Jego miłosierdzie w sakramentach. Poczujemy Jego czułość — tak piękną — poczujemy Jego uścisk, i my także będziemy bardziej zdolni do miłosierdzia, cierpliwości, przebaczenia i miłości”.
„Panie mój i Boże! Dziękuję Ci za Twoje nieskończone miłosierdzie!”
Dz 4,32-35
Ps 118,2-4.16-18.22-24
1 J 5,1-6

MAGAZYN

Nikt nie jest stracony na zawsze
Jacques Fesch – skazany morderca, nawrócony chrześcijanin

25 lutego 1954 roku w Paryżu młody człowiek uciekając po nieudanym napadzie rabunkowym wpadł w panikę i zaczął strzelać na oślep, zabijając policjanta i ciężko raniąc przypadkowego przechodnia. Niedoszły rabuś został ujęty, osadzony w La Santé – więzieniu o zaostrzonym rygorze i po długim procesie skazany na śmierć przez ścięcie gilotyną. Bramy więzienia przekraczał jako zdeklarowany ateista, ale oczekując na proces i wykonanie wyroku doświadczył tak głębokiego nawrócenia, że w noc przed egzekucją napisał: „Moja głowa spadnie – chwalebne upokorzenie – a nagrodą za nią będzie niebo! Jestem szczęśliwy”. Zagubiona dusza Jacquesa Fescha została w więzieniu ocalona przez Chrystusa.

Młodociany opryszek,
playboy i morderca
Urodzony 6 kwietnia 1930 roku Jacques Fesch dorastał w atmosferze, która wyssała z niego całą pewność siebie, inicjatywę i wiarę. Matka rozpieszczała go spełniając wszelkie zachcianki. Był słabym uczniem, mającym opinię roztargnionego i „niepoprawnego marzyciela”. Sam o sobie pisał: „Mając słaby charakter, byłem zarazem krnąbrny i apatyczny, łatwo ulegałem wpływom i… pragnąłem miłości”. W wieku lat osiemnastu Fesch porzucił szkołę i bez większego przekonania podjął pracę w banku swego ojca. Mając lat dwadzieścia jeden poślubił dziewczynę, która była z nim w ciąży, i został zatrudniony przez jej ojca. Marzył o założeniu filii przedsiębiorstwa swego teścia. Pożyczył na ten cel pieniądze, po czym za połowę z nich kupił sobie luksusowy samochód. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że tym sposobem nie będzie już w stanie ani przeprowadzić swojego planu, ani zwrócić pożyczki.
Na początku 1954 roku Jacques był pogrążony w długach, sfrustrowany i zniechęcony. Wpadł na pomysł, żeby kupić statek i popłynąć na Tahiti. Myśl o wolności od wszelkich zobowiązań i nowym początku stała się jego obsesją, nie był jednak w stanie znaleźć na to funduszy. W końcu obmyślił plan napadu na kantor, który zawiódł z kretesem. Fesch został pochwycony z pistoletem w zakrwawionej dłoni. Wygląda na to, że zabijając policjanta, postrzelił również samego siebie.

Więzień
Jacques Fesch został aresztowany, przesłuchany i umieszczony w pojedynczej celi. Kapelan, który odwiedził go jako pierwszy, zastał zdruzgotanego, zrozpaczonego więźnia, który odesłał go mówiąc, że jest niewierzący. Aby zająć czymś długie, samotne godziny, Fesch czytał książki, pisał listy i w samotności swojej celi zaczął na nowo odkrywać Boga. Jego poglądy ulegały stopniowej zmianie: „Nie byłem już taki pewien, że Boga nie ma” – pisał. „Zacząłem się na Niego otwierać… przyjmować wiarę rozumem, bez modlitwy lub modląc się tak niewiele!”
Fesch zaczął przyjmować łaskę daną mu przez Boga. Łaskę czytania mszalika i Biblii. Łaskę refleksji i modlitwy. Łaskę kiełkowania wiary w miejscu, gdzie panowała rozpacz. Pisał później: „Bez Boga cela byłaby tak ciemną i rozpaczliwą norą, że człowiek łatwo mógłby w niej zgnić lub przemienić się w dziką bestię”.

Blask światła
Fesch nie zrobił ani jednego ani drugiego. Podczas rocznego oczekiwania na proces, jego wiara powoli dojrzewała. Był przekonany, że nie zostanie skazany na śmierć, jednak bez wątpienia jego otwarcie na wiarę nie było strategią obliczoną na zdobycie przychylności sędziego czy ławy przysięgłych. W październiku 1954 roku doświadczył „potężnej fali emocji”. „W ciągu kilku godzin doszedłem do wiary i to z absolutną pewnością” – zanotował. „Uwierzyłem i nie mogłem zrozumieć, jak mogłem wcześniej nie wierzyć. Spłynęła na mnie łaska. Wielka radość zalała moją duszę, a nade wszystko wielki pokój.”
Radość i pokój podtrzymywały go przez trzy ostatnie lata życia. Pobyt w odosobnieniu pozwolił mu poświęcać niezliczone godziny na pogłębienie relacji z Chrystusem, na długie rozważania Pisma Świętego, krzyża, spraw wiecznych. „Jezus pociąga mnie do siebie” – pisał. „Daje mi tak wiele, prosząc o tak mało.”
To „mało” oznaczało dla Fescha ciągłe powtarzanie swego „tak”, nieustanne nawracanie się. Ostatniej nocy przed egzekucją napisał: „Jezus jest bardzo blisko mnie. Pociąga mnie coraz bliżej do siebie, a ja mogę tylko adorować Go w ciszy”.
Tym, czego nauczył się w więzieniu, dzielił się następnie w listach z rodziną i przyjaciółmi. Jeden z biografów nazwał je „nadzwyczajnymi” listami, które „mogły być jedynie owocem Bożego światła i siły”. Do brata Tomasza, swego przyjaciela zakonnika, pisał: „To nie ja przybliżam się ku Chrystusowi, ale to On… niesie mnie na ramionach… Wszystko jest łaską… Przybliżam się nie do śmierci, ale do życia”.

„Działanie łaski
jest czasami powolne”
Fesch pragnął, by jego żona i rodzina również doszły do wiary. Chora na raka matka pragnęła ofiarować swoje życie w intencji dobrej śmierci syna. Chociaż jego ojciec głośno nigdy nie zaakceptował nawrócenia swojego syna, Jacques potrafił zauważyć „postęp łaski w jego duszy”. Żona Jacquesa zgodziła się na jego prośbę, aby przystąpić do spowiedzi i Komunii świętej. Doradzał jej, a pewnie i samemu sobie: „Cierpliwości… Działanie łaski jest czasami powolne”. W ostatnim liście do teściowej, z którą podczas lat spędzonych w więzieniu wymieniał korespondencję po kilka razy w tygodniu, pisał: „Zachęcam cię do wytrwałości na drodze, którą idziesz i na której robisz już pewne postępy”.
Lata spędzane w odosobnieniu mijały powoli. Do momentu ogłoszenia ostatecznego wyroku Fesch miał raz
w tygodniu prawo do trzydziestominutowej wizyty, na którą przychodziła zwykle teściowa lub żona. Najczęściej pocieszał je wówczas, zachęcając, by nie poddawały się rozpaczy, ale zawierzyły dobroci Boga.
Proces odwoławczy ciągnął się długo, a wraz z nim walka Jacquesa o trwanie – i wzrastanie – w łasce Bożej. Kapelan więzienny, obecnie mile widziany gość, zapewniał prowadzenie duchowe, dostarczał książki, a raz w miesiącu udzielał sakramentów. Obrońca Fescha, gorliwy katolik, również dodawał więźniowi otuchy, próbując uzyskać dla niego złagodzenie wyroku. Fesch pomimo „wewnętrznego głosu”, który – jak sądził – uprzedzał go, że jednak wynikiem procesu będzie egzekucja, trzymał się mocno nawrócenia i łaski.

Najwspanialsze godziny
Świadomość, że pozostało mu już niewiele czasu, przynaglała go do wysiłku duchowego. W maju 1956 roku opisywał siebie jako „ślimaka pełznącego drogą wiary”. We wrześniu 1957 roku, na trzy tygodnie przed egzekucją, ten opis był już zupełnie inny:
„Przeżywam najwspanialsze godziny… Każdy mój najmniejszy wysiłek jest wynagrodzony kolejną łaską, a ze względu na krótkość czasu to wznoszenie się ku Bogu odbywa się o wiele szybciej niż u kogoś, kto ma jeszcze przed sobą całe lata… Wiem z absolutną pewnością, że jestem otoczony łaską i miłością, i że Pan chce mnie zbawić wbrew mnie samemu. Fiat Panie!”.
Niegdyś samowolny egoista i niepoprawny marzyciel, który pochłonięty obsesją zdecydował się pochopnie na nieprzemyślane przestępstwo i popełnił przypadkowe morderstwo, pocieszał się w trudnych zmaganiach ostatniej nocy: „Bóg jest wierny. Nie wolno mi o tym zapominać”. Zanim położył się na ostatnią bezsenną noc w oczekiwaniu na egzekucję, napisał jeszcze: „Za pięć godzin zobaczę Jezusa! Jaki On jest dobry… Pociąga mnie do siebie tak delikatnie, dając mi pokój, który nie jest z tego świata… Czekam w ciemności i pokoju. Oczekuję Miłości!".
Rankiem 1 października 1957 roku, o godzinie 5.30, Jacques Fesch został ścięty gilotyną. 21 września 1987 roku kardynał Jean-Marie Lustiger, arcybiskup Paryża, wszczął proces informacyjny na szczeblu diecezjalnym dotyczący życia i świętości Jacquesa Fescha. Opinia publiczna była podzielona. Wielu argumentowało, że skazany za morderstwo policjanta nie nadaje się do tego, by służyć za wzór innym. Jednak kardynał Lustiger był zdania, że życie Fescha ukazuje nam prawdę o tym iż „nikt nie jest stracony na zawsze w oczach Boga, nawet ten, kto został potępiony przez społeczeństwo”. Proces beatyfikacyjny Jacquesa Fescha został oficjalnie otwarty w 1993 roku. ▐


NASZE LEKTURY

ZA PIĘĆ GODZIN ZOBACZĘ JEZUSA

Dziennik więzienny

Jacques Fesch 24 lutego 1954 roku uczestniczył w napadzie na kantor i wtedy śmiertelnie postrzelił policjanta, za co skazano go na karę śmierci. Trzy lata później, dwa miesiące przed wykonaniem wyroku, zanotował w więziennej celi: „Moja kochana córeczko, to jest mój dziennik, jedyne moje dobro, które zapisuję tobie z braku innych dóbr”. Wiedział, że córka będzie dorastać bez niego, więc pisał dla niej codzienne notatki o tym, co najważniejsze, o jedynej Miłości, której warto szukać i powierzyć się do końca.
Wyrok wykonano 1 października 1957 roku. Po śmierci Fescha została wydana ta książka, zapis dwóch ostatnich miesięcy jego życia, które dzięki nawróceniu znów miało sens.

Oto fragment:
Wtorek, 27 sierpnia
Wciąż ból w ręce i jeszcze reumatyzm w prawej nodze. Znowu źle zacząłem dzień i jestem zdenerwowany. Nic nie mogę zrobić i wciąż mam tendencję do stawiania oporu. Jest zimno i deszczowo, co nie dodaje mi optymizmu. Nie pozostaję w zupełnych ciemnościach, ale modlitwa nie przynosi mi większej pociechy. Świat, który tak bardzo zbliżył się do mnie, znowu jest odległy, na próżno go szukam
i już nie znajduję. Ale wytrwajmy... Chciałbym bardzo, żeby moi najbliżsi także mogli skierować swoje myśli w tę stronę, ale nie mają na to ochoty. Mówię: „niebo”, odpowiadają: „ziemia”. Jeśli proszę Pierrette, żeby włożyła trochę wysiłku, by znaleźć wiarę, ma mnie w nosie. Jednak jest to jedyny sposób, by mogła z tego wyjść. Jeszcze tego nie widzi... Chce pojmować wiarę jako sposób na może trochę spokojniejsze życie, ale wcale nie jako cel. Stąd wszelkie usiłowania stają się bezużyteczne. Ale któregoś dnia nadejdzie jej godzina! Jednak z powodu wielkiej odpowiedzialności – im szybciej, tym lepiej. Pan pociągnie ją, kiedy sam zechce, a ja mogę się tylko za nią modlić. Może po mojej śmierci? Wszystko toczy się jak w reakcji łańcuchowej: jedni płacą za drugich, jedni są ratowani przez drugich. „Jeśli ziarno nie obumrze, zostaje tylko samo, ale jeśli obumrze, przyniesie plon obfity”. Hic est digitus Dei. To właśnie jest miłosierdzie Pana. Ratuje mnie samego, daje mi światło Ducha Świętego, żebym wiedział, dlaczego umieram, że ofiarując tę śmierć, mogę uratować innych członków rodziny. Rachunki zostaną wyrównane tam w górze, a ja otrzymam należne miejsce. (…) To będzie pierwsza rzecz, jaka mi się w życiu uda! Dotychczas zawsze zawalałem; ale na szczęście ta jest najważniejsza. „Co przyjdzie człowiekowi z tego, że cały świat zyska, a duszę swoją zatraci...”. ▐


DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
Słowo wśród nas Nr 4 (332) 2021



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO KWIETNIOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Kwietniowy numer „Słowa wśród nas” to jednocześnie numer wielkanocny. Główne artykuły numeru poświęciliśmy nadziei, jaka wiąże się ze zmartwychwstaniem Jezusa, które jest fundamentem naszej wiary i obietnicą naszego zmartwychwstania.
W Magazynie przypominamy postać Jacquesa Fescha, zagubionego młodego człowieka, który dopiero w więzieniu przeżył głębokie nawrócenie i odkrył sens życia. Ponadto przejmujące świadectwo zmagań o zaufanie Bogu tłumaczki ukraińskojęzycznej wersji „Słowa wśród nas” oraz artykuł poruszający kwestię wzrastania w osobistej świętości i posługiwania innym. W ramach Naszych lektur prezentujemy książkę „Za pięć godzin zobaczę Jezusa”, która jest dziennikiem prowadzonym przez Jacquesa Fescha w więzieniu w czasie oczekiwania na wykonanie kary śmierci.
W numerze jak zwykle znajdziemy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych, Kalendarz liturgiczny, oraz krzyżówkę. 

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 20,10 zł
6 miesięcy – cena 40,20 zł
12 miesięcy – cena 73,70 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. prenumeraty, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY

Nadzieja zmartwychwstania
Pewność obietnicy życia wiecznego............................ 4

Nowe niebo i nowa ziemia
Bóg odnowi wszystko w Chrystusie..........................10

Być znakiem nadziei
Jak stać się świadkiem mocy zmartwychwstania....... 16

MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ

Od 1 do 30 kwietnia................................................... 22

MAGAZYN

Nikt nie jest stracony na zawsze
Jacques Fesch – skazany morderca, nawrócony
chrześcijanin – Ann Bottenhorn ................................ 50

Na „taczce” Jezusa
Choroba jako szkoła zaufania – Irina Turajewa.............................55

Dwie strony tej samej monety
Świętość i ewangelizacja a owoce Ducha Świętego
Joshua M. Danis ................................................... 59

Nasze lektury............................................................ 62

Krzyżówka................................................................ 63

Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drodzy Bracia i Siostry!

Po raz pierwszy doświadczyłem mocy Jezusa w moim życiu na początku studiów. Zrozumiałem wtedy jasno, że Jego śmierć na krzyżu zmazała moje grzechy i wyjednała mi zbawienie. Byłem Mu tak bardzo wdzięczny!
Szczerze mówiąc, przez kilkadziesiąt lat sądziłem, że śmierć Jezusa była o wiele ważniejsza niż Jego zmartwychwstanie. Dopiero w ciągu ostatnich kilku lat zacząłem naprawdę doceniać zmartwychwstanie Jezusa, które jest obietnicą naszego zmartwychwstania i fundamentem naszej wiary. Gdyby nie zmartwychwstanie, pierwsi uczniowie nigdy nie doszliby do wiary. Tym, co zmieniło ich życie, było spotkanie z Jezusem, który powstał z martwych. A spotkała Go wcale nie tylko niewielka garstka ludzi. Jak podaje św. Paweł, w jednym przypadku zmartwychwstałego Jezusa widziało jednocześnie aż pięciuset wierzących (1 Kor 15,5-7). Wielu
z nich było wcześniej świadkami Jego śmierci, a teraz ujrzeli Go żywego!
To spotkanie radykalnie zmieniło ich życie i skłoniło do pójścia za Panem. Pierwsi uczniowie nie wpadli sami na pomysł, żeby założyć nowy Kościół czy zainicjować nowy ruch religijny. To zmartwychwstały Chrystus, którego widzieli i słyszeli, powierzył im misję: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). Wielu z nich tak bardzo wzięło sobie to wezwanie do serca, że nie zawahali się oddać życie wypełniając je.
Ale ty i ja nie widzieliśmy zmartwychwstałego Jezusa na własne oczy. Bardzo chciałbym zobaczyć Jezusa twarzą w twarz na modlitwie. Chciałbym zobaczyć Pana nie tylko pod postaciami Chleba i Wina, ale jako człowieka. Chciałbym do Niego mówić i słyszeć Go mówiącego do mnie, chciałbym paść przed Nim na kolana – jednym słowem chciałbym uczynić to wszystko, co mógł uczynić Piotr i pozostali Apostołowie. Jest to niestety niemożliwe.
Jezus wiedział, że tak będzie, i dlatego objawiając się po zmartwychwstaniu Tomaszowi wypowiedział słowa przeznaczone dla nas: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29). Błogosławieni jesteście, bracia i siostry, którzy nie widzieliście Go oczyma ciała, ale uwierzyliście w Niego w swoich sercach.
Tym, który może tak bardzo ożywić w nas prawdę o zmartwychwstaniu, że zechcemy oddać Panu całe swoje życie aż po śmierć, jest Duch Święty. Kiedy On wypisuje prawdę o zmartwychwstaniu w naszych sercach, zmienia się nasza wizja życia i śmierci. Wiemy, że każdy z nas kiedyś umrze, jednak Duch Święty zapewnia nas, że Jezus zwyciężył śmierć! Tak więc, jak pisał Paweł: „Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14,8).
Zmartwychwstanie Jezusa, podobnie jak Jego męka i śmierć, dzień po dniu przemienia nasze życie. Daje nam nadzieję, że my także po śmierci zmartwychwstaniemy wraz z Nim. Wtedy wreszcie Go ujrzymy twarzą w twarz i będziemy przebywać z Nim na wieki w raju! Radosnych Świąt Wielkanocnych!
Wasz brat w Chrystusie,
Jeff Smith

MEDYTACJE

Czwartek, 1 kwietnia
Wielki Czwartek
J 13,1-15
Do końca ich umiłował. (J 13,1)
W rodzinach żydowskich podczas wieczerzy paschalnej ważną rolę odgrywa najmłodsze dziecko. To właśnie ono zadaje pytanie: „Dlaczego ta noc różni się od wszystkich innych nocy?”. I zaczyna się rodzinne opowiadanie o tym, co uczynił Bóg, wyprowadzając Izraela z niewoli egipskiej.
Dziś także obchodzimy tę noc, tak niepodobną do żadnej innej nocy. W czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej i czuwając przy Jezusie w ciemnicy z czcią i wdzięcznością wspominamy tę noc, w której Zbawiciel wszedł w swoją mękę, noc, w której umiłował nas do końca.
Panie Jezu, podziwiam Twoją pokorę. Tej nocy, choć było Ci tak ciężko na sercu z powodu zbliżającej się męki, nie myślałeś o sobie, ale przyjąłeś rolę sługi. Ty, który podtrzymujesz wszechświat, ukląkłeś, by umyć nogi tym, którzy mieli Cię zdradzić, wyprzeć się Ciebie i opuścić Cię w godzinie próby. Uniżyłeś się pokazując nam, co znaczy być wielkim w królestwie niebieskim. Pokazałeś nam, co znaczy kochać. Umiłowałeś nas do końca.
Panie Jezu, podziwiam Twoją wspaniałomyślność. Tej nocy, wiedząc, że powracasz do Ojca, połamałeś chleb i rozdzieliłeś pomiędzy uczniów, podobnie uczyniłeś z winem. Ty, Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, dajesz nam w Eucharystii swoje własne Ciało i Krew. Niczego nie zachowałeś dla siebie. Dałeś się nam cały w ofierze, która karmi nas i jednoczy z Tobą i Ojcem, aż po dzień Twego powtórnego przyjścia. Umiłowałeś nas do końca.
Panie Jezu, podziwiam Twoje posłuszeństwo. Tej nocy w Ogrodzie Oliwnym przeżywałeś własną agonię modląc się i zdając na wolę Ojca, podczas gdy uczniowie spali. Ty, który mogłeś wezwać na pomoc legiony aniołów, przyjąłeś plan Ojca, aby nas zbawić. Dobrowolnie wydałeś się w ręce grzeszników wiedząc, że oznacza to śmierć na krzyżu. Patrzyłeś na swojego zdrajcę, na uciekających uczniów, na oskarżycieli i katów, a także na nas. Ty, który nigdy nie zgrzeszyłeś, zgodziłeś się ofiarować samego siebie za nasze grzechy. Stałeś się jak owca prowadzona na rzeź. Umiłowałeś nas do końca.
„Dziękuję Ci, Jezu, za to, że umiłowałeś mnie do końca.”
Wj 12,1-8.11-14
Ps 116B,12-13.15-18
1 Kor 11,23-26

▌Piątek, 2 kwietnia
Wielki Piątek
Iz 52,13--53,12
Mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta. (Iz 52,15)
W odbiorze wielu z nas dzisiejszy dzień jest smutny i przygnębiający. Stajemy przed wizerunkami Ukrzyżowanego, słuchamy opisu męki jedynego Syna Bożego, który był całkowicie niewinny i niczym sobie na nią nie zasłużył. Był to oburzający akt skrajnej niesprawiedliwości. Tak więc rzeczywiście powinna nam dziś towarzyszyć atmosfera powagi. Ale nie jest to dzień, w którym należy pogrążać się w smutku.
W obliczu męki i śmierci Jezusa spróbujmy raczej stanąć w postawie czci i adoracji. Patrzmy na ukrzyżowanego Pana i pozwólmy, aby ogarnęło nas zdumienie. „Zamknijmy przed Nim usta” (por. Iz 52,15), ponieważ krzyż Chrystusa paradoksalnie objawia nam nieprawdopodobne i zaskakujące piękno Boga.
Ten krzyż pokazuje nam, jak potęga Bożej miłości potrafi sprawić, że nawet grzech i śmierć służą realizacji Bożych planów. Boże pragnienie odkupienia człowieka jest tak mocne, że nie zniweczą go nawet najbardziej przewrotne ludzkie zamiary. Żaden akt przemocy ani oszustwa nie jest w stanie go zniszczyć.
To, że męka Jezusa ostatecznie zakończy się triumfem, wydawało się absolutnie niemożliwe. A jednak, chociaż „nieludzko został oszpecony Jego wygląd” (Iz 52,14), Bóg obiecał, że Jego Sługa „wybije się, wywyższy i bardzo wyrośnie” (Iz 52,13). Tu właśnie mamy do czynienia z największym paradoksem – właśnie wtedy, gdy zło zdaje się mieć ostatnie słowo, następuje zwycięstwo dobra!
Kontemplując dziś mękę naszego Pana, miej w pamięci także zakończenie tej historii. Brzydota męki, odrzucenia i wyszydzenia Jezusa była rzeczywista. Ale rzeczywiste jest także odkupienie, które dzięki nim się dokonało. Rzeczywiste jest wypełnienie Bożej obietnicy przebaczenia i odkupienia. To nie śmierć
ma ostatnie słowo, ale życie. I jest to coś naprawdę pięknego!
„Jezu, spraw, bym podczas dzisiejszego rozważania Twojej męki i śmierci zobaczył piękno Twojej miłości.”
Ps 31,2.6.12-13.15-17.25
Hbr 4,14-16; 5,7-9
J 18,1--19,42

▌Niedziela, 4 kwietnia
Zmartwychwstanie Pańskie
Dz 10,34a,37-43
Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia.
(Dz 10,40)
Alleluja! Chrystus zmartwychwstał! Jak radosne są dla nas te słowa, które słyszymy w Niedzielę Wielkanocną!
Radosny jest dźwięk dzwonów i radosne pieśni, które śpiewamy ku czci naszego Zbawiciela. Nawet figurka wielkanocnego baranka z chorągiewką przypomina nam o tej radości. Przeżyliśmy czterdzieści dni Wielkiego Postu. W Wielkim Tygodniu towarzyszyliśmy Jezusowi w Jego drodze ku krzyżowi. Teraz możemy ogłosić Dobrą Nowinę o Jego zmartwychwstaniu, świętując wraz ze wszystkimi aniołami i świętymi.
Jednak Wielkanoc nie kończy się dzisiaj. W Kościele przez kolejnych osiem dni obchodzimy oktawę Wielkanocy, a sam Okres Wielkanocny trwa przez pięćdziesiąt dni, aż do Zesłania Ducha Świętego. A po jego zakończeniu wspominamy zmartwychwstanie Jezusa w każdą niedzielę roku.
W rzeczywistości Wielkanoc nigdy się nie kończy! To, czego dokonał Jezus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, jest już nie do odwrócenia. Wszystko, co Ojciec stworzył jako „bardzo dobre” (Rdz 1,31), a co w następstwie grzechu uległo skażeniu i zepsuciu, zostało odkupione.
Nie skupiajmy się więc tylko na dzisiejszym dniu, ale ogarnijmy myślą cały rozpoczynający się Okres Wielkanocny. Jeśli w ciągu tych pięćdziesięciu dni znajdziemy czas na rozważanie czytań mszalnych, zobaczymy, w jaki sposób zareagowali na to, co się stało Apostołowie. W ich życiu zmartwychwstanie Jezusa zmieniło dosłownie wszystko, przewróciło im do góry nogami cały świat! Chrystus powstał z martwych, a oni widzieli Go na własne oczy. Wcześniej byli pogrążeni w lęku, teraz najważniejszą sprawą dla nich stało się głoszenie Dobrej Nowiny, bez względu na koszty.
Zmartwychwstanie Jezusa zmienia też wiele w twoim życiu. Jesteś kochany. Jesteś odkupiony. A „gdy ukaże się Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3,4).
Jak odpowiesz na tę zdumiewającą nowinę? Nie pozwól, by Wielkanoc po prostu przeminęła. Żyj tą prawdą na co dzień. Niech ona przeniknie wszystkie włókna twojego jestestwa. Włączony przez chrzest w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, stałeś się nowym stworzeniem. Chrystus żyje w tobie, a ty żyjesz w Chrystusie, teraz i na wieki. Alleluja!
„Jezu, Ty jesteś moim «wszystkim we wszystkich» (Kol 3,11).”
Ps 118,1-2.16-17.22-23
Kol 3,1-4 lub 1 Kor 5,6b-8
J 20,1-9 lub
(wieczorem) Łk 24,13-35

▌Niedziela, 11 kwietnia
Niedziela Miłosierdzia Bożego
J 20,19-31
Pan mój i Bóg mój! (J 20,28)
Z homilii papieża Franciszka na Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 7 kwietnia 2013 roku:
„W dzisiejszej Ewangelii Apostoł Tomasz doświadcza właśnie Bożego miłosierdzia, które ma konkretne oblicze, oblicze Jezusa, Jezusa zmartwychwstałego. Tomasz nie ufa temu, co mówią mu inni Apostołowie: «Widzieliśmy Pana!». Nie wystarcza mu obietnica Jezusa, który zapowiedział: trzeciego dnia zmartwychwstanę. Chce zobaczyć, chce włożyć rękę tam, gdzie są znaki gwoździ, i w Jego bok.
A jaka jest reakcja Jezusa? Cierpliwość: Jezus nie opuszcza upartego Tomasza w jego niewierze. Daje mu tydzień, nie zamyka drzwi, czeka. I Tomasz uznaje swoje ubóstwo, małą wiarę.
«Pan mój i Bóg mój» (J 20,28): tymi prostymi, lecz pełnymi wiary słowami odpowiada na cierpliwość Jezusa. Pozwala, by Boże miłosierdzie otoczyło go, widzi je przed sobą, w ranach na rękach i stopach, w otwartym boku, i odnajduje ufność: jest nowym człowiekiem, nie jest już niedowiarkiem, lecz wierzącym. (…)
Być może ktoś z nas pomyśli: mój grzech jest tak wielki, jestem od Boga tak daleko, jak młodszy syn z przypowieści, moja niewiara jest taka jak Tomasza. Nie mam odwagi, by wrócić, pomyśleć, że Bóg może mnie przyjąć i że czeka właśnie na mnie. Ale Bóg czeka właśnie na ciebie, żąda od ciebie jedynie odwagi, by do Niego pójść. (…)
Miejmy odwagę, aby wrócić do Jego domu, by zamieszkać w ranach Jego miłości, pozwalając, by nas miłował, spotykajmy Jego miłosierdzie w sakramentach. Poczujemy Jego czułość — tak piękną — poczujemy Jego uścisk, i my także będziemy bardziej zdolni do miłosierdzia, cierpliwości, przebaczenia i miłości”.
„Panie mój i Boże! Dziękuję Ci za Twoje nieskończone miłosierdzie!”
Dz 4,32-35
Ps 118,2-4.16-18.22-24
1 J 5,1-6

MAGAZYN

Nikt nie jest stracony na zawsze
Jacques Fesch – skazany morderca, nawrócony chrześcijanin

25 lutego 1954 roku w Paryżu młody człowiek uciekając po nieudanym napadzie rabunkowym wpadł w panikę i zaczął strzelać na oślep, zabijając policjanta i ciężko raniąc przypadkowego przechodnia. Niedoszły rabuś został ujęty, osadzony w La Santé – więzieniu o zaostrzonym rygorze i po długim procesie skazany na śmierć przez ścięcie gilotyną. Bramy więzienia przekraczał jako zdeklarowany ateista, ale oczekując na proces i wykonanie wyroku doświadczył tak głębokiego nawrócenia, że w noc przed egzekucją napisał: „Moja głowa spadnie – chwalebne upokorzenie – a nagrodą za nią będzie niebo! Jestem szczęśliwy”. Zagubiona dusza Jacquesa Fescha została w więzieniu ocalona przez Chrystusa.

Młodociany opryszek,
playboy i morderca
Urodzony 6 kwietnia 1930 roku Jacques Fesch dorastał w atmosferze, która wyssała z niego całą pewność siebie, inicjatywę i wiarę. Matka rozpieszczała go spełniając wszelkie zachcianki. Był słabym uczniem, mającym opinię roztargnionego i „niepoprawnego marzyciela”. Sam o sobie pisał: „Mając słaby charakter, byłem zarazem krnąbrny i apatyczny, łatwo ulegałem wpływom i… pragnąłem miłości”. W wieku lat osiemnastu Fesch porzucił szkołę i bez większego przekonania podjął pracę w banku swego ojca. Mając lat dwadzieścia jeden poślubił dziewczynę, która była z nim w ciąży, i został zatrudniony przez jej ojca. Marzył o założeniu filii przedsiębiorstwa swego teścia. Pożyczył na ten cel pieniądze, po czym za połowę z nich kupił sobie luksusowy samochód. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że tym sposobem nie będzie już w stanie ani przeprowadzić swojego planu, ani zwrócić pożyczki.
Na początku 1954 roku Jacques był pogrążony w długach, sfrustrowany i zniechęcony. Wpadł na pomysł, żeby kupić statek i popłynąć na Tahiti. Myśl o wolności od wszelkich zobowiązań i nowym początku stała się jego obsesją, nie był jednak w stanie znaleźć na to funduszy. W końcu obmyślił plan napadu na kantor, który zawiódł z kretesem. Fesch został pochwycony z pistoletem w zakrwawionej dłoni. Wygląda na to, że zabijając policjanta, postrzelił również samego siebie.

Więzień
Jacques Fesch został aresztowany, przesłuchany i umieszczony w pojedynczej celi. Kapelan, który odwiedził go jako pierwszy, zastał zdruzgotanego, zrozpaczonego więźnia, który odesłał go mówiąc, że jest niewierzący. Aby zająć czymś długie, samotne godziny, Fesch czytał książki, pisał listy i w samotności swojej celi zaczął na nowo odkrywać Boga. Jego poglądy ulegały stopniowej zmianie: „Nie byłem już taki pewien, że Boga nie ma” – pisał. „Zacząłem się na Niego otwierać… przyjmować wiarę rozumem, bez modlitwy lub modląc się tak niewiele!”
Fesch zaczął przyjmować łaskę daną mu przez Boga. Łaskę czytania mszalika i Biblii. Łaskę refleksji i modlitwy. Łaskę kiełkowania wiary w miejscu, gdzie panowała rozpacz. Pisał później: „Bez Boga cela byłaby tak ciemną i rozpaczliwą norą, że człowiek łatwo mógłby w niej zgnić lub przemienić się w dziką bestię”.

Blask światła
Fesch nie zrobił ani jednego ani drugiego. Podczas rocznego oczekiwania na proces, jego wiara powoli dojrzewała. Był przekonany, że nie zostanie skazany na śmierć, jednak bez wątpienia jego otwarcie na wiarę nie było strategią obliczoną na zdobycie przychylności sędziego czy ławy przysięgłych. W październiku 1954 roku doświadczył „potężnej fali emocji”. „W ciągu kilku godzin doszedłem do wiary i to z absolutną pewnością” – zanotował. „Uwierzyłem i nie mogłem zrozumieć, jak mogłem wcześniej nie wierzyć. Spłynęła na mnie łaska. Wielka radość zalała moją duszę, a nade wszystko wielki pokój.”
Radość i pokój podtrzymywały go przez trzy ostatnie lata życia. Pobyt w odosobnieniu pozwolił mu poświęcać niezliczone godziny na pogłębienie relacji z Chrystusem, na długie rozważania Pisma Świętego, krzyża, spraw wiecznych. „Jezus pociąga mnie do siebie” – pisał. „Daje mi tak wiele, prosząc o tak mało.”
To „mało” oznaczało dla Fescha ciągłe powtarzanie swego „tak”, nieustanne nawracanie się. Ostatniej nocy przed egzekucją napisał: „Jezus jest bardzo blisko mnie. Pociąga mnie coraz bliżej do siebie, a ja mogę tylko adorować Go w ciszy”.
Tym, czego nauczył się w więzieniu, dzielił się następnie w listach z rodziną i przyjaciółmi. Jeden z biografów nazwał je „nadzwyczajnymi” listami, które „mogły być jedynie owocem Bożego światła i siły”. Do brata Tomasza, swego przyjaciela zakonnika, pisał: „To nie ja przybliżam się ku Chrystusowi, ale to On… niesie mnie na ramionach… Wszystko jest łaską… Przybliżam się nie do śmierci, ale do życia”.

„Działanie łaski
jest czasami powolne”
Fesch pragnął, by jego żona i rodzina również doszły do wiary. Chora na raka matka pragnęła ofiarować swoje życie w intencji dobrej śmierci syna. Chociaż jego ojciec głośno nigdy nie zaakceptował nawrócenia swojego syna, Jacques potrafił zauważyć „postęp łaski w jego duszy”. Żona Jacquesa zgodziła się na jego prośbę, aby przystąpić do spowiedzi i Komunii świętej. Doradzał jej, a pewnie i samemu sobie: „Cierpliwości… Działanie łaski jest czasami powolne”. W ostatnim liście do teściowej, z którą podczas lat spędzonych w więzieniu wymieniał korespondencję po kilka razy w tygodniu, pisał: „Zachęcam cię do wytrwałości na drodze, którą idziesz i na której robisz już pewne postępy”.
Lata spędzane w odosobnieniu mijały powoli. Do momentu ogłoszenia ostatecznego wyroku Fesch miał raz
w tygodniu prawo do trzydziestominutowej wizyty, na którą przychodziła zwykle teściowa lub żona. Najczęściej pocieszał je wówczas, zachęcając, by nie poddawały się rozpaczy, ale zawierzyły dobroci Boga.
Proces odwoławczy ciągnął się długo, a wraz z nim walka Jacquesa o trwanie – i wzrastanie – w łasce Bożej. Kapelan więzienny, obecnie mile widziany gość, zapewniał prowadzenie duchowe, dostarczał książki, a raz w miesiącu udzielał sakramentów. Obrońca Fescha, gorliwy katolik, również dodawał więźniowi otuchy, próbując uzyskać dla niego złagodzenie wyroku. Fesch pomimo „wewnętrznego głosu”, który – jak sądził – uprzedzał go, że jednak wynikiem procesu będzie egzekucja, trzymał się mocno nawrócenia i łaski.

Najwspanialsze godziny
Świadomość, że pozostało mu już niewiele czasu, przynaglała go do wysiłku duchowego. W maju 1956 roku opisywał siebie jako „ślimaka pełznącego drogą wiary”. We wrześniu 1957 roku, na trzy tygodnie przed egzekucją, ten opis był już zupełnie inny:
„Przeżywam najwspanialsze godziny… Każdy mój najmniejszy wysiłek jest wynagrodzony kolejną łaską, a ze względu na krótkość czasu to wznoszenie się ku Bogu odbywa się o wiele szybciej niż u kogoś, kto ma jeszcze przed sobą całe lata… Wiem z absolutną pewnością, że jestem otoczony łaską i miłością, i że Pan chce mnie zbawić wbrew mnie samemu. Fiat Panie!”.
Niegdyś samowolny egoista i niepoprawny marzyciel, który pochłonięty obsesją zdecydował się pochopnie na nieprzemyślane przestępstwo i popełnił przypadkowe morderstwo, pocieszał się w trudnych zmaganiach ostatniej nocy: „Bóg jest wierny. Nie wolno mi o tym zapominać”. Zanim położył się na ostatnią bezsenną noc w oczekiwaniu na egzekucję, napisał jeszcze: „Za pięć godzin zobaczę Jezusa! Jaki On jest dobry… Pociąga mnie do siebie tak delikatnie, dając mi pokój, który nie jest z tego świata… Czekam w ciemności i pokoju. Oczekuję Miłości!".
Rankiem 1 października 1957 roku, o godzinie 5.30, Jacques Fesch został ścięty gilotyną. 21 września 1987 roku kardynał Jean-Marie Lustiger, arcybiskup Paryża, wszczął proces informacyjny na szczeblu diecezjalnym dotyczący życia i świętości Jacquesa Fescha. Opinia publiczna była podzielona. Wielu argumentowało, że skazany za morderstwo policjanta nie nadaje się do tego, by służyć za wzór innym. Jednak kardynał Lustiger był zdania, że życie Fescha ukazuje nam prawdę o tym iż „nikt nie jest stracony na zawsze w oczach Boga, nawet ten, kto został potępiony przez społeczeństwo”. Proces beatyfikacyjny Jacquesa Fescha został oficjalnie otwarty w 1993 roku. ▐


NASZE LEKTURY

ZA PIĘĆ GODZIN ZOBACZĘ JEZUSA

Dziennik więzienny

Jacques Fesch 24 lutego 1954 roku uczestniczył w napadzie na kantor i wtedy śmiertelnie postrzelił policjanta, za co skazano go na karę śmierci. Trzy lata później, dwa miesiące przed wykonaniem wyroku, zanotował w więziennej celi: „Moja kochana córeczko, to jest mój dziennik, jedyne moje dobro, które zapisuję tobie z braku innych dóbr”. Wiedział, że córka będzie dorastać bez niego, więc pisał dla niej codzienne notatki o tym, co najważniejsze, o jedynej Miłości, której warto szukać i powierzyć się do końca.
Wyrok wykonano 1 października 1957 roku. Po śmierci Fescha została wydana ta książka, zapis dwóch ostatnich miesięcy jego życia, które dzięki nawróceniu znów miało sens.

Oto fragment:
Wtorek, 27 sierpnia
Wciąż ból w ręce i jeszcze reumatyzm w prawej nodze. Znowu źle zacząłem dzień i jestem zdenerwowany. Nic nie mogę zrobić i wciąż mam tendencję do stawiania oporu. Jest zimno i deszczowo, co nie dodaje mi optymizmu. Nie pozostaję w zupełnych ciemnościach, ale modlitwa nie przynosi mi większej pociechy. Świat, który tak bardzo zbliżył się do mnie, znowu jest odległy, na próżno go szukam
i już nie znajduję. Ale wytrwajmy... Chciałbym bardzo, żeby moi najbliżsi także mogli skierować swoje myśli w tę stronę, ale nie mają na to ochoty. Mówię: „niebo”, odpowiadają: „ziemia”. Jeśli proszę Pierrette, żeby włożyła trochę wysiłku, by znaleźć wiarę, ma mnie w nosie. Jednak jest to jedyny sposób, by mogła z tego wyjść. Jeszcze tego nie widzi... Chce pojmować wiarę jako sposób na może trochę spokojniejsze życie, ale wcale nie jako cel. Stąd wszelkie usiłowania stają się bezużyteczne. Ale któregoś dnia nadejdzie jej godzina! Jednak z powodu wielkiej odpowiedzialności – im szybciej, tym lepiej. Pan pociągnie ją, kiedy sam zechce, a ja mogę się tylko za nią modlić. Może po mojej śmierci? Wszystko toczy się jak w reakcji łańcuchowej: jedni płacą za drugich, jedni są ratowani przez drugich. „Jeśli ziarno nie obumrze, zostaje tylko samo, ale jeśli obumrze, przyniesie plon obfity”. Hic est digitus Dei. To właśnie jest miłosierdzie Pana. Ratuje mnie samego, daje mi światło Ducha Świętego, żebym wiedział, dlaczego umieram, że ofiarując tę śmierć, mogę uratować innych członków rodziny. Rachunki zostaną wyrównane tam w górze, a ja otrzymam należne miejsce. (…) To będzie pierwsza rzecz, jaka mi się w życiu uda! Dotychczas zawsze zawalałem; ale na szczęście ta jest najważniejsza. „Co przyjdzie człowiekowi z tego, że cały świat zyska, a duszę swoją zatraci...”. ▐


Sklep internetowy Shoper.pl