Słowo wśród nas - nr archiwalne
5.9
PLN
Słowo wśród nas Nr 5 (273) 2016
Słowo wśród nas Nr 5 (273) 2016
wydawnictwo: Promic
format: 140 x 205 mm
E-BOOK
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,90 zł
Numer archiwalny Osoby pragnące kupić numer archiwalny prosimy o kontakt. Tel.: 22 651 90 54 wew. 130, 131 lub przez e-mail: handlowy@wydawnictwo.pl

Dane techniczne

wydawnictwo Promic
format 140 x 205 mm

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MAJOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Majowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Łaska Pięćdziesiątnicy”. Cztery artykuły, napisane przez o. Raniera Cantalamessę, kaznodzieję Domu Papieskiego, dają wgląd w jego osobiste doświadczenie Ducha Świętego, a zarazem zawierają niezwykle trafne wskazówki dla nas, jak mamy dać się prowadzić temu Pocieszycielowi.
Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajdziemy artykuł o świętych męczennicach Perpetui i Felicycie oraz świadectwa, w tym kolejną odpowiedź na naszą ankietę „Bóg żyje i działa”.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.

DRUKUJ OPIS

ARTYKUŁY


Miłość Boża rozlana w naszych sercach
Pięćdziesiątnica jest dla każdego –
o. Raniero Cantalamessa............................................ 4


Nowe prawo dla nowego życia
Boże prawo wypisane w naszych sercach –
o. Raniero Cantalamessa............................................ 8


Jezus Chrystus jest Panem!
Wyznanie, które zmienia życie –
o. Raniero Cantalamessa.......................................... 11


Radość pełnienia woli Bożej
Przyjąć dar posłuszeństwa –
o. Raniero Cantalamessa.......................................... 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ
od 1 do 31 maja .................................... 19


MAGAZYN
Dwie bohaterki wiary
Jak historia Pepetui i Felicyty stała się moją historią
Hallie Riedel .................................... 47


Radosna Boża biegaczka
Świadectwo uzdrawiającej miłości Boga –
Nyla Leipold .................................... 51


Boże, jeśli naprawdę istniejesz…
Nie miałam pojęcia, że Jezus może być moim
przyjacielem – Jeannie Dang .................................... 55


Bóg kocha grzesznika – odpowiedź na ankietę
„Bóg żyje i działa” ........................................ 59


Nasze lektury............................................................... 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

Słowo wśród nas – maj 2016

LIST
Drodzy Bracia i Siostry!

Maj jest moim ulubionym miesiącem. Po pierwsze, jest on szczególnie poświęcony Maryi, mojej ukochanej świętej. Moja matka modliła się do Maryi, kiedy po narodzeniu dawano mi tylko sześć miesięcy życia – i dzięki Jej wstawiennictwu zostałem całkowicie uzdrowiony. Maj jest też miesiącem, w którym czterdzieści jeden lat temu wziąłem ślub. Także w maju, czterdzieści pięć lat temu, po raz pierwszy uczestniczyłem w spotkaniu modlitewnym. Poszedłem na nie, aby spotkać się z przyjacielem, który mocą Ducha Świętego został wyzwolony z uzależnienia od heroiny. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Poszedłem zobaczyć się z kolegą, a wróciłem, dzięki mocy Ducha Świętego, napełniony miłością Boga. Był to najpiękniejszy dzień mojego życia.
Już wcześniej byłem dobrym katolikiem. Służyłem jako ministrant, śpiewałem w chórze. Jednak moja wiara polegała głównie na tym, żeby postępować, jak należy, a przez to uniknąć piekła. Czułem się dobrze po przyjęciu Komunii świętej i po spowiedzi, ale nie znałem Jezusa i Jego miłości do mnie. Wszystko zmieniło się na tym spotkaniu modlitewnym. Zobaczyłem w Jezusie Osobę, która mnie bardzo kocha. Zrozumiałem, co uczynił dla mnie na krzyżu, i to doświadczenie zmieniło moje życie. Dziś, po czterdziestu pięciu latach od tego dnia, jestem przekonany, że doświadczenie miłości Bożej jest przeznaczone dla każdego.
Mamy ogromne szczęście, że w miesiącu Zesłania Ducha Świętego autorem naszych artykułów jest o. Raniero Cantalamessa, kaznodzieja Domu Papieskiego. O. Raniero głosił słowo Boże papieżowi Franciszkowi, papieżowi Benedyktowi XVI, papieżowi Janowi Pawłowi II, a sądzę, że możemy go nazwać również kaznodzieją „Słowa wśród nas”. Osobiście poznałem o. Raniero w połowie lat siedemdziesiątych. Przyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby przyjrzeć się działaniu Ducha Świętego w Odnowie Charyzmatycznej i podczas tej wizyty sam przeżył mocne doświadczenie nowego napełnienia miłością Boga.
Cztery artykuły napisane przez o. Raniero dają nam wgląd w jego osobiste doświadczenie Ducha Świętego, a zarazem zawierają niezwykle trafne wskazówki dla nas. Wielokrotnie wzywa nas, byśmy dawali się prowadzić Duchowi Świętemu, otwierając serca na Jego obecność i miłość. Pragnę zachęcić was do uważnego przeczytania tych artykułów – może nawet więcej niż jeden raz. Ja sam to zrobiłem i jestem z tego zadowolony. Jest tam wiele treści, które warto przemyśleć i przemodlić.
Módlmy się wspólnie, aby każdy z nas przeżył głębokie doświadczenie miłości Bożej, która „rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5). Prośmy tego Ducha, by pomagał nam mówić: „Panem jest Jezus” (1 Kor 12,3), wspierał naszą modlitwę (Rz 8,26) oraz wzbudzał owoce Ducha w naszym życiu (Ga 5,22-23).
Oby Pan błogosławił nam wszystkim i napełnił nas Bożą miłością w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Art. 1

Miłość Boża rozlana w naszych sercach
Pięćdziesiątnica jest dla każdego

Wszyscy wiemy, co wydarzyło się w dzień zesłania Ducha Świętego. Zgromadzeni w Wieczerniku Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli śmiało nauczać o Jezusie. Jednak ta historia to coś więcej niż prosty zarys wydarzeń. Przyjrzyjmy się więc dokładniej temu, co przeżyli w ten dzień Apostołowie. Ludzie ci żyli z Jezusem i słyszeli Jego naukę. Można powiedzieć, że był On ich prywatnym rekolekcjonistą.
Jednak mimo to Apostołom niełatwo było wdrożyć naukę Jezusa w życie. W Ogrodzie Oliwnym spali, zamiast się modlić. Po pojmaniu Jezusa nie potrafili nadstawić drugiego policzka. Zawodzili na całej linii aż do dnia Pięćdziesiątnicy, kiedy zstąpił na nich Duch Święty. To właśnie wtedy stali się nowymi ludźmi – odważnymi, gorliwymi, gotowymi umrzeć za Jezusa. Daje nam to nadzieję, że i my możemy zostać przemienieni przez tego samego Ducha. Zatrzymajmy się więc na chwilę, wsłuchajmy się w historię zesłania Ducha Świętego i zobaczmy, czy i my nie możemy doświadczyć tego, czego doświadczyli tego dnia Apostołowie.
Kiedy słuchamy uważnie opowieści o zesłaniu Ducha Świętego, coś zaczyna się dziać. W pewnym sensie przypomina to Eucharystię. W momencie konsekracji Kościół opowiada na nowo to, co Jezus uczynił w ostatni wieczór swojego życia – wziął chleb, połamał i dał uczniom. Kiedy ta historia zostaje odtworzona przez wyświęconego kapłana w sakramencie Eucharystii, staje się to, o czym ona opowiada. To, co wydarzyło się w ostatni wieczór Jezusa na ziemi, dzieje się przed naszymi oczyma – chleb staje się Ciałem Chrystusa. Podobnie, gdy otwartymi, ufnymi sercami słuchamy historii Pięćdziesiątnicy, także dziś dokonuje się przyjście Ducha Świętego.

ZNAKI DUCHA
Uczniowie przebywali wraz z Maryją, gdy nagle dom wypełnił się szumem potężnego wichru. Następnie pojawiły się jakby języki ognia, które się rozdzieliły i spoczęły na głowie każdej z obecnych tam osób. Wszyscy „zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,4).
Gdy Bóg zamierza dokonać czegoś ważnego w historii, zazwyczaj daje nam znaki. Wie, jak bardzo jesteśmy rozproszeni, toteż poprzez nie stara się zwrócić naszą uwagę na to, co czyni. To właśnie wydarzyło się w dzień Pięćdziesiątnicy – Bóg przygotował swój lud przez znaki. Pierwszy znak przeznaczony był dla ich uszu – szum jakby gwałtownego wichru. Nie był to znak nieokreślony czy niejasny, gdyż wiatr symbolizuje Ducha Świętego. W języku hebrajskim używa się nawet tego samego słowa, ruah, na określenie „ducha” i „wiatru”; to samo odnosi się również do greckiego słowa pneuma. Jest to wiatr, który „wieje tam, gdzie chce” (J 3,8), słyszalny, lecz niewidzialny.
Następnie pojawił się znak dla oczu – płomienie jak języki ognia. Jest to znowu bardzo wymowny znak, gdyż Pismo Święte często wiąże ogień z Duchem Świętym, a Jan Chrzciciel zapowiedział, że Jezus „chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3,11).
Tak więc Bóg dał uczniom znaki, aby przygotować ich na rzeczywistość, na którą one wskazywały: „I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2,4). Cała Pięćdziesiątnica zawarta jest w tym jednym zdaniu! Jest to dla nas wyzwanie, gdyż łatwo jest prześlizgnąć się wzrokiem po tej linijce i pójść dalej. Jednak ten krótki werset kryje w sobie niepojętą głębię, gdyż mówi
o Bożej miłości.

„POCZUŁEM SIĘ
KOCHANY PRZEZ BOGA”
Zauważmy najpierw, że Duch Święty jest miłością Boga. Wewnątrz Trójcy jest On płomieniem miłości płynącej od Ojca do Syna i od Syna do Ojca. Duch Święty, płomień miłości, jest słodyczą, radością i błogosławieństwem; jest nosicielem Boskiego życia Trójcy. Kiedy więc mówimy, że Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, oznacza to, że zostali napełnieni miłością Boga. Życie Trójcy zstąpiło ku nim i zostało wlane w ich serca.
Napełnienie Duchem Świętym to nie tylko obietnica Jezusa, to także doświadczenie! Wyobraź sobie, jak życie Trójcy – życie samego Boga – napełnia serce ludzkiej osoby! Pięćdziesiątnica była momentem, w którym każdy z Apostołów przeżył wszechogarniające doświadczenie miłości Boga. Było to Bożym celem od samego początku. Bóg stworzył świat z zamiarem podzielenia się tym życiem ze swoim stworzeniem. Teraz, gdy Jezus zniszczył grzech przez swoją śmierć, świat był już przygotowany na przyjęcie tego życia. W dzień Pięćdziesiątnicy wypełnił się cel całego stworzenia.
Czy sądzisz, że Apostołowie byli nieświadomi tego, co się dzieje – że dokonało się to w głębi ich serc, ale oni wcale tego nie czuli? Z pewnością nie! Nie był to przeszczep serca w znieczuleniu ogólnym. Oni czegoś doświadczyli. Od tego momentu byli nowymi ludźmi, pełnymi odwagi, nieustraszenie głoszącymi Jezusa. Tylko miłość potrafi zdziałać coś takiego.
Ludzie, którzy przeżyli mocne, osobiste doświadczenie Pięćdziesiątnicy, opisują je zwykle słowami: „Poczułem się kochany przez Boga”. Wiele razy słyszałem takie świadectwa. Pamiętam osiemdziesięcioletnią kobietę, która chodziła w kółko, potrząsała ludźmi i powtarzała: „Słuchajcie, czuję się jak mała dziewczynka. Teraz widzę, co to znaczy być córką Boga”. Ktoś inny powiedział mi: „Przeżyłem całe wcześniejsze życie w poczuciu, że nikt mnie nie kocha i nie jestem godzien niczyjej miłości. W jednej chwili uczucie to odeszło i już nigdy nie powróciło”.
Św. Paweł potwierdził to w słowach: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Na tym polega działanie Ducha Świętego. Pięćdziesiątnica jest momentem, w którym, za łaską Boga, uświadamiasz sobie, że Bóg ma w tobie szczególne upodobanie jako w swoim umiłowanym synu czy umiłowanej córce. Całe twoje życie się zmienia, a ty zaczynasz doświadczać raju. ▐


Art.2
Nowe prawo dla nowego życia
Boże prawo wypisane w naszych sercach

W Łukaszowej opowieści o Pięćdziesiątnicy są jeszcze inne wątki, których powinniśmy dotknąć. Daje nam ona klucz do zrozumienia niemal wszystkiego w Nowym Testamencie. Łukasz rozpoczyna swoją relację od słów: „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy…” (Dz 2,1). Jest to ważny szczegół: Pięćdziesiątnica istniała jeszcze przed zesłaniem Ducha Świętego! Zanim Duch Święty zstąpił na Apostołów, obchodzono żydowskie święto Pięćdziesiątnicy i „pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem” gromadzili się w Jerozolimie, aby świętować (Dz 2,5).
Podobnie jak nie da się zrozumieć Wielkanocy bez elementarnej wiedzy o Passze żydowskiej, tak samo nie da się zrozumieć zesłania Ducha Świętego bez świadomości tego, czym było żydowskie święto Pięćdziesiątnicy. Początkowo Pięćdziesiątnica była celebracją pierwszych zbiorów – świętem rolniczym, podczas którego kapłan ofiarowywał Bogu pierwociny płodów ziemi. Było ono obchodzone pięćdziesiątego dnia po Passze, kiedy to wspominano początek wyjścia z Egiptu.
Później, w czasach Jezusa, Pięćdziesiątnica nie była już łączona z naturalnym biegiem pór roku, lecz stała się świętem historycznym, upamiętniającym nadanie przykazań – czyli inaczej Prawa – Mojżeszowi na górze Synaj. Na mocy tego prawa Bóg zawarł ze swoim ludem przymierze, czyniąc go narodem świętym i królewskim kapłaństwem.

PALEC BOŻY
W drugim rozdziale Dziejów Apostolskich Łukasz wydobywa ten związek pomiędzy starożytną Pięćdziesiątnicą a zesłaniem Ducha Świętego, podkreślając takie szczegóły, jak ogień i wicher – elementy nawiązujące do objawienia się Boga na górze Synaj. Św. Augustyn pisał, że na górze Synaj, pięćdziesiąt dni po pierwszej Passze obchodzonej w Egipcie, palec Boży wypisał prawo na kamiennych tablicach. Teraz „pięćdziesiąt dni po złożeniu w ofierze prawdziwej miłości Boga” – to jest po ukrzyżowaniu – „palec Boży, Duch Święty, wypisuje prawo po raz kolejny. Tylko tym razem nie jest ono wypisane na kamiennych tablicach, lecz w ludzkich sercach”.
Nowa Pięćdziesiątnica jest momentem wypełnienia się proroctwa Ezechiela: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza. (…) Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań” (Ez 36,26.27).
Duch Święty nie jest nadprogramowym dodatkiem do naszego zbawienia. On jest naszym zbawieniem! On jest nowym prawem, zasadą nowego przymierza. Jak wyjaśniał Paweł, stare prawo nie mogło dawać życia, ponieważ ludziom brakowało siły i możliwości, aby go przestrzegać. Jednak teraz, pod nowym prawem, „dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i śmierci” (Rz 8,1-2). Czy nie jest to piękne? Nie ma już potępienia!
Jezus przez swoją śmierć wyzwolił nas i udzielił nam daru Ducha Świętego. Stare prawo mogło jedynie wskazać ludziom, jak mają postępować, ale nowe może uczynić nie tylko to, lecz o wiele więcej. Na tym polega różnica pomiędzy prawem Starego Testamentu – i wszelkim prawem spisanym – a żywą Osobą Ducha Świętego. Św. Tomasz z Akwinu, a przed nim św. Augustyn, posunęli się aż do stwierdzenia, że nawet wskazania Ewangelii byłyby „literą, która zabija”, gdyby nie Duch Święty, który uzdalnia nas do ich zachowywania. Jezus dlatego powiedział swoim Apostołom, że musi ich opuścić (J 16,7), ponieważ wiedział, że jedynie Jego śmierć może przygotować ich na przyjście Ducha Świętego, który uzdolni ich do zachowania Jego nauki.

PRZYJMOWANIE I DAWANIE
BOŻEJ MIŁOŚCI
Zesłanie Ducha Świętego ma więc zasadnicze znaczenie. Jest ono dla Kościoła sprawą życia i śmierci. Słyszałem kiedyś, że trener drużyny piłkarskiej Liverpoolu powiedział swoim zawodnikom przed decydującym meczem: „Ten mecz nie jest dla nas sprawą życia i śmierci. Jest czymś więcej!”. Oczywiście przesadzał, ale w wypadku Pięćdziesiątnicy nie jest to wcale przesada. Jak więc możemy przygotować się na to doświadczenie? Jak możemy pozwolić Bogu na to, by uczynił w naszym życiu to, co w dzień Pięćdziesiątnicy uczynił dla Apostołów? Powiem wam w sekrecie, że ma to związek z Bożą miłością.
Po pierwsze, musimy zrozumieć, że miłość Boża ma dwa oblicza. Jest to przede wszystkim miłość, którą Bóg nas kocha. Ale także jest to nowa zdolność, którą otrzymujemy wraz z nią – zdolność do miłowania Boga i siebie nawzajem. Te dwa oblicza miłości są ściśle powiązane ze sobą, jak dwa skrzydła drzwi, które otwierają się i zamykają w tym samym czasie.
Ten dar miłości, czyli cnotę teologiczną miłości, otrzymaliśmy już we chrzcie. Jesteśmy więc zdolni do tego, by wprowadzać ją w życie. Czyniąc to, otwieramy się na Bożą miłość, która nabiera w nas jakby nowej energii. Innymi słowy, jeśli chcesz doświadczyć miłości Bożej, zacznij od kochania ludzi. Najpierw najbliższych – męża, żony, dzieci, sąsiadów. A zwłaszcza kochaj swoich nieprzyjaciół – tych, z którymi trudno ci dojść do porozumienia – i próbuj pojednać się z nimi w swoim sercu. Bóg odpowie na twoje wysiłki, udzielając ci swojej miłości w nowym wymiarze.
Mój przyjaciel, o. George Montague, użył kiedyś analogii, która wydaje się tu bardzo na miejscu. Ukazuje ona różnicę pomiędzy dwoma zbiornikami wodnymi, przez które przepływa rzeka Jordan. Pierwszym z nich jest Jezioro Galilejskie, które tętni życiem. Następnie Jordan rozlewa się, tworząc Morze Martwe, które jest dokładnie takie, jak sugeruje to jego nazwa – martwe. Nie ma w nim żadnych form życia. Na czym polega różnica? Jezioro Galilejskie przyjmuje wody Jordanu, a następnie oddaje je dalej, by nawadniały całą dolinę. Natomiast Morze Martwe przyjmuje wody Jordanu, ale zatrzymuje je w sobie, gdyż nie ma żadnego ujścia.
Czy więc chcesz być Jeziorem Galilejskim czy Morzem Martwym? Obyśmy wszyscy pozwalali, by przepływały przez nas wody Bożej miłości! Obyśmy oddawali je dalej, by móc otrzymać ich jeszcze więcej!
Otwórz się na Ducha miłości, a doświadczysz przemieniającej mocy i łaski nowej Pięćdziesiątnicy. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Niedziela, 1 maja
J 14,23-29
Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. (J 14,23)
Gdybyśmy w dzisiejszą niedzielę przeprowadzili sondę uliczną w którymś z polskich miast, zadając przechodniom pytanie o to, z czym kojarzy im się Kościół katolicki, otrzymalibyśmy z pewnością skrajnie różne odpowiedzi – od ostrych oskarżycielskich ocen do głębokich świadectw. Każda z odpowiedzi, o ile udzielona szczerze, byłaby przejawem doświadczenia życiowego danego człowieka, wpływu rodziny, środowiska, duchowych poszukiwań i tęsknot, a może także głębokiego wewnętrznego cierpienia.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus ukazuje nam Kościół jako wspólnotę, która doświadcza nowego życia w Bogu. Dzieje się tak dzięki działaniu Ducha Świętego, który pomaga nam patrzeć na naszą codzienność w świetle nauki Jezusa, a następnie wcielać tę naukę w życie. Owocem tego jest doświadczenie miłości oraz pokoju, jakiego świat dać nie może – pokoju, który nie zależy od okoliczności zewnętrznych, od pomyślnego rozwoju sytuacji, stanu zdrowia, zdanego egzaminu czy życiowego komfortu, ale płynie wprost od Boga i jest przedsmakiem wiecznego życia w Jego królestwie.
Na ile już dziś tego doświadczasz? Jezus obiecuje każdemu z nas, że jeśli nasza miłość ku Niemu będzie na tyle mocna, byśmy zechcieli słuchać Jego słowa i żyć nim na co dzień, doświadczymy bliskości Boga i Jego pokoju. A Jego słowo jest pewne. Wystarczy wyrzec się swoich własnych wizji i poddać się Jego prowadzeniu.
A wtedy przekonamy się, że w Kościele rzeczywiście jest nowe życie. Że wszystkie jego słabości, cała ziemska otoczka to jedynie skorupa kryjąca w sobie coś bezcennego, co Bóg z wielką hojnością włożył w nasze grzeszne ręce. To tu, w Kościele, znajdujemy naukę Jezusa wyjaśnianą od dwóch tysiącleci. To tu, w sakramentach świętych, przekazywana jest nam łaska. Tu jednoczymy się z Bogiem, który uszczęśliwia. A dobro, działające w ludziach, którzy otwierają się na nie, cicho i bez rozgłosu przelewa się na ich rodziny, środowiska, ojczyznę i świat.
„Panie Jezu, dziękuję Ci za Twój Kościół. Dziękuję Ci za wszystkie łaski, których udzielasz mi przez jego posługę. Proszę Cię, prowadź mnie drogą, która wiedzie do pokoju”.
Dz 15,1-2.22-29
Ps 67,2-3.5.8
Ap 21,10-14.22-23

Wtorek, 3 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
J 19,25-27
Oto Matka twoja. (J 19,27)
Są ludzie, którzy przeżywają swoją wiarę w sposób niezwykle osobisty i indywidualny. Liczy się tylko Bóg i oni, reszta mogłaby nie istnieć. Lubią ciszę, adorację, męczą ich duże zgromadzenia. Innym z kolei właśnie zbiorowe przeżywanie swojej religijności odpowiada najbardziej. Wspólny śpiew znanych od pokoleń pieśni, poczucie łączącej nas kultury i tradycji zaspokaja ich potrzeby duchowe. W takim przeżywaniu swojej religijności najłatwiej odnajdują Boga, doświadczają Go, czerpią siłę do życia.
Dzisiejsza liturgia pomaga nam odnaleźć równowagę pomiędzy tymi dwiema postawami, z których każda jest w jakimś sensie niepełna. Jezus oddaje Maryję Janowi w bardzo osobistym geście. Prosi go o opiekę nad owdowiałą Matką, która tracąc jedynego Syna, zostaje pozbawiona źródeł utrzymania.
W tak krytycznym momencie myśli o Niej. Jednak w Ewangelii Jana każde zdanie jest zaproszeniem do „wejścia w głąb” i tak należy czytać ten fragment. Kościół szybko zrozumiał, że Jezus, oddając Maryję pod opiekę Jana, oddał Ją nam wszystkim, by była naszą duchową Matką. Wyraża to dzisiejsza prefacja: „Ona, przyjmując pod krzyżem testament Bożej miłości, wzięła za swoje dzieci wszystkich ludzi, którzy przez śmierć Chrystusa narodzili się do życia wiecznego”.
Św. Jan nie zatrzymał Maryi dla siebie, nie zamknął się z Nią w swoim domu, do którego Ją przyjął. W dzień Pięćdziesiątnicy spotykamy Maryję w Wieczerniku, gdzie wraz z innymi trwała na modlitwie w oczekiwaniu na obiecanego Ducha Świętego. Jak była przy narodzinach Jezusa, tak jest przy narodzinach Kościoła. Staje się jego Matką, tak jak pragnął tego Jej umierający Syn.
W dalszym ciągu dzisiejszej prefacji czytamy: „Wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością naród, który Ją wybrał na swoją Królową, broni go w niebezpieczeństwach, udziela mu pociechy w utrapieniach i wspiera go w dążeniu do wiecznej ojczyzny, aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański”. Maryja jest Matką Jana i Matką Kościoła, Matka twoją, moją i całego narodu. Prośmy Ją, aby nasza relacja z Jezusem otwierała nas na innych, a miłość do nich pomagała jeszcze bardziej przylgnąć do Jezusa, który nas jednoczy.
„Maryjo, Matko moja i Królowo Polski, pomóż mi otworzyć serce dla tych wszystkich, których daje mi Twój Syn. Uproś nam jedność i pokój”.
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
(Ps) Jdt 13,18-20
Kol 1,12-16

Niedziela, 8 maja
Wniebowstąpienie Pańskie
Dz 1,1-11
Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. (Dz 1,9)
Kiedy podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus oznajmił Apostołom, że ich opuści, mocno się zatrwożyli (J 14,1). Natomiast po Jego wniebowstąpieniu byli pełni pokoju. Co było powodem tej zmiany?
Możemy przypuszczać, że pociechą dla Apostołów w tych ostatnich chwilach pobytu Jezusa na ziemi były dwie obietnice dane im przez Niego: że zawsze będzie z nimi (Mt 28,20) oraz że wraca do domu Ojca, aby przygotować im miejsce (J 14,2-3). Dzisiaj świętujemy drugą z tych obietnic. Jezus wstąpił do nieba, gdzie zasiada po prawicy Ojca, aby wstawiać się za nami. Mocą swego Ducha przygotowuje nas wszystkich na ten dzień, gdy przyjdzie powtórnie w chwale.
Kiedy Jezus wstąpił do nieba, zostały Mu poddane wszystkie istoty duchowe (1 P 3,22; Ef 1,21) – nie tylko aniołowie, którzy służyli Mu już wcześniej, ale także aniołowie upadli, sługi szatana. Wywyższony w niebie Jezus ma moc poskromić ich złość i wybawiać nas od ich zasadzek. Dlatego nauczył nas modlić się słowami: „ale zachowaj nas od złego” (Mt 6,13).
Po swoim wstąpieniu do nieba Jezus wciąż wstawia się za Kościołem. On jest naszym „Rzecznikiem wobec Ojca” (por. 1 J 2,1). Wciąż staje przed Nim w naszym imieniu. Dlatego my także możemy zawsze stawać w Bożej obecności, niezależnie od tego, jak wygląda nasz stan duchowy.
Wywyższony Chrystus daje Kościołowi moc do wypełniania powierzonej mu misji. Św. Paweł pisał, że Bóg „wszystko poddał” Jezusowi i ustanowił Go „Głową dla Kościoła” (Ef 1,22). Oznacza to, że możemy ufać Jezusowi i pokładać w Nim nadzieję także wtedy, gdy rzeczywistość przedstawia się nam w ponurych barwach. Jezus jest w niebie i oręduje za nami. On ma moc pokonać wszystkie demony. Jest wywyższony ponad wszelkie stworzenie. A co najważniejsze, nigdy nas nie opuści. Czy nie jest to pocieszające?
„Jezu, w Tobie pokładam moją ufność i nadzieję”.
Ps 47,2-3.6-9
Ef 1,17-23
Łk 24,46-53

Poniedziałek, 9 maja
Św. Stanisława, biskupa, patrona Polski
Rz 8,31b-39
I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie… nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8,38.39)
W Liturgii godzin z uroczystości św. Stanisława, biskupa i męczennika, znajdujemy fragment listu apostolskiego papieża Piusa XII do biskupów polskich, którego treść tchnie podobnym optymizmem co tekst dzisiejszego czytania. „Z wami jest Chrystus
i Jego moc zwycięska – pisze papież – a zatem bez lęku i śmiało trwajcie w boju dla Pana. Niech wasza wiara będzie jak skała, której nic skruszyć nie zdoła, niech waszej miłości nie przyćmi żadna ludzka niegodziwość, a wasza nadzieja niech jaśnieje nawet
i wtedy, gdy wszystko wokoło zdaje się walić i upadać. Niech ona was wspiera i da wam patrzeć w przyszłość z nie-
zachwianą ufnością. Czegóż macie się lękać?”.
Papież Pius XII ukazuje nam w świętym Patronie przede wszystkim przykład chrześcijańskiego męstwa. Biskup Stanisław nie zawahał się upomnieć króla Bolesława Śmiałego, wiedząc, że ryzykuje życie. Po ludzku przegrał. Po Bożemu „chętnie oddał w ofierze swoje życie, aby się nie sprzeniewierzyć nakazom swego obowiązku, a swoim wiernym pozostawił przykład niezachwianej stałości, którą uwieńczył palmą męczeństwa”.
„Obowiązek” nie jest dziś naszym ulubionym słowem. Kojarzy się z ograniczeniem wolności, trudem, czymś mało przyjemnym. A przecież to właśnie w codziennych obowiązkach kryje się nasza dana nam przez Boga misja. Pełnić wolę Boga to inaczej czynić to, co do nas należy. Od większości z nas Bóg oczekuje nie męczeństwa, ale zwykłego heroizmu codzienności.
I właśnie do tej naszej codziennej wierności odnoszą się płomienne słowa dzisiejszego czytania, a także słowa Piusa XII. Bóg jest z nami wszędzie, gdzie jesteśmy. Jego miłość jest pewna i nic nie zdoła jej zniszczyć. On nadaje sens naszym dniom. Życie w wierności Jego słowu nie tylko daje perspektywę szczęśliwego końca, ale już tu, teraz, daje większą radość i pokój niż życie nastawione tylko na dbanie o siebie.
„Pamiętajcie o tym, że wzywa was do swoich szeregów Bóg żywy – pisze papież. – Grzech i śmierć są wydane na zagładę, a zatknięte zostaną zwycięskie sztandary prawdy i miłości”. To zwycięstwo buduje także każdy z nas poprzez codzienną wierność Bogu.
„Panie, pomóż mi odważnie iść za Tobą w moim codziennym życiu. Spraw, abym robił to, co do mnie należy z wiarą, że Ty potrafisz się tym posłużyć dla dobra Twojego królestwa”.
Dz 20,17-18a.28-32.36
Ps 100,1-5
J 10,11-16

Niedziela, 15 maja
Zesłanie Ducha Świętego
Dz 2,1-11
I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym. (Dz 2,4)
Obchodząc tę wspaniałą uroczystość, powróćmy na chwilę do pierwszego artykułu niniejszego numeru, w którym o. Raniero Cantalamessa pisze: „Duch Święty jest miłością Boga. Wewnątrz Trójcy jest On płomieniem miłości płynącej od Ojca do Syna i od Syna do Ojca”.
Choć nie jesteśmy w stanie pojąć do końca tej wymiany miłości pomiędzy Ojcem a Synem, możemy jednak uchwycić jej przebłysk, obserwując kochające się małżeństwo. Sposób, w jaki przepływa między nimi miłość, jest odbiciem relacji pomiędzy Ojcem i Synem.
O. Cantalamessa pisze dalej: „Kiedy mówimy, że Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, oznacza to, że zostali napełnieni miłością Boga. Życie Trójcy zstąpiło ku nim i zostało wlane w ich serca… Pięćdziesiątnica jest tym momentem, w którym każdy z Apostołów przeżywa wszechogarniające doświadczenie miłości Boga”.
Pięćdziesiątnica, stwierdza wreszcie autor, „jest momentem, w którym, za łaską Boga, uświadamiasz sobie, że Bóg ma w tobie szczególne upodobanie jako w swoim umiłowanym synu czy umiłowanej córce”.
Duch Święty pragnie napełnić każdego z nas doświadczeniem tej miłości, tak jak uczynił to z Apostołami. Spróbuj dziś wyobrazić sobie tę doskonałą miłość Boga – jak przepływa ona pomiędzy Ojcem a Synem bez żadnych przeszkód czy zahamowań. A następnie poproś Ducha Świętego, by napełnił cię tą miłością. Nie musi to być jakaś skomplikowana modlitwa. Wystarczy, że powiesz: „Duchu Święty, napełnij mnie miłością Boga”.
Być może odkryjesz w sercu nową radość, głębszy pokój, większe poczucie bliskości Jezusa. Przez całą resztę dnia proś Ducha Świętego, aby pokazywał ci, jak bardzo jesteś umiłowany przez Boga. Możesz, jak Apostołowie, zostać zaskoczony ogromem Bożej miłości. I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż właśnie tak działa Duch Święty.
„Przyjdź, Duchu Święty i napełnij mnie miłością Boga”.
Ps 104,1.24.29-31.34
1 Kor 12,3b-7.12-13
J 20,19-23

Czwartek, 19 maja
Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Iz 6,1-4.8
Oto ja, poślij mnie! (Iz 6,8)
„My tu dużo modlimy się o powołania – opowiadał starszy Kameruńczyk polskiej wolontariuszce misyjnej. – Przed wielu laty był tu misjonarz z Europy, ale wtedy nikt młody w parafii nie był zainteresowany wstąpieniem do jego zakonu, a on zestarzał się i wyjechał. Długo nie mieliśmy księdza. Wielu ludzi odeszło od Kościoła, przestało być praktykującymi chrześcijanami. Potem różni księża przyjeżdżali do nas na kilka lat i wyjeżdżali. Teraz od trzynastu lat mamy tu polskich księży marianów. Wiara zaczęła się odnawiać, bo oni udzielają sakramentów nie tylko w kościele parafialnym, ale i na wioskach. Wielu ludzi powróciło do Kościoła. Ci księża też się starzeją, a nowych niewielu przyjeżdża. Ale wśród młodych jest teraz duże zainteresowanie ich zgromadzeniem. Może ktoś z naszej parafii do nich wstąpi? Może już nigdy nie zostaniemy bez księdza?”
W Polsce nie odczuwamy braku kapłanów. Idąc w niedzielę do kościoła, nie zastanawiamy się, czy Msza święta aby na pewno się odbędzie. Chcąc się wyspowiadać, nie musimy czekać miesiącami czy latami na pojawienie się jakiegokolwiek spowiednika. Młodzi ludzie ustalają termin ślubu, uważając za oczywiste, że znajdzie się ksiądz, który pobłogosławi ich małżeństwo. Owszem, modlimy się o powołania, ale bardziej z pobożności niż z palącej potrzeby. I może właśnie dlatego tak ważne jest dzisiejsze święto, które uświadamia nam, jak wielkim darem są dla Kościoła ci, którzy wezwani przez Jezusa do szczególnego udziału w Jego kapłaństwie, odpowiedzieli: „Oto ja, poślij Mnie!”. A także jak wielkim błogosławieństwem jest to, że wciąż nam ich nie brakuje.
Dzisiejsze święto, obchodzone na tydzień przed uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zostało wprowadzone przez papieża Benedykta XVI po zakończeniu Roku Kapłańskiego. Była to propozycja papieża, który ostateczną decyzję o wprowadzeniu święta pozostawił episkopatom poszczególnych krajów. W Polsce obchodzimy je od początku, czyli od 2011 roku. Warto uświadomić sobie także naszą odpowiedzialność za powołania kapłańskie oraz za wspieranie kapłanów.
To, że w naszej parafii posługuje jeden czy więcej kapłanów, nie jest wcale czymś oczywistym i zagwarantowanym na wieki wieków. Księża nie biorą się znikąd. Są z nas. Są też, jak my, ludźmi poddanymi pokusom i słabościom, z którymi muszą się zmagać. Z pewnością bardziej potrzebują naszego wsparcia i modlitwy niż ostrej krytyki i wytykania błędów. Ucieszmy się dziś tym, że ich mamy.
„Panie Jezu, jedyny i najwyższy Kapłanie, dziękujemy Ci za to, że dzielisz się swoim kapłaństwem z tymi, którzy nam posługują. Prosimy Cię, strzeż ich i umacniaj na drodze ich powołania”.
albo Hbr 2,10-18
Ps 23,2-3.5-6
J 17,1-2.9.14-26

Niedziela, 22 maja
Trójcy Przenajświętszej
J 16,12-15
Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia. (J 16,12)
Wyobraź sobie, że prowadzisz głęboką rozmowę z bliskim przyjacielem, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd, mówi on: „Jest jeszcze coś, co chciałbym ci powiedzieć, ale nie mogę – jeszcze nie teraz”. Prawdopodobnie zaintrygowałoby cię to, a nawet, w zależności od twoich domysłów na temat tej tajemnicy, trochę zaniepokoiło.
Postaw się teraz w sytuacji uczniów. Jezus, dla którego pozostawili swoje rodziny i z którym wędrowali przez trzy lata, zaczyna mówić niezrozumiałe rzeczy, a na koniec dodaje: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie” (J 16,12). Jak poczułbyś się na ich miejscu? Zaciekawiony? Przerażony? A może ulżyłoby ci na myśl, że nie musisz na razie przejmować się tym, co wydarzy się w przyszłości?
Niezależnie od tego, co czujesz, Jezus mówi: „Miejcie odwagę” i „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli” (J 16,33). Jeśli oczekujesz odpowiedzi na nurtujące cię pytania, trwaj w pokoju – Bóg ma swój plan i udzieli ci odpowiedzi we właściwym czasie. Jeśli wolisz nie znać Bożych odpowiedzi z obawy przed tym, czego może On od ciebie zażądać, również trwaj w pokoju. Bóg da ci odwagę i siłę, będzie z tobą na każdym odcinku drogi, jaką masz do pokonania.
Uwierz dziś, że niezależnie od twojej obecnej sytuacji możesz polegać na Bogu, na Trójcy Świętej, której uroczystość dziś obchodzimy. Złóż w Nim swoją ufność. A nawet jeśli nie czujesz wewnętrznego pokoju, staraj się nabrać ducha. Niezależnie od tego, co czujesz, niezależnie od tego, czego doświadczasz, jesteś otulony miłością Boga wszechmogącego. Czuwa nad tobą miłujący Ojciec, który posłał swego Syna, aby oddał za ciebie życie i otworzył przed tobą bramy nieba. A Duch Święty, który żyje w twoim sercu, wciąż napełnia cię Bożą łaską i mocą.
„Dziękuję Ci, Trójco Święta, za siłę i pociechę. Pomóż mi dziś często zwracać się do Ciebie i Tobie zaufać”.
Prz 8,22-31
Ps 8,4-9
Rz 5,1-5

Niedziela, 29 maja
Łk 7,1-10
Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu. (Łk 7,9)
Grupa studentów filozofii opowiada o swojej wyprawie autostopem po Europie Zachodniej. „Pojechaliśmy prawie bez pieniędzy, wzięliśmy namioty. Kiedyś pytamy właściciela motelu, czy możemy rozbić się na jego terenie, a on nam mówi, że ma wolne pokoje, żebyśmy przespali się w środku. Mówimy, że nie bardzo nas stać, a on na to, że jak pokoje mają stać puste, to równie dobrze może przyjąć w nich grupę biednych studentów. Potem podobna sytuacja zdarzyła nam się jeszcze raz. Zupełnie nie liczyliśmy na to, że w tej zlaicyzowanej Europie spotkamy się z taką życzliwością. Kiedy jeździliśmy po Polsce, nic takiego nam się nie zdarzyło”.
Jak czujesz się, widząc dobro tam, gdzie wcale nie spodziewałeś się go znaleźć? Kiedy obcy człowiek przychodzi ci z pomocą tam, gdzie zawiedli bliscy? Kiedy osoba niewierząca okazuje ci życzliwość w trudnej sytuacji? Kiedy klnący jak szewc i obracający się w podejrzanym towarzystwie syn sąsiadki, widząc cię z ciężką torbą, z własnej inicjatywy zanosi ci ją do domu?
Jezus zdziwił się, widząc wiarę rzymskiego setnika, który będąc przecież poganinem nie tylko poczuł się pociągnięty do czczonego przez Żydów jedynego Boga (do tego stopnia, że nawet sam zbudował im synagogę), ale także rozpoznał w Jezusie kogoś niezwykłego, komu dana jest Boża moc. Nie śmiał sam zbliżyć się do Niego ani zaprosić Go do swego domu. Rozmawiał z Nim przez żydowskich pośredników. Był przekonany, że jeśli Jezus choćby z daleka wypowie słowo, to z pewnością się ono wypełni, tak jak rozkazy wydawane przez niego podlegającym mu żołnierzom. Jezus w Izraelu nigdy dotąd nie znalazł takiej wiary.
Dzisiejsza liturgia mówi nam, że Bóg nie ma względu na osobę. On daje łaskę każdemu, kto do Niego przychodzi, jakakolwiek byłaby jego przeszłość, sytuacja życiowa, pochodzenie czy poziom kultury. Przyjmuje tych, których my jesteśmy skłonni zaszufladkować i odrzucić. A czasem w swoim miłosierdziu pokazuje nam dobro, które w nich uczynił, aby nas – swoje tak często zadufane w sobie dzieci – zawstydzić i skłonić do większej pokory.
„Panie Jezu, umocnij moją wiarę. Pomóż mi nikogo nie przekreślać, ale modlić się o nawrócenie wszystkich ludzi, a zwłaszcza siebie samego”.
1 Krl 8,41-43
Ps 117,1-2
Ga 1,1-2.6-10

 

MAGAZYN:
Radosna Boża biegaczka
Świadectwo uzdrawiającej miłości Boga

Ostatnio rozmawiałam z dawno niewidzianą przyjaciółką. „I co, dalej biegasz jak nastolatka?” – zapytała. „Oczywiście” – odparłam.
Pytanie to, w różnych wersjach, jest mi stawiane dosyć często. Tylko, że ja nie jestem nastolatką – mam osiemdziesiąt trzy lata, a to, że jestem w stanie biegać – czy po prostu poruszać się bez pomocy – graniczy wręcz z cudem.

W BOŻYCH DŁONIACH
Około piętnastu lat temu zaczęłam mieć problemy z równowagą i często się przewracałam, a niektóre z tych upadków były dość poważne. Po wielu badaniach stwierdzono u mnie parkinsonizm – postępującą chorobę centralnego układu nerwowego, powiązaną z chorobą Parkinsona.
Nie byłam tym zaskoczona. Także mój brat cierpiał na pewien rodzaj choroby Parkinsona, chorowała też na nią moja ciocia. Przyjęłam tę diagnozę, starając się robić wszystko, co możliwe, aby żyć w miarę normalnie. Pokonując fałszywą dumę, zaczęłam chodzić o lasce (wybierając zawsze atrakcyjne i kolorowe, co pozwalało mi myśleć o nich jako o ciekawym rekwizycie, a nie o czymś koniecznym). Poddałam się fizykoterapii, ćwicząc cztery razy w tygodniu z osobistym terapeutą. Mimo to jednak mój stan pogorszył się na tyle, że zaczęłam wykonywać mimowolne ruchy – miewałam drgawki i ruchy spazmatyczne – a także krztusiłam się i miałam problemy z połykaniem.
Wielokrotnie modlono się nade mną o uzdrowienie. Wierzyłam, że Bóg może to uczynić. Sama też się modliłam i widziałam, jak Boża moc działa w różnych dziedzinach mojego życia oraz w życiu innych. Kiedy jednak nie zostałam uzdrowiona, zaakceptowałam swoją sytuację bez błagania Boga o to, by ją zmienił. Nie była to ponura rezygnacja. Wiedziałam, że Jezus mnie nie opuścił. Ufałam, że jest ze mną i dalej będzie się o mnie troszczył. Miałam też obok siebie kochającego męża, rodzinę i licznych przyjaciół.

„MAMO, TO O TOBIE”
16 marca 2013 roku wraz z moim mężem, Colinem, oraz innymi członkami rodziny uczestniczyłam w specjalnym nabożeństwie z modlitwą o uzdrowienie w naszej parafii. Chociaż sama nie spodziewałam się uzdrowienia, byłam ciekawa, co Bóg uczyni dla innych.
Nabożeństwo prowadził Damian Stayne, świecki mężczyzna z Anglii, znany ze swojej posługi uzdrawiania. Wezwał wszystkich do głębszej wiary w Boga, a następnie wypowiadał „słowa poznania” dotyczące konkretnych chorób i dolegliwości. Kiedy wspomniał o dolegliwościach kręgosłupa i problemach z poruszaniem się, moja córka klepnęła mnie po ramieniu. „Mamo, to o tobie” – powiedziała.
Posłusznie podniosłam rękę. Podczas gdy Stayne głośno wypowiadał słowa modlitwy, moja rodzina położyła na mnie ręce, włączając się w jego modlitwę. Niemal natychmiast przeniknęła mnie jakaś potężna siła, jakby błyskawica czy prąd elektryczny. Zdziwiona odłożyłam laskę, po raz pierwszy od lat stanęłam prosto i poszłam przed siebie bez żadnych problemów.
Zrozumienie do końca tego, co się stało, zajęło mi trochę czasu. Pewnego dnia poczułam ochotę, by pobiec i dumnie przebiegłam tam i z powrotem po korytarzu naszego długiego domu wybudowanego w stylu farmerskim. Przez kolejne miesiące z przejęciem, zachwytem i radością odkrywałam swoje nowe możliwości – mogłam przyklęknąć, pobiec po schodach, a nawet pójść na wycieczkę po nierównym terenie. Drgawki i spazmy ustąpiły. Nie krztuszę się podczas jedzenia. Moje pismo jest znowu czytelne. Mogąc utrzymać w ręku pędzel, z radością wróciłam do malowania pejzaży i martwych natur.

CHCESZ ZOBACZYĆ,
JAK BIEGAM?
22 marca, tydzień po moim uzdrowieniu, uderzyła mnie modlitwa końcowa w codziennej medytacji ze Słowa wśród nas:
„Przyjdź, Duchu Święty, i dotknij mnie ogniem Twojej miłości. Pokaż, jak ogromnego daru mi udzielasz, zapraszając mnie, bym ukazał światu, że Ty także i dziś dokonujesz cudów”.
Uświadamiając sobie, że jest to Boże przesłanie dla mnie, przyjęłam je jako wyjaśnienie, dlaczego zostałam uzdrowiona, oraz jako daną mi misję. Zaczęłam więc żyć tą modlitwą, dzieląc się moją historią ze wszystkimi, którzy zechcieli jej słuchać. Opowiedziałam ją kasjerce w sklepie spożywczym. Rozmawiałam o niej z obcymi ludźmi, z przyjaciółmi i znajomymi, którzy pytali, gdzie podziała się moja laska, z parafianami, którzy wiedzą o moim uzdrowieniu, ale czasem chcą się przekonać, że był to rzeczywiście cud. „Chcesz zobaczyć, jak biegam?” – pytam wszystkich. A następnie czynię to z takim entuzjazmem, że moja rodzina zamieniła to pytanie w przezwisko. Nazywają mnie teraz: „Nyla – Chcesz Zobaczyć Jak Biegam?”.
Pobiegłam także dla mojego neurologa. Wchodząc do gabinetu na rutynową wizytę, oznajmiłam mu, że zostałam uzdrowiona. Wykonał kilka badań i nie znalazł żadnych śladów choroby. Następnie, z uśmiechem od ucha do ucha, patrzył, jak biegnę korytarzem, zatrzymuję się w miejscu, odwracam i pędzę z powrotem. „Zwykle nie oglądam takich widoków – powiedział – moi pacjenci nigdy nie wracają do zdrowia”. Przyznał, że wiara ma duże znaczenie, podziękował mi za przyjście i napisał
w karcie: Wypisana z poradni. „Wypisana? – zdziwiła się recepcjonistka. – My nigdy nie wypisujemy pacjentów!”

UMIŁOWANA
Do tej pory tamta modlitwa z medytacji przynagla mnie do działania. Wciąż świadczę o tym, że Bóg także i dziś czyni cuda. Ale moje przesłanie to coś więcej niż: „Zobacz, jak biegam!”. Przede wszystkim pragnę, aby każdy, kto usłyszy moje świadectwo, doświadczył na swój własny sposób, że Bóg jest kochającym i miłosiernym Ojcem, który ma w nas upodobanie. Takie przekonanie jest także cudem uzdrowienia.
Nie tak dawno stanęłam wobec niespodziewanych trudności, które odebrały mi radość i entuzjazm, pogrążając w lęku i niepokoju o przyszłość. Gdy rozpaczliwie błagałam Boga o pomoc, poczułam, jak mówi do mnie: „Nyla, jeśli mogłem pochylić się nad tobą i w jednej chwili uwolnić cię od postępującej choroby – nie mając żadnego innego powodu, jak tylko moją miłość do ciebie – to czy nie sądzisz, że jestem w stanie poradzić sobie także i z tą sytuacją? Zostaw to i zobacz, co się stanie. Zawierz Mi to, co przeżywasz, i całą resztę twojego życia”.
W tamtej chwili Bóg wydawał mi się tak bliski, że niemal mogłam Go dotknąć. Był Ojcem, który patrzył na mnie z miłością i dobrocią, zapewniając mnie łagodnie, że jestem w Jego ręku. W ułamku sekundy dał mi nową wizję siebie samej jako Jego umiłowanej córki. Ta wizja, z jej wszystkimi zmieniającymi życie konsekwencjami, przenika mnie coraz głębiej.
Kiedy Jezus chodził po ziemi, każdy zdziałany przez Niego cud był zaproszeniem do wiary. To samo dzieje się dzisiaj. Modlę się więc, aby historia mojego uzdrowienia zwracała oczy ludzi na miłującego Ojca, który ma w nich upodobanie. Obyśmy wszyscy usłyszeli Jego słowa: Jesteś moją umiłowana córką… moim umiłowanym synem. Jestem z tobą. Zaufaj Mi. ▐

 

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Słowo wśród nas Nr 5 (273) 2016



OPIS

ZACHĘCAMY DO SIĘGNIĘCIA PO MAJOWY NUMER CZASOPISMA OREMUS, W KTÓRYM ZNAJDUJĄ SIĘ TEKSTY LITURGII MSZALNEJ NA KAŻDY DZIEŃ. 

Majowy numer „Słowa wśród nas” nosi tytuł „Łaska Pięćdziesiątnicy”. Cztery artykuły, napisane przez o. Raniera Cantalamessę, kaznodzieję Domu Papieskiego, dają wgląd w jego osobiste doświadczenie Ducha Świętego, a zarazem zawierają niezwykle trafne wskazówki dla nas, jak mamy dać się prowadzić temu Pocieszycielowi.
Jak w każdym numerze polecamy Medytacje na każdy dzień do jednego z czytań mszalnych. W Magazynie znajdziemy artykuł o świętych męczennicach Perpetui i Felicycie oraz świadectwa, w tym kolejną odpowiedź na naszą ankietę „Bóg żyje i działa”.

„Słowo wśród nas” ukazuje się od 1991 roku. To miesięcznik dla tych, którzy pragną w swoim życiu doświadczyć mocy słowa Bożego, pogłębić swoją wiarę i relację z Bogiem. Oprócz artykułów dotyczących życia chrześcijańskiego zawiera medytacje do jednego z codziennych czytań mszalnych, dzięki czemu przybliża słowo Boże i ułatwia jego zrozumienie. 

• rozważania Słowa Bożego na każdy dzień
• artykuły pogłębiające wiarę
• świadectwa czytelników
• żywoty świętych
• krzyżówki o tematyce biblijnej

 

W prenumeracie rocznej 1 NUMER GRATIS!

 

Zobacz numery archiwalne czasopisma Słowo wśród Nas

 

ZASADY PRENUMERATY ZAMAWIANEJ W E-KSIĘGARNI

Miesięcznik wprowadzający w medytację słowa Bożego, jest polską wersją wydawanego w USA „The Word Among Us”. Ukazuje się również w wielu innych krajach, m.in. w Kanadzie, Australii, Irlandii, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Brazylii, Nikaragui, Gwatemali, na Filipinach i Ukrainie.
SŁOWO WŚRÓD NAS ukazuje się 12 razy w roku.

NA TERENIE POLSKI
Prenumeratę wysyłaną na terenie Polski można zamawiać w każdym czasie na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, przy czym okres minimalny, na jaki można zamówić prenumeratę to 3 miesiące, maksymalny to 12 miesięcy. Umowa nie ulega automatycznemu przedłużeniu.
3 miesiące – cena 17,70 zł
6 miesięcy – cena 35,40 zł
12 miesięcy – cena 64,90 zł
Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.
Opłacając prenumeratę na cały rok, otrzymujesz 1 numer pisma za darmo. Zamawiając 10 lub więcej egz. każdego numeru, wpisz kod rabatowy SLOWO10, a uzyskasz dodatkowy rabat.

ZAGRANICA
Prenumeratę wysyłaną poza Polskę można zamawiać wyłącznie na okres 12 miesięcy.
Umowa nie ulega automatycznemu wydłużeniu.
Cena prenumeraty – 216 zł. Koszt wysyłki wliczony jest w cenę prenumeraty.

Wysyłka pierwszego z zapłaconych numerów nastąpi w 4 tygodnie od dnia wpłaty.


Dla księgarń istnieje możliwość zamówienia stałego abonamentu na dowolną liczbę egzemplarzy z 20% rabatem (kontakt i szczegóły - dział handlowy handlowy@wydawnictwo.pl).


W przypadku zmiany adresu prosimy o przesłanie nam z wyprzedzeniem informacji zawierającej:
1) adres dotychczasowy,
2) adres nowy,
3) datę, od której nowy adres będzie aktualny.



SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY


Miłość Boża rozlana w naszych sercach
Pięćdziesiątnica jest dla każdego –
o. Raniero Cantalamessa............................................ 4


Nowe prawo dla nowego życia
Boże prawo wypisane w naszych sercach –
o. Raniero Cantalamessa............................................ 8


Jezus Chrystus jest Panem!
Wyznanie, które zmienia życie –
o. Raniero Cantalamessa.......................................... 11


Radość pełnienia woli Bożej
Przyjąć dar posłuszeństwa –
o. Raniero Cantalamessa.......................................... 14


MEDYTACJE
NA KAŻDY DZIEŃ
od 1 do 31 maja .................................... 19


MAGAZYN
Dwie bohaterki wiary
Jak historia Pepetui i Felicyty stała się moją historią
Hallie Riedel .................................... 47


Radosna Boża biegaczka
Świadectwo uzdrawiającej miłości Boga –
Nyla Leipold .................................... 51


Boże, jeśli naprawdę istniejesz…
Nie miałam pojęcia, że Jezus może być moim
przyjacielem – Jeannie Dang .................................... 55


Bóg kocha grzesznika – odpowiedź na ankietę
„Bóg żyje i działa” ........................................ 59


Nasze lektury............................................................... 61


Krzyżówka................................................................ 63


Słowo Boże na każdy dzień ...................................... 64

FRAGMENT KSIĄŻKI

Słowo wśród nas – maj 2016

LIST
Drodzy Bracia i Siostry!

Maj jest moim ulubionym miesiącem. Po pierwsze, jest on szczególnie poświęcony Maryi, mojej ukochanej świętej. Moja matka modliła się do Maryi, kiedy po narodzeniu dawano mi tylko sześć miesięcy życia – i dzięki Jej wstawiennictwu zostałem całkowicie uzdrowiony. Maj jest też miesiącem, w którym czterdzieści jeden lat temu wziąłem ślub. Także w maju, czterdzieści pięć lat temu, po raz pierwszy uczestniczyłem w spotkaniu modlitewnym. Poszedłem na nie, aby spotkać się z przyjacielem, który mocą Ducha Świętego został wyzwolony z uzależnienia od heroiny. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Poszedłem zobaczyć się z kolegą, a wróciłem, dzięki mocy Ducha Świętego, napełniony miłością Boga. Był to najpiękniejszy dzień mojego życia.
Już wcześniej byłem dobrym katolikiem. Służyłem jako ministrant, śpiewałem w chórze. Jednak moja wiara polegała głównie na tym, żeby postępować, jak należy, a przez to uniknąć piekła. Czułem się dobrze po przyjęciu Komunii świętej i po spowiedzi, ale nie znałem Jezusa i Jego miłości do mnie. Wszystko zmieniło się na tym spotkaniu modlitewnym. Zobaczyłem w Jezusie Osobę, która mnie bardzo kocha. Zrozumiałem, co uczynił dla mnie na krzyżu, i to doświadczenie zmieniło moje życie. Dziś, po czterdziestu pięciu latach od tego dnia, jestem przekonany, że doświadczenie miłości Bożej jest przeznaczone dla każdego.
Mamy ogromne szczęście, że w miesiącu Zesłania Ducha Świętego autorem naszych artykułów jest o. Raniero Cantalamessa, kaznodzieja Domu Papieskiego. O. Raniero głosił słowo Boże papieżowi Franciszkowi, papieżowi Benedyktowi XVI, papieżowi Janowi Pawłowi II, a sądzę, że możemy go nazwać również kaznodzieją „Słowa wśród nas”. Osobiście poznałem o. Raniero w połowie lat siedemdziesiątych. Przyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby przyjrzeć się działaniu Ducha Świętego w Odnowie Charyzmatycznej i podczas tej wizyty sam przeżył mocne doświadczenie nowego napełnienia miłością Boga.
Cztery artykuły napisane przez o. Raniero dają nam wgląd w jego osobiste doświadczenie Ducha Świętego, a zarazem zawierają niezwykle trafne wskazówki dla nas. Wielokrotnie wzywa nas, byśmy dawali się prowadzić Duchowi Świętemu, otwierając serca na Jego obecność i miłość. Pragnę zachęcić was do uważnego przeczytania tych artykułów – może nawet więcej niż jeden raz. Ja sam to zrobiłem i jestem z tego zadowolony. Jest tam wiele treści, które warto przemyśleć i przemodlić.
Módlmy się wspólnie, aby każdy z nas przeżył głębokie doświadczenie miłości Bożej, która „rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5). Prośmy tego Ducha, by pomagał nam mówić: „Panem jest Jezus” (1 Kor 12,3), wspierał naszą modlitwę (Rz 8,26) oraz wzbudzał owoce Ducha w naszym życiu (Ga 5,22-23).
Oby Pan błogosławił nam wszystkim i napełnił nas Bożą miłością w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Wasz brat w Chrystusie,
Joe Difato

ARTYKUŁY:

Art. 1

Miłość Boża rozlana w naszych sercach
Pięćdziesiątnica jest dla każdego

Wszyscy wiemy, co wydarzyło się w dzień zesłania Ducha Świętego. Zgromadzeni w Wieczerniku Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli śmiało nauczać o Jezusie. Jednak ta historia to coś więcej niż prosty zarys wydarzeń. Przyjrzyjmy się więc dokładniej temu, co przeżyli w ten dzień Apostołowie. Ludzie ci żyli z Jezusem i słyszeli Jego naukę. Można powiedzieć, że był On ich prywatnym rekolekcjonistą.
Jednak mimo to Apostołom niełatwo było wdrożyć naukę Jezusa w życie. W Ogrodzie Oliwnym spali, zamiast się modlić. Po pojmaniu Jezusa nie potrafili nadstawić drugiego policzka. Zawodzili na całej linii aż do dnia Pięćdziesiątnicy, kiedy zstąpił na nich Duch Święty. To właśnie wtedy stali się nowymi ludźmi – odważnymi, gorliwymi, gotowymi umrzeć za Jezusa. Daje nam to nadzieję, że i my możemy zostać przemienieni przez tego samego Ducha. Zatrzymajmy się więc na chwilę, wsłuchajmy się w historię zesłania Ducha Świętego i zobaczmy, czy i my nie możemy doświadczyć tego, czego doświadczyli tego dnia Apostołowie.
Kiedy słuchamy uważnie opowieści o zesłaniu Ducha Świętego, coś zaczyna się dziać. W pewnym sensie przypomina to Eucharystię. W momencie konsekracji Kościół opowiada na nowo to, co Jezus uczynił w ostatni wieczór swojego życia – wziął chleb, połamał i dał uczniom. Kiedy ta historia zostaje odtworzona przez wyświęconego kapłana w sakramencie Eucharystii, staje się to, o czym ona opowiada. To, co wydarzyło się w ostatni wieczór Jezusa na ziemi, dzieje się przed naszymi oczyma – chleb staje się Ciałem Chrystusa. Podobnie, gdy otwartymi, ufnymi sercami słuchamy historii Pięćdziesiątnicy, także dziś dokonuje się przyjście Ducha Świętego.

ZNAKI DUCHA
Uczniowie przebywali wraz z Maryją, gdy nagle dom wypełnił się szumem potężnego wichru. Następnie pojawiły się jakby języki ognia, które się rozdzieliły i spoczęły na głowie każdej z obecnych tam osób. Wszyscy „zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,4).
Gdy Bóg zamierza dokonać czegoś ważnego w historii, zazwyczaj daje nam znaki. Wie, jak bardzo jesteśmy rozproszeni, toteż poprzez nie stara się zwrócić naszą uwagę na to, co czyni. To właśnie wydarzyło się w dzień Pięćdziesiątnicy – Bóg przygotował swój lud przez znaki. Pierwszy znak przeznaczony był dla ich uszu – szum jakby gwałtownego wichru. Nie był to znak nieokreślony czy niejasny, gdyż wiatr symbolizuje Ducha Świętego. W języku hebrajskim używa się nawet tego samego słowa, ruah, na określenie „ducha” i „wiatru”; to samo odnosi się również do greckiego słowa pneuma. Jest to wiatr, który „wieje tam, gdzie chce” (J 3,8), słyszalny, lecz niewidzialny.
Następnie pojawił się znak dla oczu – płomienie jak języki ognia. Jest to znowu bardzo wymowny znak, gdyż Pismo Święte często wiąże ogień z Duchem Świętym, a Jan Chrzciciel zapowiedział, że Jezus „chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3,11).
Tak więc Bóg dał uczniom znaki, aby przygotować ich na rzeczywistość, na którą one wskazywały: „I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2,4). Cała Pięćdziesiątnica zawarta jest w tym jednym zdaniu! Jest to dla nas wyzwanie, gdyż łatwo jest prześlizgnąć się wzrokiem po tej linijce i pójść dalej. Jednak ten krótki werset kryje w sobie niepojętą głębię, gdyż mówi
o Bożej miłości.

„POCZUŁEM SIĘ
KOCHANY PRZEZ BOGA”
Zauważmy najpierw, że Duch Święty jest miłością Boga. Wewnątrz Trójcy jest On płomieniem miłości płynącej od Ojca do Syna i od Syna do Ojca. Duch Święty, płomień miłości, jest słodyczą, radością i błogosławieństwem; jest nosicielem Boskiego życia Trójcy. Kiedy więc mówimy, że Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, oznacza to, że zostali napełnieni miłością Boga. Życie Trójcy zstąpiło ku nim i zostało wlane w ich serca.
Napełnienie Duchem Świętym to nie tylko obietnica Jezusa, to także doświadczenie! Wyobraź sobie, jak życie Trójcy – życie samego Boga – napełnia serce ludzkiej osoby! Pięćdziesiątnica była momentem, w którym każdy z Apostołów przeżył wszechogarniające doświadczenie miłości Boga. Było to Bożym celem od samego początku. Bóg stworzył świat z zamiarem podzielenia się tym życiem ze swoim stworzeniem. Teraz, gdy Jezus zniszczył grzech przez swoją śmierć, świat był już przygotowany na przyjęcie tego życia. W dzień Pięćdziesiątnicy wypełnił się cel całego stworzenia.
Czy sądzisz, że Apostołowie byli nieświadomi tego, co się dzieje – że dokonało się to w głębi ich serc, ale oni wcale tego nie czuli? Z pewnością nie! Nie był to przeszczep serca w znieczuleniu ogólnym. Oni czegoś doświadczyli. Od tego momentu byli nowymi ludźmi, pełnymi odwagi, nieustraszenie głoszącymi Jezusa. Tylko miłość potrafi zdziałać coś takiego.
Ludzie, którzy przeżyli mocne, osobiste doświadczenie Pięćdziesiątnicy, opisują je zwykle słowami: „Poczułem się kochany przez Boga”. Wiele razy słyszałem takie świadectwa. Pamiętam osiemdziesięcioletnią kobietę, która chodziła w kółko, potrząsała ludźmi i powtarzała: „Słuchajcie, czuję się jak mała dziewczynka. Teraz widzę, co to znaczy być córką Boga”. Ktoś inny powiedział mi: „Przeżyłem całe wcześniejsze życie w poczuciu, że nikt mnie nie kocha i nie jestem godzien niczyjej miłości. W jednej chwili uczucie to odeszło i już nigdy nie powróciło”.
Św. Paweł potwierdził to w słowach: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Na tym polega działanie Ducha Świętego. Pięćdziesiątnica jest momentem, w którym, za łaską Boga, uświadamiasz sobie, że Bóg ma w tobie szczególne upodobanie jako w swoim umiłowanym synu czy umiłowanej córce. Całe twoje życie się zmienia, a ty zaczynasz doświadczać raju. ▐


Art.2
Nowe prawo dla nowego życia
Boże prawo wypisane w naszych sercach

W Łukaszowej opowieści o Pięćdziesiątnicy są jeszcze inne wątki, których powinniśmy dotknąć. Daje nam ona klucz do zrozumienia niemal wszystkiego w Nowym Testamencie. Łukasz rozpoczyna swoją relację od słów: „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy…” (Dz 2,1). Jest to ważny szczegół: Pięćdziesiątnica istniała jeszcze przed zesłaniem Ducha Świętego! Zanim Duch Święty zstąpił na Apostołów, obchodzono żydowskie święto Pięćdziesiątnicy i „pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem” gromadzili się w Jerozolimie, aby świętować (Dz 2,5).
Podobnie jak nie da się zrozumieć Wielkanocy bez elementarnej wiedzy o Passze żydowskiej, tak samo nie da się zrozumieć zesłania Ducha Świętego bez świadomości tego, czym było żydowskie święto Pięćdziesiątnicy. Początkowo Pięćdziesiątnica była celebracją pierwszych zbiorów – świętem rolniczym, podczas którego kapłan ofiarowywał Bogu pierwociny płodów ziemi. Było ono obchodzone pięćdziesiątego dnia po Passze, kiedy to wspominano początek wyjścia z Egiptu.
Później, w czasach Jezusa, Pięćdziesiątnica nie była już łączona z naturalnym biegiem pór roku, lecz stała się świętem historycznym, upamiętniającym nadanie przykazań – czyli inaczej Prawa – Mojżeszowi na górze Synaj. Na mocy tego prawa Bóg zawarł ze swoim ludem przymierze, czyniąc go narodem świętym i królewskim kapłaństwem.

PALEC BOŻY
W drugim rozdziale Dziejów Apostolskich Łukasz wydobywa ten związek pomiędzy starożytną Pięćdziesiątnicą a zesłaniem Ducha Świętego, podkreślając takie szczegóły, jak ogień i wicher – elementy nawiązujące do objawienia się Boga na górze Synaj. Św. Augustyn pisał, że na górze Synaj, pięćdziesiąt dni po pierwszej Passze obchodzonej w Egipcie, palec Boży wypisał prawo na kamiennych tablicach. Teraz „pięćdziesiąt dni po złożeniu w ofierze prawdziwej miłości Boga” – to jest po ukrzyżowaniu – „palec Boży, Duch Święty, wypisuje prawo po raz kolejny. Tylko tym razem nie jest ono wypisane na kamiennych tablicach, lecz w ludzkich sercach”.
Nowa Pięćdziesiątnica jest momentem wypełnienia się proroctwa Ezechiela: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza. (…) Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań” (Ez 36,26.27).
Duch Święty nie jest nadprogramowym dodatkiem do naszego zbawienia. On jest naszym zbawieniem! On jest nowym prawem, zasadą nowego przymierza. Jak wyjaśniał Paweł, stare prawo nie mogło dawać życia, ponieważ ludziom brakowało siły i możliwości, aby go przestrzegać. Jednak teraz, pod nowym prawem, „dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i śmierci” (Rz 8,1-2). Czy nie jest to piękne? Nie ma już potępienia!
Jezus przez swoją śmierć wyzwolił nas i udzielił nam daru Ducha Świętego. Stare prawo mogło jedynie wskazać ludziom, jak mają postępować, ale nowe może uczynić nie tylko to, lecz o wiele więcej. Na tym polega różnica pomiędzy prawem Starego Testamentu – i wszelkim prawem spisanym – a żywą Osobą Ducha Świętego. Św. Tomasz z Akwinu, a przed nim św. Augustyn, posunęli się aż do stwierdzenia, że nawet wskazania Ewangelii byłyby „literą, która zabija”, gdyby nie Duch Święty, który uzdalnia nas do ich zachowywania. Jezus dlatego powiedział swoim Apostołom, że musi ich opuścić (J 16,7), ponieważ wiedział, że jedynie Jego śmierć może przygotować ich na przyjście Ducha Świętego, który uzdolni ich do zachowania Jego nauki.

PRZYJMOWANIE I DAWANIE
BOŻEJ MIŁOŚCI
Zesłanie Ducha Świętego ma więc zasadnicze znaczenie. Jest ono dla Kościoła sprawą życia i śmierci. Słyszałem kiedyś, że trener drużyny piłkarskiej Liverpoolu powiedział swoim zawodnikom przed decydującym meczem: „Ten mecz nie jest dla nas sprawą życia i śmierci. Jest czymś więcej!”. Oczywiście przesadzał, ale w wypadku Pięćdziesiątnicy nie jest to wcale przesada. Jak więc możemy przygotować się na to doświadczenie? Jak możemy pozwolić Bogu na to, by uczynił w naszym życiu to, co w dzień Pięćdziesiątnicy uczynił dla Apostołów? Powiem wam w sekrecie, że ma to związek z Bożą miłością.
Po pierwsze, musimy zrozumieć, że miłość Boża ma dwa oblicza. Jest to przede wszystkim miłość, którą Bóg nas kocha. Ale także jest to nowa zdolność, którą otrzymujemy wraz z nią – zdolność do miłowania Boga i siebie nawzajem. Te dwa oblicza miłości są ściśle powiązane ze sobą, jak dwa skrzydła drzwi, które otwierają się i zamykają w tym samym czasie.
Ten dar miłości, czyli cnotę teologiczną miłości, otrzymaliśmy już we chrzcie. Jesteśmy więc zdolni do tego, by wprowadzać ją w życie. Czyniąc to, otwieramy się na Bożą miłość, która nabiera w nas jakby nowej energii. Innymi słowy, jeśli chcesz doświadczyć miłości Bożej, zacznij od kochania ludzi. Najpierw najbliższych – męża, żony, dzieci, sąsiadów. A zwłaszcza kochaj swoich nieprzyjaciół – tych, z którymi trudno ci dojść do porozumienia – i próbuj pojednać się z nimi w swoim sercu. Bóg odpowie na twoje wysiłki, udzielając ci swojej miłości w nowym wymiarze.
Mój przyjaciel, o. George Montague, użył kiedyś analogii, która wydaje się tu bardzo na miejscu. Ukazuje ona różnicę pomiędzy dwoma zbiornikami wodnymi, przez które przepływa rzeka Jordan. Pierwszym z nich jest Jezioro Galilejskie, które tętni życiem. Następnie Jordan rozlewa się, tworząc Morze Martwe, które jest dokładnie takie, jak sugeruje to jego nazwa – martwe. Nie ma w nim żadnych form życia. Na czym polega różnica? Jezioro Galilejskie przyjmuje wody Jordanu, a następnie oddaje je dalej, by nawadniały całą dolinę. Natomiast Morze Martwe przyjmuje wody Jordanu, ale zatrzymuje je w sobie, gdyż nie ma żadnego ujścia.
Czy więc chcesz być Jeziorem Galilejskim czy Morzem Martwym? Obyśmy wszyscy pozwalali, by przepływały przez nas wody Bożej miłości! Obyśmy oddawali je dalej, by móc otrzymać ich jeszcze więcej!
Otwórz się na Ducha miłości, a doświadczysz przemieniającej mocy i łaski nowej Pięćdziesiątnicy. ▐


MEDYTACJE NA KAŻDY DZIEŃ:

Niedziela, 1 maja
J 14,23-29
Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. (J 14,23)
Gdybyśmy w dzisiejszą niedzielę przeprowadzili sondę uliczną w którymś z polskich miast, zadając przechodniom pytanie o to, z czym kojarzy im się Kościół katolicki, otrzymalibyśmy z pewnością skrajnie różne odpowiedzi – od ostrych oskarżycielskich ocen do głębokich świadectw. Każda z odpowiedzi, o ile udzielona szczerze, byłaby przejawem doświadczenia życiowego danego człowieka, wpływu rodziny, środowiska, duchowych poszukiwań i tęsknot, a może także głębokiego wewnętrznego cierpienia.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus ukazuje nam Kościół jako wspólnotę, która doświadcza nowego życia w Bogu. Dzieje się tak dzięki działaniu Ducha Świętego, który pomaga nam patrzeć na naszą codzienność w świetle nauki Jezusa, a następnie wcielać tę naukę w życie. Owocem tego jest doświadczenie miłości oraz pokoju, jakiego świat dać nie może – pokoju, który nie zależy od okoliczności zewnętrznych, od pomyślnego rozwoju sytuacji, stanu zdrowia, zdanego egzaminu czy życiowego komfortu, ale płynie wprost od Boga i jest przedsmakiem wiecznego życia w Jego królestwie.
Na ile już dziś tego doświadczasz? Jezus obiecuje każdemu z nas, że jeśli nasza miłość ku Niemu będzie na tyle mocna, byśmy zechcieli słuchać Jego słowa i żyć nim na co dzień, doświadczymy bliskości Boga i Jego pokoju. A Jego słowo jest pewne. Wystarczy wyrzec się swoich własnych wizji i poddać się Jego prowadzeniu.
A wtedy przekonamy się, że w Kościele rzeczywiście jest nowe życie. Że wszystkie jego słabości, cała ziemska otoczka to jedynie skorupa kryjąca w sobie coś bezcennego, co Bóg z wielką hojnością włożył w nasze grzeszne ręce. To tu, w Kościele, znajdujemy naukę Jezusa wyjaśnianą od dwóch tysiącleci. To tu, w sakramentach świętych, przekazywana jest nam łaska. Tu jednoczymy się z Bogiem, który uszczęśliwia. A dobro, działające w ludziach, którzy otwierają się na nie, cicho i bez rozgłosu przelewa się na ich rodziny, środowiska, ojczyznę i świat.
„Panie Jezu, dziękuję Ci za Twój Kościół. Dziękuję Ci za wszystkie łaski, których udzielasz mi przez jego posługę. Proszę Cię, prowadź mnie drogą, która wiedzie do pokoju”.
Dz 15,1-2.22-29
Ps 67,2-3.5.8
Ap 21,10-14.22-23

Wtorek, 3 maja
Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski
J 19,25-27
Oto Matka twoja. (J 19,27)
Są ludzie, którzy przeżywają swoją wiarę w sposób niezwykle osobisty i indywidualny. Liczy się tylko Bóg i oni, reszta mogłaby nie istnieć. Lubią ciszę, adorację, męczą ich duże zgromadzenia. Innym z kolei właśnie zbiorowe przeżywanie swojej religijności odpowiada najbardziej. Wspólny śpiew znanych od pokoleń pieśni, poczucie łączącej nas kultury i tradycji zaspokaja ich potrzeby duchowe. W takim przeżywaniu swojej religijności najłatwiej odnajdują Boga, doświadczają Go, czerpią siłę do życia.
Dzisiejsza liturgia pomaga nam odnaleźć równowagę pomiędzy tymi dwiema postawami, z których każda jest w jakimś sensie niepełna. Jezus oddaje Maryję Janowi w bardzo osobistym geście. Prosi go o opiekę nad owdowiałą Matką, która tracąc jedynego Syna, zostaje pozbawiona źródeł utrzymania.
W tak krytycznym momencie myśli o Niej. Jednak w Ewangelii Jana każde zdanie jest zaproszeniem do „wejścia w głąb” i tak należy czytać ten fragment. Kościół szybko zrozumiał, że Jezus, oddając Maryję pod opiekę Jana, oddał Ją nam wszystkim, by była naszą duchową Matką. Wyraża to dzisiejsza prefacja: „Ona, przyjmując pod krzyżem testament Bożej miłości, wzięła za swoje dzieci wszystkich ludzi, którzy przez śmierć Chrystusa narodzili się do życia wiecznego”.
Św. Jan nie zatrzymał Maryi dla siebie, nie zamknął się z Nią w swoim domu, do którego Ją przyjął. W dzień Pięćdziesiątnicy spotykamy Maryję w Wieczerniku, gdzie wraz z innymi trwała na modlitwie w oczekiwaniu na obiecanego Ducha Świętego. Jak była przy narodzinach Jezusa, tak jest przy narodzinach Kościoła. Staje się jego Matką, tak jak pragnął tego Jej umierający Syn.
W dalszym ciągu dzisiejszej prefacji czytamy: „Wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością naród, który Ją wybrał na swoją Królową, broni go w niebezpieczeństwach, udziela mu pociechy w utrapieniach i wspiera go w dążeniu do wiecznej ojczyzny, aż nadejdzie pełen blasku dzień Pański”. Maryja jest Matką Jana i Matką Kościoła, Matka twoją, moją i całego narodu. Prośmy Ją, aby nasza relacja z Jezusem otwierała nas na innych, a miłość do nich pomagała jeszcze bardziej przylgnąć do Jezusa, który nas jednoczy.
„Maryjo, Matko moja i Królowo Polski, pomóż mi otworzyć serce dla tych wszystkich, których daje mi Twój Syn. Uproś nam jedność i pokój”.
Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab
(Ps) Jdt 13,18-20
Kol 1,12-16

Niedziela, 8 maja
Wniebowstąpienie Pańskie
Dz 1,1-11
Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. (Dz 1,9)
Kiedy podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus oznajmił Apostołom, że ich opuści, mocno się zatrwożyli (J 14,1). Natomiast po Jego wniebowstąpieniu byli pełni pokoju. Co było powodem tej zmiany?
Możemy przypuszczać, że pociechą dla Apostołów w tych ostatnich chwilach pobytu Jezusa na ziemi były dwie obietnice dane im przez Niego: że zawsze będzie z nimi (Mt 28,20) oraz że wraca do domu Ojca, aby przygotować im miejsce (J 14,2-3). Dzisiaj świętujemy drugą z tych obietnic. Jezus wstąpił do nieba, gdzie zasiada po prawicy Ojca, aby wstawiać się za nami. Mocą swego Ducha przygotowuje nas wszystkich na ten dzień, gdy przyjdzie powtórnie w chwale.
Kiedy Jezus wstąpił do nieba, zostały Mu poddane wszystkie istoty duchowe (1 P 3,22; Ef 1,21) – nie tylko aniołowie, którzy służyli Mu już wcześniej, ale także aniołowie upadli, sługi szatana. Wywyższony w niebie Jezus ma moc poskromić ich złość i wybawiać nas od ich zasadzek. Dlatego nauczył nas modlić się słowami: „ale zachowaj nas od złego” (Mt 6,13).
Po swoim wstąpieniu do nieba Jezus wciąż wstawia się za Kościołem. On jest naszym „Rzecznikiem wobec Ojca” (por. 1 J 2,1). Wciąż staje przed Nim w naszym imieniu. Dlatego my także możemy zawsze stawać w Bożej obecności, niezależnie od tego, jak wygląda nasz stan duchowy.
Wywyższony Chrystus daje Kościołowi moc do wypełniania powierzonej mu misji. Św. Paweł pisał, że Bóg „wszystko poddał” Jezusowi i ustanowił Go „Głową dla Kościoła” (Ef 1,22). Oznacza to, że możemy ufać Jezusowi i pokładać w Nim nadzieję także wtedy, gdy rzeczywistość przedstawia się nam w ponurych barwach. Jezus jest w niebie i oręduje za nami. On ma moc pokonać wszystkie demony. Jest wywyższony ponad wszelkie stworzenie. A co najważniejsze, nigdy nas nie opuści. Czy nie jest to pocieszające?
„Jezu, w Tobie pokładam moją ufność i nadzieję”.
Ps 47,2-3.6-9
Ef 1,17-23
Łk 24,46-53

Poniedziałek, 9 maja
Św. Stanisława, biskupa, patrona Polski
Rz 8,31b-39
I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie… nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8,38.39)
W Liturgii godzin z uroczystości św. Stanisława, biskupa i męczennika, znajdujemy fragment listu apostolskiego papieża Piusa XII do biskupów polskich, którego treść tchnie podobnym optymizmem co tekst dzisiejszego czytania. „Z wami jest Chrystus
i Jego moc zwycięska – pisze papież – a zatem bez lęku i śmiało trwajcie w boju dla Pana. Niech wasza wiara będzie jak skała, której nic skruszyć nie zdoła, niech waszej miłości nie przyćmi żadna ludzka niegodziwość, a wasza nadzieja niech jaśnieje nawet
i wtedy, gdy wszystko wokoło zdaje się walić i upadać. Niech ona was wspiera i da wam patrzeć w przyszłość z nie-
zachwianą ufnością. Czegóż macie się lękać?”.
Papież Pius XII ukazuje nam w świętym Patronie przede wszystkim przykład chrześcijańskiego męstwa. Biskup Stanisław nie zawahał się upomnieć króla Bolesława Śmiałego, wiedząc, że ryzykuje życie. Po ludzku przegrał. Po Bożemu „chętnie oddał w ofierze swoje życie, aby się nie sprzeniewierzyć nakazom swego obowiązku, a swoim wiernym pozostawił przykład niezachwianej stałości, którą uwieńczył palmą męczeństwa”.
„Obowiązek” nie jest dziś naszym ulubionym słowem. Kojarzy się z ograniczeniem wolności, trudem, czymś mało przyjemnym. A przecież to właśnie w codziennych obowiązkach kryje się nasza dana nam przez Boga misja. Pełnić wolę Boga to inaczej czynić to, co do nas należy. Od większości z nas Bóg oczekuje nie męczeństwa, ale zwykłego heroizmu codzienności.
I właśnie do tej naszej codziennej wierności odnoszą się płomienne słowa dzisiejszego czytania, a także słowa Piusa XII. Bóg jest z nami wszędzie, gdzie jesteśmy. Jego miłość jest pewna i nic nie zdoła jej zniszczyć. On nadaje sens naszym dniom. Życie w wierności Jego słowu nie tylko daje perspektywę szczęśliwego końca, ale już tu, teraz, daje większą radość i pokój niż życie nastawione tylko na dbanie o siebie.
„Pamiętajcie o tym, że wzywa was do swoich szeregów Bóg żywy – pisze papież. – Grzech i śmierć są wydane na zagładę, a zatknięte zostaną zwycięskie sztandary prawdy i miłości”. To zwycięstwo buduje także każdy z nas poprzez codzienną wierność Bogu.
„Panie, pomóż mi odważnie iść za Tobą w moim codziennym życiu. Spraw, abym robił to, co do mnie należy z wiarą, że Ty potrafisz się tym posłużyć dla dobra Twojego królestwa”.
Dz 20,17-18a.28-32.36
Ps 100,1-5
J 10,11-16

Niedziela, 15 maja
Zesłanie Ducha Świętego
Dz 2,1-11
I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym. (Dz 2,4)
Obchodząc tę wspaniałą uroczystość, powróćmy na chwilę do pierwszego artykułu niniejszego numeru, w którym o. Raniero Cantalamessa pisze: „Duch Święty jest miłością Boga. Wewnątrz Trójcy jest On płomieniem miłości płynącej od Ojca do Syna i od Syna do Ojca”.
Choć nie jesteśmy w stanie pojąć do końca tej wymiany miłości pomiędzy Ojcem a Synem, możemy jednak uchwycić jej przebłysk, obserwując kochające się małżeństwo. Sposób, w jaki przepływa między nimi miłość, jest odbiciem relacji pomiędzy Ojcem i Synem.
O. Cantalamessa pisze dalej: „Kiedy mówimy, że Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, oznacza to, że zostali napełnieni miłością Boga. Życie Trójcy zstąpiło ku nim i zostało wlane w ich serca… Pięćdziesiątnica jest tym momentem, w którym każdy z Apostołów przeżywa wszechogarniające doświadczenie miłości Boga”.
Pięćdziesiątnica, stwierdza wreszcie autor, „jest momentem, w którym, za łaską Boga, uświadamiasz sobie, że Bóg ma w tobie szczególne upodobanie jako w swoim umiłowanym synu czy umiłowanej córce”.
Duch Święty pragnie napełnić każdego z nas doświadczeniem tej miłości, tak jak uczynił to z Apostołami. Spróbuj dziś wyobrazić sobie tę doskonałą miłość Boga – jak przepływa ona pomiędzy Ojcem a Synem bez żadnych przeszkód czy zahamowań. A następnie poproś Ducha Świętego, by napełnił cię tą miłością. Nie musi to być jakaś skomplikowana modlitwa. Wystarczy, że powiesz: „Duchu Święty, napełnij mnie miłością Boga”.
Być może odkryjesz w sercu nową radość, głębszy pokój, większe poczucie bliskości Jezusa. Przez całą resztę dnia proś Ducha Świętego, aby pokazywał ci, jak bardzo jesteś umiłowany przez Boga. Możesz, jak Apostołowie, zostać zaskoczony ogromem Bożej miłości. I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż właśnie tak działa Duch Święty.
„Przyjdź, Duchu Święty i napełnij mnie miłością Boga”.
Ps 104,1.24.29-31.34
1 Kor 12,3b-7.12-13
J 20,19-23

Czwartek, 19 maja
Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Iz 6,1-4.8
Oto ja, poślij mnie! (Iz 6,8)
„My tu dużo modlimy się o powołania – opowiadał starszy Kameruńczyk polskiej wolontariuszce misyjnej. – Przed wielu laty był tu misjonarz z Europy, ale wtedy nikt młody w parafii nie był zainteresowany wstąpieniem do jego zakonu, a on zestarzał się i wyjechał. Długo nie mieliśmy księdza. Wielu ludzi odeszło od Kościoła, przestało być praktykującymi chrześcijanami. Potem różni księża przyjeżdżali do nas na kilka lat i wyjeżdżali. Teraz od trzynastu lat mamy tu polskich księży marianów. Wiara zaczęła się odnawiać, bo oni udzielają sakramentów nie tylko w kościele parafialnym, ale i na wioskach. Wielu ludzi powróciło do Kościoła. Ci księża też się starzeją, a nowych niewielu przyjeżdża. Ale wśród młodych jest teraz duże zainteresowanie ich zgromadzeniem. Może ktoś z naszej parafii do nich wstąpi? Może już nigdy nie zostaniemy bez księdza?”
W Polsce nie odczuwamy braku kapłanów. Idąc w niedzielę do kościoła, nie zastanawiamy się, czy Msza święta aby na pewno się odbędzie. Chcąc się wyspowiadać, nie musimy czekać miesiącami czy latami na pojawienie się jakiegokolwiek spowiednika. Młodzi ludzie ustalają termin ślubu, uważając za oczywiste, że znajdzie się ksiądz, który pobłogosławi ich małżeństwo. Owszem, modlimy się o powołania, ale bardziej z pobożności niż z palącej potrzeby. I może właśnie dlatego tak ważne jest dzisiejsze święto, które uświadamia nam, jak wielkim darem są dla Kościoła ci, którzy wezwani przez Jezusa do szczególnego udziału w Jego kapłaństwie, odpowiedzieli: „Oto ja, poślij Mnie!”. A także jak wielkim błogosławieństwem jest to, że wciąż nam ich nie brakuje.
Dzisiejsze święto, obchodzone na tydzień przed uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zostało wprowadzone przez papieża Benedykta XVI po zakończeniu Roku Kapłańskiego. Była to propozycja papieża, który ostateczną decyzję o wprowadzeniu święta pozostawił episkopatom poszczególnych krajów. W Polsce obchodzimy je od początku, czyli od 2011 roku. Warto uświadomić sobie także naszą odpowiedzialność za powołania kapłańskie oraz za wspieranie kapłanów.
To, że w naszej parafii posługuje jeden czy więcej kapłanów, nie jest wcale czymś oczywistym i zagwarantowanym na wieki wieków. Księża nie biorą się znikąd. Są z nas. Są też, jak my, ludźmi poddanymi pokusom i słabościom, z którymi muszą się zmagać. Z pewnością bardziej potrzebują naszego wsparcia i modlitwy niż ostrej krytyki i wytykania błędów. Ucieszmy się dziś tym, że ich mamy.
„Panie Jezu, jedyny i najwyższy Kapłanie, dziękujemy Ci za to, że dzielisz się swoim kapłaństwem z tymi, którzy nam posługują. Prosimy Cię, strzeż ich i umacniaj na drodze ich powołania”.
albo Hbr 2,10-18
Ps 23,2-3.5-6
J 17,1-2.9.14-26

Niedziela, 22 maja
Trójcy Przenajświętszej
J 16,12-15
Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia. (J 16,12)
Wyobraź sobie, że prowadzisz głęboką rozmowę z bliskim przyjacielem, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd, mówi on: „Jest jeszcze coś, co chciałbym ci powiedzieć, ale nie mogę – jeszcze nie teraz”. Prawdopodobnie zaintrygowałoby cię to, a nawet, w zależności od twoich domysłów na temat tej tajemnicy, trochę zaniepokoiło.
Postaw się teraz w sytuacji uczniów. Jezus, dla którego pozostawili swoje rodziny i z którym wędrowali przez trzy lata, zaczyna mówić niezrozumiałe rzeczy, a na koniec dodaje: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie” (J 16,12). Jak poczułbyś się na ich miejscu? Zaciekawiony? Przerażony? A może ulżyłoby ci na myśl, że nie musisz na razie przejmować się tym, co wydarzy się w przyszłości?
Niezależnie od tego, co czujesz, Jezus mówi: „Miejcie odwagę” i „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli” (J 16,33). Jeśli oczekujesz odpowiedzi na nurtujące cię pytania, trwaj w pokoju – Bóg ma swój plan i udzieli ci odpowiedzi we właściwym czasie. Jeśli wolisz nie znać Bożych odpowiedzi z obawy przed tym, czego może On od ciebie zażądać, również trwaj w pokoju. Bóg da ci odwagę i siłę, będzie z tobą na każdym odcinku drogi, jaką masz do pokonania.
Uwierz dziś, że niezależnie od twojej obecnej sytuacji możesz polegać na Bogu, na Trójcy Świętej, której uroczystość dziś obchodzimy. Złóż w Nim swoją ufność. A nawet jeśli nie czujesz wewnętrznego pokoju, staraj się nabrać ducha. Niezależnie od tego, co czujesz, niezależnie od tego, czego doświadczasz, jesteś otulony miłością Boga wszechmogącego. Czuwa nad tobą miłujący Ojciec, który posłał swego Syna, aby oddał za ciebie życie i otworzył przed tobą bramy nieba. A Duch Święty, który żyje w twoim sercu, wciąż napełnia cię Bożą łaską i mocą.
„Dziękuję Ci, Trójco Święta, za siłę i pociechę. Pomóż mi dziś często zwracać się do Ciebie i Tobie zaufać”.
Prz 8,22-31
Ps 8,4-9
Rz 5,1-5

Niedziela, 29 maja
Łk 7,1-10
Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu. (Łk 7,9)
Grupa studentów filozofii opowiada o swojej wyprawie autostopem po Europie Zachodniej. „Pojechaliśmy prawie bez pieniędzy, wzięliśmy namioty. Kiedyś pytamy właściciela motelu, czy możemy rozbić się na jego terenie, a on nam mówi, że ma wolne pokoje, żebyśmy przespali się w środku. Mówimy, że nie bardzo nas stać, a on na to, że jak pokoje mają stać puste, to równie dobrze może przyjąć w nich grupę biednych studentów. Potem podobna sytuacja zdarzyła nam się jeszcze raz. Zupełnie nie liczyliśmy na to, że w tej zlaicyzowanej Europie spotkamy się z taką życzliwością. Kiedy jeździliśmy po Polsce, nic takiego nam się nie zdarzyło”.
Jak czujesz się, widząc dobro tam, gdzie wcale nie spodziewałeś się go znaleźć? Kiedy obcy człowiek przychodzi ci z pomocą tam, gdzie zawiedli bliscy? Kiedy osoba niewierząca okazuje ci życzliwość w trudnej sytuacji? Kiedy klnący jak szewc i obracający się w podejrzanym towarzystwie syn sąsiadki, widząc cię z ciężką torbą, z własnej inicjatywy zanosi ci ją do domu?
Jezus zdziwił się, widząc wiarę rzymskiego setnika, który będąc przecież poganinem nie tylko poczuł się pociągnięty do czczonego przez Żydów jedynego Boga (do tego stopnia, że nawet sam zbudował im synagogę), ale także rozpoznał w Jezusie kogoś niezwykłego, komu dana jest Boża moc. Nie śmiał sam zbliżyć się do Niego ani zaprosić Go do swego domu. Rozmawiał z Nim przez żydowskich pośredników. Był przekonany, że jeśli Jezus choćby z daleka wypowie słowo, to z pewnością się ono wypełni, tak jak rozkazy wydawane przez niego podlegającym mu żołnierzom. Jezus w Izraelu nigdy dotąd nie znalazł takiej wiary.
Dzisiejsza liturgia mówi nam, że Bóg nie ma względu na osobę. On daje łaskę każdemu, kto do Niego przychodzi, jakakolwiek byłaby jego przeszłość, sytuacja życiowa, pochodzenie czy poziom kultury. Przyjmuje tych, których my jesteśmy skłonni zaszufladkować i odrzucić. A czasem w swoim miłosierdziu pokazuje nam dobro, które w nich uczynił, aby nas – swoje tak często zadufane w sobie dzieci – zawstydzić i skłonić do większej pokory.
„Panie Jezu, umocnij moją wiarę. Pomóż mi nikogo nie przekreślać, ale modlić się o nawrócenie wszystkich ludzi, a zwłaszcza siebie samego”.
1 Krl 8,41-43
Ps 117,1-2
Ga 1,1-2.6-10

 

MAGAZYN:
Radosna Boża biegaczka
Świadectwo uzdrawiającej miłości Boga

Ostatnio rozmawiałam z dawno niewidzianą przyjaciółką. „I co, dalej biegasz jak nastolatka?” – zapytała. „Oczywiście” – odparłam.
Pytanie to, w różnych wersjach, jest mi stawiane dosyć często. Tylko, że ja nie jestem nastolatką – mam osiemdziesiąt trzy lata, a to, że jestem w stanie biegać – czy po prostu poruszać się bez pomocy – graniczy wręcz z cudem.

W BOŻYCH DŁONIACH
Około piętnastu lat temu zaczęłam mieć problemy z równowagą i często się przewracałam, a niektóre z tych upadków były dość poważne. Po wielu badaniach stwierdzono u mnie parkinsonizm – postępującą chorobę centralnego układu nerwowego, powiązaną z chorobą Parkinsona.
Nie byłam tym zaskoczona. Także mój brat cierpiał na pewien rodzaj choroby Parkinsona, chorowała też na nią moja ciocia. Przyjęłam tę diagnozę, starając się robić wszystko, co możliwe, aby żyć w miarę normalnie. Pokonując fałszywą dumę, zaczęłam chodzić o lasce (wybierając zawsze atrakcyjne i kolorowe, co pozwalało mi myśleć o nich jako o ciekawym rekwizycie, a nie o czymś koniecznym). Poddałam się fizykoterapii, ćwicząc cztery razy w tygodniu z osobistym terapeutą. Mimo to jednak mój stan pogorszył się na tyle, że zaczęłam wykonywać mimowolne ruchy – miewałam drgawki i ruchy spazmatyczne – a także krztusiłam się i miałam problemy z połykaniem.
Wielokrotnie modlono się nade mną o uzdrowienie. Wierzyłam, że Bóg może to uczynić. Sama też się modliłam i widziałam, jak Boża moc działa w różnych dziedzinach mojego życia oraz w życiu innych. Kiedy jednak nie zostałam uzdrowiona, zaakceptowałam swoją sytuację bez błagania Boga o to, by ją zmienił. Nie była to ponura rezygnacja. Wiedziałam, że Jezus mnie nie opuścił. Ufałam, że jest ze mną i dalej będzie się o mnie troszczył. Miałam też obok siebie kochającego męża, rodzinę i licznych przyjaciół.

„MAMO, TO O TOBIE”
16 marca 2013 roku wraz z moim mężem, Colinem, oraz innymi członkami rodziny uczestniczyłam w specjalnym nabożeństwie z modlitwą o uzdrowienie w naszej parafii. Chociaż sama nie spodziewałam się uzdrowienia, byłam ciekawa, co Bóg uczyni dla innych.
Nabożeństwo prowadził Damian Stayne, świecki mężczyzna z Anglii, znany ze swojej posługi uzdrawiania. Wezwał wszystkich do głębszej wiary w Boga, a następnie wypowiadał „słowa poznania” dotyczące konkretnych chorób i dolegliwości. Kiedy wspomniał o dolegliwościach kręgosłupa i problemach z poruszaniem się, moja córka klepnęła mnie po ramieniu. „Mamo, to o tobie” – powiedziała.
Posłusznie podniosłam rękę. Podczas gdy Stayne głośno wypowiadał słowa modlitwy, moja rodzina położyła na mnie ręce, włączając się w jego modlitwę. Niemal natychmiast przeniknęła mnie jakaś potężna siła, jakby błyskawica czy prąd elektryczny. Zdziwiona odłożyłam laskę, po raz pierwszy od lat stanęłam prosto i poszłam przed siebie bez żadnych problemów.
Zrozumienie do końca tego, co się stało, zajęło mi trochę czasu. Pewnego dnia poczułam ochotę, by pobiec i dumnie przebiegłam tam i z powrotem po korytarzu naszego długiego domu wybudowanego w stylu farmerskim. Przez kolejne miesiące z przejęciem, zachwytem i radością odkrywałam swoje nowe możliwości – mogłam przyklęknąć, pobiec po schodach, a nawet pójść na wycieczkę po nierównym terenie. Drgawki i spazmy ustąpiły. Nie krztuszę się podczas jedzenia. Moje pismo jest znowu czytelne. Mogąc utrzymać w ręku pędzel, z radością wróciłam do malowania pejzaży i martwych natur.

CHCESZ ZOBACZYĆ,
JAK BIEGAM?
22 marca, tydzień po moim uzdrowieniu, uderzyła mnie modlitwa końcowa w codziennej medytacji ze Słowa wśród nas:
„Przyjdź, Duchu Święty, i dotknij mnie ogniem Twojej miłości. Pokaż, jak ogromnego daru mi udzielasz, zapraszając mnie, bym ukazał światu, że Ty także i dziś dokonujesz cudów”.
Uświadamiając sobie, że jest to Boże przesłanie dla mnie, przyjęłam je jako wyjaśnienie, dlaczego zostałam uzdrowiona, oraz jako daną mi misję. Zaczęłam więc żyć tą modlitwą, dzieląc się moją historią ze wszystkimi, którzy zechcieli jej słuchać. Opowiedziałam ją kasjerce w sklepie spożywczym. Rozmawiałam o niej z obcymi ludźmi, z przyjaciółmi i znajomymi, którzy pytali, gdzie podziała się moja laska, z parafianami, którzy wiedzą o moim uzdrowieniu, ale czasem chcą się przekonać, że był to rzeczywiście cud. „Chcesz zobaczyć, jak biegam?” – pytam wszystkich. A następnie czynię to z takim entuzjazmem, że moja rodzina zamieniła to pytanie w przezwisko. Nazywają mnie teraz: „Nyla – Chcesz Zobaczyć Jak Biegam?”.
Pobiegłam także dla mojego neurologa. Wchodząc do gabinetu na rutynową wizytę, oznajmiłam mu, że zostałam uzdrowiona. Wykonał kilka badań i nie znalazł żadnych śladów choroby. Następnie, z uśmiechem od ucha do ucha, patrzył, jak biegnę korytarzem, zatrzymuję się w miejscu, odwracam i pędzę z powrotem. „Zwykle nie oglądam takich widoków – powiedział – moi pacjenci nigdy nie wracają do zdrowia”. Przyznał, że wiara ma duże znaczenie, podziękował mi za przyjście i napisał
w karcie: Wypisana z poradni. „Wypisana? – zdziwiła się recepcjonistka. – My nigdy nie wypisujemy pacjentów!”

UMIŁOWANA
Do tej pory tamta modlitwa z medytacji przynagla mnie do działania. Wciąż świadczę o tym, że Bóg także i dziś czyni cuda. Ale moje przesłanie to coś więcej niż: „Zobacz, jak biegam!”. Przede wszystkim pragnę, aby każdy, kto usłyszy moje świadectwo, doświadczył na swój własny sposób, że Bóg jest kochającym i miłosiernym Ojcem, który ma w nas upodobanie. Takie przekonanie jest także cudem uzdrowienia.
Nie tak dawno stanęłam wobec niespodziewanych trudności, które odebrały mi radość i entuzjazm, pogrążając w lęku i niepokoju o przyszłość. Gdy rozpaczliwie błagałam Boga o pomoc, poczułam, jak mówi do mnie: „Nyla, jeśli mogłem pochylić się nad tobą i w jednej chwili uwolnić cię od postępującej choroby – nie mając żadnego innego powodu, jak tylko moją miłość do ciebie – to czy nie sądzisz, że jestem w stanie poradzić sobie także i z tą sytuacją? Zostaw to i zobacz, co się stanie. Zawierz Mi to, co przeżywasz, i całą resztę twojego życia”.
W tamtej chwili Bóg wydawał mi się tak bliski, że niemal mogłam Go dotknąć. Był Ojcem, który patrzył na mnie z miłością i dobrocią, zapewniając mnie łagodnie, że jestem w Jego ręku. W ułamku sekundy dał mi nową wizję siebie samej jako Jego umiłowanej córki. Ta wizja, z jej wszystkimi zmieniającymi życie konsekwencjami, przenika mnie coraz głębiej.
Kiedy Jezus chodził po ziemi, każdy zdziałany przez Niego cud był zaproszeniem do wiary. To samo dzieje się dzisiaj. Modlę się więc, aby historia mojego uzdrowienia zwracała oczy ludzi na miłującego Ojca, który ma w nich upodobanie. Obyśmy wszyscy usłyszeli Jego słowa: Jesteś moją umiłowana córką… moim umiłowanym synem. Jestem z tobą. Zaufaj Mi. ▐

 

Sklep internetowy Shoper.pl