Książki
5
PLN
Ślad atramentu
Ślad atramentu
tłum: Justyna Przybyłowska
wydawnictwo: PROMIC
rok wyd.: 2014
ISBN: 978-83-7502-468-5
oprawa: miękka ze skrzydełkami
format: 140 x 225 mm
liczba stron: 320
Ocena:
(Ilość ocen: 0)
Cena: 5,00 zł
POPRZEDNIA CENA: 32,90 zł

Dane techniczne

wydawnictwo PROMIC
rok wyd. 2014
ISBN 978-83-7502-468-5
oprawa miękka ze skrzydełkami
format 140 x 225 mm
liczba stron 320

Kolejne, trzecie już spotkanie ze średniowiecznym medykiem, Hugh z Singelton.

John Wycliff, rektor Canterbury Hall, mistrz i przyjaciel Hugh, zostaje obrabowany. Łupem złodzieja pada 20 najcenniejszych ksiąg z biblioteki tego wybitnego uczonego. Kto dopuścił się tak niecnego postępku? Tylko Hugh może pomóc rozwikłać tę zagadkę. Na polecenie Lorda Gilberta wyrusza do Oksfordu. Towarzyszy mu jego ukochana i Arthur, oddany służący lorda. Mroczne charaktery, ludzkie namiętności i żądza władzy… im bliżej rozwikłania tajemnicy, tym bardziej niebezpiecznie. Jednak dobro i miłość powinny ostatecznie zatriumfować.

DRUKUJ OPIS

Nigdy nie widziałem mistrza Johna Wycliffe’a tak strapionego. Nawet gdy prowadził dysputy z innymi mistrzami, rzadko bywał w takiej rozterce. Zdradził mi później – kiedy już mu zwróciłem utracone dobra – iż obrabowanie z ksiąg bezżennego profesora to równie niegodziwy postępek jak zawrócenie w głowie niewieście poślubionej innemu mężczyźnie i zdobycie jej serca. Rzecz jasna, w owym czasie nie mogłem ocenić trafności tej opinii, jako że byłem kawalerem i posiadaczem ledwie kilku ksiąg.

W ten październikowy czas – a był to poniedziałek i dwudziesty dzień miesiąca – Roku Pańskiego 1365 przybyłem do Oksfordu, aby sprawdzić, jakie postępy mogę poczynić w kwestii zaradzenia memu bezżennemu stanowi. Zostawiłem konia w stajni za gospodą Stag & Hounds i udałem się prosto do składu Roberta Caxtona, gdzie powabna córka właściciela, Kate, pomagała przyciągać klientelę spośród bezżennych studentów i absolwentów miejscowej uczelni, a także urzędników i prawników, od których roiło się w Oksfordzie jak od pcheł na psie.

W sklepie Caxtona pojawiłem się pod pretekstem zakupu zwoju pergaminu i flakonu atramentu. Potrzebowałem ich, by zakończyć zapiski dotyczące śmierci nadzorcy folwarcznego Alana i Henry’ego atte Bridge’a. Na ciało Alana, przypomnę tylko, natrafiono na trzy dni przed Wielkim Piątkiem w pobliżu kaplicy Św. Andrzeja, na wschód od Bampton. Zabójca Alana, którym okazał się Henry, został natomiast znaleziony w lesie położonym na północ od miasta. Jako rządca zamku w Bampton miałem obowiązek rozwiązać tajemnice owych morderstw, co też uczyniłem. Wywiązałem się z tego obowiązku jednakże dopiero wtedy, gdy zostałem zaatakowany i dwukrotnie uderzony w głowę w drodze powrotnej z Witney. Ani chybi miało to związek z moimi nocnymi odwiedzinami cmentarzy. Gdybym wiedział, że będę narażony na tego rodzaju napaści, prawdopodobnie odrzuciłbym propozycję lorda Gilberta Talbota, który swego czasu zaoferował mi stanowisko rządcy zamku w Bampton, i pozostałbym zwykłym Hugh – chirurgiem przyjmującym swych pacjentów w gabinecie przy głównej ulicy Oksfordu.

Wróćmy jednak do składu Caxtona. Otóż Kate obiecała, że przygotuje dla mnie nowy flakon atramentu, który będę mógł odebrać następnego dnia, a gdy udała się na zaplecze, by tam dalej wykonywać swoje obowiązki, zagadnąłem jej ojca. Robert Caxton niewątpliwie zdawał sobie sprawę z tego, jakie wrażenie wywierała Kate na tutejszych młodzieńcach. Nie wyglądał na zaskoczonego, kiedy poprosiłem go o pozwolenie, by móc starać się o rękę jego córki. Spodziewałem się, iż w najlepszym przypadku ujrzę wyraz zdumienia na jego twarzy, a może nawet usłyszę odmowę. Wszakże jestem tylko chirurgiem i rządcą. Chirurdzy cieszą się zaś niewielkim poważaniem w Oksfordzie, gdzie mieszka przecież mnóstwo medyków. Ponadto niewielu uczciwych ojców marzy o tym, by wydać swą córkę za rządcę. Z pewnością nadobna Kate wpadła w oko niejednemu synowi zamożnego oksfordzkiego mieszczanina czy też młodemu absolwentowi prawa, który miał szansę wzbogacić się w przyszłości. Niemniej wbrew moim obawom Caxton skinął głową na zgodę, udzielając mi tym samym pozwolenia na zabieganie o względy swej córki. Być może nie bez znaczenia był tu też fakt, iż niegdyś pomogłem mu pozbyć się jatrzącej się rany na plecach.

Wyszedłem ze sklepu przepełniony zarówno radością, jak i trwogą. Radość zapewne jest dla was zrozumiała, czy też byłaby, gdybyście mieli szczęście zobaczyć Kate i pobyć chwilę w jej obecności. Moja obawa wynikała zaś z tego, że nazajutrz musiałem wykazać się umiejętnościami, których nigdy mnie nie uczono i obyciem towarzyskim, którego bezsprzecznie mi brakowało. Szczególnie jeśli chodzi o damy. Kiedy bowiem studiowałem w Balliol za bardzo interesowałem się czytaniem obowiązkowych lektur, by zaprzątać sobie głowę tym, jak należy zalecać się do niewiast, a w żadnej z tych ksiąg owa kwestia nie została omówiona. Na wykładach z logiki również pomijano ten temat. Co więcej, od tego czasu moje powinności jako chirurga i rządcy nieczęsto stwarzały okazję ku temu, bym mógł nabywać wprawy w rozmowach z dziewczętami. Ponadto w Bampton mieszka niewiele kobiet w moim wieku i o podobnym statusie.

Wyszedłszy ze składu Caxtona, udałem się ulicą Holywell na Catte Street, a stamtąd w kierunku bramy Canterbury Hall przy Schidyard Street. Idąc, układałem w myślach zdania, które pomogłyby mi zrobić wrażenie na Kate Caxton. Jak się zapewne domyślacie, nazajutrz nie pamiętałem większości z nich. i prawdę mówiąc, byłem kontent, że tak się stało.

Mistrz John Wycliffe, niegdyś profesor kolegium Balliol, a tym samym mój dawny nauczyciel i oddany przyjaciel, został właśnie mianowany rektorem Canterbury Hall. Kilka miesięcy wcześniej, poirytowany faktem, iż nie potrafię dojść, kto zamordował nadzorcę folwarcznego Alana i Henry’ego atte Bridge’a, udałem się do mistrza Johna, by ubolewać nad swoją niewiedzą i prosić go o pomoc. Mój mentor podniósł mnie na duchu i pozwolił mi spędzić noc w pustej komnacie Canterbury Hall, dzięki czemu oszczędził mi chrapania i robactwa w Stag & Hounds.

Kiedy wówczas opuszczałem Canterbury Hall, mistrz John przykazał mi, że mam go odwiedzić, gdy ponownie zawitam do Oksfordu i opowiedzieć, jak zakończyły się owe sprawy. Gdy mnie o to prosił, nie byłem pewien, czy kiedykolwiek uda mi się je rozwiązać. Niemniej zdołałem tego dokonać, w związku z czym udałem się do mistrza Johna, by mu o tym opowiedzieć i raz jeszcze skorzystać z jego gościnności i pustego pokoju, w którym mógłbym spędzić noc. Odźwierny rozpoznał mnie i bez problemu wpuścił do komnaty uczonego. Spodziewałem się, że jak zwykle zastanę mego mentora pochylonego nad księgą. Tak się jednak nie stało. Otworzył drzwi, kiedy tylko do nich zapukałem, popatrzył na mnie z dziwnym wyrazem twarzy i zrozpaczony wyszeptał:

– Mistrzu Hugh… skradziono moje księgi!

 


 

Przeczytaj dłuższy fragment „Ślad atramentu" »

Ślad atramentu to 3. tom przygód średniowiecznego, angielskiego medyka Hugh z Singelton. Główny bohater serii od 1. tomu przypadł mi do serca. Tak, tak można to określić. Niby średniowiecznych detektywów w książkach nie brakuje, ale Melvin R. Starr stworzył postać inną, wyjątkową. Hugh jest niezwykle mądrym, inteligentnym, postępowym jak na owe czasy (myl się codziennie), sprawiedliwym człowiekiem i zupełną ofiarą losu w kontaktach z kobietami. Ale ma przy tym wielki urok, który chwyta za serce i sprawia, iż wiernie kibicuję mu przy kolejnych miłosnych potyczkach. Z ciekawością śledzę także jego kolejne śledztwa.
Tym razem Hugh zostaje wmieszany w kradzież ksiąg w Oksfordzie. W owym czasie każda księga była dosłownie i w przenośni na wagę złota. Częstokroć kosztowała tyle co część wsi lub kilka chałup. Zrozumiałym jest więc wielkie poruszenie, jakie wywołuje kradzież kilku bezcennych ksiąg jakiej dokonano na oksfordzkim uniwersytecie. Hugh postanawia pomóc w odnalezieniu ksiąg, a dodatkowo także odnowić znajomość z piękną Kate. Musze przyznać, iż postać Kate bardzo przypadła mi do gustu. Autorowi udało się wykreować bohaterkę, która ma charakterek, potrafi pokazać pazurki, co w tamtych czasach było rzadkością. Połączenie osobowości Hugh z Kate i dodanie do tego XIV-wiecznych realiów dało fantastyczny efekt w postaci świetnie napisanej, wciągającej i niezwykle klimatycznej powieści.
Po raz kolejny Melvin R. Starr zabrał mnie w bajeczną i pełną przygód podróż do dawnej Anglii. Seria z Hugh z Singleton w roli głównej charakteryzuje się przede wszystkim doskonałym oddaniem realiów epoki i takim specyficznym, trudnym do określenia urokiem. Nic dziwnego, bowiem autor w 1970 roku uzyskał specjalizację z historii średniowiecznej w Western Michigan University i następnie przez ponad 30 lat był nauczycielem tego przedmiotu w szkołach średnich. Z każdej strony kolejnych książek przebija miłość do średniowiecznej historii i doskonałe przygotowanie merytoryczne pisarza. Wszystkie, najdrobniejsze nawet szczegóły (jak chociażby kształt butów, czy guzika, fryzura, jedzenie) są wiernie odmalowane. Te niezwykle plastyczne i realne opisy to jeden z wielu plusów serii, ale nie jedyny. Kolejnym jest język stylizowany na średniowieczny, który absolutnie nie nudzi, nie męczy, wręcz przeciwnie jest doskonale dopasowany do tematyki i akcji powieści i dodaje jej klimatycznego smaczku.
Ślad atramentu to kolejna wartościowa i fascynująca pozycja z serii Wydawnictwa Promic - Corpus delicti. Książek wydanych w tej serii nie ma wiele, ale w tym wypadku potwierdza się zasada - lepiej mniej a doskonale. Każda z książek serii jest dopracowana pod względem edytorskim, niezwykle wartościowa jeżeli chodzi o treść (zmusza do myślenia).
Zachęcam do lektury, a ja czekam na kolejne tomy przygód Hugh z Singleton.

 

Katarzyna Maciejewska

 

 

Wydaje mi się, że tak niedawno zaczęłam czytać tę serię, a okazuje się, że pierwsza książka Melvina Starra, którą przeczytałam, trafiła do mnie ponad dwa lata temu! Cóż, czas leci szybko, szkoda tylko, że powieści tego autora nie są wydawane w Polsce z jakąś większą częstotliwością, a na każdą trzeba czekać rok... Jednak takie czekanie absolutnie się opłaca. Opłaciło się i teraz.

Pamiętacie Hugh z Singleton? Ten kto czytał pewnie pamięta. Hugh jest chirurgiem, rządcą włości lorda Gilberta i... średniowiecznym angielskim detektywem. I może wydaje się na pierwszy rzut oka, że jego życie nie jest na tyle ciekawe, aby się nim bliżej zainteresować, to jednak jest to błąd. Praca rządcy może i faktycznie nie należy do najciekawszych, z pracą lekarza bywa różnie (chociaż ja sama nie widzę w tym nic interesującego), to jednak to, czym Hugh zajmuje się "po godzinach" może wywołać ciarki na plecach. Szczególnie, gdy przyjdzie mu za zadanie odnaleźć 22 księgi swojego oxfordzkiego przyjaciela, Johna Wycliffa. Bohater zostaje oddelegowany przez swojego pracodawcę, lorda Gilberta, do Oxfordu, aby odszukać złodzieja średniowiecznych ksiąg, które pewnego dnia zniknęły z komnat przyjaciela. Zadanie okaże się jednak niezwykle niebezpieczne, zagrażające życiu każdemu, kto wtrąci się w tę sprawę. Do tego Hugh narazi się nie tylko złodziejom, ale również synowi nowego szeryfa Oxfordu... Obaj panowie bowiem będą się starać o rękę tej samej kobiety...

Pamiętam dwie poprzednie części, jakbym czytała je wczoraj. Zapadają w pamięci na pewno na długo. Nie mogłam się więc doczekać premiery tej książki, tym bardziej, że naprawdę na kolejne powieści Starra trzeba czekać trochę długo. Ale naprawdę warto. Hugh ma w sobie coś, co czytelnika do niego przyciąga, chociaż na pierwszy rzut oka nic w nim ciekawego. Jednak bystrość i spryt to jedne z tych jego cech, których nie sposób nie zauważyć; a równoważy to wszystko skromność i niewielka wiara we własne możliwości. Chyba już bardziej wierzą w niego ci, z którymi ma na co dzień do czynienia, niż on sam. "Ślad atramentu" to trzecia powieść z kolei o przygodach średniowiecznego chirurga z Bampton, jednak... chyba najbardziej trzymająca z napięciu i wciągająca. Dlaczego? Bo teraz to jego życie będzie zagrożone, i to wielokrotnie, na dodatek w obcym mieście, a zdarzy się nawet, że będzie o krok od śmierci.

A to obce miasto to oczywiście Oxford. I chyba muszę się nieskromnie pochwalić, że jest to jedno z tych miast, które miałam okazję odwiedzić. Tak, byłam tam wielokrotnie, a kto był, ten wie, że można się w nim zakochać od pierwszego wejrzenia. Znam więc trochę oxfordzkie ulice obecnie, dzięki tej książce mogłam poznać ich średniowieczne odpowiedniki - ba! nawet możemy obejrzeć dawną mapę tego miasta, a spis występujących w powieści ulic skonfrontować ze współczesnymi nazwami. Naprawdę fajny dodatek... a może nawet kogoś zachęci do odwiedzenia tego uniwersyteckiego miasteczka?... Kto wie.

Zagadka zaginionych ksiąg, czyli główny wątek, oczywiście przeplata się, jak i w poprzednich tomach, z życiem i rozterkami samego bohatera. Nie jest to jednak cykl z tych, które trzeba czytać od początku od pierwszego tomu, po kolei. Co prawda obecne są jakieś tam retrospekcje, Hugh wraca do poprzednich wydarzeń, czasem je wspomina, nie jest to jednak częste i nie miesza w głowie czytelnikowi. Z powodzeniem można sięgnąć po każdy tom tej serii i będzie się wiedziało o co chodzi. I to jest moim zdaniem wielka zaleta, nie zawsze bowiem każdy ma dostęp do każdej książki, którą chciałby przeczytać. Bierzcie więc do rąk kronikę Hugh z Singleton, obojętnie którą, pierwszą, drugą czy trzecią, a na pewno nie pożałujecie, mało tego: pewnie nawet zaostrzy wam się apetyt na więcej.

 

Małgorzata Styś

 

Dziś zapraszam was już po raz trzeci na spotkanie z Hugh, średniowiecznym medykiem. Już dwa razy opowiadałam wam o książkach, których jest on głównym bohaterem (W cieniu kaplicy oraz Niespokojne kości ). Tym razem miałam okazję przeczytać tom trzeci- "Ślad atramentu". Książka ta bardzo umiliła mi podróż znad morza, wciągnęłam się bez reszty, oczywiście do momentu aż Kuba postanowił się zbuntować;)
Tak jak w poprzednich częściach, tak i tutaj główny wątek stanowi zagadka do rozwiązania. Kiedy Hugh ma już nadzieję na spokojne życie i na zajęcie się swoimi prywatnymi sprawami, okazuje się, że czeka na niego kolejne trudne zadanie. Tym razem nie poszukiwanie mordercy, a złodzieja, który okradł mistrza Johna, przyjaciela Hugh'a. Mistrzowi skradziono to, co miał najcenniejszego- wszystkie jego księgi. Czy kradzieży dopuścili się zakonnicy? A może osoby świeckie? Trop co chwila prowadzi do kogoś innego. Rozwikłanie zagadki nie jest łatwe, a wręcz okazuje się niezwykle niebezpieczne. Hugh z narażeniem własnego życia nie spocznie dopóki nie odnajdzie skradzionych dzieł. Śpieszy mu się tym bardziej, że nareszcie znalazł kobietę swojego życia, z którą planuje się ożenić. Nie może jednak zawieźć przyjaciela, oraz swojego lorda i zanim zajmie się sprawami serca, musi doprowadzić sprawę kradzieży do końca.
Wartka akcja, lekki język, wciągające sceny, zagadka do rozwikłania, wszystko to sprawia, że "Ślad atramentu" jest równie doskonałą lekturą jak poprzednie części. Jeśli więc skusiły was poprzednie tytuły, to i w tej książce znajdziecie coś dla siebie. Polecam!

Aneta Sawicka

DODAJ OPINIE

OPINIE KLIENTÓW

Opinie o produkcie (0)

Przypomnimy Ci, kiedy produkt będzie dostępny.

  • Granice
  • Centrum Duchowosci Benedyktynskiej
  • Opoka
  • Wiara
  • BiblioNetka
  • Idziemy
  • Kaplani
  • Vox Fm
  • Radio Niepokalanów
  • Radio polskie
  • Papierowe Mysli
  • Ewangelizuj.pl
  • droga.com.pl
  • logo kulturaonline
  • Sacroexpo
  • Logo Marianum Travel
  • SPM logo
Ślad atramentu

Melvin R. Starr

OPIS

Kolejne, trzecie już spotkanie ze średniowiecznym medykiem, Hugh z Singelton.

John Wycliff, rektor Canterbury Hall, mistrz i przyjaciel Hugh, zostaje obrabowany. Łupem złodzieja pada 20 najcenniejszych ksiąg z biblioteki tego wybitnego uczonego. Kto dopuścił się tak niecnego postępku? Tylko Hugh może pomóc rozwikłać tę zagadkę. Na polecenie Lorda Gilberta wyrusza do Oksfordu. Towarzyszy mu jego ukochana i Arthur, oddany służący lorda. Mroczne charaktery, ludzkie namiętności i żądza władzy… im bliżej rozwikłania tajemnicy, tym bardziej niebezpiecznie. Jednak dobro i miłość powinny ostatecznie zatriumfować.



SPIS TREŚCI
FRAGMENT KSIĄŻKI

Nigdy nie widziałem mistrza Johna Wycliffe’a tak strapionego. Nawet gdy prowadził dysputy z innymi mistrzami, rzadko bywał w takiej rozterce. Zdradził mi później – kiedy już mu zwróciłem utracone dobra – iż obrabowanie z ksiąg bezżennego profesora to równie niegodziwy postępek jak zawrócenie w głowie niewieście poślubionej innemu mężczyźnie i zdobycie jej serca. Rzecz jasna, w owym czasie nie mogłem ocenić trafności tej opinii, jako że byłem kawalerem i posiadaczem ledwie kilku ksiąg.

W ten październikowy czas – a był to poniedziałek i dwudziesty dzień miesiąca – Roku Pańskiego 1365 przybyłem do Oksfordu, aby sprawdzić, jakie postępy mogę poczynić w kwestii zaradzenia memu bezżennemu stanowi. Zostawiłem konia w stajni za gospodą Stag & Hounds i udałem się prosto do składu Roberta Caxtona, gdzie powabna córka właściciela, Kate, pomagała przyciągać klientelę spośród bezżennych studentów i absolwentów miejscowej uczelni, a także urzędników i prawników, od których roiło się w Oksfordzie jak od pcheł na psie.

W sklepie Caxtona pojawiłem się pod pretekstem zakupu zwoju pergaminu i flakonu atramentu. Potrzebowałem ich, by zakończyć zapiski dotyczące śmierci nadzorcy folwarcznego Alana i Henry’ego atte Bridge’a. Na ciało Alana, przypomnę tylko, natrafiono na trzy dni przed Wielkim Piątkiem w pobliżu kaplicy Św. Andrzeja, na wschód od Bampton. Zabójca Alana, którym okazał się Henry, został natomiast znaleziony w lesie położonym na północ od miasta. Jako rządca zamku w Bampton miałem obowiązek rozwiązać tajemnice owych morderstw, co też uczyniłem. Wywiązałem się z tego obowiązku jednakże dopiero wtedy, gdy zostałem zaatakowany i dwukrotnie uderzony w głowę w drodze powrotnej z Witney. Ani chybi miało to związek z moimi nocnymi odwiedzinami cmentarzy. Gdybym wiedział, że będę narażony na tego rodzaju napaści, prawdopodobnie odrzuciłbym propozycję lorda Gilberta Talbota, który swego czasu zaoferował mi stanowisko rządcy zamku w Bampton, i pozostałbym zwykłym Hugh – chirurgiem przyjmującym swych pacjentów w gabinecie przy głównej ulicy Oksfordu.

Wróćmy jednak do składu Caxtona. Otóż Kate obiecała, że przygotuje dla mnie nowy flakon atramentu, który będę mógł odebrać następnego dnia, a gdy udała się na zaplecze, by tam dalej wykonywać swoje obowiązki, zagadnąłem jej ojca. Robert Caxton niewątpliwie zdawał sobie sprawę z tego, jakie wrażenie wywierała Kate na tutejszych młodzieńcach. Nie wyglądał na zaskoczonego, kiedy poprosiłem go o pozwolenie, by móc starać się o rękę jego córki. Spodziewałem się, iż w najlepszym przypadku ujrzę wyraz zdumienia na jego twarzy, a może nawet usłyszę odmowę. Wszakże jestem tylko chirurgiem i rządcą. Chirurdzy cieszą się zaś niewielkim poważaniem w Oksfordzie, gdzie mieszka przecież mnóstwo medyków. Ponadto niewielu uczciwych ojców marzy o tym, by wydać swą córkę za rządcę. Z pewnością nadobna Kate wpadła w oko niejednemu synowi zamożnego oksfordzkiego mieszczanina czy też młodemu absolwentowi prawa, który miał szansę wzbogacić się w przyszłości. Niemniej wbrew moim obawom Caxton skinął głową na zgodę, udzielając mi tym samym pozwolenia na zabieganie o względy swej córki. Być może nie bez znaczenia był tu też fakt, iż niegdyś pomogłem mu pozbyć się jatrzącej się rany na plecach.

Wyszedłem ze sklepu przepełniony zarówno radością, jak i trwogą. Radość zapewne jest dla was zrozumiała, czy też byłaby, gdybyście mieli szczęście zobaczyć Kate i pobyć chwilę w jej obecności. Moja obawa wynikała zaś z tego, że nazajutrz musiałem wykazać się umiejętnościami, których nigdy mnie nie uczono i obyciem towarzyskim, którego bezsprzecznie mi brakowało. Szczególnie jeśli chodzi o damy. Kiedy bowiem studiowałem w Balliol za bardzo interesowałem się czytaniem obowiązkowych lektur, by zaprzątać sobie głowę tym, jak należy zalecać się do niewiast, a w żadnej z tych ksiąg owa kwestia nie została omówiona. Na wykładach z logiki również pomijano ten temat. Co więcej, od tego czasu moje powinności jako chirurga i rządcy nieczęsto stwarzały okazję ku temu, bym mógł nabywać wprawy w rozmowach z dziewczętami. Ponadto w Bampton mieszka niewiele kobiet w moim wieku i o podobnym statusie.

Wyszedłszy ze składu Caxtona, udałem się ulicą Holywell na Catte Street, a stamtąd w kierunku bramy Canterbury Hall przy Schidyard Street. Idąc, układałem w myślach zdania, które pomogłyby mi zrobić wrażenie na Kate Caxton. Jak się zapewne domyślacie, nazajutrz nie pamiętałem większości z nich. i prawdę mówiąc, byłem kontent, że tak się stało.

Mistrz John Wycliffe, niegdyś profesor kolegium Balliol, a tym samym mój dawny nauczyciel i oddany przyjaciel, został właśnie mianowany rektorem Canterbury Hall. Kilka miesięcy wcześniej, poirytowany faktem, iż nie potrafię dojść, kto zamordował nadzorcę folwarcznego Alana i Henry’ego atte Bridge’a, udałem się do mistrza Johna, by ubolewać nad swoją niewiedzą i prosić go o pomoc. Mój mentor podniósł mnie na duchu i pozwolił mi spędzić noc w pustej komnacie Canterbury Hall, dzięki czemu oszczędził mi chrapania i robactwa w Stag & Hounds.

Kiedy wówczas opuszczałem Canterbury Hall, mistrz John przykazał mi, że mam go odwiedzić, gdy ponownie zawitam do Oksfordu i opowiedzieć, jak zakończyły się owe sprawy. Gdy mnie o to prosił, nie byłem pewien, czy kiedykolwiek uda mi się je rozwiązać. Niemniej zdołałem tego dokonać, w związku z czym udałem się do mistrza Johna, by mu o tym opowiedzieć i raz jeszcze skorzystać z jego gościnności i pustego pokoju, w którym mógłbym spędzić noc. Odźwierny rozpoznał mnie i bez problemu wpuścił do komnaty uczonego. Spodziewałem się, że jak zwykle zastanę mego mentora pochylonego nad księgą. Tak się jednak nie stało. Otworzył drzwi, kiedy tylko do nich zapukałem, popatrzył na mnie z dziwnym wyrazem twarzy i zrozpaczony wyszeptał:

– Mistrzu Hugh… skradziono moje księgi!

 


 

Przeczytaj dłuższy fragment „Ślad atramentu" »

Sklep internetowy Shoper.pl